środa, 30 czerwca 2010

Polarny głodny jak Dźwiedź idąc wpierniczał słodką bułkę, bo akurat na podorędziu nie było foczek. Z daleka Polara zauważył A1 i leci do niego.


A1:- Co w pieprzasz?

JA: - Robotę innym!

A1: - No tak. Kurde, chyba nie potrzebnie pytałem. Pewnie zaraz coś dostanę.


***


Stoimy w kilka osób. Gadka-szmatka.  Gadamy o pierdołach. R wspomina coś żonie, więc rozmawiamy o żonach. AU, jak zawsze zakręcony, czegoś nie dosłyszał i wcina się w rozmowę:


AU: - Chcesz się wymienić żonami?

R: - A masz coś fajnego?

AU: - A co? Chcesz się pozbyć żony?

R wyciąga klucze w kierunku AU.

R: - Masz, bierz póki jeszcze śpi.

AU: - A mogę jutro?

R: - Jasne, jak weźmiesz z samego rana, to na stole będzie czekała na Ciebie jeszcze stówa.


***


Idziemy z P do Wydziału Finansów, załatwić kilka spraw. Wchodzimy do środka a Pani K przycina gilotyną dokumenty.


MĘŻCZYZNA JAK DZIECKOP: - A czy można przyciąć u Was również paznokcie?

K: - Jasne.

P: - To u nóg proszę.

K: - A nie boi się Pan, że przytnę przy okazji coś więcej?

P: - Jeżeli u Was chodzą plotki, że moje Coś Więcej sięga aż do stóp, to chciałbym je zdementować. Jako obywatel Unii mam standard europejski.

K: - Tak? To dlaczego ma Pan ksywkę Murzyn?


***


Rozmawiamy sobie o kobietach, o zabawach, igraszka i takich tam:


P: - Jak dzieci normalnie, jak dzieci, tylko zabawy Wam w głowie.

A3:- No, ja jestem jak dziecko i tego się nie wstydzę. Lubię przytulić się do cycka i nie lubię mleka.

 


WNIOSEK: MĘŻCZYŹNI SĄ JAK DZIECI. LUBIĄ SIĘ PRZYTULIĆ DO CYCKA I NIE LUBIĄ MLEKA.

niedziela, 27 czerwca 2010

PARYTET PASZTET PARLAMENTARNYCzym jest demokracja dla przeciętnego zjadacza parówek mięsopodobnych?


Ogólnie rzecz ujmując jest nieograniczonym prawem do dokonywania wolnego wyboru. Jak to się przekłada na wybory ogólne, mające moc tworzenia normatywów? W sposób wprost proporcjonalny, czyli większość stanowi o tym, co ma być normą, a co nie. Niestety w rzeczywistości demokracja w wyżej przytoczonym wymiarze, to tylko miraż i utopia. Większość wytypowuje swoich przedstawicieli, którzy automatycznie stają się mniejszością. Ta stanowi w imieniu większości normy. Biorąc pod uwagę, że niektórzy nie znając kompletnie swoich kandydatów wybierają ich po kolorze muszki w grochy, albo dlatego, że ktoś fajnie mówi, nie ważne czy z sensem, to mamy takie, a nie inne wybory. Stąd też słowa Bertranda Russell’a, że demokracja daje głupcom przywilej głosowania.


Co ma ten wstęp wspólnego z parytetem parlamentarnym? Ano właśnie to, że według Polara ustalanie parytetów w wyborach, to nic innego, jak zachwianie demokracji. Nie ma to nic wspólnego z powszechnie głoszoną przez kobiety tezą o zwiększeniu równouprawnienia kobiet.


Ustalenie parytetów wyborczych nakazuje, aby w sejmie czy senacie znalazła się konkretna liczba kobiet i mężczyzn. Polarny pyta dlaczego? Dlaczego ma być wyznaczona liczba posłów a raczej posłanek, które społeczeństwo MUSI wybrać. A jeżeli te posłanki będą buraczane jak Endriju L., puknięte jak Tlącysiękot, albo będą miały tylko kota i nie będzie innych alternatyw? To takie rodzynki znajdą się w Parlamencie tylko dlatego, że takie były parytety, czyli mus na procentową zawartość cukru w cukrze.


Czy przypadkiem demokracja nie polega na tym co Polar napisał na wstępie? Na wolnym wyborze? Dlaczego kobiety nie mogą dostać się w większej ilości do sejmu czy senatu? Pewnie dlatego, że są mało charyzmatyczne, nie potrafią jasno przedstawić swoich poglądów, nie potrafią za sobą pociągnąć tłumów. Czy w związku z tym, należy na siłę przyznać im miejsce w parlamencie, aby były reprezentantkami świata kobiet? Według Polara to bzdura!!!


Polar uważa, że każdy przedstawiciel, nawet najdurniejszy, powinien zapracować sobie na poparcie i miejsce w Parlamencie. Nie może być tak, że miejsca w parlamencie są obsadzane z klucza, bo trzeba wybrać kobietę. Kobieta taki sam człowiek, jak i mężczyzna (chyba, że Polar się myli), więc powinna tak działać, aby pociągnąć za sobą głosy innych kobiet. W końcu kobiet statystycznie w Polsce jest więcej niż mężczyzn, więc jaki problem, aby większość parlamentarną stanowiły kobiety? Żaden!!! Tylko trzeba trochę się napocić, podziałać i wybrać takie kandydatki, które będą potrafiły pociągnąć za sobą tłumy, tak jak Joanna d”Arc, Evita Peron czy np. Margaret Thatcher. Jednym słowem, aby pociągnąć tłumy za sobą trzeba mieć „jaja”, a nie „jajeczka”- które w wypadku kobiet mają być przepustką do Parlamentu.


Parytety parlamentarne to dla Polarnego jeszcze jeden pasztet i to niestrawny. Nie dość, że będzie tworzony z resztek, to jeszcze do tego będzie trzeba go trawić na siłę. Z pewnością nie obejdzie się bez bólu żołądka, obstrukcji i złego samopoczucia. Czasami, właśnie w takich przypadkach jak parytety parlamentarne czy partyjne Polarny ma wrażenie, że demokracja przemienia się delikatnie w dyktaturę. A wracając jeszcze raz do słów wcześniej wspomnianego filozofa, matematyka i logika, demokracja tym się różni od dyktatury, że pierwsza (jw.) pozwala głosować głupcom, a druga pozwala im rządzić.

 


WNIOSEK:  DEMOKRACJA TO RÓWNOŚĆ, KAŻDY RÓWNO MOŻE MIEĆ …?

środa, 23 czerwca 2010

Dość polityki!! Od tego się zęby psują !!! – wyseplenił  u dentysty na fotelu pewien działacz PiS, gdy dostał w mordę twierdząc, że PO chce sprywatyzować szpitale. W związku z dniem Ojca Polarny odpuszcza sobie gadki o Ojcu Narodu, który nie został jeszcze wybrany, ale za to pogada sobie o innych Ojcach, którzy ogólnie rzecz biorąc, są jednostkami społecznie niedocenianymi.


Ile osób pamięta o Dniu Ojca? O Dniu Matki pamiętają wszyscy. Trąbi się o tym w mediach, pisze się tony wierszy, święto to jest powszechnie znane. A Dzień Ojca? Święto ustalone w Polsce na 23 czerwca od 45 lat jest świętem mało znanym. Gdy Polarny w pracy wspomniał paru osobom, że 23 czerwca to Dzień Ojca byli wielce zdziwieni. Czemu tak się dzieje?


Odpowiedź jest dość prosta, ponieważ w Polsce Ojciec jest postacią drugoplanową. Rodzinnie ojcowie mają dużo mniejsze prawa niż matki, mimo iż jest równouprawnienie. Sądy rodzinne bardzo rzadko przyznają wychowanie ojcom, uważając ich za jednostki mniej zdolne do wychowania potomstwa. Jest to jawna dyskryminacja. Niestety tej jednak nikt nie głosi wszem i wobec, tak jak głosi się wielką prawdę o parytetach, nad którymi pozwolę sobie poznęcać się kiedy indziej.


Ojciec często będący głównym żywicielem rodziny zostaje sprowadzony do roli narzędzia do produkcji pieniędzy. Niby widzi się jego rolę w wychowaniu dzieci, ale teza, że matka jest najważniejsza przyćmiewa jakże ważną rolę ojców.  A przecież tak wielu z Nas właśnie ojciec, a nie matka daje poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, to jego miłość bardzo często jest bardziej ceniona niż miłość matki. Mimo, iż ojciec jest tak ceniony przez dzieci, z czasem przestaje mieć tak duże znaczenie. Dorośli bardzo często dużo więcej uwagi poświęcają matce, zapominając, że ojciec był dla nich kiedyś autorytetem, wyznacznikiem sposobu myślenia i oparciem psychicznym w najtrudniejszych chwilach życia.


To przykre, że Dzień Ojca jest tak mało ważnym dniem w naszym społeczeństwie, a jeszcze bardziej przykre jest to, że tak mało osób ma ochotę to zmienić. Czyżby ojcowie byli aż tak mało znaczącymi elementami rodziny? Czy ich wkład w nasz rozwój, naszą socjalizację i kształtowanie charakteru jest aż tak błahy, że nie należą im się życzenia w tym jedynym dniu w roku? Czy ojciec to jedynie reproduktor i fabryka zapewniająca wikt i dach nad głową? Ciekawe ilu z Was w dniu dzisiejszym złożyło życzenia swoim ojcom, ilu z Was zapaliło świeczkę na grobie tych, którzy odeszli.


Z okazji Dnia Ojca Polarny życzy wszystkim Tatom, tym obecnym i tym przyszłym, by ich dzieci potrafiły kochać tak, jak kochają Polarnego jego własne dzieciaki, po kryjomu przemycając tort do domu, by uczcić dwa święta jednocześnie: urodziny Polara i Dzień Ojca. Życzę wszystkim ojcom, aby tak, jak na Polarnego, czekała na nich odręcznie zrobiona kartka z okazji Dnia Ojca. Życzę wszystkim, aby słowo Ojciec w ustach Waszych dzieci miało ten niepowtarzalny smak miłości, jaki daje dziecko mówiące do Nas Tatusiu.

 

MISIE POLARNE


WNIOSEK: OJCIEC TO NAJLEPSZY AKTOR DRUGIEGO PLANU.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Pitu pitu, a może PiSu PiSu, Polar będzie znowu robił pisupisu o polityce, ale tak troszeczkę. Osoby z alergią nie czytać, bo za wysypkę PO wyborczą nie odpowiadam.


Polar tak się zastanawiał nad spotami wyborczymi, aż spocił się nad tym występem reklamowym. Gdyby Polar był takim zupełnym laikiem, taką trochę bardziej oświeconą Babcią Stasią, to za głowę by się złapał na widok kandydatów i  ich PR Show.


Na przykład taki Napieralski, napierał na wyborców otoczony wianuszkiem lasek.  Alfons czy kandydat na Prezydenta? Czyżby reklamował Domy Publiczne Centrum, nie mylić z Domami Kultury (również publicznymi) np. w Skiroławkach? Burdel na kółkach. Chociaż, czy ja wiem czy burdel? W burdelu to musi być porządek.


A Kaczor wśród dzieci? Normalnie można by się przestraszyć, że to jakaś kampania pedofilska, albo może reklama leku na demencję starczą lub też na galopujący infantylizm? I jeszcze ten dąb. Taki mały z wielkim dębem wśród dzieci, no strach się bać. A jaja jak żołędzie? Taki mały, taki mały … może z Wielkim być.


Komorowski nie jest lepszy z hasłem: - Jak mnie mama rodziła, to Tato przyniósł jej garść czereśni.

Co Wam się z tym skojarzyło? Polarny od razu się zmartwił, mrucząc pod nosem: - Ja pierdolę, to dopiero musiałeś mieć kolkę, a smółka to z Ciebie wychodziła później, jak tsunami.


No i tak można byłoby gawędzić na temat spotów długo i szczęśliwie. Pytanie tylko po co? Kto dziś ogląda ten szajs medialny oprócz Babci Stasi? Ale jej i tak ktoś podpierdoli dowód, albo wytłumaczy, że się jej daty ze starości popieprzyły.


Polarny się zastanawia, jak będzie wyglądało najbliższe dwanaście dni? Czym znowu zachwycą Nas – politycznych tumanów, spece od marketingu i PR? Czy oprzemy się sadzeniu drzewek, które usychają? A może szybko wcielimy Norwegię do Unii Europejskiej? A może pójdziemy stadnie i wpieprzymy kilku politykom bejzbolami na wałach przeciwpowodziowych? A może po prostu w związku z wałami damy się zrobić w wała, bo przecież i tak pozostający w grze nie spełniają naszych oczekiwań.


OSIOŁ WYBORCZYWiecie co wymyślił Polarny? Wybory prezydenckie powinny być do bólu. Do czyjego? Do bólu kandydatów. Wygrać powinien ten, który zdobyłby nie większość głosów, ale 51% głosów wśród głosujących. Jeżeli kandydat nie zdobyłby dwa razy pod rząd wymaganej ilości, to won z kandydowania, niech przychodzi następny. Pewnie wtedy nigdy nie mielibyśmy Prezydenta, ale przynajmniej byłaby szansa na rozsądnych kandydatów, albo na kalejdoskop polityczny. Może wtedy kandydaci naprawdę postaraliby się, aby zdobyć głosy społeczeństwa.


W różnych komentarzach padło o wyborze między socjalistą, a socjalistą, czy też między socjalistą a liberałem. A Polarny zastanawia się patrząc na kandydatów, czy lepsze byłoby wybieranie między socjalistą, a socjopatą, albo między liberałem a libertynem? Jak na razie społecznie chyba nie dorośliśmy do wyborów i mamy takich kandydatów, na jakich stać nasze społeczeństwo, a że marne społeczeństwo to i marni kandydaci.

 


WNIOSEK: PROBLEM WYBORU TO CZĘSTO SPRAWA ŻYCIA I ŚMIERCI, WIE O TYM NAJLEPIEJ PEWIEN LIRYCZNY OSIOŁ

czwartek, 17 czerwca 2010

Za siedmioma wzgórkami, takimi zupełnie nieowłosionymi… lasami,  za siedmioma laskami, tak trochę owłosionymi na wzgórkach,  w kraju, gdzie seks JESZCZE nie jest na kartki i gdzie żył ostatni Dźwiedź Polarny, mieszkało sobie dwóch braci.


Konusy były to straszne, ale od małego…, a nawet od bardzo małego … w górę, bo do dołu mieli blisko, czuli parcie. Najpierw wydawało im się, że to było parcie na pęcherz, później może też i na kiszkę stolcową, ale z czasem okazało się, że to było parcie … do władzy. Całe swoje życie poświęcali na to, żeby mieć władzę. Zaczęło się od piaskownicy, gdzie we dwóch napadali oponentów i napieprzali ich łopatkami po głowie sypiąc piaskiem po oczach, a postronnym obserwatorom tłumacząc, że to jedynie burza piaskowa z piorunami. Później chcieli zapitolić księżyc, bo pracować im się nie chciało (bo to leniwe i żarłoczne bestie były), a za kasę za księżyc przecież mogli kupić sobie władzę.


Rośli. Jednak nie urośli, ale i tak cały czas kombinowali, ściemniali, obiecywali, aż w końcu tak omamili naród, że jeden z braci został wybrany przez Ociemniały Naród na Cesarza, a drugi został Kanclerzem. No, ale niestety, los im nie sprzyjał, najpierw Naród wywalił Kanclerza na zbity pysk, za jego mordę, której już nie mógł znieść, a później sam Cesarz rozwalił się przy lądowaniu smokiem pod Smokleńskiem.


Gdy Cesarz zginął, jego brat szybko otrząsnął się po żałobie i wyniuchał interes życia: teraz on może zająć miejsce brata. Jak wymyślił tak też uczynił. Rozesłał wici po kraju, zebrał zwolenników i rozpoczął Kampanię Cesarską.

W czasie kampanii chciał pokazać, że się zmienił. Mówił, że jest przyjacielem narodu, że chce pokoju, a nie wojny, facetom obiecał wino, kobiety i śpiew, kobietom zaś luksusy, darmową służbę zdrowia i opiekę macierzyńską do bólu. Obiecywał gruszki na wierzbie, pieczone gołąbki, które będą same wlatywać do gąbki, obiecał samonakrywający się stół przed swoją rezydencją i wiele innych pierdół, w które żaden normalny śmiertelnik by nie uwierzył.  Ale, że naród głupi i łatwowierny, i każdy chciałby mieć trochę przyjemności dla siebie, to jego elektorat rósł , rósł i rósł.


Sam Brat, aby poznać lepiej nastroje w narodzie przebrał się nie do poznania, a nawet nie do Katowic i ruszył w kraj. Idąc słuchał co się mówi. Pukał od drzwi do drzwi i prosił o strawę i nocleg, ale zewsząd go przepędzano. Przysłuchiwał się, jak ludzie o nim mówią. A mówili albo dobrze, albo źle, nie było neutralnych opinii. Brat gardził nimi wszystkimi. Pierwszych, bo uważał ich za przydatną, bezwolną masę,  którą będzie mógł urabiać na własne potrzeby, drugich, bo zawsze nienawidził tych, co go nie słuchają.


Pewnego wieczora Brat zapukał do drzwi ubogiego krawca. Ten otworzył mu i zaprosił do środka. Nie pytając o nic przygotował mu wieczerzę i spanie. Brat był zdziwiony i przy kolacji zagabnął krawca o polityczne poglądy. Krawiec - człowiek prosty, nie wyczuwał podstępu, więc powiedział Bratu, że nie interesuje go polityka i dla niego, każdy człowiek jest tylko człowiekiem, a władza nic nie znaczy, bo nie ma takiego człowieka, który miałby władzę nad jego duszą i jego myślami. Stwierdził, że można go gnębić, zakuć w kajdany, wrzucić do lochów, ale on i tak pozostanie wolny, bo jego myśli zawsze będą wolne.


Następnego ranka Brat po cichu, bez pożegnania opuścił chatynkę krawca. W niedługim czasie naród durny  poszedł do urny i niepomny lania po łbie łopatką, kradzieży księżyca i innych wyczynów Małego Brata wybrał go minimalną większością głosów na Cesarza. W kraju w szybkim tempie nastąpiły zmiany. Faceci zgodnie z obietnicą otrzymali wino, kobiety i śpiew,

WINO KOBIETY I ŚPIEW A. MLECZKO

a kobiety dostały luksusy i darmową opiekę medyczną… te z dworu Cesarza, i dostały też opiekę macierzyńską, w końcu Brat mógł sobie na ten luksus pozwolić skoro zakazał seksu i wydawał na niego talony tylko najbardziej oddanym i zasłużonym poddanym, bo uważał, że tylko Ci powinni się rozmnażać, jeżeli chce mieć swój bezwolny naród. W końcu jeżeli jemu kot wystarczy to w czym problem? Było trochę kłopotów z gołąbkami, ale po spaleniu wszystkich gołębników i ten problem został rozwiązany. Samonakrywający się stół oczywiście się nakrywał, a jakże … obrusem.


Niedługo po koronacji Małego Brata do drzwi ubogiego krawca zapukała Straż Cesarska. Krawca wyprowadzono w kajdanach i poprowadzono na szafot, gdzie bez zbędnych ceregieli został ścięty. Mały Brat nienawidził tych, co mówią o nim dobrze i tych, co mówią źle. Pierwszych się nie bał bo byli głupi, drugich się nie bał, bo byli znanym wrogiem. Najbardziej nienawidził tych,  dla których władza nie jest autorytetem i wyznacznikiem człowieczeństwa, bo ich wewnętrzna wolność była największym zagrożeniem dla jego władzy i modelu społecznego, jaki sobie przyjął za jedynie słuszny. Bał się ich i cieszył, że nie poszli do wyborów. Po ścięciu Krawca  Mały Brat, poczuł się w końcu naprawdę Wielki.


WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO OSÓB LUB ZDARZEŃ JEST NIEPRAWDOPODOBNE, A WRĘCZ NIEMOŻLIWE (MAM NADZIEJĘ).

 


WNIOSEK: WŁADZA JEST JAK DZIWKA. ODDA SIĘ W KAŻDE RĘCE.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Od razu na wstępie Polarny zaznacza, że będzie o POLITYCE, żeby nie było, że ktoś zacznie czytać, a później puści pawia i będzie miał pretensje do Polara o odszkodowanie za zniszczenie laptoka, stołu i dywanu. Notka będzie długa i nudna, a więc, co wrażliwsi na czytanie niech sobie odpuszczą, tak jak i Ci, którzy mają problem ze składaniem liter, bo tych będzie tu dużo. Pozostali niech zamówią pepsi, pizzę, chipsy, słone paluszki i wuwuzele, i niech zasiadają do kibicowania… to znaczy do czytania.


WYBORY 2010Zacznijmy od tego, że obecna kampania prezydencka jest dla Polarnego farsą w wielu aktach, do tego żenującą, nie śmieszną, głupią, bezduszną i… tu Polarny przez następne kilkanaście linijek mógłby pisać różne epitety, ale jak jest każdy widzi. A jak nie widzi, to wystarczy włączyć telewizję publiczną, która kojarzy się Dźwiedziowi w sensie publicznym jedynie z burdelem.


Poza tym czy nie macie przypadkiem wrażenia, że kolejna kampania prezydencka w jakiś dziwny sposób zaczyna przybierać kształt kampanii dla debili? Polarny ma takie nieodparte wrażenie, szczególnie, że tak naprawdę nie ma kogo i z czego wybierać. Społeczeństwo przez kandydatów jest traktowane, jak banda idiotów, która nie patrzy, nie widzi, nie myśli, nie wyciąga wniosków tylko od razu łyka slogany i frazesy, jak młody delfin wodę.


Po raz kolejny w naszej historii wszyscy są skazani na wybieranie mniejszego zła. Czy kurde Polarny to jest do cholery książę z bajki, Luke Skywalker, Konrad Wallenrod, albo jakiś Krasnoludek i Sierotka Marysia, żeby wciąż walczyć ze złem? No, ale tu się nawet nie da z nim walczyć. Tu trzeba wybrać: zgniłe jabłko lub nadpsutą gruszkę. No i tak mają wszyscy. No dobra, no nie wszyscy, bo elektorat jaśnie oświeconego Jarusia, co mu się nic już chyba nie rusia, będzie miał na kogo głosować, tak, jak każdy inny elektorat dający poparcie konkretnej kandydaturze.  Tylko jakie mamy te kandydatury?


Jarek – Poczwarek, co to teraz przyjaciela wszystkich odgrywa i skórę baranka przywdziewa, ale i tak spod niej stale powarkuje (taka wilcza natura), myśląc, że plebs czyli banda idiotów polaropodobnych pomyśli, że to tylko przymilne mruczenie kotusia Jarusia. Jaki ma program? Polarny takiego nie widział, a to co widział to pieprzenie w bambus i to chiński, bo w europie o bambus trudno. To już bardziej Kotecek, ma lepszy program dla Tweet’ego mimo, iż też chce go zeżreć.  Oglądaliście spot wyborczy Kaczora? Niestety Polar wymiękł. Kaczor szuka poparcia tylko w górach? Może lubi chamstwo i góralską muzykę?


A Broniu Komorek? Ojej!!! No właśnie!! Polar może go nazywać tylko Broniem Komorkiem. Wśród Dzwiedzi krąży takie powiedzenie, że Colargol to największa ciota wśród misiów, a zaraz za nią plasuje się Miś Uszatek. I Broniu Komorek to taki polityczny Miś Uszatek – maskocia wypchana watą, bezjajeczna, bezpłciowa i wyraźna w swej wymowie jak zsiadłe mleko. Bronuś Komorek nie byłby wstanie namówić dzieci do spania, a co dopiero mówić o jakimś poważniejszym zadaniu.


A inni kandydaci? Niby Wszyscy i wszędzie mówili, że nie wolno opierać się w kampanii wyborczej na tragedii powodzi. A co robi Struś Pędziwiatr Pawlak? Opiera się na powodzi i do tego, jeszcze wspomina o OSP. Widział ktoś jak chleją chłopaki z wiejskich OSP? Jeżeli Pawlak tak daje w szyję, jak oni, to na zagranicznych wojażach będzie lepszy od Olka. I jeszcze w jednym czasie antenowym powtarzają go trzykrotnie. Zaciął się chłop? A może się jąka. No i jak Polarny słyszy, że dzięki Ministrowi Gospodarki Polska oparła się kryzysowi, to Polar opiera się o ścianę by nie pierdolnąć ze śmiechu.


A słyszał ktoś o Ziętku? Polarny w ogóle. Po co chłopina się męczy i do tego, jeszcze chwali się, że wszystkie pieniądze przeznaczone na kampanię oddał na powodzian. No to z czego on chce teraz wygrać te wybory? No tego Polarny kompletnie nie kuma, mimo iż żabom foty jakieś cykał. Facio bezpłciowy jak dżdżownica.


A może ktoś by chciał Jurka, który w spocie wgrywa oklaski z playbacku, jak co najmniej u Kipeskich w serialu?


A może są chętni na Lepperka? Jak posłuchacie jego wypowiedź w spocie, to tak jakbyście słuchali Kononowicza. Normalnie warto, bo jaja jak bizonie z hodowli Andrzejka i on też nie omieszkał pojechać kawałka na powodzi.


O Napieralskim Polar nawet nie chce wspominać, bo w sumie nie ma o czym. A Korwin? Ten to zaraz by wszystkich bejzbolami napierdalał. Widzieliście kiedyś Prezydenta, który namawiałby społeczeństwo do napieprzania kijami?


No i kogo tu wybierać? Kogo może wybrać normalny nienormalny statystyczny Polarny? Znowu trzeba lawirować między mniejszym złem. Cóż pozostaje? Pozostaje zagłosować na Misia Uszatka, bo Polar nie chce być indoktrynowany przez Wilka w owczej skórze, być reprezentowany przez Kononowicza, czy napierdalany bejzbolem przez społeczeństwo, a tak będzie miał chociaż misiowego reprezentanta. Co z tego, że podróba? Mówi się trudno i orze się dalej.

 


ZAMIAST WNIOSKU: Jak mówił Machiavelli: czasami trzeba jako dobro oceniać mniejsze zło

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM