mieszane gadanie

środa, 07 grudnia 2011

Rzygam już newsami o kryzysie w kraju i na świecie, o upadku strefy euro, o niezadowolonych Grekach, o podbramkowej sytuacji Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków… i o kryzysie, który puka w uchylone drzwi Polaków. Gdzie jest ten kryzys???


Tak, jak w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku mieliśmy propagandę sukcesu, tak teraz najwyraźniej mamy do czynienia z propagandą kryzysu, na której tak, jak i przy sukcesie, ktoś zarabia niezłą kasę.


kryzys

Ogólnie twierdzi się, że mamy kryzys. Mamy w Europie, Stanach, w Polsce, tylko, że ja mam wrażenie, że to nie kryzys, tylko, że co niektórym w dupie się poprzewracało. Paliwo drożeje. Czarna rozpacz, tylko dlaczego rozpaczamy? To jasne, bo teraz prawie każdy ma samochód, wielu ma nawet dwa i w tym momencie może lekko wkurwiać ciągle rosnąca cena paliw. Kiedyś maluch był rarytasem, a Polonez limuzyną szczytu marzeń, Fiat Mirafiori ekskluzywnym gadżetem. Dziś samochody mają nawet nastolatki. Fakt, to kryzys. Kiedyś, w dość zamierzchłych dla niektórych czasach były 4 rodzaje chleba i dwa rodzaje bułek - wrocławskie półdupki i gwieździste kajzerki. Dziś trzydzieści rodzajów pieczywa wskazuje najwyraźniej na to, że kryzys u nas się pogłębia. Kiedyś ocet na półkach, pralka Polar rarytasem wystanym w miesięcznej kolejce, a dziś pralka w każdym (dla ścisłości w prawie każdym) domu wskazuje najwyraźniej, że mamy światowy kryzys. Telefony u dzieci, nawet bezdomni mają komórki, laptopy jako codzienność, telewizory LCD i LED nawet u najbiedniejszych. Jak widać kryzys całą gębą, żeby nie rzec, że nawet całym ryjem.


Wkurwia mnie już to jęczenie kryzysowe. Ktoś rzuci tezę, że coraz większa liczba Polaków ze względu na pogłębiający się kryzys żyje poniżej socjalnego minimum. A ja bezczelnie zapytam: I co z tego? Kiedyś tak nie było? Było!!! Tylko propaganda sukcesu nie pozwalała ani o tym mówić, ani tego badać. Poza tym, jeżeli zdecydowana większość miała do wyboru ocet i solone masło oraz czekoladę lub flaszkę, to wtedy wszyscy mieli równo, a kryzys dotykał "prawie równo" wszystkich. Zawsze byli równi i równiejsi, tu się nic nie zmieniło.


Dziś mamy w sklepach co tylko chcemy, do wszystkiego mamy dostęp. Ale co chwila słyszy się polskich malkontentów, że czegoś mają mniej, lub czegoś nie mogą kupić. Pijacy i bezdomni, jak byli w kryzysie tak byli, narkomani również, a jak się mają Ci "socjalni"? Socjalni chodzą w firmówkach adidasa, żarełko dostają z mops-u, trochę użebrają od tych, co mniej przeżywają kryzys i żyje im się całkiem nieźle. Po co pracować, jak da się żyć całkiem nieźle bez pracy, z państwowego.


Gdy prześledzi się średnią krajową, minimalną i inne pierdoły, to widać, że ciągle zarabiamy więcej i ciągle są większe możliwości. Niestety jesteśmy zbyt leniwi żeby się przebranżawiać, zbyt dumni, aby z magistrem stanąć za ladą lub wziąć się za łopatę, zbyt leniwi, aby dojeżdżać do pracy po 70 km. Staliśmy się społeczeństwem roszczeniowym, które zawsze i wszędzie mówi DAJ MI.


A kryzys? Jaki kryzys??? Gdzie on jest? Kogo on dotyka? To, że nagle nie stać mnie na 50 calowy LED, a tylko na 19 calowy LCD, to znaczy, że mam kryzys? Jeżeli jestem bogaty i mam przeskok z 2 letniego BMW, na 8 letniego Golfa to stwierdzę, że jest kryzys, bo jest mi nagle gorzej. Ale czy tak naprawdę jest nam gorzej? Czy tak naprawdę czujemy, że jest gorzej niż było? Osobiście jak na razie to ja tylko czuję, że jest lepiej. Bez względu na wszystko i obiektywnie, jest po prostu lepiej. A to, że nie wszystkich i na wszystko stać jest rzeczą chyba normalną. Zachciewajki mają wszyscy, lecz nie wszyscy mają szanse je spełnić. Niektórzy spełniają je za wszelką cenę, a właściwie za cenę kredytu, a później mają pretensje, że nie dają rady, że bankrutują itp. To normalna kolej rzeczy. Zawsze byli Ci, którzy zwyciężają i Ci, którzy zostają w polu pokonani, więc przestańmy pieprzyć o kryzysie póki mamy co do michy włożyć, a zacznijmy się skupiać na tym, jak rozwijać siebie i kraj nie rozglądając się na innych i przyczyn wszystkich swoich niepowodzeń nie doszukując się w działaniach innych. Rzekomo każdy jest kowalem swego losu. Jeżeli ktoś jest pizdowatym kowalem, to nawet najlepsze żelazo, młot i miech nie pomogą wykuć czegoś wysokiej jakości.

 


WNIOSEK: NAJGŁOŚNIEJ O KRYZYSIE KRZYCZĄ CI, KTÓRZY CHCĄ NA NIM ZAROBIĆ, ORAZ CI, KTÓRZY NAJWIĘCEJ MOGĄ NA NIM STRACIĆ.



piątek, 11 listopada 2011

NOWY SYMBOL NA KOSZULKACH REPREZENTACJI POLSKII co z tym orzełkiem? Problem, jak z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, albo z tym na sali sejmowej. Zajmujemy się jak zawsze pierdołami, a rzeczy ważne leżą i gniją.

 

Problem narodowy - orzełek na koszulce piłkarskiej. I kogo to? Mnie to gila, i nawet nie powiem gdzie. Nagle wielcy patrioci polscy zaczynają krzyczeć o profanacji, jaką NIBY jest zamiana emblematu z orłem na emblemat orłopodobny, ot takie skrzyżowanie orła z piłką. Czyżby Polska reprezentacja nagle miałaby zacząć grać jeszcze gorzej (o ile to jeszcze możliwe) po zamianie emblematu na piersi? Zresztą pytanie na której piersi, bo gdy się poogląda materiały zdjęciowe i filmowe TV, to naszym operatorom, a może montażystom coś się pierdoli, bo raz nowe logo jest na lewej, a raz na prawej piersi.

 

Nie pytam czy Polacy (czyt. reprezentacja) są wstanie grać gorzej, bo pewnie się da, My przecież wszystko potrafimy.  Pytam się, kto nagle stał się takim narodowcem i patriotą, że nagle orzeł staje się tak bliski jego sercu? Jakoś Polacy (znaczy się MY), nie garną się do lekcji historii, czy patriotyzmu, a nasi przedstawiciele sejmowi nie garną się do tego, aby "Polska była Polską". Dziś w Warszawie pokazano, jak wygląda rozumienie patriotyzmu i niepodległości. Ci, co napierdalali kamieniami, petardami i robili burdy z pewnością kochają orzełka na koszulce reprezentacji Polski. Pytanie: Czy rozumieją czym on jest?

 

W dupie mam orzełka na koszulce, bardziej mnie martwi to co się dzieje w moim kraju. Orzełek ma mi w czymś pomóc? Szczególnie ten na koszulce? Olał tę koszulkę, można będzie przynajmniej zrobić miss mokrego podkoszulka. Zajmijmy się innymi problemami, które wciąż czekają na rozwiązanie. Może zamiast wydzierać ryja o kawałek szmaty na plecach szmaciarzy, jak to niektórzy kolokwialnie, chociaż niekoniecznie bez racji stwierdzają, warto byłoby zając się np. polską służbą zdrowia i wykopać np. taką Kopacz z kolejnego stołka, żeby jej się dupa do niego za bardzo nie przyssała.

 

Znowu mamy problem narodowy, który tak naprawdę większość z nas gówno obchodzi, ale przecież warto narobić trochę szumu, aby na chwilę oderwać nas od rzeczywistości. Jak na razie to codziennie widać, jak wiele nas dzieli, a coraz trudniej znaleźć to, co jednoczy. A może znowu potrzebna jest jakaś wojna, abyśmy zrozumieli czym jest jedność, patriotyzm, niepodległość?

 

WNIOSEK: POLSKĘ MA SIĘ "W PIERSI", A NIE … NA PIERSI.



czwartek, 08 września 2011

Nie od dziś wiadomo, że każdy Polak zna się na dwóch rzeczach: piłce nożnej i polityce. O polityce było całkiem niedawno, więc dzisiaj o piłce nożnej. Panie tę notkę, mogą śmiało opuścić, chociaż z doświadczenia wiem, że niektóre nie tylko wiedzą, że spalony… to nie koniecznie kotlet, mimo, iż czasami klops, ale również interesują się piłką nożną, a czasami nawet bardzo poważnie. Panowie zresztą też mogą odpuścić, przymusu nie ma.

POLSKA NIEMCY 2:2

O ostatnim meczu Polska - Niemcy na PGE Arena, mówi się i pisze dużo. Lepsze to, niż o tym, co powiedział Kaczor … Donaldowi, czy o katastrofie smoleńskiej. To i Polar chce zabrać głos w dyskusji narodowej na temat poziomu polskiej piłki nożnej w wymiarze reprezentacyjnym.


O poziomie kibicowania nie będę wspominał, ale był na podobnym, jak mecz reprezentacji. Dziwią mnie opinie, jaki to był wspaniały mecz, jaką to zaczynamy mieć obiecującą reprezentację, jak to niewiele brakowało do historycznego zwycięstwa.


Ten kto widział wspaniały mecz musiał być kaprawy na jedno ślepie, albo nawet dwa. Gdzie była ta wspaniałość? Niemcy leniwie dreptali po murawie, a Polacy … za nimi nie nadążali. Wspaniałość to również nazwiska. Biorąc pod uwagę, że trzech najwartościowszych zawodników Niemiec pozostało w domu, to ta wartość znacznie spadła. Ciekawe, jakby wyglądał mecz, gdybyśmy na ławce posadzili Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego, albo Peszka. Pewnie byłoby świetne, wspaniałe i porywające  widowisko.


Gdyby nie chwilowa niemiecka indolencja, przyjacielskie podejście i niewielka chęć angażowania się w bieganie za piłką, nie mielibyśmy z pewnością czym się zachwycać. Nie marudzę dlatego, że jestem malkontentem, mimo, iż jestem, ale spójrzmy na to co było realnie. Niemcom nie chciało się biegać, więc Peszko miał trzy szanse. Niestety zgodnie z poziomem polskiej reprezentacji nie wykorzystał żadnej. I co z tego, że Lewandowski puknął bramkę? Gdyby Szczęsny nie umiał latać, do tego czasu w naszej pukałyby się ze sobą już ze trzy. A gdyby Niemcom zechciało się trochę bardziej chcieć, to pewnie wynik do przerwy byłby austriacki.


Obiecująca reprezentacja? W którym miejscu? Oczywiście na początku - Szczęsny i na końcu - Lewandowski. A pośrodku? Pośrodku sami Nieszczęśni. Strzeliliśmy bramkę. Niemcom się zachciało, więc też strzelili. Strzeliliśmy drugą. Wtedy im się już bardzo zachciało, więc kilkadziesiąt sekund później też strzelili. Nie chcieli strzelać więcej, bo to w końcu mecz towarzyski był.


Historyczne zwycięstwo? Tak, na to była szansa, ale to nie zasługa polskiej reprezentacji. To miał być prezent od reprezentacji Niemiec okazji 72 rocznicy, ale, że mecz nie był rozgrywany pierwszego września, to się rozmyślili. Wypowiedzi z niemieckich dzienników ukazują prawdę, dlaczego nam tak dobrze szło, BO NIEMCOM SZŁO TYM RAZEM ŹLE, i nie jest to na pewno zasługa naszej taktyki i myśli trenerskiej trenera Smudy. Taktyki było w tym meczu tyle, co pcheł u łysego, za to szczęścia więcej niż rozumu.


Nie zachwycajmy się czymś, co nie zasługuje na zachwyt. Spójrzmy realnie na to, co się dzieje w polskiej piłce nożnej. Jaka liga, taka reprezentacja. I co z tego, że udomawiamy towar importowany, inni też tak robią, ale inni mają jeszcze w zanadrzu Messiego czy Ronaldo, a udomawiają Oezila, czy jakiegoś innego Boatenga. My mamy tylko Peszka, co ma peszka, i na szczęście Szczęsnego, co by większego nieszczęścia nie było, co do udomowionych Obraniaka i Perquisa, to jeszcze im dużo brakuje do poziomu Oezila, że o innych gwiazdach "unarodowionych" w innych reprezentacjach nie wspomnę. Meiliśmy swego murzynka, mieliśmy latynosa, ale co z tego, jak na rynku międzynarodowym byli zaledwie średniakami. Jedyne czym polska piłka nożna stoi to bramkarze i chyba tylko dlatego, nie przegrywamy 7:0, jak Haiti w pamiętnym meczu.


 

WNIOSEK: MARZENIA SĄ PO TO, ABY JE SPEŁNIAĆ, ALE MUSI BYĆ NA TO CHOĆ CIEŃ SZANSY, ABY MIAŁO TO SENS.



sobota, 03 września 2011

Mam dziwne przeświadczenie, że w naszym spauperyzowanym intelektualnie społeczeństwie takie cechy, jak honor i coś, co kiedyś nazywało się popularnie "daniem słowa" wyginęły, jak mamuty, albo, że są na wymarciu, jak żubry.


DAJĘ SŁOWOCoraz częściej spotykam się z ludźmi dla których "danie słowa" czy "honor" są pustymi frazesami, którymi można szafować na prawo i lewo. Nie przeszkadza tym ludziom wychodzić na dupka, idiotę, kretyna, cwaniaka. Nie psuje im to w żaden sposób samopoczucia, nawet jeżeli krzywdzą tym innych, a Ci ponoszą z ich winy straty.


Gdyby powyższa przypadłość dotyczyła tylko wybranego segmentu społecznego, to można byłoby po prostu przypisać to danej grupie społecznej mówiąc, że ten typ widocznie tak ma. Niestety nie szanowanie "danego słowa", czy szafowanie własnym honorem, jest dziś powszechne na każdym poziomie współżycia społecznego i w każdej grupie społecznej bez względu na status majątkowy czy intelektualny.


Słowo, przyobiecanie łamią wszyscy jak leci: firmy, fachowcy, prezesi, nauczyciele etc. Polar będąc zmuszony ostatnio do podejmowania wielu spotkań i działań, chociażby związanych z remontem mieszkania napotkał wielu dla których "danie słowa" było miękką, brunatną papką.


Przykłady? Proszę bardzo. Elektryk, aby usunąć usterkę gwarancyjną w oświetleniu umawiał się ze mną już pięć razy i ani razu nie przyszedł. Trzech kafelkarzy umówiło się na pracę, nawet jeden ją obejrzał i … w dniu rozpoczęcia prac nie przyszli do pracy i nie odbierali telefonów. Firma w której zamawiałem wannę zapewniała, że termin realizacji nie przekroczy 4 tygodni, właśnie czekam siódmy tydzień na wannę, którą zaliczkowałem 50% wpłatą. Pewien gość, który obiecał mi sprzedaż pewnej rzeczy, którą aby wziąć musiałem najpierw zainwestować grubą kasę, gdy doszło do realizacji transakcji zmienił cenę ofertową o … 150%, mając w dupie to, że ja już dokonałem inwestycji, a gdy i na to się zgodziłem, aby nie tracić zainwestowanych pieniędzy zwleka pod różnymi pretekstami z realizacją zamówienia. Urzędnicy ściemniają, a później głupio tłumaczą się przepisami, wadami programów, niespójnością przepisów i innymi pierdołami, aby wyślizgać się z danego słowa, że jakąś sprawę załatwią od ręki.


Powyższe przykłady nie są jedynymi. Ludzie umawiają się i nie przychodzą na spotkania pod byle pretekstem, łamią dane słowo, olewają to, że przestają być w ten sposób wiarygodni a i honor jest tyle wart, co podarte gacie Polara. Skąd się to w nich bierze? Dlaczego się tak dzieje? Co powoduje, że ludzie traktują innych jak …  życiowe odpady.


Ciekawe jest to, że gdy są od nas zależni, to ich punkt widzenia diametralnie się zmienia. Wówczas skomlą jak pieski o nie nasypaną na czas karmę. Czyżby poczucie wyższości, możliwość "zginięcia w tłumie" takich samych dupków, jak oni, i poczucie bezkarności powoduje taki stan rzeczy? A gdzie odpowiedzialność za słowa? Eh… jebie się w tym naszym społeczeństwie coraz bardziej, a najgorsze, że albo większość tego nie widzi lub udaje, że tego nie widzi, albo to akceptuje, a później samemu działa tak samo.

 


WNIOSEK: SŁOWA RZEKOMO NIC NIE KOSZTUJĄ, MYLĄ SIĘ CI CO TAK SĄDZĄ I DLATEGO TAK NIMI SZAFUJĄ.



niedziela, 21 sierpnia 2011

Mając na uwadze poprzednią notkę postanowiłem stworzyć namiastkę krótkiego słownika "Dla Dżentelmenów", w którym zamieściłem trochę synonimów słów, które zastępczo można użyć, aby fachowiec nas zrozumiał, a jednocześnie, aby dżentelmeni mogli zrozumieć fachowca.


SŁOWNIK DŻENTELMENASPIERDALAJ - oddal się stąd jak najprędzej;

PIERDOL SIĘ - zażyj seksu;

JEB SIĘ - zażyj seksu intensywnie;

WAL SIĘ NA RYJ - upadnij na twarz;

JEB SIĘ NA RYJ - upadnij na twarz - mocno!!!

WAL SIĘ NA CYCE - przewróć się na piersi;

TY CHUJU - pff… persona non grata;

TY CHUJU NA KACZYCH ŁAPACH - persona non grata na prezydenckich nóżkach;

TY KURWO - Ty córo Koryntu;

TY DZIWKO - Ty płatna kurtyzano;

TY GNOJU - Ty odchodzie zwierzęcy;

TY KUTASIE - Ty frędzlu ozdobny;

ODPIERDOL SIĘ (ODE MNIE)- zaniechaj mnie;

KURWA MAĆ - matko kurtyzano;

CHUJNIA PANIE - źle się dzieje Panie;

NI CHUJA - zdecydowanie nie;

CHUJ CI W DUPĘ - życzę nieprzyjemności;

MAM NA TO WYJEBANE - nie jestem zainteresowany;

JEBAŁ CIĘ PIES - nie interesujesz mnie;

OCHUJAŁEŚ? - zwariowałeś?;

ZJEBANA SPRAWA - trudna sprawa;

JESTEŚ POJEBANY - jesteś niezrównoważony;

TY CIPO - Ty niedorajdo;

TY PIZDO - Ty wielka niedorajdo;

CHUJ BY TO STRZELIŁ - a niech to;

PODJEBAŁEŚ MNIE - zadenuncjowałeś mnie;

ROZPIERDOLONY - zepsuty; nie mogący zebrać myśli;

ROZJEBANY - w drobnych kawałkach; bardzo nie mogący zebrać myśli;

SKURWYSYN - syn kurtyzany;

WYJEBAŁ SIĘ  - wywrócił się;

WKURWIASZ MNIE - denerwujesz mnie;

WYJEBAŁBYM CI W … - zaraz mnie poniesie;

WYPIERDALAJ - wyjdź; opuść to miejsce natychmiast;

ZAJEBIE CIĘ - zniszczę Cię; pozbawię Cię życia;

ZAKURWILI MI - ukradli mi;

ZAPIERDALAM - pracuję, szybko się poruszam.


 

Jeżeli ma ktoś ochotę, możemy rozwijać słownik dodając nowe hasła. Dodawanie haseł w komentarzach, a ja je dorzucę do słownika.


 

WNIOSEK: ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW OBCYCH POSZERZA HORYZONTY, NIE TYLKO MYŚLOWE (POCZUCIA HUMORU RÓWNIEŻ).

poniedziałek, 25 lipca 2011

Pewnie wielu z Was zauważyło, że po zmianie szaty graficznej pierwszej strony Gazety zniknęło miejsce przeznaczone na promocję blogów. Nie zniknęło ono zupełnie, bo twórcy strony powiedzą, że zmieniło tylko image i miejsce, bo pojawiła się "kolumna zdjęciowa" przeznaczona dla forum, blogów, widelca i innych takich tam. Tam poleca się różne "tematy" czy "artykuły", w tym również z Bloxa.

 

Jest tylko jeden drobniutki problem. W miejscu tym, jak obserwuję, blogi pojawiają się niezmiernie rzadko, a jeżeli już, to są to albo kulinaria, albo moda, z rzadka pojawia się coś innego tematycznie. Nie wiem czy częstotliwość jest związana z beznadziejnością blogowych zasobów (wątpię), z lenistwem adminów lub brakiem czasu z ich strony (dużo bardziej prawdopodobne), a może z tym, że blogi przestały mieć większe znaczenie w serwisie społecznościowym Gazety (najbardziej prawdopodobne), ale jedno jest pewne, blogi w Gazecie mają coraz mniejsze znaczenie.


DAWNO I NIE PRAWDA
 DAWNO I NIE PRAWDA

W Wirtualnej Polsce, czy na Onecie, blogi są bardziej doceniane. Blox w Gazecie zawsze był kopciuszkiem. Niestety, jednak ten kopciuszek nie trafił na księcia z bajki, który się nim zajął. Blox, jako Brzydkie Kaczątko Gazety nie przemienił się w pięknego łabędzia. Nie dano mu szansy, mimo iż taka szansa istniała.


Parę lat temu, gdy Polarny zaczynał swoją "karierę" blogową zainteresowanie adminów promowaniem blogów było spore. Zainteresowanie samymi blogami również. Jednak z czasem to zainteresowanie zaczęło spadać. Wydaje mi się, że na początku grupa adminów zajmowała się wyłącznie blogami i platformą Bloxa. Później zaczęli odchodzić ludzie, którzy Bloxa "budowali". Wraz z ich odejściem jakość obsługi platformy również zaczęła odchodzić w przeszłość. Prawdopodobnie połączono zarządzanie Bloxem, wraz zarządzaniem Froum gazety, co temu pierwszemu nie wyszło na dobre. Zmiany, które zaczęły następować spowodowały to, że dziś blogi praktycznie, nie licząc jednego widgetu, zniknęły z głównej.


Spadek jakości obsługi i zainteresowania Bloxem dało się zauważyć już wcześniej. Najpierw na głównej zaczęły pojawiać się tylko blogi kulinarne, modowe, lub z zakresu IT. Inne polecane blogi z poza tego tria wydawały się być wybierane na chybił trafił i często były, aby nikogo nie obrazić - mało interesujące, lub też wybierano sprawdzone marki znanych blogerów, aby zapełnić dziurę mając pewność, że treści nie będą beznadziejnie beznadziejne.


Kiedyś zmieniano blogi na głównej regularnie o określonej godzinie, monitorowano ich "wejścia", a gdy wejść było mało podmieniano na inny. Z czasem godziny zmian były różne, nudnych blogów nie zmieniano, a niektóre wisiały więcej niż 24h nie wiadomo po co. Dziś w ogóle nie wiadomo, jakimi zasadami kierują się admini w doborze blogów. Kiedyś były to blogi z najświeższymi notkami. Dziś, i trochę czasu wstecz zaczęły pojawiać się notki z terminem publikacji z przed kilku dni, a nawet tygodni, a pamiętam, że była nawet notka z miesięcznym okresem świeżości.


Kiedyś admini mieli dyżury w gazecie, i praktycznie od godzin rannych do godzin późnowieczornych można było mieć z nimi kontakt, zadać pytanie i otrzymać natychmiastową odpowiedź. Dyżury były nawet w weekendy. Dziś nie ma dyżurów, odpowiedzi na meile , czy na Forum przychodzą po kilkunastu godzinach, a nawet kilku dniach, a reakcja na różne rzeczy jest mooooocno opóźniona.


Co to znaczy? To znaczy, że platforma Blox dla właścicieli Gazety przestała mieć znaczenie. Przestała być opłacalna. Stała się jakimś dodatkiem, którym nie warto się interesować, nie warto w niego inwestować, nie warto go promować. Zresztą Gazeta zawsze miała problem z promocją Bloxa. Onet organizował ogólnopolski konkurs na Blog Roku, a co robiła Gazeta? Nic!!! Nawet nie promowała blogów, które miały szanse zgarnąć coś w konkursie Onetu stając się w ten sposób wizytówką Bloxa i Gazety.


Blox zdycha. Przykre to, ale prawdziwe. Kto z polityków, gwiazd muzyki czy ogólnie kultury, celebrytów pisze na Bloxie? Niewielu, znikoma garstka. Platforma, która predestynowała do miana platformy zrzeszającej najciekawsze, najbardziej interesujące i najbardziej sensowne blogi w sieci zaczyna chylić się ku upadkowi i wyraźnie zbliżać się do dna. Blox był uważany za elitę, a dziś czym jest?


Ze strony Gazety nie ma co się spodziewać zmian na lepsze w zakresie promocji. Spójrzcie na blog firmowy Bloxa i przejrzyjcie, co się w nim dzieje od ładnego czasu. Nic się nie dzieje, dopiero ostatnio zaczęło pojawiać się coś, co może kogoś chociaż trochę zainteresować. Spójrzcie na Forum "O Blox" - tragedia. Blox dostał starczej zadyszki. Nie wiem czy transfuzja nowych twarzy w czymś mu pomoże. Będę się przyglądał, czy będzie to powolne konanie, czy ktoś zacznie reanimować powoli umierającego Bloxa. Trzymam kciuki, żeby pacjent lekarzom nie zmarł na stole, z czego z pewnością ucieszyłaby się konkurencja.


Jeżeli się mylę, możecie wyprowadzić mnie z błędu. Nie mam nic przeciwko temu. Pisanie jednak przez ponad pięć lat daje pewną perspektywę spojrzenia.


 

WNIOSEK: W BIZNESIE CHODZI TYLKO O PIENIĄDZE. TAM GDZIE ICH NIEMA IDEE UMIERAJĄ, NAWET JEŻELI SĄ NAJLEPSZE.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM