niedziela, 13 listopada 2011

PREZENT DLA NIEGONierozwiązywalny problem: Co kupić facetowi na prezent? To pytanie spędza sen z powiek milionom kobiet, którym przydarzyło się w życiu nieszczęście posiadać swojego faceta na własność. Powtarzający się wiecznie dylemat, że może to, a może tamto. Efekt jest najczęściej ten sam, facet z uśmiechem na twarzy odpowiada na prawie sakramentalne pytanie: - I jak? Podoba Ci się kochanie?? - przeciągłym: - Taaaaaaaaaaaaa!!! - lub też z dobrze zagranym entuzjazmem: - Oooooooooooooczywiście!!! - w myślach mówiąc zazwyczaj: - O ja pierdole!!! Już nic bardziej durnego wymyśleć nie mogła!!!!


I tym o to sposobem my mężczyźni stajemy się kolekcjonerami nieużywanych: krawatów, koszul, perfum, pasków, skarpetek, swetrów, pulowerów, szalików, czapek, rękawiczek; nieprzeczytanych książek; nienoszonych breloczków; gadżetów;  pierdół i pierdółek;  które mają mieć NIBY zadanie bycia nie tylko UŻYTKOWYMI, ale również mają posiadać zabarwienie SENTYMENTALNE.


Dla mężczyzny nie ma nic gorszego jak dostać niechciany, nieodpowiedni, nieudany prezent, który dawany jest z wodospadem uczuć, i który trzeba przyjąć z uśmiechem wspinając się na wyżyny intelektualno - aktorskie, aby zapewnić obdarowującą o swoim szczęściu i dozgonnej wdzięczności. Bleeeee!!!!


Dlatego faceci tak bardzo nie lubią niespodzianek. Niespodzianka, to z reguły nieprzemyślane przekonanie partnerki, że dana rzecz jest nam albo niezbędna, albo przynajmniej potrzebna, w najgorszym wypadku jest dla nas miła (rzecz, nie partnerka). I tu jest clou porażki. Większości kobiet TYLKO SIĘ WYDAJE, że znają potrzeby mężczyzny, mimo, iż towarzyszy temu przekonanie, że są w tej sferze nieomylne. Niestety, ale to MY - FACECI zainfekowaliśmy kobiece umysły wirusem nieomylności bojąc się im powiedzieć prosto w oczy, że znowu obdarowały nas niechcianym szajsem. Ot po prostu mięczaki jesteśmy i tyle, i kroi nam się serce, gdy mamy powiedzieć, że w szafie jest już dwadzieścia krawatów, a zdążyliśmy założyć dopiero trzy, przez ostatnie trzy lata i ten 21-wszy, nie koniecznie musi być szczęśliwym "oczkiem". KOBIETY!!! DAJCIE SOBIE NA LUZ Z TYMI NIESPODZIANKAMI. Lepiej zapytajcie co chcemy dostać, tak będzie prościej i lepiej dla NAS i dla WAS.


No, ale niestety, nie każdy mężczyzna wie co chciałby dostać. Varium et mutabile semper femina - mawiał rzekomo Wergiliusz, ale chyba wypowiadając te słowa, nigdy nie zagłębił się tak naprawdę w naturę mężczyzny, bo nie ma na świecie istoty bardziej marudnej, wybrednej, niezadowolonej, i często niezdecydowanej do ostatniej chwili niż facet. Facet niby wie czego chce, ale zawsze szuka czegoś lepszego, przez co nigdy do końca nie jest zadowolony z tego co ma, więc jak tu takiemu kupić prezent? Kobieta COŚ dostaje i jest szczęśliwa. Facet coś dostaje, jest szczęśliwy, ale … no właśnie, zawsze jest jakieś ale, którego głośno nie wypowie:… ale to mogłoby być zielone, a nie czerwone;… ale to mogło być mniejsze; … ale po co wydawać na to tyle pieniędzy; … ale takie tanie, pewnie szybko się zepsuje; … ale… ale.


I co zrobić z takimi, którzy nie wiedzą czego chcą? Recepta jest prosta. Po pierwsze prezent, który ma zadowolić mężczyznę musi być związany z jego zainteresowaniami. Musicie poświęcić sporo czasu i przeprowadzić odpowiedni wywiad, jeżeli nie chcecie zapytać wprost: - Co Ci kupić na gwiazdkę? Tylko pamiętajcie o jednym, aby sprawdzić, czy facet już nie ma tego czegoś, co chcecie mu kupić, a gdy już coś wybieracie na czym się kompletnie nie znacie, to zapytajcie o wybór eksperta przekazując mu maximum informacji, aby on mógł coś wam wybrać. Jeżeli i ta metoda zawiedzie z jakiś powodów to …


Przy wyborze prezentu dla swojego faceta kierujcie się następującymi zasadami. Po pierwsze facet musi mieć możliwość pochwalenia się swoim prezentem innym facetom. Jeżeli nie ma takiej możliwości, a swoją radość będzie musiał trawić w samotności, to nie będzie w 100% szczęśliwym. Po drugie o tym prezencie musi mieć możliwość sobie pogadać z innymi. To mężczyznę nobilituje, a jednocześnie pozwala się pochwalić, jak bardzo ma inteligentną partnerkę, która go omawianym prezentem obdarowała. Po trzecie prezent mam być rynkową nowością, która pozwoli zarówno się pochwalić, jak i o nim pogadać. Jeżeli nie jest nowością, to niech przynajmniej ma do tej pory niespotykaną funkcjonalność, którą można zainteresować innych. Po czwarte prezent nie może być tani. Jeżeli, któryś z facetów wmawia Wam kochane kobiety, że jest przeszczęśliwy, że dostał np. pudełeczko własnej roboty na zdjęcia, to znaczy, że stara się być miły, albo jest pieprznięty.


Jeżeli będziecie stosować się do powyższych porad to gwarantuję, że każdy prezent, jaki zafundujecie swojemu facetowi zostanie przyjęty z nieudawaną radością, a słowa, które wówczas usłyszycie nie będą kurtuazyjnym podziękowaniem, ale najszczęśliwszą i najprawdziwszą prawdę.


I na koniec. Naprawdę nie myślcie, że wiecie co mężczyźnie jest potrzebne do życia, bo prawda jest taka, że tak jak faceci nie rozumieją kobiet, tak kobiety nie rozumieją facetów. Amen.

 


WNIOSEK: ŚWIAT KOBIET I MĘŻCZYZN, MIMO IŻ JEST TAKI SAM, JEST ZUPEŁNIE INNY.



piątek, 11 listopada 2011

NOWY SYMBOL NA KOSZULKACH REPREZENTACJI POLSKII co z tym orzełkiem? Problem, jak z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, albo z tym na sali sejmowej. Zajmujemy się jak zawsze pierdołami, a rzeczy ważne leżą i gniją.

 

Problem narodowy - orzełek na koszulce piłkarskiej. I kogo to? Mnie to gila, i nawet nie powiem gdzie. Nagle wielcy patrioci polscy zaczynają krzyczeć o profanacji, jaką NIBY jest zamiana emblematu z orłem na emblemat orłopodobny, ot takie skrzyżowanie orła z piłką. Czyżby Polska reprezentacja nagle miałaby zacząć grać jeszcze gorzej (o ile to jeszcze możliwe) po zamianie emblematu na piersi? Zresztą pytanie na której piersi, bo gdy się poogląda materiały zdjęciowe i filmowe TV, to naszym operatorom, a może montażystom coś się pierdoli, bo raz nowe logo jest na lewej, a raz na prawej piersi.

 

Nie pytam czy Polacy (czyt. reprezentacja) są wstanie grać gorzej, bo pewnie się da, My przecież wszystko potrafimy.  Pytam się, kto nagle stał się takim narodowcem i patriotą, że nagle orzeł staje się tak bliski jego sercu? Jakoś Polacy (znaczy się MY), nie garną się do lekcji historii, czy patriotyzmu, a nasi przedstawiciele sejmowi nie garną się do tego, aby "Polska była Polską". Dziś w Warszawie pokazano, jak wygląda rozumienie patriotyzmu i niepodległości. Ci, co napierdalali kamieniami, petardami i robili burdy z pewnością kochają orzełka na koszulce reprezentacji Polski. Pytanie: Czy rozumieją czym on jest?

 

W dupie mam orzełka na koszulce, bardziej mnie martwi to co się dzieje w moim kraju. Orzełek ma mi w czymś pomóc? Szczególnie ten na koszulce? Olał tę koszulkę, można będzie przynajmniej zrobić miss mokrego podkoszulka. Zajmijmy się innymi problemami, które wciąż czekają na rozwiązanie. Może zamiast wydzierać ryja o kawałek szmaty na plecach szmaciarzy, jak to niektórzy kolokwialnie, chociaż niekoniecznie bez racji stwierdzają, warto byłoby zając się np. polską służbą zdrowia i wykopać np. taką Kopacz z kolejnego stołka, żeby jej się dupa do niego za bardzo nie przyssała.

 

Znowu mamy problem narodowy, który tak naprawdę większość z nas gówno obchodzi, ale przecież warto narobić trochę szumu, aby na chwilę oderwać nas od rzeczywistości. Jak na razie to codziennie widać, jak wiele nas dzieli, a coraz trudniej znaleźć to, co jednoczy. A może znowu potrzebna jest jakaś wojna, abyśmy zrozumieli czym jest jedność, patriotyzm, niepodległość?

 

WNIOSEK: POLSKĘ MA SIĘ "W PIERSI", A NIE … NA PIERSI.



środa, 09 listopada 2011

Polityka przypominająca trochę szambo, w którym co rusz na wierzch wypływa nowe gówno, a smród zawsze pozostaje ten sam, jest w swojej istocie nudna, gdy wącha się wciąż ten sam odór. Jednak tym razem znajdując trochę czasu i ochoty do skreślenia tych paru słów, chciałbym odnieść się do tego, co dużo ludzi widzi wokół siebie, a często przemilcza z lenistwa, i czym jest już zmęczona.


Tytułowe pytanie: "Co się zmienia w polityce?", jest na miejscu w kontekście wczorajszych wyborów na Marszałka Sejmu. Wybrano kobietę. Dobrze, to czy źle? Jeżeli chodzi o płeć, to nie ma to kompletnie żadnego znaczenia, oprócz pewnej poprawności politycznej. Pytanie, czy kobieta - TA KOBIETA, poradzi sobie na TYM stanowisku, gdzie trzeba być katalizatorem różnych nastrojów, orędownikiem równowagi, strażnikiem poprawności, nie tylko politycznej, ale również kulturowej? Nie sądzę. Myślę, że jest to wybór czysto polityczny i już wkrótce okaże się, że Pani Kopacz nie będzie potrafiła chwycić za pysk tych, którzy ten pysk mają niewyparzony, a Ci którzy mają "twarz" zamiast pyska i tak nie będą mieli szansy jej otworzyć.

EWA KOPACZ MARSZAŁEK SEJMU

"Co się zmienia w polityce?". Po wyborach do Sejmu można by było twierdzić, że wiele, bo takie były i nadzieje i prognozy. Czy jednak tak się stało? Poniekąd tak. Rozpada się SLD, PiS też wjechało na mieliznę, a szybki nurt polityki zaczyna podmywać ich fundamenty. Jednak czy to coś zmieniło? Moim skromnym zdaniem nic. Ci krzykacze, dla których nic się nie liczy poza "Smoleńskiem" nadal są tylko krzykaczami, a nie merytorycznymi partnerami do budowania gospodarki i siły politycznej Polski. Ci, którzy byli marginesem politycznym nadal nim pozostają, a hasła przez nich "krzyczane" głosem o sile ratlerka dalej są tymi samymi, niesłyszalnymi poszczekiwaniami.


Czy porażka SLD i PiS, sukces Palikota, marazm PO nauczyła kogoś czegoś? Jak widać nikogo i niczego. Wczorajsza PIERWSZA DEBATA SEJMOWA pokazała, jak płytka jest nasza myśl polityczna, jak bardzo jesteśmy zakompleksieni i jak bardzo głównym celem jest dokopać innym. Dziś też nie było lepiej.


A gdzie interes Polski? A gdzie spełnienie ślubowania poselskiego? Jeszcze Sejm dobrze nie zaczął funkcjonować, a już znowu zaczyna zalatywać targowicą, szambem, wylewaniem pomyj, ubliżaniem czyli Nowy Sejm - Stara Szopka. Co tu dużo gadać, taka jest właśnie Polska, i taką jaką mamy w Sejmie widzę wokół siebie na co dzień.


Parafrazując pewien filmowy tytuł reżysera, którego film pozwoliłem sobie tknąć w poprzedniej notce, można by było rzec: - Wszyscy jesteśmy Burakami*.


A tak najlepiej powiedzieć, że ma się to w dupie.


* - jeżeli, ktoś poczuł się dotknięty, to mogę dodać z nadzieją: - Jeszcze Polska nie zginęła …

 


WNIOSEK:  ŁATWO TRZYMAJĄC CUDZY PALEC W DUPIE WYKRZYCZEĆ: - MAM CIĘ W DUPIE!!!



środa, 19 października 2011

Porażka!!


Od tego wyrazu zaczynam recenzję mocno rozreklamowanego filmu Koterskiego "Baby są jakieś inne". Dlaczego porażka? Dlatego, że ten film mnie po prostu zmęczył.


Po haśle "Seksmisja XXI wieku" spodziewałem się naprawdę dobrej komedii z kultowymi tekstami, które na długo wbiją się w moją pamięć. Kilka tekstów po wyjściu z kina zapamiętałem, ale już po kilku dniach od obejrzenia w głowie "ciemność widzę, ciemność".


Ten film ma tyle wspólnego z seksmisją, co świński ogon z korkociągiem, czyli oprócz tego, że jest zakręcony to nic poza tym. Sam film daje się OGLĄDAĆ przez jakieś 20 minut, później jeżeli chodzi o słowo FILM, jest to totalna porażka. Nie wiem jak inni, ale ja nie jestem przyzwyczajony do filmu w którym KOMPLETNIE NIC SIĘ NIE DZIEJE, a jedyną atrakcją jest dialog i to miejscami nie dość, że nie śmieszny to jeszcze głupi i sztuczny.


Przez cały film obserwujemy jak dwóch gości jedzie samochodem i rozmawia. To ma być film? Gdyby to była sztuka teatralna i to wystawiona jako monodram z wewnętrznym dialogiem bohatera, byłoby to strawne i do przyjęcia. Oczywiście nie w wymiarze prawie dwóch godzin, ale w wymiarze sztuki. Po mniej więcej 40 minutach zamknąłem oczy i zacząłem po prostu słuchać, bo tego filmu nie da się oglądać. Jazda w nocy samochodem męczy wzrok i właśnie tak się czułem - zmęczony. Ci, którzy wybierają się na dłuższe nocne eskapady  samochodem wiedzą o czym mówię. Po 40 minutach jazdy z bohaterami filmu czułem się zmęczony i miałem ochotę wysiąść. I co niektórzy wysiedli. Kilka osób opuściło seans przed jego końcem i myślę, że nie byli to Ci, którym chciało się siku, lub dostali pilną wiadomość. Po prostu - film był zatrważająco nudny, jeżeli chodzi o sferę wizualną. Jeżeli do tego nie rozumiało się jeszcze dowcipu, jaki serwował reżyser, to porażka murowana.


Ten film, gdyby stał się audycją radiową, lub też niezbyt długim skeczem kabaretowym byłby świeży, dobry, odpowiednio skupiałby uwagę widza, a tych, którzy lubią dowcip w stylu Koterskiego pewnie by zadowolił. Niestety, mimo, że się uśmiałem kilka razy z odgrzanych dowcipów i powiedzeń, to jednak uważam swój czas spędzony na "Babach" za czas stracony, a na pewno za czas, który przyprawił mój wzrok o "mdłości".


Jeżeli wybieracie się na przereklamowaną produkcję "Baby są jakieś inne" to serdecznie odradzam. Proponuję poczekać, aż się ukaże DVD i wrzucić je do odtwarzacza, puścić głośno i pójść do kuchni myć naczynia, sprzątać toaletę, robić pranie czy prasowanie, powycierać kurze lub … kogutowi, czyli zająć się czymś pożytecznym, bo i tak jedyne, co w tym filmie warte jest obejrzenia jest to, co się … słyszy, a i to w dość, niestety, miernym wydaniu.


Gra aktorska słabiutka i naciągana, momentami nudna i kompletnie nie śmieszna. Pastisz rzeczywistości pomacany po wierzchu, zaakcentowany, ale rozmyty i niedosłodzony, przypomina bardziej brudną bryję niż kompot w którym można byłoby wyłowić jakieś śliweczki.



To moje zdanie, ale przecież BABY SĄ JAKIEŚ INNE, więc może ktoś już obejrzał to arcydzieło i ma zupełnie inne zdanie niż ja? W końcu do kina na tę kiczowatą szmirę walą ludzie drzwiami i oknami, a najgłośniej i najczęściej w kinie śmiały się BABY, pewnie dlatego, że są jakieś inne i pewnie dlatego, że film to satyra właśnie na facetów. Potrafię śmiać się z siebie, ale to co widziałem było nie śmieszne, a żałosne. Ale, cóż, znowu widać jak wiele może zdziałać dobra reklama, podparta paroma chwytliwymi populistycznymi hasłami. Osobiście na miejscu Machulskiego pozwałbym do sądu producentów filmu, za porównywanie "Bab" do "Seksmisji",  bo to już nawet nie jest niesmaczne, to już jest po prostu ubliżanie.


I jeszcze jedno, może mi ktoś powie dlaczego Koterski do wszystkich swoich filmów wpycha swego lekkoniepełnosprytnego synka? Tego też jakoś nie kumam.


Kum. Kum.

 


WNIOSEK: BABY SĄ JAKIEŚ INNE, A FACECI … TACY SAMI.



poniedziałek, 10 października 2011

No to mamy ludeczkowie mili PO wyborach. Jak widać społeczeństwo jest jednak dość sfrustrowane skoro Palikot stał się TRZECIĄ(!!) siłą polityczną w RP na nadchodzące cztery lata. I nie ma się co dziwić. Jak wynika z sondaży na Palikota postawili głównie ludzie młodzi, którzy nie boją się nowych wyzwań, a jednocześnie mierzi już ich indolencja obecnie panujących polityków. Przy okazji wyborów Polska, jako jedyny obecnie kraj na świecie, dzięki Panu Palikotowi, będzie miała  posła transseksualistę - Annę Grodzką z Krakowa. Wcześniej taki zaszczyt miały parlamenty Włoch i Nowej Zelandii, a więc Polska załapała się na pudło. A mówi się, że jesteśmy tacy pruderyjni, zaściankowi i homofobiczni, ale nie o tym miało być.


Jak już wyżej napisałem na Palikota postawili ludzie młodzi, a także … pies Polarnego - Suk Marki Bokser. W niedzielny poranek wybraliśmy się z Sukiem na spacer, a że Polar miał przy sobie dowód jak najbardziej osobisty, postanowił, że przy okazji wybierze się na wybory.


Deszcz lał niemiłosiernie, że psa by się na taką pogodę nie wygoniło. Niestety fizjologia jest silniejsza niż przeciwności meteorologiczne, więc jak mus to mus, spacer musiał być … i już. Spacerując trafiliśmy pod punkt Obwodowej Komisji Wyborczej, a że napieprzało żabami, jak w czasach Noego (nie tego z Matrixa, jakby cóś) to Polarny sprawdził przy okazji, jak bardzo tolerancyjni są członkowie komisji wyborczej i w pieprzył się wszedł do lokalu z Sukiem.

 

SUK MARKI BOKSER


Okazało się, że naród na północy jest równie tolerancyjny, jak ten na południu wybierając Panią (Pana?) Grodzką i pozwolił Polarnemu zagłosować do spóły z Sukiem. Skreśliliśmy krzyżyk w tylko nam znanym miejscu i mieliśmy wychodzić, ale Sukiem zainteresowała się jedna z Pań w komisji. Od słowa do słowa zaczęła się rozmowa, merdanie, mruczenie, głaskanie. Ot normalna procedura powyborcza w lokalu wyborczym. Pani była zachwycona ułożeniem Suka mimo, iż ta nigdzie się nie układała, bo posadzka był niedywanowa, a więc zimna. Na koniec tej sielanki, aby podkreślić ułożenie Suka, postanowiliśmy dać głos na pożegnanie.


- Suk!! Siad!! - zarzucił stanowczym, aczkolwiek cichym głosem Polar.


Pies wykonał polecenie bez szemrania, ciekawie rozglądając się co dalej.


- Daj głos!!! - padło hasło potwierdzone odpowiednim znakiem, który znał Suk.


Suk nigdy nie szczeka. Ot taka marka psa. Szczeka tylko w czasie ataku, lub na wyraźne polecenie. Tym razem nie było kogo, atakować więc pozostało dostosować się do polecenia, więc z "ust" Suka padło wymowne, stanowcze i głośne: - Hau!!!


Członkowie komisji roześmieli się, a Pan (chyba) Przewodniczący z uśmiechem stwierdził: - To pewnie był głos na kota. Pali - kota. I zaśmiał się jeszcze raz.


Polarny był zdziwiony, że apolityczny skład komisji śmiał w czasie ciszy wyborczej zdradzić swoje preferencje polityczne, a może raczej zapytać o preferencje polityczne Suka. Suk miał jednak to głęboko pod futrem, a że faktycznie czasami na koty szczeka, to insza inszość.


Pani od głaskania dodała z uśmiechem: - To był najważniejszy głos.


- Nie. -zaprzeczył Polarny - To Polska Jest Najważniejsza!!! - dodał z półszyderczym uśmiechem i wraz z Sukiem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i oddaniu podwójnego głosu na "Palikota", udał się w domowe pielesze.

 


WNIOSEK: PIES, JAK I CZŁOWIEK, SWÓJ ROZUM MA.



wtorek, 04 października 2011

Moje hasło przedwyborcze:


Lepiej na piechotę z Palikotem, niż z Kaczyńskim samolotem.


Ta światła i przewodnia myśl towarzyszy mi od kilku dni, gdy pomyślę o zbliżających się wyborach. Czemu Palikot? Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie i merytorycznie, aby być wiarygodnym. Brakuje również argumentów, gdy widzi się, jakich kandydatów wystawia Ruch Poparcia Palikota (patrz wywiad poniżej).


 

Czy można uwierzyć, że tacy ludzie są w stanie coś zmienić, skoro wybudzeni w środku nocy z pewnością mieliby problem z poprawnym podaniem swojego imienia i nazwiska? Nie można i ja nie wierzę, że coś zmienią.


Zadziwiające, jak szybko partia Palikota zdobywa popularność. Nie jest to popularność oparta na merytorycznych uzasadnieniach, popartych przykładami wiarygodności kandydatów, ich umiejętności politycznych czy ekonomicznych, czy chociażby porządnym wizerunkiem osoby, której można zaufać i o której wysokim poziomie inteligencji nie ma się wątpliwości. To taka trochę popularność internetowa, podawana z ust do ust ciekawostka, która jak kula śniegowa zbiera na siebie coraz większe rzesze ciekawskich, co z tego wyniknie.


Dlaczego Janusz Palikot zdobywa taką popularność? Tu odpowiedź nasuwa się raczej sama. Jako kontrast, jako przeciwwaga dla zastanej rzeczywistości. Polacy chcą zmian, chociażby po to, aby wpuścić trochę nowego powietrza. Piszę nowego, a nie świeżego, bo ze świeżością może być tu różnie i wkrótce może się okazać, że jest to powiew o zapachu zgniłych jaj i na pewno nie będą to wyziewy z wód termalnych Ojca Rydzyka. Poparcie dla Palikota opiera się również na nieświadomość ludzi, że Partia, to nie sam Palikot. Ludzi myślą, że jak poprą Palikota, to właśnie jego myśl i sposób działania, a także plany i projekty będą miały szansę realizacji. Nic bardziej mylnego. Palikot to również ludzie, jakimi się otacza. Mieliśmy już świętej pamięci Andrzeja Leppera i jego świtę. Kim byli ludzie go otaczający wszyscy wiedzą. Gdyby oni mieli rządzić państwem daleko ta nasza szkapa by nie pojechała. Kierowana przez Palikota również daleko by nie zajechała, a najprawdopodobniej potknęłaby się o własne kopyta i wybiła ostatnią parę zębów o puste koryto.


Polacy mając dość bezpłciowego PSL, bezjajecznego SLD, ogłuszonego PO odcinającego kupony ze swojej popularności, i histerycznego PiSu. Szukają alternatywy. I nie przeszkadza im, że ta alternatywa jest pusta jak murzyński tam-tam, który daleko niesie głosem, ale w środku jest po prostu pusty. Nie przeszkadza Polakom wprowadzić na sejmowe salony partię Palikota, bo przecież już mieliśmy różne mutanty w polskiej polityce, więc ten nowy - palikotowy, niczemu nie zaszkodzi. Może nie będzie lepiej, ale będzie co najmniej ciekawiej. W końcu Polacy zawsze mieli jakiegoś swojego trefnisia, raz mądrzejszego raz głupszego, ale zawsze dbał o rozrywkę gawiedzi.


Jak bardzo musi być sfrustrowany polityką Polak, że chwyta się czegoś takiego jak Ruch Poparcia Palikota. Co nam Palikot może zaoferować? Kandydatów na poziomie Piotra Tylkowskiego? Retorykę z czasów Leppera i Człowieka O Końskiej Twarzy? Czemu nie, skoro SLD może nam zafundować Katarzynę Lenart (spot ze striptizem?),

 

 

 

PiS urwanego ze sznurka i nie mającego kontaktu z rzeczywistością Jarosława, PSL pieprzącego trzy po trzy głosem żółwia po skończonej przed chwilą orgii Pana Przewodniczącego, a PO bandę zachowawczych marionetek, które więcej grają w teatrze lalek niż dotrzymują przedwyborczych obietnic.


Czemu Palikot? Ponieważ przy władzy już byli wszyscy i jak na razie, wszyscy oprócz Palikota pokazali co potrafią. Wiemy, między czym, a czym możemy wybierać. Palikot, mimo pewnych występów jest niewiadomą, a Polacy lubią hazard. A może jednak Pan Janusz coś stworzy? Mam w tym temacie poważne wątpliwości, ale jednak oddam głos na Palikota. Nie dlatego, że go lubię, czy dlatego, że podoba mi się jego program wyborczy, którego szanse zrealizowania są równie nikłe, jak trafienie przeze mnie szóstki w totka, ale dlatego, żebym miał w przyszłości o kim i o czym pisać. Motywacja dobra, jak każda inna - równie mało merytoryczna.

 


 

WNIOSEK: DOKONYWANIE WYBORU MIĘDZY PUSTYM, A … PUSTYM, TO NIE LADA SZTUKA, SZCZEGÓLNIE, GDY ZAKŁADA SIĘ, ŻE CHCE SIĘ MIEĆ PEŁNE.



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM