POLARYZATORY SPOŁECZNE

piątek, 09 kwietnia 2010

FACEBOOK CZY FUCKBOOKPolarny nie uważa się za konserwatystę, chociaż niektóre z jego poglądów oparłyby się na pewno nawet ruskiemu otwieraczowi do konserw. Sam też nie jest konserwą, ale … sejfem, i gdy zna się do niego odpowiedni szyfr, to otwiera się łatwiej niż drzwi do zakrystii. Jednak mimo pewnej otwartości Polarny podchodzi bardzo sceptycznie do wszelkiego rodzaju serwisów społecznościowych.


Kiedyś napisałem notkę o Naszej Klasie, mój pogląd na ten badziew jest wciąż aktualny. Najpierw był zachwyt, a później opamiętanie i rezygnacja z miejsca, które mogło przysporzyć więcej szkód niż pożytku. Podobnie jest z Facebookiem.


Całkiem niedawno Polarnemu zaproponowano trzy akcje marketingowe, których warunkiem między innymi było założenie na Facebook’u swojego profilu. Polarny zanim podjął decyzję, najpierw chciał sprawdzić z czym się to coś o nazwie Facebook je. I jakie było zdziwienie Polara, gdy przy zakładaniu konta, nagle dowiedział się, że Facebook przejrzał jego skrzynkę meilową. Normalnie jaja. Prywatność poszła się je … ekh ekh ….rąbać, jak … drewno do kominka. Polarny nagle poznał imiona i nazwiska osób, które kiedykolwiek z Polarnym korespondowały. Szok. Do niczego to Polarnemu nie było potrzebne, ale Facebook zadbał o to, aby Polarny poznał imiona, nazwiska, wygląd, miejsce zamieszkania. Jeszcze brakowało tylko dokładnych adresów, numerów telefonów i kont bankowych.


Co ciekawe, jak Polarny zaczął dalej grzebać (tym razem w Google), to okazało się, że do wielu danych osób zarejestrowanych na Facebook’u można dotrzeć … w ogóle nie będąc na nim zarejestrowanym. Co ciekawe, przez przypadek Polarny dotarł na przykład do zdjęć i nazwisk ludzi którzy … dawno zlikwidowali konta na Facbook’u. Jak to się stało? Polar nie ma zielonego pojęcia w białe ciapki. Ot czysty przypadek i klikanie w jakże znamienny link pod większością adresów w Google – kopia.


Gdy Polarny zaczął dalej wnikać w temat, okazało się, że listy znajomych są też dostępne dla innych, mimo iż są one teoretycznie zablokowane. Ot taki suprise. Mały handelek danymi i przekazywanie podmiotom zależnym i współpracującym? To samo dotyczy umiejscowienia właściciela danego profilu. Co ciekawe, dostępność danych z profilu dla osób trzecich jest w Facebook’u włączona domyślnie. Rodzi się pytanie: Ilu osobom chce się szukać tego wyłącznika i ilu zapisujących się jest na tyle wprawnymi graczami, że potrafi wygrzebać wszystkie opcje jakie ma w ogóle nie intuicyjny Facebook?

 

FACEBOOK ukryj się jak da radę


Przez dostępność do kontaktów w wyjątkowo szybki sposób Polarny poznał powiązania w sieci różnych osób. Kto kogo zna, kto z kim koresponduje. Z takich powiązań można wysnuć wiele ciekawych wniosków. Biorąc pod uwagę, że Polarny jest mało zainteresowany analizą takich danych, to nie ma problemu, a co się stanie gdy ktoś do tego problemu podejdzie w sposób profesjonalny i intencyjny?


Facebook to kopalnia wiedzy o ludziach, o ich zainteresowaniach, powiązaniach. To źródło, które może być wykorzystywane na tysiąc sposobów. Między innymi do tego, o czym swojego czasu było dość głośno, np. do wyłudzania pin kodów do kart kredytowych.


Gdy tak spoglądam na tę społeczność cybernetyczną, na beztroskość użytkowników, na powiązania Facebooka z różnymi innymi aplikacjami, gdy widzę możliwości, jakie daje to narzędzie różnym osobom, jestem przerażony. Tak, to nie żart, i nie będę stosował tu żadnych eufemizmów. Polarny jest przerażony, tym czym dysponuje Sieć (sic.) i jakie daje możliwości.


Jakoś dziwnie ta cyberspołeczność Facbookowa przypomina mi społeczeństwo totalitarne w którym miejsce władzy zastępują właściciele portali społecznościowych. To oni ingerują w nasze życie, grzebią w nim, sugerują, podpowiadają, indoktrynują, a wielu poddaje się temu bezwiednie, czasami bezmyślnie. Informacje, jakie gromadzi w sobie taki np. Facebook są doskonałym bankiem informacji dla władzy rzeczywistej, i aż swędzą łapki, aby z tej informacji skorzystać. Wszechobecność w życiu społecznym, pewna kontrola działania jednostek, ich zainteresowań, powiązań, kontaktów to nic innego, jak cybertotalitaryzm, który moja wyobraźnia jednak potrafi sobie naszkicować i to jest dla mnie przerażające.


Czasami Polarny się zastanawia, kiedy nadejdzie dzień, że do drzwi któregoś z użytkowników Facebook’a zapuka władza, jak w „Procesie” Kafki. A może zapuka do tego, który się do Facebook’a nie zapisał?  Polarny ma jedynie nadzieję, że wielu pójdzie po rozum do głowy, a moda na Facebook’a przeminie, tak jak przemija moda na Naszą Klasę. Trzeba tylko pamiętać, że archiwum zawsze gdzieś pozostaje.

 

 


WNIOSEK: NAIWNOŚĆ TO LUKSUS NA KTÓRY STAĆ NIELICZNYCH.

niedziela, 31 stycznia 2010

Kiedyś, i chyba również dziś, Sowa była (jest) symbolem mądrości. Gdy jednak poczyta się o pomysłach pewnego wikariusza rodzą się poważne wątpliwości, co do tej mądrości Sów. Zresztą co do ogólnej mądrości kleru Polarny też miał zawsze poważne wątpliwości.


Nie od dziś wiadomo, że kościół sam w sobie jest instytucją totalitarną. Władza silnej ręki, wieczne układy, wewnętrzna kontrola oparta na denuncjacjach i wewnętrznym szpiegostwie. Aby mieć to wrażenie wystarczy porozmawiać z byłymi klerykami i księżmi, którzy z różnych powodów zrzucili sutannę. Widać ten totalitaryzm wewnętrzny zaczyna wyłazić na zewnątrz.


Dziwię się tym wszystkim którzy przyklasnęli pomysłowi księdza Sowy, aby kontrolować obecność na mszy przez czytanie linii papilarnych uczestników. Wydawało mi się zawsze, że chodzenie do kościoła jest dobrowolne, a tu okazuje się, że nie. Trzeba zaliczyć 200 mszy, aby zostać dopuszczonym do bierzmowania.


Tak się zastanawiam jaki kisiel z mózgu trzeba zrobić uczniom i ich rodzicom, aby kontrola linii papilarnych przyjęła się większością głosów? A do tego jeszcze rzekomo ksiądz Sowa wyszedł naprzeciw potrzebom rodziców i wprowadził w ten sposób nie tylko kontrolę, ale i dyscyplinę. Znaczy rodzice tumany są i nie radzą sobie z dziećmi i muszą je przymuszać do chodzenia do kościoła. Zastanawiam się tylko po co?


Cóż zawsze twierdziłem, że kościół z pełną premedytacją ingeruje w życie swoich wiernych, tak jak zawsze twierdziłem, że ich indoktrynacja i pranie mózgów jest jednymi z najlepszych na świecie i tej sztuki powinny się uczyć wszystkie CIA, MI6, MOSADY i inne badziewie szpiegowskie. Ciekawe czemu dorośli ludzie dają sobie robić sałatkę warzywną z mózgu i pozwalają się robić tak w bambuko? Strach przed gniewem bożym czy wyklęcie na ambonie? A rzekomo jest XXI wiek.


Idąc tropem księdza SOWY i wychodząc naprzeciw potrzebom kościoła, a także idąc za głosem nowoczesności, mam kilka propozycji do wykorzystania w przyszłości przez kościół:

- czytnik siatkówki oka dla dorosłych przy wejściu do kościoła i konfesjonału;

- czytnik linii papilarnych przy dawaniu na tacę;

- wprowadzenie terminali do kart płatniczych w celu umożliwienia dawania na tacę z karty płatniczej;

- wprowadzenie spowiedzi internetowej za potwierdzeniem podpisu elektronicznego;

- wprowadzenie kolęd domowych za pomocą kamer internetowych;

- dla dziewcząt i kobiet przymusowe badania ginekologiczne i wystawianie elektronicznego oraz papierowego certyfikatu, że jest są dziewicami, zezwalającego na uczestnictwo w mszy świętej i na otrzymanie ślubu kościelnego (zastanawiam się tylko jak to wykryć u chłopców, oraz co z pettingiem i seksem analnym).

 


KLER czyli KUPA LUB EWENTUALNIE ROZWOLNIENIE

 


Ma ktoś jeszcze jakieś propozycje??? Wspomóżmy NASZ kościół katolicki swoimi pomysłami!!! Może nie będą gorsze?!!!

 

 


WNIOSEK: NIESTETY NIEKTÓRYM GŁOWA SŁUŻY TYLKO DO NOSZENIA CZAPKI.

sobota, 19 grudnia 2009

Może i Polarny jest społecznym malkontentem, ale to nie tak z wyboru, a raczej dlatego, że potrafi patrzeć, zauważać i mówić o tym, czego inni wolą nie widzieć, albo co gorsza uważać za coś normalnego. Wolę być malkontentem niż pierdołą, której nawet w gównie po uszy jest fajnie, bo w takie mrozy przynajmniej ciepło, a do smrodu można się przyzwyczaić.


I nie chodzi tu o pesymizm, bo gdyby taki we mnie był, to już dawno powinienem pochlastać się skórką od mandarynki po akcjach, jakie mnie spotkały w ostatnich dwóch tygodniach. No, ale skoro jeszcze piszę i mam chęć zabierać głos, to znaczy, że mój optymizm ma się całkiem dobrze.


Jest zima - meteorologicznie, bo kalendarzowo to jeszcze chwilka. Trzaskają mrozy. No to przydałoby się założyć na dupę jakieś cieplejsze gacie. No i każdy zdrowo myślący, jakieś cieplejsze założy. Z naszymi gaciami to jest o tyle dobrze, że każdy może sobie wybrać takie, jakie mu pasują. A jak będzie bez, to jedynym mankamentem będzie, że dupa zmarznie. To samo z dziurawymi. Babcie kiedyś zakładały reformy i dzięki nim, ich dupom żadna zima straszna nie była. Walonki na nogi i jazda do przodu bez trzymanki. Reformy to podstawa niegdysiejszej egzystencji.


No i tak dumając sobie o tej zimie – tak, dumając, bo nie chcę, aby ktoś zaczął podejrzewać Polarnego o myślenie, wydumałem, że naszemu społeczeństwu też przydałyby się takie reformy. Może ociepliłyby się wówczas stosunki społeczne, a może politykom odtajałyby mózgi, a nasi rządzący zaczęliby myśleć cieplej nie tylko o własnej dupie.


No i dalej tak dumając, pomyślałem podumałem o reformach, o których ciągle się słyszy w TV, radio, czyta się w gazetach. Gdybym był głupi … no dobra… gdybym był bardzo głupi, to mógłbym pomyśleć, że mój rodzinny land to ostoja reformatorstwa w Europie, a może i na świecie. Co chwila słyszymy o projektach reform, to emerytur, to wydatków publicznych, to MSWiA, to jakichś wojskowych, to służby zdrowia. My nic tylko się reformujemy i reformujemy. Naciągamy te reformy jedne na drugie, a dupa wciąż zimna, albo może odwrotnie wciąż zimna dupa. Nic z tego nie wynika, bo krawcy reform są jacyś ciulowi i szyją gacie na miarę tyle, że jakieś mocno dziurawe. No i kwestia na czyją miarę, no bo jak na tych dwóch, co zajebali księżyc, to z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że moja dupa się w nie nie zmieści.


Gdy tak spoglądam na to wszystko mętnym wzrokiem Dźwiedzia Polarnego, to nie napiszę, co mnie strzela, bo by musiało zaczynać się na cha i kończyć na jot. Zadaje sobie pytanie: Dlaczego tak się dzieje? Czy jesteśmy aż tak tępi?


Nie tak całkiem dawno te pytania zadałem swojemu znajomemu ekonomiście. I wiecie co mi odpowiedział? Że Polacy tak mają. Pomysły mają świetne, ale jak się zabiorą za ich realizację to zawsze coś spierdolą. – Podaj przykład - mu mówię. A on mi na to: - Przykład? Proszę bardzo. Nawet kryzys nam nie wyszedł!!!


No i chłop ma rację. Kryzys nam nie wyszedł, a nasze pomysły wykorzystują inni na świecie. A nasze reformy? Nasze reformy gdyby były, jak babcine: grube, porządne i z dobrego materiału, to by spełniały swój cel, a tak? Lichy materiał, krawcy z łapanki i co chwila się zmieniają, a do tego każdy ma inny pomysł na krój. Poza tym fastrygowanie zamiast szycia, krojenie tępymi nożyczkami, krój nie modny i przestarzały, linia produkcyjna również. Więc czego się spodziewać?

 

Polaryzator Polskie Reformy czyli Gacie


U mnie w pracy też są reformy, jedna z nich bardzo ważna - zmiana nazwy mojej komórki. Zmienia się … jeden wyraz. Od razu podwyższy się jakość pracy, intensywność działań, a moja instytucja nabierze super hiper rozmachu i stanie się prężną jednostką budżetową na miarę XXI wieku.


Jeżeli tak mają wyglądać te nasze polskie reformy, to nie ma się co dziwić, że będzie ciągle zimna dupa, a nasz budżet ciągle będzie dziurawy. No bo skoro od początku szyje się dziurawe reformy to nie ma co się dziwić, że dupa będzie zimna. Powinniśmy dawno zapomnieć o haśle: tak krawiec kraje jak mu materii staje, a powinniśmy zacząć się zastanawiać, jak uszyć z tego co mamy, takie reformy, żeby dupa była przynajmniej letnia.

 


WNIOSEK: GDZIE KRAWCOWYCH SZEŚĆ TAM NIE MA CO JEŚĆ.

poniedziałek, 07 grudnia 2009
wtorek, 01 grudnia 2009

STEREOTYP - funkcjonujący w świadomości społecznej uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości, zawierający pewne fałszywe przeświadczenie, dotyczące różnych zjawisk lub grup społecznych.


PRAWDA - jedno z kluczowych pojęć filozoficznych, czasami zamiennie nazywane oczywistością, nie mające jednoznacznej definicji, odnoszące się do sądów lub zdań orzekających uznanych za prawdziwe (pojęcie prawdy nie odnosi się zatem do rzeczy), zawierające atrybuty stałości i niezmienności albo względności i zależności od okoliczności.

 

 

Jacy jesteśmy we własnym mniemaniu i w oczach innych? Za granicą jesteśmy postrzegani jako pijacy, cwaniacy, złodzieje, kombinatorzy, agresywni, głośni, mający o sobie wygórowane mniemanie, ale także jako złote rączki, ludzie otwarci, weseli (czasami zbyt weseli), ludzie z otwartymi umysłami, doskonałymi pomysłami, dużą wyobraźnią. Jesteśmy szlachetni, bohaterscy i cholernie honorowi. Mix, że M&M’sy się przy tym chowają.  A jak My sami siebie postrzegamy?


Dokładnie tak samo jak widzą Nas inni, bo tacy jesteśmy. Nie ma się co oszukiwać, że to stereotypy, że to tylko taki zewnętrzny wizerunek, a jak się Nas bliżej pozna, to okazuje się, że jesteśmy zupełnie inni. Gówno prawda. Może i potrafimy być bardziej lukrowani, ale pod lukrem siedzi w nas wielopokoleniowa natura drobnych pijaczków zapijających wiejską, feudalną niedolę, szlacheckich zawadiaków z ułańską fantazją, kombinatorów i cwaniaków, potrafimy być też szlachetni i honorowi. Mówi się o nas to co widać, a nie to sami sądzimy o sobie. Sami sobie wystawiamy taką opinię, taka jest nasza rzeczywistość. I co z tego, że nie wszyscy? Stereotyp polega na uogólnieniu i nawet niewielka liczba osób może go wykreować. Widzimy całość przez pryzmat jednostek, a ta całość nie wygląda różowo.


Kolejne rządy pokazują jak wyłazi z Nas buractwo, chciwość, kunktatorstwo, protekcjonizm, łapówkarstwo, nepotyzm. Przedstawiciele naszej nacji za granicą pokazują nasze podejście do życia. Kiedy trzeba potrafimy być pracowici, ale równocześnie to nasze lenistwo jest motorem pomysłowości. Niektórzy nawet twierdzą, że to Polak wynalazł koło … z lenistwa.


Jak na przykład możemy nie być postrzegani, jako pijacy, jeżeli na osiedlach sami wystawiamy takie tablice:

 

 

POLARYZATOR PLAC ZABAW - PICIE


i w tym samym miejscu paręnaście metrów dalej widzimy taki zestaw:

 

 

POLARYZATOR RODZINNY CZTEROPAK


Tak pokazujemy siebie sami. Taką wyrabiamy sobie opinię. A może jesteśmy inni? Jakie cechy według Was ma Polak? Czym możemy się pochwalić, a czego powinniśmy się wstydzić? Czy zagraniczne stereotypy mówiące o Polakach mają słuszne podstawy czy to tylko wymysł złośliwych i nieprzychylnych? Jakie jest Wasze zdanie?


Kiedyś mówiono, że Żydzi handlują, Niemcy prowadzą wojny, a Polacy walczą o pokój. Dziś się mówi, że Polacy handlują, Żydzi prowadzą wojny, a Niemcy walczą o pokój. Przewartościowanie rzeczywistości? Zmiana charakterów? Nowe stereotypy? A może to po prostu zwykłe postrzeganie tego, co najbardziej rzuca się w oczy? Może to po prostu prawda a nie stereotyp?

 

 


WNIOSEK: MOŻE TO DZIWNE, ALE ŚWIAT MA KILKA RZECZYWISTOŚCI, KAŻDA ZALEŻY OD PERSPEKTYWY PATRZĄCEGO.

piątek, 27 listopada 2009
 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM