poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Ta, być może dość karkołomna teza zawarta w tytule, ma według Polarnego swoją rację bytu. Polarny uważa, że Polacy są frajerami i to z wyboru. Skąd ta teza? Stąd, że na własne życzenie dajemy się robić w bambuko, każdemu, kto tylko ma na to ochotę i nawet, gdy stwierdzimy, że zrobiono nas w jajo, to nie reagujemy. Dlaczego? Bo… nam się nie chce, bo jesteśmy za leniwi, bo stwierdzamy, że to i tak nic nie da, bo szkoda zachodu. „Bo” jest jednym z ulubionych spójników, w naszym języku, gdy nie mamy zamiaru podejmować żadnych działań.

 

LENISTWO


Zdecydowana większość Polaków odpuszcza małe „szwindle”, ponieważ albo sama się ich dopuszcza, albo uważa to za rzecz (czyn), jak to się mów w języku prawniczym, „o małej szkodliwości społecznej”. I tak: mało kto wykłóci się o skradzione przez kasjerkę 10 gr., nikt nie zwróci uwagi sprzątaczce, która niedokładnie umyje windę, nikt nie zwróci dozorcy uwagi, że o 7 rano nie jest odśnieżony chodnik, nikt nie zwróci uwagi kosiarzowi trawników, że właśnie ujebał nam cały tył samochodu trawą i nie zażąda od niego lub jego pracodawcy kasy za mycie samochodu, nikt nie zwróci uwagi sąsiadowi, że leje drugiemu sąsiadowi pod garaż, nikt nie zwróci się do spółdzielni odszkodowanie za niedogrzaną wodę, itd., itp.


Większość ludzi nie potrafi walczyć o swoje. Nie ma do tego charakteru, jaj, inwencji, nie czuje potrzeby - można by było długo wymieniać. Wegetują tacy i cieszą się z tego, co los przyniesie i biadolą bez sensu, gdy ten sam los da im kopniaka w dupę. Cóż takiego jest w nas Polakach, że nam się nic nie chce? Większość społeczeństwa to po prostu plankton, którym się żywią mądre (?) wieloryby.


Ostatnio kolega ubolewał, że Play zrobił go w konia, bo nie doczytał (kolega, a nie Play), że na odstąpienie od umowy ma 48h. To Play go zrobił w garbuska, czy sam się zrobił? Sąsiadka narzekała, że sprzątaczka zmywa klatkę schodowa brudną wodą i śmierdzącym mopem. Zrobiła coś? Nie!! Przyszła ponarzekać do Polara, bo może Polar coś zrobi. I tak jest z tysiącami innych rzeczy.


Jakieś pół roku temu jedna z sąsiadek wystosowała pismo do spółdzielni, że przeszkadza jej sąsiedztwo siłowni, ponieważ na klatkę wchodzi „obcy element”, w siłowni odbywają się w weekendy libacje, a poza tym sztangi wiszą „u niej” na ścianie i wciąż o nią walą. Z tym pismem przeszła się po lokatorach, aby zdobyć poparcie. Jaki odzew? Pięć podpisów na 26 mieszkań, w tym jeden jej. Frekwencja godna wyborów lokalnych – 20%. Odpowiedź z reguły brzmiała: mnie to nie interesuje; mnie to nie przeszkadza; to nie moje piętro; nie chcę mieć porysowanego samochodu. Pieprzenie w bambus i do tego jeszcze krzywy. Ludziom to po prostu dyndoli i tyle.


Polacy mają tak, że jak coś dotyka ich tak lekuchno, to sobie odpuszczają. Dopiero jak dostaną potężnego kopa w jaja, to dopiero coś ich rusza, a i to nie zawsze. Przykład? „Mieszkanie za złotówkę”!! Na 1700 niezrealizowanych podań o uwłaszczenie i wydzielenie lokalu, jako odrębnej własności, ile osób podało spółdzielnię do sądu? Kilkanaście!!! Wszystkie wygrały i mają chatę za przysłowiową złotówkę!!! Polarny namawiał znajomych, sąsiadów, ale wszędzie słyszał: - Co Ty??? Nie wygrasz!! To nie ma sensu!! Po co sobie zawracać głowę!. Dziś Polar ma mieszkanie warte ponad 200 tys. za „złotówkę”, a inni mają … gówno.  Polar uważał, że warto, a inni, że nie.


Powiedzenie mądry Polak po szkodzie nie powstało z jakiegoś widzi się Miskowi, ale z wielowiekowych zachowań Polaków. Musztarda po obiedzie, to też wynik naszego narodowego frajerstwa.


Niby jesteśmy tacy społeczni i uczynni. Pełno nas na Facebooku i NK, poszukujemy jakiejś Iwonki, podniecamy się losami zatrutego Tomaszka, bronimy kawałka drewna wbitego na placu, jak własnego życia, a dla siebie nie robimy nic. W głębi duszy jesteśmy zakompleksionymi, zahukanymi frajerami z którymi kto chce wali w pompkę. Dlaczego wali? To proste, bo sobie na to pozwalamy. Pozawalamy sobie na olewanie nas przez lekarzy i urzędników, przez PKS, PKP i MPK. W kulki z nami lecą wodociągi miejskiej i śmieciarze, a my? A my PLANKTONUJEMY, bo życiem tego nazwać nie można.


A Ci co się przeciwstawią i nie chcą  zielenieć na powierzchni morza zwanego życiem? Są nazywani pieniaczami, wariatami, bucerami. No, bo jak nie jak tak, skoro nie chcą przyklepywać wiecznego gówna, udawać, że coś ich nie obchodzi, że nie interesuje ich zajebane 10 gr, albo srająca mina urzędniczki, która obsługuje właśnie 49 palanta i jest już nimi zmęczona.


Nie ma się co oszukiwać, jesteśmy frajerami na własne życzenie. Kroją nas banki, bo nie czytam co podpisujemy, bo nie chce nam się czytać. Kroją nas operatorzy komórkowi, bo nie chce nam się powalczyć o lepsze warunki. Kroją nas sklepy, spółdzielnie, pracodawcy, politycy, sprzątaczki, poczta, kelnerzy, restauracje, taksówkarze, Pani z warzywniaka, nawet bezdomni i kościół nas kroją, bo … jesteśmy frajerami. Pytanie tylko dlaczego? To nasze NARODOWE LENISTWO, czy coś więcej? Czy tak ciężko mieć własne zdanie i go bronić?


WNIOSEK: FRAJER TO NIEZŁE IMIĘ DLA KOTA, NAJLEPIEJ … POLSKIEGO.

środa, 25 sierpnia 2010

Polarny to jednak cholernie naiwny jest, bo znowu się dziwi. Jak tak się jeszcze trochę podziwi, to nie daj Zeusie jeszcze dziwką lub dziwakiem zostanie. Jesteśmy krajem cywilizowanym. Tak przynajmniej niektórzy twierdzą i przyznaję im rację, bo starców nie jemy, dzieci nie bierzemy za żony, matki, kochanki, chociaż czytając prasę i obserwując obecne obyczaje, to z tymi dwiema ostatnimi opcjami nie byłbym taki pewien. No, ale jakby nie patrzeć, niby cywilizowani jesteśmy, bo jakby zapytać przechodniów na ulicy, czy uważają, że Polska to cywilizowany kraj, to z pewnością zdecydowana większość, znacznie większa niż ta głosująca na obecnego prezydenta powie, że tak, jesteśmy krajem cywilizowanym.


Skoro już ustaliliśmy, że Polska, może kolebką cywilizacji nie była, ale cywilizowana jest na pewno, to możemy przejść do ciągu dalszego polarnego gadania. Jako kraj cywilizowany jesteśmy tolerancyjni. Oj… i to jak jesteśmy tolerancyjni… o jo joj!!! Normalnie chodząca tolerancja europejska z Nas. Jakiś czas temu, to nawet dość głośno było jacy my to światowi i tolerancyjni jesteśmy. No bo co? Nie jesteśmy? Jesteśmy!!!


Do tej pory tolerujemy samowolnie postawiony krzyż w środku stolicy europejskiego cywilizowanego państwa i to przed „pałacem prezydenckim”. Czy to nie świadczy o naszej tolerancji??? A że mamy prawo opluć tego, co chce, żeby ten krzyż stał i za bardzo nic nam za to nie zrobią, to przecież tez przejaw tolerancji prawda? No przecież tolerancyjni jesteśmy.


A banany afrykańskie i inne w sprzedaży mamy? Mamy. A nie przeszkadzają nam, że od murzynów? Nie przeszkadzają. To k..wa czemu murzynom przeszkadza, że jakiś kibic w Polsce rzuci w nich czasami na boisku ich rodzimym produktem? My jesteśmy tolerancyjni, a widać Murzyny nie.


A takie te z Bangladesza czy innych tam? To co? Są u Nas? Są. Pracują? Pracują. Nie przeszkadza nam, że nosimy Adidasy z „Bangladesza”? Jakoś nie. Więc tolerancyjni jesteśmy. To co im, tym z „Bangladesza” k..wa przeszkadza, że wołamy na nich ciapaty. Żrą ciapaty? Żrą. Robią ciapaty? Robią. Wyglądają jak ciapaty? Wyglądają. To czemu są te Ciapaty takie dla nas nietolerancyjne.


A Żółtki? Ci to dopiero są nietolerancyjni. To My żremy na potęgę ich chińskie zupki, wpieprzamy sojowy makaron, żremy ich chińszczyznę, nie różnicujemy czy są z Chin, Korei, czy Vietnamu, w końcu Żółtek to Żółtek, a im nie pasuje, że ich wysyłamy na bambus liście pompować i jak widzimy polską dziewczynę obściskującą się z takim Żółtkiem to walimy w ryj. Żółtka oczywiście, bo tą co się puszcza z Żółtkiem czy Ciapatym rąk sobie brudzić nie będziemy. W końcu tolerancyjni dla kobiet jesteśmy, nie?

TOLERANCJA rys. Cezary Krzysztop krysztopa.salon24.info

I pewnie czytelniki zastanawiają się co Polara naszło z tą tolerancją. Ano naszło. Naszło jak zacumował sobie w „Noc Aniołów” na mieleńskim deptaku i przez obiektyw obserwował sobie ludzi. Miało wówczas miejsce zdarzenie, które dało Polarowi dużo do myślenia, a jednocześnie zdziwiło, co z pewnością świadczy o naiwności Polarnego. Otóż na molo spacerowała para. On murzyn, czarny, jak … czarny, ona biała, jak biała… ot blondynka. Przytulali się, całowali. Widać kochająca się para. W sumie Polar nawet by ich nie zauważył, ale usłyszał za swoimi plecami tekst kolesia do kolesia: - TY!! Patrz!!! Bambus ma białą kobietę!! Ciekawe, k…wa czy nienormalna!!??


Te słowa wzbudziły zainteresowanie Polara. Wyłowienie parki z tłumu było rzeczą nader łatwą. Po prostu tłum się przed nimi rozstępował, jak przed parą trędowatych, a wyraz twarzy wielu osób wyrażał zdziwienie, niedowierzanie i dezaprobatę. Część ludzi wodziło za tą parą wzrokiem, jakby to co najmniej para nagich krasnoludków wybrała się na spacer po mieleńskim molo. Ta para po prostu budziła sensację!!! Polarny się zastanawiał czy zaraz, w tym jakże tolerancyjnym państwie, którego wysoki stopień społecznej tolerancji Polarny już udowodnił wyżej, nikt do nich nie wyskoczy z bananem i paczką prezerwatyw? No, ale nikt nie wyskoczył, bo przecież tolerancyjni jesteśmy, a że niektórzy patrzyli na nich, jak na małpy na wybiegu to co? Jakie to ma znaczenie przecież Polacy to tolerancyjny naród. Ba!!! Powiedziałbym, że nawet bardzo tolerancyjny!!!


WNIOSEK: TOLERANCJA W ZAŁOŻENIACH JEST PIĘKNA, SZKODA TYLKO, ŻE TO UTOPIA.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Wierzycie w duchy?


To pytanie w „ustach” Polarnego jest równie niedorzeczne, jak każde inne zadawane na tym blogu. Polarny wychodzi z założenia, że nie ma głupich pytań, najwyżej mogą być głupie odpowiedzi. Tak, więc pytanie jest jak najbardziej na miejscu, szczególnie, że wczoraj Polarny miał czas na chwilę refleksji w tym temacie.


Wczoraj na mieleńskiej plaży w godzinach wieczornych miał miejsce event pt. „Światełko dla Anioła”, aby jednak akcja nie miała charakteru zbyt katolickiego, w mediach i na plakatach  była reklamowana również jako „Noc lampionów”, a Polarny nazwał ją po swojemu - „Noc Aniołów”.


NOC ANIOŁÓW MIELNO 2010 aut. PolarnyNa plaży zebrały się tysiące osób, które przy muzyce boliwijskiego zespołu El Sikuri, a także poezji m.in. Asnyka rozmyślały o tym czym (kim) są Anioły, Duchy Dobre i Złe, czy istnieją i jaki wpływ mają na nasze życie? To refleksyjne spotkanie miało mistyczny nastrój, który udzielił się również P olarnemu. Plaża zapłonęła tysiącami zniczy i świec. W niebo pofrunęły różnokolorowe lampiony, a wszystko w intencji opiekuńczych duchów. Radosna muzyka i nastrojowe wiersze zmuszały do refleksji nad czymś, co dla nas śmiertelników jest nienamacalne, ezoteryczne i nieodgadnione. Nastrój był tak niesamowity, że nawet rozwrzeszczanym z reguły dzieciakom się udzielił i Polarny widział wiele zamyślonych dziecięcych twarzy.


Patrząc na zamyślony tłum, słuchając opowieści młodej matki, która straciła swoje dziecko 6 czerwca i przyszła zapalić światełko swojemu aniołkowi, Polarny zastanowił się, nie po raz pierwszy w swoim życiu, czy Anioły istnieją, czy istnieją Duchy, które opiekują się naszym życiem?


Polarny w duchy jako takie nie wierzy, w anioły i wróżki również nie.  I nie ma to znaczenia, że kiedyś za radą Piotrusia Pana nie mówił tego głośno, aby nie uśmiercić kolejnej wróżki. Ot odarcie z dziecięcych mrzonek, a także nabycie syndromów: Szkiełka i Oka oraz Niewiernego Tomasza.


Jednak Polarny wierzy w Opiekuńcze Anioły. Każdy z Nas w swoim życiu ma takiego Anioła, nawet jeżeli tego nie wie. Nasze Anioły są z krwi i kości, mają imiona, możemy określić ich płeć, zobaczyć kolor oczu i włosów [jak mają :)] i dotknąć. Opiekują się nami swoimi myślami, swoją troską, swym ciepłem, czynami, całym sobą. Są dla nas zawsze i wszędzie. W myśl katolickiego pacierza o Aniele Stróżu „rano, wieczór, we dnie, w nocy, zawsze służą ku pomocy”. Są, po prostu są. I w takie Duchy – Dobre Duchy Naszego Życia Polar jak najbardziej wierzy.


A poniżej dedykacja dla Anioła Opiekuńczego Polarnego, a także wszystkich innych Opiekuńczych Duchów, wykonana własnoręcznie przez Polarnego, któremu nastrój tak się udzielił, że po przyjściu z eventu zgrał fotki i na szybkiego stworzył tą małą kompilację.

 

 

 

 

WNIOSEK: ANIOŁ NIE MUSI MIEĆ NA PLECACH SKRZYDEŁ, ABY BYĆ ANIOŁEM. SKRZYDŁA MA JEGO SERCE.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Ostatnio Polarnego więcej nie ma niż jest. Live is Brutal lub ewentualnie Przemysławka. Egzaminy pędzące stadami, a do tego atak obcych na polarne zdrowie. Efekt końcowy Polar żyje tylko półmordką, uśmiecha się półgębkiem i dopieprza tylko po półryju.


A propos dopieprzania. Czy stanowcze, nieodwołalne wyrażenie swojej negatywnej opinii o podwładnym to jest dopieprzanie się? Czy też może jest to po prostu stanowcze i nieodwołalne wyrażenie swojej opinii, bo opiniowana pracownica, jakoś miała w tym temacie wątpliwości. No bo, nie ma to jak integracja, nieprawdaż?


A wiecie jak to jest z integracją w robocie? Prawdaż?


Jak kierownictwo się integruje z podwładnymi to jest ok. Sielanka, poklepywania po pleckach, zamiast Panie Kierowniku, jest Zdzichu, Zenek, Franek, … Protazy. Jest pięknie, miło, wesoło. Kierownik jest super, bo nawet gada ludzkim głosem, i to nie tylko raz w roku przed „Wigiliją”, i okazuje się, że żre golonkę jak biały człowiek, i pije też normalnie… jak wielbłąd przed wyjściem na pustynię. Bajka normalnie. No i pracownik czuje się tak bardziej swojsko i na luzie. Może kierownikowi powiedzieć, że ma ładny krawat, nie musi już do szafy śpiewać „łubudu bu… łubudu bu…”, bo może to wygłosić osobiście na imprezie. A po imprezie zamiast kłaniać się w sam pas, albo jeszcze niżej i krzyczeć z daleka: - Dzień Dobry Panie Dyrektorze, może mijając się w korytarzu mruknąć: - Siema Stachu. Wtedy integracja jest boska, wspaniała, miła, ciepła, sprzyja atmosferze pracy.


MÓJ SZEF TO DOPIERO JEST ŚWINIACo się jednak dzieje, gdy okazuje się, że … Protazy może się i uśmiecha, zagabuje, żartuje, ale także nadal pozostaje Dyrektorem Protazym i wali z całej rury komuś, kto od dłuższego czasu pierdoli robotę? Wówczas okazuje się, że Protazy się dopieprza!!! Protazy okazuje się nie Dyrektorem, Kierownikiem, Szefem… ale dwulicową świnią, która się uśmiecha, a jednocześnie podcina gardło. Wtedy ten zdjęty z piedestału Szef staje się upiorem, który podstępnie wabi podwładnych swym uśmiechem, aby wypić z nich ostatnie resztki zdrowego rozsądku i poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Dyrektor, Kierownik staje się wampirem, postrachem i knującym knurem, który wykastruje nawet tych, którzy nie mają jaj.


A integracja? Przecież to oczywiste!!! To przykrywka do wielkich i małych gierek szefostwa, to próba oswojenia pracowników, zrobienia im z mózgu kisielu, bo do tej pory przecież mieli budyń. To działanie z premedytacją mające na celu wkręcenie się w łaski podwładnych i wyciągnięcia z nich, jak najwięcej o sobie.


No i Polarny się właśnie zastanawia, co się mieli we łbach niektórych pracowników w takich sytuacjach? Czy integracja upoważnia do tego, aby pracować na odwal, nie dotrzymywać terminów, zlewać polecenia, no bo przecież Szef to kumpel i można się z nim jakoś dogadać? Czy to, że w pracy nie ma dystansu i panują koleżeńskie stosunki upoważnia pracownika do tego, aby będąc leserem występował do Szefa z jawnymi pretensjami, że za takiego go uważa? Ale leniwi zawsze mieli tupet. No i nie wszyscy dorośli do tego, aby z Szefem przejść na Ty.


WNIOSEK: LENIWI RZEKOMO ŻYJĄ DŁUŻEJ, BO NAWET UMRZEĆ IM SIĘ NIE CHCE

czwartek, 12 sierpnia 2010

Stoimy sobie grupką płci mieszanej i rozmawiamy o tym i owym. Ot takie tam pierdoły. Trochę o pogodzie, trochę o urlopach. Nagle R wyskakuje z opowieścią:


PÓŁ NAGIE NASTOLATKI- Wiecie moja żona ostatnio była na imprezie w nadmorskiej dyskotece. I pyta się mnie czy ja zdaję sobie sprawę co się tam dzieje. To mówię jej, że zadaję sobie sprawę. A ona mówi, że pewnie tylko mi się wydaje. No to jej tłumaczę, że wiem. A ona, że na pewno nie. No, to jej mówię, żeby opowiedziała, więc opowiada, że widziała taką szesnastolatkę w czarnym koronkowym staniku, która pod piersiami miał naciągnięta opaskę na włosy. Przez stanik było widać sterczące sutki. Poniżej miała również opaskę, która miała imitować spódniczkę. Spod spódniczki było widać stringi, które były tak ciasne, że wżynały jej się w cipkę i było widać praktycznie wszystko z przodu. Z tyłu zresztą też. Na nogach miała naciągnięte białe samonośni z koronkowym wykończeniem, a na nie założone kozaki z dziurami, takie na 12 cm szpilkach. Ta mała wyglądała, jak tania dziwka. I żona znowu mnie pyta: Czy Ty sobie wyobrażasz, co tam się dzieje? Tam prawie wszystkie tak wyglądają. To jest straszne.


W tym momencie włączył się Polarny:


- Co w tym dziwnego? Młodzież wzoruje się w ubiorze na zachodzie, a tam na dyskotekach jest pełna dowolność. Taki ubiór o niczym nie świadczy, oprócz tego, że dziewczyny chcą zwrócić na siebie uwagę. Ale wiem, że na takich dyskotekach dzieją się lepsze numery. Takie szesnastolatki potrafią na parkiecie tańczyć, popijać drinka, i w trakcie jeszcze zrobić chłopakowi loda w tłumie, nie zwracając uwagi na otoczenie i tańczących. To jest dopiero numer.


Do rozmowy dołącza A(ona):


- No, to jest kompletny upadek obyczajów. To kompletna porażka.


Na to A (on):


- No masz rację, kompletna porażka, upadek obyczajów i dno. No jak tak można? No jak? Kiedyś taka sytuacja byłaby kompletnie nie do pomyślenia.

 

Wszyscy przytakują i ubolewają nad upadkiem obyczajów.


A(on) jednak dokańcza po chwili swoją myśl:


- To jest nie do pomyślenia. Za moich czasów to nie miało się prawa zdarzyć …, żeby szesnastolatka piła alkohol. Kto jej w ogóle sprzedał tego drinka?



WNIOSE: RZEKOMO MUZYKA WPŁYWA NA USZLACHETNIENIE OBYCZAJÓW.

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

ZŁOTY RAJ MOCNYCzego pragną ludzie w niebie? Szczęścia wiecznego!! Co to jest szczęście? Jest to permanentne zadowolenie z danej chwili, lub też wszystkich chwil łącznie. Gdy szczęście rozłożymy na czynniki pierwsze to z pragnień na pierwsze miejsce wysuną się: zdrowie, pieniądze, seks, władza, rodzina. Inne wartości stają się wartościami drugo i trzeciorzędnymi. Jeżeli, człowiek ma być w niebie szczęśliwy, to musi mieć zrealizowane któreś z pragnień, lub ich zespół, czy też wszystkie razem.


Jak pogodzić te pragnienia z obrazem nieba? Czy szczęście duchowe ma większą moc, znaczenie, niż to cielesne? Czyli co, mamy coś, jakby wieczny haj? Leżymy w starych zgniłych betach na haju i wyobrażamy sobie, że jesteśmy … w raju, czyli tam, gdzie chcemy, gdzie marzymy, gdzie pragniemy być i ziszczają się Nasze najskrytsze marzenia. No, bo w końcu, jak raj, to raj i marzenia powinny się ziszczać. Tak czy nie?


No i jak to ziszczanie, ma się do tego raju? Oby nie tak, że „zi” się gdzieś po drodze zgubi i zostanie samo „szczanie”. No, bo spójrzmy, tak trochę mniej duchowo, na ten raj i na warunki, jakie trzeba spełnić, żeby się do niego dostać. Z pięciu pragnień, które wymienił Polarny, cztery od razu wykluczają możliwość wejścia do raju.


Zacznijmy od najmniej kontrowersyjnego, czyli od rodziny. Pod hasłem rodzina, zawierają się takie pragnienia jak: dobro rodziny (dalszej lub bliższej), szczęście tejże rodziny, zdrowie rodziny, albo chociażby posiadanie rodziny. Od razu nasuwa się pytanie: czy teściowa to rodzina? No, bo jak tak, to tu może pojawić się problem tego życzenia szczęścia. Dla ułatwienia załóżmy, że to nie rodzina, aby pozbyć się problemu. W takim przypadku pragnienie czegoś dobrego dla kogoś z rodziny nie będzie czymś złym i obok zdrowia możemy przyjąć, że to pragnienie nie będzie nam przeszkadzać w drodze do raju.


Ale weźmy na tapetę takie pieniądze. Pożądanie dóbr materialnych, w tym pieniędzy, które pozwalają na tych dóbr konsumpcję, jest ogólnie (tu i ówdzie, ze szczególnym uwzględnieniem ówdzie) uważane za rzecz negatywną. No, jak ktoś będzie pragnął stówy, aby przeżyć do pierwszego, to będzie cacy, ale jak będzie pragnął kasy na nowy dom? No i jak tu z takim pragnieniem pójść do nieba? A jak się będzie jeszcze zazdrościło, albo delikatniej rzecz ujmując pragnęło chałupy takiej jak sąsiada, życząc mu oczywiście jak najlepiej? To co? To już zonk, bo zachłanność nami targa. Mamy gdzie mieszkać, mamy co żreć, co prawda w dupie się nie przewraca, a w portfelu nie przelewa, ale egzystować się da. Na łeb nie kapie, od biedy micha pełna, a my chcemy więcej??? Albo może jeszcze więcej i jeszcze do tego lepiej??? No jak to tak? Czy to przypadkiem nie grzech zachłanności, a właściwie to jeden z siedmiu grzechów głównych – chciwość, połączony z drugim – zazdrość. No i …? No i dupa w krzokach. Niebo zamknięte. Halt banditen wejścia nie ma.


No, to tak, … już wiemy, że kasy chcieć nam nie wolno, zresztą w sumie po co kasa, jak w raju wszystko ma być za darmo. Drinki z parasolką też. Nie… kurde… przecież musimy zachować umiar w jedzeniu i piciu, więc tylko mineralna i słone paluszki, ale za to, za darmo. Skoro o kasie marzyć nie wypada, a pragnąć to już w ogóle nie wolno, to zajmijmy się władzą.


- Mrrrr… władza to ma smak - zamruczą co niektórzy. I mają rację. Ci, którzy posmakowali jej, chociażby w niewielkim stopniu, nigdy tego smaku nie zapomną. Są tacy, którzy będą jej pragnąć, albo pragną i co zrobić z takimi pragnieniami w raju? W końcu najwyższą władzę w raju będzie miał ten… no… GOD Główny Ober Duchowy. Czyli jakby nie patrzeć wyżej … GOD-a, nie podskoczysz. A co jak włączy się zachciewajka? To won do piekła powalczyć o władzę ze Stalinem i Hitlerem? No, ale załóżmy, że nasze pragnienie tak daleko nie sięga i jest takie… no… takie mniejsze. Chcemy być tylko Pomocnikiem Goda, co znami nie goda. Chcemy być takim Mini Oberem w Naszej Wsi, albo np. Naszej Klasie, albo na Facebooku. Co wtedy? Czy przypadkiem to pragnienie nie staje się wyznacznikiem roz, albo nieroz…pychającej nas pychy? A jak ktoś będzie nam chciał podpieprzyć to stanowisko? To co? We władzy jest taki niuans, że musi być ten podległy i ten nad, czasami nad…pobudliwy. No i będzie ten pod, chciał być też jak my – nad, to co wtedy? To wtedy kurwica nas będzie brała, że nie możemy rządzić, tak jak chcemy. A co to kurwica? Mniej kolokwialnie nazwa tego uczucia brzmi gniew, a to jest oczywiście kolejny z siedmiu grzechów głównych. I co…? I powtórnie jajo Proszę Państwa!!! Jak z głównym grzechem się pchać do nieba, a już nie daj GOD w tym niebie funkcjonować? I co …, że się tak po raz n-ty Polarny zapyta? I przerąbane. Władzy też nie można pragnąć. Co nam więc pozostało? Seks. Seks!!! Aż się micha jarzy u niejednego micha czy miśki na samą myśl. Seks… mrrr, kij z władzą.


Ale, z seksem to też nie jest taka prościzna, jakby się wydawało, bo przecież seks dla samej przyjemności, bez chęci poczęcia to grzech. I jak tu iść do nieba? No, ale załóżmy, że ten seks dla przyjemności to jeszcze jakoś tak przejdzie po cichaczu, jak będzie taki … ten… no … chrześcijański, czy jak to mawia babcia Stasia – Po Bożemu. A jak ktoś lubi tak trochę bardziej urozmaicony? To zaraz będziemy mieli nieczystość? I nie chodzi o to, że ktoś się ubabra w czasie seksu analnego, albo coś białego mu przyschnie w kącikach ust, ale o to, że nasze myśli i ciało będą skalane nieczystością, więc jak tu iść do nieba, a już o seksie w niebie to Polarny nawet nie wspomni. Zresztą jakby ten seks w tym niebie miał wyglądać? No jak? Polarny pyta zupełnie poważnie, bo skoro tam mają być tylko duszyczki, czyli takie Wielkie Nadmuchane Nic, to jak one będą ten seks uprawiać? Transponicznie, albo w doniczkach? No niby orgazm dzieje się u nas w mózgu, ale jak nie będziemy mieli tego mózgu to co? No Polarowi trochę tej wyobraźni jednak braknie. A przecież Polar nie raz słyszał od kumpli hasło: - Ale miałem rajski seks!!! No i teraz Polarny wie, że chłopina miał przerąbane i nic nawet nie poczuł.


No i tak patrząc na to wszystko to po cholerę pchać się do tego raju? Kasy mieć nie można, a co za tym idzie tego co się chce i lubi też nie. Porządzić sobie też nie będzie można, bo nie dadzą. A seks… rajski seks jest do dupy. O przepraszam… nawet do dupy nie… bo to nieczyste czyli co? Męczenie zwierzaka? A cóż to za przyjemność? A może właśnie o to chodzi w RAJSKIM SEKSIE, że męczy się zwierzę i wyobraża się sobie, co tylko się zapragnie. Ale o jakim męczeniu my tu mówimy, jak tam nawet męczyć czego nie będzie. I po … nam to niebo?

 

INFO Z PIERWSZEJ RĘKI


SEKSU W NIEBIE NIE BĘDZIE

 


WNIOSEK: Z RAJEM JEST JAK Z YETI, NIKT GO NIE WIDZIAŁ, ALE WIELU WIERZY, ŻE ISTNIEJE.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM