środa, 31 października 2007

 

Większość z Was wierzących (lub nie), wyruszy jutro na groby swoich bliskich. Część wyruszy już dziś, by groby te przygotować do święta. Jak już tam będziecie, rozejrzyjcie się wokół siebie i sprawdźcie, czy nie ma tam miejsc zapomnianych przez Waszego Boga i Naszych ludzi. Zróbcie tam trochę porządków i postawcie świeczkę w imię tych, którzy zapomnieli, nie mogli przyjechać, którzy nie żyją. Niech to będzie świeczka pamięci o tych zapomnianych.
Osobiście chcę być skremowany, aby Ci, którzy pozostaną nie mieli problemu zapomnienia o grobie, bo go po prostu nie będzie. Jeżeli umrę w ich pamięci, to mój grób już i tak nie będzie nikomu potrzebny, tak ja te zapomniane, których zdjęcia zrobiłem na którymś południowym spacerze.

 ZAPOMNIANE GROBY 1

  

ZAPOMNIANE GROBY 3

 

Sto lat po śmierci nie ma tych, którzy jeszcze pamiętają

 

 

 Poświęcony symbol nadziei i zmartwych wstania ląduje na śmietniku czyli tam gdzie pamięć ludzka

 ZAPOMNIANE GROBY 4

 

 ZAPOMNIANE GROBY

Ci przy płotach mają swoje własne hitorie o których nie chciano pamiętać.

 

 

 Dzieci - umierają przedwcześnie,  jak pamięć o nich

 ZAPOMNIANY NAGROBEK

 

 ZAPOMNIANE GROBY

 

Drzewo życia i złamany krzyż śmierci. Drzewo żyje dłużej niż pamięć ludzka o tych, którzy pod nim zostali pochowani.

 

 

 Gdy czas zaciera pamięć, przyroda zaciera ślady o czym zapomnieliśmy.

 ZAPOMNIANE GROBY

 

 ZAPOMNIANE GROBY 9

 

Dwie strony pamięci. Ludzie są jednak krótkowzroczni.

 

 

 Symbole umierają wraz z pamięcią bliskich. Dla innych nie mają już swego świętego znaczenia.

 

 

 

 

ZAPOMNIANE GROBY 2

 Dla Nas też zostało trochę miejsca w ludzkiej niepamięci.

 

 

wtorek, 30 października 2007
  

Ludziska, ale jaja!!!!  Polarny zawsze wiedział, że kościół to sobie jaja robi z ludzi, no, ale teraz to sobie robi jaja na całego. Powiedziałbym, że wręcz strusie, tylko boję się, żeby się na mnie jakiś struś nie obraził, bo po cholerę mi problemy w zoo.

Polskę objeżdża laleczka dla ubogich, pod którą gdzieś tam w zakamarkach zakamuflowano jakieś stare kości psychicznie chorego dzieciaka, którego później psychicznie chorzy okrzyknęli świętym.

nasz święty brat pinokio 
Już samo wybieranie na świętego jest dla mnie pogiętym pomysłem jak kilogram gwoździ po czwartym prostowaniu, a tu jeszcze lalę do kościołów wprowadzają. No ja rozumiem, że niektórzy księża to już dmuchane lale od dawna na plebanii posiadają, ale żeby tak bezczelnie z tym do ludzi wychodzić??? I do tego, że by to była jakaś lala – lala czyli znaczy się kobiałka, ale to lala męska. Czy to nie ironia??!!! Do tego ta lala, czyli ten święty niby to, to jest jeszcze patronem tych… no… ministrantów. No fajnie to pomyślane, bo przecież księża lubią chłopców. Chociaż muszę powiedzieć, że ks. Lucek z mojej parafii to i dziewczynki na ministrantów bierze. Ciekawe dlaczego?

No ale wracając do tej lali świętego, to ten Dominik to w ogóle porąbany był. Za młodu nie żarł, by w kościele głupa palić, a nawet cegły sobie kładł do łóżka. No ja rozumie, że młody był i głupi i misiów pluszowych wtedy nie było, ale żeby z cegłami do łóżka? Nie mógł sobie jakichś innych uciech znaleźć? Na przykład pobawić się Wackiem?

Poza tym ta świętość to taka jakaś naciągana jest (jak wszystkie zresztą), bo takim dobrym być jak Dominik to każdy głupi potrafi, nawet Polarny. Polarny też kiedyś wziął na siebie winę, że flaszkę do pracy przyniósł. Później ją razem wypiliśmy z oprawcami i Polarny nie musiał stawiać, a ten co ją przyniósł, jako to ten, co nie stawiał, musiał polecieć po następną. Też mi cud … pfff.

Tak patrząc na komercyjne pomysły kościoła to proponuję od przyszłego tygodnia w kościołach pod wezwaniem NMP wystawiać takie jakieś dmuchane panienki, do których będzie mógł się pomodlić cały ciemnogród wraz ze zwolennikami kaczogrodu. W sex szopach leży tego od cholery i ciut ciut. Wystarczy tylko odpowiednio podpisać i trochę szaty zmienić, co by podwiązki nie wystawały. Wyraz twarzy czyli szeroko otwartą buzię w literkę „O” można zawsze tłumaczyć, że jest to wyraz zdziwienia, że tylu wiernych przyszło.

Idąc tym tropem proponuję wynieść na ołtarze Pinokia i nie ważne, że pewna królewna śpiewała, że jak miała chłopca z drewna i się z nim kochała to drzazgi wyciągała. Ważne, że to dobry chłopak był … no i człowiekiem w końcu został. A przecież nie każdemu klockowi to się zdarza, bo i ludziom nie wszystkim się to udaje. W tym przypadku cud na proces beatyfikacyjnym jak znalazł. Sam będę mógł występować jako świadek w tym procesie. Poza tym Pinokio to i się nawrócił i za winy żałował i jest najlepszym przykładem, jak można stać się prawdziwym człowiekiem, a nie gumową lalką w szklanym sarkofagu podpieprzonym Królewnie Śnieżce. Geppetto byłby w niebo wzięty i stałby się podwójnym świętym, gdyby … istniał.

Czekam tylko kiedy na odpuście będą sprzedawać gwizdki w kształcie krzyża, baloniki w kształcie Matki Boskiej i lizaki w kształcie Jezuska - oczywiście wiadomo gdzie będzie miał patyczek prawda? 

Zamiast wniosku fraszka Jana SZTAUDYNGERA: 

CENA ŚWIĘTOŚCI 

Była piękna, dobra, święta

Do dziś płacę alimenta

 
poniedziałek, 29 października 2007

Już nie raz na łamach tego bloga pisałem, że kobiety to dziwne stworzenia. Dziś z pracy Polarny udał się z koleżanką do bankomatu samochodem. Była okazja to się zabrałem. Dla potrzeb bloga ową koleżankę nazwijmy Agnieszka.  

 pozdrawiamy kobiety
Na parkingu Agnieszka otworzyła samochód z pilota i czym prędzej usadowiła się na miejscu pasażera. Gdy się jej spytałem czy to ja mam prowadzić, żachnęła się, mówiąc, że za często jeździ z mężem i się przesiadła. Odpaliła silnik, wrzuciła jedynkę i ruszyliśmy z miejsca. Przy wyjeździe z parkingu wrzuciła kierunkowskaz w lewo, a skręciła w prawo. Nic nie mówiłem, bo kierowcy nie należy stresować, ale pośladki miałem cały czas spięte. Jak staliśmy na skrzyżowaniu przypomniała sobie, że należy zwolnić ręczny. Oczywiście po tym jak poprawiła sobie makijaż.

Gdy podjechaliśmy do bankomatu wysiadłem, podszedłem do bankomatu, włożyłem wcześniej przygotowaną kartę, wcisnąłem odpowiednie przyciski, wbiłem pin kod, zabrałem kartę, zabrałem pieniądze, zabrałem wydruk i czekałem na Agnieszkę. Agnieszka w tym czasie poprawiała makijaż. Gdy skończyła, wysiadła z samochodu podeszła do bankomatu i zaczęła szukać karty. Po dwudziestu sekundach cała zawartość torebki znalazła się jakimś cudem na chodniku. Pomagając jej zbierać szpargały (czego tam nie było: ze 2 szminki, 2 szt. cieni, chusteczki, 3 szt. nożyczek, 3 pilniczki, 2 pęki kluczy, portfel, 3 notesiki, rozpoczęta paczka prezerwatyw, śrubokręt, 5 różnokolorowych długopisów, pióro, maskotka Kubusia Puchatka, 3 ołówki do oczu lub ust, zużyte bilety, pęk rachunków, koperty z jakąś korespondencją, 3 flakoniki perfum, dezodorant i jeszcze trochę innych szpargałów, których nie zapamiętałem) znalazłem jej kartę. Podeszła, włożyła kartę, ale okazało się, że nie pamięta pin kodu. Torebka poszła znowu w ruch. Gdzieś na jednym z rachunków znalazła zapisany pin kod. Wbiła go. Okazało się, że niepoprawnie. Wbiła go drugi raz i schowała kartkę do torebki. Wpisała sumę i zamiast wcisnąć „akceptuj” wcisnęła cancel. Cała operacja z wkładaniem karty i szukaniem pin kodu powtórzyła się, ale tym razem nic nie wylądowało na chodniku. Po wypłaceniu gotówki zwinęliśmy się,  a Agnieszka wkurzona i zdeprymowana sytuacją ruszyła z piskiem opon.

Po przejechaniu 50 metrów zawinęła rogala i z powrotem wróciła pod bankomat. Wysiadając rzuciła w moim kierunku: - Zapomniałam wydruku.

Gdy wróciła, usiadła, wyjęła szminkę poprawiła usta i ruszyła. Gdy dojeżdżaliśmy już do wyjazdu z osiedlowej uliczki Agnieszka nagle zahamowała i z okrzykiem: - Kurwa, przecież miałam wypłacić stówę a nie pięćdziesiąt - zawróciła do bankomatu. Ja w tym czasie zacząłem czym prędzej zapinać pasy.

Gdy wypłaciła brakujące pięćdziesiąt złotych, udało nam się wyjechać z osiedla. Na skrzyżowaniu przy dojeździe do pracy przejechała na wprost na czerwonym. Gdy się zatrzymała na parkingu przed naszą pracą stwierdziłem głośno, że coś strasznie śmierdzi spalenizną. W tym momencie zwolniła ręczny i jak gdyby nigdy nic po raz kolejny poprawiła makijaż.

Na koniec chciałem dodać, że Agnieszka jest rasową brunetką i że z pewnością podróż z Kubicą bolidem formuły jeden byłaby mniej emocjonująca, niż podróż z nią. No i co? Kobiety to nie dziwne stworzenia prawda?

. 

WNIOSEK: MOTYWY DZIAŁAŃ KOBIET SĄ JAK NAJDALSZE GALAKTYKI CIĄGLE NIE ODKRYTE.

 
niedziela, 28 października 2007
  

Jakoś dziś cholernie zimno, słotno, smutno i markotno, i … w ogóle brrrrr. Nic tylko nażreć się i iść spać. W związku z tą wspaniałą pogodą wpis adekwatny do warunków zewnętrznych czyli o żarciu. Jest to wpis z serii najnudniejszych w czytaniu i najtrudniejszych w komentowaniu, mało ekscytujących, nie kontrowersyjnych, a niektórzy nawet twierdzą, że głupi, bo to głupota wstawiać takie wpisy z przepisami.

W związku z tymi opiniami zastanawiam się czy nie zaprzestać wstawiać tu swoich eksperymentów kulinarnych?  No, ale jak na razie dziś jeszcze będzie kulinarnie.

To danie od początku do końca wymyślił Polarny bazując na znanych sobie kuchniach i potrawach. Jest tu coś z Polski, odrobina Włoch i Meksyku, a nawet Niderlandów, no i oczywiście jest to danie z mięsa kurczaka, bo te uwielbiam.

Fruta salsa con carne to w wolnym tłumaczeniu Mięso w sosie owocowym. Tak więc dziś przepis Polarnego na mięso w sosie owocowym z dodatkami kuchni polskiej i włoskiej i holenderskiej. Cały zestaw jest bardzo syty, szybki do zrobienia (pod warunkiem posiadania odpowiednich składników), dobrze się komponuje smakowo i wizualnie, chociaż nie należy do kuchni wykwintnych. 

 

 pierś z kurczaka w sosie owocowym, fruta salsa con carne

DANIE PODSTAWOWE:

Składniki:

- duża podwójna pierś z kurczaka;

- olej do smażenia;

- puszka czerwonej fasoli;

- 2 duże cebule;

- 2 łyżki powideł śliwkowych;

- 2 łyżki musu jabłkowego;

- ocet spirytusowy;

- łyżeczka koncentratu pomidorowego;

- cukier (łyżeczka);

- 2 ząbki czosnku;

-szczypta mielonego kminku;

- sól, pieprz do smaku;

DODATKI:

Kluski śląskie

- kilogram zmielonych gotowanych ziemniaków;

- mąka ziemniaczana;

- sól.

Warzywa w sosie holenderskim:

- mieszanka warzyw: brokuły, groszek zielony, kukurydza, groch strąkowy zielony, fasola płaskostrąkowa zielona; marchewka;

- pół kostki masła, cytryna, 2 żółtka jajek, zioła prowansalskie. 

PRZYGOTOWANIE:

Pierś kurczaka płuczemy i kroimy w paski (słupki) średnica około 1 cm. Rozgrzewamy na patelni olej i wrzucamy pokrojone mięso. Mięso smażymy do lekkiego przyrumienienia. W czasie smażenia przygotowujemy sos. Mieszamy z sobą powidła śliwkowe, mus jabłkowy, cukier, łyżeczkę octu, koncentrat pomidorowy, szczyptę mielonego kminku. Całość rozcieramy na jednolitą masę. Następnie dodajemy do tego 100 ml wody i całość mieszamy tworząc coś w rodzaju syropu. Gdy przygotowany mamy sos owocowy, rozgrzewamy ¼ kostki masła na drugiej patelni i wrzucamy na nią warzywa.

W następnej kolejności robimy kluski śląskie. Do miski wkładamy ziemniaki i dosypujemy ¼ objętości mąki ziemniaczanej, wbijamy dwa jajka i wyrabiamy wszystko na jednolitą masę z której formujemy płaskie kotleciki.

Do podsmażonego mięsa dodajemy pokrojoną w piórka cebulę i czosnek. Całość solimy, mieszamy i podsmażamy do lekkiego zrumienienia cebuli. Następnie dodajemy przygotowany przez nas sos śliwkowo – jabłkowy i całość dusimy przez około 15 minut.

Gdy mięso się dusi, a warzywa się smażą, gotujemy osoloną wodę do której wrzucamy ziemniaczane kluski. Kluski gotujemy do wypłynięcia plus 2 minuty. Kluski odcedzamy wybierakiem i wykładamy na talerz.

Gdy kluski się gotują przygotowujemy sos holenderski. Rozgrzewamy pozostałe masło, ale tak aby nie przypalić. W miseczce miksujemy mikserem dwa żółtka z sokiem z połówki cytryny, solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Do tego mixu dodajemy stopniowo lekko wystudzone masło delikatnie mieszając, tak aby powstała nam konsystencja sosu. Trzeba uważać, aby nie zważyło nam się żółtko. Przygotowany w ten sposób sos wylewamy na podsmażone warzywa (ogień pod patelnią wyłączony) i mieszamy, ewentualnie dosalając do smaku. Warzywa wykładamy na talerz obok klusek.

Do duszącego się mięsa 5 minut przed końcem duszenia dodajemy puszkę czerwonej fasoli i odkrywamy patelnie od czasu do czasu mieszając, aby sos zgęstniał. Tak przygotowane danie wykładamy na talerz obok klusek śląskich i warzyw. Kluski polewamy samym sosem.

W ten sposób otrzymujemy w czasie około 30 minut bardzo ciekawe smakowo, syte danie łączące w sobie kilka kuchni świata. Ilość składników do sosu owocowego podałem przykładową, każdy może dodać czegoś więcej lub mniej, ja czasami dodaję więcej powideł śliwkowych i cukru.

Zastanawiałem jak nazwać to danie, ale jakoś nie przychodzi mi nic ciekawego do głowy. Może Dźwiedzizna?

Smacznego. 

WNIOSEK: GOTUJĄC Z GŁOWĄ, GOTUJESZ JEDZENIE. GDY GOTUJESZ Z SERCEM TWORZYSZ SKARBY.

 
sobota, 27 października 2007

  

DZIEŃ DOBRY TO JEST NAPAD 

Dlaczego mąż idący z żoną kłania mi się, a gdy idzie sam nie? Dlaczego chłopak idący ze swoją dziewczyną kłania mi się, a idący sam, nie? Dlaczego syn idący z ojcem kłania mi się, a idący sam nie? Dlaczego ojciec idąc z synem kłania mi się, a idąc sam nie?

W naszym bloku wprowadziło się kilka nowych rodzin. Do sąsiadki wprowadziła się córka z mężem. Do innego sąsiada wprowadził się chłopak jego córki. Wprowadziła się nowa rodzina na jedno z mieszkań. Jedną z córek sąsiadek zaczął odwiedzać dość często chłopak. Ostatnio zauważyłem dziwne zjawisko Wszystkie te nowo wprowadzone samce, kłaniają mi się w windzie, na klatce, na podwórku, ale tylko w obecności: chłopaka, ojca, żony, syna, córki. Gdy spotykam się z nimi sam na sam nigdy się nie kłaniają, nie mówią dzień dobry i udają, że mnie nie znają. W większości przypadków są to osoby w wieku 18 – 25 lat. Jest też jeden sąsiad, który potrafił mnie zaczepić, abym pomógł mu uruchomić samochód, a teraz udaje w windzie, że mnie nie zna. Gdy idzie jednak z córką zawsze mi się kłania. O co tu chodzi? Każdy z nich mógłby być moim synem (gdyby wyszedł mi pierwszy numerek), a jednak to, że jestem starszy nie ma dal nich znaczenia. Kultura mówienia sąsiadom dzień dobry, czy też mówienia dzień dobry starszym osobom, jakoś zanika u współczesnej młodzieży. Przynajmniej tej z mojego bloku. Zastanawiam się tylko dlaczego?

. 

WNIOSEK: KULTURA – TO, CO ZOSTAJE, KIEDY ZAPOMNISZ WSZYSTKO CZEGO SIĘ NAUCZYŁEŚ (Selma Lagerlof).

 
czwartek, 25 października 2007
 

Taaa… to może ja napiszę coś nowego, wtedy poprzednia notka umrze? Bo właśnie zauważyłem taką prawidłowość, że po pojawieniu się nowej notki stara umiera w zapomnieniu. Tą przypadłość ma większość blogów. No, ale tymczasowo dość o blogach.

Ostatnio będąc u Córy Małej na wywiadówce, a właściwie to na spotkaniu z wychowawczynią klasy ruszono temat wychowania seksualnego. Temat ruszono jak gówno kijem. Pani coś bąknęła cichaczem fotelowym, a rodzice milczeli jakby obawiali się nawdychania cyklonu B. Dziwi mnie taka postawa rodziców w XXI wieku. Dzieci już w przedszkolu wiedzą, co to jest bzykanie i dużo lepiej kojarzą to z dupczeniem niż z Pszczółką Mają czy Bzykiem, że o innych muszkach, pszczółkach, pasikonikach i motylkach nie wspomnę. Dzieciaki drogą tajemnicy Poliszynela dowiadują się lepiej lub gorzej z czym się je, a raczej kopuluje.

CM-ka niedawno mnie zapytała: - Misiek, wiesz co to znaczy bzykać?

Oczywiście na wszelki wypadek odpowiedziałem dyplomatycznie: - Oczywiście!! – i zacząłem machać rękoma wołając: - Bzy bzy bzy!.

Na co oczywiście usłyszałem odpowiednią odpowiedź: - Wiesz Misiek, ale Ty czasami jesteś dziecinny.

 Mleczko świński sex i edukacja chrześcijańska

 No i temat bzykania w tym momencie się skończył. Oczywiście nie na długo, bo jak się okazało mała tylko sprawdzała czy Tato Miś zna młodzieżowy język, który był nie tylko młodzieżowy.

W klasie zaproponowano, aby edukacją seksualną zajął się ksiądz. Na co z olbrzymim hałasem odpowiedziała moja szczęka waląc w czasie opadania o ławkę. No to może niech księza jeszcze nauczają zakładania prezerwatyw? Hm… nie, to głupie pytanie. To akurat może wychodzić im całkiem nieźle. W każdym razie na szczęście edukacja seksualna ze strony kościoła szybko upadła zaczym dobrze się podniosła. Ja mam inny pomysł.

Biorąc pod uwagę możliwości edukacyjne szkół w zakresie bzykania oraz chęci nauczycieli do dzielenia się swymi doświadczeniami, proponuję wprowadzić do edukacyjnego obiegu na początek pornole typu soft. Zaczęlibyśmy już od starszaków w przedszkolu, później zerówka i podstawówka. Zresztą i tak świerszczyki w podziemnym obiegu są pochłaniane przez małolatów, jak niegdyś solidarnościowa bibuła przez opozycję.

Mleczko zoofilia i Czerwony Kapturek 

Po zapoznaniu się z częścią pod tytułem Soft, przeszlibyśmy do działu Midle, by ostatecznie zakończyć na Hard Porno. Na zaliczenie na szóstkę oglądałoby się Extreme Bizzar i film przyrodniczy „Jak to robimy ze zwierzątkami”.

To wcale nie jest głupi pomysł, jakby niektórzy mogli uważać. Polarny osobiście również wychował się na pornosach. W ogóle, co to za głupi pomysł, aby pornole były zakazane? Przecież w ten sposób zabierzemy młodzieży najlepsze filmy edukacyjne. Przecież bez tych filmów młodzież nie będzie potrafiła urozmaicić swojego życia seksualnego i z tego też powodu zacznie zwiększać się liczba rozwodów, która i tak jest dość duża. A przecież wiadomo, że podstawą jakiegokolwiek związku jest dobre pożycie seksualne.

Polarny dzięki pornosom nauczył się trochę angielskiego, trochę niemieckiego szczególnie utrwaliło mu się Weiter i Schnella, i biegle zaczął władać językiem … francuskim. Tak więc, aspekt edukacyjny pornoli jest bezsprzeczny i nie podlega dyskusji. Zresztą przyznajcie się, kto z Was nie oglądał pornoli? Ilu z Was nie trzyma ich w pieleszach kompa czy na DVD na szczególne okazje, a przecież nie można o Was powiedzieć, że się edukujecie? Chociaż z drugiej strony człowiek całe życie się uczy. No dobra, to kto się przyzna jakie lubi pornosy?? A może pornosy są fe i nie dobre?   

 .

WNIOSEK:   STAWIAJMY NA PORNOLE W SZKOLE I NA STOLE, ALBO NAUCZMY SIĘ W KOŃCU EDUKOWAĆ SWOJE DZIECI.

 
 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM