wtorek, 24 czerwca 2008

 

Szał trampek i  różowe szaliczki. To nowa moda młodzieżowa zaglądająca pod polskie strzechy. Za tą modą galopuje jeszcze stado innych mód, a jedną z nich jest golenie, epiliacja oraz depilacja owłosienia.

Niby Polarny nie jest już taki młody, ale cały czas potrafi być zdziwiony, jak młody. Dziś zadziwił się i zasępił, a może bardziej zapolarnił nad dialogiem dwóch, na oko dwunastolatek. W rozmowie chodziło o wymianę poglądów na temat depilacji nóg.

No kuźwa rozczochrana to już małolaty się depilują? Moda na chude tyłki, na anoreksję, na brak cycków, na duże cycki, a teraz jeszcze na golenie. Może ktoś mi odpowie po co dwunastolatki golą sobie nogi? Czyżby po to, aby w przyszłości móc sobie na nich pleść warkoczyki?

OGÓL SIĘ ŚWINIO 
Nie rozumiem też faktu po co golą nogi dorosłe kobiety? Niektóre twierdzą, że dla lepszego samopoczucia, inne, że dla estetyki. A ja się wtedy pytam dla jakiej? Mało, która kobieta potrafi się samodzielnie porządnie się wydepilować albo ogolić, a później widać takie czerwone pociachane łydki, albo nogi pryszczach po zapaleniu mieszków włosowych. To jest to podniesienie estetyki?

Mnie osobiście nie przeszkadzają owłosione nogi i nie jestem w tym względzie odosobniony. Jednak już największe zdziwienie budzą we mnie depilujący się faceci. Co raz częściej widzi się młodych facetów wydepilowanych pod pachami. To jednak nie wszystko. Faceci zaczynają depilować sobie również klaty i nogi. Względy estetyczne, higieniczne czy po prostu pusta moda? Są tacy co idą dalej i depilują również dzięcioła. Moda? A może kobiety zmieniły gusta i teraz gustują w nagich nastolatkach? Nie od dziś wiadomo, że dla mody kobiety są wstanie ponieść każdą ofiarę. Czyżby zaraziły tym również facetów? Czy faceci w ogóle powinni się depilować?

 

 

WNIOSEK: MODZIE ULEGAJĄ CI, KTÓRZY NIE POTRAFIĄ SAMI DOKONAĆ WYBORU.

niedziela, 22 czerwca 2008

Późna noc. Jutro minie czterdzieści lat polarnej egzystencji na tym padole. Całkiem niezłej egzystencji. Nadejszła wiekopomna chwila, kiedy magiczna liczba czterdzieści kieruje moje myśli na fakt, że teraz jest już z górki, że teraz tylko bliżej ziemi. Nie napawa mnie to jakimś smutkiem czy zmartwieniem. Jednak człowiek zastanawia się nad tym, co ma już za sobą.

Mottem mojego życia (wymyślonym zresztą przeze mnie) są słowa: Życie trzeba przeżyć tak, aby ono nie przeżyło Nas. Te słowa mają swój głęboki sens. Sens tego, co robimy każdego dnia. Sens nie żałowania swoich decyzji i nie rozdrapywania ran przeszłości.

Człowiek rodzi się po to, by umrzeć, ale czy to powinno przyćmiewać każdy dzień przyszłości? Zdecydowanie nie, bo wtedy życie nie ma sensu, a przecież to My swoimi czynami nadajemy mu sens.

Zadałem sobie dziś pytanie: Czy żałuję czegoś w swoim życiu. Odpowiedź brzmi: Tak. Następne pytanie: Jak bardzo? Odpowiedź: Nie bardzo. Te odpowiedzi mówią, że mogłoby być lepiej, ale nie jest źle. Nie mam syndromu czterdziestolatka, chociaż porównałem się do pewnego polskiego pierwowzoru. Wynik porównania? Jestem zdecydowanie młodszy.

.

.

Urodziłem się w czasach, gdy Polacy wjeżdżali czołgami do Czechosłowacji. W czasach, kiedy prawda nie była prawdą, a kłamstwo było tak prawdziwe, że mało kto mu się nie poddawał. Dorastałem w okresie, gdy po cukierki szło się do Gierka, a pomarańcze były owocem nie tyle zakazanym, co nie dostępnym. Pierwszą miłość miałem prawie na kartki, jak mięso i czekoladę (flaszka mnie jeszcze nie dotyczyła).

Transformacja ustrojowa nie ominęła i mojego ustroju. Zmiana szkół i zawodu. Zmiana poglądów na otaczająca rzeczywistość, a w efekcie końcowym zmiana stanu skupienia mojej żony. Teraz było jej dwie.

Kupno Poloneza, ale nie tego „zero pół” bez zagrychy, tylko tego FSO 1500 z hatchbackiem, przynajmniej tak mnie się kiedyś zdawało. Pół roku później zrobiłem prawo jazdy. Jedne studia, drugie, jakieś śmieszne fakultety, które nie wiedzieć czemu miały służyć. W międzyczasie drugi potomek, a właściwie potomka i Maluch PDSP – Pojazd Do Suchego Przemieszczania się, z japońskiego nazywany Masa Huku.

Polska stojąc nad przepaścią zrobiła kolosalny krok na przód i stałem się w szybkim czasie milionerem. Galopująca inflacja z siłą i nieposkromioną ekspresją mustanga spowodowała, że miałem coraz wyższą pensję i coraz więcej pieniędzy. Nie oznaczało to, że stawałem się bogatszy. Oczekiwałem czasów, kiedy po bułki, niesolone masło i mleko będę chodził z walizką. Bogactwo pozwalało mi na bułki. Nie doczekałem się. Zdenominowali mnie z milionera. Stałem się przeciętnym Miśkiem Polarnym.

Ta przeciętność została mi do dziś. Ale czy to oznacza, że życie mnie przeżyło? Nie! Bo było w nim wiele chwil, kiedy to ja byłem sprite a o ono było pragnienie. Np. gdy za wagon popularnych wynająłem na cały dzień wesołe miasteczko, albo, gdy na spływie kajakowym we czterech spiliśmy się flaszką stołowej zagryzaną galaretką - na łeb wyszła osławiona lorneta z meduzą, a dla gościa lunetka.

Co w życiu do tej pory osiągnąłem? Parę szczytów i szczytowań. Spełniłem parę marzeń swoich i cudzych. Wygrałem tymczasowo potyczkę ze śmiercią. To był kawałek fajnego życia. Jutro jest następny dzień z jego reszty.

No nic idę jeszcze pomyśleć przed snem i zrobię sobie świąteczne małe repetytorium. Dobrej nocy lub miłego dnia, bo w sumie nie wiem, kiedy to przeczytacie.

.

WNIOSEK: W ŻYCIU CHODZI O TO, ABY ŻYĆ A NIE EGZYSTOWAĆ.

czwartek, 19 czerwca 2008

No i dupa. Kolacji już nie będzie. Może to i lepiej, bo dupa Dźwiedziowi tłuszczem obrasta, a tak metoda chwilowego ograniczenia spożycia kalorii może się przydać. Boję się jednak, abym nie popadł w pewien rodzaj bulimii tzw. Bulimii Wyborczej. Nie, nie chodzi o wybory w USA i przeciekawą postać OBAMY, który nie wiem czemu kojarzy mi się z Osamą Ben Ladenem, ale o bulimię związaną z rzyganiem po reklamie Gazety Wyborczej.

Dziś przy kolacji zaatakowała mnie znienacka telewizyjna reklama Wyborczej z obgryzionymi pazurami. Gość wtrajał je w ramach mojej kolacji. No, wybaczcie, do obrzydliwych raczej nie należę, ale jakoś mdło mi się zrobiło, gdy moim oczom ukazały się wielkie obgryzione pazury na tle Gazety Wyborczej i gość z apetytem je zajadający.

.

OBGRYZIONE PAZURY GAZETY WYBORCZEJ

.

.
.

Gościowi, który to wymyślił przywiązałbym jaja drutem kolczastym do biurka, a biurko wyrzuciłbym przez okno. A gościówie, która to wymyśliła? Hm… nad tym wariantem jeszcze się zastanowię.

Nie wiele rzeczy mnie obrzydza, ale jedna zawsze – obgryzione pazury. Nie trawię ludzi z zaniedbanymi paznokciami. Brudne lub obgryzione paznokcie skreślają osobę z listy moich znajomych. Wybaczam nielicznym, jak np. znajomym pracującym na roli, ale im wybacza tylko zniszczenie i roboczy brud, nigdy obgryzania.

Kobieta z obgryzionymi pazurami jest dla mnie tak obrzydliwa, że nawet kijem nie chciałbym jej dotknąć.

Wracając jednak do reklamy, to może ona wywołać objawy bulimii. Zjeść, zobaczyć reklamę, porzygać się.

W dużych miastach reklama pazurów rozlepiona jest na wielkich bilbordach. Stojąc na przystanku i widząc te pazury straciłbym apetyt na cały dzień. Dziwie się, że nikomu to nie przeszkadza. A może to tylko ja jestem uczulony na takie widoki?

 

 

WNIOSEK: ZA REKLAMY POWINNI RÓWNIEŻ WSADZAĆ DO PIERDLA.

środa, 18 czerwca 2008
 

Dziś już ostatni raz o Euro 2008. Dla mnie jako Polaka Euro właśnie się skończyło. Nadal jednak trwa jako dla kibica, ale wrażeniami „kibolskimi” dzielić się z Wami nie będę i tak Was wynudziłem ostatnio wystarczającą.

Dziś o Euro po raz ostatni w kontekście zachowań i wypowiedzi „wiernych” kibiców futbolówki. Poczytałem prasę, obejrzałem wywiad z Leo i stwierdziłem, że My Polacy kochamy się przypierdalać, czego ja jestem ewidentnym przykładem. Jednak między mną a dużą częścią przypierdalaczy jest pewna różnica. Ja przypierdalam się z sensem, a ta pewna część mocno bez sensu.

Ostatnie doniesienia prasowe nie pozostawiają na piłkarskiej reprezentacji Polski suchej nitki. Dostaje się wszystkim – oprócz Boruca. Najbardziej ciśnienie podnieśli mi komentatorzy Polsatu. Ich tendencyjność wypowiedzi i chamskie odzywki ubrane w grzeczne słowa przyprawiały mnie o mdłości. Głupie przytyki podczas meczu Holandia – Rumunia tylko potwierdziły, że polsatowscy komentatorzy nie powinni prowadzić tego typu imprez, ani też zapraszać tłumokowatych ekspertów, którzy z ekspertem mieli tyle wspólnego, co mój stolec z papieską kremówką.  

Tak, jak nagle poznikały flagi i chorągiewki z samochodów i okien Wielkich Kibiców, tak, jak opustoszały puby po przegranych meczach, tak szybko zmieniły się nastroje i wypowiedzi polskich komentatorów i redaktorów.

Od początku wiadomo było, że Polacy to cieniasy, jednak wielu (również i ja) łudziło się nadzieją na metamorfozę. Liczyliśmy, że Polska po tandetnych sparingach umiejscawiających ją w europejskiej okręgówce, powstanie jak Feniks z popiołów i rozgromi swoich przeciwników. Niestety Feniks nie powstał, a piłkarze rozgramiali swoich przeciwników chyba jedynie wzrokiem.

Że nie będzie Feniksa widać było po niemrawej potyczce z Niemcami. Pół godziny z Austrią pokazało, że stać nas na podawanie bidonów … Borucowi, ale nic poza tym. Nie pomogła siła mentalnego wsparcia Pana Prezydenta. Chorwacja „B” postawiła tylko kropkę nad i.

.

KACZYŃSKI SZALIKOWIEC FOT. KACPER PEMPEL REUTERS

.

Czy jednak fakt, że umarła nadzieja – matka głupich, kochająca jednak swoje dzieci, uprawnia tych wszystkich Wielkich Komentatorów do tego, by szmacić wszystkich w około? Nie tak dawno przy okazji rozgrywek piłki siatkowej, słyszałem jednego z tych opluwających komentatorów, jak mówił: „prawdziwi kibice zostają przy drużynie zarówno, gdy święci ona swoje triumfy, jak i porażki”.  Jak widać tylko krowa nie zmienia swoich poglądów.

Zastanawia mnie jednak fakt, dlaczego wszyscy jadą po naszych piłkarzach? Dlaczego tak wielu ludzi ze medialnego światka sportu oblewa "stekiem pomyj" Beenhakkera, skoro tak naprawdę tylko dzięki niemu w ogóle zagraliśmy w Mistrzostwach Europy?

Przedwczoraj wracając wieczorem przechodziłem obok „klubu kibica” Tyskiego i co ciekawego usłyszałem od fanów polskiego futbolu? Ano usłyszałem, że: „Polacy to szmaty” (krzyczący też byli Polakami); „Beenhakker do domu; Wytruć pojebów; Smolarek spierdalaj do Holandii i zabierz ze sobą Beenhakkera.

Ci sami kibice idąc na mecz Polska – Niemcy krzyczeli zupełnie coś przeciwnego. No, ale to jest właśnie mentalność Polaków, nie tylko kibiców. Jak jest dobrze chwalimy pod niebiosa, jak jest źle kopiemy leżącego. Zachowujemy się jak sępy, czy hieny rozdrapując padlinę.

Rodacy zastanówcie się trochę nad sobą, bo czasami wstyd się przyznać w międzynarodowym towarzystwie, że jest się Polakiem. Wystarczy, że prezydent robi nam siarę na arenie międzynarodowej.

 ..

WNIOSEK: NIE MA PODLEJSZEJ NIENAWIŚCI NIŻ TA DO POKONANYCH.

niedziela, 15 czerwca 2008

Nie wytrzymałem. Okazuje się, że w oczach kibiców nie tylko Podolski to złodziej, kradnący Polsce zwycięstwo i tytuł Mistrza Europy. Jak widać są też inni, którzy chętnie nam podstawiają nogę w marszu na szczyt (po płaskim).

Moje tytułowe pytanie zadaje sobie wielu, nie tylko polskich, kibiców. Po ostatnich wyczynach sędziowskich w meczu Polski z Austrią czy też Rumunii z Włochami wielu kibiców zastanawia się nad poziomem sędziowania. Euro bierze w łeb?

Czy jest ktoś w Polsce, kto nie wie, kto to jest sierżant Webb? Biorąc pod uwagę wykonywany przez Webba zawód nie dziwi mnie, że mówi się o nim po meczu Polska – Austria: zakuta pała. Zresztą jak inaczej można mówić o łysym, który ma zakuty Webb jak krzyżak spod Malborka.

Ten od karnego dla Rumunów też był łysy, może zapatrzyli się na Colinę i na jego kontrowersyjne decyzje?

Rumuni to chociaż zachowali się jak ludzie i nie robili Włochom przykrości i nie strzelili karnego, a Austriacy? Widać jaka jest austriacka gościnność.

Polscy kibice chcą zakazu używania w internecie hasła Web 2.0., a także nazwy popularnego dziś zawodu Webmaster. Polskie chcesz w łeb ma być synonimem chcesz łapówę. Łebski Chłopach nie będzie już synonimem osoby mądrej i przedsiębiorczej, ale ślepca i oszusta. Jestem ciekaw czy mieszkańcy Łeby nie będą chcieli zmienić nazwy miejscowości?

.

WEBB MASTERCARD

.

Na tajnym przesłuchaniu przed komisją UEFA Howard Webb zeznał, że wczuł się w reklamę sponsora (między innymi Ligi Mistrzów) firmy MASTERCARD. Stwierdził, że sprzedał karnego dla Austrii za milion euro, bo tylko emocje są bezcenne. To zeznanie odpowiada nam na tytułowe pytanie: Czy Webb wziął w Euro?

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość dziejową historii meczu Polska - Austria. Polacy byli i są cieniasami. Zupełnym przypadkiem strzelili bramkę. To nie Polacy zaczęli lepiej grać, tylko Austriacy gorzej. A prezent od arbitra? No cóż, jak się otrzymuje karnego ze spalonego, to nie dziwota, że później dla wyrównania dostaje się karnego z czapki. Stare przysłowie, że Polakowi zawsze wiatr w oczy parafrazuję we wniosku.

.

WNIOSEK: POLAKOWI ZAWSZE POD GÓRĘ – NAWET PO PŁASKIM.

sobota, 14 czerwca 2008

Aby nie być monotematyczny i nie pisać tylko o Euro, będę duotematyczny i napiszę znowu o żarciu.

Przede wszystkim chciałbym wrócić do niedokończonego tematu z poprzedniej notki kulinarnej czyli do tego: Czy człowiek je, aby żyć czy żyje, aby jeść?

Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ktoś kto kocha jeść, a Polarny kocha, żyje aby jeść, bo w końcu w życiu ma się tak niewiele uciech. Ten, dla którego jedzenie nie ma znaczenia je, aby żyć … i nie wie co traci.

Już Hipokrates przestrzegał: Jedzenie, picie, sen, miłość cielesna - wszystko z umiarem.

To fakt, te cztery nałogi nie jednemu życie zmarnowały. Jesteśmy zależni od jedzenia, picia, snu i sexu. Ci, którzy uważają, że tak nie jest są hipokrytami lub ascetami, a że tych drugich raczej jest nie wielu, to sprawę mamy jasną.

Samo życie, to nałóg z którym nikt nie chce się rozstać i odurza się nim, aż do śmierci. Dlaczego więc nie dołożyć do tego przyjemności jedzenia, sexu, snu i picia? Dlaczego nie odbierać wszystkimi zmysłami to, co przyjemne?

James Joyce mądrze skonstatował przemyślenia na temat jedzenia: Pan Bóg stworzył jedzenie, a diabeł kucharzy. Tak więc, to co boskie w rękach diabelskiego sztukmistrza kusi swym czarem smaku. Dlaczego więc się nie poddać i nie zostać zaczarowanym?

Żyć, aby jeść – zwykłe w swej prostocie powiedzenie, nie jest w rzeczy samej takie proste. Nie żyje się, aby jeść tonami chleb lub ziemniaki. Sztuką życia dla jedzenia jest umiejętność odnajdowania i smakowania tej sztuki. Tak więc, nie każdy może żyć, aby jeść. Życie dla jedzenia jest taką samą sztuką, jak życie dla sztuki, teatru czy miłości.

A wy jecie aby żyć, czy żyjecie, aby jeść???

Dla tych, którzy jednak lubią pojeść, a jeszcze lepiej uczestniczyć w sztuce kulinarnej własnymi umiejętnościami przepis na coś prostego czyli:

.

.

ZAPIEKANKA Z CAMEMBERTEM

.

ZAPIEKANKA ZIEMNIACZANA Z CAMEMBERTEM

.

SKŁADNIKI (ilość uzależniona od wielkości brytfanki):

.

- młode umyte ziemniaki;

- cukinia;

- mięso wołowe mielone;

- cebula;

- 2 ząbki czosnku;

- 2 jajka;

- 0,5 litra śmietany;

- koncentrat pomidorowy;

- 2 camemberty;

- 4 ogórki konserwowe;

- czerwona papryka;

- sól, pieprz, mielona papryka, mielone chili.

.

.

ZAPIEKANKA ZIEMNIACZANA Z CAMEMBERTEM

.

PRZYGOTOWANIE:

.

Ilość składników jest zależna od wielkości brytfanki i ilości warstw jakie się ułoży. Mięso podsmażamy na oleju dodając czosnek, sól i przyprawy: chili, papryka. Umyte młode ziemniaki kroimy w plastry i układamy pierwszą warstwę w brytfance przesmarowanej olejem. Na ziemniaki wysypujemy część mięsa, a następnie kolejną warstwę ziemniaków. Na ziemniaki poprószyć znowu mięsem, a na to położyć warstwę cukinii pokrojonej w plasterki. Na cukinię układamy pokrojony w plasterki camembert. Na ser kładziemy ziemniaki, na ziemniaki cebulę pokrojoną w talarki i pokrojoną w kostkę paprykę oraz talarki ogórka konserwowego. Na tą warstwę układamy znowu krojony camembert, a na ser ostatnią warstwę ziemniaków, którą posypujemy solą i mieloną papryką.

Całość polewamy zalewą wykonaną ze śmietany wybełtanej z jajkami, łyżeczką koncentratu pomidorowego, przyprawą klasyczną do grilla i solą.

Zapiekamy przez 60 minut. Smacznego.

.

WNIOSEK: Z CZTERECH NAŁOGÓW ŻYCIA WYBIERAM JEDZENIE, BO ONO MA NAJWIĘCEJ WSPÓLNEGO ZE SZTUKĄ.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM