wtorek, 30 czerwca 2009
VADER WOMAN POLSKA URZĘDNICZKA

Skąd w kobietach, skądinąd normalnych, spokojnych, niewadzących nikomu bierze się taka pieprzona zawiść, niechęć, biurokratyzm i kretynizm? Czy zawód urzędnika wyzwala w Pani Zosi – dyplomowanej kurze domowej, która biegnie z gazetą do swego Pana za psem niosącym kapcie, instynkt Lorda Vadera? Czy pieczątka z nazwą urzędu, wytyczne, nakazy i zakazy, biurko i szyba oddzielająca od petenta, co by nie napluł do kawy, wywołują u Pani Kazi, która nomen omen z potulnością baranka dokarmia wszystkie osiedlowe koty, krwiożercze zapotrzebowanie na opryskliwość i agresję? Dlaczego urzędniczki, które we własnych domach nie wiele mają wspólnego z Kopciuszkiem, a z reguły więcej z kopciuchem, po przekroczeniu magicznego, bajkowego świata biura, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stają się udzielnymi księżniczkami, których wyroki są jedynie słuszne i niepodważalne. Gdzie z tych kobiet ucieka miłość, szacunek, empatia, chęć pomocy?   Dlaczego wchodząc do biura przechodzą na czarną stronę mocy?


Dziś Polarny odwiedził „Księgi wieczyste” by w końcu mieć jakąś własną książkę. Niestety założenie takiej książeczki przy NPU (czyt. Naszych Polskich Urzędniczkach) to jak walka Skywalkera z Palpatinem.  Dwa BaboVadery w okienku skutecznie odstraszały klientów, a ich warczenie w odpowiedzi petentom przypominało pomruki Wookie.


Polarny jednak podjął tę nierówną walkę. Pyskówki odchodziły z obu stron. Vaderrzędniczki nie chciały udzielić kompletnie żadnej pomocy. Konkluzja wymiany zdań prowadziła do tego, że są tam tylko i wyłącznie po to, aby umawiać ludzi na spotkanie z sędzią i pilnować komputerów z dostępem do archiwum KW. Gdy już się Polarny (nie) dowiedział wszystkiego co chciał i wyrzygał całą żółć podsumowując urząd i jej pracowników. Udał się by dokonać zakupu znaczków opłaty sądowej. Ale nie ma tak łatwo.


- Proszę o znaczki opłaty sądowej.

- Za ile?

- Za chwilę?

- Niech się Pan nie wygłupia. Za ile mają być te znaczki?

- Nie wiem. Myślałem, że Pani mi powie.

- Nic Panu nie powiem.

- To nic nowego, podobnie, jak koleżanki w pokoju obok. Widzi Pani mój wniosek i chyba wie Pani jaka powinna być opłata za taki wniosek.

- Wiem, ale nie powiem. Nie wolno mi udzielać takich informacji.

- Ale to chore!!! Przecież to Pani powinna wiedzieć ile powinienem zapłacić i mi to powiedzieć.

- Nie. Ja tylko sprzedaję znaczki, a Pan ma wiedzieć za ile chce je kupić.

- A skąd mam się dowiedzieć?

- Obok na ścianie wisi cennik.

- I ja sam mam sobie wybrać?

- Tak. Ja Panu nic nie powiem.

- A wie Pani, że gada Pani od 5 minut, że nic Pani nie powie.

- Nie wolno mi. Widzi Pan tą kartkę? „Żadnych informacji, co do opłat urzędowych nie udzielamy porad prawnych również”.

- To gdzie mogę się dowiedzieć jaka jest opłata?

- W pokoju obok.

- Czyli tam, gdzie nic się nie dowiedziałem?


Milczenie.


Polarny poszedł ponownie do  Vaderzyc i dowiedział się, że opłata wynosi 260 pln i wrócił do Kasy.


- Co dowiedział się Pan za ile Pan chce?

- Od Pani nie chciałbym nawet za darmo. Proszę znaczki za 260 złotych. To jest głupie i chore, że nie chce Pani powiedzieć ile kosztują opłaty.

- Niech Pan idzie na skargę do Prezesa.

- W dupie mam prezesa i wasze porąbane przepisy. A gdzie jakaś pomoc? Gdzie odrobina empatii? A staruszce też by Pani nie pomogła?

- Też.

- To z Pani Zimna Suka.

- Pan obraża Urzędnika Państwowego!!!

- Nie!! Mówię to zupełnie prywatnie i z pełną empatią. I przy okazji nie udzielam żadnych informacji, ani nie wyrażam żadnych opinii.


Na tym mniej więcej rozmowa w okienku się skończyła. Teraz tylko biuro podawcze i „wułala”.

…. przy okienku podawczym:


- Dziękuję to wszystko.

- Jak dziękuję? A pokwitowanie?

- Jakie pokwitowanie?

- No tego, że przyjęła Pani wniosek za 260 zł.

- No zarejestruje go Panu.

- Ok. Ale ja chcę pokwitowanie.

- Mogę Panu potwierdzić, na kopi.

- Na jakiej kopii?

- No na tej, którą Pan trzyma w ręku.

- Ja w ręku trzymam czysty dodatkowy druk.

- No, to niech Pan zrobi sobie kopię.

- Ale ja nie mam obowiązku robienia kopii, a wniosek składa się tylko w jednym egzemplarzu. Więc chce Pani potwierdzić mi jakiś fakt na dokumencie, który prawnie nie ma prawa istnieć? To jest Sąd czy prywatny folwark, bo jak na razie mam wrażenie, że to jakiś prywatny zakład psychiatryczny.

- Niech się Pan nie unosi. Muszę najpierw zarejestrować inne wnioski.

- Ja mam czas. Niech Pani rejestruje. Nie wyjdę stąd bez pokwitowania.


Kolejny BaboVader powarczał przez swoją maskę i jednak stworzył w końcu odpowiednie zaświadczenie i nawet okazało się, że w komputerze Gwiazdy Śmierci Sądu Ksiąg Wieczystych istnieje nawet gotowy szablon. A Polarny Skywalker po wygranej "po części" bitwie z przedstawicielkami Ciemnej Strony Mocy Urzędnika oczekuje na posiedzenie Sądu. Niech Moc Będzie Ze Mną.

 


WNIOSEK: URZĘDNIK PAŃSTWOWY JEST JAK BUNKIER PRZECIWATOMOWY. NIE DO SKRUSZENIA I NIKOMU NIEPOTRZEBNY.

niedziela, 28 czerwca 2009

RYK NIEDŹWIEDZIA

 

Lato się rozpoczęło, a Polarny jak ten debil (kurde, dlaczego ja obrażam debili?) wziął i się rozchorował. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, ale Polarny każdy urlop rozpoczyna jakimś przeziębieniem, albo inną cholerą. Mam już nawet podejrzenie, co mnie trawi. To Dźwiedzia Grypa – mutacja środkowo – północno europejskie Świńskiej Grypy. Chorują na nią tylko Ci, którzy mają ryja. Właściciele mord mogą spać spokojnie. A, że Polarny to cholerna świnia to i grypa go wzięła i dopadła znienacka. I właśnie o tym „znienacku”  chciałbym dziś dwa słowa.


Pewnie nie jeden - jedna?... a kit… nie jedno z Was słyszało o czymś takim jak atawizm. Ot pewne zmiany fizyczne lub zachowania psychiczne mające podłoże w przeszłości genetycznej człowieka. Fizyczne cechy atawistyczne to rzadkość, bo czy któreś z Was widziało, babkę lub faceta z dodatkową parą sutek, albo może z ogonkiem (tym z tyłu - dla tych kojarzących inaczej)? Czy jednak taką rzadkością są działania wynikające z psychiki? Z pewnością nie, o czym Polarny dziś przekonał się na własnym futrze.


A było to tak:


Polarny szedł sobie zamyślony ze sklepu. W ręku torba z zakupami, a przed nim parędziesiąt metrów chodnika i grupka młodocianych obszczymurków. Polarny z reguły nie zwraca uwagi na taką hałastrę, chyba, że go czymś drażnią. Tym razem jednak podwyższona temperatura, ból głowy i oka, oraz pieprzone bóle kolana sprawiły, że gdyby nawet walili kloca na tych schodach Polarny by pewnie nie zareagował, no chyba, żeby wlazł w tego kloca.


Nagle Polarny dostaje z boku strzał w kostkę. I wykonuje dwa ruchy: jeden  – obrona splotu słonecznego i wątroby, drugi  – enpi uchi, sork dhad czy jeszcze inaczej, czyli pierdolnięcię z łokcia. Działanie miało miejsce automatycznie, bez zastanowienia, bez ułamka analizy, zresztą, kto by w takim momencie myślała o analu i Izie.


U Polarnego zadziałał instynkt obrony i ataku, atawistyczne pozostałości po przodkach. Efekt? Zbierający się z chodnika kilkunastolatek rozmasowujący kość policzkową i chrapiący z szokiem w oczach: - Sorrrr..yy, oraz jego kolega pomagający mu wstać i z przestrachem w oczach dukający: - Ja.. ja …ja …przepraszam … Pa .. Pana bardzo!


Jak do tego doszło? Gdy Polarny ochłonął, a trwało to wieczność, bo aż jakieś 2 sekundy, zaczął oceniać sytuację i zdarzenie. Okazało się, że chłopaki wygłupiali się i ganiali po schodach, obok których przechodził pechowo Polarny. W pewnym momencie jeden pchnął drugiego i ten wpadł na mnie, kopiąc przy okazji w kostkę. Cóż, mieli pecha. Polarny, gdyby był zdrowy, może by i zauważył co się święci, ale, że jego instynkty były nastawione jedynie na to by dojść do gawry i się położyć, no to niestety położył się kto inny i to bezpośrednio na chodniku.


No i po tym incydencie zastanowiłem się, że to chyba nie dobrze mieć takie atawistyczne odruchy, szczególnie, gdy wcześniej człowiek zażył jakichś tam technik obrony i ataku. Przecież mogłem zrobić gówniarzowi krzywdę. Mam niesmak z tej sytuacji, ale z drugiej strony patrząc, może to i dobrze? No, bo gdyby, to nie był przypadek, tylko jakiś obszczymur po pijaku chciałby po prostu zaatakować, to na jego miejscu leżałby może Polarny z rozdartym futrem, bez portfela i zakupów. Hm… jak by się nie obrócić dupa z tyłu, a każdy medal ma dwie strony (por. wniosek).

 


WNIOSEK: KAŻDY MEDAL MA DWIE STRONY, WSZYSCY JEDNAK ZAPOMINAJĄ O JEGO RANCIE.

piątek, 26 czerwca 2009

No właśnie i co z tego, że Jackson nie żyje? Znowu spuszczanie się na blachę i podniecanie się jak jeż drutem kolczastym.  KTO ZABIŁ JACKSONA?? To jedno z pytań, które zadaje sobie świat hien medialnych.


Takich różnych pierdów mamy od wczoraj tysiące. Zrozpaczone stada półgłówkowatych amerykanów rozpacza za „ikoną” pop kultury. Ja na ich miejscu bym się nie przejmował. Jackson za życia był już zombi, więc Polarny wcale się nie zdziwi, gdy po sekcji zwłok wstanie i zagra jeszcze jeden koncert.

 

Michael JACKSON MUTANT

 

CZY TAK WYGLĄDA NORMALNY CZŁOWIEK?


Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte miały swojego Presleya, sześćdziesiąte i siedemdziesiąte swego Lennona, osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte Michaela Jacksona. Co łączy te trzy postacie? Spektakularny sukces na muzycznej arenie, a także problemy z samym sobą. Wszyscy trzej mieli problem z lekami lub (i) narkotykami. Wszyscy trzej wywarli wielki wpływ na pop kulturę muzyczną i wszyscy trzej zmarli w dość młodym wieku. Można by było doszukiwać się jeszcze paru innych wspólnych cech. Pytanie tylko po co?


Michael JACKSON ZOMBI

 

MICHAEL ZOMBI ZMARTWYCHWSTAŁ??

Pierwszemu zaszkodziły leki, drugi przedawkował „ołów”, a trzeci? Tego się dowiemy po sekcji. Polarny jest ciekawy, czy sekcja przypadkiem nie wykaże, że Jackson to już nie człowiek, a biotechnologiczny mutant. Może niedługo zamiast Wielkanocnego "Chrystus zmartwychwstał" będzie bardziej na miejscu wykrzyczeć "Michael zmartwychwstał"


Michael Jackson -  postać z pewnością nietuzinkowa, aczkolwiek czy tak zachwycająca, jak się o niej mówi i pisze?  Polarny nigdy nie lubił Jacksona, ani jako człowieka, ani jako showmena. Jedyną sympatię jaką  sobie zaskarbił, to sympatia za „Thrillera” i płytę „Bad” . Reszta to tylko porażka.


Facet niezrównoważony psychicznie, pierdolnięty na punkcie wybielania skóry i operacji plastycznych, socjopata, lekoman, narkoman i być może nawet pedofil. Czy taka postać powinna być wynoszona na piedestał? Czy to jest ikona współczesnej pop kultury jak się o nim powszechnie pisze?


Niektórzy twierdzą, że o zmarłych nie powinno się źle mówić, ale Polarnemu to dynda jak szlachecki kutas Dyndalskiemu u pasa, bo kim tak naprawdę był Jackson? Frajerem, który skopał sobie życie i karierę.  Lekomanem jak Presley, narkomanem jak Lennon i pedofilem - to akurat jego własny wyczyn, no chyba, że przyjaźnił się z jakimś polskim księdzem. I co z tego, że go uniewinniono. Za taką kasę w stanach, to by nawet Hitlera uniewinnili.


Teraz po śmierci Jacksona wszyscy się nim zachwycają? A dlaczego nie pamięta się tych wszystkich złych rzeczy, które Jackson sobą reprezentował? Dlaczego stawia się na piedestale, człowieka, który z człowieka to miał już chyba tylko imię i nazwisko? Polarnego szlag trafia, gdy znowu z gówna chce się lepić pomnik, który już z daleka śmierdzi. Czy my naprawdę nie możemy mieć innych idoli? Nie stać nas na inne ikony, nawet czegoś tak gównianego, jak pop kultura?


WNIOSEK: POP KULTURA JEST PRÓBĄ ZMUSZENIA CZŁOWIEKA DO SAMOBÓJSTWA UMYSŁOWEGO.

wtorek, 23 czerwca 2009

MISIEK POLARNY MARZY

MISIEK POLARNY MARZY

 

Właśnie wypiłem swoje zdrowie. Walnąłem pięćdziesiątkę srebrnej tequili - wstrętna kurewsko.  Wypiłem, bo nie wiadomo czy komukolwiek będzie się chciało oprócz mnie je wypić. Otrząsnąłem i obtarłem ryja i można usiąść do jubileuszowej notki.


Urodziny. Nic ciekawego. Jeden z wielu dni naszego kalendarza. Dla tych młodszych przyczynek aby poczuć się starszym, a dla starszych kolejny powód by powiedzieć o sobie: -  K… a i znowu o rok bliżej do piachu. Każdy interpretuje to na swój sposób.


Co napisać w tym roku? W pierwszym odruchu - wymiotnym, miałem zamiar napisać NIE MA MNIE, POSZEDŁEM ŚWIĘTOWAĆ URODZINY. I tak mnie niema, jak to czytacie, więc co za różnica? Pomyślałem jednak, że nic nie napisać to jak odwrócić się dupą do kobiety po seksie. Polarny nie lekceważy kobiet, a tym bardziej swoich czytelników. Stąd też dzisiejsza notka pisana po północy.


Urodzeni 23 czerwca. Jacy to ludzie?


Według jakichś tam horoskopów urodzeni 23 czerwca to ludzie sympatyczni, o silnym charakterze i osobowości. To jednostki zadowolone z życia i potrafiące z niego korzystać. Cechuje ich  duża intuicja, a także subtelność i zmysłowość, które szczególnie mogą być przydatne w seksie. Lubią być osobami publicznymi, porywać i fascynować tłumy. Potrafią zręcznie ustawić się w życiu korzystając, ze swojej charyzmy, intuicji i umiejętności zjednywania sobie ludzi. Potrafią szybko otwierać się na innych, ale równie szybko zamykać się w swojej skorupie, broniąc swoich myśli przed innymi. Są sceptykami, empirykami i pragmatykami, chociaż potrafią również odsłonić w sobie pokłady romantyzmu. Często bywają egocentrykami, o rozbudowanym poczuciu własnej wartości. Potrafią być próżni. Często są wśród nich perfekcjoniści i pracoholicy. Czasami bywają lekkomyślni. W to co robią angażują się bez reszty, często zapominając o innych priorytetach. Są wspaniałymi przyjaciółmi i słuchaczami. Bardzo często sprawdzają się w zawodach prawników, nauczycieli, doradców, ubezpieczycieli czy krytyków.


Gdzie w tym wszystkim znajduje się Polarny? Powiedzmy, że po środku. Horoskopy mają to do siebie, że każdy znajdzie coś w nich, co będzie pasowało. Polarny również. Od siebie dodam, że urodzeni 23 czerwca potrafią być wybuchowi, wredni, nieustępliwi, ... jak sobie coś przypomnę to dopiszę, jaka gadzina ze mnie.


A tak przy okazji, to chciałem złożyć najlepsze życzenia wszystkim czytającym mnie ojcom. Niech Wasze pociechy wyrosną na lepszych od Was, tak chociaż odrobinę, to już będzie sukces, którym będziecie mogli się szczycić do końca życia.


UPDATE: Notka miała być wstawiona zaraz po północy, ale w prezencie urodzinowym padł Polarnemu net. No i na zdrowie. Niech nam ziemia lekką będzie. Amen. Do miłego następnego przeczytania.

 


WNIOSEK: URODZIĆ SIĘ TO ŻADNA SZTUKA. SZTUKĄ JEST ŻYĆ TAK, ABY O NAS PAMIĘTANO DŁUGO PO ŚMIERCI.

sobota, 20 czerwca 2009

Środek nocy. Polarny zasuwa w poszukiwaniu jakiejś parówy (tylko bez skojarzeń proszę). Zagląda do lodówki, a tam harcujące pingwiny i mrożone światło. Na szczęście Polarny ma jeszcze drugą (lodówkę, nie parówę, jakby co). Chwila zastanowienia - kiełbacha, majonez, ketchup, musztarda, urwane pół bułki i można zacząć myśleć o następnej notce.


Tak Polarny myślał i myślał, aż mu się zaczęło futro na dupie marszczyć, bo na czole nie miało co, bo na głupim łbie nie ma szans na zmarszczki od myślenia, i wymyślił, że skoro było o seksie, było o miłości, to trzeba napisać coś o kasie, bo jakoś trylogia będzie lepiej pasowała w bibliografii Polarnego.


Pamiętacie zapewne „Niemoralną propozycję” z Demi Moore i Robertem Redfordem, ale pewnie nikt nie zna „Milion za noc” Tobacka, ale to nie istotne, czy znacie któryś z tych filmów, liczy się temat. Za ile zdolny jest człowiek sprzedać własne ciało?


Mówi się, że nie ma ludzi nieprzekupnych, a seks za pieniądze jest tak powszechny, jak pchły w futrze Polarnego. Mając to na względzie śmiem postawić tezę, że seks można kupić z każdym to tylko kwestia ceny.


Polarny sam się sprzeda za rozsądną cenę i to nie raz, co by nie było wątpliwości. No, ale Polar to takie zwierze, że się nie czai jak czajka na czajnik, tylko mówi szczerze. Rany jak się rymło, normalnie jak gołębiowi na parapet. Porzygać się można, ale nie chce mi się nic zmieniać.


Jednak ile osób przyzna się do tego, że jest wstanie sprzedać się za kasę? Kasa to nie wszystko? No pewnie, nie wszystko, ale wiele. Co łatwiej sprzedać dupę czy własną godność? Czy oddanie ciała za kasę jest jednoznaczne z obdarciem  się z godności?  Gdzie leży granica między tym co moralne, a co nie moralne? Nie raz twierdziłem, że moralność to wymysł tych, którzy chcą trzymać krótko za mordę naszą wyobraźnię.


Wracając do wymienionych filmów, to  kto by się oparł propozycji spędzenia jednej nocy z kimś kto zapłaciłby milion dolarów? Polarny na pewno nie. Ale Polarny to insza inszość, bo to nie dość, że samiec, to jeszcze facet, a wiadomo, że facet seks to chętnie za darmo będzie uprawiał. Jednak, która z kobiet oddała by się za taką kasę? A może za mniejszą?

A. MLECZKO SEX NA SPRZEDAŻ

A może ktoś chcę kupić Polarnego na jedną noc?


WNIOSEK:  DZIŚ NIE MOŻNA KUPIĆ TYLKO ZDROWIA I MŁODOŚCI, ALE KTO WIEC CO BĘDZIE JUTRO?

wtorek, 16 czerwca 2009

W sumie to nie miało być wcale kontynuacji, ani duologii tematu z poprzedniej notki (kurde jak się pisze nazwę dzieła dwuczęściowego, bo trzyczęsiowego to wiem, a może napisać trzecią część i użyć słowa trylogia albo tryptyk, byłoby ładniej i mądrzej?), ale Polarny stwierdził, że skoro jest o tym o czym milczą kobiety, to może coś zarzucić o czym milczą mężczyźni? A milczący mężczyzna wygląda tak:

 

MILCZĄCY MĘŻCZYZNA


Jeżeli chodzi o sex i milczenie, to okazuje się (w komentarzach), że kobiety o seksie są strasznie rozgadane, tylko my faceci jesteśmy głusi, jak artylerzysta z dwudziestoletnim stażem.

 

No, ale wróćmy do tematu o czym milczą mężczyźni? Najczęściej o uczuciach. Gdy myślą o miłości często ścina ich strach i wyglądają jak gnom z karty tarota. Mężczyźni to odważni są. Tyle tylko, że chyba raczej mało wylewni w okazywaniu uczuć, za co zawsze obrywa się im po łbie od spragnionych uczuć kobiałek.



Miłość. Słowo klucz. Konglomerat uczuć, myśli, chemii i biochemii, i cholera wie czego jeszcze. No, a jak cholera wie czego jeszcze, to o czym tu gadać? Faceci to z reguły pragmatycy, racjonaliści i jednostki proste, jak kij od mopa, mimo iż czasami z myślami rozczochranymi, jak jego końcówka. To dlaczego od nich wymagać, aby zajmowali się czymś tak skomplikowanym jak miłość?


ROZMOWY ODCZAS STOSUNKU A.MLECZKO

Jeżeli kobiety u ważają, że mężczyźni nie radzą sobie z ich orgazmem i nie potrafią rozmawiać o seksie, to po jaką cholerę mają rozmawiać o uczuciach ze szczególnym uwzględnieniem miłości? Dla mężczyzny uczucie miłości, jest tak skomplikowane, jak dla kobiety budowa kombinerek. Więc czy można wymagać od nich, aby rozmawiali o czymś, czego działania nie rozumieją? No wybaczcie, ale jak można zmuszać mężczyzn do wyznawania czegoś, co przekracza ich sposób pojmowania, a także nie mieści się w granicach ich wyobraźni? No jak?


Dlatego mężczyźni o miłości milczą. Chętnie porozmawiają natomiast o seksie, bo przecież każden (sic!) jeden wie, co to jest seks, a większość nawet uważa się za sexspertów, czego (z ubolewaniem muszę stwierdzić) nie potwierdzają jednak kobiety. Poza tym wielu mężczyzn nie odróżnia seksu od miłości. Dla nich dupa i miłość to to samo. Nie ma seksu - nie ma miłości. Jest miłość - musi być seks, no ewentualnie może być sam seks. Tu należałoby stwierdzić, że do takiego spojrzenia na świat przyczyniły się same kobiety zdobywając męską miłość na lep zwany kolokwialnie dupą. Niektórzy nawet twierdzą, że miłość jest jak dupa, każdy na jakąś kiedyś się załapie.

 

PRAWDA I DUPA A. MLECZKO


Zgodnie z utartym poglądem wielu kobiet, facet permanentnie myśli o seksie z przerwą na: fajkę, kupę, siku i hot doga. Więc poco wyłamywać się z tego szablonu? Poza tym, gdy przejdziemy do porządku dziennego nad zsynonimizowaniem (rany jakie śliczne kolejne słowo Polarny dziś wydumał) seksu i miłości, to wyjdzie na to, że mężczyzna myśli permanentnie o miłości z przerwą na:  fajkę, kupę, siku i hot doga, no dobra czasami jeszcze na Kubicę.


Tak więc nie ma co się dziwić, że faceci milczą o miłości, a dużo gadają o seksie, bo jak to mówi Bolek od Laskowika „psieciesz to to samo”.

 


WNIOSEK: MILCZENIE DAJE TEN KOMFORT, ŻE  NIE TRZEBA ANI PRZYTAKIWAĆ ANI ZAPRZECZAĆ.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM