POLARNY NA SŁOWACJI

środa, 28 lipca 2010

Na dziś minimum słów maximum obrazu. Nie ma czasu pisać o jaskini, bo Polar się pakuje i wraca. Tak więc pocieszcie oczy widokami, a jak Polar wróci to napisze parę istotnych informacji na temat Dobszyńskiej Jaskini Lodowej.

 

UPDATE DO NOTKI

 

PRZEPIĘKNA … KOMERCJA. Taki podtytuł powinna dostać ta notka uzupełniająca fotorelację z jaskini. Na początek, zanim Polar zacznie pisać o wrażeniach z jaskini jedna bardzo ważna informacja: JASKINIE W SŁOWACJI SĄ W PONIEDZIAŁKI ZAMKNIĘTE DLA ZWIEDZAJĄCYCH. W informatorach i na necie Polar tego nie doczytał (w informatorze nie było, a w Internecie nie zauważył, aby było napisane), i najpierw przepierniczył się 100 km w poniedziałek, a później musiał poprawić we wtorek.

WEJŚCIE DO LODOWCA

Wrażenia z Jaskini? Jaskinia robi niesamowite wrażenie. Niestety, całość jest zorganizowana tak komercyjnie, że nie ma czasu na oddech. Wycieczka goni wycieczkę. Po kładkach zapierdala się, jak ciuchcia z dwoma przystankami w większych „salach”. Cały czas w biegu, z wywieszonym ozorem, mimo iż temperatura przez cały rok waha się od – 4 do +3,5 stopnia w częściach bez lodu. Tak, więc zwiedzając ją należy pamiętać o zabraniu ze sobą jakiejś kurki lub swetra. Czas zwiedzania to okło 45 minut, więc zmarzluchy zdążą zmarznąć.

ZAMARZNIĘTA RZEKA

 

KORYTARZ LODOWY


Wkurzające jest to, że nigdzie nie można przystanąć na dłużej i np. porobić spokojnie zdjęć, bo jest się pospieszanym, albo przez przewodników, albo naciska na Nas następna wycieczka. Z jaskini o długości ponad 1200 metrów do zwiedzania udostępniona jest zaledwie około 500 metrowa pętla. Piękne oświetlenie jaskini pozwala podziwiać widoki, ale niestety takiemu laikowi fotograficznemu jak Polarny utrudnia właściwe ustawienie parametrów w aparacie, stąd takie, a nie inne zdjęcia.

WODOSPAD LODOWY

ZAMARZNIĘTY WODOSPAD

Foty nie oddają wrażenia z jaskini, ponieważ jest ona generalnie dość wąska i cały czas człowiek przemieszcza się między jej ścianami. Pozwala to poczuć „parcie jaskini”, ale utrudnia robienie przestrzennych zdjęć. Poza tym ciągłe poganianie nie sprzyja, ani łapaniu ujęć, ani nastawianiu sprzętu. Do tego jeszcze, jak Polar złapał fajne miejsce i chciał na trzaskać fotek z różnymi ustawieniami, to nie wytrzymywała tego lampa i się przegrzewała, co eliminowało Polara z robienia kolejnych zdjęć na jakieś pięć minut. Bez lampy nie ma w ogóle co marzyć o sensownych zdjęciach. Te pięć minut, to kolejne metry w głąb jaskini i pozostawione za sobą widoki, które można by było uwiecznić na fotce. I jedna uwaga dla fotografów, wszystko trzaskamy z ręki, bo w jaskini zabronione jest używanie statywów.

LODOWA JASKINIALODOWA JASKINIA

Przy planowaniu wycieczki trzeba pamiętać też o bardzo ważnych informacjach logistycznych. Pierwsza to ta, że wejście do jaskini odbywa się o pełnych godzinach. Pierwsze wejście jest o 9.00, ostatnie o 16. Druga to, że Jaskinia jest otwarta od połowy maja do końca października. i zamknięta jest w poniedziałki.  Trzecia to, to, że p zy planowaniu wejścia należy wiedzieć, że dojście do jaskini z parkingu zajmuje od 15 do 30 minut. Dojscie jest dość strome i osoby męczące się szybko muszą to wziąć pod uwagę. Przy opłatach trzeba też mieć na uwadze, że parking jest również płatny od 2,5 do 3,5 euro.

LODOWA JASKINIA

Polarny nie żałuje wycieczki do jaskini. Było pięknie, mimo iż drogo, jak na 45 minutową bieganinę, bo za wejście osoby dorosłej 7 euro, 3,5 euro za dziecko do lat 15 i za fotografowanie … 10 euro. Z tym fotografowaniem to lipa i to duża, trzeba nastawić się na „polowanie”. Polarny zostawał z tyłu, aby mu nikt nie przeszkadzał, ale i tak szału nie było. Zwiedzić warto, wrażenia na pewno niezapomniane, ale… chciałoby się dłużej, wolniej i więcej. Niesmak gonitwy pozostaje jednak po zakończeniu zwiedzania. No, chyba, że to Polarny ma wymagania pędzącego żółwia.

 

wtorek, 27 lipca 2010

Polarny właśnie skończył kiełbasę ze … śledziem. Oczywiście nie ma to nic wspólnego ze słowackim żarciem. Ot po prostu Polarowi przyszedł smak, jak kobiecie w ciąży i tyle. Kiełbasa nowotarska, śledź pomorski więc zestaw z pewnością przyjacielski, a może nawet solidarnościowy.


Dziś ma być o żarciu i będzie o żarciu. Polar jak wiadomo lubi gotować, ale i lubi również smakować. Nie było więc bata, żeby nie popróbować kolejnych potraw z kuchni słowackiej. Po pierogach z bryndzą i kluskach ziemniaczanych polewanych sosem bryndzowo - śmietanowym ze skwarkami, przyszedł czas na coś innego. A czas przyszedł nie gdzie indziej, ale w Spiskiej Nowej Wsi (Spiśśka Nova Ves). Tam Polarny postanowił zakotwiczyć po zwiedzaniu Spisskiego Hradu czyli Spiskiego Zamku.

SPISSKA NOVA VES SPISKA NOWA WIEŚ

SPISSKA NOVA VES SPISKA NOWA WIEŚ


Całość kulinarnych przyjemności w Spiskiej Nowej Wsi (Spiśśka Nova Ves) znajduje się przy ul. Letniej. Masa kawiarenek w kamieniczkach i bramach nadaje temu miejscu wiele uroku i daje kolosalne możliwości wyboru dań w barach, barkach, restauracjach i restauracyjkach.

RESTAURACJA W BRAMIE


Na początek była przystawka o której marzyliśmy od zeszłego roku, a mianowicie Langos. Jak już wcześniej Polarny wspominał przy okazji opisu Starej Lubovny, jest to danie węgierskie, a że Słowacja była przez długi czas pod wpływem kultury austro-węgierskiej, przyjął się on, jako danie narodowe i regionalne. Tym razem Langośa (czyt. Langosz) jedliśmy z przeźroczystym sosem czosnkowym, tatarskom omackom (sos tatarski) i Syrem (ser). Polar wraz CM-ką zażyczył sobie do tego keczup. Langosa w cenie 1 euro sztuka wciągnęliśmy z autobusu przy restauracji GARAGE przy ul. Letna 35.

AUTOBUS GARAGE SPISKA NOWA WIEŚ

RESTAURACJA GARAGE SPISSKA NOVA VES SPISKA NOWA WIEŚ


Później poszliśmy zwiedzać i przy okazji szukać jeszcze jakiegoś ciekawego miejsca, i tak trafiliśmy na restaurację Spiś, gdzie podawane są różne specjały kuchni słowackiej, a także inne dania według uznania. Tu upolowaliśmy dwie regionalne zupy: Paradajkova so parmezanom (Pomidorowa z parmezanem) oraz Cesnaćka so syrom a śampińónami (Czosnkowa z serem i pieczarkami).

RESTAURACJA SPISZ NOWA WIEŚ SPISKA NOVA SPISSKA VES

Obie zupy rewelacja. Paradajkova to wyśmienity krem pomidorowy na lekko słodko z tartym parmezanem, zupa delikatna i rewelacyjna w smaku. Polarny poleca ją szczególnie dzieciom. Cesnacka to rosół z olbrzymią ilością drobno siekanego czosnku, z duszonymi pieczarkami w plasterkach i serem pokrojonym w kostkę. Zupa ma wspaniały ostry smak i w połączeniu z serem i pieczarkami daje podniebieniu istną ucztę. Polarny był zachwycony kuchnią przy ul. Letna 45.


Ciekawostką na całą Słowację jest to, że prawie we wszystkich „jadłodajniach” jest coś takiego, jak „danie dnia” lub „obiad dnia”, który najczęściej składa się z zupy i drugiego dania,  i mieści się cenowo w granicach 3 euro. Jedzenie „dań dnia” jest również ciekawym i tanim sposobem na „zwiedzanie” kuchni słowackiej. Trzeba pamiętać, że dania w jednym tygodniu się nie powtarzają, więc trudno zjeść dwa razy to samo. Niektóre restauracje podają menu „dań dnia” na cały tydzień. Trzeba również pamiętać, że niektóre „jadłodajnie” podają „dania dnia” w promocyjnych cenach tylko w określonych godzinach, najczęściej między 14 a 15.


Polarny jak wróci do dom, a chyba wróci już w czwartek ze względu na wspaniałą deszczową pogodę, to z pewnością spróbuje sobie zrobić zupę czosnkową, która z pewnością na stałe wpisze się w repertuar kulinarny polarnego domostwa. Do repertuaru pewnie dołączy również Vyprażany Syr so Śunkou czyli obsmażany panierowany ser z szynką – ulubione danie CM-ki, oraz coś co jedynie mi przypadło do gustu czyli Topolćianska Zemiakova  Polevka, nazywana czasami Krupkova Polevka. Jest to zupa ziemniaczana z gotowanym pęczakiem, kukurydzą, czosnkiem, cebulą i gotowanymi cynaderkami. Zupa dla mnie rewelka, a cynaderki nadają jej super smaku i powodują, że zupa jest bardzo pożywna. Niestety moim Paniom cynaderki zupełnie nie przypadły do gustu.


Wszystkim odwiedzającym słowacką krainę życzę miłego kulinarnego zwiedzania. Następna notka o Lodowej Jaskini.

niedziela, 25 lipca 2010

Wypoczynek potrafi być naprawdę męczący, szczególnie, gdy aby obejrzeć jedne z największych zamków w Europie trzeba siedzieć dwie godziny w samochodzie, aby przeczekać górską burzę z deszczem z węża strażackiego.


O historii zamku możecie poczytać sobie w necie, więc Polar nie będzie przytaczał tu, ani informacji, ani żadnych nowinek. Z Piwnicznej samochodem półtorej godziny jazdy i staje się u podnóży przepięknego zamku, zbudowanego kilkadziesiąt kilometrów od Levocy i Nowej Spiskiej Wsi.

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI PANORAMA

Bilet rodzinny dla trzech osób, to 13€. Niestety nie ma tam polskiego przewodnika, więc Polarny był skazany na samodzielne zwiedzanie, chociaż i tak miejscami dołączał się do wycieczek by posłuchać co mówi przewodnik. Język Słowacki jest dość prosty, więc nie było problemów ze zrozumieniem tego, że np. na polu bitwy zbrojnych rycerzy nie zabijano, a zabijano konie pod nimi. Biorąc pod uwagę, że zbroja ważyła 40 d0 70 kg, wystarczyło zabić konia, aby wyeliminować jeźdźca, który i tak często umierał na polu walki z głodu, ponieważ przewrócony z koniem sam nie mógł wstać i gdy nie został z pola zabrany to umierał z głodu.

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI

W zamku znajduje się muzeum broni, pokazano kuchnię dworską,  salę tortur, a także rekonstrukcje różnych zbroi, których używano na tamtym terenie.

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI kuchnia

KLATKA TORTUR

ARMATA

BROŃ

ARMATA

No, ale dość gadania, niech lepiej fotki same oddadzą atmosferę zamku i przemówią czy warto zajrzeć w to miejsce, bo swoim pisaniem o Polarowej Wycieczce i tak Was nudzę.

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI TURNIEJOWE PODZAMCZE

W tym miejscu odbywały się potyczki i turnieje rycerskie, które obecnie są odtwarzane w przepięknych widowiskach batalistycznych.

SCHODY NA WIEŻĘ

Na schodach położyłem telefon komórkowy, aby pokazać jak wąskie były schody na wieżę tzw. mieszkalną, która była ostatnim bastionem obronnym zamku.

WIDOK Z WIEŻY

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI

SPISSKY HRAD ZAMEK SPISKI

PS. Aby coś zjeść po zwiedzaniu, można skorzystać z baru w podzamczu, ale Polarny nie poleca. Lepiej przejechać kilkanaście kilometrów do Nowej Spiskej Wsi i tam coś zjeść smacznego, o czym w następnym odcinku. Na deser zdjęcie które mi się najlepiej podoba.

TRZY OKNA

czwartek, 22 lipca 2010

Huston mamy ... opóźnienie. Polarny wrca późno z eskapad i mimo, iż notkę zdąży napisać, to już siły na obróbkę zdjęć i ich w stawienie brak. Stąd też mamy jednodniowy poślizg i to co jest wstawiane dziś, było napisane wczoraj. A notka z dzisiejszej wycieczki do Wieliczki, ma szansę ukazać się jutro.


Plany są po to aby je zmieniać, a przynajmniej modyfikować. Dziś (znaczy kiedy Polar zaczyna pisać tę notkę czyli w środę) była przepiękna słoneczna pogoda, więc padał decyzja, że jedziemy na basen do Muszyny, a później do Bardejova. Miały być jeszcze Bardejovske Kupele, ale niestety na to już sił nie starczyło.


Basen  Korona w Muszynie mimo iż nie wielki naprawdę sympatyczny. Woda czyściutka, z tego co Polarny podsłuchał, źródlana i pitna. Stąd nie było czuć odrobiny chloru, a po wyjściu skóra nie kurczyła się jak jaja Pingwina na mrozie. Z atrakcji: „Małe i Duże Tsunami” czyli robiona fala, albo mechanicznie przez kulę, albo osobiście przez kąpiących; pięć baseników jacuzzi, 20 metrowy basen do pływania (1,40m), podwójna mini zjeżdżalnia; basen … „spacerowy” (1,30m); basenik dla maluchów (0,30m).

 

BASEN KORONA W MUSZYNIE

 

Oprócz tego na terenie można wypożyczyć leżak i zjeść niedrogo jakieś przekąski. Są frytki, hamburgery, zapiekanki, ale też i kiełbasa z cebulką i np. golonka. Ceny przystępne. Pobyt całodniowy dla jednej dorosłej osoby – 15 zł (zniżki dla dzieci do lat 12), leżak 10 zł, przykładowo Hamburger 4 zł, kiełbasa 5 zł, golonka ok. 300 g 15 zł. Co ciekawe na teren basenu nie są wpuszczane osoby nietrzeźwe, hehehehehe, ale za to są dwa stoiska z zimnym beczkowanym piwem, więc można śmiało iść na trzeźwiaka, a wracać ciągnionym na mokrym ręczniku. Polar na basenie spędził parę ładnych godzin i o 16 pojechał do Bardejova.


Bardiów (Bardejov) to przesympatyczne miasteczko (z zabytkami wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNSESCO) z przepięknym rynkiem otoczonym malowniczymi (dosłownie) kamieniczkami w zakamarkach których można się dobrze najeść, napić i wypocząć przy zimnym piwku czy smacznym winie.

BARDEJOV RYNEK

Polarny tym razem zaczął od szukania żarcia, bo po muszyńskim basenie to jednak mimo gorąca (29 C w cieniu) ssanie się włączyło. Przy pobycie trzeba pamiętać o płatnych strefach parkowania, które w centrum miasta płatne są do 17. Polarny nie ma w zwyczaju dopłacać tam, gdzie nie trzeba w związku z tym zaparkował samochód pod … Policją, a po 17 przestawił sobie na już bezpłatny parking.


Dziewczyny poszły na lody, które sobie bardzo chwaliły (na zdjęciu czerwona strzałka), a Polar bawił się w ustawianie samochodu. Gdy wrócił, nastąpiło poszukiwanie koryta. Poszukiwanie było męczące, bo … kafejek mnóstwo, a Polarowscy szukali takiego z żarciem regionalnym, ale jednocześnie nie drogo. W końcu znaleźliśmy coś niepozornego w bramie przy Radnićne nam. 31 (na zdjęciu zielona strzałka).

 

BARDEJOV RYNEK


Ta mini restauracja „U Pal’enćara” serwowała najróżniejsze potrawy, w tym również kilka regionalnych. Polarny po debacie rodzinnej zafasował ostatecznie dwa regionalne: Pirohy zemiakowo – byrndzove oraz Bryndzove Haluśky i jedno specjalne: Kuracie rezne śpecial. Za całość z colą i sokiem zapłaciliśmy nie całe 13 Euro. KM-ka nie była zadowolona z jedzenia. Mówiła, że spróbować - tak, najeść się tym - nie. Polarny jednak był bardzo zadowolony, ponieważ posmakował wszystkich 3 potraw - obie kobiełki nie zjadły swoich porcji. Dźwiedź napchał swój bęben do wypęku. Pirohy (pierogi) przypominały nasze ruskie pierogi tyle, że zamiast twarogu była dodana do nich bryndza. Haluśky przypominały… lane kluski polewane… niewidomo czym, a były to ichnie kluski (makaron) polewany przyprawioną bryndzą ze skwarkami i zieloną pietruszką. Najmniej można się rozwodzić nad kotletem dla CM-ki czyli kotlet z kurczaka z grilla zapiekanego z serem i szynką.


Gdy kołdun Polara został nafaszerowany, jak kiszka barania przez Angola, rozpoczęło się zwiedzanie rynku i okolicy.

BARDEJOV RYNEK

Polar nie wlazł do Bazyliki by porobić fotki, bo … Słowacy nawet na bazylice trzepią kasę, wejście ze zwiedzaniem wieży 3 e, fotografowanie 2 e. Dla Polarnego wydatek rzędu 11 e, aby połazić i pooglądać figurki, ołtarze, itp. był zbędnym, bo akurat to Polara nie interesuje na tyle, aby wydać na takie oglądanie kasę.

BAZYLIKA SV EGIDIA W BARDEJOVIE

W Bardejovie jest naprawdę pięknie. Interesujący ratusz z początku XVI wieku z ciekawym wejściem bocznym dopełnia całości.

WEJŚCIE BOCZNE RATUSZ BARDEJOV

Kilka godzin, obiad, spacer to przyjemność, która na rynku Bardejowskim nabiera jakiegoś takiego historycznego wymiaru.

BARDEJOV

 

BARDEJOV BASZTA

 

BARDEJOV MALOWNICZA KAMIENICZKA

Z tego wszystkiego, z tych wrażeń i ciągłego ruchu Polarny, mimo parowania notorycznie zapominał się odlać. Na basenie nie było czasu i pamięci, po basenie również. W Bardejovie nie wypadało lać na środku rynku do 23 metrowej studni, szczególnie, że była przykryta pancerną szybą, a w restauracji Polar tak zajął się żarciem, że też zapomniał. Efekt końcowy - Polar wywiózł sikanie z powrotem do Polski. No, ale nie było dane dowieźć go do Piwnicznej. Kilka kilometrów przed Polar nie wytrzymał, dał po hamulcach i poleciał w krzaki, jak wilk po kolacji u Czerwonego Kapturka. W krzakach dżungla jak nie wiem, a w dżungli jak wszędzie zwierzęta. Znaczy się komary były. I roślinność. Znaczy pokrzywy zaatakowały Polarnego, a z nimi komary wielkości gołębi. No i to było ekstremum przeżyć dzisiejszego dnia. Polarny siekany pokrzywami, sikał gryziony przez pięć komarów jednocześnie i musiał pilnować, co by nie olać sobie sandałów. Walka była nierówna, ale i tym razem Polar wyszedł z niej zwycięsko, chociaż suchość sandałów okupił własną krwią. I z dzisiejszego dnia Polarny ma jeszcze jedno prawo: O wszystkim można zapomnieć, ale nie o tym aby się odlać, oraz fotkę ciekawego przełomu Popradu.

RZEKA POPRAD

WNIOSEK: OLAĆ MOŻNA WIELE SPRAW, ALE NIE LANIE.

środa, 21 lipca 2010

Góry kojarzą się w większości normalnym ludziom  z … górami. Stąd Szczawnica i Muszyna również się z nimi kojarzą. Normalnym ludziom - tak, Polarowi - nie. Polarny obie miejscowości potraktował spacerowo, tzn. nie jako miejsce wypadów do męczenia nóg i pocenia się w górskich ostępach, ale jak Sopockie Molo. Polarny po prostu sobie połaził.


W Muszynie mimo szczerych chęci nie ma nic do obejrzenia oprócz może Groty Matki Boskiej, ale na to Polar nie miał siły, może przy innej okazji, gdy podjedziemy sobie na niewielki basenik (niedawno otwarty,) aby pomoczyć sobie trochę dupsko i w końcu opalić trochę więcej niż ręce do ramion.


Krynica natomiast to idealne miejsce do spacerowania dla wszystkich grup wiekowych. Wspaniały Park Zdrojowy, przesympatyczny deptak, ciekawe uliczki przedzielone górskim strumienie na którym poprzerzucano wiele stylowych mostków łączących dwie części Krynicy.



MOSTEK W KRYNICY ZDRÓJ


Polarny z przyjemnością zajrzał do różnych pijalni wód i niektóre zdecydowanie Polarowi smakują. Podreptał, jak Dreptak po deptaku, zawinął kitę w parku, a i przewiózł swój zapchlony tyłek na Górę Parkową (bez szału, jakieś 5 minut jazdy), gdzie dzieci mają swój raj na zjeżdżalni w filcowej skarpetce, albo na dętce od traktora.

 

KOLEJKA GÓRA PARKOWA ZJEŻDŻALNIE NA GÓRZE PARKOWEJ KRYNICA

 

WIDOK Ze Stacji Kolejki GÓRY PARKOWEJ

 

Z Góry parkowej roztacza się przepiękny widok na góry otaczające Krynicę.

 

WIDOK Z GÓRY PARKOWEJ

 

Krynica to raj dla spacerowiczów. Jest gdzie pójść, gdzie posiedzieć, a i z jedzeniem nie ma problemów, chociaż patrząc  obiektywnie jedzenie jest dość drogie. Jeżeli ktoś chciałby się połakomić na gicz jagnięcą, albo comber z … zebry, musi się przygotować na wydatek rzędu od 38 do 60 zł za porcję. Jak ktoś chce, to za 999 zł może zamówić całe pieczone jagnię, albo za trzy stówy półmisek mięs (jagnięciny i dziczyzny – jelenie, sarny, dziki). Z innych atrakcji muzeum Nikofora, Muzeum Zabawek i ciekawe budownictwo.

 

KRYNICA

 

KRYNICA


A w ogóle to przed chwilą KM-ka postanowiła wykończyć Polara. Stwierdziła, że w pokoju są meszki. Co robi Polar w takich wypadkach? W takich wypadkach Polar ma meszki tam, gdzie akurat one mają Polara czyli w dupie. Niestety, KM-ka nie podzielała opinii Dźwiedzia w rzeczonym temacie i postanowiła się pozbyć meszek w istnie kobiecy sposób. Wzięła w swoje ręce dezodorant Bross do odstraszania świństwów (dezodorant do ciała) i … wypsikała wszystko na … ściany. Meszki generalnie miały w dupie zabiegi KM-ki, a największą meszką, która prawie nie padła był … Polar. Syf chemii rozniósł się po całym pokoju. Polarny zaczął się dusić i mieć przy każdym oddechu usta pełne oparów antymeszkowej krucjaty KM-ki, a meszki wzięły karty i jakby nigdy nic zaczęły przy lampce nocnej rozgrywać kolejną partyjkę brydża. Polarny chciał nadmienić, że KM-ka nie jest naturalną blondynką, jeżeli ktoś chciałby wytaczać takie argumenty. Najlepszą polewkę z tego wszystkiego miała CM-ka, do momentu aż meszki przeniosły się do niej na laptopa. Polarny poradził, żeby laptopa również sobie popsikała Brossem, na co stwierdziła, że popsika sobie oczy to nie będzie ich widziała. Na koniec KM-ka przyglądając się szafce nocnej stwierdziła z tryumfem: - O i wszystkie meszki zdechły. Na co Polar odpowiedział: - Ja prawie też.


No i tym optymistycznym akcentem kończymy następny dzień wycieczki Polarnego. Krynica i Muszyna miały być jutro, ale były dziś, a jutro? Jutro może to co miało być dziś Limanowa, Stary Sącz i Ciężkowice? Istnieje jeszcze opcja, że jutro będzie gorąco i spróbujemy zaatakować Bardejovske Kupele i sam Bardejov, bo ten ostatni to naprawdę perełka architektoniczno – historyczna. To się jednak zobaczy, no to do następnej notki.

 

RESZTA ZDJĘĆ RANO, BO MI SIĘ BLOX ZBIESIŁ I NIEWIDZI DODANYCH ZDJĘĆ W ZASOBACH...ECH TE ZMIANY NA LEPSZE.

 

Zdjęcia wstawione, a teraz jadę... umyć samochód... w końcu, a później... czy Wy wiecie, że ja jeszcze nie wiem, gdzie dziś naprawdę pojedziemy?


WNIOSEK: KOBIETY MAJĄ MASĘ NIESAMOWITYCH POMYSŁÓW, TYLKO CZEMU CZASAMI JE REALIZUJĄ?

poniedziałek, 19 lipca 2010

No to relację z urlopu Polarnego czas zacząć. Na sam początek parę praw Polarnego:


  1. Jeżeli będą korki to pamiętaj, że to Ty właśnie w nich będziesz stał a Ci z naprzeciwka będą jechać.
  2. Jeżeli przed podróżą myjesz samochód i liczysz na słońce, jesteś idiotą. Pogoda na podróż jest zawsze inna niż będziesz zakładał.
  3. Jeżeli wybierasz najkrótszą drogę to pamiętaj, że będzie ona najbardziej czasochłonną. Trasę planuj z mapą a nie tylko z głową.
  4. Jeżeli liczysz tylko na GPS-a, to w ogóle nie wyjeżdżaj z domu, idioci nie powinni wybierać się w podróż.
  5. Jeżeli myślisz, że polskie drogowskazy dokądś Cię zaprowadzą, to lepiej od razu przerzuć się na GPS-a.


Skąd te prawa? Stąd, że Polarny:


-  w sumie w korkach spędził prawie 3 godziny, co wydłużyło podróż do 13 godz.

- umył samochód, a ¾  trasy lało lub mżyło, jak wygląda samochód nie muszę tłumaczyć;

- zaplanował trasę najkrótszą, co w efekcie doprowadziło do gnicia w korkach, bo zamiast ominąć Nowy Sącz bazując na zeszłorocznych doświadczeniach, to znowu się wpieprzył w korki;

- wbijając trasę w GPS-a z punktami pośrednimi w bliżej nie wiadomy sobie sposób wydłużył ją do ponad 1300 km;

- kilka razy nadłożył drogi ze względu na bardzo czytelne polskie oznaczenie dróg, bo przecież drogowskaz „Objazd do ul. Królowej Jadwigi” to przecież to samo co „Objazd do m. Piwniczna Zdrój”, a „Gostynin” to, to samo co „Włocławek” mimo iż w różnych kierunkach.


Dlaczego w tytule jest sado maso? Dlatego, że Polarny po 13 godz. za kierownicą zjadł, wykąpał się, poleżał z pół godziny i pogonił rodzinę na wycieczkę na Słowację. Zaliczyliśmy powtórnie Starą Lubovną, ale tym razem w kierunku kulinarnym. a gdy brzuchy były już pełne pojechaliśmy do Czerwonego Klasztoru.

 

W Starej Lubovnie (Stara Lubovna) Polarny poleca „restaurację” U Jelenia, przy rynku na ul. Sv. Mikulasa 22, Restauracja znajduje się na piętrze i przypomina stare czasy z serii „Wczesny Gierek, Późny Gomułka”. Tylko się nie pomylcie, bo na parterze znajduje się piwiarnia o tej samej nazwie, która przypomina dawne polskie „mordownie”.

U Jelena Stara Lubovna

Menu „u Jelena” jest dość bogate, ale przede wszystkim jest TANIO I SMACZNE. Polarny za obiad na trzy osoby z napojami zapłacił 11 Euro. Z zupami byłoby w sumie koło 15.  Dźwidź Poleca szczególnie Segedyński Gulasz z knedlami (Segedinsky Gulas „Special”), co oczywiście ze swoją nazwą nie ma nic wspólnego, bo knedle to słowackie bułki na parze, a gulasz to słowacki bigos na dużej ilości wołowiny.

 

Gulasz Segedyński

 

CM-ka zawinszowała sobie cycka z kuraka w panierce serowej (Kuracie Prsia s syrom) z frytkami (chyba Hranolky – ale nie jestem pewien) i surówkami. Porcje duże, a jedzenie smaczne. Biorąc pod uwagę, że do Lubovny z Piwnicznej jest raptem dwadzieścia kilka kilometrów, to już ustaliliśmy, że do „Jelenia” jedziemy w najbliższym czasie jeszcze na zupę kalafiorową z serem i ser zapiekany z … no właśnie nie wiemy z czym, ale jak zjemy to będziemy wiedzieć, a KM-ka wzbiera się na Sul’ance s Makom i … orzechami (nie pamiętam jak się pisze).


Czerwony Klasztor (Ćerveny klastor) to stylowe i nastrojowe miejsce.  Jeżeli jednak  ktoś liczy, że coś tam zje … to lepiej niech sobie da spokój, ale za to strawa dla oka jest całkiem niezła. Przepiękny zespół klasztorny, w ciekawym układzie i interesującej zabudowie.

 

Czerwony Klasztor 1 Czerwony Klasztor 1

 

W środku znajduje się muzeum, ale po wstępnym rozejrzeniu się po najbliższych eksponatach Polarny stwierdził, że nie będzie wchodził do środka, bo szkoda pieniędzy i czasu. Polara niestety nie interesowały ani rzeźby kościelne, ani fragmenty ołtarzy, a cele mnichów obejrzał sobie przez okno. Tak więc skupił się na murach i zabudowie i tego czasu naprawdę nie żałuje.

Czerwony Klasztor 1

 

 

Czerwony Klasztor 1

Do „domu” wróciliśmy po 19. Niestety nie starczyło czasu na Szczawnicę a później jeszcze okazało się, że Polar sklerotyk jeden wziął nie ten kabel do aparatu, co trzeba i na dziś nie będzie fotek. Ale jak tylko dorwę, gdzieś kabel i zgram zdjęcia, to niniejsza notka zostanie uzupełniona o fotopolarorelację.

Upadate: Polar dorwał kabel i dodał zdjęcia, reszta fotopolarrelacji, będzie na bieżąco.

 


WNIOSEK: RZEKOMO WSZĘDZIE DOBRZE GDZIE NAS NIE MA, ALE WARTO TO SPRAWDZIĆ OSOBIŚCIE.

Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM