sobota, 28 maja 2011

OBAMA KARYKATURAMurzynek Obam-bo w Usa sobie mieszka,
Czarną ma skórę ten nasz koleżka.



Rządzi se światem przez noce i ranki,
Angażuje się ciągle w światowe przepychanki.



A gdy z wycieczki po Polsce wraca,
Słowa nie dotrzyma - ot taka praca.



A Polak krzyczy: "Obam-bo, łobuzie!"
A Obam-bo tylko szczerzy swą buzię.



Polak powiada: "Znieś nam dziś wizę",OBAMA KARYKATURA
Obam-bo jednak woli jechać na pizzę.



Polak powiada: "Wydobądźmy gazy",
Obam-bo zaś rzecze: "Innymi razy".



Lecz Polak kocha czarnego Murzynka,
Bo jakie ma wyjście ta mała kruszynka.



Szkoda, że Obam-bo czarny, wesoły,
Nie daje konkretów, a tylko pierdoły.

 


 

WNIOSEK: POLAK MIMO IŻ MA WŁASNĄ CHAŁUPĘ, TO JEDNAK ZAWSZE MUSI KOMUŚ WŁAZIĆ W DUPĘ.

sobota, 21 maja 2011

Szanowny Panie Inspektorze


Chciałbym złożyć skargę na mojego pracodawcę i brak praworządności w stosunku pracy oraz zły stan jej ochrony.


Mój pracodawca jest dla mnie bezwzględny. Wykorzystuje mnie, kiedy tylko ma na to ochotę i najgorsze, że nie mam się jak od niego uwolnić. Najczęściej pracuję późnymi wieczorami i w nocy. Po ciemku i do tego w wilgoci. Często po pracy nie mam się nawet jak wykąpać. Mimo, iż należy mi się ubranie ochronne otrzymuje je sporadycznie i często niedopasowane. Pracuję w nadgodzinach, w nienormowanym czasie pracy i zawsze muszę być w gotowości. Nawet, gdy jestem zmęczony nie bierze się tego pod uwagę, a zdarza śpiący shar-peisię nawet, że jestem faszerowany środkami dopingującymi, co źle wpływa na mój stan zdrowia fizycznego i psychicznego.

 

Czuję się wykorzystywany i często przeżywam załamania i depresje, które objawiają się kompletną niechęcią do pracy oraz ogólnym rozluźnieniem organizmu. Krótko mówiąc zwisa mi wszystko. Kurczę się wtedy w sobie i nie mam ochoty na nic, a najmniej na pracę. Mój pracodawca nie liczy się z tym w ogóle i jeszcze ma pretensje, że nie potrafię stanąć na wysokości zadania.

 

Ostatnio szef mnie ubrał w zielono - niebieski strój roboczy w kształcie Smoka Wawelskiego, z jakimiś wypustkami. Wyglądałem jak siny, plamiasty idiota. Oczywiście zostałem w pracy wyśmiany i wszystko mi opadło. Z tego powodu też zostałem wyśmiany po raz kolejny, o co szef miał później do mnie olbrzymie pretensje.

 

Jestem narażony na różne choroby zawodowe, a mój pracodawca nie tylko nie zaopatruje mnie w środki BHP, ale także nie chce przeprowadzać żadnych szczepień. Badania kontrolne pozwala mi robić tylko wówczas, gdy z przepracowania dostaję wysypki, albo kompletnie nie mam siły do pracy. Często jestem w pracy gryziony, szarpany, a nawet  bity. Pracuje do utraty tchu, aż się opluję, inaczej praca jest uważana za niezakończoną i wszystko muszę zaczynać od początku. Ostatnio usłyszałem, że wyglądam jak Shar -pei. Mam tego wszystkiego dosyć!!! Proszę o zajęcie się moją sprawą, bo i tak dla mego pracodawcy jestem ch..jem.


Z poważaniem P. Enis

 


WNIOSEK: PRACA BEZ PRZYJEMNOŚCI TO … NIEWOLA. PRZYJEMNOŚĆ BEZ PRACY TO … RAJ.



sobota, 14 maja 2011

Bodajże szóstego dnia, zaraz po tym, jak wypił stworzoną przez siebie flaszkę Żytniej z kłosem, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że  Żytnia z kłosem była pierwszą flaszką stworzoną, a nie wynalezioną na świecie, Bóg stworzył człowieka.


Stworzył go na swoje podobieństwo. Ale wiecie jak to jest, jak coś się robi na bani. Zajarał Bóg zioło, co by poczucie humoru mu się zwiększyło, a z prochu strzepniętego z zioła i tej ziemi, co na nią ten popiół spadł, zaczął lepić mężczyznę. Nie bardzo mu ta sztuka wychodziła, bo jak to na bani, percepcję miał lekko skrzywioną, więc wyszło mu to co wyszło. I gdy stworzył to co mu wyszło, wziął głęboko powietrza w płuca i tchnął, albo może lepiej zabrzmi - zionął w mężczyznę życie. I mężczyzna ożył. I od razu był na kacu, więc nie dziwota, że go od razu do flaszki ciągnęło i wszystkich innych do dziś ciągnie. Ot taka przypadłość boża, o której nikt głośno mówić nie chce, bo w końcu mężczyzna na podobieństwo Boga został stworzony. I wtedy Bóg zasnął zmęczony pracą nad swym dziełem.


Gdy się obudził, przyszedł do niego mężczyzna i rzekł:


- Panie stworzyłeś mnie na swoje podobieństwo. Tchnąłeś we mnie życie. Dałeś mi we władanie lasy i wody, i wszelkie stworzenie, ale czuję się samotny.


Spojrzał Bóg na swoje dzieło, tym razem trzeźwym okiem i stwierdził, że egzemplarz wyszedł mu lekko wybrakowany. Jednak, że tego co stworzył niszczyć nie lubił rzekł do mężczyzny:


- Stworzę coś nowego. Idealnego. Będzie to kobieta, która będzie Twoją towarzyszką życia. Będzie ona pochodzić z Twego ciała i będzie cząstką Ciebie. Będzie Cię czuła i rozumiała, mimo, iż Ty nigdy nie będziesz wstanie jej zrozumieć.


KOBIETA NA KRZYŻUI jak rzekł, tak uczynił. Uśpił Bóg mężczyznę i z jego żebra zaczął tworzyć kobietę. Jednak czegoś mu brakowało, więc dodał do tego odrobinę brzasku poranka, promieni pełni księżyca, blasku letniego rozgwieżdżonego nieba, wiatru z grzywy mustanga, przejrzystości górskiego potoku, ciepła wieczornej watry, zapachu jaśminów i fiołków, czerwieni z płatków róży, żółci z kłosów zbóż i czerni ze skrzydeł kruka. Nie był jeszcze zadowolony, więc dodał brązu z oczu sarny, oraz jej łagodność. Od kota zaczerpnął grację, a od lwa odwagę. Zmieszał to wszystko delikatnie i stworzył … kobietę. Tchnął w nią życie swym tchnieniem, wcześniej jednak zażywając Tik - Taka, bo musicie wiedzieć, że Tik - Taki, też stworzył Bóg, a nie firma Ferrero. Wolał nie ryzykować z oddechem po tchnieniu życia w mężczyznę.


Gdy skończył dzieło i zadowolony obudził mężczyznę rzekł do niego:


- Stworzyłem dzieło doskonałe - kobietę. Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała kobietą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Żyj z nią i bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną: abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i  nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.


Mężczyzna był szczęśliwy, gdy zobaczył tak piękne stworzenie. Ucieszył się, wziął kobietę pod rękę i ruszył do Edenu, który dla nich stworzył Bóg. Jednak na drugi dzień wrócił do Boga, który rozkoszował się właśnie siódmego dnia stworzeniem świata. I rzekł do Boga mężczyzna:


- Panie, stworzyłeś piękną istotę o pięknych: kształtach, oczach, skórze, włosach i zapachu. Istotę idealną. wszystkiego dałaś z umiarem, tyle ile trzeba, ale jak mam z nią żyć, jeżeli ona do mnie nie mówi. Mimo, iż jest obok mnie, wciąż czuję się samotny.


I spojrzał wówczas Bóg na mężczyznę i dał kobiecie głos.


Zadowolony mężczyzna wziął ponownie kobietę pod rękę i udał się do Edenu, by tam być szczęśliwym. Jednak powrócił kolejnego dnia o poranku do Boga i wyrzekł tylko jedno zdanie:


- Z tym ostatnim to k…wa przesadziłeś.

 

 

 

WNIOSEK: NIE MA ISTOT BEZ WAD, A ZANIM O COŚ POPROSISZ ZASTANÓW SIĘ CZY CHCESZ TO MIEĆ.



piątek, 13 maja 2011

Polarny był wczoraj w kinie na „Kodzie Nieśmiertelności”.


Jeżeli ktoś z Was lubi „Dzień Świstaka” lub też „Deja vu” z Denzelem Washingtonem, to film na pewno przypadnie mu do gustu. Schemat zaczerpnięty z Dnia Świstaka, czyli powtarzającej się sekwencji tego samego dnia (zdarzenia), mimo, iż oklepany nie jest tu nudny. Fabuła tematycznie zbliżona do tej z „Deja vu”, czyli poszukiwania „terrorysty” w przeszłości, ma swoją ciekawą oprawę ideologiczną.


Fabuła SF dobrze pomyślana i ciekawie zrealizowana. Film nie goni, jak w filmach akcji, chociaż czas jest w nim myślą przewodnią i goni zarówno głównego bohatera, jak i jego „pracodawców”. Osiem minut na znalezienie terrorysty to bardzo mało czasu. Jak dokonać tej zdawałoby się niemożliwej sztuki? To właśnie jest tematem filmu. Powrót do przeszłości, światy równoległe, możliwości ludzkiego mózgu, wyobraźnia, patriotyzm, ludzkie uczucia, tęsknota, miłość, konflikty ojciec – syn, wybaczenie, chaos, to wątki, które dosmaczają całą potrawę pt. „Kod Nieśmiertelności”.


Polar na filmie nie nudził się ani chwili. Każdy powrót do przeszłości był inny i interesujący, a człowiek, gdy fabuła zaczynała odbiegać od schematu zaczynał czuć niedosyt tego, że chciałby wrócić kolejny raz, sprawdzić kolejną osobę i pociągnąć ten wątek jeszcze dalej i jeszcze raz. Po raz pierwszy czułem, że nie oczekuję końca filmu, a bawi mnie powtarzający się schemat w różnych wariantach. O ile w Dniu Świstaka człowiek miał już ochotę na koniec, a schematyczność zaczynała przynudzać, o tyle w „Kodzie Nieśmiertelności” to właśnie ten schemat jest smakiem tego filmu. Jeżeli dołożymy do tego całkiem niezłą grę aktorską Jake’a Gyllenhaal’a, to otrzymujemy bardzo zgrabną i miłą opowieść SF z wątkiem sensacyjnym.


Gorąco polecam ten film. Myślę, że na pewno nie będziecie się na nim nudzić. Jednak czy warto wydać kasę na kino? Nie koniecznie. Ten film spokojnie można obejrzeć na DVD.

 

 

 

WNIOSEK: WAŻNE JEST BY WIERZYĆ, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.



piątek, 06 maja 2011

zniczeWróciłem z pogrzebu. To dziwne uczucie stanąć, spojrzeć na żniwo śmierci, i pomyśleć, że ja też stoję w kolejce, aby w przyszłości skorzystać z jej usług. Na co dzień nie mamy takich myśli, bo i po co? Ale, gdy odchodzi ktoś bliski nieuniknione jest pomyśleć o tym co czeka każdego.


Śmierć jest naszą codziennością, jesteśmy z nią "obyci", jest naszym chlebem powszednim, często przechodzimy obok niej i uważamy to za coś normalnego. Widzimy jak jesienią umierają kwiaty, jak znikają motyle, jak zimą część przyrody zamiera, a część… po prostu umiera. Zajadamy zwierzęta godząc się z ich śmiercią. Żegnamy ze łzami w oczach domowych pupilów: psy, koty, ptaki, rybki. W telewizji na naszych oczach umierają setki, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. Mamy świadomość, że coś się rodzi, rozwija, zmienia i umiera. Jest to stała w naszym życiu. Jest początek i koniec. Śmierć jest na wyciągnięcie ręki. Mamy jej świadomość, godzimy się z nią, akceptujemy.


Ale czy to nie jest tak, że godzimy się i akceptujemy, bo nie dotyczy ona nas? Smuci nas Tsunami w Japonii, ale czy wzbudza to w nas jakieś głębsze przemyślenia o nas samych?


Spoglądając na uczestników konduktu, a później przyglądając się, gdy skupieni stali nad mogiłą uświadomiłem sobie ilu z nich niedługo też odejdzie. I wtedy zadałem sobie pytanie: Czy można oswoić się ze śmiercią swoją lub bliskich?


I odpowiedziałem sobie: NIE MOŻNA.


Śmierć może nam spowszednieć, jak żołnierzowi na polu walki, jak lekarzowi w karetce pogotowia, jak księdzu udzielającemu ostatniego namaszczenia, jednak nigdy nie oswoimy się ze śmiercią, która otrze się o nas.


Można się przygotować na śmierć bliskiej osoby, czy swoją własną, mając np. świadomość stanu zdrowia lub wieku, ale zawsze będzie ona dla nas zaskoczeniem. Nie można się jednak oswoić ze śmiercią, bo jest ona zawsze nieznanym. Jest zaskoczeniem tym większym, im mniejsze jest prawdopodobieństwo jej nadejścia. Śmierć kogoś bliskiego zawsze będzie dla nas stratą na którą się nie godzimy, bez względu na to, jak bardzo na nią byliśmy przygotowani.


A własna śmierć? Po co o niej myśleć, skoro, gdy nadejdzie i tak nie będziemy wiedzieli, że to koniec. Vivite!! Tempus fugit.


 

WNIOSEK: ŻYCIE NIE JEST KULĄ, MA SWÓJ POCZĄTEK I KONIEC.



niedziela, 01 maja 2011

sprzątaczkaOdpowiedź jest prosta: PRZEZ KOBIETY. I w tym momencie notka powinna się zakończyć, bo po co rozwijać temat, na którym się można pośliznąć, jak na świeżym gównie. Ale czego się nie robi z nudów? Z nudów nawet na gównie można się poślizgać.

 

Mężczyzna w kuchni, z trąbą odkurzacza w pokoju, z żelazkiem przy desce, czy z siatami na zakupach nie jest dzisiaj niczym nadzwyczajnym, jednak jak wynika z badań ok. 30% mężczyzn w życiu nie podjęłoby się prac domowych, ok. 50% unika ich, jeżeli jest tylko taka możliwość, a 90% uważa to za domenę kobiet. Skąd się to w nas bierze???


Polar odpowie za siebie: przez Was kochane kobiety. Same jesteście sobie winne. Patriarchalne wychowanie, niska samoocena, niski stopień oportunizmu, wysoka spolegliwość kobiet, to główne przyczyny tego, dlaczego faceci nie sprzątają w domu. Do tego jeżeli dołożymy to, jak wychowujecie swoje dzieci, czyli samochodziki i mały majsterkowicz dla chłopca, a dla dziewczynki lalka, zestaw garnków i mini odkurzacz, to nie dziwcie się, że wbijane przez Was stereotypy zaowocują za jakiś czas tym, że mężczyzna będzie miał gdzieś domowe sprzątanie. W sumie po co sprzątać, jak kobiety w poczuciu bliżej nie wyjaśnionego wewnętrznego obowiązku zrobią to za nas?


Faceci jakoś przyzwyczaili się, że skarpetki same wskakują do pralki, kibel sam się czyści, pranie jakoś w cudowny sposób samo się prasuje, a naczynia zmywają krasnoludki. Czy powinniśmy się czuć winni? W życiu!!! Jeżeli Nam na to pozwalacie, to nie miejcie pretensji, że nie chce Nam się Wam ulżyć w pracach domowych.


Niektórzy twierdzą, że kobietom brakuje jaj, a te, co je mają nazywają się feministki. Gówno prawda, Polar zna wiele kobiet z jajami, które tracą je w domu z bliżej nieznanych przyczyn, hodując sobie w nim samców Dyrektorów Do Spraw Niepotrzebnych.


A co na to sami Dyrektorzy DSN? Raz, że z tym im dobrze, a dwa, że bardzo często chętnie by pomogli swoim współtowarzyszkom, tylko nie wiedzą jak. W pracy na stanowiskach, kierownicy, menadżerowie, hydraulicy, górnicy, łopaciarze, malarze i dekarze, dyrektorzy i lekarze, w domu chcą odpocząć od wiecznego rządzenia i podejmowania decyzji oczekując, że raz na jakiś czas, ktoś wskaże im co mają zrobić. Ale niestety kobiety przyzwyczajone do tego, że to nimi się rządzi zakasują rękawy i same popierdalają nie wiedząc, jak zwrócić się o pomoc. I kółko się zamyka. Wy nie mówicie, My nie pytamy, a życie toczy się dalej.


Gdy facetowi nie chce się sprzątać, to sam nie podejmie się tej sztuki, chyba, że potknie się o stojące w kącie skarpetki, pizza zacznie mu wybiegać spod szafy, albo naczynia zaczną tańczyć Break Dance'a. Taki live. Jednak wystarczy tylko kilka wskazówek ze strony partnerki, aby to się zmieniło, bo mężczyźni, tak jak kobiety nie potrafią prosić, tak oni nie potrafią kobietom odmawiać. Jeżeli partnerka poprosi pomóż mi - wynieś śmiecie, zmyj naczynia, umyj wannę, to jak wielu odmówi? No wiadomo, że frajerzy, fagasi, obszczymury, dupotrzepy odmówią. Jednak cała reszta, niekoniecznie gentelmanów, nie odmówi, a często z chęcią pomoże BO WIE JUŻ W JAKI SPOSÓB!!!


sprzątacz sprzątanie


No więc drogie Panie przestańcie marudzić, że Wasz facet nie robi nic w domu, tylko zaprzęgnijcie go do roboty, a z pewnością z chęcią ulży waszej ciężkiej pracy, jeżeli tylko BĘDZIE WIEDZIAŁ JAK. A jak nie będzie chciał? Cóż, to znaczy, że trafiłyście na bubla i należy go wymienić na lepszy model. A gdy nie chcecie, bo ma inne, bliżej Polarowi nieznane atuty, to nie marudźcie, tylko zapieprzajcie z uśmiechem na szmacie. Miłych porządków.


SEXY SPRZĄTACZKA UNIFORM

 


WNIOSEK: JEŻELI CHCESZ COŚ W KIMŚ ZMIENIĆ, ZMIEŃ NAJPIERW COŚ W SOBIE.



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM