środa, 19 października 2011

Porażka!!


Od tego wyrazu zaczynam recenzję mocno rozreklamowanego filmu Koterskiego "Baby są jakieś inne". Dlaczego porażka? Dlatego, że ten film mnie po prostu zmęczył.


Po haśle "Seksmisja XXI wieku" spodziewałem się naprawdę dobrej komedii z kultowymi tekstami, które na długo wbiją się w moją pamięć. Kilka tekstów po wyjściu z kina zapamiętałem, ale już po kilku dniach od obejrzenia w głowie "ciemność widzę, ciemność".


Ten film ma tyle wspólnego z seksmisją, co świński ogon z korkociągiem, czyli oprócz tego, że jest zakręcony to nic poza tym. Sam film daje się OGLĄDAĆ przez jakieś 20 minut, później jeżeli chodzi o słowo FILM, jest to totalna porażka. Nie wiem jak inni, ale ja nie jestem przyzwyczajony do filmu w którym KOMPLETNIE NIC SIĘ NIE DZIEJE, a jedyną atrakcją jest dialog i to miejscami nie dość, że nie śmieszny to jeszcze głupi i sztuczny.


Przez cały film obserwujemy jak dwóch gości jedzie samochodem i rozmawia. To ma być film? Gdyby to była sztuka teatralna i to wystawiona jako monodram z wewnętrznym dialogiem bohatera, byłoby to strawne i do przyjęcia. Oczywiście nie w wymiarze prawie dwóch godzin, ale w wymiarze sztuki. Po mniej więcej 40 minutach zamknąłem oczy i zacząłem po prostu słuchać, bo tego filmu nie da się oglądać. Jazda w nocy samochodem męczy wzrok i właśnie tak się czułem - zmęczony. Ci, którzy wybierają się na dłuższe nocne eskapady  samochodem wiedzą o czym mówię. Po 40 minutach jazdy z bohaterami filmu czułem się zmęczony i miałem ochotę wysiąść. I co niektórzy wysiedli. Kilka osób opuściło seans przed jego końcem i myślę, że nie byli to Ci, którym chciało się siku, lub dostali pilną wiadomość. Po prostu - film był zatrważająco nudny, jeżeli chodzi o sferę wizualną. Jeżeli do tego nie rozumiało się jeszcze dowcipu, jaki serwował reżyser, to porażka murowana.


Ten film, gdyby stał się audycją radiową, lub też niezbyt długim skeczem kabaretowym byłby świeży, dobry, odpowiednio skupiałby uwagę widza, a tych, którzy lubią dowcip w stylu Koterskiego pewnie by zadowolił. Niestety, mimo, że się uśmiałem kilka razy z odgrzanych dowcipów i powiedzeń, to jednak uważam swój czas spędzony na "Babach" za czas stracony, a na pewno za czas, który przyprawił mój wzrok o "mdłości".


Jeżeli wybieracie się na przereklamowaną produkcję "Baby są jakieś inne" to serdecznie odradzam. Proponuję poczekać, aż się ukaże DVD i wrzucić je do odtwarzacza, puścić głośno i pójść do kuchni myć naczynia, sprzątać toaletę, robić pranie czy prasowanie, powycierać kurze lub … kogutowi, czyli zająć się czymś pożytecznym, bo i tak jedyne, co w tym filmie warte jest obejrzenia jest to, co się … słyszy, a i to w dość, niestety, miernym wydaniu.


Gra aktorska słabiutka i naciągana, momentami nudna i kompletnie nie śmieszna. Pastisz rzeczywistości pomacany po wierzchu, zaakcentowany, ale rozmyty i niedosłodzony, przypomina bardziej brudną bryję niż kompot w którym można byłoby wyłowić jakieś śliweczki.



To moje zdanie, ale przecież BABY SĄ JAKIEŚ INNE, więc może ktoś już obejrzał to arcydzieło i ma zupełnie inne zdanie niż ja? W końcu do kina na tę kiczowatą szmirę walą ludzie drzwiami i oknami, a najgłośniej i najczęściej w kinie śmiały się BABY, pewnie dlatego, że są jakieś inne i pewnie dlatego, że film to satyra właśnie na facetów. Potrafię śmiać się z siebie, ale to co widziałem było nie śmieszne, a żałosne. Ale, cóż, znowu widać jak wiele może zdziałać dobra reklama, podparta paroma chwytliwymi populistycznymi hasłami. Osobiście na miejscu Machulskiego pozwałbym do sądu producentów filmu, za porównywanie "Bab" do "Seksmisji",  bo to już nawet nie jest niesmaczne, to już jest po prostu ubliżanie.


I jeszcze jedno, może mi ktoś powie dlaczego Koterski do wszystkich swoich filmów wpycha swego lekkoniepełnosprytnego synka? Tego też jakoś nie kumam.


Kum. Kum.

 


WNIOSEK: BABY SĄ JAKIEŚ INNE, A FACECI … TACY SAMI.



poniedziałek, 10 października 2011

No to mamy ludeczkowie mili PO wyborach. Jak widać społeczeństwo jest jednak dość sfrustrowane skoro Palikot stał się TRZECIĄ(!!) siłą polityczną w RP na nadchodzące cztery lata. I nie ma się co dziwić. Jak wynika z sondaży na Palikota postawili głównie ludzie młodzi, którzy nie boją się nowych wyzwań, a jednocześnie mierzi już ich indolencja obecnie panujących polityków. Przy okazji wyborów Polska, jako jedyny obecnie kraj na świecie, dzięki Panu Palikotowi, będzie miała  posła transseksualistę - Annę Grodzką z Krakowa. Wcześniej taki zaszczyt miały parlamenty Włoch i Nowej Zelandii, a więc Polska załapała się na pudło. A mówi się, że jesteśmy tacy pruderyjni, zaściankowi i homofobiczni, ale nie o tym miało być.


Jak już wyżej napisałem na Palikota postawili ludzie młodzi, a także … pies Polarnego - Suk Marki Bokser. W niedzielny poranek wybraliśmy się z Sukiem na spacer, a że Polar miał przy sobie dowód jak najbardziej osobisty, postanowił, że przy okazji wybierze się na wybory.


Deszcz lał niemiłosiernie, że psa by się na taką pogodę nie wygoniło. Niestety fizjologia jest silniejsza niż przeciwności meteorologiczne, więc jak mus to mus, spacer musiał być … i już. Spacerując trafiliśmy pod punkt Obwodowej Komisji Wyborczej, a że napieprzało żabami, jak w czasach Noego (nie tego z Matrixa, jakby cóś) to Polarny sprawdził przy okazji, jak bardzo tolerancyjni są członkowie komisji wyborczej i w pieprzył się wszedł do lokalu z Sukiem.

 

SUK MARKI BOKSER


Okazało się, że naród na północy jest równie tolerancyjny, jak ten na południu wybierając Panią (Pana?) Grodzką i pozwolił Polarnemu zagłosować do spóły z Sukiem. Skreśliliśmy krzyżyk w tylko nam znanym miejscu i mieliśmy wychodzić, ale Sukiem zainteresowała się jedna z Pań w komisji. Od słowa do słowa zaczęła się rozmowa, merdanie, mruczenie, głaskanie. Ot normalna procedura powyborcza w lokalu wyborczym. Pani była zachwycona ułożeniem Suka mimo, iż ta nigdzie się nie układała, bo posadzka był niedywanowa, a więc zimna. Na koniec tej sielanki, aby podkreślić ułożenie Suka, postanowiliśmy dać głos na pożegnanie.


- Suk!! Siad!! - zarzucił stanowczym, aczkolwiek cichym głosem Polar.


Pies wykonał polecenie bez szemrania, ciekawie rozglądając się co dalej.


- Daj głos!!! - padło hasło potwierdzone odpowiednim znakiem, który znał Suk.


Suk nigdy nie szczeka. Ot taka marka psa. Szczeka tylko w czasie ataku, lub na wyraźne polecenie. Tym razem nie było kogo, atakować więc pozostało dostosować się do polecenia, więc z "ust" Suka padło wymowne, stanowcze i głośne: - Hau!!!


Członkowie komisji roześmieli się, a Pan (chyba) Przewodniczący z uśmiechem stwierdził: - To pewnie był głos na kota. Pali - kota. I zaśmiał się jeszcze raz.


Polarny był zdziwiony, że apolityczny skład komisji śmiał w czasie ciszy wyborczej zdradzić swoje preferencje polityczne, a może raczej zapytać o preferencje polityczne Suka. Suk miał jednak to głęboko pod futrem, a że faktycznie czasami na koty szczeka, to insza inszość.


Pani od głaskania dodała z uśmiechem: - To był najważniejszy głos.


- Nie. -zaprzeczył Polarny - To Polska Jest Najważniejsza!!! - dodał z półszyderczym uśmiechem i wraz z Sukiem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i oddaniu podwójnego głosu na "Palikota", udał się w domowe pielesze.

 


WNIOSEK: PIES, JAK I CZŁOWIEK, SWÓJ ROZUM MA.



wtorek, 04 października 2011

Moje hasło przedwyborcze:


Lepiej na piechotę z Palikotem, niż z Kaczyńskim samolotem.


Ta światła i przewodnia myśl towarzyszy mi od kilku dni, gdy pomyślę o zbliżających się wyborach. Czemu Palikot? Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie i merytorycznie, aby być wiarygodnym. Brakuje również argumentów, gdy widzi się, jakich kandydatów wystawia Ruch Poparcia Palikota (patrz wywiad poniżej).


 

Czy można uwierzyć, że tacy ludzie są w stanie coś zmienić, skoro wybudzeni w środku nocy z pewnością mieliby problem z poprawnym podaniem swojego imienia i nazwiska? Nie można i ja nie wierzę, że coś zmienią.


Zadziwiające, jak szybko partia Palikota zdobywa popularność. Nie jest to popularność oparta na merytorycznych uzasadnieniach, popartych przykładami wiarygodności kandydatów, ich umiejętności politycznych czy ekonomicznych, czy chociażby porządnym wizerunkiem osoby, której można zaufać i o której wysokim poziomie inteligencji nie ma się wątpliwości. To taka trochę popularność internetowa, podawana z ust do ust ciekawostka, która jak kula śniegowa zbiera na siebie coraz większe rzesze ciekawskich, co z tego wyniknie.


Dlaczego Janusz Palikot zdobywa taką popularność? Tu odpowiedź nasuwa się raczej sama. Jako kontrast, jako przeciwwaga dla zastanej rzeczywistości. Polacy chcą zmian, chociażby po to, aby wpuścić trochę nowego powietrza. Piszę nowego, a nie świeżego, bo ze świeżością może być tu różnie i wkrótce może się okazać, że jest to powiew o zapachu zgniłych jaj i na pewno nie będą to wyziewy z wód termalnych Ojca Rydzyka. Poparcie dla Palikota opiera się również na nieświadomość ludzi, że Partia, to nie sam Palikot. Ludzi myślą, że jak poprą Palikota, to właśnie jego myśl i sposób działania, a także plany i projekty będą miały szansę realizacji. Nic bardziej mylnego. Palikot to również ludzie, jakimi się otacza. Mieliśmy już świętej pamięci Andrzeja Leppera i jego świtę. Kim byli ludzie go otaczający wszyscy wiedzą. Gdyby oni mieli rządzić państwem daleko ta nasza szkapa by nie pojechała. Kierowana przez Palikota również daleko by nie zajechała, a najprawdopodobniej potknęłaby się o własne kopyta i wybiła ostatnią parę zębów o puste koryto.


Polacy mając dość bezpłciowego PSL, bezjajecznego SLD, ogłuszonego PO odcinającego kupony ze swojej popularności, i histerycznego PiSu. Szukają alternatywy. I nie przeszkadza im, że ta alternatywa jest pusta jak murzyński tam-tam, który daleko niesie głosem, ale w środku jest po prostu pusty. Nie przeszkadza Polakom wprowadzić na sejmowe salony partię Palikota, bo przecież już mieliśmy różne mutanty w polskiej polityce, więc ten nowy - palikotowy, niczemu nie zaszkodzi. Może nie będzie lepiej, ale będzie co najmniej ciekawiej. W końcu Polacy zawsze mieli jakiegoś swojego trefnisia, raz mądrzejszego raz głupszego, ale zawsze dbał o rozrywkę gawiedzi.


Jak bardzo musi być sfrustrowany polityką Polak, że chwyta się czegoś takiego jak Ruch Poparcia Palikota. Co nam Palikot może zaoferować? Kandydatów na poziomie Piotra Tylkowskiego? Retorykę z czasów Leppera i Człowieka O Końskiej Twarzy? Czemu nie, skoro SLD może nam zafundować Katarzynę Lenart (spot ze striptizem?),

 

 

 

PiS urwanego ze sznurka i nie mającego kontaktu z rzeczywistością Jarosława, PSL pieprzącego trzy po trzy głosem żółwia po skończonej przed chwilą orgii Pana Przewodniczącego, a PO bandę zachowawczych marionetek, które więcej grają w teatrze lalek niż dotrzymują przedwyborczych obietnic.


Czemu Palikot? Ponieważ przy władzy już byli wszyscy i jak na razie, wszyscy oprócz Palikota pokazali co potrafią. Wiemy, między czym, a czym możemy wybierać. Palikot, mimo pewnych występów jest niewiadomą, a Polacy lubią hazard. A może jednak Pan Janusz coś stworzy? Mam w tym temacie poważne wątpliwości, ale jednak oddam głos na Palikota. Nie dlatego, że go lubię, czy dlatego, że podoba mi się jego program wyborczy, którego szanse zrealizowania są równie nikłe, jak trafienie przeze mnie szóstki w totka, ale dlatego, żebym miał w przyszłości o kim i o czym pisać. Motywacja dobra, jak każda inna - równie mało merytoryczna.

 


 

WNIOSEK: DOKONYWANIE WYBORU MIĘDZY PUSTYM, A … PUSTYM, TO NIE LADA SZTUKA, SZCZEGÓLNIE, GDY ZAKŁADA SIĘ, ŻE CHCE SIĘ MIEĆ PEŁNE.



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM