sobota, 11 czerwca 2011

Reklama Hoopa w sposób dobitny pokazuje nasze przywary narodowe. Pokazuje jakimi jesteśmy malkontentami, niezadowolonymi z życia marudami, zazdrośnikami itd., itp.



Oprócz tego jesteśmy, jako naród cholernie zawistni i cholernie wścibscy. Interesuje nas wszystko i wszyscy, a przy tym zazdrościmy wszystkiego. Z lubością wsadzamy nos w cudze sprawy podniecając się przy tym do granic przytomności, rzęsiście przy tym komentując w gronie zainteresowanych danym przypadkiem znajomych. Ta ostatnia przypadłość nazywa się po prostu OBRABIANIEM DUPY i można uznać ją za najbardziej powszechny sport narodowy Polaków.


Czym jest obrabianie dupy? Niczym innym jak formą plotki połączonej jednocześnie z odreagowaniem własnych frustracji związanych z dupą osoby obrabianej i własnymi niedomaganiami emocjonalnymi. Frustracje mogą mieć różne podłoże: wygląd, majątek, powodzenie, inteligencja, niespełniona miłość, brak zainteresowania, niska samoocena. Można byłoby tu wymieniać długo, a i tak pewnie wszystkich powodów by się nie wymieniło.


DUPA. OBRABIANIE.Ciekawym zjawiskiem w obrabianiu dupy jest to, że obrabia się ją bez względu na fakty. Nie ważne jest, czy coś polega na prawdzie, czy też nie, czy jest wyssanym z palca stekiem bzdur, czy jest półprawdą, albo odpowiednio zinterpretowanym faktem. Ważne jest, aby miało to wydźwięk negatywny. I nie ważne jest, że ktoś obgaduje czyjś nos, samemu mając swój, jak klamka od zakrystii, czy czyjąś grubą dupę, gdy samemu ma się niewiele mniejszą od hipopotama. Nie ważne, że ktoś jedzie po czyjejś urodzie, samemu wyglądając trochę lepiej od diabła. Nie ważne, że ktoś krytykuje czyjeś obyczaje, a samemu będąc z nimi mocno na bakier. Nie ważne, że wypomina się komuś wiek, samemu stojąc jedną nogą nad grobem. Ważne jest tylko to, aby obrobić dupę. Nie ważne, że samemu ma się sumienie jak rynsztok, ważne jest, że do tego rynsztoka jest szansa wciągnąć również innych.


A jaka satysfakcja, gdy obrabianie dupy znajdzie grono szacownych słuchaczy. Wtedy raj na ziemi, bo można się wzajemnie nakręcać, dopowiadać, podpowiadać, snuć domniemania i tworzyć nowe, jakże interesujące historie.


Cóż, przykre jest to, że tak łatwo i prosto widzimy źdźbło w czyimś oku, nie widząc belki we własnym. Ale to już taka ludzka natura, bo przecież własne frustracje i niepowodzenia najłatwiej odreagować na innych. Wtedy czujemy się lepsi i bardziej wartościowi, bo przecież jest ktoś gorszy i bardziej podły od nas. Jak fajnie jest mieć możliwość poczuć się lepszym, nawet jeżeli to tylko złudzenie.

 


WNIOSEK: PAMIĘTAJ, RZUCAJĄC BŁOTEM SAM SIĘ W NIM BABRASZ.



sobota, 28 maja 2011

OBAMA KARYKATURAMurzynek Obam-bo w Usa sobie mieszka,
Czarną ma skórę ten nasz koleżka.



Rządzi se światem przez noce i ranki,
Angażuje się ciągle w światowe przepychanki.



A gdy z wycieczki po Polsce wraca,
Słowa nie dotrzyma - ot taka praca.



A Polak krzyczy: "Obam-bo, łobuzie!"
A Obam-bo tylko szczerzy swą buzię.



Polak powiada: "Znieś nam dziś wizę",OBAMA KARYKATURA
Obam-bo jednak woli jechać na pizzę.



Polak powiada: "Wydobądźmy gazy",
Obam-bo zaś rzecze: "Innymi razy".



Lecz Polak kocha czarnego Murzynka,
Bo jakie ma wyjście ta mała kruszynka.



Szkoda, że Obam-bo czarny, wesoły,
Nie daje konkretów, a tylko pierdoły.

 


 

WNIOSEK: POLAK MIMO IŻ MA WŁASNĄ CHAŁUPĘ, TO JEDNAK ZAWSZE MUSI KOMUŚ WŁAZIĆ W DUPĘ.

sobota, 21 maja 2011

Szanowny Panie Inspektorze


Chciałbym złożyć skargę na mojego pracodawcę i brak praworządności w stosunku pracy oraz zły stan jej ochrony.


Mój pracodawca jest dla mnie bezwzględny. Wykorzystuje mnie, kiedy tylko ma na to ochotę i najgorsze, że nie mam się jak od niego uwolnić. Najczęściej pracuję późnymi wieczorami i w nocy. Po ciemku i do tego w wilgoci. Często po pracy nie mam się nawet jak wykąpać. Mimo, iż należy mi się ubranie ochronne otrzymuje je sporadycznie i często niedopasowane. Pracuję w nadgodzinach, w nienormowanym czasie pracy i zawsze muszę być w gotowości. Nawet, gdy jestem zmęczony nie bierze się tego pod uwagę, a zdarza śpiący shar-peisię nawet, że jestem faszerowany środkami dopingującymi, co źle wpływa na mój stan zdrowia fizycznego i psychicznego.

 

Czuję się wykorzystywany i często przeżywam załamania i depresje, które objawiają się kompletną niechęcią do pracy oraz ogólnym rozluźnieniem organizmu. Krótko mówiąc zwisa mi wszystko. Kurczę się wtedy w sobie i nie mam ochoty na nic, a najmniej na pracę. Mój pracodawca nie liczy się z tym w ogóle i jeszcze ma pretensje, że nie potrafię stanąć na wysokości zadania.

 

Ostatnio szef mnie ubrał w zielono - niebieski strój roboczy w kształcie Smoka Wawelskiego, z jakimiś wypustkami. Wyglądałem jak siny, plamiasty idiota. Oczywiście zostałem w pracy wyśmiany i wszystko mi opadło. Z tego powodu też zostałem wyśmiany po raz kolejny, o co szef miał później do mnie olbrzymie pretensje.

 

Jestem narażony na różne choroby zawodowe, a mój pracodawca nie tylko nie zaopatruje mnie w środki BHP, ale także nie chce przeprowadzać żadnych szczepień. Badania kontrolne pozwala mi robić tylko wówczas, gdy z przepracowania dostaję wysypki, albo kompletnie nie mam siły do pracy. Często jestem w pracy gryziony, szarpany, a nawet  bity. Pracuje do utraty tchu, aż się opluję, inaczej praca jest uważana za niezakończoną i wszystko muszę zaczynać od początku. Ostatnio usłyszałem, że wyglądam jak Shar -pei. Mam tego wszystkiego dosyć!!! Proszę o zajęcie się moją sprawą, bo i tak dla mego pracodawcy jestem ch..jem.


Z poważaniem P. Enis

 


WNIOSEK: PRACA BEZ PRZYJEMNOŚCI TO … NIEWOLA. PRZYJEMNOŚĆ BEZ PRACY TO … RAJ.



sobota, 14 maja 2011

Bodajże szóstego dnia, zaraz po tym, jak wypił stworzoną przez siebie flaszkę Żytniej z kłosem, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że  Żytnia z kłosem była pierwszą flaszką stworzoną, a nie wynalezioną na świecie, Bóg stworzył człowieka.


Stworzył go na swoje podobieństwo. Ale wiecie jak to jest, jak coś się robi na bani. Zajarał Bóg zioło, co by poczucie humoru mu się zwiększyło, a z prochu strzepniętego z zioła i tej ziemi, co na nią ten popiół spadł, zaczął lepić mężczyznę. Nie bardzo mu ta sztuka wychodziła, bo jak to na bani, percepcję miał lekko skrzywioną, więc wyszło mu to co wyszło. I gdy stworzył to co mu wyszło, wziął głęboko powietrza w płuca i tchnął, albo może lepiej zabrzmi - zionął w mężczyznę życie. I mężczyzna ożył. I od razu był na kacu, więc nie dziwota, że go od razu do flaszki ciągnęło i wszystkich innych do dziś ciągnie. Ot taka przypadłość boża, o której nikt głośno mówić nie chce, bo w końcu mężczyzna na podobieństwo Boga został stworzony. I wtedy Bóg zasnął zmęczony pracą nad swym dziełem.


Gdy się obudził, przyszedł do niego mężczyzna i rzekł:


- Panie stworzyłeś mnie na swoje podobieństwo. Tchnąłeś we mnie życie. Dałeś mi we władanie lasy i wody, i wszelkie stworzenie, ale czuję się samotny.


Spojrzał Bóg na swoje dzieło, tym razem trzeźwym okiem i stwierdził, że egzemplarz wyszedł mu lekko wybrakowany. Jednak, że tego co stworzył niszczyć nie lubił rzekł do mężczyzny:


- Stworzę coś nowego. Idealnego. Będzie to kobieta, która będzie Twoją towarzyszką życia. Będzie ona pochodzić z Twego ciała i będzie cząstką Ciebie. Będzie Cię czuła i rozumiała, mimo, iż Ty nigdy nie będziesz wstanie jej zrozumieć.


KOBIETA NA KRZYŻUI jak rzekł, tak uczynił. Uśpił Bóg mężczyznę i z jego żebra zaczął tworzyć kobietę. Jednak czegoś mu brakowało, więc dodał do tego odrobinę brzasku poranka, promieni pełni księżyca, blasku letniego rozgwieżdżonego nieba, wiatru z grzywy mustanga, przejrzystości górskiego potoku, ciepła wieczornej watry, zapachu jaśminów i fiołków, czerwieni z płatków róży, żółci z kłosów zbóż i czerni ze skrzydeł kruka. Nie był jeszcze zadowolony, więc dodał brązu z oczu sarny, oraz jej łagodność. Od kota zaczerpnął grację, a od lwa odwagę. Zmieszał to wszystko delikatnie i stworzył … kobietę. Tchnął w nią życie swym tchnieniem, wcześniej jednak zażywając Tik - Taka, bo musicie wiedzieć, że Tik - Taki, też stworzył Bóg, a nie firma Ferrero. Wolał nie ryzykować z oddechem po tchnieniu życia w mężczyznę.


Gdy skończył dzieło i zadowolony obudził mężczyznę rzekł do niego:


- Stworzyłem dzieło doskonałe - kobietę. Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała kobietą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Żyj z nią i bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną: abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i  nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.


Mężczyzna był szczęśliwy, gdy zobaczył tak piękne stworzenie. Ucieszył się, wziął kobietę pod rękę i ruszył do Edenu, który dla nich stworzył Bóg. Jednak na drugi dzień wrócił do Boga, który rozkoszował się właśnie siódmego dnia stworzeniem świata. I rzekł do Boga mężczyzna:


- Panie, stworzyłeś piękną istotę o pięknych: kształtach, oczach, skórze, włosach i zapachu. Istotę idealną. wszystkiego dałaś z umiarem, tyle ile trzeba, ale jak mam z nią żyć, jeżeli ona do mnie nie mówi. Mimo, iż jest obok mnie, wciąż czuję się samotny.


I spojrzał wówczas Bóg na mężczyznę i dał kobiecie głos.


Zadowolony mężczyzna wziął ponownie kobietę pod rękę i udał się do Edenu, by tam być szczęśliwym. Jednak powrócił kolejnego dnia o poranku do Boga i wyrzekł tylko jedno zdanie:


- Z tym ostatnim to k…wa przesadziłeś.

 

 

 

WNIOSEK: NIE MA ISTOT BEZ WAD, A ZANIM O COŚ POPROSISZ ZASTANÓW SIĘ CZY CHCESZ TO MIEĆ.



piątek, 13 maja 2011

Polarny był wczoraj w kinie na „Kodzie Nieśmiertelności”.


Jeżeli ktoś z Was lubi „Dzień Świstaka” lub też „Deja vu” z Denzelem Washingtonem, to film na pewno przypadnie mu do gustu. Schemat zaczerpnięty z Dnia Świstaka, czyli powtarzającej się sekwencji tego samego dnia (zdarzenia), mimo, iż oklepany nie jest tu nudny. Fabuła tematycznie zbliżona do tej z „Deja vu”, czyli poszukiwania „terrorysty” w przeszłości, ma swoją ciekawą oprawę ideologiczną.


Fabuła SF dobrze pomyślana i ciekawie zrealizowana. Film nie goni, jak w filmach akcji, chociaż czas jest w nim myślą przewodnią i goni zarówno głównego bohatera, jak i jego „pracodawców”. Osiem minut na znalezienie terrorysty to bardzo mało czasu. Jak dokonać tej zdawałoby się niemożliwej sztuki? To właśnie jest tematem filmu. Powrót do przeszłości, światy równoległe, możliwości ludzkiego mózgu, wyobraźnia, patriotyzm, ludzkie uczucia, tęsknota, miłość, konflikty ojciec – syn, wybaczenie, chaos, to wątki, które dosmaczają całą potrawę pt. „Kod Nieśmiertelności”.


Polar na filmie nie nudził się ani chwili. Każdy powrót do przeszłości był inny i interesujący, a człowiek, gdy fabuła zaczynała odbiegać od schematu zaczynał czuć niedosyt tego, że chciałby wrócić kolejny raz, sprawdzić kolejną osobę i pociągnąć ten wątek jeszcze dalej i jeszcze raz. Po raz pierwszy czułem, że nie oczekuję końca filmu, a bawi mnie powtarzający się schemat w różnych wariantach. O ile w Dniu Świstaka człowiek miał już ochotę na koniec, a schematyczność zaczynała przynudzać, o tyle w „Kodzie Nieśmiertelności” to właśnie ten schemat jest smakiem tego filmu. Jeżeli dołożymy do tego całkiem niezłą grę aktorską Jake’a Gyllenhaal’a, to otrzymujemy bardzo zgrabną i miłą opowieść SF z wątkiem sensacyjnym.


Gorąco polecam ten film. Myślę, że na pewno nie będziecie się na nim nudzić. Jednak czy warto wydać kasę na kino? Nie koniecznie. Ten film spokojnie można obejrzeć na DVD.

 

 

 

WNIOSEK: WAŻNE JEST BY WIERZYĆ, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.



piątek, 06 maja 2011

zniczeWróciłem z pogrzebu. To dziwne uczucie stanąć, spojrzeć na żniwo śmierci, i pomyśleć, że ja też stoję w kolejce, aby w przyszłości skorzystać z jej usług. Na co dzień nie mamy takich myśli, bo i po co? Ale, gdy odchodzi ktoś bliski nieuniknione jest pomyśleć o tym co czeka każdego.


Śmierć jest naszą codziennością, jesteśmy z nią "obyci", jest naszym chlebem powszednim, często przechodzimy obok niej i uważamy to za coś normalnego. Widzimy jak jesienią umierają kwiaty, jak znikają motyle, jak zimą część przyrody zamiera, a część… po prostu umiera. Zajadamy zwierzęta godząc się z ich śmiercią. Żegnamy ze łzami w oczach domowych pupilów: psy, koty, ptaki, rybki. W telewizji na naszych oczach umierają setki, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. Mamy świadomość, że coś się rodzi, rozwija, zmienia i umiera. Jest to stała w naszym życiu. Jest początek i koniec. Śmierć jest na wyciągnięcie ręki. Mamy jej świadomość, godzimy się z nią, akceptujemy.


Ale czy to nie jest tak, że godzimy się i akceptujemy, bo nie dotyczy ona nas? Smuci nas Tsunami w Japonii, ale czy wzbudza to w nas jakieś głębsze przemyślenia o nas samych?


Spoglądając na uczestników konduktu, a później przyglądając się, gdy skupieni stali nad mogiłą uświadomiłem sobie ilu z nich niedługo też odejdzie. I wtedy zadałem sobie pytanie: Czy można oswoić się ze śmiercią swoją lub bliskich?


I odpowiedziałem sobie: NIE MOŻNA.


Śmierć może nam spowszednieć, jak żołnierzowi na polu walki, jak lekarzowi w karetce pogotowia, jak księdzu udzielającemu ostatniego namaszczenia, jednak nigdy nie oswoimy się ze śmiercią, która otrze się o nas.


Można się przygotować na śmierć bliskiej osoby, czy swoją własną, mając np. świadomość stanu zdrowia lub wieku, ale zawsze będzie ona dla nas zaskoczeniem. Nie można się jednak oswoić ze śmiercią, bo jest ona zawsze nieznanym. Jest zaskoczeniem tym większym, im mniejsze jest prawdopodobieństwo jej nadejścia. Śmierć kogoś bliskiego zawsze będzie dla nas stratą na którą się nie godzimy, bez względu na to, jak bardzo na nią byliśmy przygotowani.


A własna śmierć? Po co o niej myśleć, skoro, gdy nadejdzie i tak nie będziemy wiedzieli, że to koniec. Vivite!! Tempus fugit.


 

WNIOSEK: ŻYCIE NIE JEST KULĄ, MA SWÓJ POCZĄTEK I KONIEC.



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM