poniedziałek, 29 września 2008


Oczywiście jest to pytanie retoryczne i dotyczące również płci pięknej, a nie tylko brzydkiej, jakby sugerowała końcówka fleksyjna tytułowego pytania.

Pytanie z nagłówka może być retorycznym dla Polarnego, ale nie koniecznie musi być takim samym dla czytelników tego (jak to kiedyś ładnie napisał pewien mój wielbiciel) Szajsbloga.

Czym jest egoizm w formie ścisłej definicji? Otóż Egoizm [łac. ego ‘ja’] określany jest często jako rodzaj postawy życiowej charakteryzującej się wysoką dbałością o dobro i interesy własne bądź osób najbliższych oraz przedkładaniem ich nad dobro i interes innych. Niektóre źródła poszerzają tę definicję o stwierdzenie, że jest to nadmierna albo wyłączna miłość do samego siebie, ale to już raczej byłby narcyzm lub ewentualnie egotyzm.

 

CHANEL EGOISTE PLATINUM

 

....Ostatnio nawet moje futro pachnie Egoiste – Platinum.

 

Jak na tym tle wygląda pojęcie Egoista? Egoista kieruje się własnym dobrem i interesem, odnosi wszystko do siebie, a pryzmat jego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość jest budowany na podstawie własnego Ja.

Mając na względzie przytoczone definicje czy jest ktoś kto nie jest egoistą? Moim zdaniem niema. Stąd też moja ocena pytania zaliczająca je do pytań retorycznych.

Stawiam więc tezę, że każdy w życiu jest egoistą. Jest to teza będąca dla mnie dogmatem, który możecie spróbować podważyć. Nie interesuje mnie jak odbierane jest to określenie i jego pejoratywny wydźwięk. Społecznie jesteśmy wszyscy egoistami zdolnymi od czasu do czasu do działań altruistycznych, jeżeli oczywiście te działania również i nam przyniosą odpowiednie korzyści.

Czy w życiu nie kierujemy się w swoich działaniach własnym dobrem i dobrem najbliższych? Czy częściej nie przedkładamy własnego dobra nad dobro społeczne? Czy hasło koszula bliższa ciału nie jest przypadkiem Waszą i Naszą codziennością?

Polarny jest zajebistym egoistą. Zawsze stawia swój interes na pierwszym miejscu, chociaż zdarza mu się zadziałać altruistycznie, ale i tak zawsze z tych działań czerpie jakąś korzyść, chociażby samozadowolenie. Dlatego też nazwanie Polarnego egoistą żadnej ujmy mu nie przynosi, bo dlaczego ma przynieść, skoro wolę, aby mnie było lepiej a nie innym? A jak innym przy okazji będzie dobrze to tylko się cieszyć.

Zastanawiam się nad tymi wszystkimi, którzy tak bardzo krzyczą o egoizmie innych. A czy nasze całe życie nie jest jedną Wielką Egoistyczną Papką podgrzewaną i przyprawianą na tysiące sposobów?

Trochę dużo pytań w tym tekście, ale odpowiadając na nie zastanówcie się ile w Was jest z egoisty, którym z pewnością tak bardzo gardzicie w swoim malutkim świecie własnych wartości. No właśnie – własnych.

Ostatnio nawet moje futro pachnie Egoiste – Platinum.

 

WNIOSEK: EGOISTA – TEN, KTÓRY WIĘCEJ DBA O SIEBIE NIŻ O MNIE. (Tuwim)

sobota, 27 września 2008

 


Kobiety wiecznie próbują wmówić nam mężczyznom, że wszystko co robią z sobą, robią przede wszystkim dla siebie. Twierdzą nieodmiennie, że depilują sobie cipki, bo tak jest wygodniej i higieniczniej, golą sobie nogi, bo tak jest lepiej i estetyczniej. Malują sobie oczy i usta, aby ładniej wyglądać dla siebie, a nie po to aby ukryć pewne wady swej przecudnej i niepowtarzalnej urody, a jednocześnie uatrakcyjnić się w oczach mężczyzn.

OBCASY LATEKSOWE KOZAKI

Zawsze potrafią znaleźć wymówkę w tym co robią, aby nie stwierdzić, że robią to dla facetów. No, bo jakże to tak? Przecież faceci nie są kobietom do niczego potrzebni!!!

Ostatnio zauważyłem, że w różnego rodzaju filmach kobiety w domu chodzą w butach. Ba, żeby to w zwykłych butach, ale one chodzą w najwyższych szpilkach. Nie są to filmy li tylko amerykańskie, ale również i nasze rodzime. Jakoś nie zauważam, aby moi znajomi chodzili w butach po mieszkaniu.

Kobieta w szpilkach w kuchni to dla mnie coś kompletnie nienormalnego. Zresztą również jestem przeciwnikiem chodzenia w butach po mieszkaniu zarówno kobiet jak i mężczyzn.

Dziwnym jest dla mnie, gdy kobieta po przyjściu z pracy wchodzi w szpilkach do kuchni i zaczyna przygotowywać obiad, a mężczyzna siada np. w fotelu i zaczyna prasówkę, i nie chodzi tu o patriarchalny obraz jaki tu maluję, ale właśnie o buty na nogach.

 

 

 

DOMINACJA KOBIET

 

Zresztą w ogóle zastanawiam się czym kobiety wytłumaczą mi tym razem noszenie butów na wysokim obcasie, a tym bardziej szpilek. O ile mi wiadomo buty na wysokim obcasie są niewygodne, chodzenie w nich męczy nogi, napina niepotrzebnie ścięgna i męczy łydki. Mimo to kobiety uwielbiają buty na wysokim obcasie. Paradoks czy masochizm?

Po co kobieta nosi wysokie obcasy, jak nie dla mężczyzn? Po co? Jeżeli nie po to by wyszczuplić łydkę i wydłużyć nogę, a jednocześnie dodać sobie wzrostu, bo rzekomo faceci lubią wysoki z nogami do samej szyi. Po co? Jeżeli nie po to, aby skusić mężczyznę i zawładnąć jego umysłem, albo portfelem.

Poza tym facetów kręcą wysokie obcasy. Nie znam takich, którzy nie chcieliby mieć kobiety w łóżku w butach na wysokim obcasie. Ale co innego przyjemność, a co innego codzienność. Szpilki w łóżku? OK.! W kuchni? Stanowczo nie!!! No, chyba, że za chwilę pójdziemy do łóżka.

 

 

 

 

 

WNIOSEK: KOBIETA UWAŻAJĄCA SIĘ ZA INTELIGENTNĄ UWAŻA MĘŻCZYZNĘ ZA DODATEK DO ŻYCIA, INTELIGENTNA ZA SWOJE ŻYCIE.

czwartek, 25 września 2008

Kochani Polarny nie interesuje się zbytnio gospodarką światową. Ba! Nawet nie bardzo interesuje się gospodarką krajową, a gospodarka własnego gospodarstwa jest prowadzona na tyle intuicyjnie, aby nie zdechnąć z głodu. Jednak ostatnie wystąpienie Pana z Buszu Amerykańskiego zastanowiło Polarnego i wysłało po rozum do głowy. Że tego rozumu nie wiele to każden wie, ale zawsze jakaś tam odrobina jest, jak to w każdej głupocie jest ziarnko mądrości, a w każdej plotce odrobina prawdy.

 

PIENIĄDZE DOLARY MONEY DOLARS

 

 

Wielkie banki, znane domy maklerskie i insze takie instytucje zawsze składają jakieś rekomendacje typu sprzedaj kupuj. Polarny postanowił włączyć się w tą zabawę i stać się mało kompetentnym źródłem informacji gospodarczej analizującym obecne trendy gospodarcze w Polsce i na świcie. A prościej mówiąc popieprzę bez sensu, a wy poudajecie, że Was to kręci. Ok?

Biorąc pod uwagę wystąpienie Busha, obiektywnie każdy laik w temacie polityki gospodarczej, na czele z Polarnym, wie, że musi być naprawdę nie dobrze skoro Busz wylazł ze swojej skorupki. Niebotyczna suma 700 mld dolarów wskazuje, że Senat amerykański nie koniecznie musi się zgodzić na proponowany projekt wykupienia długów sektora bankowego, co może oznaczać, że recesja pójdzie głębiej i inwestycje amerykańskie staną nad przepaścią zastanawiając się czy nie zrobić wielkiego kroku na przód. Dla zobrazowania o jaką sumę do wyciągnięcia z budżetu USA chodzi to napiszę, że jest to suma stanowiąca odpowiednik ponad 5 polskich budżetów rocznych. Taka sytuacja może iść w dwóch kierunkach:

1. Senat nie da pieniędzy i amerykańska gospodarka spadnie na mordę, a za nią dolar.

2. Senat da pieniądze na podtrzymanie banków, ale na tyle nadwyręży amerykański budżet, że nikt nie uwierzy, że coś się poprawi i gospodarka poleci na ryj, a za nią dolar.

Rekomendacja? Sprzedaj dolary kup złotówki.

Za taką rekomendacją przemawia dodatkowo silna złotówka i wysokie oprocentowania na lokatach oszczędnościowych.

Europejska gospodarka też kuleje na jedną ze swoich 27 nóg. Pierwszą nogą, którą dotknęła podagra gospodarcza jest Irlandia. Kraj, który był przedstawiany przez Donaldu Tusku, jako wzór cudu gospodarczego pokazał jednak, że cudów nie ma. Obecnie dla odmiany Włochy zaczyna dotykać artretyzm gospodarczy, co w efekcie prowadzi do ochwacenia gospodarki europejskiej na drugą już nóżkę, a w kolejce czekają następne: Niemcy, Hiszpania, Portugalia. To zapowiada, że euro niedługo też może dostać czkawki.

Rekomendacja? Zamień euro na złotówki.

Co mamy jeszcze w portfelu? Trochę franków. Hm… niskie oprocentowanie kredytów we frankach, ale i niskie oprocentowanie lokat, więc odpada. Wydaje się, że frank całkiem niedawno osiągnął swoje dno, ale to chyba jeszcze się powtórzy i to dużo niżej. Jak poleci euro poleci i frank.

Rekomendacja? Czekać. Ewentualnie zamienić na złotówki.

Na jenach się nie znam, ale mogę domniemywać, że tanie obecnie kredyty w jenach mogą pociągnąć tę walutę w dół.

Rekomendacja? Czekać.

I co fajnie mi wyszło?

Rekomendacja? Chwalić i zamieniać wszystko na złotówki. Jeżeli ktoś zarobi na moich radach chcę 10% zysku w ramach podatku od głupoty.

 

WNIOSEK: TAK SOBIE PIEPRZĘ.

poniedziałek, 22 września 2008

- Mamo która jest godzina? – podciągając kołdrę pod szyję spytała Małgosia.

- Minęła północ. Śpij już kochanie. – Z pewnym zatroskaniem w głosie odpowiedziała mama.

- Ale tatuś jeszcze nie wrócił. Zawsze mi opowiadał bajkę.

- Śpij kochanie. Jest śnieżyca, może zasypało drogę z pracy i nie zdążył na ostatni autobus. Zobacz Beatka już śpi.  Ty też już zaśnij kochanie.

Wielkie płaty śniegu stawały się coraz drobniejsze zamieniając się w ostre lodowe igiełki. Widać było, że zbliża się mróz. Matka usiadła przy łóżku dziewczynek i zaczęła cicho opowiadać bajkę, którą zawsze opowiadał na dobranoc tato. Tym razem była to bajka o wędrowcu, który szukał w świecie szczęścia. Już po kilku zdaniach mała Małgosia zasnęła wtulona w plecy młodszej siostry.

Śnieg przestał już padać, a na szybie pokoju pojawiły się pierwsze malunki kreślone mroźnym oddechem zimy. Mąż nie wracał. Nigdy nie zdarzało mu się nie wrócić z pracy na noc. Niepokój matki narastał z każdą godziną. Tak, jak wcześniej tłumaczyła córce, tak teraz tłumaczyła sobie, że Romek pewnie nie zdążył na autobus i wrócił się do pracy, by tam przeczekać zamieć i wróci porannym autobusem.

Godziny oczekiwania dłużyły się niemiłosiernie. Oczy matki wpatrzone w śpiące dziewczynki, mętniały coraz bardziej, a powieki stawały się coraz cięższe. Nawet nie czuła kiedy głowa opadła jej na poduszkę przy dzieciach i zasnęła.

Ze snu wyrwał ją natarczywy dzwonek u drzwi i głośne pukanie. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest i co się dzieje. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na budzik stojący na dziecięcym biurku. Było piętnaście po szóstej. W tym momencie zrozumiała, że czekając na męża przysnęła obok dzieci.

Dzwonek znowu odezwał się głośno, a pukanie stało się bardziej agresywne. Podniosła się z łóżka, zarzuciła szlafrok i udała się w kierunku drzwi zastanawiając się, kto się tak dobija. Czyżby Romek zapomniał kluczy?

Gdy spojrzała przez wizjer była jeszcze bardziej zdziwiona. Przed drzwiami stał umundurowany milicjant. Otworzyła drżącymi rękami drzwi.

- Czy Pani Maria K.? – zapytał ściszonym głosem milicjant.

- Tak. Czy coś się stało? – ze ściśniętym gardłem wydukała Maria.

- Czy mogę wejść? – zapytał milicjant i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka zamykając za sobą drzwi. – Czy dzieci jeszcze śpią?

- Tak. Śpią. Czy coś się stało? Coś z Romkiem? Proszę mi natychmiast powiedzieć!!! – zdławionym głosem prawie wyszeptała Maria.

- Pani mąż nie żyje. Znaleziono go przed szóstą niedaleko domu w zaspie. Prawdopodobnie zamarzł.

Świat przed oczami Marii zawirował i zaczął szybko uciekać. Przypomniała sobie śpiące dzieci, męża żegnającego się przed wyjściem do pracy i dziewczynki, które dawały mu buziaka siedząc mu na kolanach w przedpokoju. Przypomniała sobie, jak machały mu wszystkie na dowidzenia, a on odwracając się i ginąc w chmurach śniegu wysyłał im z ręki gorącego całusa. - To niemożliwe - pomyślała - przecież on był sportowcem, zdrowym młodym człowiekiem. Miał dopiero 29 lat. Jak to możliwe?

To była jej ostatnia myśl zanim zemdlona runęła w ramiona milicjanta.

 

Ta historia jest prawdziwa. To historia śmierci mojego wujka Romka który wracając z pracy dostał wylewu, wpadł w zaspę i zamarzł kilkadziesiąt metrów od domu. Nikt mu nie pomógł. Mijające go osoby, albo udawały, że nic nie widzą, albo brały go za jakiegoś pijaka, który na chwilę przysiadł na zaspie, aby odpocząć.

Skąd dziś ta historia? Przewrotnie stąd, że dziś właśnie mija dzień moich imienin. Kiedyś już debatowano na tym blogu jakie imię przypisać Polarnemu, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Każdemu nadano w dzieciństwie jakieś imię. Jednych skrzywdzono dając na imię np. Kleofas  czy Kunegunda, innych próbowano imieniem nobilitować nazywając ich np. Cezarym, Oktawianem czy Symplicjuszem, jeszcze innych naznaczano tytułując Nadzieją czy Bożydarem. 

Historie otrzymania naszych imion są tak różne, jak nasze życie, czy też historie naszych Nicków. Każdy mógłby pewnie opowiedzieć jakąś związaną ze swoim imieniem, chociaż może i wielu nigdy nie dociekało dlaczego właśnie takie imię nosi? A historie te mogą być naprawdę ciekawe.

I właśnie ta historia, którą „opowiedziałem” jest związana z imieniem. Nie z pierwszym, bo jego historii, chociaż również istnieje nie przytoczę, ale z drugim, które otrzymałem na pamiątkę po moim tragicznie zmarłym wujku. Mama nadała mi na drugie Romuald, wierząc, że dzięki temu imieniu będę równie wspaniałym człowiekiem, jak mój wuj.

Swoją drogą zawsze mnie zastanawiała ludzka znieczulicy w stosunku do osób, którym coś dzieje się na ulicy. Ulica staje się jakby miejscem niczyim. Nikt na niej nie przyznaje się do przynależności do społeczeństwa i nie poczuwa się do tego, by przygodnym ludziom nieść pomoc. Ulica to miejsce niczyje, w którym empatia zamarza bez względu na pogodę, a ludzkie uczucia siedzą przytłumione strachem przed … no właśnie przed czym?

Sorry za takie wymieszanie tematów, ale sam ostatnio jestem wymieszany, a te zakręcenie myślowe objawia się właśnie w takich dziwnych epickich konstrukcjach.

WNIOSEK: EMPATIA MOŻE SIĘ POJAWIĆ DOPIERO WTEDY, GDY POJMIESZ, ŻE WSZYSCY SĄ Z TOBĄ JAKOŚ POWIĄZANI. (OSHO)

niedziela, 21 września 2008


Ci, którzy czytają mnie na stałe wiedzą, że Koleżanka Małżonka Polarnego wyjechała na kontrakt do Irlandii. Z opowieści KM-ki wynika, że Irlandia to piękny, ale dziki kraj. Dziki przynajmniej dla Polaka. Na pewno inne zdanie będą mieli mieszkańcy Dublinu czy innych większych miejscowości, ale Ci z małych irlandzkich miasteczek potwierdzą pewnie słowa KM-ki.

Irlandia w porównaniu z Polską to jedna wielka wiocha. Za duże miasta są uważane miasteczka mające po 20 tys. mieszkańców. Jednak większość irlandzkich miasteczek to dziury mające za ledwie kilka tysięcy mieszkańców. Miasta 20 tysięczne przypominają infrastrukturą polskie stu czy dwustutysięczniki. Miasteczko KM-ki ma zaledwie lekko ponad tysiąc stałych mieszkańców, a jest rozciągnięte na przeszło 6 km obszarze. Jest zagospodarowane tak, że życzyłbym tego innym polskim miastom, że o jedno tysięcznych wsiach nie wspomnę.

Gdy tylko wyjedzie się za miasto zaczyna się średniowieczna dzicz, w których lasy są tak nieprzebyte, że nawet nie ma co marzyć o wybraniu się na grzyby.

Jako, że Polarny jest kulinarnym smakoszem skupił się nad kulinarną stroną Irlandii. Polacy oceniają, że irlandzkie żarcie jest beznadziejne.

Pierwszego dnia w swojej pracy KM-ka dostała pierwszy posiłek -  kolację (ma wyżywienie w pracy) na którą zaserwowano jej tamtejsze parówki. Stwierdziła, że przypominały one w smaku mielony papier toaletowy, albo niedosoloną soję. Nie wypadało wypluć, bo patrzyli irlandzcy współpracownicy i podopieczni. Męczyła się strasznie, a na deser dostała jakąś mleczną papkę, coś w rodzaju puddingu, tak słodką, że po kilku łyżkach prawie zwymiotowała. Rzekomo Irlandczycy jedzą strasznie słodko i strasznie tłusto. Niektórzy tłumaczą to specyfiką klimatu w którym przez 11 miesięcy pada i jest zimno jak w jaskini, a później jest już tylko lato, lato i lato.

Z innych ciekawostek kulinarnych w normalnych sklepach nie można dostać drożdży do pieczenia. Irlandzcy sklepikarze nawet, gdy mają podaną nazwę słownikową drożdży nie wiedzą o co chodzi, albo przynoszą proszek do pieczenia.

W ogóle w małych miasteczkach są raptem dwa sklepy ogólnospożywcze na krzyż i przeciętny mieszkaniec jest skazany tylko na nie, chyba, że wybierze się do większych miast do bardziej cywilizowanych sklepów. Za to znajdują się np. 3 banki, kilka salonów obuwniczych czy np. salonów samochodowych.

W normalnym irlandzkim sklepie nie uświadczysz czegoś takiego jak koper czy natka pietruszki, a przecież rosół bez pietruszki to nie rosół. Gdy KM-ka szukała kopru nikt nie rozumiał o co jej chodzi. Każdy myślał, że ona chce ubić jakiś interes, bo w angielskim deal oznacza interes, a dill – koper. W obu przypadkach wymowa jest prawie identyczna. Nawet pokazanie pisowni dill nic nie dało. Irlandczycy nie znają koperku. Nawet użycie słowa fennel nie wiele pomogło, po prostu nie ma.

W Irlandii, która płynie mlekiem i chodzi krowami nie uświadczysz kwaśnej śmietany. Słodka? Proszę bardzo, ale nie da się jej ukwasić, bo zaraz gorzknieje. Ten sam problem jest z kefirem, maślanką czy twarogiem.  W wielkich sklepach, szczególnie z półkami z polskimi towarami czasami można znaleźć. No, ale kto jedzie 100 km do sklepu po pół kilko twarogu?

Ktoś może powiedzieć, ok., nie ma twarogu, to skoro jest mleko ukwaście sobie mleko i zróbcie twaróg. Niestety nie da się. Irlandzkie mleko po skwaśnieniu robi się po prostu gorzkie i nie nadaje się do dalszego przetwarzania. Co prawda KM-ka znalazła, gdzieś w sprzedaży kwaśne mleko, ale bała się z niego robić twaróg, ale może kiedyś spróbuje.

Następny problem to pszenna mąka. Irlandzka mąka, jest jakaś taka szara, brudna i ciężka. Nie da się na nie zrobić porządnego ciasta, nie wspominając już o takich rarytasach jak pieczenie biszkoptu czy robienie tortu.

Z mąką łączy się również problem pieczywa. Irlandzkie pieczywo jest ciężkie i ciemne o dziwnym smaku, a pieczywo pszenne to jedynie chleb tostowy, który nie nadaje się do robienia kanapek.

Mówi się, że jedzenie w Irlandii jest tanie. To mit. Fakt jest tanie, jeżeli zaopatruje się w duży marketach, albo w sklepach w większych miastach. W małych miasteczkach jest drożyzna. Z ciekawostek to kilogram soli potrafi kosztować nawet kilka euro, gdy u nas kosztuje zaledwie 90 groszy. Jabłka po 4 euro.

Chemia też nie tańsza. Papier toaletowy u nas kosztuje 0,45 zł za rolkę (w ośmiopaku) , a tam 1 euro czyli ok. 3.30 zł czyli prawie 8 razy drożej, a przecież pensje nie są 8 krotnie wyższe. Ktoś może powiedzieć, że piszę bzdury, ale tam gdzie pracuje Koleżanka Małżonka takie właśnie są ceny. Zarobki wcale nie są rewelacyjne, ale najniższa pensja to na nasze około 3000 zł miesięcznie, ale przy opłatach za mieszkanie, jedzenie i codzienne potrzeby to żadna rewelacja. Szału nie ma.

 Kilogram proszku do prania kosztuje tyle co w Polsce 4 kg. W Niemczech znajoma kupuje Persil za ok. 15 euro za 8,5 kg. Tam gdzie mieszka KM-ka 0,6 kg kosztuje ok. 4 euro.

Oczywiście w miastach, gdzie są Lidle, jakieś markety i centra handlowe wiele rzeczy można dostać, ale gdyby żyć w zwykłym małym miasteczku bez samochodu, to życie jest naprawdę nieciekawe.

Ot i cała rzeczywistość dorabiania się w Irlandii. Życie tam nie jest tak proste jak się to większości wydaje. Słuchając opowieści KM-ki o życiu w Irlandii stwierdzam, że o tym kraju krąży zbyt wiele mitów. Już 5 października jadę na wizję lokalną i wówczas przekonam się jaka jest ta irlandzka rzeczywistość mlekiem i miodem rzekomo płynąca.

 

 

WNIOSEK: WSZĘDZIE DOBRZE TAM, GDZIE NAS NIE MA.

sobota, 20 września 2008

- Adam, podejdźcie tu do mnie. Długo jesteście już w tym Raju? – powiedział Bóg, jarając jakieś zioło z pobliskiej łączki, którą dziś z pewnością nazwano by plantacją.

- Hm… trudno powiedzieć  – zastanawiał się Adam, szukając czegoś w zasobach swej pamięci – Czas tu szybko leci. Większość czasu leżę do góry fajfusem. Podziwiam chmurki, kwiatki, zwierzaczki, motylki zrywam sobie truskaweczki sekrzaczka. Raj po prostu raj.

- A nie nudzicie się? – dalej drążył Bóg.

- My? Przecież sam tu jestem.

- Adam nie przeginajcie OK? Chyba Wam się w dupie przewraca, skoro mnie, Panu swemu próbujecie zwracać uwagę. Nie znacie jeszcze co to jest gniew boży i nie chciejcie go poznać. A gdzie Wasza bojaźń boża?

- Ależ Panie kocham Cię. Przecież jestem stworzony na Twoje podobieństwo. Jestem prawie jak Ty.

- No – mruknął Bóg pod nosem – to prawie robi jednak różnicę.  A głośno powiedział: - Mam zamiar wyprodukować nową prototypową jednostkę, pod roboczą nazwą B.A.B.A. czyli Bardzo Atrakcyjna Blond Antenatka.  Co Wy na to?

- W dupie to mam . Ty tu jesteś Winnetou. Ups… jeszcze Winnetou nie ma, no to  Ty tu jesteś Panem. Twój Raj Twoja wola. A czy ta B.A.B. A też będzie na Twoje podobieństwo Panie?

- Porąbało Was Adam? Ja nie popełniam dwa razy tego samego błędu. Jeden debil z trzynastoma parami żeber mi wystarczy. Wezmę sobie jedną parę i coś z tego zmontujemy. Dostaniecie wkrótce prototyp do przetestowania i wyrazicie swoje zdanie. Wykonacie sampling dla mojej firmy. 

 

  Two weeks latter  (jak to fajnie i filmowo brzmi)  

 

- Panie Boże zabierz tę istotę ode mnie. Mam jej dość. Gęba jej się nie zamyka. Tysiące pytań. Wieczne paplanie. To boli ją głowa, to się śmieje jak wariatka, to płacze bez powodu. Chce robić jakieś zakupy, chociaż nikt w raju nie wie o co jej chodzi.  Rozsiewa plotki, że lisica dała zającowi, a niedźwiedź chodzi wkurwiony bo usłyszał, że żona mu się puszcza z jeleniem. Jeż dostał tiku nerwowego, bo ciągle się za siebie ogląda od czasu jak od niej usłyszał, że żółw czyha na jego cnotę. Tosz to wariactwo. I w ogóle Panie Boże to nie wyszła Ci B.A.B.A, a Konstrukcja OczywiścieBublowata i Ewidentnie Trudno Akceptowalna  czyli w skrócie KOBIETA. Błagam Panie Boże zabierz mnie stąd, albo ją stąd zabierz. Te moje żebro to jakieś genetycznie uszkodzone musiało być.

- Adam Wy nie przesadzajcie. Wyjdźcie z założenia, że Bóg jest nieomylny i ma w tym swój plan. Ile razy mam wam tłumaczyć, że Wy nie jesteście tu od krytykowania? Wy jesteście od tego, aby być szczęśliwym. To jest Raj. Dociera to do Was Adam?

- No dociera – mruknął skonfundowany Adam i dodał: - Ale ja dłużej tak nie wytrzymam. Po cholerę mi uszczęśliwianie na siłę. Czy nie powinienem tak jak Ty mieć własną wolę i wybierać to, co uważam za stosowne?

- Adam, Wy chyba kompletnie nie rozumiecie założeń tego eksperymentu i tego czym jest Raj? Raj to miejsce, gdzie każdy z założenia jest szczęśliwy. To niepodważalny dogmat. Ja chyba wiem najlepiej co jest dla Was dobre, a wy wciąż podważacie mój autorytet. Zastanówcie  się Adam nad sobą i swoim postępowaniem, bo daleko to Wy z takim podejściem do szefostwa nie zajdziecie.

Adam odszedł ze spuszczoną głową powoli w kierunku miejsca, gdzie w rajskim ogrodzie posadzone było Drzewo Poznania. Był wkurwiony, że nie ma nic do powiedzenia, a Raj przestał być Rajem. Podszedł do drzewa na którym nie było żadnego węża, jak to inni odpowiadają i zerwał owoc.  Był trochę zdziwiony, że to był zwykły banan. Zanim go ugryzł po raz pierwszy rzekł: - Wolę być nieszczęśliwy na swoim, niż na siłę szczęśliwy na cudzym.

.

Co było dalej wszyscy wiedzą. Adama wypierdolono z roboty w Raju, a do tego na garb dorzucono mu jeszcze Ewkę. Ta nie przestała peplać i wkurwiać Adama i oboje żyli długo i … .

  

WNIOSEK: MĘŻCZYŹNIE DO SZCZĘŚCIA POTRZEBNE JEST TAK NIE WIELE - ABY KOBIETA RAZ NA JAKIŚ CZAS ZAMKNĘŁA GĘBĘ

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM