piątek, 29 maja 2009
FACET TO ŚWINIA

Nie raz  swoim misiowym życiu słyszałem, że facet to świnia. Tylko czemu ta świnia jest tak kochana przez kobiety? To biologia, genetyka, antropologia i jeszcze parę innych składowych, które determinują kobiece zachowania. Niby faceci to świnie, a jednak prawie za każdym razem kobieta szuka następnej świni, która mogłaby okazać się jakimś bardziej domowym zwierzęciem.


Czy mężczyźni są winni tej opinii? Nie koniecznie. W wielu przypadkach to same kobiety robią z nas świnie. Jak mawiał Marie-Henri Beyle - znany powszechnie jako Stendhal, wielu mężczyzn nie potrafi inaczej poruszyć serca kobiety jak je raniąc. Stąd też może powszechna opinia, że jesteśmy świniami.


Co ciekawe kobiety twierdzą, że świnią jest najczęściej:

- były facet, a w związku z tym wszyscy inni;

- obecny facet, z którym właśnie się pokłóciła ( w tym wypadku istnieje szansa, że świnia przekształci się  z powrotem w kotka, pieseczka, żabkę, misiaczka tudzież inne mniej świńskie zwierzę – pod warunkiem pogodzenia);

- przyszły facet, który nie wiedzieć czemu nagle staje się wyjątkiem, pomimo iż faceci z założenia to świnie.


Świnią nigdy nie jest obecny facet, któremu kobieta oddaje swoją duszę i ciało lub też odwrotnie - ciało i duszę – w zależności od potrzeb i sytuacji. Obecny facet jest zazwyczaj wyjątkiem. No a rzekomo wyjątki potwierdzają regułę, szczególnie, gdy jest ich tak wiele. Oczywiście obecny wyjątek w każdej chwili również może stać się świnią. Wystarczy tylko spełnić kilka podstawowych warunków ze stendhalowym na czele.


Mimo to, że faceci to świnie, kobiety wciąż lgną do nas jak ćmy do światła, osy do miodu, muchy do gówna, bo faceci raz stają się ich światłem, innym razem słodkością, a jeszcze innym ... po prostu zwykłym śmierdzącym gównem.


Gdy słyszę, że facet to świnia, to zastanawiam się, o której z wersji jest mowa? O byłym wyjątku, obecnym wyjątku, czy też może przyszłym wyjątku? A wszystko pewnie przez to, że wokół kobiet kręcą się same wyjątkowe świnie.



WNIOSEK: DLA KOBIETY WSZYSCY MĘŻCZYŹNI SĄ TACY SAMI, CHYBA, ŻE SĄ WYJĄTKIEM. DLA MĘŻCZYZN WSZYSTKIE KOBIETY SĄ WYJĄTKOWE.

wtorek, 26 maja 2009

Andrzej obserwował ją od roku - przykurczoną staruszkę o pogodnym wyrazie twarzy, ubraną w markową garsonkę (wytartą tu i ówdzie) i ciemny wełniany płaszcz, który zdradzał czasy niegdysiejszej świetności. Była zawsze ubrana tak samo, latem i zimą. Różnica polegała jedynie na tym, że w bardziej upalne dni płaszcz miała przewieszony przez rękę.

 

Widywał ją wielokrotnie. Zawsze punktualnie o 6.15 przychodziła do jego sklepu, kupując zawsze to samo: cztery bułki i litr mleka. Raz w tygodniu kupowała kilka plasterków najtańszej wędliny, a raz na miesiąc torbę cukierków. Gdy wyruszał po towar widywał ją truchtającą po osiedlu i zaglądającą do koszy na śmieci w poszukiwaniu puszek. W sklepie zawsze uśmiechnięta pytała o pogodę i samopoczucie, wygrzebując w tym czasie parę groszy na zakupy.

 

Kiedyś Andrzej zagabnął staruszkę o cukierki. Odpowiedziała, że kupuje je dla dzieci. Tydzień później widział, ją, jak częstowała nimi dzieci w pobliskim parku. Była radosna i uśmiechnięta. Widać było, że obcowanie z maluchami sprawia jej ogromną radość.

 

Andrzej nie raz zastanawiał się kim jest ta kobieta? Ubiór wskazywał, że kiedyś była bogatą osobą.  Dziś zbiera puszki po śmietnikach. Zaskakiwało go to, że w tym co robiła, była jakaś taka prosta, ale jednocześnie dystyngowana, skromna, ale dumna. Emanowała z niej jakaś taka wewnętrzna siła, której nie dało opisać się słowami, ale którą po prostu się czuło. W kontakcie z ludźmi była zawsze radosna, a z dziećmi - szczęśliwa. Dla Andrzeja była kimś niesamowitym i ponadczasowym.

 

W Dzień Matki Andrzej postanowił obdarować kobietę różą. Oczekiwał jej przyjścia trzymając kwiat pod ladą. Staruszka jak zawsze z uśmiechem weszła do sklepu, i jak zawsze poprosiła o ten sam zestaw: cztery bułki i mleko. Gdy szukała grosiaków na opłacenie skromnych zakupów Andrzej wyszedł zza lady i podszedł do nie z różą w ręku.

 

- Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki proszę Pani – powiedział z uśmiechem, wręczając kobiecie przepiękną pąsową różę.

 

- To… to… dla mnie? –wyjąkała kompletnie zaskoczona staruszka.

 

- Oczywiście. Przypomina mi Pani Moją zmarłą mamę. A że jest Pani taka… taka … inna… niezwykła  – wyrzucił z siebie Andrzej – to chciałem uświetnić dzisiejszy dzień obdarowując Panią tą różą.

 

Kobieta z łzami w oczach i z jeszcze większym uśmiechem przyjęła kwiat.

 

- Dziękuję ślicznie Panie Andrzeju.

 

- A skąd zna Pani moje imię?

 

- Słucham ludzi Panie Andrzeju. Słucham ludzi. – odpowiedziała staruszka – Dziękuję Panu bardzo. Nawet nie wie Pan ile radości daje mi ten kwiatek. To pierwszy kwiat na Dzień Matki od piętnastu lat.

 

Andrzej nie był zaskoczony. Staruszka wyglądała na osobę samotną. Jednak mimo iż czuł, że nie powinien pytać, odezwał się:

 

- Nie ma Pani dzieci?

 

- Mam kochany, mam. Syna i córkę.

 

Ta odpowiedź Andrzeja kompletnie zaskoczyła.  Kobieta ma rodzinę, a zbiera puszki? Cóż w jej życiu mogło się zdarzyć takiego, że dzieci nie otoczyły jej opieką? Myśli w głowie Andrzeja kłębiły się stadami. A może dzieci są chore, albo upośledzone, a matka się nimi do tej pory opiekuje? A może są biedne jak mysz kościelna? No, ale wtedy przecież przychodziłyby do matki w dniu jej święta, chociaż z jednym malutkim kwiatkiem.  A może nie żyją? Ale przecież kobieta powiedziała „mam”, a nie „miałam”. Te myśli  nie dawały mu spokoju. Wiedział, że nie powinien ingerować, w życie staruszki, jednak jej niesamowitość zmusiła go do zadania kolejnego pytania:

 

- A co się dzieje z Pani dziećmi, że od piętnastu lat nie otrzymała Pani kwiatu na Dzień Matki?

 

- Nic Panie Andrzeju. Nic. Żyją i mają się dobrze. Córka pracuje na Uniwersytecie w USA i tam mieszka z rodziną. Jest botanikiem. A syn ma prywatną klinikę dentystyczną w Australii. Oboje wyjechali za granicę. Założyli rodziny.

 

- I nie zabrali Pani z sobą? – dalsze pytania same cisnęły się Andrzejowi na usta.

 

- Jakoś nie mogli się dogadać kto ma mnie wziąć. Córka chciała aby syn, syn aby córka. W końcu umyślili, że wykupią mi miejsce w ekskluzywnym Domu Starców. Ale ja nie chciałam.  Nie chciałam, żyć w zamknięciu nie mogąc decydować o sobie. Odmówiłam im. Obrazili się.

 

- I co przestali się kontaktować z Panią? – Andrzej dalej drążył temat.

 

- Nie, ale z czasem własne rodziny zaprzątnęły ich uwagę. Ja ich rozumiem. Mają własne życie, własne sprawy. Gdy dzwonią, zawsze im odpowiadam, że wszystko w porządku, że mam co jeść i za co żyć. Po co im sprawiać kłopoty i zmartwienia? Od piętnastu lat nie byli w kraju. Mam już wnuki, ale nigdy ich nie widziałam. Córka ma ciągle wykłady, gdzieś wyjeżdża do dżungli. Syn kieruje kliniką i zawsze, gdy ma już przyjechać, to coś mu wypada. Czasami i na święta zapomną zadzwonić. Ale ja ich rozumiem, każdy ma własny świat. Lepiej jest być samotną, niż niemile widzianą.

 

Staruszka zamilkła. Z jej oczu zaczęły płynąć wielkie jak groch łzy, które skapywały na płatki róży, którą przytulała do serca.

 

Andrzej też zaniemówił. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak można zapomnieć  o własnej matce? Jak można zapomnieć o osobie tak pogodnej, wyrozumiałej i kochającej, jak ta kobieta? W głowie mu się nie mieściło, że matka profesorki i bogatego lekarza musi zbierać puszki, aby mieć za co żyć.

 

- Jak Pani ma na imię? – zapytał Andrzej, gdy cisza zaczynała stawać się hałasem.

 

- Anna – odpowiedziała bezwiednie staruszka.

 

- Pani Anno, proszę przyjść dziś tu do mnie o siedemnastej. Poznam Panią z moimi dziećmi i żoną.

 

To opowiadanie dedykuję wszystkim tym, którzy w dniu dzisiejszym zapomnieli złożyć życzenia swoim mamom. A wszystkim mamom życzę, aby ich serca nigdy nie czuły się samotne.

 

WNIOSEK:

  • CZĘSTO SAMOTNOŚĆ NIE JEST WYNIKIEM WŁASNYCH WYBORÓW, ALE SKŁONNOŚCIĄ INNYCH DO ZAPOMINANIA.
  • W POGONI ZA ŻYCIEM ZAPOMINAMY, JAK BLISKO NAS STOI ŚMIERĆ.
niedziela, 24 maja 2009
ROBERT KUBICA

O tym, co to jest dyfuzor wiedzą już chyba wszyscy, nawet kobiety. O tym g…adżecie mówi się już tak często, że można się porzygać. Tak samo, jak można się porzygać z powodu wszechpanującej nudy w Formule 1, bo czy to nie jest już nudne, że ciągle wygrywa Brawn GP?

 

Przed sezonem podniecano się KERS-em. To też już wszyscy wiedzą, co za g…adżet. Niestety KERS okazał się niewypałem, ale za to ile wcześniej było spekulacji? Ileż to można było sobie pogadać, pokalkulować i podociekać, kto w nowym sezonie będzie dzierżył palmę pierwszeństwa na torach F1? Tylko, że wszystko okazało się lipą, bo nagle jak królik z kapelusza pojawiło się Brawn GP ze swoim dyfuzorem.

 

Dlaczego Formuła 1 jest nudna? Dlatego, że co raz mniej ma w niej do powiedzenia zawodnik, co wybitnie pokazuje obecny sezon. Wyścig technologiczny i walka na dyfuzory pokazują, że tak naprawdę każdy kierowca ze stawki dwudziestu startujących ma szansę być pierwszy, wystarczy, że dostanie odpowiedni samochód. Beniaminek F1, urodzony z Hondy nagle dowala wszystkim jak leci, nawet tym od wielu lat najlepszym. A Ci najlepsi? A Ci najlepsi okazują się najgorsi. Nagle zniknęły genialność Kubicy, niesamowitość Hamiltona, powtarzalność Raikonena, pracowitość Massy. Do głosu doszli Ci, którzy wcześniej wąchali spaliny swoich adwersarzy. Dlaczego? Ano dlatego, że byli technologicznie o krok mądrzejsi. Nie lepsi, nie posiadali lepszych umiejętności, ale dostali kopa technologicznego. Ot jakby Ci co wcześniej jeździli na rowerach, nagle zaczęli ścigać się z rowerzystami na motorach. Głupie to i mało ekscytujące. Genialność przestała być grnilana. Wystarczy zobaczyć eliminacje do „biegu” i już wiadomo, co będzie dalej. Nudne jak flaki z olejem. Wcześniej było również nudno, bo wygrywał Hamilton, ale przynajmniej poziom technologiczny trzech pierwszych zespołów był zbliżony i więcej do powiedzenia miała dyspozycja kierowcy, jego umiejętności, a czasami właśnie jego genialność.

 

Czy Kubica jest genialny? W świetle ostatnich wydarzeń, okazuje się, że jest na tyle genialny, na ile genialny jest jego bolid. Lewis Hamilton wczorajszy Mistrz Świata dzisiaj jest ogonem, tak samo jak ogonem jest Kubica, który z nim walczył w poprzednim sezonie prawie łeb w łeb. Gdyby się przyjrzeć stawce kierowców, ich wcześniejszym dokonaniom, zauważymy, że tak naprawdę to nie kierowcy są tu zawodnikami, a samochody. To dzięki nowinkom technicznym bolidy są lepsze i gorsze, a kierowcy? Kierowcy mają bardzo zbliżone umiejętności, które można dopiero brać pod uwagę, gdy jeździliby tymi samymi samochodami.

 

Czy Formuła F1 może być ciekawsza? Oczywiście!! Wystarczy zlikwidować wyścigi stajni i dać każdemu identyczny fabryczny samochód. Wówczas kierowcy będą mogli pokazać, co rzeczywiście są warci. Czy było by ciekawiej? Na pewno, tylko czy wtedy, ktokolwiek zainwestowałby w F1? Czy zainteresowania mediów byłoby takie jak dziś? Czy sponsorzy tak tłumnie waliliby do F1? Wątpię, bo nie byłoby już spekulacji, kto co nowego wymyśli w nowym sezonie, marudzenia o niepowodzeniach technicznych konkretnej marki, nie byłoby reklamy koncernów samochodowych, a całą śmietankę spijaliby tylko kierowcy. Czy ktoś się na to zgodzi? Odpowiedź jest prosta – NIE!! A więc będzie dalej nudno, do czasu aż znowu ktoś nie wyskoczy z jakimś nowym gadżetem.

 

 

WNIOSEK: NUDA JEST NIEBEZPIECZNA, BO POWODUJE, ŻE NAWET BOHATEROWIE STAJĄ SIĘ NUDNI.

wtorek, 19 maja 2009

Polarny ostrzega: NIE LEJ W POCIĄGU!!!  Nie dlatego, że w większości pociągów jest syf, taki, że włosy łonowe same się prostują od smrodu, bo niektórzy ich nie mają, ani dlatego, że patrząc na deskę sedesową można puścić pawia, a następnie wyłysieć (łysi mogą mieć problem, bo może zacząć im schodzić skóra z głowy). Po prostu nie lej ze względu na jakość naszych torowisk.

 

Polarny właśnie jest w podróży służbowej i pokonał jakieś 800 km pociągiem, aby przyjąć egzamin od spragnionej pochwalenia się swoją wiedzą młodzieży. Fajnie by było, gdyby Polarny podróżował Intercity, ale niestety najpierw pośpieszny (przejęty przez Intercity) a później osobówka. Osiemset kilometrów, prawie 12 godzin w pociągu i jak tu się nie odlać? No człowiek musi, bo inaczej się udusi, albo utopi. No, chyba, że zaserwuje sobie pampersa max, ale co to za komfort lać pod siebie a później trzymać dupę w wilgotnym żelu. Dziwię się bobasom, że żaden jeszcze nie popełnił sepuku na spacerze.

 

No więc jakby nie patrzeć lać trzeba. No i Polarny poszedł się odlać. Pawia nie rzucił, mimo iż niewiele brakowało. Deskę sedesową otwierał butem i mrużył oczy co by mu mocz źrenic nie wypalił. No, ale natura nie wybiera. Gdy już zęby swędzą to każde miejsce jest dobre, nawet przejście między wagonami. Polarny do dziś żałuje, że z tej opcji nie skorzystał. Byłoby zdrowiej i bezpieczniej.

 

Deska otwarta, poloneza czas zacząć. Nie taki mały na wierzchu, wyraz szczęścia na twarzy, zęby przestają swędzieć. I w tym momencie pociąg wjeżdża na tor, po którym jak ktoś powiedział ma jeździć polskie TGW. Polarny nie wiedział za co się łapać? Ściany? Nie takiego małego? Okna?

 

Efekt? Mokre buty. Zatrzaśnięta deska w trakcie radosnego rytuału odswędzania zębów. Mokra ściana i podłoga. A na koniec przytrzaśnięty we wkurwie zamkiem błyskawicznym worek. Czy są jeszcze jakieś pytania dlaczego Polarny ostrzega, aby nie lać w pociągu?

 

Swoją drogą to zastanawiam się co w takim momencie zrobiłaby kobieta, która z pewnością nie siadając na desce, zwinięta w kucki trzymałaby porcięta w garści? Moja wyobraźnia tak daleko nie sięga.  

 

A MOŻE TAK?

 

sikająca kobieta w polskim pociągu WC PKP

 

WNIOSEK: TAKIE MAMY CZASY, ŻE NAWET LAĆ TRZEBA Z ROZSĄDKIEM.

sobota, 16 maja 2009

Obudził się, gdy dotknęła go drugi raz. Może nawet nie dotknęła, a tylko musnęła, ale on był na to bardzo wrażliwy. Już nie spał. Spod półprzymkniętych powiek obserwował, co będzie dalej. Ona delikatnie, po raz kolejny, dotknęła jego czubek językiem.

 

Tyle razy prosił, aby tego nie robiła, aby tak go nie budziła. Nie lubił tego. Zawsze dotykała jego czubek językiem, a następnie od dołu przeciągała nim jednym długi liźnięciem. Denerwowało go to. Nie lubił tej wilgoci, szczególnie, gdy brała go później do ust i frywolnie drażniła jego czubek językiem. Na samą myśl o tym przeszedł go dreszcz. Tyle razy powtarzał, że woli inaczej.

 

Ją jednak to bawiło i wciąż powtarzała, że owoc zakazany lepiej smakuje. Bawiło ją to, że ma go większego od innych. Wyrastał ponad przeciętność. Miał go zdecydowanie dłuższego i grubszego niż inni i to ją właśnie kręciło.  Często ze śmiechem wsadzała mu język w dziureczkę, drażniąc go przy tym bezlitośnie.

 

Tym razem postanowiła inaczej. Wzięła lód do ust i objęła nimi jego czubek. W pierwszej chwili nie poczuł, jednak zimno rozchodzące się z jej ust zaczęło przenikać do niego. Zimno przeradzało się w ból, momentami nawet przyjemny. Postanowił jednak wytrzymać, niech kobieta ma trochę zabawy zanim ją po raz kolejny odgoni.

 

Ona nadal go drażniła. Lubiła to, że zawsze był twardy i sztywny. Zawsze sterczał na wprost, jakby zachęcał do wiecznej zabawy. Koleżanki się z niej śmiały, że wybrała sobie z takim długim, bo to ani poręczne, ani normalne, ale ją to nie wzruszało - to ją. kręciło. Lubiła budzić go liżąc delikatnie w czubek, a później nawet go przygryzając.

 

Tym razem go nie przygryzła, a lód się już rozpuścił. Wzięła więc piórko i zaczęła nim delikatnie omiatać całą jego długość, a w końcu zaczęła je wpychać w dziurkę. Tego Pinokio nie wytrzymał: - Czy Ty kurwa możesz w końcu zostawić mój nos!!!!!

 

WNIOSEK: POZORY CZĘSTO ZASTĘPUJĄ FAKTY, A FAKTY STAJĄ SIĘ ILUZJĄ.

czwartek, 14 maja 2009

Rozmawiam z A. Krótka wymiana poglądów. Stawiam A. zadanie, i za coś go opieprzam.

A: -Bo strzelę focha!!

JA: - Pójdziesz do lekarza?

A: - Tak.

JA: - Lekarz zapyta się co Panu dolega, a Ty powiesz mu MAM FOCHA

A: -Tak.

JA: - A lekarz się zapyta małego czy dużego? A ty powiesz mu, że małego i on da Ci tydzień.

A: - Nie, powiem, że na Ciebie z pewnością da mi dwa.

 

***

 

Wchodzę do A, bo się spóźnił z wykonaniem zadania.

JA: - Która godzina?

A: - A co zegarka nie masz?

JA: - A chcesz mnie cmoknąć w trąbę?

A: - Ba… ale o przyjemnościach pogadamy później, teraz zajmijmy się robotą.

 

***

 

A dzwoni do mnie po służbowej.

JA: - Co chcesz?

A: - Nic. Co słychać?

JA: - Ciebie. Co chcesz?

A: - Nie chce mi się w sumie z Tobą gadać, ale dzwonię bo jest za darmo.

 


 

WNIOSEK: PRACA USZLACHETNIA. HUMOR USZCZĘŚLIWIA. SEKS... NO WŁAŚNIE CO SEKS?

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM