środa, 30 maja 2007

 

 .

 HOT DOG NATURAL

Nie dawno w prasie i telewizji głośno było o kobiecie, która tłukła bezdomne psy i przetapiała je na smalec. Nie licząc faktu, że robiła to siekierą, to w sumie nie mam jej nic do zarzucenia. Gdyby to robiła porządnie zgodnie z przepisami miejskiej rzeźni nie byłoby kłopotu. No i brakowało badań weterynaryjnych i pieczątki na szynce. Gdyby nie te małe niedociągnięcia, w gruncie rzeczy formalne, to kobieta robiła same pożyteczne rzeczy: zmniejszała liczbę bezdomnych psów; powiększała i urozmaicała rodzimy rynek mięsny; urozmaicała miejscowy warsztat kulinarny i dietę okolicznych mieszkańców. Nie wiem o co tyle krzyku (oczywiście nie licząc metody uśmiercania), chociaż jak się popatrzyć jak uśmiercane jest w Polsce bydło rzeźne czy też nasze ukochane krętoogoniaste prosiaczki to w sumie i do uśmiercania siekierą trudno mieć pretensje. Jeżeli Babcia Stasia uśmierca na podwórku kogucika lub kurkę tępawą siekierką, a kurak później lata bez łba po podwórku, to jakoś nikt nie ma pretensji. A jak się piesiorka trzaśnie porządnie obuchem i poprawi ostrą, drugą stroną i piesiorek nawet nie poczuje, że odleciał, to wielkie halo się robi. A to wszystko przez naszą kulturę. Kochamy pieski i kotki, świnki morskie i szczurki, i nikomu nie przyjdzie do głowy, aby wszamać takie kochane zwierzątko. A przecież one są takie smaczne. Chińczycy wsuwają koty i pieski, Latynosi świnki morskie, Wietnamczycy szczury. Indianie twierdzą, że smakołykiem są łapy niedźwiedzia (ciekawe czy Eskimosi uważają, za przysmak łapy Polarnego), frnacuzi oprócz damskich nóżek uwielbiają nóżki Kermita.  Anglicy nie tkną karpia i karasia, bo toż przecież ozdoba ich stawów, Hindusi nie popatrzą na krowę. Wszystko to uprzedzenia kulturowe i nic więcej. W sumie osobiście nie zjadłbym swego Suka Marki Bokser, ale gdyby ktoś mi podał dobrze wypieczonego na rożenku psa sąsiada to bym się nie pogniewał. Byłyby  dwie przyjemności na raz: przyjemność dla podniebienia i przyjemność dla sąsiadów, że to bydle przestałoby wiecznie ujadać. W sumie zastanawiam się jak smakował ten smalec i czy był z cebulką czy bez. Chętnie bym spróbował. A może ma ktoś zbędnego kota na podorędziu? Słyszałem, że są z nich wspaniałe pasztety lub pieczeń al’a Królik.

WNIOSEK: POZNAWAJMY SMAKI ŚWIATA.      

poniedziałek, 28 maja 2007
 

Nie powiem gdzie i nie powiem kto, by nie reklamować niepotrzebnie kogoś, kto nie znając osoby wydaje o niej jednoznaczną opinię, wyzwał Polarnego od komuchów. Nie obraziło mnie to, bo aby mnie obrazić trzeba być przynajmniej na moim poziomie lub wyższym. Jednak zastanowiła mnie forma wypowiedzi. Przypomniało mi się parę blogowych ścinek, (nie na moim blogu z resztą) i stwierdziłem, że jeżeli ludziom brakuje argumentów w dyskusji zaczynają stosować wycieczki osobiste, by w końcowej fazie przejść do epitetów i określeń personalnych. Po sposobie „mowy” adwersarza możemy w przybliżeniu określić jego poziom intelektualny.

Osoby ceniące siebie i własny czas, a także te o dużej wiedzy ogólnej, specjalistycznej i życiowej dyskutują z reguły bez wycieczek osobisty skupiając się na merytorycznej części tematu. Osoby impulsywne, ale również inteligentne dochodzą do używania epitetów po pewnym czasie, gdy ich emocje biorą górę nad rozsądkiem, a trafiają na przeciwnika, który albo inteligentnie obala argumenty przedstawiając kontrargumenty, albo jest betonowym uparciuchem. Ostatnią grupę stanowią pseudointeligenci, którzy w momencie, gdy stwierdzą, że trafili na trudny grunt od razu przechodzą do napaści słownej. Zresztą wycieczki osobiste są niczym innym jak okazaniem własnej słabości i świadczą o brakach zarówno w umiejętności dyskusji, jak i kulturze. Nie wspominając już o kompletnym braku znajomości erystyki.

Uważam, że obrazić kogoś jest sztuką. Obrażanie nie polega tylko na tym by komuś powiedzieć: „nie mów mi o aborcji bo jesteś pierdolonym mężczyzną” albo „ale ten kolo jest sfrustrowanym betonowym komuchem”. Jeżeli ktoś ma inteligencję nie wiele wyższą od świnki morskiej (bo inne świnie są dość inteligentne i szkoda, by było mi je obrażać) i uważa się za elitę, to w takim przypadku dyskusja jest tak samo zasadna jak tłumaczenie krowie jak zbudowany jest komputer.

Jeżeli chodzi o obrażanie, to ciekawy jest też aspekt osobistego odniesienia się do tematu i powiązana z tym emocjonalność. Często się zdarza, że osoba, która lubiła autora tekstu, nagle bezpowrotnie się na niego obraża ponieważ autor poruszył temat w którym czytelnik był emocjonalnie zaangażowany, ale po przeciwnej stronie barykady. Już nie raz mi się zdarzyło, że nadepnąłem na odcisk różnym ludziom i stwierdziłem, że ludzie mądrzy się nie obrażają. Traciłem, jako czytelników, tylko tych, którzy nie potrafili przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś może mieć inne zdanie. Prawda jest taka, że tych obrażonych wcale nie żałuję, a jest mi ich po prostu żal. Żal, bo zachowali się jak dzieci, którym ktoś powiedział, że mają brzydkie zabawki.

Tak przyszłościowo, jeżeli ktoś będzie chciał mnie obrazić, to niech się najpierw dobrze postara, bo z dupkami, którzy nie potrafią sklecić poprawnie swoich myśli, nie mówiąc już o ich wyrażaniu, nawet nie będę próbował rozmawiać. Obrażanie jest sztuką więc jeżeli ktoś chce jej popróbować wobec mojej osoby, to niech najpierw dobrze potrenuje na innych.   

WNIOSEK: GŁUPIEMU SŁOWA PRZYCHODZĄ SZYBCIEJ NIŻ MYŚLI, DLATEGO MĄDRZY POTRAFIĄ MILCZEĆ.

niedziela, 27 maja 2007
 

Baaardzo dawno nie było nic kulinarnie, więc dziś na upalną niedzielę, coś co całkiem przyjemnie się zje do obiadu czy obiadokolacji, czy też jako wegetariański obiad. Obiecałem ODI jakąś sałatkę, więc z opóźnieniem, ale słowa dotrzymuję. Nie wiem czy to jest sałatka wiosenna czy całoroczna, ale jest na pewno … smaczna.

SAŁATKA OLIWKI KAPARY W SOSIE KAPAROWYM 

SKŁADNIKI:

Sałata (główka)

Oliwki nadziewane pastą paprykową (15 oliwek)

Świeży ogórek (pół średniego)

Ogórek kiszony (3 małe)

Rzodkiewka (10 sztuk)

Pomidor (2 sztuki)

Kapary (20 sztuk)

Żółta papryka (pół średniej)

Czerwona papryka (pół średniej)

Pół pęczka koperku

Feta 45% (2/3 pudełka, ok. 150 g)

Składniki dobieramy dowolnie w dowolnej proporcji, ja podałem w nawiasach własne proporcje. Całość kroimy i mieszamy i na koniec polewamy sosem winegret lub też tak jak w moim przypadku sosem KAPAROWYM, którego przepis poniżej.

SOS KAPAROWY:

150 ml śmietany lub jogurtu, 50 ml majonezu Winiary, pół łyżeczki cukru, 10 posiekanych kaparów, jeden pokrojony w kostkę ogórek konserwowy, pół pęczka koperku. Majonez mieszamy w mikserze ze śmietaną i pozostałymi produktami i doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Sos polewamy na sałatkę i… odjazd!!!!!! J

 

WNIOSEK: JEDZENIE JEST DROGĄ DO RAJU. NIE WAŻNE, ŻE TYLKO PODNIEBIENIA.

 
sobota, 26 maja 2007

 

To krótkie opowiadanie dedykuję wszystkim dorosłym dzieciom, by nie zapominały w codziennym życiu kim dla nich jest naprawdę matka.

.

       Andrzej obudził się nagle. Ścierpnięte nogi zaatakowały tysiące mrówek. Przez chwilę zastanawiał się gdzie jest, gdy poczuł czyjąś dłoń w swojej dłoni. Spojrzał w dół. Pomarszczona ręka ściskała go, a oczy właścicielki patrzyły na niego pustym spojrzeniem. Siedział tu już siódmą dobę nie zwracając uwagi na otaczającą go rzeczywistość. Prawie nie jadł, żył o snickersach i kawie ze stojącego na korytarzu automatu. Nie miał z nią kontaktu od pięciu lat. Nie chodzi o to, że tego kontaktu nie utrzymywał. Bywał u niej codziennie, ale od pięciu lat nie poznawała nikogo. Czasami opowiadała dokładnie zdarzenia z przeszłości, czasami wspominała zdarzenia, które nigdy nie miały miejsca, ale nigdy nie powiedziała do niego po imieniu. Ostatnie siedem dni jej stan zdrowia się pogorszył. Już nie wstawała z łóżka. Jej Alzhaimer nie miał już znaczenia, od dwóch miesięcy rak zaczął zżerać resztki tego, co zostało z jej świadomości.

       Andrzej obiecał sobie, że nie odejdzie od jej łóżka aż do końca. Miał świadomość, że ten koniec jest już blisko. Był jej to winien. Zawdzięczał jej młodość, swoje studia, to, że doskonale znał angielski. To ona nauczyła go kochać książki i pisać nie tylko do szuflady. Dzięki niej kochał słowa i potrafił słuchać innych. W myślach często mówił do niej Mamo, chociaż nie była jego krewną, nigdy jednak nie powiedział do niej tego głośno. Dziś tego żałował. Była jego wychowawczynią. Przychodził do niej po szkole by otrzymywać nowe ksiązki, których nie było w szkolnej bibliotece. Później wracał do domu w którym zamykał się w komórce, gdy jego rodzice rozpoczynali kolejną libację. Gdy ta dwójka spłonęła podczas jednej z imprez wychowawczyni zaopiekowała się nim i nie pozwoliła oddać do domu dziecka. Stała się dla niego rodziną zastępczą, ale tak naprawdę to dopiero w tym momencie poczuł co to oznacza mieć matkę.

        Teraz siedział w fotelu przed łóżkiem szpitalnym i z miłością spoglądał w nic nie widzące oczy. Z lubością ściskał tę chropowatą dłoń, która kiedyś podała mu pierwszy kubek kakao i bułkę z żółtym serem. Trzymał rękę, która głaskała go po włosach, gdy pochłaniał przy stole kolejny książki Wernica. Patrzył w oczy, które kiedyś błyszczały mądrością i taką sowizdrzalską iskrą. Kochał tę kobietę jak matkę. To była jego prawdziwa matka. Nigdy nie mogła mieć dzieci, a on nigdy nie mógł mieć matki. 

       Nagle oczy kobiety otworzyły się szerzej, a z ust spłynął jak ptak cichy szept:

- To Ty Andrzejku?

- To ja Mamo!!

- Co tu robisz kochanie?

- Przyszedłem powiedzieć, że Cię kocham.

- Ja też Cię kocham synku.

        Oczy kobiety spowrotem zmętniały, a twarz wykrzywiła się w grymasie szaleństwa. To były ostanie słowa kobiety i ostatnia noc przy jej łóżku. Następnego dnia na kartce kalendarza czarnymi literami krzyczała liczba 26. Pierwszymi kwiatami Andrzeja na Dzień Matki były chryzantemy.   

WNIOSEK: PRAWDZIWĄ MATKĘ MA SIĘ TYLKO JEDNĄ, NIEKONIECZNIE TĘ KTÓRA WYDAŁA NAS NA ŚWIAT. 

 

piątek, 25 maja 2007
 

Za Słownikiem Języka Polskiego PWN: służba

1. «praca na rzecz jakiejś wspólnoty, wykonywana z poświęceniem»

2. «instytucja użyteczności publicznej lub wojsko; też: pracownicy tej instytucji»

3. «działalność tych instytucji»

4. «obowiązki pełnione w określonych godzinach pracy w niektórych instytucjach»

 STRAJK LEKARZY HUMOR

         Tytułowe słowa niegdyś wygłoszone przez Lecha Wałęsę, są tu najbardziej adekwatnym początkiem do tematu, który ciągnie się od jakiegoś czasu, a znalazł swój punkt kulminacyjny w strajku lekarzy. Jak gdzieś wyczytałem, 61% Polaków uważa, że lekarze powinni dostać podwyżki. Polarny, jako wybryk natury, tym razem znajduje się w tych pozostałych 39%, które albo uważają, że nie mają zdania, albo mają zdanie przeciwne. Polarny jest przeciwny podwyżkom dla lekarzy. Dlaczego? Moje rozumowanie jest proste. W porównaniu z innymi grupami zawodowymi budżetówki lekarze zarabiają całkiem nieźle, a gdy do tego widzę jak kombinują, aby zarabiać jeszcze lepiej to myślę, że krzywda im się nie stanie. W pełni rozumiem, że lekarze dążą np. do standardów angielskich, gdzie lekarz pod karą utraty zawodu może pracować tylko w jednym miejscu i nie dłużej niż ileś tam godzin tygodniowo, ale aby sprostać takim standardom trzeba mieć najpierw gospodarkę i budżet o tym standardzie, co Anglia. Jeżeli słyszę hasło: - Bo w Anglii, Irlandii zarabiają tyle to a tyle, to od razu nasuwa mi się odpowiedź: - To wypierdalaj do Anglii i żyj dobrze i dostatnie. Nikt Ci nie broni.

      Jestem przeciwny podwyżkom, bo uważam, że są jeszcze inne zawody, którym one się również należą, a ich nie dostają (np. nauczyciele, policja, sędziowie, urzędnicy). Każda z tych nacji ma swoje prawa, tyle, że nie ma możliwości egzekwowania swoich praw strajkiem, a przynajmniej takim strajkiem, które dotknie całe społeczeństwo. Strajk lekarzy i ich zachowanie to chwyt poniżej pasa. Jaśnie Oświeceni Medycy kopią w jaja bogu ducha winne społeczeństwo, by wyegzekwować swoje prawa od rządu. Chyba nie tędy droga Jaśnie Oświecona Elito Społeczna?!!! Lekarz ma dbać o zdrowie, jak sama nazwa wskazuje (Służba Zdrowia) jest to służba narodowi, a nie prywatny folwark na którym dzięki strajkowi można wywalić faceta z kolejki na długo oczekiwany zabieg i przesunąć go na koniec, bo ze względu na strajk jego termin właśnie przepadł. Czy tak powinien robić lekarz, który służy ojczyźnie? Ci, którzy tak robią i w ten sposób działają w swoich placówkach to banda hipokrytów, którzy tak naprawdę walczą o swoją prywatę, bo oni nie protestują przeciw beznadziejnej organizacji Służby Zdrowia, oni nie walczą o polepszenie pracy Funduszy, oni nie walczą o reorganizację szpitali i Ministerstwa Zdrowia. Oni walczą o PODWYŻKI i do tego tylko dla siebie, bo pielęgniarki są beee, niech same sobie coś wywalczą.

       Tym wszystkim, którzy w ten sposób podchodzą do tematu proponuję zwolnienie z pracy i wyjazd do Anglii (lub gdziekolwiek indziej) lub ewentualnie założenie prywatnej praktyki, a bardziej przedsiębiorczym własnej kliniki. A może, któryś mądry wziąłby w ajencję jakiś szpital i stworzył NZOZ czyli Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej? Jak zauważyłem na moim rodzimym rynku zdrowotnym (czyt. w moim mieście) istnieje kilka NZOZ-ów, które doskonale prosperują, a ich właściciele i pracownicy, ani myślą o wyjeździe do Anglii. Wręcz przeciwnie!! Moja znajoma, dyrektorka i zarazem właścicielka pewnego NZOZ-u, sprowadza do siebie pacjentów z zagranicy i opłaca się to jej dużo bardziej niż otwarcie ośrodka poza granicami kraju. Jednak do tego to trzeba mieć łeb i jaja, a nie tylko mordę do wybrzydzania i narzekania.

       Wracając do tytułu to jestem za podwyżkami, jeżeli będą takie możliwości, ale tylko wówczas, jeżeli inne grupy zawodowe sfery budżetowej będą miały szansę również je otrzymać. W innym przypadku jestem kompletnie przeciw. Ty bardzie jestem przeciw w tej chwili, gdy widzę do jakich metod działania sięgają strajkujący lekarze. Kiedyś lekarz był osobą, której należał się szacunek i którego godność nie pozwalała na pewne zachowania. Dziś standardy lekarskie zostały przewartościowane, a sam osobiście do lekarzy mam co raz mniejszy szacunek spotykając na swej drodze coraz większą liczbę niedouczonych felczerów nie potrafiących postawić diagnozy i przepisujących trampki na ból gardła.

       I tak na koniec oświadczam, że wisi mi czy kogoś dziś obraziłem, albo czy ktoś czuje się urażony. Każdy może siebie ocenić według własnego sumienia i jeżeli uważa, że strajkując robi inaczej to jego sprawa. Ja jako obywatel Rzeczycorazmniejpospolitej wypowiadam jedynie swój pogląd na to co widzę wokół siebie. – Howgh - rzekł Polary i udał się do swoich pracowych obowiązków. 

PS. ODI sałatka musi poczekać 

WNIOSEK: NIE ZAPOMINAJMY, ŻE NIE TYLKO BYT KSZTAŁTUJE ODBYT.

 
środa, 23 maja 2007

 

 AKUMULATOROWA WIERTARKA UDAROWA FIRMY BOSCH

 

 

Idąc za ciosem poprzedniego wpisu, predestynując do miana szowinistycznej męskiej świni (chociaż jeden tytuł może wywalczę zasłużenie) Polarny skupił się nad jednym jedynym marzeniem każdego mężczyzny, które ma szansę się spełnić czyli nad Siódmym Cudem Świata - wielofunkcyjną wiertarką akumulatorową. Dlaczego jest lepsza od kobiety? To jest rzecz oczywista i nie podlega dyskusji, a poniżej trochę przykładów potwierdzających tezę zawartą w pytaniu:

  1. Po spisaniu umowy nabycia ma co najmniej 12 miesięcy gwarancji i 24 rękojmi, a jak się nam nie spodoba to możemy ją po 5 dniach użytkowania oddać do sprzedawcy. (Z kobietą to by nie przeszło).
  2. Możemy ją użytkować do woli, o każdej porze dnia i nocy i nigdy nie usłyszymy: „Mam już dość” albo „Boli mnie dziś głowa”.
  3. Nie dość, że możemy ją używać do woli, to nawet jak nie skończymy pracy, możemy ją odłożyć na bok i nie usłyszmy wówczas: „Traktujesz mnie przedmiotowo” albo „Już skończyłeś? A ja jeszcze nie!! Świnia!”
  4. Można ją użytkować w takich pozycjach, że kobiecie się nawet o nich nie śniło.
  5. Podczas jej użytkowania nie trzeba stosować gumowej odzieży ochronnej, która zmniejsza psychiczny komfort użytkowania.
  6. Jeżeli będzie nam burczeć nad uchem, to będziemy wiedzieć dlaczego burczy i z tego burczenia zawsze będzie jakiś pożytek. Poza tym jak za głośno będzie burczeć zawsze można ją wyłączyć.
  7. Nie przeszkadza jej, że używamy jej po piwie.
  8. Nie kłóci się z nami, nie żąda pieniędzy i nie przegląda kieszeni w poszukiwaniu zaskórniaków.
  9. Im grubsza i bardziej wypasiona tym lepsza.
  10. Możemy ją wozić w bagażniku, a nie na przednim siedzeniu.
  11. Możemy się nią chwalić przed kolegami i dać nawet jej spróbować i nikt nie będzie do nas mówił: „Cześć Szwagier” albo „Zniż głowę, bo się w drzwi nie zmieścisz”.
  12. Jest tania w eksploatacji.
  13. Nawet brudna i umorusana będzie nam się podobać i będziemy ją użytkować.
  14. Nie wymaga stałej renowacji i zmiany kolorów, a jedynie okresowych przeglądów.
  15. Jedynym kosmetykiem jakiego używa jest smar (tani i ogólnodostępny).
  16. Nawet stare i zużyte opakowanie będzie jej odpowiadać i zawsze będzie pasowało.
  17. Nie będzie zazdrosna o inne wiertarki w tym samym pomieszczeniu.
  18. Nie będzie robić nam wyrzutów, kiedy wymienimy ją na nowszy model, albo będziemy zamiennie użytkować z innym modelem.
  19. Nie przypomina o swoim istnieniu dopóki sami sobie o niej nie przypomnimy.
  20. Nie ma twojego numeru telefonu. W ogóle nie ma telefonu!!!!!!

 Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości (a kobiety najmniej), co lepiej wybrać: miłość do kobiety czy wiertarki.  

WNIOSEK: ŻYCIE TO KUPKA GÓWNA W KTÓREJ KAŻDY GRZEBIE, A PÓŹNIEJ SIĘ DZIWI, ŻE MU ŚMIERDZI.

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM