niedziela, 30 września 2007

 

ZGODNIE Z SUGESTIĄ

WYCISZAMY

21:23, harry122
Link Komentarze (20) »
czwartek, 27 września 2007
 

Siedzę sobie od jakiegoś czasu na tym blogu i ostatnio doszedłem do wniosku, że chyba tak naprawdę blogerom opcja komentarzy jest zbędna. Nie chodzi mi tu o ilość pozostawianych komentarzy, ani w sumie nawet o ich jakość, tylko o ich potrzebę.

Ostatnio pojawił się blogowy łańcuszek na temat: „Dlaczego piszę bloga?” i co chwila to na jedynym to na drugim blogu czytam, że ludzie piszą bloga tylko dla siebie, że to jest ich przesłanie i potrzeba, a komentarze nie są im potrzebne. Piszą tak również Ci, którzy w łańcuszku nie uczestniczyli. Jednak ani jedni ani drudzy,  jakoś opcji wyłączenia komentarzy nie stosują. Zastanawiam się czy to kokieteria w stylu Dźwiedź Polarny: „jestem głupi, głupio piszę – napiszcie, że nie jestem jednak taki głupi” i liczenie na odzew, czy może rzeczywiście niektórym komentarze na blogu nie są potrzebne.

Zauważyłem również inną tendencję, a mianowicie, że gro osób komentujących nie czyta komentarzy przedmówców i autora, a jeżeli już czyta to wybiórczo i najczęściej te, które są bezpośredni skierowane do komentującego. Pozostałe komentarzy zakładają na siebie czapkę niewidkę. Z tej wybiórczości i nie czytania powstają często denerwujące sytuacje. Na przykład, że autor po raz kolejny musi tłumaczyć komentującemu coś o czym mówił kilka komentarzy wcześniej, albo (co jest jeszcze gorsze) musi przywoływać fragmenty notki, bo ona również nie została dokładnie przeczytana.

Ci, którzy nie czytają w ogóle komentarzy, często wstawiają kwestie, pytanie, wtręty itp., które już wcześniej zaistniały w komentarzach innych osób. Rozumiem, że może tak się zdarzyć gdy tych komentarzy jest ponad setka, ale poniżej? To tylko zwykłe lenistwo,  niechlujstwo, a może lekceważenie? Sam nie wiem. Jednak tak właśnie się dzieje o czym nie jednokrotnie się przekonałem na innych blogach, a czasami także u siebie.

Zastanawiam się dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego Ci, którzy decydują się napisać parę zdań nie przyłożą się do tego? Osobiście wychodzę z założenia, że jak nie chcę komentować to nie komentuję, ale jeżeli już to robię, to czytam dokładnie zarówno notkę, jak i komentarze przedmówców i wówczas pozostawiam odpowiedni skrawek swych myśli. Ale widać nie wszyscy mają tak jak Polarny.  

WNIOSEK:  BŁOGOSŁAWIONY TEN, CO NIE MAJĄC NIC DO POWIEDZENIA, NIE OBLEKA TEGO FAKTU W SŁOWA. (J. Tuwim)

 
wtorek, 25 września 2007
 

Słownik PWN, którym często się posiłkuję określa PRZYJAŹŃ  jako bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu. Inne źródła dokładają do tego altruistyczne zachowania czyli krótko mówiąc bezinteresowność w działaniu, a także bezkompromisową lojalność.

 

PRZYJAŹŃ NA WESOŁO 

     Jednak czy prawdziwa przyjaźń istnieje?
Z Polarnego filozoficznego punktu widzenia - nie. Nie ma czegoś takiego jak PRAWDZIWA przyjaźń. Z dwóch bardzo podstawowych powodów: żadna przyjaźń nie jest bezinteresowna i żadna przyjaźń nie jest nacechowana bezkompromisową lojalnością. Przekonałem się o tym niejednokrotnie w swoim czterdziestoletnim polarnym żywocie. Według Polarnego mogą istnieć „przyjacielskie stosunki”, koleżeństwo, ale nie istnieje przyjaźń. To co większość Ludzi, w odróżnieniu od Dźwiedzi, nazywa przyjaźnią nie jest nią, ponieważ nie wyczerpuje znamion aksjomatu, który Polarny przedstawił na początku.

Każda znajomość, którą większość lubi nazywać przyjaźnią ma w sobie elementy symbiotyczne, a także czasami nie uświadomioną w sposób bezpośredni zyskowność jedno lub wielostronną. Niektóre „przyjaźnie” są nawet wręcz pasożytnicze. Bilans zysków i strat takich stosunków międzyludzkich bywa różny i może mieć stan zerowy, jednak zawsze będzie w nich jakiś interes.

Ludzie często mylą miłość z przyjaźnią, ma to szczególnie miejsce w układach męsko damskich. Gdy w grę wchodzą uczucia nie można mówić o przyjaźni, bo miłość sama w sobie nie jest bezinteresowna, bo jakby nie patrzeć oczekujemy od drugiej strony wzajemności. Taka wzajemność automatycznie wyłącza aspekt bezinteresowności, co automatycznie wyklucza możliwość zaistnienia przyjaźni.

Do tych filozoficznych, aczkolwiek bardzo prawdziwych i praktycznych wniosków, Polarny doszedł w swoim misiowym życiu poprzez autopsję. Ludzi, których w swojej naiwności nazywał przyjaciółmi zawodzili najczęściej na linii lojalności. „Przyjaźnie” damsko – męskie opierały się najczęściej na uczuciach. Żadna przyjaźń nie była w swych założeniach bezinteresowna mimo iż za taką na początku mogła uchodzić, a w wielu lojalność niszczyła to, co prawdziwą przyjaźnią można było nazwać.

Nawet przysłowiowa psia przyjaźń nie do końca jest bezinteresowna, ponieważ jak wiem z doświadczeń domowych, pies zawsze liczy na michę. Chociaż przyjaźń psa ma dużo więcej z prawdziwej przyjaźni, niż przyjaźń człowieka do człowieka.

Bazując na swoich doświadczeniach i na obserwacji otaczającej rzeczywistości dziwi Polarnego, a czasami nawet śmieszy szafowanie przez ludzi słowami PRZYJAŹŃ i PRZYJACIEL. Jak często okazuje się, że nasz prawdziwy przyjaciel staje się naszym wrogiem? Jak często okazuje się, że lojalność naszych przyjaciół jest tylko wyimaginowanym tworem? Jak często bezinteresowność przyjmuje kształt zależności?

Spójrzcie w głąb siebie i zerknijcie na swoich przyjaciół (tych dzisiejszych i tych, którzy utracili to miano) i odpowiedzcie: czy aby Polarny tak naprawdę nie ma racji w swoich filozoficznych przemyśleniach? 

WNIOSEK: PRAWDZIWA PRZYJAŹŃ TO UTOPIA ZA KTÓRĄ GONIMY SZUKAJĄC SZCZĘŚCIA. JEST JAK BÓG W KTÓREGO TAK WIELU WIERZY, A NIKT TAK NAPRAWDĘ NIE WIDZIAŁ.

 
poniedziałek, 24 września 2007

 

 
 WIEDZA TRAMPOLINĄ DO SUKCESU

Polarny obudził się rano jakiś nie swój. Budził się wcześniej parę razy w nocy bez żadnych wyraźnych przyczyn. Gdy jednak już szerzej otworzył oczy i zrobił siusiu puszczając przy okazji porannego bąka jasne było już wszystko. W dniu dzisiejszym Ego Polarnego postanowiło zgłupieć. Stwierdziło, że wiedza nie jest żadną  wykładnią do osiągnięcia sukcesu. Ego stwierdziło jednoznacznie, że pieprzy poszerzanie wiedzy ogólnej i specjalistycznej wychodząc z założenia, że głupi ma szczęście i człowiek głupi to człowiek szczęśliwy. Według tych założeń Ego stwierdziło, że woli być głupie i szczęśliwe. Po cholerę wiedzieć, kto to zacz Umberto Eco czy wiedzieć, co to jest liofilizacja? Na cholerę interesować się budową pistoletów, psychologią tłumu czy mediów? Po co grzebać się w prawie i walczyć dzięki niemu o swoje skoro głupiemu żyje się lepiej a czasami nawet dostatniej. Ego stwierdziło że nie chce być już FIUT-em czyli Fantastycznie Inteligentnym Uzdolnionym Teoretykiem. Czas zacząć być GNOM-em czyli Głupim Nieinteligentnym Oszołomem Męskim. Życie stanie się wówczas prostsze i łatwiejsze. Łatwiej będzie zaistnieć w polityce czy mediach, nikt nie będzie miał pretensji, że pali się głupa. Podejmowane decyzje będą przyjmowane z przymrużeniem oka i z niczego nie będzie się rozliczanym. Będzie można rzucać niespełnione obietnice. Każda nawet najdurniejsza odpowiedź będzie przyjęta, jako coś zupełnie normalnego. Skoro wiedza i myślenie stwarzają tyle kłopotów, a inteligencja będąca miarą efektywności myślenia jest tylko i wyłącznie zbędnym balastem obciążającym resztki szarych komórek, to trzeba po prostu zidiocieć. Ego postanowiło jak najszybciej zostać politykiem. No i co ja teraz kuźwa mam z tym zrobić? 

WNIOSEK: GŁUPI TO MA KLAWE ŻYCIE.

 

sobota, 22 września 2007

 

 
NIEDŹWDŹ POLARNY WYPOCZYWA

Cały tydzień nie miałem czasu na pisanie głupot. Musiałem się zająć znacznie ważniejszymi dla mnie sprawami. Moje Wielkie Ego, gdy spojrzało na częstotliwość Waszych wejść zaraz palnęło mnie w czoło i wykrzyczało do tego bardziej głuchego ucha: - Ty kurna weź coś napisz, bo się ludzie w cholerę obrażą, albo odzwyczają. Ja rozumiem, że można nie pisać, jeden, no góra dwa dni. Ale nie pięć!!!! To skandal i w ogóle chamstwo!!! Nie dość, że innych czytasz od przypadku do przypadku, to jeszcze sam nic nie piszesz. Ci co w sądzie zaznaczyli Frajer – mieli rację.

         Dawno już nie zebrałem takiego opierdol. I to od kogo? Od własnego Ego!!! No to postanowiłem znowu napisać jakieś głupoty. 

Na całym świecie wymyśla się ciągle jakieś Dni. Ostatnio Polska storpedowała uznanie Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci. 22 września uznano Europejskim Dniem Bez Samochodu, a całkiem nie dawno mieliśmy Dzień Ziemi. Zastanawiam się (całkiem głośno) po cholerę takie dni, skoro zachowanie tych, którzy je organizują nie świadczy o zainteresowaniu ideami związanym z danym dniem?

W zeszłym roku Dzień Samochodu w moim mieście był organizowany dość hucznie. Rajdy rowerowe, konkursy rowerowe, festyny itp. Główne obchody miały miejsce (tak jak i w tym roku) w okolicach amfiteatru. Tylko jaki wydźwięk mają te dni skoro większość ludzi przyjechała na te obchody … samochodami. Parkingi były tak zapchane, że nawet niepełnosprawni nie mieli, gdzie zaparkować. Parkingi to nie wszystko. Wszystkie boczne uliczki były zastawione samochodami. A co najciekawsze niektórzy na konkursy rowerowe  rowery przywieźli … samochodami.

Jaki jest więc sens tego dnia? Zastanawiam się czy Burmistrz przyszedł na piechotę czy rowerem, chociaż gajerku tym drugim nie koniecznie my byłoby wygodnie, więc stawiam na … samochód.

Parę dni temu świętowaliśmy Dzień Ziemi. Dzieci we wszystkich szkołach Polski zostały wypędzone na zbiorowe sprzątanie tego, z czym do tej pory nie poradziły sobie służby oczyszczania miast … i wsi też. Każde dziecko zaopatrzone w siedemdziesięciolitrowy lub 120 litrowy worek wyruszyło na wyprawę swojego życia w poszukiwaniu zaginionych śmieci. Akcja przeszła najśmielsze oczekiwania śmieciarzy, PGKmowców i specjalistów od recyclingu. Na ulicach mojego miasta pojawiły się tony śmieci… w workach. Efekt wstępny został osiągnięty, to czego nie zrobiły przez kilka miesięcy służby odpowiedzialne za czystość i porządek, zrobiły tysiące dzieci mojego miasta.  No, ale  chyba właśnie w tym momencie akcja się skończyła, a służby miejskie na drugi dzień zapomniały, że dzień wcześniej organizowały cóś takiego, jak  Dzień Ziemi. Skąd ten wniosek? Z faktu, że worki śmieci leżą do dziś, a nie wyłapane zdziczałe psy mają świetną zabawę. W workach szukają żarcia, rozwlekają je po ulicach i w efekcie końcowym syf jest większy niż przed Światowym Dniem Zbierania Śmieci.

Edukacyjny aspekt tego dnia jest doniosły. Dzieci od razu pojmują bezsens pracy oraz rozumieją jak pożytkowane są podatki ich rodziców. Rozumieją też, że rozsądniej jest rzucać śmieci na trawniki i ulicę, bo są mniej widoczne niż w rozciąganych przez psy workach.

Szczytem edukacji ekologicznej związanym z Dniem Ziemi był konkurs, którego laureat narysował stację paliw, a dzieci otrzymały w nagrodę w konkursach nierecyclingowalne piórniki w plastikowych torbach, których średni rozkład w środowisku wynosi 1000 lat.

Jeżeli spójrzmy na inne dni tego typu zauważymy bezsens tworzenia i ich organizowania. Chociażby Dzień Kobiet. Po cholerę Dzień Kobiet, jeżeli najbardziej napierdoleni w tym dniu są faceci, a feministki wściekają się, że dostają kwiatka. Poza tym okazuje się, że szanować kobiety trzeba tylko w tym dniu, a resztę w sumie można olać. Dobra z Dniem Kobiet przesadziłem, ale jak tu zwrócić uwagę szerszego ogółu na bezmyślność, jak nie skrajnymi przykładami.

Jakby tak obiektywnie spojrzeć na różne Dni Czegoś Tam, to w kalendarzu zabraknie dni, aby obchodzić wszystkie Światowe, Europejskie i Polskie dni.

 .

 Idąc jednak za potrzebą serca i duszy narodu, itp. itd., ble, ble … ble ogłaszam 22 września Międzynarodowym Dniem Polarnego (w końcu mam w tym dniu imieniny i czytaja mnie ludzi z różnych kontynentów) i od tej chwili zaczynam świętowanie i  przyjmowanie życzeń.

 WNIOSEK: POLACY KOCHAJĄ ŚWIĘTOWAĆ. POLARNY TEŻ.

poniedziałek, 17 września 2007

  

Venka gdzieś imprezuje u obcych, a poczucie humoru uważane jest nadal za zaginione więc stwierdziłem, że nie ma co czekać i sam coś wyskrobałem. Pora późna więc czas chyba na bajkę SzefHarryZada. 

W czasach tak zamierzchłych, że nawet najstarsi górale ich nie pamiętają. Gdzieś między historią o parchatej jabłonce, a przypowieścią o  kontenerowcu wiozącym kontrabandę z kradzionymi zwierzętami, sterowanym przez niejakiego Noego (praszczura późniejszego Neo z Matrixa), żyły sobie janioły.

Janioły żyły sobie szczęśliwie w dupie mając co wokół nich się dzieje. Swój wolny czas (a miały tylko wolny) spędzały na bibach, imprezach, śpiewaniach i zawodach sportowych. Na ziemi janielskie biby nazywano bachanaliami, imprezy – mszami, śpiewania chórami anielskimi, a zawody – igrzyskami.

W jednym z takich dni, zaraz po bibie suto okraszonej winem mszalnym i dzikim śpiewem zorganizowano Mistrzostwa Janiaołów w Piłce Janielskiej (pierwowzór dzisiejszego volleyballu czyli po prostu siatkówki). Faworytem byli gospodarze – Zespół Zjednoczonych Serafińskich Republik Radosnych w skrócie nazywany ZSRR. Jednym z pretendentów był również zespół Cherubinów trenowany przez Janioła Stróża Lou Zano, który nie dawno zajął drugie miejsce w Mistrzostwach Wszechświata. Podstawową szóstkę zespołu tworzyły Janielice: kapitan i jednocześnie rozgrywająca zespołu Santa Na, skrzydłowe Belize Buba, zwana popularnie Bubą oraz Lucy Ferrari będąca szczęśliwą posiadaczką czerwonych skrzydeł i czerwonego janielskiego mustanga, dwójka atakujących Ewka Rokita i Barbie White oraz  przyjmujący – Belinea Fiegorowa oraz Felicita Mefio. Zespół Cherubinek grał dość słabo i zajął miejsce poza pierwszą dziesiątką. Dziewczyny się wściekły na Janioła Stróża i miały dosyć grania. Zbuntowały się i powiedziały również dość Najwyższemu. Najwyższy w sumie w cale nie był taki wysoki, ot takie jakieś metr pięćdziesiąt w kapeluszu na obcasie, trochę taki coś jak Lou Zano. Najwyższy spojrzał na wyższe od siebie, wskazał drzwi i dostojnie wyrzucił z siebie: - Won. Bo on dobry z naruty był.

 ANIOŁ UPDAŁY ANGEL
No tego Cherubinkom było za wiele. Stwierdziły, że taki pokurcz nie będzie im rozkazywał, szczególnie, że jak słuchy chodzą to ma brata bliźniaka, który z jakiegoś ludzkiego ziobra stworzył kobietę, na wzór Janielic, tyle, że dołożył im łupież i PMS. Stwierdziły, że pogrywać to one sobie mogą gdzie indziej i nawet w kulki, i wolą demokrację niż autorytaryzm jakiegoś karła z siwą brodą. Jak pomyślały tak też zrobiły i przeprowadziły się na ziemię.

No Najwyższemu, który jak się później okazało w sumie był najniższy i zagrał jedną z głównych ról w Sierotce Marysi Disneya, to się nie spodobało. Przeklął dziewczyny na wieki, a ich imiona kazał zamazać we wszystkich księgach. Niestety w niebie jak wszędzie pełno było niedoróbek i materiału z lewej ręki. Biały atrament do zamazywania imion kupiony pokątnie za pół ceny z czasem puścił i w księgach pozostały resztki prawdziwych imion Janiołów, które nazwano Upadłymi. Historycy jak to historycy, nawet janielscy, poprzekręcali to co zobaczyli, a co nie doczytali to sobie dopowiedzieli, i tak Święta Na została przemianowana na Satana, Belize została Belzebubem, Lucy Ferrari stała się Lucyferem, Barbie White – Barbielem,  Belinea Fiegorowa – Belfegorem, a sympatyczna i kochana przez wszystkich Felicita Mefio została przemianowana na Mefistofelesa. Tylko Rokicie nie zmienili nazwiska.

Dziewczyny jednak się tym nie przejęły. Bzykały na ziemi z przyjemnością jak pszczółki (się też) i pozakładały rodziny. Ich potomstwo zwane Nefilimami zaczęło rządzić światem i tak dzięki nim powstał prawdziwy Eden.

Niestety Jahwe co jak się okazało miał pochwę (na miecz sprawiedliwych oczywiście) wkurw… eee… to znaczy … uniósł się gniewem i stwierdził, że nie będzie innych Edenów przed jego i zarządził ogólny potop, ale o tym w innej bajce.

Upadłe Janioły, które dowiedziały się o niecnych zamiarach dwulicowego karła, zeszły do podziemi w których zorganizowały Eden Prawdziwy zwany Piekłem na cześć tego, że znowu im się upiekło (O PIEKLE PISAŁEM JUŻ TUTAJ) .

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Potomek Lucy założył firmę Ferrari. Potomek Barbie White ma swoje udziały w Mattelu, a twarz samej Barbie jest znana na całym świecie (na to Najwyższy z najniższych wkurzył się najbardziej, bo ostatnie badania Ośrodka Badania Opinii Wierzących wykazały, że wizerunek Barbie jest bardziej znany niż Najwyższego najniższego). Potomek Świętej Ny jest znanym gitarzystą i piosenkarzem. Potomkowie Belize Buby założyli państwo na Jukatanie. Potomkowie Belinei założyli firmę komputerową, rodzina Rokity zajęła się polityką, a Felicita stała się synonimem szczęścia.

Dobranoc Państwu. 

WNIOSEK: NIE WSZYSTKO CO NIE JEST PRAWDĄ JEST KŁAMSTWEM.

 
 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM