MISIEK PRACOWO

środa, 24 listopada 2010

znak zapytania- No… Polar to ja nie wiedziałem. No, no. Hm… i kto by pomyślał - usłyszał Polar na dzień dobry od swojego kumpla w pracy.


Chwilę później zaczepiła Polara Pani Zosia.


– Panie Polarny, no ja nie wiedziałam, że Pan taki jest. No nie wiedziałam!!! – krzyknęła i pobiegła dalej nie zatrzymując się i półszeptem wyjaśniając coś towarzyszącej jej koleżance.


Polar zrobił wielkie oczy, jak wilk w krzakach, gdy go zaczepił Czerwony kapturek przerywając mu czytanie gazety i dalej szedł korytarzem nie bardzo wiedząc o co chodzi.


- Polar Ty to jesteś!! – wyraził swoją opinię wyłaniający się zza rogu klatki schodowej Pan P i nie reagując na inteligentne „- Eeee…” Polarnego wolnym krokiem oddalił się w stronę swojego biura.


Polar z jeszcze większymi oczami, jak Ropuch Aga z zatwardzeniem, przemierzał korytarz dalej za cholerę nie wiedząc o co chodzi.


Nagle zadzwoniła swoim drin- drin komóra Polarnego. Szef.


- Polar!!! Chcę Cię zaraz u siebie widzieć!! I to natychmiast!! – ryknął w ucho Polara głos szefa. – Ja o takich sprawach powinienem wiedzieć od  Ciebie, a nie dowiadywać się od innych!!! – rzucił sucho i połączenie zostało przerwane.


No to Polar miał srakę. Szef rzadko w ten sposób mówił. W końcu to kumpel, jakby nie patrzeć szef, ale kumpel. Polar zwarł pośladki, co by mu serce do nogawek nie uciekło, przełknął ślinę i ruszył do drugiego budynku – do biura szefa. Droga była długa mimo, iż to tylko jakieś 300 m. Polar bił się z myślami przeszukując w zakamarach pamięci, co ostatnio udało mu się spierdolić, czego nie zrobił, jakich terminów nie dotrzymał i komu wyciął jakiś numer. Niestety w głowie Polara oprócz turkotania ziarenka mózgu z hukiem obijającego się o kości czaszki nic się nie pojawiło.


Przed samym biurem Szefa Polar natknął się na Panią Wiesię – sprzątaczkę.


- Co? Do konfesjonału idziemy? – uśmiechnęła się Pani Wiesia.

- No, jakoś tak wszyło – mruknął Polarny bez entuzjazmu.

-Yhm – znacząco wyartykułowała Pani Wiesia dodając: - No, wcale się nie dziwię


Polar miał dość. Wszyscy w koło coś wiedzieli tylko nie Polar. Każdy miał coś do powiedzenia na jego temat tylko nie on sam. Atmosfera zaczynała się zagęszczać, jak w akademiku w sobotni wieczór po zdjęciu skarpetek.


- Raz Polarowi śmierć – pomyślał Polar i nacisnął klamkę drzwi Szefa.


Szef uśmiechnął się o dziwo do Polara, rozsiadł się w fotelu i mruknął:

- Polar no z tej strony to ja Cię nie znałem.


Polar zupełnie zbity z tropu uśmiechem szefa zidiociał do reszty, a jedyne co mu przychodziło do głowy to było inteligentne „-Eee…” – jakie wcześniej wydusił z siebie do Pana P, więc się wypowiedział:

- Eee…

- Ty mi tu Polar nie mecz, tylko opowiadaj – rzucił szef wyraźnie podniecony i zainteresowany.

- Eee… , ale o czym? – wydukał Polar, którego pośladki spięte z nerwów śmiało mogły służyć za dziadka, a nawet babcię do orzechów. Polar się denerwował, a przecież nie miał nic na sumieniu, a uśmiech Szefa wskazywał, że chyba źle nie jest. Dysonans poznawczy dobijał Polara.

- No Polar, k…wa, nie bądź taki skromny – zarechotał rubasznie szef – przecież wszyscy widzieli!!

- ALE CO!!! – wykrzyczał zdesperowany Polar.

- No jak to co??? CIEBIE W TELEWIZJI!! – zarechotał ponownie Szef.


Taaa… i tu Polar wybuchnął śmiechem. Nerwy puściły, dobrze, że pośladki nie, bo mogłoby być różnie. Teraz Polar zrozumiał skąd te dziwne słowa. Fakt Polar był w telewizji, nawet miał krótką wypowiedź w związku z pierwszym wernisażem fotograficznym na którym znalazły się jego prace. Po prostu Polar zdobył Drugą Nagrodę w Konkursie Fotograficznym. Jednak głupio być Celebrytą, nawet małomiasteczkowym.

 

Dobranoc Państwu.



WNIOSEK: OCENA SYTUACJI ZALEŻY OD ILOŚCI DANYCH. NAJGORZEJ JEST OCENIAĆ, GDY SIĘ MA FAŁSZYWE.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Ostatnio Polarnego więcej nie ma niż jest. Live is Brutal lub ewentualnie Przemysławka. Egzaminy pędzące stadami, a do tego atak obcych na polarne zdrowie. Efekt końcowy Polar żyje tylko półmordką, uśmiecha się półgębkiem i dopieprza tylko po półryju.


A propos dopieprzania. Czy stanowcze, nieodwołalne wyrażenie swojej negatywnej opinii o podwładnym to jest dopieprzanie się? Czy też może jest to po prostu stanowcze i nieodwołalne wyrażenie swojej opinii, bo opiniowana pracownica, jakoś miała w tym temacie wątpliwości. No bo, nie ma to jak integracja, nieprawdaż?


A wiecie jak to jest z integracją w robocie? Prawdaż?


Jak kierownictwo się integruje z podwładnymi to jest ok. Sielanka, poklepywania po pleckach, zamiast Panie Kierowniku, jest Zdzichu, Zenek, Franek, … Protazy. Jest pięknie, miło, wesoło. Kierownik jest super, bo nawet gada ludzkim głosem, i to nie tylko raz w roku przed „Wigiliją”, i okazuje się, że żre golonkę jak biały człowiek, i pije też normalnie… jak wielbłąd przed wyjściem na pustynię. Bajka normalnie. No i pracownik czuje się tak bardziej swojsko i na luzie. Może kierownikowi powiedzieć, że ma ładny krawat, nie musi już do szafy śpiewać „łubudu bu… łubudu bu…”, bo może to wygłosić osobiście na imprezie. A po imprezie zamiast kłaniać się w sam pas, albo jeszcze niżej i krzyczeć z daleka: - Dzień Dobry Panie Dyrektorze, może mijając się w korytarzu mruknąć: - Siema Stachu. Wtedy integracja jest boska, wspaniała, miła, ciepła, sprzyja atmosferze pracy.


MÓJ SZEF TO DOPIERO JEST ŚWINIACo się jednak dzieje, gdy okazuje się, że … Protazy może się i uśmiecha, zagabuje, żartuje, ale także nadal pozostaje Dyrektorem Protazym i wali z całej rury komuś, kto od dłuższego czasu pierdoli robotę? Wówczas okazuje się, że Protazy się dopieprza!!! Protazy okazuje się nie Dyrektorem, Kierownikiem, Szefem… ale dwulicową świnią, która się uśmiecha, a jednocześnie podcina gardło. Wtedy ten zdjęty z piedestału Szef staje się upiorem, który podstępnie wabi podwładnych swym uśmiechem, aby wypić z nich ostatnie resztki zdrowego rozsądku i poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Dyrektor, Kierownik staje się wampirem, postrachem i knującym knurem, który wykastruje nawet tych, którzy nie mają jaj.


A integracja? Przecież to oczywiste!!! To przykrywka do wielkich i małych gierek szefostwa, to próba oswojenia pracowników, zrobienia im z mózgu kisielu, bo do tej pory przecież mieli budyń. To działanie z premedytacją mające na celu wkręcenie się w łaski podwładnych i wyciągnięcia z nich, jak najwięcej o sobie.


No i Polarny się właśnie zastanawia, co się mieli we łbach niektórych pracowników w takich sytuacjach? Czy integracja upoważnia do tego, aby pracować na odwal, nie dotrzymywać terminów, zlewać polecenia, no bo przecież Szef to kumpel i można się z nim jakoś dogadać? Czy to, że w pracy nie ma dystansu i panują koleżeńskie stosunki upoważnia pracownika do tego, aby będąc leserem występował do Szefa z jawnymi pretensjami, że za takiego go uważa? Ale leniwi zawsze mieli tupet. No i nie wszyscy dorośli do tego, aby z Szefem przejść na Ty.


WNIOSEK: LENIWI RZEKOMO ŻYJĄ DŁUŻEJ, BO NAWET UMRZEĆ IM SIĘ NIE CHCE

czwartek, 12 sierpnia 2010

Stoimy sobie grupką płci mieszanej i rozmawiamy o tym i owym. Ot takie tam pierdoły. Trochę o pogodzie, trochę o urlopach. Nagle R wyskakuje z opowieścią:


PÓŁ NAGIE NASTOLATKI- Wiecie moja żona ostatnio była na imprezie w nadmorskiej dyskotece. I pyta się mnie czy ja zdaję sobie sprawę co się tam dzieje. To mówię jej, że zadaję sobie sprawę. A ona mówi, że pewnie tylko mi się wydaje. No to jej tłumaczę, że wiem. A ona, że na pewno nie. No, to jej mówię, żeby opowiedziała, więc opowiada, że widziała taką szesnastolatkę w czarnym koronkowym staniku, która pod piersiami miał naciągnięta opaskę na włosy. Przez stanik było widać sterczące sutki. Poniżej miała również opaskę, która miała imitować spódniczkę. Spod spódniczki było widać stringi, które były tak ciasne, że wżynały jej się w cipkę i było widać praktycznie wszystko z przodu. Z tyłu zresztą też. Na nogach miała naciągnięte białe samonośni z koronkowym wykończeniem, a na nie założone kozaki z dziurami, takie na 12 cm szpilkach. Ta mała wyglądała, jak tania dziwka. I żona znowu mnie pyta: Czy Ty sobie wyobrażasz, co tam się dzieje? Tam prawie wszystkie tak wyglądają. To jest straszne.


W tym momencie włączył się Polarny:


- Co w tym dziwnego? Młodzież wzoruje się w ubiorze na zachodzie, a tam na dyskotekach jest pełna dowolność. Taki ubiór o niczym nie świadczy, oprócz tego, że dziewczyny chcą zwrócić na siebie uwagę. Ale wiem, że na takich dyskotekach dzieją się lepsze numery. Takie szesnastolatki potrafią na parkiecie tańczyć, popijać drinka, i w trakcie jeszcze zrobić chłopakowi loda w tłumie, nie zwracając uwagi na otoczenie i tańczących. To jest dopiero numer.


Do rozmowy dołącza A(ona):


- No, to jest kompletny upadek obyczajów. To kompletna porażka.


Na to A (on):


- No masz rację, kompletna porażka, upadek obyczajów i dno. No jak tak można? No jak? Kiedyś taka sytuacja byłaby kompletnie nie do pomyślenia.

 

Wszyscy przytakują i ubolewają nad upadkiem obyczajów.


A(on) jednak dokańcza po chwili swoją myśl:


- To jest nie do pomyślenia. Za moich czasów to nie miało się prawa zdarzyć …, żeby szesnastolatka piła alkohol. Kto jej w ogóle sprzedał tego drinka?



WNIOSE: RZEKOMO MUZYKA WPŁYWA NA USZLACHETNIENIE OBYCZAJÓW.

środa, 30 czerwca 2010

Polarny głodny jak Dźwiedź idąc wpierniczał słodką bułkę, bo akurat na podorędziu nie było foczek. Z daleka Polara zauważył A1 i leci do niego.


A1:- Co w pieprzasz?

JA: - Robotę innym!

A1: - No tak. Kurde, chyba nie potrzebnie pytałem. Pewnie zaraz coś dostanę.


***


Stoimy w kilka osób. Gadka-szmatka.  Gadamy o pierdołach. R wspomina coś żonie, więc rozmawiamy o żonach. AU, jak zawsze zakręcony, czegoś nie dosłyszał i wcina się w rozmowę:


AU: - Chcesz się wymienić żonami?

R: - A masz coś fajnego?

AU: - A co? Chcesz się pozbyć żony?

R wyciąga klucze w kierunku AU.

R: - Masz, bierz póki jeszcze śpi.

AU: - A mogę jutro?

R: - Jasne, jak weźmiesz z samego rana, to na stole będzie czekała na Ciebie jeszcze stówa.


***


Idziemy z P do Wydziału Finansów, załatwić kilka spraw. Wchodzimy do środka a Pani K przycina gilotyną dokumenty.


MĘŻCZYZNA JAK DZIECKOP: - A czy można przyciąć u Was również paznokcie?

K: - Jasne.

P: - To u nóg proszę.

K: - A nie boi się Pan, że przytnę przy okazji coś więcej?

P: - Jeżeli u Was chodzą plotki, że moje Coś Więcej sięga aż do stóp, to chciałbym je zdementować. Jako obywatel Unii mam standard europejski.

K: - Tak? To dlaczego ma Pan ksywkę Murzyn?


***


Rozmawiamy sobie o kobietach, o zabawach, igraszka i takich tam:


P: - Jak dzieci normalnie, jak dzieci, tylko zabawy Wam w głowie.

A3:- No, ja jestem jak dziecko i tego się nie wstydzę. Lubię przytulić się do cycka i nie lubię mleka.

 


WNIOSEK: MĘŻCZYŹNI SĄ JAK DZIECI. LUBIĄ SIĘ PRZYTULIĆ DO CYCKA I NIE LUBIĄ MLEKA.

poniedziałek, 24 maja 2010

Stoimy i rozmawiamy o ostatnich wydarzeniach pracowych i pewnych niedociągnięciach, które wytknęli nam przełożeni. Zadecydowałem, że osoba odpowiedzialna będzie pracowała dodatkowo popołudniu, aby „nadrobić zaległości”:


JA:  - Dziś AG będzie ciągnęła popołudniu. Jak nie dopilnowała i nie potrafi to niech teraz ciągnie.

A2: - No, przyda jej się.

A3: - Jak nie potrafi to się nauczy. Ciągnięcie popołudniu da jej praktykę. A mogę przyjść zobaczyć jak ciągnie?

 

 

***

 


Rozmawiamy o jednej pracownicy.

JA: - Bo ona to ma zawsze taką minę, jak Miś Fazi przed występem.

A2: - No i tak zawsze dziwnie oczami obraca, jak z kimś rozmawia.

A1: - To wyraz tego, że próbuje myśleć i szuka w głowie rozumu, ale jak widać nie znajduje, bo nie przestaje nimi kręcić aż do końca rozmowy.

A4: - Tęskniąca za rozumem?

A1: - Najpierw trzeba mieć za czym tęsknić.

 

 

***


Prowadzę dalej monolog i opierdalam ludzi za niedociągnięcia w pracy. Stawiam zadania, podaję wytyczne. Ludzie notują.


Nagle A1 nachyla się nad M: - Ty co ty tam piszesz?

M ze znakiem zapytania w oczach.

A1 zaglądając niby do notatek M: - Szefie on napisał Ja pierdolę, co on za durnoty gada. I jeszcze podkreślił to!!

 

 

***

 


Dalej opieprzam towarzystwo, planujemy  pracę na tydzień.

AG przerywa mój monolog:


AG: - Przepraszam, ja tylko wyjdę na chwileczkę, zrobić siku.

A1: - Taaaaa … znaczy szefa olewasz!!!

wtorek, 23 marca 2010

Kawa szkodzi!! Taka jest dość powszechna opinia społeczna na temat kawy. I Polarny z nią się w zupełności zgadza. Nie wnika w aspekty zdrowotne, bo tu można by polemizować, i gdzie dwóch Polaków tam trzy poglądy. Polarnemu kawa szkodzi.


KAWA I PENIS ... szkodzą zdrowiu?To, że Polarny nie pija kawy wiadomo powszechnie, ale nie do końca jest to prawda, ponieważ Dźwiedź czasami kawę pija. Są to baaaaaaardzo sporadyczne przypadki i jest to wtedy kawa rozpuszczalna, do połowy wymieszana ze skondensowanym mlekiem i duuuuuużą ilością cukru, lub też w jednej trzeciej z zagęszczonym mlekiem słodzonym. Wówczas to Polarny traktuje kawę jak … kakao, którego w pracy nie ma możliwości sobie zmontować. Aaa… i należy dodać, że Polarny rzeczoną kawę pija tylko i wyłącznie w pracy.


Rzadkość picia kawy powoduje, że gdy Polarny ją już wychłepcze jedną z dwóch metod - pierwsza wypicie letniej kawy duszkiem, druga siorbanie zimnej kawy przez siedem godzin, - to zawsze zapomina umyć po sobie od razu szklankę. Efekt jest taki, że zaschnięte mleko w połączeniu z cukrem tworzy substancję, którą można by było smarować promy kosmiczne dla utwardzenia powierzchni. No i gdy sobie Polarny przypomni, że tę szklankę jednak wypadałoby umyć, to zaczynają się schody, bo trzeba ją po prostu odmoczyć.


No i dziś Polarny odmaczał i płukał szklanki – sztuk dwie. Tradycyjnie. Zlew. Kran. Ciepła woda. Polarny zajął się pracą, a szklanki sobie odmakały … i się płukały.


No i wypłukały się. I odmokły też… razem z posadzką i połową biura.


Niestety Polarny, jak na rasową blondynkę w białym futrze przystało, zauważył, że proces płukania i odmakania został zakończony dopiero, gdy przez szparę w drzwiach biura zaczęła wlewać się woda. Polarny zapomniał wspomnieć, że ma ten komfort, że posiada biuro wraz z osobistą  … łazienką. Zdziwienie było ogromne … a może, ktoś kto kocha Polara przyszedł po cichu odlać się na jego drzwi, manifestując w ten sposób swoje poparcie?


Rzeczywistość była zgoła inna. Biuro zaczęło się moczyć, przedsionek odmakać, a sama łazienka była już nieźle odmoczona. I najgorsze w tym wszystkim, że Polarny nie miał nawet mopa, aby zebrać kilkanaście umywalek wody z podłogi. I myślicie, że poszedł go szukać? O nie!!! Co to, to nie!!! Przecież Polar nie pokaże, jak bardzo skrzyżowany jest z rasową blondi, więc jak na rasową blondi przystało, zaczął zbierać wodę ściereczką do naczyń, która posiadała zajebiście zajebiste wymiary 30 na 30 cm.


Zbieranie zajęło prawie godzinę. Podłoga wypucowana na glanc. W łazience się świeci jak jaja Polarnemu, w przedsionku panele jeszcze nie odchodzą, biuro uratowało się samo. Ręce bolą do tej pory (od wykręcania ścierki wielkości chustki do nosa). Polarny autorytatywnie i jednoznacznie stwierdza: - Kawa Polarnemu szkodzi!!! Najbardziej na podłogę i ręce.

 

 


WNIOSEK: GDY MĘŻCZYZNA ROBI COŚ GŁUPIEGO ZAWSZE ZNAJDZIE NA TO MĄDRĄ WYMÓWKĘ.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM