czwartek, 28 lipca 2011

RADEK SIKORSKI humor- Internet to kloaka, w której różni frustraci wylewają swoją żółć. Zniesławiania, nawoływania do nienawiści, do przemocy nie są objęte immunitetem prawnym. (...) Prawo obowiązuje w internecie tak samo, jak gdzie indziej. To słowa Radusia Sikorskiego polskiego ministra spraw zagranicznych.

 

Powyższy cytat, nie jest zdaniem wyrwanym z kontekstu, ale fragmentem wypowiedzi dotyczącej ostatnich wydarzeń w Norwegii i manifestu internetowego Breivika. Jednak, czy sytuacja w Norwegii oraz fakt, że jakiś norweski palant i morderca wyrażał swoje zdanie w internecie uprawnia ministra reprezentującego Polskę do określania internetu kloaką?

 

Jeżeli internet jest kloaką, to idąc za logiką Radunia Sikorskiego, Polar i miliony Polaków korzystających z internetu są gównem, a stąd tylko krok do zniesławienia, nawoływania do nienawiści z którymi rzekomo walczy Wspaniały Raduś. Według Wszystkowiedzącego Radusia internet to morze nienawiści i kloaka.

 

Według Radusia, co już w majtusie nie siusia, więc może w imieniu rządu wypowiadać różne światłe myśli, np. takie, że winni wpisów nadużywających wolności słowa muszą brać odpowiedzialność za to, co piszą, tak samo, jak właściciele mediów, którzy rozprowadzają ich wpisy, wszyscy jesteśmy jedną wielką kupą i to nie koniecznie kupą luda.

 

A co z Radusiem? On też weźmie odpowiedzialność za swoje słowa w których internautów nazywa gównem? No, może nie bezpośrednio, ale skoro jesteśmy kloaką, to albo jesteśmy gównem, albo ściekiem, albo moczem, albo sraczką, albo … czystą wodą, która też tam się mieści, szczególnie jak już przejdzie przez oczyszczalnię ścieków.

 

Sikorski uważa, że internet wymaga regulacji tak samo, jak inne media. Czyżby totalitaryzm i permanentna inwigilacja, powrót do cenzury? Czy Raduś przypadkiem się nie zagalopował? Przed wyborami taka wypowiedź to strzał w stopę PO, bo kto z internautów poprze kretyńskie projekty nawiedzonego Radusia, który swój elektorat nazywa kloaką?

 

Ciekawe czy ktoś z internautów wytoczy Sikorskiemu proces, tak jak on wytacza procesy portalom prowadzącym różne fora, które nie koniecznie są w smak Radusiowi?

 

Fakt, internet jest pełen nienawiści, pełen nawiedzonych i nienormalnych, pełen zawistnych, pełen morderców, pedofilów, satanistów, nazistów, czy antysemitów, jest pełen stalkerów, itd. itp., ale też jest pełen normalnych, a nawet ponadprzeciętnych ludzi, których poglądy i działania budują pokój, dają dobro i pomagają ludziom. W internecie jest, jak w życiu, a czy życie Sikorski też chce inwigilować, kontrolować, a może rzeczywistość niewirtualna to też kloaka? A skoro kloaka to kim jest Raduś w niej funkcjonując? Polar nie odpowie, aby nie zostać oskarżony o nawoływanie… do czegokolwiek i obrażania… kogokolwiek.

 

 

WNIOSEK: PRAWDZIWĄ WOLNOŚĆ SŁOWA MAJĄ … RYBY I DZIECI.



poniedziałek, 25 lipca 2011

Pewnie wielu z Was zauważyło, że po zmianie szaty graficznej pierwszej strony Gazety zniknęło miejsce przeznaczone na promocję blogów. Nie zniknęło ono zupełnie, bo twórcy strony powiedzą, że zmieniło tylko image i miejsce, bo pojawiła się "kolumna zdjęciowa" przeznaczona dla forum, blogów, widelca i innych takich tam. Tam poleca się różne "tematy" czy "artykuły", w tym również z Bloxa.

 

Jest tylko jeden drobniutki problem. W miejscu tym, jak obserwuję, blogi pojawiają się niezmiernie rzadko, a jeżeli już, to są to albo kulinaria, albo moda, z rzadka pojawia się coś innego tematycznie. Nie wiem czy częstotliwość jest związana z beznadziejnością blogowych zasobów (wątpię), z lenistwem adminów lub brakiem czasu z ich strony (dużo bardziej prawdopodobne), a może z tym, że blogi przestały mieć większe znaczenie w serwisie społecznościowym Gazety (najbardziej prawdopodobne), ale jedno jest pewne, blogi w Gazecie mają coraz mniejsze znaczenie.


DAWNO I NIE PRAWDA
 DAWNO I NIE PRAWDA

W Wirtualnej Polsce, czy na Onecie, blogi są bardziej doceniane. Blox w Gazecie zawsze był kopciuszkiem. Niestety, jednak ten kopciuszek nie trafił na księcia z bajki, który się nim zajął. Blox, jako Brzydkie Kaczątko Gazety nie przemienił się w pięknego łabędzia. Nie dano mu szansy, mimo iż taka szansa istniała.


Parę lat temu, gdy Polarny zaczynał swoją "karierę" blogową zainteresowanie adminów promowaniem blogów było spore. Zainteresowanie samymi blogami również. Jednak z czasem to zainteresowanie zaczęło spadać. Wydaje mi się, że na początku grupa adminów zajmowała się wyłącznie blogami i platformą Bloxa. Później zaczęli odchodzić ludzie, którzy Bloxa "budowali". Wraz z ich odejściem jakość obsługi platformy również zaczęła odchodzić w przeszłość. Prawdopodobnie połączono zarządzanie Bloxem, wraz zarządzaniem Froum gazety, co temu pierwszemu nie wyszło na dobre. Zmiany, które zaczęły następować spowodowały to, że dziś blogi praktycznie, nie licząc jednego widgetu, zniknęły z głównej.


Spadek jakości obsługi i zainteresowania Bloxem dało się zauważyć już wcześniej. Najpierw na głównej zaczęły pojawiać się tylko blogi kulinarne, modowe, lub z zakresu IT. Inne polecane blogi z poza tego tria wydawały się być wybierane na chybił trafił i często były, aby nikogo nie obrazić - mało interesujące, lub też wybierano sprawdzone marki znanych blogerów, aby zapełnić dziurę mając pewność, że treści nie będą beznadziejnie beznadziejne.


Kiedyś zmieniano blogi na głównej regularnie o określonej godzinie, monitorowano ich "wejścia", a gdy wejść było mało podmieniano na inny. Z czasem godziny zmian były różne, nudnych blogów nie zmieniano, a niektóre wisiały więcej niż 24h nie wiadomo po co. Dziś w ogóle nie wiadomo, jakimi zasadami kierują się admini w doborze blogów. Kiedyś były to blogi z najświeższymi notkami. Dziś, i trochę czasu wstecz zaczęły pojawiać się notki z terminem publikacji z przed kilku dni, a nawet tygodni, a pamiętam, że była nawet notka z miesięcznym okresem świeżości.


Kiedyś admini mieli dyżury w gazecie, i praktycznie od godzin rannych do godzin późnowieczornych można było mieć z nimi kontakt, zadać pytanie i otrzymać natychmiastową odpowiedź. Dyżury były nawet w weekendy. Dziś nie ma dyżurów, odpowiedzi na meile , czy na Forum przychodzą po kilkunastu godzinach, a nawet kilku dniach, a reakcja na różne rzeczy jest mooooocno opóźniona.


Co to znaczy? To znaczy, że platforma Blox dla właścicieli Gazety przestała mieć znaczenie. Przestała być opłacalna. Stała się jakimś dodatkiem, którym nie warto się interesować, nie warto w niego inwestować, nie warto go promować. Zresztą Gazeta zawsze miała problem z promocją Bloxa. Onet organizował ogólnopolski konkurs na Blog Roku, a co robiła Gazeta? Nic!!! Nawet nie promowała blogów, które miały szanse zgarnąć coś w konkursie Onetu stając się w ten sposób wizytówką Bloxa i Gazety.


Blox zdycha. Przykre to, ale prawdziwe. Kto z polityków, gwiazd muzyki czy ogólnie kultury, celebrytów pisze na Bloxie? Niewielu, znikoma garstka. Platforma, która predestynowała do miana platformy zrzeszającej najciekawsze, najbardziej interesujące i najbardziej sensowne blogi w sieci zaczyna chylić się ku upadkowi i wyraźnie zbliżać się do dna. Blox był uważany za elitę, a dziś czym jest?


Ze strony Gazety nie ma co się spodziewać zmian na lepsze w zakresie promocji. Spójrzcie na blog firmowy Bloxa i przejrzyjcie, co się w nim dzieje od ładnego czasu. Nic się nie dzieje, dopiero ostatnio zaczęło pojawiać się coś, co może kogoś chociaż trochę zainteresować. Spójrzcie na Forum "O Blox" - tragedia. Blox dostał starczej zadyszki. Nie wiem czy transfuzja nowych twarzy w czymś mu pomoże. Będę się przyglądał, czy będzie to powolne konanie, czy ktoś zacznie reanimować powoli umierającego Bloxa. Trzymam kciuki, żeby pacjent lekarzom nie zmarł na stole, z czego z pewnością ucieszyłaby się konkurencja.


Jeżeli się mylę, możecie wyprowadzić mnie z błędu. Nie mam nic przeciwko temu. Pisanie jednak przez ponad pięć lat daje pewną perspektywę spojrzenia.


 

WNIOSEK: W BIZNESIE CHODZI TYLKO O PIENIĄDZE. TAM GDZIE ICH NIEMA IDEE UMIERAJĄ, NAWET JEŻELI SĄ NAJLEPSZE.



sobota, 23 lipca 2011

Jesteśmy Polakami, tak się przynajmniej większości z nas wydaje. Wielu nawet twierdzi, że czuje się Polakami w sercu, duszy i gdziekolwiek bądź. Nawet jak twierdzą, że mają to w dupie, to umiejscawiają jakoś swoją przynależność narodową, w tym przypadku do … dupków. Czuć się Polakiem to rzecz WIELKA. Niejeden "narodowościowiec" dałby się za to poczucie poćwiartować. Jednak z poczuciem tej polskości nie idzie w parze przywiązanie do języka.


- Polska język to trudna język - mawiał Makumba, student, książę i demaskator polskiej rzeczywistości. Jednak jak się okazuje, nie tylko Makumba widzieć, że polska język to trudna język, bo nie jeden młoda Polak, też nie potrafić mówić po polski, a co gorsza nie znać polskich języka.



Ostatnio Polarny spotkał się z tym, że ekspedientki, bo to kobiety najczęściej stoją za ladą, i to młode, na dźwięk słowa apostrof robią wielkie oczy, dziwną minę i zastanawiają się, czy ich przypadkiem nie obrażam. Ostatnio, jednej wybitnie inteligentnej jednostce, wpisywałem nazwisko autora w jej firmowy program poszukiwawczy, bo za cholerę nie mogła zrozumieć czemu ją wyzywam od apostrofów, a wytłumaczenie jej gdzie to cudo znajduje się na klawiaturze graniczyło z … cudem, nie mówiąc już o wytłumaczeniu do czego to służy.


Mogę zrozumieć Panią z banku, że patrzyła na mnie, jakbym jej nacharał do kawy, gdy ją poprosiłem o bankową abrewiaturę walut. Jednak od Pani w Empiku mogłem chyba spodziewać się więcej, chociaż może się mylę i kieruję się jakimiś myślowymi schematami popadając w stereotypy.  Jednak Empik to nie jedyne miejsce, gdzie słowo apostrof wywoływało lęk pomieszany ze zdziwieniem, zmieszanie lub niesmak, że się wymądrzam i poczułem się tam prawie, jak viceversja. Dziś niewiele osób widzi różnicę pomiędzy myślnikiem w półfirecie czy w firecie, czy też dywizem, stosując je w pisowni zamiennie. Ale czemu tu się dziwić, skoro nie radzimy sobie z językiem mówionym, który ubożeje nam coraz bardziej opierając się na pewnych memach zakodowanych w nas i powielanych przez ich notoryczne powtarzanie, często z błędną interpretacją, czy intencją.


Głupie "Siema", czy "Narka" zakotwiczyło się w naszym słownictwie tak bardzo, że zaczynają go używać osoby, które z racji swego wykształcenia, czy jak niektórzy wolą - inteligencji, stanowiska, pozycji społecznej, powinni od nich stronić. W ich ustach brzmi to sztucznie, często snobistycznie i jakby na pokaz. Skoro jednak ludzie, którzy powinni być według mnie ostoją kultury i języka kaleczą go "narką", czy "siemką", to co się dziwić Pani z Tesco, Empiku, czy Castoramy. I, żeby nie było, że Polar to wieczna szowinistyczna świnia, dodam, że faceci w tym zakresie są tacy sami, a często jeszcze gorsi, bo ich zakres słownictwa często zawężony jest jeszcze bardziej, a najczęstszym znakiem przestankowym jest … kurwa.

 

POLAK


Dlaczego dziś w rozmowie słyszy się tak rzadko słowo adwersarz? Dlatego, że mało kto wie o jego istnieniu, nie mówiąc już o znaczeniu. O ortografii pisałem już kiedyś wcześniej, że nie dałbym się za nią pokrajać, bo szczerze mówiąc wisi mi zwiędłym porem w porach o późnej porze, czy później pisze się przez u - zwykłe, czy też przez ó - kreskowane. Jednak, gdy słyszę ubogość słownictwa u swoich rozmówców oraz widzę niezrozumienie w ich twarzach, to jest mi jakoś tak smutno i przykro. Nie wymagam od rolnika z wykształceniem podstawowym, aby zaskoczył mnie zdaniem: "Obecne plony poprzez zaplanowaną dywersyfikację zasiewów dają odpowiednią korelację planowanych zbiorów z refinansowaniem przyszłorocznych zasiewów obecnego areału". Jednak od tych trochę inteligentniejszych wymagałbym, aby to zdanie chociaż zrozumieli.

Ale, co tam, ja zawsze wymagałem więcej niż to nakazuje przyzwoitość, a więc …vicewersja etcetera  PazdrawlaYou ja Was. Amen.

 


WNIOSEK: POLACY NIE GĘSI I  … CO Z TEGO?



środa, 20 lipca 2011

Może macie już dość o fachowcach, ale ja nie, bo rzeczywistość okołofachowcowa jest po prostu zaje…fajna. Dziś jednak ostatnia porcja, mimo iż mógłbym zdecydowanie dłużej.


Firma Polara miała potrzebę zakupu mebla reprezentacyjnego w postaci dużej pufy. Biorąc pod uwagę, że jest okres urlopowy poproszono grzecznościowo, aby Polar został pełnymnocnikiem do spraw pufy. Trzeba było wybrać usługodawcę, wybrać model oraz materiał. Po zbadaniu rynku, wypytaniu co gdzie i jak, Polar złożył zamówienie jako letni pełnynocnik firmy i zamienił się w oczekiwanie.


PUFAGdy zbliżył się termin odbioru mebla reprezentacyjnego zadzwonił telefon:

- Panie Polarny może Pan podjechać do nas po odbiór pufy.


Polar podjechał, wszedł, rozgląda się i … nic nie widzi.

- Proszę. To Pana pufa - mówi Właścicielka.


- Gdzie? - Polar rozejrzał się jeszcze raz w około po całym sklepie i … nadal nic.


- No tu, przed Panem!!! - wskazuje Właścicielka coś, co przypominało, jak nic, stary tapczan z okresu Wczesny Gierek - Późny Gomułka.

TAPCZAN WCZESNY GIEREK

- To coś???!!! - Polara nie stać było na nic więcej, gdy spoglądał na wyrób chałupniczy pijanego tapicera. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że projekt, który został omówiony nadzwyczaj dokładnie można tak  zje… psuć.


- No tak - odpowiedziała Właścicielka zdziwiona moim zachowaniem.


- Proszę Pani omówiliśmy dokładnie czego oczekuję. Zostało to narysowane, zwymiarowane, a Pani przedstawia mi pufę, która wygląda jakbym wybrał się do Kingsajzu. Przecież to koszmar, a nie mebel. Można tak spaprać zamówienie?


PUFA PÓŹNY GIEREK- No, ale mówił Pan, że to ma być duża pufa, taka jak ta, na której Pan siedział.


- Tak proszę Pani, a może przypomina sobie Pani, że mówiłem również, że chodzi o wysokość??? Wysokość miała być, jak ta, na której siedziałem!!! - prawie wykrzyczałem, bo Pani zaczęła mnie drażnić, a do tego zauważyłem, że  … bagatela, że pufę wykonano z zupełnie innego materiału niż zamawiałem, nawet kolor nie był zbliżony, więc nie dziwota, że tego koszmaru nawet nie zauważyłem szukając "swojej pufy".


- Chciałem jeszcze zaznaczyć, że to cudo wykonano z zupełnie innego materiału niż zamawiałem i co na ten temat mi Pani powie?


Kobieta się skonfundowała. Zakręciła się wokół własnej osi, jak trafiona odłamkiem szrapnela i wypadła na zaplecze. Gdy wróciła po kilkudziesięciu sekundach wyrzuciła z siebie serię słów, jak z karabinu maszynowego:

- Bo materiał, który Pan zamówił przyszedł, ale było go za mało, a poza tym był z uszkodzeniami dlatego podjęliśmy decyzję, że zrobimy Panu z czegoś innego, a ten mi się podoba.


Polarny spojrzał dziwnie na kobietę, bo jej słowa były dziwne i zapytał:

- Tak bez konsultacji ze mną?


Kobieta wzruszyła ramionami: - To bierze Pan czy nie?


I jak myślicie, co było dalej????


***


DUPEKA teraz news z ostatniej chwili. Polar zamówił do domu Fachowca do kładzenia płytek. Ustalono termin, cenę satysfakcjonującą obie strony, zakres prac, godzinę rozpoczęcia prac. Polarny przygotował  mieszkanie, foliował, wyniósł pralkę i insze inszości. Przyszła godzina odwiedzin fachowca. Cisza. Po kwadransie akademickim Polar dzwoni. Nikt nie odebrał telefonu. Trzy telefony co 10 minut - cisza. Polar bierze komórkę Koleżanki Małżonki i dzwoni po raz piąty. Odbiera kobieta. Polar pyta o fachowca. Rzekomo zapomniał zabrać z sobą komórki do pracy, a ma wrócić za 20 minut. Oczywiście mało ważne, że godzinę wcześniej był umówiony ze mną, on dopiero wraca z pracy. Dzwonię za 20 minut. Telefon wyłączony. Po godzinie przychodzi sms, że abonent jest już dostępny, ale fachowiec nie raczył zadzwonić z przeprosinami, lub nawet z najgłupszym  wytłumaczenie. Polar ma już w dupie marnowanie pieniędzy, chociażby po to, aby do "fachowca" zadzwonić i powiedzieć mu, że jest frajerem i dupkiem.


I co Szanowni Państwo myślą na ten temat? Już nie będę więcej pisał o polskich fachowcach w najbliższym czasie, bo po prostu szkoda już na to miejsca i czasu.

 


WNIOSEK: KTO SIĘ CH…M URODZIŁ TEN KANARKIEM NIE UMRZE.



sobota, 16 lipca 2011

Nadal czasu mam tyle, co kot siknie do kuwety, ale obiecałem, że będę się odzywał, to się odzywam. No to o fachowcach ciąg dalszy zgodnie z obietnicą, a może nie o fachowcach tym razem, ale o podejściu do klienta.

 

POLSCY FACHOWCY

 

Do firmy miałem zamówić klimatyzację. Wiadomo, najpierw trzeba zbadać rynek, później złożyć zapytania ofertowe, a później, gdy kwota nie przekroczy kwoty zamówień publicznych można przystąpić do działania. Wydaje się, że XXI wiek dotarł również do Polski, jednak słowa "wydaje się", są tu słowami nadzwyczaj na miejscu, bo Polarowi tylko się wydawało.

 

Zapytania ofertowe fajna sprawa. Tu podzwonisz, tam zapytasz, tu zapytają Ciebie, tam powiedzą, że mają Cię w dupie. No i właśnie o tych ostatnich chodzi. Polar myślał, że już nie ma firmy, która ma swego potencjalnego klienta w dupie, a tu się okazuje, że są i to nie jedna.

 

Polar zadzwonił do firmy X, a przemiła Pani wypytała się Polara o powierzchnię, rodzaj biura, ilość ludzi, którzy będą w nim przebywać, ilość otworów okiennych i drzwiowych. Gdy już się zapytała również o nr buta Polara, oraz jego staż małżeński stwierdziła, że za godzinę oddzwoni z ofertą.

 

Po trzech godzinach Polar sam zadzwonił i usłyszał, że zostanie połączony z KEDEM (Kierownikiem Działu Montażu - swoją drogą kto wymyśla im te skróty - przyp. aut.) i tam zostanie przedstawiona mu oferta. Pan Kerownik wypytał dokładnie o to samo, co wcześniej Pani z DOK-u, a gdy Polar zapytał, czy gdy już wszystko wiedzą łącznie z tym, czy łóżko Polara ma wezgłowiem na północ, czy na południe, mogą przedstawić swoją ofertę, usłyszał, że oni muszą przyjechać i popatrzeć.

 

Ku…źwa Twoja rozczochrana. Na co oni chcą do cholery patrzeć? Biura z drzwiami i oknami nie widzieli czy jaki ch…?? Ale spoko, niech przychodzą i oglądają, mierzą, pomiarują, wizytują, etc., etc. Na to Polar ze spokojem świni idącej na rzeź zakomunikował:

- Zapraszam Państwa Serdecznie, między 13 a 15-tą. Będą jeszcze dwie firmy, które chcą również dokonać pomiaru, ale myślę, że nie będziecie Państwo sobie wzajemnie przeszkadzać.

 

Po tych słowach w słuchawce zapadła cisza.

 

- Halo, halo, jest tam kto? - zanucił w słuchawkę Polarny.

 

Po dłuższej, niż była potrzeba, chwili, po drugiej stronie odezwał się znudzony głos: - Nie jesteśmy zainteresowani.

 

Tego Polar nie zaczaił. Jak nie są zainteresowani? Czym nie są zainteresowani? Odwiedzinami, bo znają wszystko łącznie z tym, kiedy CM-ka chorowała na różyczkę i są gotowi już podać ofertę? Nie, nie, proszę Państwa, to było by zbyt proste, ale Polar na wszelki wypadek zapytał:

- To co? Przedstawicie mi Państwo ofertę?

 

- Nie, - wydukał z siebie obrażony po drugiej stronie głos Pana Kerwonika - nie jesteśmy zainteresowani składaniem Panu oferty.

 

Ku…źwa, myślałem, że się przesłyszałem, więc pytam, aby upewnić się, że jestem głuchy, a nie rozmawiam z debilem:

- Nie jesteście zainteresowani składaniem oferty? Nie chcecie ze mną współpracować? Nie chcecie zarobić pieniędzy?

 

- Tak! Nie chcemy z Panem współpracować, - wyjęczał obrażony Kerownik -  nie lubimy tłoku, a skoro Pan naspraszał tyle firm to niech Pan sobie którąś wybierze. My nie jesteśmy zainteresowani. - Kerwonik odłożył słuchawkę.

 

Kumacie? Ani dowidzenia, ani pocałuj mnie w dupę. Nic. Jedynie obrażony głos i trzaśnięcie słuchawką.

 

No do dziś jestem w szoku,że taka firma funkcjonuje i ma klientów. Rozumiecie? Gość się obraził i wypiął, jak się dowiedział, że ma konkurencję!!!! Chciałem wystawić im negatywna opinię w internecie, ale … formularz nie przyjmuje negatywnych opinii!!! :D Normalnie jaja, które nadają się nie tylko na bloga, ale i do gazety. Jeżeli dodam, że dwie inne firmy umówiły się na pomiary i nie przyjechały i nawet nie raczyły zadzwonić usprawiedliwiając się w jakiś sposób, to mam dopełniony obraz naszego rodzimego wolnego rynku.

 

Czyżby wolny rynek przestał u nas, w naszym śmiesznym kraju funkcjonować, czy może My - klienci, wiecznie chowający głowę w piasek doprowadziliśmy do tego, że usługodawca ma nas w dupie i sam wybiera sobie klienta? Odpowiedź na te pytania pozostawiam czytelnikom. Chociaż z drugiej strony, jak wolny rynek to wolny rynek, usługodawca ma też prawo mieć mnie w dupie.

 

W następnym odcinku będzie, jak Polar zamawiał pufę do biura. Do następnego przeczytania.

 

 

WNIOSEK: WOLNY RYNEK POLEGA NA TYM, ŻE KAŻDY KAŻDEGO MOŻE MIEĆ W DUPIE, A NIE NA TYM, ŻE "KLIENT NASZ PAN".



sobota, 09 lipca 2011

Nie mam czasu na bloga, po prostu nie mam. Z chęciami też bywa różnie, bo coraz częściej wydaje mi się, że jest nudny, jak sraczka dla proktologa, więc nie ma sensu zanudzać innych. Jeżeli ktoś ma przyjemność dodać, że nie od dziś, i będzie miał z tego przyjemność, to niech się nie krępuje. Dziś piszę notkę, żeby nie zapomnieć, jak to się robi, i aby Ci, co jednak lubią czytać moje nudy i nie dostają od nich nudności mieli to malusie ziarenko przyjemności.


fachowiecDo tej pory Polar myślał, że Polska się zmienia i staje się bardziej "światowa", a usługodawcy w końcu zrozumieli, że nie mają zakładów dla samych siebie, tylko dla klientów z których żyją. O jakże mylne to było przeświadczenie, z którego w ciągu tygodnia wyprowadziło Polara kliku "rzemieślników".


Na początku tygodnia Polar został oskarżony… o zalewanie sąsiadki. Wielka zadyma, a u Polara w łazience i toalecie sucho, jak u Bolka i Lolka na pustyni Gobi. U sąsiadki obok, też sucho. U sąsiadki na górze również. Wtedy Polar usłyszał, że praw fizyki się nie zmieni i woda leci z góry na dół, a nie odwrotnie. Polarowi nie chciało się polemizować z tą porażająco trafną teorią, bo z kobietą o mózgu wielkości zielonego groszku nie ma co dyskutować, bo z nadmiaru wiedzmy mogłoby jej łeb roz…sadzić.


Stanęło na tym, że to z pewnością Polar jest winny i … jego rura. Nie wiem skąd wzięło się sąsiadce, że winna jest Polarnego rura, bo styczności z nią nie miała, ale nie ulega wątpliwości, że woda natrafiając na otwór … musi się lać. Skoro stanęło, że to polarowa rura, no to sąsiadka uparła się, że fachowcy ze spółdzielni będą szukali winnej u Polara w igloo.


O godz. 23 z minutami zapukała do Polara mocno zmęczona drużyna H (skrót: od Hydraulików), w składzie Obrońca i Atakujący. Atakujący zaatakował wszystkie dostępne otwory w igloo Polara, a Obrońca siadł na zydelku i bronił … się przed robotą. Popatrzyli, poniuchali, poświecili, palpatycznie stwierdzili, że u Polara sucho, spisali protokół i poszli ściemniać dalej gdzieindziej.


Następnego dnia, gdy sąsiadka dowiedziała się, że Drużyna H. suchość widziała, suchość, wpadła w szał i poruszyła niebo i ziemię, aby komisja w innym składzie stwierdziła, że jednak Polar się moczy. Inna komisja, nazwijmy ją Drużyna CH. ze względu na to, że zachowywała się ch…owo, przyszła z nastawieniem, że Polar musi mieć mokro. Nastawienie tak się lało z drużyny, że Polar zaczynał się bać, że zaleje nie tylko sąsiadów piętro niżej, ale co najmniej dwa. Niestety, ku niezadowoleniu Sąsiadki Z Groszkiem, i ta Drużyna, stwierdziła, że u Polara jest sucho. Jednak ta drużyna była bardziej waleczna, ponieważ autorytarnie stwierdziła "Ojciec będziem pr…uć".


fachowcy


- Że ke? - zaanonsował swoje niezrozumienie Polar, dostosowując akustyczne wyrażenie emocji do poziomu słuchaczy.

- No ściany będziem pruć, żeby znaleźć gdzie cieknie. Co taki zdziwiony? - wyjaśnił atakujący Drużyny CH.

- Ale u mnie jest sucho - zripostował Polar robiąc oczy wielkości talerzyka śniadaniowego.

- No właśnie. Dlatego trza pruć - wyjaśnił obrońca Drużyny CH. wyjmując z torby meselek, szlagbor  i młotek.

O rzesz Ty k…wa orzeszku - pomyślał Polar - pojebało Cię jak nic - a głośno powiedział - Spierdalaj Pan stąd!!! To nie czasy wczesnego Gierka, ani późnego Gomułki, ani budynek przy Alternatywy 4!!! Pruć to sobie w domu możesz ….

I nie dokończyłem co, czy kogo, bo poczułem, że chamem zaczynam zalatywać.


Drużyna CH zwinęła się jak niepyszna, nie mając możliwości wyładowania swoich atawistycznych rządz na ścianach Polarnego. To jednak nie koniec przygody. Następnego dnia zadzwonił do Polara Kierownik Drużyny CH oburzony, że nie pozwoliłem … pruć. Tym razem grzecznie zapytałem go czy wie do czego służy korelator. Usłyszałem, że Kierownik Drużyny CH nawet nie wie co to jest. Więc zapytałem o geofon. O tym coś słyszał, tylko nie wiedział z której ambony. Jedynie na temat przyrządu do mierzenia wilgotności materiałów wypowiedział się, że zna, ale nie są w posiadaniu takiego narzędzia.


O dalszych przygodach Polar nie będzie się wypowiadał.


Zastanawiam się czy Polska to nadal kraj przecinaka i młotka, i nie znane są polskim fachowcom inne metody niż siłowe? Czy po prostu naszym Wielkim Spółdzielniom po prostu nie chce się inwestować w nowe technologie, bo nie daj Zeusie prezes musiałby mieć niższą pensje?


Polska to jednak dziwny kraj.


W następnej notce Polar zamierza przedstawić kolejną opowieść potwierdzającą, że wciąż jesteśmy 50 lat za murzynami, a tylko dwa dni przed jaskiniowcami.

 

 

WNIOSEK: WIDZĄC PRACĘ NIEKTÓRYCH FACHOWCÓW, MA SIĘ WĄTPLIWOŚCI CZY MYŚLENIE NIE BOLI.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM