ANALFABET HARREGO

czwartek, 21 kwietnia 2011

Dziś zacznę od słów Alberta Einsteina: - Jestem głęboko wierzącym ateistą.


I te słowa potraktujcie, jako motto dzisiejszego wpisu.


Wiara według Słownika Języka Polskiego PWN ma pięć podstawowych znaczeń. Przytoczę trzy najważniejsze. Pierwsze to określona religia lub wyznanie, czy też przekonanie o istnieniu Boga, drugie to przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni, trzecie to przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone.


W kontekście tych trzech znaczeń, czy możemy o kimś powiedzieć, że jest niewierzący? Pytanie jest dość przewrotne, skoro słowo wiara ma tyle znaczeń i biorąc pod uwagę, że Polar nie należy do osób, które mają w sobie wiarę w pierwszym znaczeniu. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę drugie określenie słowa wiara, to czy w naszym życiu nie przewija się ona codziennie? Przecież wierzymy w powodzenie naszych działań, wierzymy w elementy nauki, wierzymy w ludzi. Wiara jest nieodłączną częścią każdego z nas. Jeżeli spojrzymy na to w ten sposób, to okaże się, że bez wiary nie da się po prostu żyć. Pięknie naszą potrzebę wiary wyraził twórca filozofii egzystencjalnej Søren Kierkegaard: - Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry. Te słowa pokazują, czym tak naprawdę jest wiara dla człowieka.


Chcieć to móc. Nie raz słyszeliście te słowa i nie raz sami ich używaliście. Czy jednak kojarzyliście je kiedykolwiek ze słowem wiara? Pewnie nie, a przecież o wiarę tu właśnie chodzi. O wiarę w powodzenie tego czego właśnie pragniemy. Ludzie pełni wiary potrafią przenosić góry, odkrywają nowe. Ci, którym jej brakuje stają się jedynie egzystencjalnymi zombie przeżywającymi życie od przebudzenia do … przebudzenia.


Dziś jest Wielki Czwartek, początek triduum paschalnego. Polar nie jest religijny, ale podoba się Polarnemu symbolika tego dnia. Jest to jakby symboliczny początek wiary. I bynajmniej nie o wiarę religijną tu chodzi. Wspólna wieczerza z przyjaciółmi, zdrada, osądzenie niewinnego, śmierć i rzecz najważniejsza… zmartwychwstanie. Ten ciąg wydarzeń i końcowa wiara w życie wieczne, pokazuje, jak ogromna jest siła wiary. Siła, która w najtrudniejszych momentach życia pozwala kroczyć z podniesioną głową do przodu wierząc, że to co jest przed nami jest po prostu możliwe.


Oczywiście zaraz odezwie się polarowy sceptyk, który stwierdzi, że od dwudziestu lat wierzy w wygraną szóstkę w totka, wysyła za każdym razem kupon i nic. Jednak czy to co robi, nie jest wiarą w to, że kiedyś tę szóstkę trafi? Prawdopodobieństwo powodzenia jest znikome, jednak ludzie wierzą, a jedynym dowodem na to, że wygrana jest możliwa, jest fakt, że ktoś jednak te szóstki trafia.


Religijna wiara w życie wieczne, czy zmartwychwstanie, jest nie tylko nadzieją na coś lepszego, ale również dążeniem do celu opartym nie tylko na dogmatach. Jest symbolem dążenia człowieka do rzeczy, które wydają się być niemożliwymi do spełnienia.


Dedal i Ikar uwierzyli, że da się latać, tą wiarę miał w sobie Leonardo da Vinci, aż w końcu wiara znalazła swój finał w dokonaniach Lilienthala, a później braci Wright. Niemożliwe stało się możliwe. To banalny przykład wiary, a można byłoby mnożyć ich tysiące, jednak pokazuje on, że nie dogmaty i sprawdzona rzeczywistość są motorem naszych działań, ale właśnie przekonanie, dzięki któremu sięgamy, gdzie wzrok nie sięga i udaje się nam to, co z założenia szkiełka i oka jest niemożliwe.


Polar jest zarówno sceptykiem, jak i przedstawicielem „okoszkiełkowców”, jednak wiara go nie opuszcza. Są chwile zwątpienia, strachu, pustki, ale jest, jeszcze to coś, co Polar nazywa po swojemu wiarą, a co ma w sobie każdy z nas.


ZNAK ATLANTÓW

Paulo Coelho napisał, że jesteśmy tym, czym wierzymy, że jesteśmy. I czy tak nie jest rzeczywiście? Wiara w nas samych, w nasze możliwości, w naszą przyszłość, w nasze poczynania, jest tym co nas określa. Uwierzenie w siebie, w powodzenie, w szczęście, jest podstawą do tego szczęścia. Ktoś, kto nie wierzy w siebie, nie będzie również wierzył w to, co jest wokół niego. Taki człowiek nie ma przyszłości, bo przecież w nią nie wierzy. Trudno uwierzyć w siebie, ale jeszcze trudniej żyć, nie wierząc w nic.

 

WNIOSEK: CZŁOWIEK ABY ŻYĆ, A NIE WEGETOWAĆ, MUSI W COŚ WIERZYĆ.

środa, 07 lipca 2010

芸術家 (げいじゅつか)

 


Pomilczał sobie Polar troszkę wyrażając siebie i swoje myśli niejako w „sztuce” na swoim fotoblogu. Pomilczał sobie, bo nie miał nic do powiedzenia, a to co miał było albo nudne, albo bez sensu, a czasy „tworzenia” pierdół dla samych pierdół na razie się skończyły.


Polarny na własne potrzeby i użytek stał się artystą. Trzeba się zastanowić jednak, czy artystą, czy też może „artystą”. Co niektórzy twierdzą, że Polar jest artystą słowa, może miernym i trochę takim nikiforyzującym, ale jest. W końcu napisał parę dobrych kawałków, i parę osób wciąż tu zagląda, aby poczytać Polarnego.


Do słów Polarny ostatnio dołączył fotografię. No i tu artyzm Polarnego został poddany próbie. O ile słowo pisane, to dość skomplikowana dziedzina sztuki i nie każdy chce się na jej temat wypowiedzieć, o tyle fotografia jest dużo prostsza w ocenie. Człowiek widzi i mu się podoba, albo nie. Zresztą na fotografii zna się każdy, tak jak na seksie i polityce, więc tym łatwiej ocenić produkt Polarnego.


HAGENS BALETNICANo i w czasie tej oceny oprócz wielu pochlebnych zdań na temat tfu-rczości Polarnego, w tym także profesjonalnych fotografów, znajdują się też i znawcy, którzy niemerytorycznie nazywają prace Polara szajsem. To da się przeżyć, tylko po co dorzucane są słowa BO TY NIE JESTEŚ ARTYSTĄ.


Czyli co? Gdyby Polarny był ARTYSTĄ, to jego prace zyskałyby na piękności lub zakamuflowałaby się w nich ich brzydota, czy kiczowatość? Trochę to pokręcony sposób oceny i wartościowania.


No i tu Polarny się zasępił, a że pogoda pustynna, to i zasępianie trochę trwało. No, bo kto to jest ARTYSTA. Według najprostszego opisu słownikowego, jest to osoba uprawiająca jakąś dziedzinę sztuki. W myśl, tej krótkiej tezy POLARNY ARTYSTĄ JEST, „poniewóż”, zajmuje się nawet trzema dziedzinami sztuki: epiką, liryką i fotografią, czy też fotografiką. Jeżeli dorzucimy do tego mniej ostatnio uskuteczniane dziedziny czyli gra np. na gitarze, czy np. malarstwo i rysunek, to Polarny jest artystą pełną gębą, a nawet pełnym ryjem, bo wszak już nie raz padło, że szowinistyczną świnią Polarny jest również.


Inna definicja artysty wskazuje, że Artysta to twórca dzieła sztuki. No i tu zaczynają się schody, bo czy fotki Polara można nazwać dziełami sztuki? A jego słowa wywalane w net, chociażby te dzisiejsze? Czy te słowa, czy też te fotografie zasługują na miano dzieła sztuki? To zależy od widza. Dla jednego będzie to szajs, grafomania, fotoamatorszczyzna na maxa, a inny odnajdzie w tym coś, co może ocierać się o geniusz w jego własnym mniemaniu. I jak popatrzeć na to, z tej strony, że człowiek albo np. taki Dźwiedź stworzy chociażby jedną rzecz, którą można by uważać za dzieło sztuki, to jest on już artystą czy też nie?


Jeszcze inna definicja wspomina, że Artysta to osoba uzdolniona w sposób specjalny, tworząca dzieła. To od razu rodzi się pytanie: czy specjalne uzdolnienia i tworzenie, to już paradygmat bycia artystą, czy dopiero jakiś wstęp do uznania za artystę?


HAGENS MĘŻCZYZNA ZE SKÓRĄCzy uzdolniony malarsko autysta, malujący z głębi siebie, będzie artystą czy też nie? A inwalida, który w wypadku stracił kończyny i maluje ustami, to artysta? A Kowalski, który czując na swój własny sposób fotografuje kwiatki? Wiele osób powie, że tak, ale i wiele powie, że zależy od tego co powstaje, lub powie, że nie. A czy Picasso za życia był artystą czy też może pacykarzem? W którym momencie człowiek staje się artystą, gdy tworzy, czy gdy jego „dzieła” znajdą uznanie?


Kto to jest artysta? Czy np. Hagens to artysta, czy prowokator? Gdzie jest ta granica, że człowiek staje się artystą lub nim nie jest?


Czy twórca broniący zalet swego „dzieła” staje się artystą, gdy je obroni, czy też staje się nim w momencie, gdy jego „dusza” stworzy dzieło na miarę jego talentu?


Kiedyś Polarny usłyszał, według niego bardzo mądre słowa, że ze sztuką można się zgadzać lub nie, ale zawsze należy szanować ją i jej twórców, bo nie każdemu natura dała talent tworzenia.


Polarny jest bardzo ciekaw, kto według Was Drodzy Czytelnicy jest artystą i nie chodzi Polarnemu o to, że Polarny uzurpuje sobie prawo do nazywania siebie artystą, ale o to czy można oceniać czyjąś twórczość słowami używając argumentu BO TY NIE JESTEŚ ARTYSTĄ?


Co Wy na to?

 

 


WNIOSEK: NA SZTUKĘ SKŁADAJĄ SIĘ PERCEPCJA AUTORA I WIDZA. DOPIERO TA CAŁOŚĆ TWORZY SZTUKĘ, A TA Z AUTORA ROBI ARTYSTĘ, Z WIDZA KONESERA.

niedziela, 27 czerwca 2010

PARYTET PASZTET PARLAMENTARNYCzym jest demokracja dla przeciętnego zjadacza parówek mięsopodobnych?


Ogólnie rzecz ujmując jest nieograniczonym prawem do dokonywania wolnego wyboru. Jak to się przekłada na wybory ogólne, mające moc tworzenia normatywów? W sposób wprost proporcjonalny, czyli większość stanowi o tym, co ma być normą, a co nie. Niestety w rzeczywistości demokracja w wyżej przytoczonym wymiarze, to tylko miraż i utopia. Większość wytypowuje swoich przedstawicieli, którzy automatycznie stają się mniejszością. Ta stanowi w imieniu większości normy. Biorąc pod uwagę, że niektórzy nie znając kompletnie swoich kandydatów wybierają ich po kolorze muszki w grochy, albo dlatego, że ktoś fajnie mówi, nie ważne czy z sensem, to mamy takie, a nie inne wybory. Stąd też słowa Bertranda Russell’a, że demokracja daje głupcom przywilej głosowania.


Co ma ten wstęp wspólnego z parytetem parlamentarnym? Ano właśnie to, że według Polara ustalanie parytetów w wyborach, to nic innego, jak zachwianie demokracji. Nie ma to nic wspólnego z powszechnie głoszoną przez kobiety tezą o zwiększeniu równouprawnienia kobiet.


Ustalenie parytetów wyborczych nakazuje, aby w sejmie czy senacie znalazła się konkretna liczba kobiet i mężczyzn. Polarny pyta dlaczego? Dlaczego ma być wyznaczona liczba posłów a raczej posłanek, które społeczeństwo MUSI wybrać. A jeżeli te posłanki będą buraczane jak Endriju L., puknięte jak Tlącysiękot, albo będą miały tylko kota i nie będzie innych alternatyw? To takie rodzynki znajdą się w Parlamencie tylko dlatego, że takie były parytety, czyli mus na procentową zawartość cukru w cukrze.


Czy przypadkiem demokracja nie polega na tym co Polar napisał na wstępie? Na wolnym wyborze? Dlaczego kobiety nie mogą dostać się w większej ilości do sejmu czy senatu? Pewnie dlatego, że są mało charyzmatyczne, nie potrafią jasno przedstawić swoich poglądów, nie potrafią za sobą pociągnąć tłumów. Czy w związku z tym, należy na siłę przyznać im miejsce w parlamencie, aby były reprezentantkami świata kobiet? Według Polara to bzdura!!!


Polar uważa, że każdy przedstawiciel, nawet najdurniejszy, powinien zapracować sobie na poparcie i miejsce w Parlamencie. Nie może być tak, że miejsca w parlamencie są obsadzane z klucza, bo trzeba wybrać kobietę. Kobieta taki sam człowiek, jak i mężczyzna (chyba, że Polar się myli), więc powinna tak działać, aby pociągnąć za sobą głosy innych kobiet. W końcu kobiet statystycznie w Polsce jest więcej niż mężczyzn, więc jaki problem, aby większość parlamentarną stanowiły kobiety? Żaden!!! Tylko trzeba trochę się napocić, podziałać i wybrać takie kandydatki, które będą potrafiły pociągnąć za sobą tłumy, tak jak Joanna d”Arc, Evita Peron czy np. Margaret Thatcher. Jednym słowem, aby pociągnąć tłumy za sobą trzeba mieć „jaja”, a nie „jajeczka”- które w wypadku kobiet mają być przepustką do Parlamentu.


Parytety parlamentarne to dla Polarnego jeszcze jeden pasztet i to niestrawny. Nie dość, że będzie tworzony z resztek, to jeszcze do tego będzie trzeba go trawić na siłę. Z pewnością nie obejdzie się bez bólu żołądka, obstrukcji i złego samopoczucia. Czasami, właśnie w takich przypadkach jak parytety parlamentarne czy partyjne Polarny ma wrażenie, że demokracja przemienia się delikatnie w dyktaturę. A wracając jeszcze raz do słów wcześniej wspomnianego filozofa, matematyka i logika, demokracja tym się różni od dyktatury, że pierwsza (jw.) pozwala głosować głupcom, a druga pozwala im rządzić.

 


WNIOSEK:  DEMOKRACJA TO RÓWNOŚĆ, KAŻDY RÓWNO MOŻE MIEĆ …?

środa, 04 listopada 2009

Unifikacja – sprowadzenie czegoś do jednej postaci lub jednej normy.


Tak pokrótce wyjaśnia pojęcie unifikacji Słownik Języka Polskiego.  Mnie osobiście unifikacja kojarzy się nie tylko z unormowaniem pewnych spraw, przepisów czy procedur, ale również z pewnym ubezwłasnowolnieniem obywatela poprzez narzucenie norm jednolitych dla wszystkich, nie zawsze słusznych i akceptowalnych, a  czasami wręcz wypaczonych.  Przykłady takiego postępowania mieliśmy w niedalekiej przeszłości w Chinach, ZSRR czy też nawet w naszej Polsce Ludowej. Czy europejska demokracja wystrzega się takiego postępowania?


NORMY UNIJNEOkazuje się, że nie!!! Dyrektywy unijne dotyczące np. jedzenia zahaczają czasami o wariactwo. To samo dotyczy higieny w zakładach pracy, czy też używania sprzętu AGD. Czy wyobrażacie sobie, że ostatnio musieliśmy w pracy powiesić… instrukcję mycia rąk nad umywalkami i instrukcję… użytkowania pralki? A co będzie jeżeli ktoś zapragnie umyć nogi, albo inną równie ważną, a czasami brudzącą się część ciała? Już sobie wyobrażam  rysunkową instrukcję bidetu, ze zdjęciami lub rysunkami. Normalnie rewelka.


Myślę, że myśliciele z Parlamentu Europejskiego chyba jednak trochę przeginają. No, ale skoro mamy w nim osoby pokroju Pana Cymańskiego i mieliśmy pokroju Giertycha Starszego,  to w sumie nie ma się chyba czemu dziwić.


Obecnie Parlament Europejski zastanawia się nad unifikacją opakowań papierosów. Dla mnie pomysł równie debilny, jak stawianie mostu wzdłuż rzeki, ale widać niektórzy uważają inaczej. Po prostu są mądrzejsi od Polarnego, a mały biedny Polarny nie widzi tej genialności, jaką przejawiają europarlamentarzyści. Ci ostatni wydumali sobie, żeby paczki wszystkich rodzajów papierosów zrobić czarno białe, a konkretnie białe z czarnymi napisami ostrzegającymi o szkodliwości palenia. Z papierosów miałyby zniknąć wszelkie rysunki, loga itp., mogące w jakikolwiek sposób wyróżniać daną markę od innych i nie kusić szatą graficzną. Cel rzekomo zbożny, bo ma to odciągnąć nowych palaczy od palenia, a starym je obrzydzić. Nie lepiej w ogóle zakazać produkcji?


OSIOŁ ZE SHREKA Dla mnie to wszystko to istna paranoja i atak na wolność jednostki!!!! Atak na prawo wyboru. Ja lubię białe, szczególnie futro, i czarne, szczególnie foczki, no ale bez przesady i przegięć chińsko – ruskiej unifikacji. Czyżby na naszych oczach tworzył się Związek Socjalistycznych Republik Europejskich?


Jeżeli euroosłowie będą szli dalej tym genialnym tokiem rozumowania, to niedługo przedzierzgniemy się w chińskie mundurki, wszystkie samochody będą miały jedną -  czarną karoserię, a kiełbasa będzie tylko jedna – Biała Polska. Już w Unii są takie inklinacje, które określają jedynie słuszną krzywą ogórka szklarniowego, średnicę jabłka, czy zawartość cukru w cukrze.


Po papierosach z pewnością euroosłowie zabiorą się za wódkę i inne napoje alkoholowe. Wkrótce może Johnny Walker będzie miał kolor przeźroczysto – przeźroczysty, z biała nalepką i czarnym napisem: Częste picie skraca życie, a jedynym dostępnym piwem będzie Kiepski Mocny Full. Już nam zabrali naszą ćwiartkę, i zabrali krowę na rzecz nierozlewalnej na trzech flaszki 0,7. Bond by się ucieszył, ale co komu kurde przeszkadzała ćwiartka? No jak to komu? Unii!!!! Bo w Unii ma być wszystko zunifikowane. Jaja też. Tylko co na to kury, klowni i … faceci, a … i nasi Rządzący Bracia Jednojajowi?

 


WNIOSEK:   NAJPIERW UNIFIKACJA GOSPODARCZA, PÓŹNIEJ INTELEKTUALNA, A PÓŹNIEJ? A PÓŹNIEJ JUŻ NIE BĘDZIE ŻADNEGO PÓŹNIEJ.

poniedziałek, 27 lipca 2009
PLOTKA

Plotka jako taka, jest wpisana w życie społeczne jednostek. Funkcjonuje w każdym środowisku i mimo, iż z reguły postrzegana jest negatywnie, ma się całkiem nieźle. Mamy plotkę biurową, szkolną, medialną, polityczną i wiele wiele innych, w zależności od środowiska w jakim funkcjonują. Blox jako społeczność również jest skażona plotkarstwem, a więc śmiało możemy powiedzieć, że istnieje również plotka bloxowa.


Większość plotek zasadza się na stosunkach damsko – męskich, bo one są najwdzięczniejszym tematem do plotkowania. Jak widać w mediach i nie tylko, plotkowanie kto z kim śpi, kto jest czyim materacem, kto z kim romansuje dotyka wszystkich znanych postaci w danym środowisku. Polityków, aktorów, przedsiębiorców, dyrektorów, księży, lekarzy, nauczycieli, uczniów, a nawet …przedszkolaków. Każde środowisko ma swoich plotkarzy i obiekty do plotkowania. Blogosfera również nie jest wolna od plotek, a wręcz przeciwnie często takimi plotkami żyje.


Pisanie bloga, wywnętrzanie się, pewna anonimowość wpływająca na brak pełnej informacji, przyczyniają się do wzmożonej ciekawości i snucia wszelkiego rodzaju domniemań i przypuszczeń, a co za tym idzie do tworzenia plotki.


PLOTKA autor rysunku A. Mleczko

Polarny nie raz na własnej skórze przekonał się, że blogerzy i komentatorzy są normalnymi ludźmi, którzy uwielbiają plotki. No, bo jak to nie pogadać sobie o kimś kogo się zna? No jak? Trzeba i już. A jak już ten ktoś jest jeszcze trochę bardziej znany to już sama przyjemność wymienić się o nim informacjami. Nie ważne, sprawdzonymi czy nie, ważne, że sobie można pogadać.


Skąd się bierze plotka? Z potrzeby duszy – najczęściej kobiecej, bo plotka to w głównej mierze domena kobiet. To one w wybitny sposób mają tendencje do plotkowania, ubarwiania rzeczywistości, do mutowania informacji, które otrzymują lub nadinterpretowania faktów.


Co ma na celu plotka? W głównej mierze zaspakaja ciekawość i potrzebę informacji, a także spełnia rolę oceniania innych. To całkiem miło móc wypowiedzieć się o kimś i go ocenić, najlepiej negatywnie, bo to w sumie największa przyjemność.


Dlaczego tworzy się o kimś plotki? Powodów jest wiele. Jednym jest wyrzucenie z siebie negatywnych emocji z wiązanych z daną osobą. Przedstawienie własnego punktu widzenia, własnych racji, a co za tym idzie zachowanie własnej twarzy i wybielenie siebie. Inny powód to zwrócenie uwagi w inną stronę i odciągnięcie uwagi od swojej osoby. Ot zagrywka na zasadzie nie ja jestem w tym „problemie” ważny, ale ona (on), bo ona (on) to… i tu pada odpowiednia informacja.


Powstanie plotki można również upatrywać w chęci zdeprecjonowania czyjejś osoby, a tym samym wskazania własnej wyższości. Jest to działanie nader częste, gdy plotka rodzi się w wyniku kłótni, rozstania, odmienności zdań. Wówczas krzewiciel plotki ukazuje siebie, jako istotę wyższego rzędu, jako ciemiężonego i poszkodowanego, a druga strona jest tym „Be” – ciemiężycielem i oprawcą.


Plotki są też często wynikiem odreagowywania stresu. Wyrzucenie z siebie steku informacji obciążonych odpowiednim negatywnym komentarzem pozwala nie tylko na ukazanie siebie w lepszym świetle, ale również odreagowanie stresu związanego z jakąś nabrzmiałą sytuacją. Takie działanie ma również za zadanie znaleźć wśród słuchaczy poparcie dla swoich słów i aprobatę tej informacji. Plotkarz nie pozostaje już wtedy sam z problemem, bo dzielą go również inni, a jak jeszcze popierają plotkarza to już jest cudownie.


Polarny ma małego

Mówi się, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy. I to jest fakt, jeżeli mówimy o pierwszej plotce przyjmującej formę pogłoski. Jednak z czasem plotka przekazywana z ust do ust, zaczyna rosnąć jak tocząca się kula śniegowa. Im dalej od pierwotnego informatora tym mniej w niej tego ziarenka, które najczęściej i tak jest nikłe już na początku. Plotka żyję własnym życiem i potrafi  w końcowej fazie swego żywota zadziwić nawet tego, kto ją stworzył


Plotka to subiektywny przekaz informacji opierający się często na szczątkowym przekazie, bardzo często ograniczonym przez samego przekazującego. W plotce przekazywane są tylko „wygodne” fakty, a „niewygodne” przemilczane. No, bo co to byłaby za plotka, gdyby przedstawić racje obu stron? To już nie byłaby plotka. Nie byłoby czego się domyślać, nad czym deliberować, a plotka przestałaby być plotką, a zaczęła być prawdą.


Ciekawostką plotki jest również to, że dalej rozpowszechniają ją osoby, które nie należą do postaci kryształowych. Im bardziej przypominają matowe szkło, tym intensywniej rozpowszechniają plotkę. W ten sposób okazują swoją dezaprobatę dla jakiegoś czynu udając przed otoczeniem swoją kryształowość i publicznie odcinając się od „be” postaci.


Plotka spełnia również funkcję reklamy. Im więcej się o kimś plotkuje tym większe wzbudza się zainteresowanie. Im więcej niewiadomych i sprzecznych informacji, tym ciekawiej. Im mniej dementi, tym więcej nowych plotek i tak nakręca się reklama.


No to co? Może poplotkujemy sobie publicznie, a nie tak za czyimiś plecami? W końcu każdy w głębi duszy jest plotkarzem.

 


WNIOSEK: PLOTKUJE SIĘ O LUDZIACH CIEKAWYCH. NIECIEKAWI NIE WZBUDZAJĄ ZAINTERESOWANIA NAWET PLOTKARZY.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Akceptowanie samego siebie w trudnych chwilach życiowych, szczególnie, gdy trzeba podjąć ważne, niepopularne decyzje, jest podstawą tego, aby poczuć się wartościowym. Wartościowym dla samego siebie. Uleganie złudnej samoocenie, bardzo często negatywnej, brak samoakceptacji i poczucia własnej wartości powoduje, że człowiek wiecznie żałuje tego co robi lub zrobił, a także nabawia się wielu kompleksów. Umiejętność akceptowania tego, co się robi, pozwala nie zwariować w skomplikowanym świecie decyzji.

 

 

Pewien facet miał problem. Co noc lał w łóżko. Chodził markotny, struty i nie mógł sobie spojrzeć w twarz przy porannym goleniu, wspominając wcześniejsze wieszanie mokrych gaci.  Gryzł się strasznie. Czuł się beznadziejnie. W końcu zwierzył się z tego koledze.

- To idź do urologa. On z pewnością Ci pomoże. Przepisze jakieś tabletki albo coś.  – doradził kumpel.

Spotykają się po tygodniu.

- I co? Dalej lejesz w łóżko? – pyta kumpel.

- Niestety. Tabletki nic nie pomogły.

- To może idź do psychologa?

Spotykają się po jakimś czasie. Facet jest uśmiechnięty, uradowany, szczęśliwy. Widać, że tryska humorem i energią.

- I co? Widzę, że chyba przestałeś lać w łóżko? – pytam kolega.

- Nie. Leję dalej. Ale jestem z tego dumny.

 

 

Umiejętność zaakceptowania własnych wad to podstawa do bycia sobą i bycia szczęśliwym. Nikt nie jest doskonały. Jednak nie każdy posiada umiejętność akceptacji wad u siebie, z prostej przyczyny, ponieważ nie potrafi akceptować wad u innych.

 

Nasza samoocena często wiąże się z oceną nas przez innych. I to jest błąd. Własną wartość musimy zbudować w sobie. Musimy uwierzyć w siebie, aby uwierzyli w nas inni. Ludzie często w ocenie kierują się emocjami. Ktoś, kto dziś jest wspaniały, mądry, niesamowity, jutro może stać się miernotą dla której nie warto poświęcać ani chwili uwagi. I co? Przez to stajemy się naprawdę miernotami? Gówno prawda!!! Jesteśmy dalej tymi samymi ludźmi tylko nasz obraz w oczach jednostki się zmienił. A może nawet się nie zmienił, tylko zmieniło się nastawienie lub postrzeganie?  Nie warto sugerować się tym co mówią jednostki, bo dopiero zbiór opinii może dać nam do myślenia.

 

Często od ludzi słyszę (lub czytam) w rozmowach, że nie akceptują swego wyglądu, swoich zachowań, czy samych siebie jako całości. Zawsze zadaję im pytanie: Dlaczego? Otrzymuję wtedy listę wad fizycznych czy psychicznych. A gdzie są zalety? No właśnie. Żadna z tych osób nie zastanawia się nad swoimi zaletami, bo ważniejsze dla nich jest nie mieć wad, a przecież człowiek bez wad nie istnieje. Znajomy twierdzi, że nawet Jezus miał wady, bo chlał wino i nie interesował się panienkami, chociaż pewne wywody badaczy życia Marii Magdaleny wskazują na coś wręcz przeciwnego. No, ale odbiegłem od tematu.

 

Otóż ludzie skupiają się nie na tym, aby mieć jak najwięcej zalet, ale na tym, aby mieć jak najmniej wad. To głupie, bo to jak walczyć z bakteriami. Zarówno pewne bakterie, jak i wady są nam potrzebne do życia. Wtedy wiemy, że jesteśmy ludźmi i mamy prawo się mylić.

 

Najgorsze jest to, że gdy próbuję wytłumaczyć, że pewne wady wcale nie są wadami, to jak grochem o ścianę. Gruby może podobać się tak samo jak szczupły, to kwestia gustu i wyboru. Głupi może być tak samo atrakcyjny jak… nie no nie będę przesadzał, głupi chyba nie będzie atrakcyjny.  Chociaż??? A dla drugiego głupiego? Dlaczego niektórzy nie chcą uwierzyć, że mają w sobie coś wartościowego i nie chcą się na tym skupić? Dlaczego? No właśnie powoduje to brak umiejętności zaakceptowania siebie. Brak wiary, że pewne rzeczy są wadami tylko w umyśle człowieka.

 

Jak temu zaradzić? Zacząć wierzyć ludziom życzliwym, a nie doszukiwać się wszędzie podstępu i kłamstwa.

 

 

WNIOSEK: DLA WIERZĄCYCH WIARA CZYNI CUDA, DLA NIE WIERZĄCYCH CUDA SPRAWIAJĄ ŻYCZLIWI LUDZIE.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM