KULINARNIE

wtorek, 20 grudnia 2011

Zastanawiałem się czy można napisać ciekawą notkę o wątróbce i postanowiłem spróbować. Nie ręczę za efekt końcowy, bo ostatnio w ogóle wyszedłem z wprawy. Oczywiście chodzi i smażoną wątróbkę, której koneserem stałem się przez zupełny przypadek.


choroby odzwierzęceDawno, dawno temu w czasach, gdy Misie Polarne na chleb mówiły beb, a na księdza - Zorro, żył sobie Polar, któremu na widok flaków wywracały się flaki, a na widok i smak wątróbki wątroba odmawiała posłuszeństwa, a flaki wywracały się w dwójnasób. Niestety były to również czasy, gdy w przedszkolu Polarnego postawiono na zdrowe żywienie i stwierdzono, że szpinak i wątróbka są najlepszymi produktami dla rozwijającego się organizmu przedszkolaka.


Polarny nie był odosobniony w swoim stosunku do obu tych produktów i zachowywał się w stosunku do nich jak Pan Przewodniczący PiS do PO, czyli zawsze i stanowczo przy jakimkolwiek spotkaniu mówił NIE. Niestety moje NIE było traktowane, jak NIE Pana Kaczyńskiego, czyli przedszkolni dysydenci w reprezentacji Pani Kwiryny mieli je po prostu w dupie i próbowali wyperswadować mi niechęć do wątróbki i szpinaku. Wyobraźcie sobie, że chcecie moherowej babci wyperswadować miłość do Ojca Dyrektora. Sami wiecie jaki efekt można osiągnąć - można zostać jedynie oplutym, i z tego narzędzia walki z uciśnieniem jednostki korzystałem najczęściej. Jednak z czasem wklepanie paskiem w dupę, po którymś tam zbrukaniu białej szaty Pani Kwiryny przyniosło efekt, że musiałem przyjąć inną taktykę walki z wrogami ludu przedszkolnego - wątróbką i szpinakiem. O ile szpinak dobrze komponował się z trawą w przedszkolnym ogródku, dał się wklepać pod dywan lub ubić i wymieszać z piaskiem w pobliskim ogromnym Filodendronie, o tyle z wątróbką był już problem. Wątróbka ze względu na swój rozmiar oraz konsystencję nie dawała już się tak łatwo ukryć, ale i na to znajdywały się sposoby. Jednym z podstawowych było chowanie wątróbki w worku na kapcie, oczywiście nie swoim, ale to po paru próbach, udanych zresztą, zostało odkryte i trzeba było wymyśleć nowe miejsce składowania. Tylko raz udało się ukryć rzeczony przedmiot niechęci w kieszeni pozostawionego fartucha Pani Kwiryny. Pomysłem tego eksperymentu był Robercik, dla stałych czytelników to ten od ADHD. Niestety następna akcja skończyła się porażką. Później wątróbka została po prostu wynoszona na różne sposoby i podkarmiane nią były łabędzie pływające za płotem w pobliskiej rzece. Wtedy po raz pierwszy widziałem mięsożerne łabędzie. Przedszkole nie złamało mojego charakteru i nadal nie jadłem wątróbki.


Po czasach przedszkolnych nadszedł okres, gdy nikt z domowników nie zmuszał mnie do jedzenia produktu, który wywoływał u mnie dreszcze, tak jak dziś wywołuje we mnie dreszcze głos Jarosława Kaczyńskiego. Poza tym była dostępność innych produktów mięsnych, więc wątróbka nie była już problemem. Niestety po tym okresie nastąpił czas posuchy gospodarczej. Szynkę można było oglądać głównie na obrazku, a kosztować ją w niedzielę i święta. Wątróbka znowu stała się produktem nie tyle pożytecznym co bardziej dostępnym niż jakiekolwiek mięso. Ale i ten okres nie złamał mojego postanowienia, że wątróbka jest be, a szynka jest cacy, czyli coś w rodzaju hasła dentystycznego: oral - b, a anal - cacy.


Dopiero w pełnym wieku rozrodczym i intelektualnym, tak przynajmniej wynika z polskiego prawa, gdy zacząłem pracować przeprosiłem się z Panią Wątróbką. A miało to miejsce w czasach wciąż niestabilnych, gdzie do wyboru na zagrychę była jedynie, albo wątróbką z cebulką, albo meduza lub śledź. W związku z tym, że bardziej do wątróbki nie znosiłem wówczas śledzia i meduzy, to aby nie chlać o suchym ryju przymusiłem się do wątróbki. I to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem czy to była wina tego, że przy chlaniu byłem już głodny jak Obelix po wycieczce do Kleopatry, czy też może trafiłem na mistrza kuchni wątrobowej, faktem jest, że tak usmażonej wątróbki na chrupko z wyśmienitą cebulką nie jadłem nigdy. Ot tego dnia wątróbka zagościła na stałe w moim menu, a moje zboczenie w jej kierunku obróciło się o 180 stopni doprowadzając do tego, że jadłem ją przez długie lata na drugie śniadania co najmniej dwa razy w tygodniu zamiennie z garmażeryjną sałatką jarzynową.


Dziś wątróbka jest dla mnie wspaniałym produktem kulinarnym a w szczególności wątróbka drobiowa. Poniżej przedstawiam przepis na najnowszy wątrobiany eksperyment kulinarny, który zakończył się pełnym sukcesem. Zapraszam więc, na wątróbkę drobiową z kaparami, papryką i oliwkami:


WĄTRÓBKA SMAŻONA Z KAPARAMI, PAPRYKĄ i OLIWKAMI


PRODUKTY: 30 dkg wątróbki drobiowej, 4 duże cebule, 1 duża czerwona papryka, 1/3 małego słoiczka kaparów, 20 zielonych oliwek lub w zależności od gustu - czarnych, mąka, majeranek, olej do smażenia, sól i pieprz do smaku.


PRZYGOTOWANIE:   krwistą wątróbkę obtaczamy w mące i wrzucamy na rozgrzany olej, smażymy, aż skorupka wątróbki stanie się chrupka. Wątróbkę wyciągamy z oleju, a na olej wrzucamy drobno pokrajaną w kostkę paprykę i ją podsmażamy. Gdy papryka będzie lekko podsmażona wrzucamy na to kapary i pokrojone w plasterki oliwki, całość podsmażamy mieszając do zarumienienia, a następnie dodajemy do tego cienko pokrajaną w półtalarki cebulę i dodajemy odrobinę tartego w dłoniach majeranku (około łyżeczki od herbaty). Całość smażymy, aż do zarumienia cebulki, w międzyczasie soląc i pieprząc do smaku cebulę. Do tak podsmażonej cebuli wrzucamy wątróbkę i podgrzewamy ją. Podajemy na talerzu wraz pieczywem i solą do solenia wątróbki (wątróbki nie soli się przed smażeniem). Smacznego.


WNIOSEK: NIE TYLKO KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

sobota, 23 kwietnia 2011

żurek z białą kiełbasąW okresie przedświątecznym rekordy oglądalności bije notka na temat różnicy między żurkiem, a barszczem białym, w której napisałem wymyśloną przez siebie opowieść. I jak się okazało nie do końca wówczas trafnie pokazałem różnicę między tymi dwiema zupami. Gdyby jeszcze ktoś szukał zawzięcie, jaka jest różnica między żurem, żurkiem i barszczem białym to wyjaśniam raz na zawsze:

 

Żur - to zupa gotowana na mocnym zakwasie z mąki żytniej i na wywarze z jarzyn. Jest to zupa postna, bardzo kwaśna i nie okraszana żadnymi dodatkami.


Żurek - to już zupa świąteczna, gotowana na zakwasie z mąki żytniej, oraz na wywarze z mięsa, kości i jarzyn. Gotowany często na wędzonce i różnych kiełbasach.  Podawany koniecznie z kiełbasą i jajkiem, często z dodatkiem gęstej kwaśnej śmietany.


Barszcz Biały - to odmiana świątecznej zupy, zwanej żurkiem. Różnica polega na tym, że zupę tą gotuje się na zakwasie z mąki pszennej. Zupa ta jest mniej kwaśna, ma delikatniejszy i subtelniejszy smak. Zupa ta powstała, jako bardziej arystokratyczna wersja żurku, dla delikatniejszych hrabiowskich podniebień i z droższej, bo pszennej mąki. Gotowana i podawana jak żurek.


A teraz parę słów o białej kiełbasie. Nieprawdą jest, że biała kiełbasa na Wielkanoc, to czysto polska tradycja, tak samo, jak nieprawdą, że polskim zwyczajem jest choinka bożonarodzeniowa. Zarówno kiełbasa, jak i choinka to naleciałości, które przyszły do nas wraz z zaborami. Tradycyjne Wielkanoce polskie święconki i dania, to chleb żytni, razowy, różnego rodzaje mięsiwa i jajka. Mazurki pojawiły się z czasem i to tylko w bogatych domach. Na ciasta stać było nielicznych, a więc baby wielkanocne, najprostsze z ciast były podstawowym ciastem, które gościło na wielkanocnych stołach.

 

Wracając jednak do białej kiełbasy, to jest to wyrób typowo niemiecki i właśnie stamtąd przywędrował na polskie stoły wraz z zaborami niemieckim i austriackim. Biała kiełbasa to tradycje bawarskie modyfikowane na ziemi polskiej w zależności od możliwości materiałowych producentów. Warto zauważyć, że na wschodzie, w zaborze rosyjskim biała kiełbasa była rzadkością. To my dzięki pewnej asymilacji z Niemcami i Austriakami wprowadziliśmy na polskie stoły białą kiełbasę. Krótko mówiąc daliśmy się w kuchni w tym miejscu zniemczyć. Polski tradycyjny żurek gotowany na wędzonce i tradycyjnej surowej podwędzanej kiełbasie, przeszedł przeróbkę i jego kwaśność zaczęto łamać białą kiełbasą, która z czasem praktycznie prawie zupełnie zaczęła zastępować w żurku zwykłą kiełbasę. Chociaż zauważcie, że poza świętami wielkanocnymi, w restauracjach i barach żurek spotyka się z jajkiem, ale … na zwykłej kiełbasie.

 

Będąc w kilu krajach europejskich, a także czytając tu i ówdzie o kuchniach europejskich zauważyłem, że biała kiełbasa ogólnie jest rzadkością kulinarną. Powszechna jest jedynie w Niemczech, Austrii, czy Szwajcarii. Mniej już ją widać w Polsce, Czechach, czy Słowacji. Nie mam jej praktycznie na Węgrzech, bo tam białą surową zastępują kiełbasy surowe z papryką. Śladowe ilości można zauważyć we Włoszech, gdzie miesza się na północy z kuchnią Austrii i Szwajcarii, na wschodzie Francji, czy Anglii. Nie zauważyłem jej w Irlandii.

 

A biała, która przywędrowała do nas z Niemiec, na wielkanocnym stole jest chyba jednak polskim wymysłem, ale może ktoś z zagranicy, albo ze znawców kulinariów wyprowadzi mnie z błędu? Ciekawe jak kształtują się tradycje wielkanocne w poszczególnych rejonach Polski? Co ciekawego pojawia się na świątecznych stołacj, czego nie zobaczy się gdzie indziej?

 

Na koniec życzenia dla moich Czytelników. Krótkie, i treściwe: Życzę Wam tego, czego Wy życzylibyście mnie.

 


WNIOSEK: BEZMYŚLNA TRADYCJA JEST JAK FANATYZM, ZABIJA CZŁOWIEKA W … CZŁOWIEKU.

sobota, 02 kwietnia 2011

krwawy nóżKrew się lała, a Polarny patrzył na nią jak zauroczony. Zastanawiał się czy długo będzie się lała i w sumie, czy coś należy z tym robić, czy nie? Zastanawiał się też nad tym, czy jak na prawdziwego mężczyznę przystało powinien zemdleć, czy też nie? No, ale Polar okazał się "cipą" i nie zemdlał, mimo, że osobiście musiał sobie urwać kawałek siebie, który mu dyndał przeszkadzając w dalszych rozważaniach, co z tym wszystkim robić.


Dyndający kawałek mięcha był taki jakiś filuterny. Przypominał, tak trochę przywieszkę do komórki, jaką widział kiedyś u jednej dziewczyny na przystanku autobusowym. Wtedy w oczy rzuciła mu się czerwień tej przywieszki. Teraz również czerwień była główną przyczyną przyciągnięcia wzroku Polara.


Ból. Hm… cholera, ból okazuje się pojęciem względnym. Tak względnym, że Polar stwierdził, że chyba jest nienormalny i dość odporny na ból. Kiedyś w podobny sposób torturowano ludzi i ból był nie do zniesienia. Polar natomiast po chwilowym błysku przewiercającym mózg, dalej nie czuł nic, oprócz… zainteresowania tym co się stało, oraz tym co zrobić z dyndającym kawałkiem siebie.


A dyndający kawałek Polara sobie dyndał i dyndał. A krew sobie kapała i kapała. A Polar się zastanawiał i zastanawiał. I zaczął wymyślać przepis na sałatkę, bo mu się już jajka ugotowały. Eee… tylko bez skojarzeń. Ugotowały się jajka w garnuszku postawionym wcześniej po to, aby właśnie zrobić jakąś sałatkę. Kapiąca krew skojarzyła się Polarowi z ketchupem, a więc pierwszy składnik oprócz jaj już był. No, ale jak tu robić porządnie jaja tylko z ketchupem? No to jak na czerwono to doszła jeszcze czerwona cebula, czerwona konserwowa papryka, a dla poprawienia kolorystyki żółta ku.. ku ..rydza i zielony kiszony ogóras. Do tego nieśmiertelny majonez  i … Polar przypomniał sobie, że nadal kapie. Ale pomysł na sałatkę już był.


Polar pociął cebulę w kostkę, 5 jajek w kostkę, 5 ogórków w kostkę, paprykę konserwową w kostkę, dorzucił kukurydzę,  zalał majonezem, później ketchupem, oczywiście sól i pieprz do smaku i sałatka wyszła, że palce lizać. No, właśnie, tylko jak tu palce lizać, jak kawałek palca wisi. Hm… może nie lizać? Może lepiej zawinąć??? A może zemdleć? No, ale skoro jest się cipą to jak tu mdleć, przecież nie wypada, mdleją tylko prawdziwi mężczyźni. No i Polar znowu nie zemdlał tylko urwał sobie ten kawałek palca, z tym kawałkiem paznokcia, zakleił sobie i zrobił tę krwawą sałatkę , w tą krwawą sobotę.


Mam nadzieję, że nikomu ta sałatka źle się nie będzie kojarzyła i ktoś zaryzykuje i sobie zrobi. Tylko nie polecam obcinania palców. Nie każdy jest taką cipą jak Polar i niektórym może się zemdleć. Cóż, pozostaje mi życzyć Wam smacznego i do następnego razu. Polar będzie żył skoro bez kawałka palca może jeszcze pisać na kompie. Na szczęście Dźwiedziu używa do pisania jedynie sześciu palców, więc serdeczny mu przy robieniu tego wpisu był zbędny. Przy robieniu sałatki również. No to do miłego.

 


WNIOSEK: TRUDNO ODRÓŻNIĆ GŁUPIE POMYSŁY OD DOBRYCH, UDAJE SIĘ TO DOPIERO, GDY SIĘ JE ZREALIZUJE.

środa, 22 grudnia 2010

wigilia stół wigilijnyWigilijny stół nie jest niczym nadzwyczajnym, jeżeli spojrzy się na to tak najzwyczajniej w świecie. Prawie zawsze to samo, ten sam zestaw: uszka z grzybami, pierogi z kapustą, barszcz, grzybowa, ryby. Teoretycznie zwyczajność. Co roku to samo. Jednak niby to samo, a zawsze inne. W tym roku Polar idzie na łatwiznę. Oprócz barszczu, grzybowej, uszek i pierogów, będzie u Polara prostota. Zwykły smażony karp z pieczarkami. Bez panierki, bez jajka. Smak nada mu marynowanie w cebuli przez kilka godzin. Później smażenie, a na oleju z ryby smażone w całości na rumiano pieczarki. Do zestawu dojdą faszerowane łososiem jajka w sosie kaparowym. Prościzna jak nie wiem. Do tego dorzucimy łososia z czarnym kawiorem w sosie majonezowo – chrzanowy. Na deser … wędzony węgorz i polędwica z tuńczyka z oliwkami, kaparami i ogórkiem kiszonym oraz śledzie na słodko po sułtańsku. Oprócz tego, jakaś sałatka jarzynowa dla CM-ki, bo tej z ryb to nawet sam –ogon nie podchodzi. Pewnie też jakiś makaron z makiem i takie tam pierdoły.


Polar ma jeszcze zamiar zrobić jedną rzecz, której nigdy w życiu nie robił, a którą ostatnio spróbował na przystanie rybackiej, gdy zrobił sobie wprawkę kompozycyjną focenia pod tytułem „NA BRZEGU” (wyniki wkrótce na FOTOPOLARZE). Tą „rzeczą” jest… ZUPA RYBNA.


Polar próbował w swoim życiu zupę rybną, ale ta mu nigdy nie podchodziła. Tym razem zmarznięty do szpiku kości, trzęsącymi się rękoma, i szczękając zębami zaciągnął łyżkę zupy rybnej KM-ce z talerza. I wiecie co? Rewelacja!!! Znakomity smak jarzynowego bulionu gotowanego na smażonym dorszu, z dużą ilością kaparów, oliwek i kiszonego, krojonego w kostkę ogórka. Zupa wyśmienita, pożywna i co najważniejsze … niecapiąca rybą. Dla Polara, który nie przepada za rybami było to nowe, udane doświadczenie kulinarne i nadarza się okazja, aby mieć pretekst, aby taką zupkę przygotować na święta. Jutro Polara zabiera się do roboty z nadzieją, że uda mu się odtworzyć ten niepowtarzalny smak. Zwykła rybna zupa, stanie się niezwykłym wyzwaniem kulinarnym dla Polara. Trzymajcie kciuki.


A Wy Moi Drodzy, co wystawicie na stół wigilijny? Pochwalicie się?? Może, ktoś sprzeda jakiś ciekawy przepis na coś zwykłego, co może stać się niezwykłe?

 


WNIOSEK: WYOBRAŹNIA TO POTĘGA. DZIĘKI NIEJ, Z RZECZY PROSTYCH, TWORZY SIĘ NAJPIĘKNIEJSZE I NAJBARDZIEJ SKOMPLIKOWANE KONSTRUKCJE, KULINARNE RÓWNIEŻ.

sobota, 05 czerwca 2010

Dziś Polar kulinarnie, ale nie tak bezpośrednio przepisem, żeby nie być nudnym już odpoczątku, tylko tak trochę przemyśleniowo.  Zastanawialiście się kiedyś dlaczego ogólnie Polacy, ale również i być może Wy drodzy czytelnicy, macie uprzedzenia do różnego rodzaju egzotycznego żarcia? Z reguły jest to obrzydzenie i uprzedzenie tkwiące kulturowo w naszej psychice. Gdy nie wiemy co jemy, potrafimy zejść wszystko ze smakiem, jeżeli jest rzeczywiście smaczne. Jednak, gdy dowiadujemy się, że jest to coś „egoztycznego” nasza wyobraźnia płata nam figla, a wtedy żołądek czasami również.


Czy macie świadomość, że to tylko niewiedza chroni Was od tego, aby nie zajrzeć więcej do jakichś restauracji czy Fast Foodów? Poza tym głód, prawdziwy głód zabija w nas wszelkie uprzedzenia. Dlatego, też np. Chińczycy, Tajowie, Wietnamczycy czy Koreańczycy potrafią jeść robactwo, węże, psy, koty. Nacje Ameryki Południowej i Środkowej jedzą świnki morskie, pająki, pędraki. Do tego zmuszało ich życie i dla nich to całkiem normalne źródło białka. Tam mięso zwierząt zawsze było i jest rarytasem trudnym do zdobycia.


Polarny w latach osiemdziesiątych będąc w wojsku dość często pracował w kuchni. Nie była to rzecz przyjemna, gdy widziało się, jak przygotowywane są posiłki. Z wielkich kadzi na kiszonki wraz z kiszoną kapustą i ogórkami wyławiało się również zdechłe szczury lub piżmowce. Oddzielało się „ziarno” od „plew” i robiło się z tego zupę ogórkową, kapuśniak, sałatkę z ogórków, czy surówkę z kiszonej kapusty. Karaluchy były czymś na porządku dziennym i z lubością wygrzewały się na pokrywach kotłów w których warzyło się zupę. Każde otworzenie pokrywy i jej ruch, to setki odpadających od wieka do zupy karaluchów. Czy ktoś sobie coś z tego robił? Nie, karaluchy odławiano sitami na koniec gotowania, a zupę rozlewało się do waz wybierając chochelką pojedyncze zaplątane gdzie niegdzie sztuki. Ziemniaki nie do końca obrane, czasami nawet podgniłe gotowało się w kotłach, a następnie wlewając kilka litrów oleju robiło się puree, wybierając na koniec ciemne części drewnianymi łychami.


W kuchni tej, pracować musiał, w różnym okresie, każdy. A więc każdy widział, co się je i jak to jedzenie się przyrządza. Czy wiedza zmieniała ludzi? Co wrażliwszych tak, bo nie jadali np. zupy czy surówek, ale cała reszta wpieprzała żarcie, aż miło, wyglądając jedynie w zupie karaluchów, w ziemniakach zgnilizny, a w surówce peta, bo i to się czasami zdarzało.


Pewnego dnia na kolację podano makrele. Cała stołówka pachniała rybą. Pachniała, jakby ryba była wyjęta świeżo z pieca wędzarniczego. Niestety było to strasznie złudne mniemanie. Co najmniej połowa ryb po otwarciu okazało się, że ma … białe robaki. Parę osób, które zdążyły zjeść już rybę wybiegło trzymając się za usta, sąsiad ze stolika shaftował się, a reszta… zabrała się za poszukiwanie ryb nie zarobaczonych i kolacja trwała nadal.


Skąd takie zachowania? To proste. Ludzie uodpornili się. Ich psychika była już odpowiednio przetestowana i przygotowana na różne przygody kulinarne. Poza tym, jaka była alternatywa? Być głodnym. A ile można być głodnym, jak na śniadanie była z tej ryby pasta rybna? Z niezjedzonej surówki z kiszonej kapusty bigos?


Gdybyście wiedzieli jak robione są parówki, salceson, pasztet z kurczaków, jak hodowane są gęsie wątróbki, ipt. Itd., to z pewnością przy kulawej psychice odechciałoby Wam się jeść również tego znanego Wam jedzenia.  Okazałoby się, że populacja wegetarianów wzrosłaby do 90%.


I żeby nie było, to nasze jedzenie też jest na  świecie czasami uważane za dziwne, bo dziwne dla niektórych jest jedzenie zgniłych – skiśniętych ogórków czy kapusty, jedzenie świńskiego ryja czy świńskich ozorów, jedzenie galarety z kości. Nas ruszają nie tylko odwłoki pająków, ale np. faszerowane angielskie czy irlandzkie baranie żołądki, „bałkański” kapuśniak na kogucich łbach, czy też jedzenie naszych rodzimych kapłonów. A wiecie jak są zabijane świnie czy też krowy na wołowinę? Gdybyście wiedzieli pewnie też, co niektórym, odechciałoby się ich jedzenia. Jak widać punkt … jedzenia zależy od punktu … podniebienia.


No, a teraz gdy już jest po anegdotach, przypowiastkach, opowiastkach i kiedy wyobraźnia zaczęła odpowiednio działać,  a niektórym być może płatać figle, Polarny proponuje coś, co powinno przypaść do smakowego gustu wszystkim, a więc Polarny zaprasza na:


CANNELLONI NADZIEWANE A’LA POLAR

 

CANNELLONI A'LA POLAR

 

SKŁADNIKI:

- paczka makaronu Cannelloni

- 0,5 kg mielonej wołowiny

- 100 g ryżu jaśminowego

- 10 ząbków marynowanego w ziołach czosnku

- 1 duża cebula

- słoik Pesto Rose (pasta z bazylii, suszonych pomidorów, orzechów nerkowca, żółtego sera, oleju słonecznikowego i oliwy z oliwek)

- 100g bardzo twardego, ostrego żółtego sera ( Polar użył sera „Bursztyn”)

- 1 surowe jajko

- litr sosu beszamelowego

- 4 duże ząbki świeżego czosnku (pogniecione dodaje się do sosu beszamelowego pod koniec gotowania)

- oliwa z oliwek

- bazylia, oregano, sól, pieprz


SPOSÓB PRZYRZĄDZENIA


Mięso podsmażamy na oliwie z oliwek, w trakcie smażenia dodając posiekaną w kostkę cebulę i posiekany marynowany czosnek, dodajemy łyżeczkę oregano. Ryż gotujemy na sypko i odstawiamy do ostygnięcia. Gdy ryż wystygnie łączymy go z podsmażonym mięsem, solimy, pieprzymy, dodajemy łyżeczkę oregano i łyżkę stołową bazylii oraz pół słoika Pesto Rose czy Rosso, bo nie pamiętam jak to się pisze. Całość wyrabiamy na jednolitą masę, dodając surowe jajko. Tak przygotowanym farszem nadziewamy Cannelloni i układamy w żaroodpornym naczyniu przelanym oliwą z oliwek.  W sumie Cannelloni powinno się układać w kilku żaroodpornych miskach, po jednej dla jednego ucztującego, ale, że Polarny nie miał tylu, ułożył wszystkie w jednym żaroodpornym półmisku. Ułożone Cannelloni zalewamy sosem beszamelowym i wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni pieca na około 30 – 35 minut. Po wyciągnięciu (jeżeli jest to kilka półmisków) każdą porcję smarujemy po wierzchu Pesto Rosso i posypujemy grubo drobno tartym serem. Całość podajemy w gorących półmiskach przyozdobione świeżą bazylią. Gdy jednak pieczemy wszystko w całości, porcjujemy Cannelloni na talerze i dopiero wówczas smarujemy Pesto i posypujemy serem.


Danie ma naprawdę wyśmienity smak i jest sycące. Pesto oraz marynowany czosnek nadają potrawie bardzo przyjemnego kwaskowatego smaku. Jeżeli jednak ktoś nie trawi pomidorów, to Pesto Rosso, można zastąpić Pesto Alla Genovese. Życzę smacznego.


WNIOSEK: UPRZEDZENIE DO DZIWNYCH POTRAW LEŻY W NASZYCH GŁOWACH A NIE W PODNIEBIENIU.

czwartek, 29 kwietnia 2010

MĘSKIE GOTOWANIEPolarny od małego, w górę lub w dół, jak kto woli, lubił tworzyć. Na początku to były babki … z piasku. Znacznie później udało mu się nawet stworzyć dwie całkiem fajne babki z całkiem innego materiału niż piasek, po za tym chyba raz w życiu nawet upiekł jakąś babkę. No, ale babki zostawmy w spokoju. Polarny rysował, malował, komponował, kombinował. Po prostu niewątpliwą przyjemność sprawiało mu tworzenie czegoś nowego i eksperymentowanie. Polarny lubi eksperymentować w różnych płaszczyznach, nie tylko kulinarnych.


Kilka dni temu Polarny zaeksperymentował jednak kulinarnie (nie pierwszy i nie ostatni raz) i wymyślił sobie zupę, którą nazwał ZUPISZCZE. Zupiszcze to mieszanka smaków, które przewalają się przez wiele stołów. Eksperyment kulinarny się powiódł, przynajmniej w mniemaniu Polarnego. CM-ka określiła tę zupę, jako mieszankę bigosu z sosem do gołąbków. Tysz piknie nieprawdaż?


A oto przepis na ZUPISZCZE POLARNEGO:


SKŁADNIKI:


- 0,5 kg kiszonej kapusty

-pół szklanki kaszy jęczmiennej

- warzywa: groszek, zielona fasolka, brukselka, marchewka, pietruszka w ilościach według upodobań z mrożonki

- 0,5 kg kiełbasy rzeszowskiej, można też dodatkowo dodać mięso wołowe

- 1 duża cebula

- 4 duże ziemniaki,

- 7 grzybów suszonych.

- wywar z kurczaka ok. 2 l

- 3 ząbki czosnku

- 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

- majeranek, 2 listki laurowe, 6 szt. ziela angielskiego

- sól i pieprz do smaku.

 

PRZYGOTOWANIE:


Do przygotowanego wywaru z kurczaka wrzucamy niepłukaną kiszoną kapustę i parzymy ją w wywarze. Następnie dodajemy kaszę i całość gotujemy, aż kapusta i kasza będą pół miękkie. W tym czasie podsmażamy kiełbasą krojoną w krążki, cebulę krojoną w kostkę, a na tłuszczu po smażeniu kiełbasy i cebuli podsmażamy mięso. W trakcie gotowania kapusty i kaszy dodajemy pokruszone grzyby, oraz ziele angielskie i listek laurowy. Jeżeli wywar się wygotowuje i zupa zaczyna gęstnieć dodajemy wody i dosalamy. Gdy kapusta jest na wpół miękka, wrzucamy kiełbasę, cebulę i mięso i gotujemy, tak długo, aż kapusta i mięso będą miękkie. Następnie wrzucamy jarzyny i pokrojone w kostkę ziemniaki. Całość gotujemy, aż do zmięknięcia ziemniaków. Na koniec dodajemy pokrojony lub pognieciony czosnek, majeranek i trzy łyżki koncentratu pomidorowego. Całość dosmaczamy solą i pieprzem i ZUPISZCZE gotowe. Podajemy według upodobań ze śmietaną lub bez, Polarnemu lepiej smakuje ze śmietaną, oraz z grzankami.


Zupa ma w sobie elementy smakowe krupniku, jarzynowej, kapuśniaku, pomidorowej. Jest bardzo sycąca i ciekawie drażni kubki smakowe. Cóż, może w którejś z Waszych kuchni przyjmie się w menu eksperyment kulinarny Polarnego.


No to życzę udanego eksperymentowanie z ZUPISZCZEM. Smacznego.


PS. W związku z tym, że Polarny lubi eksperymentować to zapraszam na eksperymentalny fotoblog Polarnego. Tym razem Polarny fotoeksperymentuje fotoamatorsko:


http://www.fotopolar.blox.pl

 


WNIOSEK: NIE TYLKO NIEUDANE RZECZY OKREŚLA SIĘ MIANEM EKSPERYMENTU.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM