BAJKI SZEFHarryZADA

sobota, 14 maja 2011

Bodajże szóstego dnia, zaraz po tym, jak wypił stworzoną przez siebie flaszkę Żytniej z kłosem, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że  Żytnia z kłosem była pierwszą flaszką stworzoną, a nie wynalezioną na świecie, Bóg stworzył człowieka.


Stworzył go na swoje podobieństwo. Ale wiecie jak to jest, jak coś się robi na bani. Zajarał Bóg zioło, co by poczucie humoru mu się zwiększyło, a z prochu strzepniętego z zioła i tej ziemi, co na nią ten popiół spadł, zaczął lepić mężczyznę. Nie bardzo mu ta sztuka wychodziła, bo jak to na bani, percepcję miał lekko skrzywioną, więc wyszło mu to co wyszło. I gdy stworzył to co mu wyszło, wziął głęboko powietrza w płuca i tchnął, albo może lepiej zabrzmi - zionął w mężczyznę życie. I mężczyzna ożył. I od razu był na kacu, więc nie dziwota, że go od razu do flaszki ciągnęło i wszystkich innych do dziś ciągnie. Ot taka przypadłość boża, o której nikt głośno mówić nie chce, bo w końcu mężczyzna na podobieństwo Boga został stworzony. I wtedy Bóg zasnął zmęczony pracą nad swym dziełem.


Gdy się obudził, przyszedł do niego mężczyzna i rzekł:


- Panie stworzyłeś mnie na swoje podobieństwo. Tchnąłeś we mnie życie. Dałeś mi we władanie lasy i wody, i wszelkie stworzenie, ale czuję się samotny.


Spojrzał Bóg na swoje dzieło, tym razem trzeźwym okiem i stwierdził, że egzemplarz wyszedł mu lekko wybrakowany. Jednak, że tego co stworzył niszczyć nie lubił rzekł do mężczyzny:


- Stworzę coś nowego. Idealnego. Będzie to kobieta, która będzie Twoją towarzyszką życia. Będzie ona pochodzić z Twego ciała i będzie cząstką Ciebie. Będzie Cię czuła i rozumiała, mimo, iż Ty nigdy nie będziesz wstanie jej zrozumieć.


KOBIETA NA KRZYŻUI jak rzekł, tak uczynił. Uśpił Bóg mężczyznę i z jego żebra zaczął tworzyć kobietę. Jednak czegoś mu brakowało, więc dodał do tego odrobinę brzasku poranka, promieni pełni księżyca, blasku letniego rozgwieżdżonego nieba, wiatru z grzywy mustanga, przejrzystości górskiego potoku, ciepła wieczornej watry, zapachu jaśminów i fiołków, czerwieni z płatków róży, żółci z kłosów zbóż i czerni ze skrzydeł kruka. Nie był jeszcze zadowolony, więc dodał brązu z oczu sarny, oraz jej łagodność. Od kota zaczerpnął grację, a od lwa odwagę. Zmieszał to wszystko delikatnie i stworzył … kobietę. Tchnął w nią życie swym tchnieniem, wcześniej jednak zażywając Tik - Taka, bo musicie wiedzieć, że Tik - Taki, też stworzył Bóg, a nie firma Ferrero. Wolał nie ryzykować z oddechem po tchnieniu życia w mężczyznę.


Gdy skończył dzieło i zadowolony obudził mężczyznę rzekł do niego:


- Stworzyłem dzieło doskonałe - kobietę. Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała kobietą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Żyj z nią i bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną: abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i  nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.


Mężczyzna był szczęśliwy, gdy zobaczył tak piękne stworzenie. Ucieszył się, wziął kobietę pod rękę i ruszył do Edenu, który dla nich stworzył Bóg. Jednak na drugi dzień wrócił do Boga, który rozkoszował się właśnie siódmego dnia stworzeniem świata. I rzekł do Boga mężczyzna:


- Panie, stworzyłeś piękną istotę o pięknych: kształtach, oczach, skórze, włosach i zapachu. Istotę idealną. wszystkiego dałaś z umiarem, tyle ile trzeba, ale jak mam z nią żyć, jeżeli ona do mnie nie mówi. Mimo, iż jest obok mnie, wciąż czuję się samotny.


I spojrzał wówczas Bóg na mężczyznę i dał kobiecie głos.


Zadowolony mężczyzna wziął ponownie kobietę pod rękę i udał się do Edenu, by tam być szczęśliwym. Jednak powrócił kolejnego dnia o poranku do Boga i wyrzekł tylko jedno zdanie:


- Z tym ostatnim to k…wa przesadziłeś.

 

 

 

WNIOSEK: NIE MA ISTOT BEZ WAD, A ZANIM O COŚ POPROSISZ ZASTANÓW SIĘ CZY CHCESZ TO MIEĆ.



sobota, 19 lutego 2011

(peregrynacje po obrzeżach myśli)



Kubuś Puchatek- Kubusiu czy Ty nigdy niczego się nie boisz? - zapytał Prosiaczek przycupnięty na zydelku obok fotela, w którym wygodnie siedział miś.


- Boję się Plosiacku. Boję. - odpowiedział mlaskając,  z łapką w buzi, Kubuś. Właśnie był czas podwieczorku i Puchatek z nieskrywanym szczęściem wygrzebywał resztki miodku z jednego ze swoich dzbanuszków.


- A czego się boisz Kubusiu? - Prosiaczek z zainteresowaniem spojrzał na przyjaciela. - Po Tobie nigdy nie widać żebyś się bał.


- Hm. - zamyślił się miś, wylizując resztki słodkiego miodku z łapki. - Hm. - zamyślił się drugi raz, bo za pierwszym razem zamyślił się o tym, że miodek się kończy, a nie o tym, o co pytał Prosiaczek. - Hm. - zamyślił się po raz trzeci, bo uważał, że takie zamyślenie będzie lepsze od niezamyślenia i będzie właściwe, aby podkreślić powagę z jaką Kubuś podchodzi do pytania Prosiaczka. - Wiesz Prosiaczku, - zaczął z powagą Kubuś - najbardziej boję się Hefalumpów i Wuzli.


- O jo joj!! - zatrząsł się Prosiaczek wciskając sie między zydel i podpórkę fotela. - To tak jak ja!!! - w głosie Prosiaczka było słychać prawdziwą trwogę. - One są ... takie ... straszliwie straszne!! - podsumował Prosiaczek spoglądając na gęsią skórkę, jak się robi na jego łapakach. Przez chwilę zastanawiał się czemu mu się robi gęsia, a nie świńska skórka, ale doszedł do wniosku, że to w obliczu strasznych Hefalumpów i Wuzli jest błahym problemem. - Ale Kubusiu, po Tobie wcale nie widać, żebyś się bał Hefalumpów i Wuzli - konytnuował Prosiaczek rozglądając się w około, czy z cienia obok kominka nagle nie wyskoczy jeden z wymienionych.


- Nie widać? - zastanowił się miś. - No może nie widać, bo wiesz Prosiaczku, ja się ich boję jak je widzę, a jak nie widzę to się nie boję i wtedy jak ich nie widać, to nie widać też tego, że ja się boję - wydeklamował radośnie Kubuś czując swoim całym małym rozumkiem, że wytłumaczył dokładnie przyjacielowi dlaczego nie widać, że boi się Hefalumpów i Wuzli i wrócił z uśmiechem do wygrzebywania miodku.


- A ja się boję jak ich nie widzę!!! - stwierdził ze smutkiem Prosiaczek. - A dlaczego ja się ich boję mimo, iż ich nie widzę??? Puchatku!!! Czy ja jestem głupszy? - zmartwił się.


- Nie, nie!!! - zareagował od razu Puchatek. - Nie jesteś głupszy Mój Przyjacielu. Widzisz, bo to jest tak. Kiedyś też się bałem Hefalumpów i Wuzli jak ich nie widziałem, ale podzieliłem się tym z Krzysiem. Krzyś zaczął się śmiać i powiedział mi tak: - Och Mój kochany głupiutki mały Misiu!!! Czy widziałeś kiedyś Hefalumpy i Wuzle? One nie istnieją, one są tylko w Twojej małej misiowej główce. To Ty je tworzysz. To Ty nadajesz im kształt, a później się ich boisz. Czy widziałeś kiedyś Hefalumpa lub Wuzla? No? Zastanów się!!! Zastanowiłem się wtedy i stwierdziłem, że faktycznie nigdy ich nie widziałem i tak naprawdę nawet nie wiedziałem za bardzo, jak wyglądają. Wtedy Krzyś dodał: - Kubusiu nie należy się bać czegoś czego nie ma, i nie można w swojej głowie tworzyć strachów. Naokoło jest tyle rzeczy, których można się bać, że nie warto tworzyć nowych, które tylko burzą w nas spokój, zabierają radość, kradną uśmiech. Jak się już czegoś masz bać, to bój się tego, co Cię krzywdzi, a nie tego czego na oczy nie widziałeś.


Miś zamilkł i niby zamyślił się na chwilę, a tak naprawdę chciał jeszcze spróbować wygrzebać coś z dzbanuszka, który przyciskał do zadowolonego brzuszka.


- I co? I co było dalej? - Prosiaczek podniecony przybliżył się do Misia i nawet wlazł na zydelek zapominając o czających się cieniach przy kominku.


- Nic nie było.  - odpowiedział Kubuś, zawzięcie skrobiąc dno dzbanka - Dalej się boję, ale teraz boję się inaczej. Teraz boję się tylko tego, co widzę, a tego co nie widzę, to jakoś nie bardzo, no bo po co? Przecież to i tak niczego nie zmieni czy się będę bał czy nie. Krzyś jeszcze powiedział, że odwaga to sztuka panowania nad strachem, a nie jego nieodczuwanie, bo tylko głupi nie czują strachu.

 


WNIOSEK: TO ROZSĄDEK JEST WYZNACZNIKIEM NASZYCH STRACHÓW I OBAW.

czwartek, 17 czerwca 2010

Za siedmioma wzgórkami, takimi zupełnie nieowłosionymi… lasami,  za siedmioma laskami, tak trochę owłosionymi na wzgórkach,  w kraju, gdzie seks JESZCZE nie jest na kartki i gdzie żył ostatni Dźwiedź Polarny, mieszkało sobie dwóch braci.


Konusy były to straszne, ale od małego…, a nawet od bardzo małego … w górę, bo do dołu mieli blisko, czuli parcie. Najpierw wydawało im się, że to było parcie na pęcherz, później może też i na kiszkę stolcową, ale z czasem okazało się, że to było parcie … do władzy. Całe swoje życie poświęcali na to, żeby mieć władzę. Zaczęło się od piaskownicy, gdzie we dwóch napadali oponentów i napieprzali ich łopatkami po głowie sypiąc piaskiem po oczach, a postronnym obserwatorom tłumacząc, że to jedynie burza piaskowa z piorunami. Później chcieli zapitolić księżyc, bo pracować im się nie chciało (bo to leniwe i żarłoczne bestie były), a za kasę za księżyc przecież mogli kupić sobie władzę.


Rośli. Jednak nie urośli, ale i tak cały czas kombinowali, ściemniali, obiecywali, aż w końcu tak omamili naród, że jeden z braci został wybrany przez Ociemniały Naród na Cesarza, a drugi został Kanclerzem. No, ale niestety, los im nie sprzyjał, najpierw Naród wywalił Kanclerza na zbity pysk, za jego mordę, której już nie mógł znieść, a później sam Cesarz rozwalił się przy lądowaniu smokiem pod Smokleńskiem.


Gdy Cesarz zginął, jego brat szybko otrząsnął się po żałobie i wyniuchał interes życia: teraz on może zająć miejsce brata. Jak wymyślił tak też uczynił. Rozesłał wici po kraju, zebrał zwolenników i rozpoczął Kampanię Cesarską.

W czasie kampanii chciał pokazać, że się zmienił. Mówił, że jest przyjacielem narodu, że chce pokoju, a nie wojny, facetom obiecał wino, kobiety i śpiew, kobietom zaś luksusy, darmową służbę zdrowia i opiekę macierzyńską do bólu. Obiecywał gruszki na wierzbie, pieczone gołąbki, które będą same wlatywać do gąbki, obiecał samonakrywający się stół przed swoją rezydencją i wiele innych pierdół, w które żaden normalny śmiertelnik by nie uwierzył.  Ale, że naród głupi i łatwowierny, i każdy chciałby mieć trochę przyjemności dla siebie, to jego elektorat rósł , rósł i rósł.


Sam Brat, aby poznać lepiej nastroje w narodzie przebrał się nie do poznania, a nawet nie do Katowic i ruszył w kraj. Idąc słuchał co się mówi. Pukał od drzwi do drzwi i prosił o strawę i nocleg, ale zewsząd go przepędzano. Przysłuchiwał się, jak ludzie o nim mówią. A mówili albo dobrze, albo źle, nie było neutralnych opinii. Brat gardził nimi wszystkimi. Pierwszych, bo uważał ich za przydatną, bezwolną masę,  którą będzie mógł urabiać na własne potrzeby, drugich, bo zawsze nienawidził tych, co go nie słuchają.


Pewnego wieczora Brat zapukał do drzwi ubogiego krawca. Ten otworzył mu i zaprosił do środka. Nie pytając o nic przygotował mu wieczerzę i spanie. Brat był zdziwiony i przy kolacji zagabnął krawca o polityczne poglądy. Krawiec - człowiek prosty, nie wyczuwał podstępu, więc powiedział Bratu, że nie interesuje go polityka i dla niego, każdy człowiek jest tylko człowiekiem, a władza nic nie znaczy, bo nie ma takiego człowieka, który miałby władzę nad jego duszą i jego myślami. Stwierdził, że można go gnębić, zakuć w kajdany, wrzucić do lochów, ale on i tak pozostanie wolny, bo jego myśli zawsze będą wolne.


Następnego ranka Brat po cichu, bez pożegnania opuścił chatynkę krawca. W niedługim czasie naród durny  poszedł do urny i niepomny lania po łbie łopatką, kradzieży księżyca i innych wyczynów Małego Brata wybrał go minimalną większością głosów na Cesarza. W kraju w szybkim tempie nastąpiły zmiany. Faceci zgodnie z obietnicą otrzymali wino, kobiety i śpiew,

WINO KOBIETY I ŚPIEW A. MLECZKO

a kobiety dostały luksusy i darmową opiekę medyczną… te z dworu Cesarza, i dostały też opiekę macierzyńską, w końcu Brat mógł sobie na ten luksus pozwolić skoro zakazał seksu i wydawał na niego talony tylko najbardziej oddanym i zasłużonym poddanym, bo uważał, że tylko Ci powinni się rozmnażać, jeżeli chce mieć swój bezwolny naród. W końcu jeżeli jemu kot wystarczy to w czym problem? Było trochę kłopotów z gołąbkami, ale po spaleniu wszystkich gołębników i ten problem został rozwiązany. Samonakrywający się stół oczywiście się nakrywał, a jakże … obrusem.


Niedługo po koronacji Małego Brata do drzwi ubogiego krawca zapukała Straż Cesarska. Krawca wyprowadzono w kajdanach i poprowadzono na szafot, gdzie bez zbędnych ceregieli został ścięty. Mały Brat nienawidził tych, co mówią o nim dobrze i tych, co mówią źle. Pierwszych się nie bał bo byli głupi, drugich się nie bał, bo byli znanym wrogiem. Najbardziej nienawidził tych,  dla których władza nie jest autorytetem i wyznacznikiem człowieczeństwa, bo ich wewnętrzna wolność była największym zagrożeniem dla jego władzy i modelu społecznego, jaki sobie przyjął za jedynie słuszny. Bał się ich i cieszył, że nie poszli do wyborów. Po ścięciu Krawca  Mały Brat, poczuł się w końcu naprawdę Wielki.


WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO OSÓB LUB ZDARZEŃ JEST NIEPRAWDOPODOBNE, A WRĘCZ NIEMOŻLIWE (MAM NADZIEJĘ).

 


WNIOSEK: WŁADZA JEST JAK DZIWKA. ODDA SIĘ W KAŻDE RĘCE.

niedziela, 14 marca 2010

Za siedmioma góra(la)mi, za siedmioma las(k)ami … z Albatrosa, w kraju, który po kryzysie, jako jedyny wyszedł na plusie i nikt do tej pory nie wie jak, mieszkał sobie Terminator Zenek. Terminator Zenek był kiedyś powszechnie znany, jako Terminator, dziś tylko jako Zenek. W końcu sława zawsze kiedyś przemija i pozostaje zwykła szara rzeczywistość, szczególnie w tym zacnym kraju w którym mieszkał Zenek. Żył z renty, bo na emeryturę był za młody, a od tego podróżowania w czasie, to mu się trochę pod kopułą pogięło, więc dostał III grupę inwalidzką.


Zenek żył z mamą, jak na kawalera przystało. Nie robił nic. Telewizor i piwo były jego najważniejszym zajęciem. W końcu uratował Świat, to mu się coś od życia należało. A, że renta była cieniutka, no to tylko należały mu się piwo i … telewizor. Dostał go z resztą od sąsiada, który właśnie kupił sobie nowego LCD-eka, a starego nie chciało mu się wynosić na śmietnik. Zenek zbierał różne śmiecie.


Zenkowi w końcu znudziła się samotność przy boku gderliwej matki, która cały czas pyszczyła:


- Zenek, może ku..wa w końcu wybrałbyś się do pośredniaka i znalazł jakąś pierd..loną robotę, a nie tylko, żresz, srasz i żłopiesz piwsko!!! Zenek otrząśnij się!!! Kiedyś byłeś kimś!! Uratowałeś Świat!!!


Zenek postanowił znaleźć sobie żonę. Nie była to sprawa łatwa, bo która chciałaby byłego bohatera na marnej rencie? Wybrał się więc Zenek w przeszłość i w przyszłość w poszukiwaniu kandydatki na żonę. Chciał taką Prawdziwą Kobietę. Szukał… szukał … szukał i za ch…ja nie mógł nic znaleźć, za kasę też zresztą nie, bo tą miał marną, jak wszyscy bohaterowie na rencie. Wrócił do domu zmartwiony i przygnębiony, bo tak bardzo chciał mieć za żonę Prawdziwą Kobietę, a tu ani w przeszłości ani w przyszłości nic znaleźć nie mógł. A właściwie mógł, ale kto by chciał rencistę.


Pewnego wieczora do drzwi M 2,5 Zenka ktoś zapukał. Pogoda na dworze była straszna, lało jak z cebra, wiało, jak w Kieleckiem, czasami prószyło mokrym śniegiem, czyli tak jak dziś. Było już mocno późno. Zenek przysypiał nawalony w fotelu, a w tle leciały Zagadki z Jajami. Nawet nie ruszył się do drzwi. Za to matka się ruszyła. W końcu co miała do roboty, i do tego zżerała ją ciekawość, co za debil może w taką pogodę łazić po nocy, a do tego jeszcze klukać do ich drzwi. Zwlokła się więc z wyra, założyła starą dziurawą podomkę i powłócząc nogami, klapiąc rozwalającymi się klapkami pociągnęła ku drzwiom.


Pod drzwiami stała dziewczyna. Ale jak ona wyglądała!!! Woda spływała jej po włosach, kurtka przemoczona, a z byle jakich trampek Diversa wylewała się woda.


- Jestem Prawdziwą Kobietą – zmęczonym głosem wyszeptała dziewczyna.


KOBIETA TERMINATOR


- Zaraz się o tym przekonamy – pomyślała matka, ale nie powiedziała ani słowa. Poszła do sypialni i przygotowała posłanie. Zdjęła całą pościel i na spód łóżka położyła ziarno grochu, następnie położyła dwadzieścia materacy (sam się zastanawiam skąd ona wzięła dwadzieścia materacy – przyp. autora), na to dwadzieścia prześcieradeł, dwadzieścia śpiworów (te też za cholerę nie wiem skąd miała – przyp. autora), bo nie było pod ręką puchowych pierzyn, a to wszystko leżało na łóżku wodnym. I na tym wszystkim miała spać Prawdziwa Kobieta. Zenek nie zajmował się tematem, bo zasnął nawalony przed telewizorem w czasie skrótów Ligi Mistrzów.


Rano Zenkowa Matka zapytała ją, jak spędziła noc.


-O, bardzo źle - powiedziała Prawdziwa Kobieta- całą noc oka nie mogłam zmrużyć! Nie wiadomo, co tam było w łóżku. Musiałam leżeć na czymś twardym, bo mam całe ciało brązowe i niebieskie od sińców. To straszne!


- Yhm – odpowiedziała wymownie matka. Zebrała rzeczy Prawdziwej Kobiety i … wypieprzyła je za drzwi, a ją razem z nimi.


TERMINATOR SEKS POZYCJA OD PRZODUGdy Zenek się obudził opowiedziała mu całą historię. I oboje mieli tę samą pewność, że to nie była Prawdziwa Kobieta, bo co to za Prawdziwa Kobieta, którą przez tyle materacy i śpiworów w dupę uwiera ziarnko grochu. A co by było gdyby trzeba był pracować na pełny etat, gotować w domu, opierać Zenka, bawić jego dzieci, robić zakupy i do tego być jeszcze uwodzicielską, uśmiechniętą i zmysłową i chętną, gdy Zenek z siatką piwa wróci wieczorem z poszukiwania pracy w pośredniaku?


A Zenek Terminator dalej siedział przed telewizorem z pilotem w ręku, ale tym razem zaczął przeglądać na telegazecie ogłoszenia matrymonialne. Gdy już się nimi nasycił, zajrzał do Internetu na portale randkowe, poczytał blogi i okazało, że cały Świat jest pełen samotnych Prawdziwych Kobiet, których nie chce, żaden Zenek. I Zenek był zdziwiony dlaczego tak trudno znaleźć Prawdziwą Kobietę i zastanowił się, otwierając kolejne piwo, po co się jej w ogóle szuka?

 


WNIOSEK: PRAWDZIWA KOBIETA JEST JAK KWIAT PAPROCI - ZAKWITA TYLKO W JEDNĄ NOC ... PIERWSZĄ.

piątek, 23 października 2009

AGENT TOMASZ- Agencie Paluch jesteście mały, ale to wasza zaleta, a nie wada. Od jutra bierzecie udział w akcji „Baba Jaga”. Dostaniecie nieograniczony budżet, sportowego mercedesa z białym wyposażeniem. Wybierzecie sobie 12 garniturów z szafy „Armani”. Macie darmowy dostęp do kwiaciarni „Kaktus” i do biżuterii Jablonexu.  Waszym zadaniem będzie prowokacja Baby Jagi. Z naszych źródeł wiemy, że Baba Jaga ma możliwość zorganizowania atrakcyjnej działki obok tej, na której stoi jej „Chatka na Kurzej Stopce”. Macie ją uwieść, kupić , wykorzystać … i w pieprzyć na minę. Ma mieć głupią minę.


Tomasz Paluch zamyślił się przez chwilę, a później zapytał:


- A jak mam do niej dotrzeć? Przecież to sama Baba Jaga z Domku z Piernika. Wszyscy, którzy kiedykolwiek do niej dotarli znikali w niewyjaśnionych okolicznościach, a Babie Jadze nikt nic nie mógł udowodnić. Czy, aby nie porywamy się z motyką na piernik?


- Paluch!!! O co Wam k…wa chodzi!! – warknął dyrektor departamentu sekcji „Mission Impossible” Centralnego Biura Antybajkowego – Mamy sygnały, że Baba Jaga wyprzedaje nie tylko działki w Bajkowym Lesie, ale również wchodzi w układy z jakąś inną Babą i czterdziestoma rozbójnikami, którzy są podejrzani o gwałty w USA na trzynastolatkach i wykupywanie sezamków w sieci sklepów Aldi w Niemczech. Ta nieznana dotąd zorganizowana grupa przestępcza przerabia je na jakiś nieznany dotąd narkotyk, po którym postaci bajkowe zmieniają osobowość. Macie przykład Fiony, Żaby i Besti. A Wy macie jakieś skrupuły?


Agent Paluch nie miał już żadnych. Przystąpił do akcji z wielką ochotą, bo miał nadzieję, że przy okazji może uda mu się nawet bzyknąć jakąś babę, może nawet samą Babę Jagę. Do akcji przystąpił wraz ze swoją partnerką Małgorzatą, sam przyjmując na potrzeby akcji pseudonim Jaś.


Jan i Małgorzata wybrali się do bajkowego lasu w poszukiwaniu zakamuflowanej w ostępach tajnej siedziby Baby Jagi. Nie było to zadanie łatwe. Musieli udawać zagubione dzieci, które chciałaby Jaga wyhaczyć na szemrany poczęstunek. Nie było to trudne, bo Paluch zawsze był mikrego wzrostu i nikt nie dawał mu nigdy więcej niż 12 lat … do odsiadki, a Gośka zawsze wyglądała na małolatę i z tego powodu nie raz miała problemy w różnego rodzaju Galeriach, bo była nagabywana na szybki sex za parę pończoch i błyszczyk do ust. Długo błądzili zanim dotarli do Chatki na Kurzej Stopce. Faktycznie chata ful wypas i do tego cała z czekolady i pierników. Zapukali.


- Kto tam? – usłyszeli seksi głos przeciągającej się Jagi.


- Zgubiliśmy się w lesie – zapiszczał Tomasz Paluch vel Jaś.


- Jesteśmy biedni, głodni i zziębnięci – dodała piskliwym głosem Gośka.


- A jaka cholera Was tu przyniosła?! – warknęła Jaga – To nie przytułek. Wypier…ć mi stąd – dodała grzecznie.


Tomasz Paluch stwierdził, że podstęp z dzieciakami jednak się nie uda od czasu, jak pewna para bliźniaków wystawił Jagę do wiatru i chciała zapakować ją … od tyłu… a później do pieca. Najpierw zapierdolili jej księżyc, a później kota. Od tego czasu była uczulona na dzieci.


- Dobra Jaga – zaczął Jaś – nie będziemy ściemniać. Jestem biznesmenem i chcę kupić jakąś atrakcyjną działkę w Bajkowym Lesie. Przyjechałem tu ze swoją asystentką Panią Małgorzatą. Dla niepoznaki przebraliśmy się za dzieci, aby nikt nas nie rozpoznał. Nie chcę, aby ktoś łączył mnie ze sprawą kupna działki. Wiem, że masz możliwość załatwienia takiej działki po niskiej cenie, bo masz dostęp do Gajowego Maruchy, który przydziela działki do sprzedaży poza przetargiem.


Drzwi do chatki uchyliły się i wychynęła zza nich koścista dłoń anorektyczki podobna do wychudzonej dłoni Cindy Crawford machając, aby weszli. - Wchodźcie szybko – mruknęła Jaga.


Chata wewnątrz również full wypas. Wszystko klasy de Lux. W rogu wypucowana Lampa Alladyna, w barku butelka z Ginem, a obok obowiązkowo Tonic Halik, na środku samonakrywający się stolik, w łazience jakuzzi z czekolady firmy Willy Wonka, a wszystkiego pilnowały dwa kije samobije. A tak w ogóle, to z Jagi niezła baba była. Laska mocno szczupła, w wieku, że jeszcze by się jej nie odmówiło. Widać, że kiedyś musiała trochę biegać po wybiegach.


- No nawijaj! – zagadała Baba, gdy wszyscy znaleźli się w salonie i rozsiedli się w przepastnych fotelach.


- I’m Tomasz … Tomasz … Paluch. Chcemy ubić interes. – rozpoczął Agent Paluch – Proponuję pół miliona eurobajek za prawo pierwokupu atrakcyjnej działki na obrzeżach lasu. Płatne w jednoerubajkowych, używanych banknotach.


- Pomyliłeś mnie z kimś kochaniutki. – odparła Jaga – Nie zajmuję się szemranymi interesami. Myślisz, że możesz wpakować mnie na minę?


Paluch sam zaczął mieć głupią minę.


- Mam legalny interes. Mam pakiet większościowy fabryki Willy Wonki, udziały w agencji modelek „Sierotka Marysia i Siedem krasnoludków”, zasiadam w radzie nadzorczej Cyfrowej Platformy WyTrwam (wraz z Królową Śniegu), a także zainwestowałam w źródła termalne Ojca Pinokia. I ty uważasz, że mogłabym się połasić na te śmieszne ochłapy, które mi proponujesz? Paluch Ty dupek jesteś. Gośka pakuj go do klatki.


Paluch był zaskoczony, gdy Gośka bez mrugnięcia okiem wstała i przykładając broń do głowy biednego Tomcia, wepchnęła go siarczystym kopem do klatki.


- Posiedzicie sobie tutaj Paluch, aż Wam paluch przytyje.– zaśmiała się szyderczo Jaga. - Twoją facjatą wytapetowane zostanie całe Fairy Tale Tube, abyś już nie mógł prowadzić swoich chamskich gierek. Masz poczytaj sobie!! – mruknęła Jaga wrzucając do klatki książkę „Warto być przyzwoitym” – Może Ci się przydać na długie i nudne wieczory.


- Ale dlaczego? Jak? Dlaczego Gośka? – wyjąkał zdezorientowany Agent Tomasz, człowiek o stu twarzach.


- Oj Paluch… Paluch. Jak Wy nic nie rozumiecie. Gośka jest od dawna moją wtyką w CBA. To ona nagrała ostatnio wpadę z aferą hazardową, kiedy to Alicja w Krainie Czarów zaczęła robić lewe interesy na pokerze i krykiecie, wykorzystując przy tym znajomości z Królikiem, Kapelusznikiem, Misiem Puchatkiem i Prosiaczkiem.  Ty nie rozumiesz, że to My baby pociągamy za sznurki w tym bajkowym świecie? Zobacz: Królowa Śniegu, Królewna Śnieżka, Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Alicja w Krainie Czarów, Calineczka, Pszczółka Maja, Kaczka Dziwaczka, Pchła Szachrajka to sieć powiązań, która rozciąga się baaaardzo daleko.  A na czele Ja Baba …. Baba Jaga. A po męskiej stronie co? Marny i nie wyrośnięty Król Maciuś Pierwszy, Ty - marny Tomcio Paluch, jakiś wiecznie zmulony Shrek, łamliwy i kłamliwy Pinokio, metro seksualny Colargol i jeszcze paru nieudaczników. Paluch zrozum!!! To My kobiety rządzimy światem, nawet jak Wy mężczyźni uważacie inaczej.


Paluch zrozumiał i rozpłakał się. W końcu cipa z niego była nieziemska, ale zawsze to ukrywał przed światem pod postacią macho. Teraz już nie musiał. Wiedział, że jego dni są policzone i stanie się następnym zaginionym agentem, który poległ chcąc wejść na teren zakazany. Zrozumiał, że kobiet nic nie powstrzyma w dążeniu do władzy. Zrozumiał, że to one, tak naprawdę rządzą światem od zarania dziejów. Zrozumiał w końcu sens słów, które przekazał mu na łożu śmierci ojciec: - Zapamiętaj Synu jedno – nie miej złudzeń, to dupa zawsze rządzi światem, tak było, jest i będzie.

 


WNIOSEK:  MAŁO ISTOTNE JEST KTO RZĄDZI, WAŻNE JEST TO, KTO POCIĄGA ZA SZNURKI (i kto linkuje :P)

sobota, 03 października 2009

Pewnego pięknego poranka po Krakowie gruchnęła wiadomość: pojawił się smok Wawelski. Nikt nie wiedział skąd się wziął, ale CBA pod naciskiem politycznym Prezydenta wyznało, że ma tajne informacje, że to Godżilla puściła się z krokodylem polskiego pochodzenia z tokijskiego Zoo, a teraz jej potomek postanowił odwiedzić ziemię przodków. Ludzie jednak mieli własne zdanie.


Nikt nie zastanawiał skąd polskie korzenie krokodyla, ale w Rzeczycorazmniejpospolitej nie takie numery widziano, więc nikomu nawet nie przyszło do głowy, aby tę informację sprawdzić. Nawet Wprost, które z reguły uwielbiało zajmować się takim intelektualnym badziewiem, nie podjęło tematu, woląc zająć się aferą hazardową.


Ludzie wylegli stadami owiec prowadzonych na rzeź, aby zobaczyć czy to prawda. Nikt nie wierzył. A bo to jedna wiadomość już gruchała i gówno z niej było? Nikt się nie bał, jak to drzewiej bywało, bo ciekawość ludzka w naszych czasach jest silniejsza od zdrowego rozsądku, co skrzętnie wykorzystują co mądrzejsi.


Smok rzeczywiście był. Rozłożył się na brzegu Wisły, nieopodal smoczej jamy i wygrzewał w słońcu swoje jaja. Nie, nie te między łapami, mimo iż był rodzaju samczego, ale te które przywiózł na ziemię przodków. Chciał, aby jego dzieci wykłuły się w niesamowitym kraju. No bo czy to nie jest niesamowity kraj w którym prezydentem może zostać elektryk, albo „niepełny magister”, a najwyższe urzędy w kraju pełnić mogą bliźniaki i do tego jednojajowe, ale robiący za to niezłe jaja?  To kraj cudów, w którym rolnik może zostać wicepremierem, w kryzysie gospodarczym wychodzi się na plus, a rząd najpierw był  na uchodźctwie a naród w kraju, a teraz jest odwrotnie, i wszyscy wierzą, że uda  się zorganizować Euro 2012.


Leżał sobie ten smok i pierdział, jak większość samców, poszerzając dziurę ozonową i miał w dupie wszystko, łącznie z tymi gazami, co to je od czasu do czasu puszczał w przypływie szczerości odbytu. Nikt nie wiedział co zamierza. Jego głośne pierdy niosły się po krakowskich błoniach złowieszczym pomrukiem. Ludzi obleciał strach. Co te ścierwo żarło, że mu tak odbyt charczy? Nikt nie śmiał się zapytać.


Widomość z Krakowa dotarła do prezydenta Rzeczycoramniejpospolitej, który postanowił wraz ze sztabem antykryzysoym coś zrobić w tej Smoczej Aferze. Od razu oczekiwał jakichś aresztowań i usunięci paru ministrów koalicji rządzącej. Jednak najważniejszym punktem było wytypowanie przedstawiciela do negocjacji ze smokiem.


W pierwszej wersji padło na ministra Śnieżynkę, ale kandydatura upadła bo skoro nie potrafił dogadać się w sprawie manufaktury do produkcji galeonów, to ze smokiem też się nie dogada. Ktoś rzucił hasło, że może sam prezydent? No, ale wyraźna wymowa głowy państwa mogłaby być przeszkodą w porozumieniu na platformie prezydent – smok. Platformy też nikt nie chciał wystawiać na próbę, bo a nóż dogada się, jak z zakupem tarcz i maczug przeciwpancernych F(ucha) – 16. Chciano zaproponować również ministra Wróbelka, ale obawiano się, że pomyli kierunki i zamiast smokowi w dupę włazić zacznie ponownie Amerykanom. Ostatecznie padło na kogoś z samorządu, na niejakiego Stanisława Szewczyka z domu Dratewka – pra pra pra… wnuka pogromcy niegdysiejszego smakosza dziewic, zamieszkującego podwawelskie łąki.

 

RATUJMY DZIEWICE


Jak uradzono, tak zrobiono. Stanisław S., którego media od razu okrzyknęły S.S.-manem, który zawstydzi prezydenta lepiej niż TruboDymoMen, wyruszył do Krakowa na negocjacje ze smokiem, na wszelki wypadek zabierając  ze sobą jedną trzynastolatkę z Galerii Mokotów.


Na podzamczu nie było nikogo. Ruch w całym mieście zamarł, a pomruk pierdów niósł się daleko po rzece, ciągnąc za sobą zapach źródeł termalnych Ojca Podgrzybka, tak, że nikt nie wiedział czy to zapach z Warszawy ciągnie, czy z Torunia?  Stanisław S. nie zważał na smocze pomruki i duszący ludzkie myśl fetor i wyszedł hardo na spotkanie ze smokiem, pomny czynów swego praprzodka. W końcu heroizm w narodzie nie ginie.


- Słuchajcie no Smok – zaczął twardo S.S -man – po jaką cholerę Was tu przywiało? Straszycie ludzi, pomruki waszego odbytu straszą kury, aż nieść się nie chcą, a smród ścina krowom mleko w cyckach na twaróg? Czego chcecie?


Smok przyjrzał się marnej postaci i mruknął od niechcenia: - Kolego Szewczyk, a co Was to k…wa obchodzi?


Szewczyk znieruchomiał.


- Skąd znasz moje nazwisko?


- No jak to skąd? Współpracuję z CBA, CBŚ, CIA I WC.


- WC?


- No. Z Wojtkiem Cejrowskim.


SMOK WAWELSKI A. MLECZKOSzewczyk zamilkł na chwilę skonfundowany, ale nie dał za wygraną: - Smoku!!! Czego żądasz? Może chcesz trzynastoletnie dziewice na pożarcie?


- Przyprowadziłem Ci tu jedną – zagaił wypychając przed siebie przywiezioną z Warszawy trzynastolatkę.


Smok poniuchał swym wielkim kinolem i obruszony zamruczał: - A co ja Polański jestem, żebym gustował w trzynastolatkach? A później co? Mielibyście pretekst, aby mnie ścigać międzynarodowym listem gończym, albo podstawić mi jakiegoś barana. Wystarczy, że jeden tu już przylazł w Twojej osobie. A poza tym – Smok jeszcze raz zaciągnął nozdrzami – ja realista jestem. Gdzie Wy chcecie znaleźć w XXI wieku trzynastoletnie dziewice? A od tej capi analem, jak z mojej dupy siarką. Nie macie lepszych pomysłów?


- A może spalimy ją na stosie skoro ona taka nieczysta? Showmedialny będzie i imprezkę jakąś będzie można skroić? – zaproponował Stanisław.


- Spadaj – odburknął Smok.

 

SEX I PRZEMOC A.MLECZKO


Stanisałw S. zwany S.S.-manem zakruczył się (z powodu braku sępów w okolicy) bardzo, bo nie miał żadnych pomysłów. Miał nadzieję, że Smok połasi się na trzynastoletnią proanę, a później coś by się wymyśliło. Bąknął więc przymilnie grając na zwłokę: - No dobra Smok. A nie mógłbyś spełnić mojej malutkiej prośby i powiedzieć po co żeś tu przyleciał?


- A co ja Wafel jestem, żeby spełniać Twoje zachciewajki? – ryknął na Stanisława Smok – A później będziecie na mnie mówić Smok Wafelski ???!!! Nie ze mną te numery Szewczyk!!


Sytuacja była patowa. Stanisław nie miał pomysłów na rozwiązanie, a Smok nie był skory do współpracy. No i całe zdarzenie wyglądały by dalej, jak stosunki prezydenta z premierem, gdy obok nie przechodziła Wanda, ta co to nie chciała Niemca … bo wolała Wietnamczyka spod Pałacu Kultury.  Wyciągnęła flaszkę Wyborowej, poczęstowała Smoka, a Stanisławowi kazała lecieć po całą skrzynkę.  Na koniec z uśmiechem, w prosty sposób zapytała: - Smoku Kochany, co Cię trapi? Widzę w Twych pięknych niebieskich oczach smutek? Czy mogę Ci jakoś pomóc?


Smok zdziwiony spojrzał na Wandę, bo po raz pierwszy od lat, ktoś tak mile do niego się odezwał. Odchrząknął i opowiedział Wandzie całą historię swego życia. Opowiedział o matce, którą wykończyli Japońce, i o ojcu, który urodził się w Polskim Zoo, a później tułał się po świecie za chlebem, i o dzieciach, którym chciał pokazać kraj dziadka, i o tym , jak to ludzie wyrabiają sobie o nim opinię na podstawie plotek i pogłosek, bo przecież on nigdy nie jadał mięsa, nie tykał dziewic, a te co w ogóle tykał to same właziły mu do jamy, i, że dzisiejsza niestrawność to po jakichś transgenicznie modyfikowanym szajsie.  Siedzieli z Wandą do rana, smok opowiadała i opowiadał, a Stanisław, co rusz  donosił nowe skrzynki z wódką. Stanisław lubił donosić.


W południe wielki huk przetoczył się po Krakowie, aż szyby w oknach potrzaskały, a ludziska myśleli, że to nadszedł koniec świata. Ale to nie był koniec świata, to tylko Smok Wafelski pękł gasząc pragnienie kaca giganta po tym, jak w wódce chciał utopić swoje smutki.


I tak to w życiu bywa, gdy zawierzy się nie temu co trzeba i straci się czujność.

 


WNIOSEK: WÓDKA ZABIJA, KOBIETY TEŻ POTRAFIĄ BYĆ PODSTĘPNE, A SMOKI NIE SĄ TAKIE ZŁE.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM