piątek, 30 czerwca 2006

     - Ch..j by cię strzelił baranie jeden. Żeby ci opony pojeb..ło burasie parchaty – wykrzyczałem za mijającym mnie samochodem. Życzyłem mu wszystkiego złego, za to, że spod jego koła wyprysnął kamień i uderzył mnie w kolano. Do tego nażarłem się piachu, jakby co najmniej samum mnie na Saharze zaatakował. Na tej drodze jest ograniczenie do 30 kilometrów, a baran grzał przynajmniej 70, robiąc sobie Rajd Safari. Jeszcze specjalnie skręcał kołami, by zostawić za sobą tuman kurzu.

      Ruch na ul. Rolnej, bo tą ulicą poruszam się do domu, zrobił się od 3 tygodni jak na Marszałkowskiej albo al. Niepodległości. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że 3 tygodnie temu wyłączono do remontu jedną z głównych ulic mego miasta, a przekonstruowana obwodnica (ukrzyżować tych debili co zaprojektowali ruch na niej) odcięła jedną dzielnicę i teraz, aby do niej dojechać trzeba albo objeżdżać 4 km, albo skrócić sobie drogę przez ul Rolną, która jest piaskową uliczką na obrzeżu miasta. Ludzie grzeją po niej autami jak na rajdzie nie zwracając uwagi na znaki drogowe, ani na pieszych, którzy się po niej poruszają. Na drodze nie ma chodnika, więc piesi zasuwają żrąc piach i dostając seriami spod kół samochodów. Tak jak nie ma na Rolnej chodnika i asfaltu, tak samo nie ma tam policji i straży miejskiej, wszyscy to miejsce mają w dupie.

     Spisałem nr rejestracyjny tego zdezelowanego Golfa i wykonałem jeden telefon. Wiem już, że ten śmieszny rajdowiec następnym razem będzie jechał 5 na godzinę i zapomni o rajdach, a oglądając w telewizji rajd Paryż Dakar albo Rajd Safari zaraz będzie zmieniał program.

     Z wyłączeniem głównej ulicy też była niezła historia, bo wyłączono ją z ruchu nie stawiając żadnych znaków drogowych. Zrobiono to w którąś niedzielę w nocy i w poniedziałek cała ulica się zakorkowała, bo ludzie na nią zaczęli wjeżdżać, a nie było jak wyjechać. Debilizm służb drogowych sięgnął zenitu. Po przyjściu do pracy wykonałem kilka telefonów i we wtorek rano znaki drogowe, barierki, światła ostrzegawcze pojawiły się.

     Jestem kierowcą i zawsze staram się uważać na pieszych, ale jak to mówi mój kolega P: - Polska to dziki kraj! i gro osób - kierowców siadając za kierownicą zapomina o pieszych, których ochlapuje tonami błota, którzy dostają kamieniami, którzy muszą żreć piach spod pojazdów bezmyślnych, skretyniałych kierowców. Przywiązałbym tych kierowców do samochodu, wytarzał w smole i pierzu i przeciągnął za samochodem po ulicy Rolnej. Dziwicie się? Niestety jestem radykalistą lubię proste i efektowne rozwiązania.

WNIOSEK NA DZIŚ: POLSKA TO DZIKI KRAJ.

czwartek, 29 czerwca 2006

Tani Redaktorze Bezczelny!

Czytam Pana - na Pana trzeba mięć wygląd i pieniądze, więc, czytam Redaktora (tym może zostać każdy) artykuły w "Gazecie Takie tam gadanie”. Odstawia Redaktor chałę, nie mylić z chałwą. Artykuły są tendencyjne, beznadziejne i o niczym. Nie ma w tym wszystkim polotu, jasnej myśli, pomysłu ani rozsądku. To, co czytam jest nudne i mało interesujące. Styl artykułów przypomina bełkot pierwszoklasisty, masa błędów stylistycznych i językowych. Tu nie ma nic śmiesznego, a wysiłek intelektualny, jeżeli w ogóle można o takowym tu mówić, nie przynosi żadnych efektów. Silenie się na specyficzne poczucie humoru jest po prostu żenujące. Czytam te wypociny niestrudzenie od kilku miesięcy. Dlaczego czytam? Bo jestem zagorzałą masochistką i uwielbiam się maltretować intelektualnie, na co ta Gazeta Codzienna mi pozwala. Jednocześnie oczekuję chociaż jednego dobrego artykułu, by móc przestać to czytać i powiedzieć: - No w końcu coś w tym jest. Prezentowane działy są dobrane z choinki i nie wzbudzają niczyjego zainteresowania. Chociaż jeden dział powinien być na tyle dobry, by przyciągnąć czytelników. Niestety wszystkie są beznadziejne. Nie stosuje Redaktor Bezczelny żadnej reklamy. Kiedyś Redaktor chociaż spamował, aby ściągnąć czytelników, dziś kompletnie nic. Stosowana metoda ceny dumpingowej, czyli wydawania gazety zupełnie za darmo nie przynosi efektów zwiększenia nakładu. Szata graficzna jest byle jaka i nie przyciąga uwagi czytelnika. Powinien Redaktor chociaż poprosić jakiegoś grafika o wykonanie stosownego image strony, to może ktoś chociaż zainteresuje się obrazkami, skoro teksty są na tak niskim poziomie. Mój list otwarty napisałam w trosce o zdrowie psychiczne czytelników i o ich poczucie humoru, które Gazeta z taką intensywnością stara się wypaczyć. Proponuję zamknąć Gazetę, albo zacząć pisać porządnie. Pozdrawiam stałych czytelników i apeluję: - Nie bójcie się krytykować Redaktora!!! On i tak nie zrozumiem o co wam chodzi.

Z wyrazami braku szacunku

                LEOKADIA PRĘCIK

 

WNIOSEK NA DZIŚ: TRUDNO BYĆ PANEM. REDAKTOREM RÓWNIEŻ.

.

PS. List napisałem sam do siebie, by zmobilizować się do lepszego pisania. Sam jestem ciekaw jaki to przyniesie skutek. A co wolno mi pisac sam do siebie. 

.

 

Droga Leokadio!

Ja Pan Redaktor (wygląd mam a na pieniądze nie narzekam) nie mam zamiaru zmieniać nic w tym, co jest tu prezentowane. Poglądy autora są jakie są, a jego poczucie humoru jest zrozumiane tylko przez nielicznych wybrańców, którzy zaglądają tu regularnie lub mniej regularnie. Co do szaty graficznej jest ona skromna, ale właściwa, nie rozprasza czytelnika pierdołami i pozwala się skupić się na treści. To co jest tu według Zacnej Leokadii wypocinami, jest nimi rzeczywiście, bo trzeba się trochę napocić, aby codziennie napisać coś, co chociaż troszeczkę będzie miało sens i będzie wywoływało przemyślenia lub uśmiech. Cieszę się, że szanowna Leokadia czyta codziennie i tym bardziej nic nie będę zmieniał, aby nie stracić czytelniczki. Skoro Przemiła Pani jest zagorzałą masochistką nie mogę jej odbierać tak wspaniałych przeżyć i uniesień, bo brakowałoby jej w życiu tego szczęścia. Pozdrawiam innych wytrwałych czytelników i dziekuję im za obecność.

Pozdrawiam

    Z wyrazami (różnymi)

PAN Redaktor Misiek

środa, 28 czerwca 2006

Dla przeciwwagi dnia wczorajszego dziś coś o mężczyznach. Faceci są jak kosiarki spalinowe. Nowe na wystawie prezentują się całkiem ładnie. Zakupione wolno się starzeją i są trudne do zajechania. Bardzo późno tracą swoje możliwości techniczne. Są proste w obsłudze i wymagają minimum konserwacji. Naprawy można dokonywać we własnym garażu. Są łatwe w utrzymaniu i mało kosztowne, chyba, że ktoś zakupi model firmowy z najwyższej półki. Nie wymagają specjalnego podejścia. Niestety mają pewne mankamenty. Po pierwsze pracują tylko i wyłącznie sezonowo, pozostały czas spędzają na leniwej bezczynności. Trzeba je często tankować, bo inaczej same się zatankują. Dużo palą. Zdarza się, że aby właściwie funkcjonowały muszą jechać na ssaniu. Koszą co popadnie, nie zwracając uwagi, co wpadnie pod nóż. Pod ścisłą kontrolą poruszają się właściwie, puszczone samopas skręcają na boki w najmniej oczekiwanych momentach. Używane nie wiele różnią się od tych nowych, czasami nieznacznie różni je tylko wygląd, co znacznie utrudnia odróżnienie lekko używanej od nowej. Często zdarza się, że nie chcą odpalić, jeżeli są przelane lub nieumiejętnie obsługiwane. Gdy doda im się za dużo gazu, dławią się i gasną. Przy zastosowaniu nieodpowiedniego paliwa strzelają z gaźnika lub „rury” wydechowej. Trudne w transporcie.

WNIOSEK NA DZIŚ: DOBRA KOSIARKA TO ELEKTRYCZNA KOSIARKA.

PS. Dlaczego elektryczna?

- kabel ma krótki, więc kontrolowane pole manewru;

- nie trzeba tankować;

- nie pali w ogóle;

- łatwiejsze w utrzymaniu i kontroli;

- nie dławi się przy dodawaniu gazu, chyba, że dobierzemy zły silnik;

- tańsze w eksploatacji i zakupie;

- prostsze w transporcie;

- bezpieczniejsze.

wtorek, 27 czerwca 2006

Kobieta jest jak komputer. To stwierdzenie ma wiele podstaw. Myślę, że stwierdziło to już wielu mężczyzn, a rację przyzna mi również przynajmniej kilka kobiet. Aby zdobyć pierwszy komputer trzeba w niego dużo zainwestować, długo szuka się odpowiedniego modelu o odpowiadających użytkownikowi parametrach. Nowy wypasiony komputer kosztuje masę kasy i niewielu na niego stać. Można wybrać gorszy model, ale będzie miał mniejsze możliwości i gorsze oprogramowanie. Kupując i montując go w domu, od razu mamy przestarzały model. Często z czasem widzimy pojawiające się nowe modele, szybsze i łatwiejsze w obsłudze, z dużą ilością nowych funkcji. Niektórzy czasami wyskakują na chwilę do kawiarenki internetowej, by skorzystać z lepszego modelu i lepszego oprogramowania. Większość wybiera zwykłe przeciętne komputery o podstawowym standardzie i mało kogo stać na pełne oryginalne oprogramowanie. Niektórzy kupują modele używane, ale gwarancja na nie bardzo szybko się kończy. Kobieta działa jak komputer, nikt nie wie jak i dlaczego wykonuje daną funkcję i działa tylko według sobie znanych reguł i schematów. Poddaje się prowadzącemu, ale tylko jeżeli jest to zgodne z jej oprogramowaniem. Niewielu jest, którzy potrafią zrozumieć to działanie. Jeżeli nagle i nieodpowiednio dotkniemy kobietę - piszczy, tak samo jak komputer, któremu naciśnięto nieodpowiedni guzik klawiatury. Istnieją hakerzy i informatycy,  którzy potrafią każdą zaprogramować, że je mu z ręki, ale swoje sztuczki trzymają w ścisłej tajemnicy . Aby mieć nowszą wersję komputera, cały czas trzeba w niego inwestować; w kobietę również. Kobieta tak samo jak komputer nie wiadomo kiedy się zawiesi, a jak się zawiesi to nic na to nie można pomóc.

WNIOSEK NA NOC: ODPOWIEDNI UPDATE I UPGARD MOŻE POMÓC.

A: - Ty, co Ty masz taki zły humor i się wszystkich czepiasz?

JA: - Nie mam złego humoru i się nie czepiam. Wymagania mam i dążę do ich realizacji.

A: - Taaaa..? No to ja nie chciałbym wiedzieć jak się czepiasz, jak masz zły humor!

WNIOSEK NA POŁUDNIE: HUMOR HUMOROWI MUCHOMOREM.

poniedziałek, 26 czerwca 2006

Dziś nic ciekawego nie zdarzyło się w misiowej egzystencji. Więc pomyślałem: - Dziś wpisu nie będzie.

No ale jak to? Nie ma być wpisu? Przecież chory nie jestem, rozumu mi nie odjęło, no może trochę zmęczony, a to nie jest żadne usprawiedliwienie, by nic nie wpisać. Wysiliłem całe dwie i pół komórki, które po japońsku czyli jako tako jeszcze funkcjonują i powiedziałem sobie: - Te Misiek!!! Ty się rozejrzyj wokoło. To co dla ciebie jest dniem powszednim dla innych może być czymś ciekawym, a przynajmniej interesującym, … no dobra - takim do przyjęcia… no ok… takim, że zaraz nie wyłączą strony. Mózg mi się lasował jak wapno w dole, osocze wrzało, krew tętniła, a tu nic. Kompletnie nic.

Kurde – zakląłem niezbyt szpetnie, by nadawało się na bloga – czy ja już oślepłem intelektualnie??? O czym napisać przecież nie będę pisał o Dupie Maryni, bo to nikogusieńko nie zainteresuje. No bo, jaka jest Dupa Maryni każdy wie. Marynia to w ogóle taka ponadczasowa jest, więc jak tu pisać o takiej kultowej postaci.

Tak pochodziłem trochę po blogach (niekoniecznie tych, które stale czytam) i stwierdziłem, że nie jest ze mną tak źle. Tyle osób pisze o „Dupie Marynii”, że aż głupio. Nie wiem, może jestem zbyt wymagający, albo po prostu się czepiam. Nie, żebym sam coś mądrze pisał, bo w to nie uwierzy nawet moje własne Ego, które pielęgnuję i dbam o nie, jak kobiety o cerę latem, ale jakoś tak stwierdziłem, że oprócz moich kochanych współblogowiczów do których stale zaglądam coraz trudniej znaleźć mi coś nowego i interesującego. Więc nie chcąc odbiegać od normy stwierdziłem, że wpis o „Dupie Maryni” będzie się idealnie wplatał w krajowe tendencje blogosfery. Hm… a czy Marynia Starą Panną jest?

WNIOSEK NA DZIŚ: JEŻELI NIE MASZ O CZYM PISAĆ MOŻESZ ŚMIAŁO SIĘGNĄĆ PO DUPĘ MARYNI. MARYNIA SIĘ NIE OBRAZI I BĘDZIE ZADOWOLONA Z REKLAMY.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM