piątek, 31 lipca 2009

PIĄTEK 19.06.


Obudziłem się z nagle z przeświadczeniem, że odkryłem coś epokowego. No, może nie na miarę Nagrody Nobla, ale przynajmniej na jakieś porządne wyróżnienie bym zasłużył. Rzekomo najlepsze pomysły wpadają do głowy podczas snu. Postanowiłem pisać pamiętnik i przyśniło mi się, że kobieta jest jak automatyczna pralka. Każdą da się odpowiednio zaprogramować i będzie działa zgodnie z oczekiwaniami. Odpowiednie słowa, trochę ciepła i czułości, kwiaty, miła kolacja itd. itp. i program działa. Zawsze wiadomo, co,  kiedy i jak się stanie, i na co i jak zareaguje. Pralka i kobieta są w swym działaniu identyczne, z tą tylko różnicą, że pralki nie da się zapakować od tyłu.

 

SOBOTA 20.06.


Nie rozumiem dlaczego kobitom do seksu są potrzebne czułe słowa? Przecież gadanie podczas seksu to zbędne marnowanie czasu. Słowa rozpraszają, przeszkadzają i zmuszają do myślenia. A po cholerę przy seksie myśleć? Wczoraj kochałem się z żoną. Milczałem jak zawsze, no bo o czym tu gadać? O Księdzu Rydzyku i jego finansach, czy o fajansiarskiej polskiej piłce nożnej? O. Rydzyka nie lubię, a na piłce nożnej Stara się nie zna. No to milczę. A ona do mnie:

-Wiesz kochanie – a ja ją bzykam od tyłu – w Tobie już nie ma takiej czułości jak dawniej. Zaniedbujesz mnie. Mógłbyś chociaż czasami do mnie powiedzieć coś pieszczotliwie?

- Dupa wyżej KOCHANIE!!!

Lekarz powiedział, że szczęka może boleć jeszcze ze dwa tygodnie, ale złamania nie było.


PONIEDZIAŁEK 22.06.


Ja wciąż nie rozumiem kobiet, a swojej żony w szczególności mimo tylu lat małżeństwa. Wiecznie narzekają na swój wygląd. Za te jej maseczki, szmineczki, kremiki, piźdzki, to już bym sobie dawno mercedesa albo inne volvo kupił. Wczoraj narzekała, że ma małe piersi. Mówię jej:

- Kobieto nie masz większych zmartwień?

A ona mi narzeka, że się źle czuje, że powinna mieć większe, że może dałbym jej na silikony? Pojebało babę, jak nic. Więc jej mówię:

- Pocieraj sobie kilka razy dzienne papierem toaletowym między piersiami?

-A to pomoże? Będą większe?

- Dupie pomogło.

Dentysta powiedział, że tę jedynkę to da się wstawić, ale tylko na metalowym implancie. Z dwójką nie będzie problemów, bo się tylko trochę uszczerbiła.

 

WTOREK 23.06.


Dziś rano córka przyszła, żebym jej pomógł zawiązać buciki. No, to wiążemy i wiążemy. Uczę ją o zajączkach i pętelkach, o motylkach zawiązujących skrzydełka, na kokardkę i takich tam sznurówkowych historyjkach, a ona mnie nagle pyta:

- Tato!! A dlaczego dziewczynki mają mniejsze stópki od chłopców?

- Aby w przyszłości mogły stać bliżej zlewu.

Chłopakom w pracy powiedziałem, że mi  szczapa przy rąbaniu drewna odbiła. Swoją drogą widać, że to mamy córcia – ma to pierdolnięcie gówniara.

 

PIĄTEK 24. 07


Kochany Pamiętniczku, przepraszam, że mnie tu tak długo nie było.

Ale w niedzielę przy śniadaniu w zeszłym miesiącu rozmawialiśmy z żoną na tematy religijne. Żona twierdziła, że kobieta to lepszy „produkt” Boga niż mężczyzna. Więc jej przypomniałem, że to mężczyznę stworzył Bóg jako pierwszego. A ona mi na to:

- Taaa… bo musiał zacząć od zera.

No szlag mnie trafił na gadzinę jedną hodowaną na mym męskim łonie to jej odszczeknąłem:

- Yhm. A jak chciał stworzyć kobietę to się potknął i powiedział „Kurwa”. I słowo ciałem się stało.

Na OIOM-ie trzymali mnie tylko przez tydzień. Chirurg szczękowy powiedział, że miałem szczęści, że szczęka mi się w mózg nie wbiła. Mój wstrząs mózgu to byłby przy tym pikuś. Dopiero wczoraj mnie wypisali.

 

SOBOTA 25.07.


Kobiety to zawsze mają jakieś pretensje. Wiecznie coś im się nie podoba i nie wiedzą czego chcą. Pamiętam jak byłem przy urodzeniu córki. Żona darła się jak głupia:

- Zróbcie coś z tym. Dajcie mi jakieś lekki. Ratunku to boli!!! To Ty powinieneś tu leżeć za mnie i skręcać się z bólu!!! To Ty mi to zrobiłeś!!!

Nie chciałem być niczemu winny jak zawsze, więc jej przypomniałem:

-Nie pamiętasz? Chciałem ci go wsadzić w pupę, ale powiedziałaś, że to będzie zbyt bolesne.

Lekarz wylądował na urazówce. Mnie nie sięgnęła. Wróciłem po dwóch tygodniach, jak wytrzeźwiałem, a ona się uspokoiła. Baby to zawsze zwalają winę na nas.


NIEDZIELA 26.07.


I niech mi ktoś powie, że kobiety nie myślą permanentnie, tak jak mężczyźni, o seksie. Siedziałem wczoraj wieczorem w barze z kolegą i tłumaczyłem mu jak smakuje ogolona cipka, bo on nigdy takiej nie miał szansy popróbować. Nie wiedziałem jak mu wytłumaczyć więc mu mówię:

- Wyobraź sobie, ogoloną cipkę i różowego Chupa Chups.

- No i?

- Więc ogolona cipka smakuje, jak ten lizak.

- A jak smakuje owłosiona?

-Jak lizak spod szafy.

Chyba nie zrozumiał. Bez flaszki nigdy nie zrozumie, więc idziemy do baru. Podchodzę i zamawiam dwie szklanki Whisky. A barmanka do mnie:

- Z lodem czy bez?

- Bez loda. – odpowiedziałem – Kolega nie będzie czekał.

I co? Nawet barmance lody w głowie. I niech mi któraś teraz powie, że tylko faceci ciągle myślą o seksie.

 

ŚRODA 29.07.


Po wczorajszej akcji poszedłem do pracy. Tym razem się udało. Miałem tylko pobite oko i rozcięte usta. Nie chciałem znowu sprzedawać, że to od rąbania drewna, więc przyznałem się, że to żona mnie pobiła. Chłopaki pytali: - Za co? No więc, powiedziałem im, że za to, że podczas seksu powiedziałem, do niej na „Ty”. Nie uwierzyli.

A co? Miałem im powiedzieć, że w trakcie ona do mnie powiedziała: - No już ze trzy miesiące się nie kochaliśmy. A ja jej odpowiedziałem: - Chyba Ty.

To i tak dobrze, że się skończyło, jak skończyło, a nie tak, jak wtedy, gdy wylądowałem ze wstrząsem mózgu, gdy dostałem w ryja mrożonym kurczakiem. Kurde seksu mi się zachciało wtedy przy lodówce. Przecież przy lodówce chyba każda lubi. Szkoda tylko, że nie w Tesco.


PIĄTEK 31.07.


Kochany pamiętniczku dzisiaj robię eksperyment. Chcę sprawdzić kto jest moim najlepszym przyjacielem: pies czy żona? Zamknę oboje na noc w bagażniku mojego Zaporożca. Zobaczymy, kto się będzie cieszył rano, że mnie znowu widzi.




To był ostatni wpis w odnalezionym pamiętniku. Życie prawdziwego mężczyzny potrafi być pełne niespodzianek.

 


WNIOSEK: MĘŻCZYZNA I KOBIETA MAJĄ RÓŻNE WYOBRAŻENIA O PRAWDZIWYM MĘŻCZYŹNIE

poniedziałek, 27 lipca 2009
PLOTKA

Plotka jako taka, jest wpisana w życie społeczne jednostek. Funkcjonuje w każdym środowisku i mimo, iż z reguły postrzegana jest negatywnie, ma się całkiem nieźle. Mamy plotkę biurową, szkolną, medialną, polityczną i wiele wiele innych, w zależności od środowiska w jakim funkcjonują. Blox jako społeczność również jest skażona plotkarstwem, a więc śmiało możemy powiedzieć, że istnieje również plotka bloxowa.


Większość plotek zasadza się na stosunkach damsko – męskich, bo one są najwdzięczniejszym tematem do plotkowania. Jak widać w mediach i nie tylko, plotkowanie kto z kim śpi, kto jest czyim materacem, kto z kim romansuje dotyka wszystkich znanych postaci w danym środowisku. Polityków, aktorów, przedsiębiorców, dyrektorów, księży, lekarzy, nauczycieli, uczniów, a nawet …przedszkolaków. Każde środowisko ma swoich plotkarzy i obiekty do plotkowania. Blogosfera również nie jest wolna od plotek, a wręcz przeciwnie często takimi plotkami żyje.


Pisanie bloga, wywnętrzanie się, pewna anonimowość wpływająca na brak pełnej informacji, przyczyniają się do wzmożonej ciekawości i snucia wszelkiego rodzaju domniemań i przypuszczeń, a co za tym idzie do tworzenia plotki.


PLOTKA autor rysunku A. Mleczko

Polarny nie raz na własnej skórze przekonał się, że blogerzy i komentatorzy są normalnymi ludźmi, którzy uwielbiają plotki. No, bo jak to nie pogadać sobie o kimś kogo się zna? No jak? Trzeba i już. A jak już ten ktoś jest jeszcze trochę bardziej znany to już sama przyjemność wymienić się o nim informacjami. Nie ważne, sprawdzonymi czy nie, ważne, że sobie można pogadać.


Skąd się bierze plotka? Z potrzeby duszy – najczęściej kobiecej, bo plotka to w głównej mierze domena kobiet. To one w wybitny sposób mają tendencje do plotkowania, ubarwiania rzeczywistości, do mutowania informacji, które otrzymują lub nadinterpretowania faktów.


Co ma na celu plotka? W głównej mierze zaspakaja ciekawość i potrzebę informacji, a także spełnia rolę oceniania innych. To całkiem miło móc wypowiedzieć się o kimś i go ocenić, najlepiej negatywnie, bo to w sumie największa przyjemność.


Dlaczego tworzy się o kimś plotki? Powodów jest wiele. Jednym jest wyrzucenie z siebie negatywnych emocji z wiązanych z daną osobą. Przedstawienie własnego punktu widzenia, własnych racji, a co za tym idzie zachowanie własnej twarzy i wybielenie siebie. Inny powód to zwrócenie uwagi w inną stronę i odciągnięcie uwagi od swojej osoby. Ot zagrywka na zasadzie nie ja jestem w tym „problemie” ważny, ale ona (on), bo ona (on) to… i tu pada odpowiednia informacja.


Powstanie plotki można również upatrywać w chęci zdeprecjonowania czyjejś osoby, a tym samym wskazania własnej wyższości. Jest to działanie nader częste, gdy plotka rodzi się w wyniku kłótni, rozstania, odmienności zdań. Wówczas krzewiciel plotki ukazuje siebie, jako istotę wyższego rzędu, jako ciemiężonego i poszkodowanego, a druga strona jest tym „Be” – ciemiężycielem i oprawcą.


Plotki są też często wynikiem odreagowywania stresu. Wyrzucenie z siebie steku informacji obciążonych odpowiednim negatywnym komentarzem pozwala nie tylko na ukazanie siebie w lepszym świetle, ale również odreagowanie stresu związanego z jakąś nabrzmiałą sytuacją. Takie działanie ma również za zadanie znaleźć wśród słuchaczy poparcie dla swoich słów i aprobatę tej informacji. Plotkarz nie pozostaje już wtedy sam z problemem, bo dzielą go również inni, a jak jeszcze popierają plotkarza to już jest cudownie.


Polarny ma małego

Mówi się, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy. I to jest fakt, jeżeli mówimy o pierwszej plotce przyjmującej formę pogłoski. Jednak z czasem plotka przekazywana z ust do ust, zaczyna rosnąć jak tocząca się kula śniegowa. Im dalej od pierwotnego informatora tym mniej w niej tego ziarenka, które najczęściej i tak jest nikłe już na początku. Plotka żyję własnym życiem i potrafi  w końcowej fazie swego żywota zadziwić nawet tego, kto ją stworzył


Plotka to subiektywny przekaz informacji opierający się często na szczątkowym przekazie, bardzo często ograniczonym przez samego przekazującego. W plotce przekazywane są tylko „wygodne” fakty, a „niewygodne” przemilczane. No, bo co to byłaby za plotka, gdyby przedstawić racje obu stron? To już nie byłaby plotka. Nie byłoby czego się domyślać, nad czym deliberować, a plotka przestałaby być plotką, a zaczęła być prawdą.


Ciekawostką plotki jest również to, że dalej rozpowszechniają ją osoby, które nie należą do postaci kryształowych. Im bardziej przypominają matowe szkło, tym intensywniej rozpowszechniają plotkę. W ten sposób okazują swoją dezaprobatę dla jakiegoś czynu udając przed otoczeniem swoją kryształowość i publicznie odcinając się od „be” postaci.


Plotka spełnia również funkcję reklamy. Im więcej się o kimś plotkuje tym większe wzbudza się zainteresowanie. Im więcej niewiadomych i sprzecznych informacji, tym ciekawiej. Im mniej dementi, tym więcej nowych plotek i tak nakręca się reklama.


No to co? Może poplotkujemy sobie publicznie, a nie tak za czyimiś plecami? W końcu każdy w głębi duszy jest plotkarzem.

 


WNIOSEK: PLOTKUJE SIĘ O LUDZIACH CIEKAWYCH. NIECIEKAWI NIE WZBUDZAJĄ ZAINTERESOWANIA NAWET PLOTKARZY.

piątek, 24 lipca 2009

NOTKA DOZWOLONA OD LAT OSIEMNASTU, ZE WZGLĘDU NA NAGIE ZDJĘCIE MUCHY.
czwartek, 23 lipca 2009

Że (i co z tego, że od „że” się nie zaczyna zdania, a że mi się chce od „że” to będzie, że) Polarny lubi żreć nie jest niczym nowym, ani zaskakującym. Kierując się hedonistyczną  zasadą, że przyjemności nie należy sobie nigdy odmawiać, bo w końcu poco się żyje, Dźwiedź, jak zawsze łączył przyjemne z… przyjemnym czyli zwiedzanie z jedzeniem.

Tym razem na pierwsze i drugie danie była Słowacja.  Na obiad była Stara Lubovna, a na deser Poprad. Gdyby, ktoś z Was, kiedykolwiek był w Piwnicznej to serdecznie polecam wyskok do oddalonej o jakieś 30 km (a może mniej, nie pamiętam) Starej Lubovny. Nieduże miasteczko, około 20 tys. mieszkańców z przepięknym zamkiem podobnym w swej „wymowie” do polskiej Niedzicy, skansenem i przemiłą podzamkową restauracyjką.

Dojazd z Piwnicznej jest tak prosty, jak pieprzenie i dowcipy Polarnego, a później to wystarczy spojrzeć na drogowskaz do zamku. A zamek wygląda tak:

 

STARA LUBOVNA ZAMEK HRAD

 

U wejścia wita każdego przesympatyczny kościotrup wyglądający z okna, który niby to patrzy, co za nowe gadziny zawracają mu dupę w zamku. Nie wiem czy tam straszy, ale ponoć każdy zamek ma swojego ducha, a więc i ten na pewno ma jakiegoś, szczególnie, że w tym zamku  przez ponad siedemset lat nieźle się działo, z morderstwami włącznie.

 

DUCH SZKIELET


Jak widać kościotrup ma bardzo przymilny uśmiech, więc przyjemność zwiedzania zamku od samego początku jest niewątpliwa. Najśmieszniejsze jednak jest to, że tego kościotrupka zauważyłem... na końcu, a nie na początku zwiedzania, co dało mi później wiele do myślenia.

 

szkielet

 

Zameczek wcale nie jest taki mały i był przez wiele wieków uważany za jedną z największych i najtrudniejszych do zdobycia warowni na terenie Słowacji i Polski. Zamek należał przez dość długi czas do Polski i był warownią graniczną na granicy z Węgrami. Zresztą na tym obszarze, bardzo dużo jest różnego rodzaju akcentów polskich i węgierskich. Np. gwara z tamtego rejonu jest bardzo, ale to bardzo podobna do języka polskiego, a Słowaków bez większych trudności można zrozumieć. Z Węgier np. na tych terenach np. przyjął się Langos (czyt. langosz) placek kukurydziano - ziemniaczano - pszenno drożdżowy (w niektórych przypadkach można spotkać wersje pszenno - ziemniaczane lub też pszenno - kukurydziane) smażony w głębokim oleju, polewany sosem czosnkowy i posypywany serem, albo też polewany słodkimi sosami czy śmietaną. Langos to jedno z ulubionych dań KM-ki, ale tym razem dostała je na spróbowanie CM-ka i była baaardzo zadowolona. A danko to zaserwowaliśmy sobie w przemiłej podzamkowej restauracyjce, która znajduje się całkiem niedaleko tych murów:

 

LUBOVNA MURY

 

Jak widać zameczek nie jest mały o czym świadczy, jak malutka jest CM-ka stojąca przy jednym z niższych murów tego zamku.


Na zamku załapliśmy się również na pokaz sokolników. Przesympatyczne przeżycie. Z bliska można było zobaczyć sokoły, orła, sowę, a nawet kruka. Pokaz, to nie tylko oglądanie samych ptaków, ale również opowiedziana historia sokolnictwa, opowieść o ptakach, a także sam pokaz polowania i zachowań polujących ptasich drapieżników. Prezentację organizowała dwójka przesympatycznych Słowaków:

 

sokolnik

...

sokolniczka

 

Z tym orzełkiem poniżej Polarny osobiście zrobił sobie zdjęcie. Przesymaptyczne zwierzę. Wrażenie niesamowite, trzymać takiego orła na ręce i patrzeć mu się prosto w oczy. Coś cudownego. Dla samego tego wrażenia warto zajrzeć na Stara Lubovna Hrad.

 

ORZEŁ


Zamek, jak widać na poniższych fotkach, jest dość apetyczny. Szczególnie, że obok niego, o czym już wspominałem jest przepyszna restauracyjka, w której całkiem niedrogo można zjeść. Za trzy dania, czyli dla mnie, KM-ki i CM-ki zapłaciliśmy nie całe 15 euro.

 

widok z murów zamku Lubovna Hrad

 

Ja zamówiłem sobie Kotlet Zamkowy, CM-ka Langosa, a KM-ka Gulasz ... jakiś tam, ale słowacki (jakaś tam regionalna nazwa, której nie pamiętam). Jedzenie o dziwo było wyśmienite, bo różne słyszałem opinie na temat słowackiego żarcia.


Kotlet Zamkowy to schab smażony, nadziewany duszoną kiszoną kapustą z owczym serem, i zapiekany w grubej panierce. Dla mnie rewelacja. Do tego zamówiłem sobi doskonale przyrządzony ryż i surówkę z kapusty. Jedzonko palce lizać. Obiecałem sobie, że któregoś dnia sam przyrządze w gawrze taki kotlet i obiecuję, że jak mi wyjdzie, to wstawię zdjęcia i przepis, jak Polarnemu udało się to dzieło.

 

widok z murów zamku Lubovna Hrad

 

KM-ka rozkoszowała się smakiem gulaszu, który i ja nie omieszkałem spróbować, bo przecież inaczej się nie da. Ten gulasz to ... kiszona kapusta w sosie pomidorowym z ... grubo krojoną wołowiną. Normalnie niebo w gębie. Kapusta nie ma nić wspólnego z polskimi bigosami, to po porstu specjalny majstersztyk słowackiej kuchni. Wołowinka chudziutka i mięciutka. Całość palce lizać. A do tego słowackie bułki na parze, nawet nie pamiętam jak się nazywały, ale to nie były knedliczki.

 

widok z murów zamku Lubovna Hrad


Gdy tak sobie zwiedzaliśmy zamek, a w nim oczywiście również podziemia i salę tortur, zakuliśmy CM-kę w "dyby", i nawet zastanawialiśmy się, czy nie zostawić jej tam na sezon w ramach eksponatu, coby kasy trochę zarobiła, ale cholera niestety się oswobodziła. Niestety nie dała się przehandlować, nad czym bardzo ubolewam, bo w końcu może bym kupił to nowe autko

 

CM-ka w  dybach


zamiast tego velocypeda, którym do pracy dojeżdżał tamtejszy hrabia, murgrabia, albo inny starosta.


velocyped hrabiegp

 

Pod zamkiem obok restauracji znajduje się również przepiękny skansen, ale z braku miejsca nie przedstawię jego fotek. Jest tam przepiękna drewniana cerkiew, a także wiele różnych domów z XIX i XX wieku z okolic słowackiego Spisza.


Cóż mogę dodać na koniec tej chyba, najdłuższej wizualnie notki na blogu Polarnego? Chyba tylko to, że warto tam pojechać i podelektować się historią, widokami i tamtejszą kuchnią. Polecam, naprawdę serdecznie polecam.


 

WNIOSEK: WSZĘDZIE DOBRZE GDZIE NAS NIE MA, A W NIEKTÓRYCH MIEJSCACH JEST NAWET LEPIEJ.

wtorek, 21 lipca 2009

Niby jak człowiek idzie na urlop (Dźwiedź też) to się cieszy, jak jeż drutem kolczastym, albo wąż rurą od odkurzacza. Perspektywa wypoczynku, nieróbstwa lub też róbstwa, ale ukierunkowanego na przyjemność, nadaje oczekiwaniu na urlop specjalny wymiar. Człowiek jakoś tak chętniej pracuje, chociaż ma uczucie jakby dupą siedział w mrowisku, bardziej się uśmiecha, nawet w kwaśnych sytuacjach i wszystko jest takie jakby bardziej kolorowe. A wszystko to, bo już za chwileczkę, już za momencik piątek z Pankracym zacznie się kręcić (eh… te wspomnienia programów dla dzieci).


Później przychodzi urlop. Czas odpoczynku od pracy (służbowej), bo Polarny z własnego doświadczenia wie, że urlop może nieźle zmęczyć. Remontowanie dachu na działce, czy kilkunastogodzinne wycieczki potrafią dobrze zmachać. To jednak inny rodzaj zmęczenia, a jednocześnie odpoczynek od podejmowani decyzji, pilnowania procedur, główkowania nad rozwiązywaniem problemów lub tworzeniem kolejnych, nigdy nie kończących się pism. Urlop pozwala „zapomnieć” o codziennym zapierdalaniu, o odpowiedzialności, o problemach, które nie są osobistymi, a jednak traktuje się je często poważniej niż osobiste. No, ale on się kiedyś kończy i co wtedy?


POLARNY W SZOKU POURLOPOWYM

I wtedy Polarny budzi się rozglądając za kapciami, które nie wiedzieć czemu tym razem chowają się nie wiadomo gdzie. Otwiera szerzej oczy spogląda w okno i mruczy: - Kurwa!! Znowu do pracy!! Następnie wstaje potyka się o kapcie, które atakują go znienacka i wkurwiony idzie ogolić mordę, która przez urlop zdążyła już zarosnąć futrem. W łazience spogląda na wczorajszą twarz urlopowicza i zadaje sobie pytanie: - Czemu nie jestem emerytem? Następnie wielkim pierdolnięciem w czoło wybija sobie te durne myśli, które natychmiast zastępują inne: - Czy ja muszę iść do tej pracy? A może jeszcze jakiś tydzień na L4? Te myśli przegania z durnego dźwiedziego łba głupie i niedzisiejsze poczucie odpowiedzialności. Czas na golenie. Świńska maszynka też się, gdzieś schowała, a pianka do golenia udaje, że jej nie ma. Wszystko pod górę. I jak tu z uśmiechem iść do pracy?  Winda nie chce jechać i trzeba zapierdalać z siódmego na piechotę. Dobrze, że do pracy idzie się z górki. Odpala auto, które z mety burczy: - Odwal się zjechałeś mi po górach sprzęgło. Zaczyna padać deszcz, a parasolka jest … w pracy. Wszyscy po drodze jakoś tak krzywo się patrzą. No i jak tu iść z przyjemnością do pracy? No jak? Normalnie trauma!!! Czy tylko Polarny choruje na „kryzys pourlopowy”?

 


WNIOSEK: NIE MA TO JAK SIĘ ZMĘCZYĆ WYPOCZYWAJĄC I WYPOCZYWAĆ PRACUJĄC

niedziela, 19 lipca 2009

Nocna jazda samochodem to nie tylko problem zaśnięcia (a propos ostatniej notki), ale również tych którzy jadą z naprzeciwka. Biorąc pod uwagę liczbę kierowców, jaką mijał Polarny w nocnych podróżach, to jest ich nie mało. Zastanawia mnie jednak fakt dlaczego tak mało kierowców została wyposażona w coś co się nazywa wyobraźnia i zdrowy rozsądek? Dlaczego tak wielu kierowców w ogóle jeździ swoimi drezynami, jakby byli jedynymi użytkownikami drogi?

 

 

wypadek renault


Polarny nieraz został oślepiony przez jakiegoś kretyna, który zapomniał przełączyć się z długich świateł, ale to Pikuś – Pan Pikuś, bo z tym jakoś można sobie tak czy inaczej poradzić. Gorsi są Ci, którzy w ogóle w dupie mają swoje światła w samochodzie.


Wielu kierowców wybierając się w trasę swoimi sprowadzonymi rzęchochodami, które przeżyły dwanaście stłuczek, sześć dachowań, cztery prostowania kratownic, że o innych klepaniach blacharki nie wspomnę, ma w dupie jak świecą ich światła. Co chwila mijałem kogoś, kto miał jedno oko na Maroko a drugie na Kaukaz, albo miał tak ustawione światła, że drogówki świeciły jak długie. Na takich baranów nie ma rady. To tępogłowi idioci, którzy za nic mają innych współużytkowników dróg.


WYPADEK


 

Ale czy to tylko ich wina? Wątpię. Składam to raczej na karb odwiecznego polskiego kolesiostwa, tumiwisizmu, niedoróbek i ogólnej degrengolady związanej z przeglądami technicznymi.


Przeglądy techniczne w Polsce to wciąż lipa, bujda na resorach i najlepszy przykład na łapówkarskie tradycje naszego Pięknego Niesamowitego Kraju. Dlaczego tak twierdzę? To proste. Nie wyobrażam sobie w jaki sposób samochód może opuścić stację uprawnioną do przeglądów technicznych pojazdu bez sprawdzenia świateł(że o innych rzeczach nie wspomnę)? Niestety, nie raz osobiście stwierdziłem, że mechanicy skupiają się głównie na hamulcach i emisji spali, a o sprawdzenie ustawienia światłe musiałem się czasami sam upomnieć. Oczywiście w zależności od stacji. Tam, gdzie stwierdziłem, że odstawiają lipę więcej się nie pojawiłem. Przecież samochód z dobrze ustawionymi światłami, jeżeli nie miał stłuczki, raczej nagle się nie rozregulowuje, no chyba, że ktoś posuwa wiecznie po wertepach, no ale wtedy kierowca sam powinien wiedzieć, że co jakiś czas powinien sprawdzać światła. No, ale niestety większość ma to w dupie.


Poza tym masa samochodów jeżdżących po naszych drogach ma lipne badania techniczne. Samochody, które je posiadają nigdy nie wjeżdżają do SOT, a jeżeli wjeżdżają to tylko po to aby zaznaczyć swoją obecność, a nie po to aby samochód poddano przeglądowi.


Są wakacje. Policja sprawdza samochody, ale niestety nie sprawdza ich stanu technicznego, chyba, że coś ewidentnie jest nie tak. O światłach nie ma co nawet wspominać. Efekt jest taki, że po naszych drogach jeździ masa nieświadomych zabójców, którzy mają w dupie nie tylko swoje życie, ale także życie innych. Tysiące cwaniaków, którzy za flaszkę czy dwie „przechodzą” badania i swoimi wrakami wyjeżdżają na drogi nie myśląc nawet o tym, że na najbliższym zakręcie zabiją siebie, albo kogoś.

 

wypadek 2


Ciekawe ilu z moich czytelników jeździ podobnymi samochodami, które świecą gdzie chcą, albo są w takim stanie, że przed wyruszeniem w podróż najpierw należałoby się przeżegnać lewą piętą? Wiadomo, że nikt się nie przyzna, ale może chociaż jutro ktoś sprawdzi światła w swoim szrocie.

 


WNIOSEK: GŁUPCY SĄ SZCZĘŚLIWI, ALE UNIESZCZĘŚLIWIAJĄ INNYCH.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM