czwartek, 30 września 2010

Uwaga, będzie nudno.


Spora liczba ludziów, Polar nie napisze, że wielu, czy też większość, bo co niektórzy mogliby Polara zakrakać, marzy o idealnym kochanku, tudzież kochance. Ideały są różne, każdy ma coś, co go kręci. Polar nigdy nie myślał, że oficjalnie napisze, że ma … kochanka. Idealny kochanek, wcale nie musi być taki idealny, bo ideał jako taki, każdy inteligentny ludź o tym wie, nie istnieje. Ideał kochanka to kompromis, połączenie plusów i minusów, czyli wad i zalet, w jedną odpowiadającą nam całość. Często zalety przyćmiewają wady, a wady są na tyle nieinwazyjne, że zauważa się je z rzadka, albo wcale.


Polarny znalazł kochanka idealnego. Dobrze zbudowany, ale nienapakowany. Przystojny, ale nie metroseksualny, jednocześnie na tyle brzydki, aby nie podobać się wszystkim i na tyle ładny, aby znawcy(-czynie) się na nim poznały. Dobrze wyposażony przez naturę – nie za dużo i nie za mało, a w sam raz, zaśpiewaj Qahqaiku jeszcze raz. Poza tym ma jedną cechę, której brakuje wielu kochankom rodzaju żeńskiego i męskiego, można z nim pogadać.


Gadacie ze swoim autkiem? Polar gada. Ostatnio tak się z nim zagadał, że przegapił zielone i wku..wił o siódmej rano jadących do pracy. Ile różnych różowych na Polarze powieszono to pewnie nikt nie zliczy. No, ale wróćmy do kochanka idealnego.


Polar przed zakupem swego QQsia przewertował setki artykułów i forów zanim podjął decyzję. I wiecie co jest najgorsze? Najgorsze było to, że nigdzie nie otrzymał obiektywnych opinii. Zwolennicy Qashqaia wychwalali go pod niebo, a przeciwnicy jeździli po nim jak po burej suce. Zero obiektywizmu użytkowników. Polar musiał więc długo przeliczać za i przeciw i zastanawiać się co jest prawdą, a co jest kłamstwem lub efektownym chwytem marketingowym. Ot takie poznawanie kochanka z opinii innych zadowolonych lub nie zadowolonych z jego „usług”, bo z użytkownikami to jest jak z byłymi, jedni chwalą inni wskazują tylko najgorsze cechy.


Dziś Polar ma własne wyrobione zdanie i jako, że ten blog jest kompletnie o wszystkim postanowił wystawić rzetelną opinię użytkownika, niestety zadowolonego, jak na razie użytkownika. Aby było uczciwie, a przy okazji przydało się zainteresowanym czytelnikom, Polar powie o zaletach (subiektywnie) i o wadach (obiektywnie).

QASHQAI 1,5 dCi BLACK ACCENTA

Polarny miał możliwość jeżdżenia całą gamą Qashqai. Wybór padł na diesla 1,5 dCi ponieważ silnik 1,6 benzyna był zbyt mulisty i za słaby na dość ciężkiego (prawie 1500 kg) QQsia. Dwulitrowy diesel to rakieta!! Za mocna i za szybka dla zwariowanego Polara, poza tym niesprawdzony do końca filtr DPF (filtr cząstek stałych) potrafi się zapchać, gdy jeździ się po mieście i może sprawić wiele kłopotów. Spalanie w dwulitrówce też jest spore. Dwulitrowy  benzyniak to ekonomiczna porażka. Mocny, ale nie za mocny, mało zrywny, i z wirem w baku. Prawie 110 konny silnik  common rail 1,5 dCi z turbo jest najlepszym kompromisem łączącym w sobie moc, dynamikę i oszczędność jazdy. Nie wierzcie katalogom co do spalania. Diesel QQ 1,5 dCi spalał przy ekonomicznej jeździe w trasie minimum 5,2l (wskazanie komputera 4,8l), maximum przy zrywce - 6,2 litra (komputer 5,8l). W mieście minimalne spalanie to 5,6l (komputer 5,2l) i maksymalne latem 6 litrów i zimą 8. Cykl mieszany między 5,5 – 6l. Dane podane są dla samochodu z napędem na przednią oś. Polarny ze względów ekonomicznych i ze względu na to, że QQ jest jedynie crossverem, a nie terenówką, wybrał napęd na przednią oś. Napęd na cztery kółka to raczej gadżet rzadko wykorzystywany w mieście, a jednak dość paliwożerny.


Wyposażenie w wersji standardowej było do tej pory porażką, dlatego warto sobie zafundować wersję wyższą. Zalety Accenta, bo taką wersję Polar proponuje to: dwustrefowa klimatyzacja, alufelgi 17”, skórzana kierownica i gałka biegów, reflektory przeciwmgielne, elektrycznie podgrzewane i składane lusterka, tempomat, fotel kierowcy regulowany w części lędźwiowej, podłokietnik w tylnej kanapie i parę innych gadżetów. Wyższych wersji Polarny nie poleca, bo to zbędne wydawanie kasy na mało przydatne wodotryski. W standardzie jest ABS, ABD, ESP, poduszki przednie i boczne, oraz kurtyny powietrzne.


Zaletą są doskonała skrzynia biegów, duża elastyczność i dynamika silnika, wyjątkowo wygodne przednie siedzenia kubełkowe, doskonała widoczność do przodu, olbrzymie lusterka, wydajna klimatyzacja, bardzo duży bagażnik, sterowanie w kierownicy radiem, tempomatem i komputerem pokładowym. Tyle o zaletach, na jakieś pytania Polar może odpowiedzieć w komentarzach.


Aby, jednak być uczciwym, trzeba powiedzieć również o wadach polarowego Qashqaia, a jest ich trochę. Od czego by tu zacząć? Może na początek od wygody? Tylne siedzenia są zdecydowanie mało wygodne i dość twarde, ale można się do tego szybko przyzwyczaić. Dużo miejsca na nogi, trochę mało nad głową.  Jazda w 5 osób na dłuższą metę nie jest dobrym pomysłem. Wadą na pewno jest wysokość otwierania klapy bagażnika. Polarny przy swoich 178 cm, wali notorycznie głową o rant klapy. Wadą, ale i zaletą jest dość twarde zawieszenie, wadą, gdy jedzie się w długą trasę, bo za głośne, zaletą, gdy sunie się po mieście po dziurach i krawężnikach. Polarny słyszał, że zawieszenie QQ ma problemy, ale przy prawie 20 tys. w pół roku Polar tego nie zauważył, chociaż tylne słychać za bardzo, ze względu na słabe wygłuszenie bagażnika.


Niewątpliwą wadą, której Nissan za bardzo nie chce usunąć, bo nie wie jak i zwala to na jakość żarówek, jest dość częste się ich przepalanie. Polar wymieniał żarówki dwukrotnie, jak na nowy samochód i pół roku to zdecydowanie za dużo.


Słaba jest widoczność przez tylną szybę, „wsteczne” lusterko,  oraz przez tylne boczne szybki, na szczęście QQ nadrabia to naprawdę dużymi lusterkami bocznymi.


Inną dość istotną wadą jest „myszkowanie” samochodu na wybojach. Trzeba się do tego przyzwyczaić, bo nieprzyzwyczajonemu kierowcy wydaje się, że samochód zaraz ucieknie z drogi. Prawdopodobnie jest to wina systemu ESP (kontrola trakcji), bo po jego wyłączeniu samochód zachowuje się dużo lepiej.


To chyba wszystkie wady polarowego kochanka. Jak widać kochanek idealny nie istnieje. To jedynie pewne cechy, które nam są potrzebne wyróżniają go w tłumie przeciętnych. Ocenianie więc tej idealności może odbywać się tylko i wyłącznie na podstawie bilansu zalet i wad. Z czasem wady mogą okazać się na tyle istotne lub ich przybywać, że idealny kochanek przestaje być idealny, a z czasem przestaje być kochankiem. Jednak poprzedni kochanek spełniał wymagania Polara przez 10 lat, więc i dla tego przyszłość widzi świetlaną. Byłego kochanka Polara używa obecnie CD, może i jej posłuży tak samo dobrze?


Notka na zamówienie paru osób, które wypytują o QQsia. I od razu Polar zaznacza, że Nissan nie zapłacił Polarowi za ten artykuł, a Polar nie miałby nic przeciwko temu.

 


WNIOSEK: IDEAŁ ISTNIEJE TYLKO W NASZEJ WYOBRAŹNI, WIĘC NIE WARTO Z NIĄ PRZESADZAĆ.

niedziela, 26 września 2010

EKSHIBICJONIZM MISIEKCzytelniku, jeżeli wszedłeś po to, aby zobaczyć penisa Polarnego, będziesz się czuł zawiedziony. A może Polar powinien napisać czytelniczko, bo to w sumie one są bardziej zainteresowane tego rodzaju tematami? To, może inaczej. Czytelnicy, tak chyba dobrze, nie czytajcie dalej - penisa tu nie będzie, przynajmniej fizycznie.


Polarny ostatnio baaardzo polubił fotografowanie, więc w wielu miejscach pojawia się ze swoim sprzętem. I tu zaczyna się tytułowy problem. Ludzie mają awersję do aparatu fotograficznego, i to ciekawe dlaczego? Gdy Polarny pojawia się na jakichś festynach, festiwalach, pokazach, nie jest to, aż tak wielki problem, jednak, gdy Polarny wychodzi z aparatem na miasto, zaczyna się czuć, jakby chodził z wywalonym na wierzch penisem. Ludzie nie tylko patrzą na Polara ze zdziwieniem, ale również pewnym przestrachem. Dzieci uciekają przed Polarem, jak przed ekshibicjonistycznym pedofilem, dorośli chowają się, uciekają, a niektórzy nawet wyzywają.


Polarny zastanawia się, skąd bierze się ten strach przed fotografowaniem? Polarny wyszedł nie dawno z aparatem na swoje osiedle, aby cyknąć parę fotek na pewien konkurs fotograficzny. Celem były bryły bloków. Mimo, iż Polar focił tylko martwy beton, ludzie spieprzali, jakby ktoś wrzucił pomiędzy nich przestraszonego skunksa. Staruszkowie uciekali z ławeczek, dzieciaki z placu zabaw, młodzież z piwem chowała się po krzakach, a dorośli na widok aparatu pokazywali plecy lub fucka. Wszyscy niby naturalni, a jednak spierdalali stadami, jak gazele przed pożarem pampy.

EKSHIBICJONIZM BANAN

Gdy Polarny przechadzał się ze swym sprzętem na wierzchu wzbudzał niepokój, był wskazywany palcem, a za plecami słyszał jakieś mamrotanie. Gdy tylko zdejmował dekiel z tuby i przykładał sprzęt do oka ludzie pierzchali, jak na widok rzucanego granatu, albo jakby Polar rozchylił poły swego ekshibicjonistycznego płaszcza. Polarny zadał nawet pytanie pewnym osobom dlaczego się tak zachowują i nie otrzymał żadnej sensownej odpowiedzi, bo czy odpowiedź: - A tak jakoś? - można uznać za sensowną?  I jak to się ma, do tych nadmuchiwanych fotek na fotka.pl; do tych ton zdjęć na NK i na Facebook’u, do tego chwalenie się sobą w necie i nie tylko? Gdzie tu jest sens? Gdzie jest sens traktowanie Polara jakby biegał z penisem na wierzchu między ludźmi.


No i Polarny znowu się dziwi. Wszechobecne media niby pozwalają się oswoić z czymś takim, jak aparat fotograficzny lub fotoreporter, jednak chyba nie w Polsce. Gdy Polar był nie dawno w Słowacji, to tam ludzie reagują jakoś inaczej. Fotografowani z uśmiechem przyjmowali Polara i jego aparat, sami pytali się czy jakoś się ustawić, a np. w restauracji obsługa  proponowała ciekawe miejsca do sfotografowania w ich pracy. W Polsce w Tesco ochrona chciała Polara wyrzucić ze sklepu, a w sklepie z artykułami gospodarstwa domowego obsługa żądała zezwolenie od kierownictwa na fotografowanie sprzedawanych u nich produktów – normalnie jaja. Ciekawe z czego to wynika? Tylko ze strachu przed…  . No właśnie, przed czym?

 


WNIOSEK:  STRACH POTRAFI ZAĆMIĆ ROZSĄDEK.

poniedziałek, 20 września 2010
Reklama Na Blogach

PROFILAKTYKA

Przychodzi Baba do lekarza z okularami na brzuchu.

- A co Pani tak z tymi okularami? - pyta doktor.

- No sam Pan ostatnio mówił, abym uważała na ślepą kiszkę.

 


Jak przydatne są oczy tego akurat Polar nie musi nikomu tłumaczyć. Jako samiec do urodzenia, albo jeszcze wcześlepyśniej, Polar nie wyobraża sobie, aby nie pozachwycać się kształtami foczek wylegujących się na brzegu akwenu, czy też nie widzieć coś się je, ale to takie przyziemne polarowe wizje przydatności na co dzień oczu, a jest ich tak naprawdę zdecydowanie więcej. Dlatego też, gdy Polar otrzymał propozycję zareklamowanie zestawu HYABAK do pielęgnacji jednego z naszych najważniejszych zmysłów, nie zastanawiał się zbyt długo. Szczególnie, że sam spędza setki godzin miesięcznie przed komputerem i musi nosić bardzo często okulary, a jego oczy, co jakiś czas przypominają o sobie bólem osobistym lub też głowy.


Czy wiecie, że:


około 80 % informacji o otaczającym świecie dociera do nas za pośrednictwem wzroku. Czy wiesz, że godzina spędzona przed monitorem to 5,000 ruchów gałek ocznych? Szacuje się, że przeciętny polski internauta spędza ponad 5 godzin na dobę przed monitorem komputera. Dodatkowo ¾ polskich internautów w wolnym czasie ogląda telewizję. To wysiłek dla naszych oczu większy, niż są w stanie znieść. Dlatego coraz częściej odczuwamy ich zmęczenie i podrażnienie.


Wszystkiemu „winne” są nasze łzy, które zdrowym i wypoczętym oczom gwarantują komfort patrzenia. Cieniutka ich warstwa znajduje się zawsze na naszych oczach: odżywia i dotlenia powierzchnię oka, zapobiega infekcjom i wpływa na ostrość widzenia.


Taką odżywczą i ochronną dla naszego oka obecność łez zapewnia odruch mrugania. Tymczasem wpatrywanie się w monitor czy ekran powoduje obniżenie częstości mrugania: zamiast 20-25 razy na minutę mrugamy nawet tylko 1-2 razy! Oko nie jest zwilżone dostatecznie łzami i w efekcie powierzchnia gałki ocznej nadmiernie wysycha. Bardzo szybko zaczynamy odczuwać zmęczenie i podrażnienie oczu, które z czasem narasta.


 

I wtedy na pomoc przychodzi HYABAK - krople do oczu, które szybko przyniosą ulgę w przypadku zmęczenia oczu, nadmiernego łzawienia, uczucia podrażnienia lub pieczenia, swędzenia powiek, wrażenia piasku lub ciała obcego pod nimi. HYABAK jest szczególnie zalecany w przypadku noszenia soczewek kontaktowych i można go nabyć w aptekach bez recepty.


Hyabak - ulga dla Twoich oczu


HYABAK jest sponsorem konkursu (regulamin), który polega na udzieleniu odpowiedzi na dwa pytania poniżej:

1) Co najbardziej cieszy Twoje oczy?

2) Dlaczego krople HYABAK są bezpieczne?


hyabak kosmetyczkaPodpowiedzi możesz szukać na stronie internetowej Hyabak.pl


Odpowiedzi należy umieścić w komentarzu do tego wpisu do 3 X 2010 - pamiętając o podaniu adresu email!


Autor bloga wraz z przedstawicielem firmy Thea - producenta kropli HYABAK - wybiorą 10 osób, które zostaną nagrodzone zestawami HYABAK (kosmetycznka zawierające krople, okulary żelowe, film edukacyjny).

 

Moim, skromnym dźwiedzim zdaniem, już dla samych okularów warto wziąć udział w konkursie, a przy okazji można wypróbować jeszcze kropelki. Jak Polar tylko dostanie swój zestawik, to zaraz wypróbuje, jak to jest z tą ulgą przy pieczeniu oczu, bo te Polara pieką dość często. Dziesięciu najciekawiej komentujących ma szansę wypróbować, tak jak Polar, kropelki i okularki. A może Polarny pokaże się w okularkach na blogu ... hm... sprawa do przemyślenia.


WNIOSEK:BEZ PIENIĘDZY MOŻNA BYĆ SZCZĘŚLIWYM. BEZ WZROKU JEST TO DUŻO TRUDNIEJSZE.

piątek, 17 września 2010

Czy decyzja Kancelarii Prezydenta o przeniesieniu krzyża smoleńskiego jest słuszna?


1. Tak 2. Nie 3. Nie wiem.


Odpisz 1,2 lub 3 na 72530 i zobacz wynik./2.44 zł



To, że część Polaków jest potomkami krzyżaków i w spadku otrzymała zakute łby, nie jest dla Polara żadną nowością. Jednak nowością dla Polara jest hipokryzja jaka zaczyna wyłazić z poniektórych, jak słoma z butów.


Polarny ma dość pieprzenia, jak wielkim symbolem narodowym jest krzyż, a Krzyż Smoleński w szczególności. Osobiście Polarny nazwałby go Krzyż Kaczyński, ale nie o tym ma być. Dźwiedź ma dość oprócz pieprzenia o symbolice, również apoteozy smoleńskiej, która krzyżowi towarzyszy. Ma dość politykierstwa, klerykalizmu, chowania głowy w piasek przez kościół i państwo, gierek, rzygania, durnych wiadomości, które niczego nie wnoszą i do niczego nie prowadzą. Polarny ma dość Krzyżomani, tej pro i tej anty, ale przy tym wszystkim czego ma dość, w jakiś sposób szanuje tę trudną, chociaż głupią sytuację. Głupią oczywiście ze względu na charakter naszego społeczeństwa, na naszą zajebistą mądrość narodową wywodzącą się ze stodoły w Młotach Małych.


Jednak mimo głupoty, newsowania, i robienia sensacji z pierdnięcia komara, Polarnemu nie mieści się w pale, skąd się biorą pomysły na robienie kasy w tak perfidny sposób, jak to robi firma, która „wykupiła” nr 72530 i wysłała do Polara wyżej zacytowanego esa? Jak wielkim hipokrytą trzeba być, aby wpaść na taki pomysł? Polarnemu rzygać się chce, gdy czyta coś takiego i zastanawia się ilu kretynów skorzysta i odpowie na ten sms. I nawet podejrzewa z jakiej opcji odpowiedzą.


KRZYŻ SMOLEŃSKI MADE IN NOKIA


Hipokryzja w biznesie to normalność. Sprzedawanie broni zwalczającym się państwom, wspomaganie partyzantki w różnych krajach to przykłady na skalę makro. W skali mikro natomiast mamy właśnie jakąś zjeb..ną firmę, która na polskim problemie chce ukręcić jakieś kokosy. Ciekawe, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, aby zapytać Polaków smsami czy chcą, aby Lecha pochowano na Wawelu, albo czy np. Jan Paweł II nadaje się na świętego.


Pewnie znowu ktoś napisze, że Polar jest naiwny jak dziecko i się dziwi, jak Marceli Szpak, ale Polarny coraz bardziej dziwi się różnym rzeczom. Polarny zaczyna myśleć, że jakoś nie przystaje do obecnej rzeczywistości, do brudnego świata, który wciąż babra się bezsensownie w jakimś gównie. Niby jesteśmy coraz mądrzejsi, coraz logiczniejsi, coraz bardziej światli i oczytani, cywilizacyjnie jesteśmy na coraz wyższym etapie rozwoju, a Polarny ma dziwne wrażenie, że wracamy do epoki kamienia łupanego, gdzie podstawą było najeść się do porzygania, bo niewiadomo kiedy zdarzy się następny raz.


Ile jest warta godność? Czyżby wyceniono ją na 2,44 zł z VAT?

Krzyżomaniacy wrzućcie na luz.

 


WNIOSEK: NIESTETY CORAZ CZĘŚCIEJ PIENIĄDZE SĄ WAŻNIEJSZE, NIŻ GODNOŚĆ.

niedziela, 12 września 2010

Temat na Polara nie spadł jak grom z jasnego nieba, ale narodził się pod wpływem filmów obejrzanych na koszalińskim Europejskim VII Festiwalu Filmowym INTEGRACJA TY I JA. Zainteresowanych festiwalem odsyłam do ich strony, a sam zaczynam się zajmować inną stroną medalu.


Polarny nie wie, czy rozumie niepełnosprawnych, czy ich „czuje”? Ale może wypowiedzieć się na temat swoich przemyśleń w temacie tego co wdział, słyszał i czuł, a wydaje się Polarowi, że było tego wiele.


Co Polarowi rzuciło się w oczy podczas festiwalu? Życzliwość, radość, ciepło. Osoby niepełnosprawne mają ich niespotykane pokłady. I Ci z ułomnościami fizycznymi, i Ci z psychicznymi obdarowywali wszystkich bezinteresowną, niekłamaną życzliwością. Dla Polara, który żyje niestety, jak większość w świecie obłudy, zakłamania, nieszczerości, zawiści taka dawka optymizmu, uśmiechu, ciepła i życzliwości powaliła na kolana. Polar z szacunkiem schyla głowę w kierunku tych wszystkich, których na festiwalu spotkał.


RAFAŁ GRĘŹLIKOWSKIPolar był tam obcym. Był „spoza świata”. Nie był, ani jednym z nich, ani opiekunem, ani organizatorem, był widzem z atrybutem w postaci aparatu. Być może ten aparat otwierał ludzi przed Polarem, w co jednak Polar nie chce wierzyć, bo Ci ludzie w sposób naturalny byli po prostu otwarci. Polar rozmawiał z obcymi, jak z dobrymi znajomymi. Np. z Rafałem Gręźlikowskim, niepełnosprawnym sportowcem, Mistrzem Europy i Mistrzem Polski w sportach siłowych, który np. w pięcioboju siłowym wygrywał z pełnosprawnymi zostając wicemistrzem. Historia Rafała pokazuje, że siły człowiek szuka w sobie, co mogłoby potwierdzić teorię Pollyanny z komentarzy pod poprzednią notką, ale ta historia pokazuje również, że i ludzka życzliwość ma olbrzymie znaczenie w powrocie do „normalności”.


I tu należy się zastanowić, czy niepełnosprawni są „nienormalni”, czy to tylko My, Ci sprawniejsi sprowadzamy ich do roli „nienormalnych”, „innych”, „obcych”? Sprowadzamy ich bezpodstawnie, bo ciekawe kto z Macho Normalnych zmierzyłby się z Rafałem na rękę, albo na ławeczce w wyciskaniu? Kto zmierzyłby się w śpiewaniu z niewidomym 34 latkiem? Kto zmierzyłby się z autystycznym geniuszem matematyczny w wyliczaniu sześcianu dziewięciocyfrowych liczb? Pewnie niewielu, ale za to wielu będzie uważało się za „normalniejszych” od tych „nienormalnych”. Dlaczego tak się dzieje?


NIEWIDOMY PIOSENKARZTu właśnie Polar zmierza do odpowiedzenia na tytułowe pytanie: Dlaczego boimy się niepełnosprawnych? Odpowiedź nie jest prosta, ale po rozmowach z różnymi ludźmi, znajomymi i nie, Polar doszedł do paru wniosków. Po pierwsze, wielu z nas przeraża „inność” niepełnosprawnych. To nie jest odczucie, jak rasizm, czy ksenofobia, ale jest to uczcie strachu przed obcowaniem z kimś kogo problemów nie rozumiemy, z kimś kto jest inny wizualnie, czy intelektualnie. A inność jak pokazuje historia może być doskonałym powodem nawet do nienawiści.  Po drugie Polarny zauważył, że My - Ci „normalni”, boimy się tego, że Ci „nienormalni” poproszą nas o pomoc. Generalnie nie lubimy pomagać obcym, a obcym „innym” jeszcze bardziej. Po trzecie często czujemy się skrępowani tą innością, nie potrafimy wrzucić na luz i traktować kobiety bez rąk jak… kobiety, a faceta bez nóg, jak mężczyzny. A tak naprawdę to często nie potrafimy tych „innych” po prostu traktować jak ludzi. Według naszych schematów myślowych bliżej im do UFO, niż do ludzi. Stąd prosty wniosek, że problem tkwi w Nas – normalnych, a nie w inności osób niepełnosprawnych. Tak naprawdę to My normalni jesteśmy nienormalni, bo nie potrafimy zaakceptować tej inności. To My budujemy podziały na normalnych i nienormalnych, tworząc w ten sposób różne światy. A przecież świat jest jeden, i dla niewidomych, i głuchych, dla tych bez rąk i bez nóg, dla tych sparaliżowanych i dla tych, którzy mają problem z poziomem intelektualnym, i dla tych którzy mają wszystko na miejscu – tych „normalnych” również. To „My Normalni” budujemy podziały, bariery, zasieki. Od małego nie akceptujemy inności, krzywdząc tych, którzy i tak już zostali skrzywdzeni przez życie, naturę, chorobę, rodzinę.


Filmy, które udało się obejrzeć Polarowi pokazały jak silni są niepełnosprawni, a jak bardzo ułomni w swych poglądach i schematach myślowych są pełnosprawni. A czego chcą niepełnosprawni? To z filmów krzyczało najbardziej. Chcą tylko nie czuć się jak małpy w zoo, chcą, aby na każdym kroku nie przypominano im o ich niepełnosprawności. Marzeniem ich jest, jak to powiedziała dziewczyna bez rąk w filmie „Matka”: „aby ludzie zapomnieli, że rozmawiają z niepełnosprawnym, to największe marzenie”. Niepełnosprawni chcą się czuć po prostu zwykłymi ludźmi, a nie dziwolągami, mutantami, Alienami ze statku Nostromo.. Oczekują jedynie zwykłej życzliwości, zrozumienia i szacunku należnego innemu człowiekowi.


Ten krótki kolaż zdjęciowy dedykuje nam wszystkim, i tym „normalnym” i „nienormalnym”, abyśmy nie zapominali, że wszyscy jesteśmy ludźmi.


 

 

 

WNIOSEK: „INNOŚĆ” TO NIE ZAKAŹNA CHOROBA, TO ZRZĄDZENIE LOSU. NIE ZAPOMINAJMY, ŻE JUTRO MY MOŻEMY STAĆ SIĘ „INNI”.

środa, 08 września 2010

W dniu wczorajszym na VII Europejskim Festiwalu Filmowym „INTEGRACJA TY I JA” w Koszalinie miało miejsce wydarzenie można by rzecz, precedensowe, ponieważ w tym dniu ze swoim recitalem po czteroletniej przerwie wystąpiła była liderka zespołu Varius Manx – Monika Kuszyńska.


Z pewnością nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przerwę w karierze wokalistki spowodował tragiczny w skutkach wypadek samochodowy, a także to, że piosenkarka wystąpiła … na wózku inwalidzkim. Jej zapowiadany przed wakacjami come back nastąpił!!


Monika dojrzała do tego, aby w końcu uznać swoją inność i powrócić z pełną energią do normalnego życia, a także życia scenicznego, które jednak z powodu paraliżu od pasa w dół normalne jednak nie będzie. Wokalistka wystąpiła z godzinnym koncertem w której przypomniała widzom i słuchaczom kawałki z repertuaru Varius Manx, utwory solowe, a także najnowszą produkcję stworzoną w team z Beatą Bednarz, która jak to powiedziała wokalistka była jej aniołem, który pomógł jej uwierzyć w siebie i powrócić na scenę.


Monika Kuszyńska we wcześniejszych wywiadach wypowiadała się, że wypadek i to co się stało pozwoliło jej spojrzeć zupełnie inaczej na życie, na jego sens. Kiedyś zajmowała się błahostkami, skupiając się na własnej urodzie, "kulcie ciała" i doprowadzania do perfekcji swego głosu. Jak powiedziała na koncercie wypadek zmienił jej podejścia do życia i kwestii życiowych priorytetów.


Na początku koncertu Monika była bardzo spięta, z trudem wydobywała głos i widać było, że trema stopuje jej głos i przymyka usta. Na wstępie zaznaczyła, że się bardzo boi, ponieważ po raz pierwszy będzie publicznie śpiewać na wózku. Koncert Moniki był gestem z jej strony w kierunku integracji świata ludzi sprawnych ze światem ludzi niepełnosprawnych. W ten sposób chciała zamanifestować nie tylko swoją dojrzałość życiową, ale również fakt, że niepełnosprawni to nie inna kategoria ludzi, że niepełnosprawność nie odbiera chęci do życia, talentu, a przede wszystkim … miłości. Tak, tak… to nie pomyłka, Polar napisał miłości, bo tak naprawdę na nogi nie postawiła Moniki (według Polarnego) ani rehabilitacja, ani psychiatrzy, ani też Beata Bednarz, ale właśnie miłość. Miłość w innym wymiarze, przemyślana dojrzała, która nie narodziła się w mgnieniu oka – od pierwszego wyjrzenia, ale rosła i dojrzewała wraz z upływającym w inwalidztwie czasem. Tą miłością, jak mniema Polarny obdarował Monikę Kuba Raczyński, były saksofonista Varius Manx dla którego Monika była aniołem i natchnieniem. To dzięki tej nienachalnej miłości, wytrwałości i ciepłu Kuba stał się dla Moniki kimś bardzo ważnym i jak wydaje się Polarowi chyba najważniejszym w jej życiu. Dzięki temu Monika uwierzyła w siebie, w to, że jest kobietą, atrakcyjną kobietą, ma talent i jest jeszcze sens robić w życiu coś więcej niż siedzieć na wózku.


Koncert otworzyła "Słabość jest siłą", jednak najważniejszym  z utworów nagranym ostatnio przez Monikę jest „Nowa rodzę się” stworzony przy udziale Beaty Bednarz i jej dedykowany. Myślę, że piosenka w swej treści była również dedykowana Kubie, który "wprowadził" Monikę z wózkiem na scenę, a także, który jej akompaniował na instrumentach dętych w czasie koncertu.


 

Fotorelacja z koncertu Moniki Kuszyńskiej - Koszalin 2010



Monika zaśpiewała również po raz pierwszy publicznie utwór przygotowany niegdyś z Varius Manx na konkursowy występ w Sopocie, na który niestety nie dojechała. Nigdy nie odważyła się zaśpiewać tej piosenki, której słowa mając zupełnie inny wydźwięk przed wypadkiem, po nim nabrały zupełnie innego metaforycznego znaczenia. Wczoraj ten utwór został zaśpiewany, chyba jako podsumowanie i rozliczenie z przeszłością.


Monika z minuty na minutę się rozkręcała. Trema puszczała, a jej miejsce zaczynała pomału wślizgiwać się radość. Co raz częściej na ustach piosenkarki gościł uśmiech i coraz częściej mówiła w przerwach między utworami do publiczności, aby na sam koniec zacząć prawie tańczyć w swoim wózku, zachęcając widownię do wspólnej zabawy przy utworze Stanisława Sojki „Tolerancja”.


 


Come Back Moniki Kuszyńskiej wypadł znakomicie, mimo iż czuć było jeszcze momentami słabość jej głosu i strach przed publicznością. Klimatyczne utwory, niezwykła w swym składzie publiczność nadawały temu wydarzeniu niespotykanego smaku. Jednak najważniejsze to przełamanie się Moniki, które pokazywało, jak naprawdę silny potrafi być człowiek dzięki przyjaciołom, miłości i pasji. Monika swym koncertem udowodniła nie tylko sobie, że jest silna, ma charakter, a świat nie kończy się wraz z utratą władzy w nogach, ale także ludziom zdrowym, że niepełnosprawni są takimi samymi ludźmi jak Ci sprawni i tak samo zasługują na miłość, szacunek i przyjaciół.


Polar w czasie koncertu mając uprawnienia fotoreportera nie tylko focił Monikę, ale także słuchając zastanawiał się (nie po raz pierwszy w swym życiu) jak kruche jest zdrowie, i jak ważna jest w życiu miłość i przyjaźń, które pozwalając przezwyciężyć najcięższe chwile, powodują, że nadal chce się tak bardzo żyć.

 

 


WNIOSEK: MIŁOŚĆ TO PANACEUM NA WIELE DOLEGLIWOŚCI DUSZY, ALE TEŻ I CIAŁA. DZIĘKI NIEJ LUDZIE POTRAFIĄ PODNIEŚĆ SIĘ Z KOLAN I PRZYWRÓCIĆ NADZIEJĘ NA LEPSZE JUTRO.


UPDATE DO NOTKI (10.09.2010)

Jak się okazuje Koncert w Koszalinie nie był pierwszym koncertem Pani Moniki Kuszyńskiej, ponieważ 9 lipca 2010 roku dała wspólny koncert z Beatą Bednarz w Dzięgielowie. Za wprowadzenie w błąd czytelników przepraszam. Mniemam jednak, że jest to pierwszy INDYWIDUALNY koncert wokalistki.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM