Domowe gadanie

sobota, 05 lutego 2011

Ta notka nie będzie o Jarosławie Kaczyńskim, mimo iż Polara swędzi od jakiegoś czasu, aby napisać o tym człowieku specjalną notkę. Jednak powstrzymuję się z całych sił, chyba, że poczuję, że już nie zdzierżę, albo takie powstanie "zapotrzebowanie społeczne", wtedy może ... .


stetoskopDziś notka o lekarzu, a dokładniej o lekarce. W piątek Polar był z CM-ką u lekarza. Pani J. nie było i trafiło nam się zastępstwo. Jakie są zastępstwa każdy wie. Z miejsca obsuwa 20 minut, bo Pani dohtór nie mogła dotrzeć na czas. Pewnie gabinetu nie mogła znaleźć. Gdy się pojawiła nie mieliśmy wątpliwości, że to problem ze znalezieniem gabinetu. Staruszka nie mogła znaleźć nie tylko drogi, ale również kluczy do gabinetu, a także własnych nóg, bo na trasie od kibla do drzwi gabinetu potknęła się o własne nogi dwa razy. Nie wypadało, ale oboje parsknęliśmy śmiechem. Lekarka miała na oko, tak mniej więcej ... 200 lat, plus minus 100. Oboje myśleliśmy, że tylko żółwie na Galapagos tyle żyją, a tu okazuje się, że też i w Polsce są gatunki wielowiekowe. Pewnie są pod ochroną.


W gabinecie Pani Staruszka kazała się rozebrać i zaczęła wpisywać nazwisko do komputera. Teraz już wiedzieliśmy dlaczego każdy siedział po pół godziny. Gdy wpisuje się dane jednym palcem szukając liter na klawiaturze to nie da się inaczej. Później zaczęło się badanie. Pani Dohtór włożyła słuchawki do uszu i zaordynowała: - Proszę oddychać.


CM-ka zaczęła oddychać. Pani Staruszka jednak stwierdziła, że dziecko nie oddycha: - Proszę oddychać.


Mała zaciągnęła powietrza i zaczęła sapać jak mały parowóz.


- Proszę oddychać - usłyszała po raz trzeci. Staruszka nie dawała za wygraną.


Mała nie wytrzymała: - Ale przecież ja oddycham.


- Proszę oddychać bardziej - dohtórka była nieustępliwa.


Czy da się oddychać bardziej?


Oboje z małą prawie parsknęliśmy śmiechem. Później stwierdziliśmy, że jeszcze chwila, a Staruszka  postawiłaby diagnozę: - Dziecko jest chore, bo ... nie oddycha. Dohtórka zaczęła tłumaczyć CM-ce jak się oddycha: - Proszę wziąć głęboki wdech, a później wydech. Mała myślałem, że zaraz umrze od powstrzymywania się od śmiechu, więc jak miała oddychać?


Jeszcze chwila, a mała dostałaby astmy od tego oddychania. W końcu, w jaki sposób Głucha Babcia ma coś wysłuchać w płucach, jeżeli dzieciak nie oddycha jak para po niezłym orgazmie. Zresztą pewnie tego też by nie usłyszała, więc jakoś nie dziwiły Polara słowa: - W płucach nic nie słychać.


Następnie był przegląd gardła. Zastanawiałem się czy Pani Dohtór cokolwiek widziała mimo odpalonego halogenu, z którym spokojnie można by było otworzyć solarium. Jednak Staruszka stwierdziła jednoznacznie: - Angina ropna.


Zaczęło się wypisywanie recepty. Ale nie takie zwykłe długopisem. Porządna placówka jest skomputeryzowana. Jednym palcem wypisywanie recepty trwało kolejne kilka minut. Pani Dohtór w końcu z namaszczeniem wcisnęła enter, a drukarka chwilę później wypluła receptę. Oczywiście Polar zamiast recepty otrzymał karteczkę zapisaną zygzakami. Ot Staruszce pomyliło się. Polar sam sobie wziął receptę z biurka. Na recepcie była cała litania, ba!! Cała masa liter!!! Przez te kilka minut szukania na klawiaturze leciwa Pani Dohtór wystukała ich całe pięć: Zinat.


Pożegnaliśmy się uprzejmie, a później z CM-ką zastanawialiśmy się dlaczego ta Pani jeszcze pracuje w zawodzie. Nie dowidzi, ma problemy z obsługą komputera, niedosłyszy, zapomina, ledwo się porusza potykając się o własne nogi. I stwierdziliśmy, że niektórzy po prostu nie wiedzą kiedy odejść. I chyba, tak samo jest z Jarkiem Kaczyńskim. Też nie wie kiedy odejść. Ale o nim, może kiedyś będzie w innej notce.

 


WNIOSEK: NAJWIĘKSZY SZACUNEK ZDOBYWAJĄ CI, KTÓRZY ODCHODZĄ Z KLASĄ.

piątek, 16 lipca 2010

Do takiego wniosku doszedł Polarny po dzisiejszym łażeniu po sklepach. A skąd ten wniosek? Stąd, że kobiałki bywają cholernie zazdrosne!!! I to o co? Raptem o zawieszenie oka, na jakiejś foczce, co to się ich teraz pełno kręci bez futra. Czy to taki potworny grzech iść z Koleżanką Małżonką i oglądać sobie jakieś fajne płetwy? No kurde, co? Czy my faceci powinniśmy iść z zamkniętymi oczami, albo patrzeć na jakiś zgrabny tyłek po kryjomu, jak w kiblu na Playboya podprowadzonego staremu za młodu?

 

FOCZKI I FOKI


Polar dostał opierdol od KM-ki. To znaczy najpierw nie dostał, najpierw KM-ka strzeliła focha. Wydarła do przodku jak chart za zającem, później milczała, jak grób pewnego gościa na Wawelu, a na sam koniec wyjechała, że się za dupami oglądam, a jej każę jeździć na wieszaku do mopów. A Polarny tylko rzucił hasło, gdy w Galerii sprzątaczka z motowozem zasuwała, że może wskoczyć to ją pewnie podwiezie. A, że się to zgrało z momentem, gdy Polar na młodą foczkę się zapatrzył, to już obraza boska się stała i Polar został posądzony o zniesławienie, wyśmiewanie, ubliżanie: myślą, czynem i zaniedbaniem. A przejażdżka na motowozie to jedno (ot taki joke w stylu Polara), a oglądanie foczek to drugie.


Czy to wina Polara, że zdrowy facet jest… i lubi popatrzeć? Nie siedzi i nie ogląda godzinami pornosów, nie kupuje Playboya, Penthousa, nie znęca się nad zwierzętami w toalecie przeglądając przemycone świerszczyki. I co? I nie ma to znaczenia. Wystarczy, że popatrzy na coś innego i już przechlapane. No i jak tu się latem poruszać po mieście? Zresztą co tam miasto!!!! Wyobrażacie sobie Polara na plaży???!! Tosz k..wa trzeba by było w czarnej opasce na oczach chodzić i z białą laską, ale nie, że taką nie opaloną jakby co, ale … wiecie taką dla niewidomych. Zresztą z laską też niebezpiecznie, bo a nuż, któraś będzie chciała pomóc? Albo okaże się, że Polar to specjalnie z laską chodzi, bo, że niby KM-ka to nie laska, więc Polar sobie inną przygruchał… metalową, żeby zamanifestować i udupić. Pokrętny umysł kobiety, może różnie zinterpretować pomysły Polara.


Przecież Polar nie łapie tych foczek za dupy. Nie bajeruje ich, nie składa propozycji. Ba… nawet z nimi nie rozmawia. Chętnie by O NICH, porozmawiał z KM-ką, no ale jak tu rozmawiać? Przecież to by była od razu potrójna obraza i 10 lat do odsiadki, z zamianą na 20 lat wynoszenia śmieci. Czy facetom naprawdę nie wolno popatrzeć na żadną inną niż własna kobieta?  To może od razu latem zakładać facetom zamiast obrączek opaski na oczy, a tym jeszcze stanu wolnego, ale mającym swoją połówkę zakładać tymczasowo klapki na oczy? Kurde!!! O co tu chodzi?!! Polar tyle już żyje na tym grajdole i co wakacje dziwi się tym fochom. Inni też tak mają?


WNIOSEK: CIEKAWOSTKĄ Z ŻYCIA JEST TO, ŻE ZAZDROŚĆ Z REGUŁY DOTYCZY NIE TYCH CO TRZEBA.

czwartek, 03 czerwca 2010

Sorry Potwory, nie było mnie tu ostatnio i uwierzcie Polarnemu, że powodem nie była czarna rozpacz po zajęciu czwartego miejsca w konkursie, a rzecz bardziej przyziemna, czyli zwykła choroba. Polarny po prostu nagle padł, jak kawka na trawkę, mimo iż żadnej rzepki nie wyciągał. Widać Dźwiedzie to takie delikatne stworzenia i byle jaka pogoda potrafi je w końcu zmóc. Polar padł jak ścięty i praktycznie przez ostatni dni nie wyłaził z wyra. Stąd to milczenie. Biorąc pod uwagę, że dwie komórki Polara nie doszły jeszcze do swojego normalnego poziomu działania, to dziś tak zupełnie przyziemnie i o niczym, czyli o prasowaniu.


PRASOWANIE USPOKAJA

Prasowanie uspokaja.


Polar przyznawał się już do różnych dziwnych rzeczy, a do wielu się w życiu nie przyzna, co by nie gorszyć czytelników. Dziś Polarny ma zamiar zapiać pean na temat prasowania. Dla Polarnego prasowanie to czynność o dziwo nie tylko pożyteczna, ale również całkiem przyjemna. Jednym słowem Polarny uwielbia prasować. No, ale, żeby nie było, że jest całkiem nienormalny, to nie uwielbia prasować zawsze, wszędzie i wszystkiego. Polarny uwielbia prasować w określonych okolicznościach i określony asortyment.


Co do okoliczności, to Polarny uwielbia prasować, gdy jest wkurwiony, albo zmęczony. Czynność prasowania wyluzowuje Polarnego do granic możliwości, pozwala na chwilę spokoju, daje czas na różne przemyślenia, w tym także na wymyślanie tematów nowych notek. Polarny przy prasowaniu potrafi czytać książkę, oglądać jakiś ciekawy dla Polara film, i myśli… dużo myśli, co w efekcie końcowym wycisza go i uspokaja.


Co do asortymentu, to ulubionymi są wielkie powierzchnie. Polarny kocha przestrzeń, nawet jeżeli jest ona ograniczona deską do prasowania i długością sznura od żelazka. Dlatego też najlepsze efekty uspakajające przynosi prasowanie prześcieradeł, poszew, poszewek i ręczników. Ten asortyment jest preferowany przez Polarnego. Nie ma to jak długie pociągnięcia żelazka, zapach rozgrzewanego krochmalu, i spokojne myśli układające się w jakieś sensowne lub bezsensowne grupy. Nie ma to jak prasownie… no i jak kiedyś wspomniałem od czasu do czasu zmywanie naczyń.


Ostatnio, po totalnym wkurwie domowym, CM-ka wyznała z pewną dozą nieśmiałości:


- Misiek!!! Ty wiesz, że mnie uspokaja sprzątanie??!!! Jak tak się totalnie wkurzę i zdołuję, to zabieram się za sprzątanie, układanie, wycieranie kurzy. Jak już skończę to mam podwójny zysk. Sprzątnięty pokój i pełen wewnętrzny spokój.


Jak widać każdy ma coś co go uspokaja. Jeden jedzie na ryby, drugi przekłada znaczki, trzeci, a może bardziej trzecia, szydełkuje, albo robi na drutach. Polarny prasuje i myje naczynia, CM-ka sprząta, a Was co uspokaja?


Polar właśnie zajrzał do pokoju CM-ki i stwierdził, że ma tam mini burdelik i właśnie się zastanawia, czy jej trochę nie podkurzyć, bo przydałoby się małe sprzątanie.


No to trzymajta się, do następnego czytania. Idę powkurzać CM-kę, a później zmyć naczynia. Następny wpis będzie kulinarny, bo mam w zanadrzu coś smacznego.

 


WNIOSEK: SPOKÓJ RZEKOMO NAJŁATWIEJ ZNALEŹĆ PO ŚMIERCI, ALE KOMU SIĘ CHCE TAK DŁUGO CZEKAĆ

czwartek, 13 maja 2010

DZIECKO PRZEMOC SMUTEKOstatnimi czasy w mediach dość często mamy wzmianki o ekstremalnych "wynikach" przemocy w rodzinie stosowanej wobec dzieci.  Zakatowany czterolatek, zgwałcona siedmiolatka – pobicia i zgwałcenia na porządku dziennym. To jednak tylko czubek góry lodowej, której cała podstawa dryfuje w mrokach czterech ścian mieszkań. Zdecydowana większość tej przemocy nigdy nie widzi światła dziennego. Rodzi się pytanie: Dlaczego?


Przyczyn jest wiele, ale Polarny chciałby zwrócić uwagę na jedno. Nasze społeczeństwo jest chore i nie potrafi sobie radzić z informacją, że w jakimś środowisku rodzinnym może mieć miejsce przemoc w stosunku do dzieci. O ile niejako „godzimy się” z faktem, albo raczej użyję bardziej fortunnego stwierdzenia potrafimy zauważyć oznaki przemocy w środowiskach patologicznych, o tyle, gdy taką informację uzyskujemy na temat „normalnej” rodziny, to nie chce nam się w to wierzyć i z tym faktem nie robimy NIC!!! Znieczulica społeczna i nic więcej. Strach przed zaangażowaniem i zamykanie drzwi przed potrzebującymi pomocy to u nas społeczny standard.


Polarny wczoraj wydurniał się z CM-ką. Popychanki, szarpanki, klapsy, zaczepki. Wygłupy na całego, dogadywanie, gonitwy, ucieczki. Efekt końcowy? Przy jednym z wygłupów, CM-ka chcąc uniknąć „strzału w grzywkę” szarpnęła głową do przodu i z całej siły przywaliła brodą w zamek w drzwiach od łazienki. W wyniku uderzenia „pękła” jej broda. Dość głęboka i nieprzyjemna rana została natychmiast opatrzona i zaklejona specjalnym przeźroczystym plastrem zamiast niepotrzebnego, szpecącego szycia. Po co Polarny to pisze? To jest wstęp do części dalszej.


Z rozwaloną brodą, z plastrem przez który wyraźnie było widać ranę, CM-ka poszła na podwórko, a dzisiaj do szkoły. Mając dość pytań rówieśników i nauczycieli, i nie chcąc tłumaczyć się z całej sytuacji w sumie dla jaj odpowiadała wszystkim, że pobił ją ojciec. I w tym miejscu właśnie zaczyna się problem.


Wszyscy rówieśnicy wyśmieli CM-kę i nikt na poważnie nie podszedł do tematu. No, ale cóż, dzieciakom nie ma co się dziwić, ich świadomość społeczna, czy rodzinna w takich wypadkach jest dość ograniczona, żeby nie powiedzieć - żadna. Ciekawszym jednak faktem było to, że na taką odpowiedź nie zareagował żaden z nauczycieli. Niektórzy wzruszyli ramionami, przechodząc nad tym do porządku dziennego, inni nie reagowali w ogóle, a Pani od niemieckiego wręcz z wypowiedzi CM-ki się śmiała. Nikt nie zaprowadził dziecka do pedagoga szkolnego, aby dziecko mogło ewentualnie coś więcej powiedzieć o zdarzeniu.


Dla Polarnego to jest sytuacja chora, wręcza patologiczna. Dziecko w szkole z wyraźnym śladem „pobicia” odpowiadające nauczycielom, że zostało pobite przez ojca nie otrzymuje żadnej pomocy. To nieważne, że rzucone od niechcenia hasło CM-ki o pobiciu okazałoby się głupim żartem, ale liczy się fakt, że ktoś się tym zainteresował. Przecież inne dziecko może o takim fakcie mówić zupełnie poważnie. Niestety w szkole CM-ki nikt poważnie jej nie potraktował.


I tak jak z CM-ką – nikt nie zareagował na jej słowa, tak w życiu nie reaguje się na inne informacje tego typu. Lekceważymy to co widzimy. Dopiero, gdy stanie się nieszczęście zastanawiamy się, jak można było temu zapobiec i dlaczego doszło do tragedii. Musztarda po obiedzie. W wielu przypadkach można było temu zapobiec, ale nie potrafimy słuchać i nie potrafimy widzieć, a jak już widzimy lub słyszymy to udajemy, że informacja nie jest przeznaczona dla nas. Głupie to do bólu, ale w takich przypadkach Polarny widzi, że mamy strasznie głupie społeczeństwo.

 

 


WNIOSEK: ŚLEPOTA TO NIE TYLKO CHOROBA WZROKU, TO TAKŻE CHOROBA SERCA.

wtorek, 04 maja 2010

Polarny nie wie kiedy jest odstrzał na jelenie, ale podczas „długiego” narodowego weekendu miał nieodparte wrażenie, że właśnie odstrzał się rozpoczął. Najgorsze, że Polar – durne zwierzę, też zamienił się w jelenia i dał się najprawdopodobniej odstrzelić i to dwukrotnie w przeciągu 45 minut, ale to się okaże niedługo, jak zacznie spływać poczta. No, ale cóż jak się jest durnym, jak jeleni zad, to nie ma się co dziwić i mieć pretensje do innych.


Polarny wybrał się w niedzielę QQ-siem do sąsiedniego miasta w odwiedziny do rodziny. Trasę ma obcykaną na pamięć, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich radarów stacjonarnych i przenośnych, a to dlatego, że Polar to lekkiej nogi nie ma, oj nie ma. Po za tym, jest czujny, jak ważka w locie i stara się nie dać zarobić na sobie, i w terenie zabudowanym Dźwiedziu stara się być grzeczny, jak niemowlę przyssane do cycucha.


Jednak w ten weekend czujność Polara została wystawiona na próbę. A to za sprawę polowania, jakie sobie w weekend urządzili strażnicy miejscy i wiejscy. Wiadomo, długi weekend, jeleni na trasach będzie pełno, to wystawili wszystko co mieli, aby polowanie udało się jak najlepiej. Tyle, że tym razem, to było, jakby polowanie z nagonką, a odstrzał, cholera, odbywał się przy paśniku. To nie fair.


FOTORADARPierwszy raz Polarny dał się (prawdopodobnie) odstrzelić wjeżdżając do miasta. Niby teren zabudowany, chociaż w zasięgu wzroku tylko stare fermy lisów i jakieś fabryki. No, ale ograniczenie 50 km na h jest? Jest!! No i Polarny, jak ten (c)h … jechał sobie te 50 na h, tyle, że z … górki. A jak to z górki, na luziku, pusto dookoła, to kto patrzy na licznik? Nagle krzyk KM-ki: - Hamuj, radar!!


No i co Dźwiedź w tym momencie robi??? No, jak to co?!!! Zamiast dać po hamulcach, rozgląda się jak ten Czereśniak za harmonią i … szuka radaru. Zauważył go, jak już go mijał. Radar był ustawiony na przeciwny pas jezdni. Jedyna nadzieja, że to pudło nie wali fotek od tyłu, bo gdy Polarny spojrzał na licznik to miał coś koło 70. No, co?? Jak luz z górki, to luz.


No i na tym luzie Dźwiedź pomknął sobie dalej w przeświadczeniu, że na dziś limit swej durnoty wyczerpał. Złudne to jednak było przeświadczenie. KM-ka przypomniała Polarowi, że trzeba kupić kwiaty na zaległe imieniny Dźwiedziowej Mamy. No, to?? Abarot i naprzód w inną część miasta, a właściwie poza miasto. Do Reala, bo tam była jedyna otwarta kwiaciarnia. No i jedzie sobie Polarny spokojnie, tak pięćdziesiąt na godzinkę, czyki tak jak trzeba. Kończy się miasto. Tablica „koniec terenu zabudowanego”. No to Polar sobie depnął. Trubo śmignęło, a Polar razem z nim. Przed nami kolejna tablica „teren zabudowany”, no to Polarny nie w ciemię bity, daje po hamulcach. No, ale wiecie, nie tak do dechy, co by KM-ka przez przednią szybę nie wypadła, tylko tak delikatnie: trochę hamulcem, trochę silnikiem. I to był błąd!!! Trzeba było przypierdolić po hamulcach, tak, żeby się zadymiło i było by cacy, a tak? A tak 50 metrów za tablicą teren zabudowany, stała za krzaczorami następna skrzynka do polowania na jelenie. Polarny ani zipnął. Na liczniku miał coś koło sześćdziesięciu. Nic, nie mignęło, ale to nie znaczy, że Polar się nie załapał na indywidualną sesję Straży Miejskiej.


Teraz tylko pozostało czekać, czy Polarny zbiednieje o pięć stów i wzbogaci się o nowe punkty karne, czy też nie? A swoją drogą to ciekawie wymyślili sobie strażnicy to ustawienie radaru. Trochę tych jeleni tam na kasują. Szkoda, tylko, że to taka zagrywka poniżej … paśnika, bo na zdrowy rozum, kto od razu hamuje do 50 km/h przy samej tablicy „teren zabudowany”?  No, ale cóż frycowe trzeba bulić i nie ma się, co oglądać na innych, jak się samemu przekroczyło przepisy. Cóż, sezon polowania na jelenie Polarny uważa za otwarty.

 


WNIOSEK: MĄDRY STAJE SIĘ GŁUPI, GDY ZACZYNA WIERZYĆ W SWĄ NIEOMELNOŚĆ.

niedziela, 25 kwietnia 2010

- Nie wstyd Panu tak w niedzielę!!! – zagadała do Polara sąsiadka.


Polar z wielkim zdziwieniem spojrzał na nią i zaczął przypominać sobie parę ostatnich godzin, które składały się na niedzielę i za cholerę nie mógł nic wymyśleć. Seksu głośnego nie było, głośnej muzyki również, mimo iż goście urodzinowi CM-ki zostali na noc, a właściwie to na obiad, tyle, że ten na drugi dzień. Sam Polar nie chlał, więc serenad na balkonie nie uskuteczniał, pod nim również nie. Więc ki chu..ś majstra Lepigliny? Polar wstydliwy przestał być, jak Gosia prawie czterdzieści lat temu na podwórku zaproponowała zabawę w lekarza, więc kurna twarz, czego Polar się miał wstydzić w niedzielę? Szczególnie, że wstydu też nie nosi na wierzchu, ani w dni powszednie, ani też od święta. Zwoje Polara zaczynały się przegrzewać, co chyba wyczuła sąsiadka, bo odezwała się ratując przed ugotowaniem ostatnie dwie polarne szare komórki :


- No, nie wstyd Panu prać i pranie wieszać w niedzielę???


OWCA PRANIE W NIEDZIELĘO rzesz Twoja … blacha polerowana!!! No na ten pomysł to jak nic Polar nie wpadł. Szczególnie, że jego pranie na siódmym piętrze wisi i nieźle trzeba łeb zadzierać, co by je wyczaić. Po za tym skąd menda jedna wiedziała, że dziś prane?? A może sobie w pralce od soboty czekało? Nie ważne, ważne, że Polar za chu…steczkę haftowaną i wszystkie cztery rogi nie wpadł na pomysł, że to o pranie chodzi.


- No, jakoś nie. – odpowiedział Polarny zgodnie z prawdą, bo co jak co, ale wstydu po niedzielnym praniu to chybaby nie miał nawet, jakby sobie strzelił skręta, albo odpalił działkę czegoś smutnego.


- Pan to i wstydu nie masz i sumienia!!! – zawyrokowała oburzona sąsiadka.


- No, jak to wstydu nie mam!!! No jak!!! – chciał wykrzyczeć Polarny dotknięty do żywego. Jak to Polarny nie ma wstydu!!!??? Ma!!! Ale, że się z nim nie obnosi to zaraz, że niby nie?!! Mógł nawet wyjąć i pomachać wstydem przed oczami sąsiadki, ale ta z pewnością nie zrozumiałaby jego intencji, więc poprzestał na odchrząknięciu i stwierdzeniu:


- Mam sumienie. Czyściutkie. Nie używane!!!


Tego sąsiadce było nadto, więc tylko mrucząc pod nosem i złorzecząc, poszła w siną dal, czyli prawdopodobnie do kościoła.


No i tak sobie Polarny zarzucił na te dwie nie ugotowane komórki myśl, o co w tym wszystkim kica zającem wiosennym? Przecież chyba minęły już czasy ciemnogrodu, pełnowymiarowego zaścianka, wyklinania pracujących w niedzielę, i takie tam inne bzdury na podłożu debilno – religijnym? A może Polarny się myli, biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi pewnych polityków, pewnej partii?

 


WNIOSEK:  NIE WSTYD BYĆ GŁUPIM ZA MŁODU, ALE WSTYD W GŁUPOCIE TRWAĆ I Z NIĄ NA USTACH SIĘ ZESTARZEĆ.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM