środa, 27 kwietnia 2011

Notka co prawda lekuchno spóźniona, ale jak mawiają stare Dźwiedzie lepiej późno niż wcale. A może to mówił Gucio, albo Filip? Dobra nie ważne, jadymy z tym koksem.


Plastikowe jajka, butelka po Ludwiku, Kokosalu lub płynie E, balony napełnione wodą, to były atrybuty Śmigusa –Dyngusa polarowej młodości, czyli końca lat 70-tych i początku 80-tych. Jak wiele zmieniło się od tamtych czasów w tradycji dyngusowania, a może raczej śmigusowania na terenach „mocniej” zurbanizowanych? Oj wiele.


ŚMIGUS DYNGUSPrzede wszystkim za czasów CD zmieniła się ilość. Co prawda butelki po Ludwiku, czy płynie E zostały, ale miejsce plastikowych jajeczek zajęły troszkę większe gabarytowo i pojemnościowo … wiadra. Też plastikowe, co by nie było, że tradycji nie ma. Baloniki też stały się przeżytkiem, a wraz powszechnie galopującą edukacją, w tym przede wszystkim seksualną, oraz rozwojem rodzimej gospodarki ich miejsce zajęły … prezerwatywy.


Zmieniła się też jakość usług dyngusowo-śmigusowych i z jakości, jak wszystko w owych czasach, przeszło w ilość. O ile za czasów Polara lano się wodą nawzajem, nie zaczepiając przy tym obcych, o tyle za czasów CD, lało się wszystkich i wszystko. Z czasem nie odpuszczano nawet matkom z wózkami i staruszkom. Wolność i demokracja widać miały wówczas również swój wyraz i upust w tradycjach wielkanocnych, bo jak wolność to wolność… więc babcia też. Krótko mówiąc chamówa na całego.


Czasy CD lekko się zdewaluowały, i nastały czasy CM-ki. Transformacja ustrojowa nie ominęła również śmigusa. Biedniejsi dalej polewali się wodą z wiader i butelek, nie brakowało też fruwających prezerwatyw, tyle, że już bardziej kolorowych i … smakowych. Pojawiły się jednak nowości w postaci … karabinów na wodę. Nie było ich wiele i zaopatrywali się w nie głównie „co zamożniejsi”, ale już się pojawiały. Wraz z czasami CM-ki zmieniły się również i zwyczaje polewania. Zaczęliśmy mieć do czynienia z pewnym mixem transformacyjnym. Nie tylko społeczeństwo się rozwarstwiało, ale również i dyngusowanie. Ci „lepsiejsi” polewali się we własnym gronie, tworząc grupy i podgrupy, i bawiąc się, że tak powiem własnym kosztem. Reszta, niekoniecznie gorsza, dalej lała kogo i gdzie popadnie. Tyle, że w tym laniu, widać już było wyraźne podziały społeczne, które w pewnych sytuacjach doprowadzały do utarczek nie tylko wodnych.


Czas sobie płynął, a „pokrapianie” zmieniało się wraz z nim. Najpierw zaczęły zanikać wiadra. Pojawiały się jeszcze sporadycznie tu i ówdzie, ale jak Polar zauważył były one najczęściej narzędziem w rękach „blokersów” lub „marginesu”, pozostała część mimo wszystko przerzuciła się na bardziej humanitarne metody moczenia dziennego. Jak było z moczeniem nocnym Polar nie sprawdzał. Prezerwatywy też fruwały coraz rzadziej, a butelki po Ludwikach zastąpiły butelki pet. Wraz ze zmianami „osprzętu” Polar zauważył również zanik aktywności polewających. Na podwórko wychodziło coraz mniej dzieci i młodzieży, coraz mniej osób polewało się wodą, coraz mniej chętnych było do zabawy. Przez ostatnie trzy lata obie córki, i CD, i CM-ka wracały ze spacerów w poniedziałki wielkanocne … suche, co wcześniej byłoby ewenementem na skalę krajową. Tradycja zaczęła podupadać?


I dziś, a właściwie to przed wczoraj apogeum nihilizmu dyngusowo-śmigusowego. Na osiedlu, gdzie zarejestrowanych jest 6000 rodzin katolickich, gdzie mieszka około 15 tys. mieszkańców Polar zauważył aż … DWÓCH CHŁOPCÓW polewających się z karabinów wodnych. I na tym koniec. Obserwacje okienne – wynik zerowy. Wyjście z Sukiem Marki Bokser i okrążenie obszaru mniej więcej połowy osiedla - wynik: rzeczonych dwóch chłopców. Dalsze obserwacje okienne, oraz rozmowy ze świadkami … naocznymi, bo Jehowy się nie napatoczyli – wynik zerowy.


No i na koniec pytanie poświąteczne: O co tu k…wa chodzi????

 


WNIOSEK: WSZYSTKO KIEDYŚ PRZEMIJA. NIE PRZEMIJAJĄ TYLKO WSPOMNIENIA.

sobota, 23 kwietnia 2011

żurek z białą kiełbasąW okresie przedświątecznym rekordy oglądalności bije notka na temat różnicy między żurkiem, a barszczem białym, w której napisałem wymyśloną przez siebie opowieść. I jak się okazało nie do końca wówczas trafnie pokazałem różnicę między tymi dwiema zupami. Gdyby jeszcze ktoś szukał zawzięcie, jaka jest różnica między żurem, żurkiem i barszczem białym to wyjaśniam raz na zawsze:

 

Żur - to zupa gotowana na mocnym zakwasie z mąki żytniej i na wywarze z jarzyn. Jest to zupa postna, bardzo kwaśna i nie okraszana żadnymi dodatkami.


Żurek - to już zupa świąteczna, gotowana na zakwasie z mąki żytniej, oraz na wywarze z mięsa, kości i jarzyn. Gotowany często na wędzonce i różnych kiełbasach.  Podawany koniecznie z kiełbasą i jajkiem, często z dodatkiem gęstej kwaśnej śmietany.


Barszcz Biały - to odmiana świątecznej zupy, zwanej żurkiem. Różnica polega na tym, że zupę tą gotuje się na zakwasie z mąki pszennej. Zupa ta jest mniej kwaśna, ma delikatniejszy i subtelniejszy smak. Zupa ta powstała, jako bardziej arystokratyczna wersja żurku, dla delikatniejszych hrabiowskich podniebień i z droższej, bo pszennej mąki. Gotowana i podawana jak żurek.


A teraz parę słów o białej kiełbasie. Nieprawdą jest, że biała kiełbasa na Wielkanoc, to czysto polska tradycja, tak samo, jak nieprawdą, że polskim zwyczajem jest choinka bożonarodzeniowa. Zarówno kiełbasa, jak i choinka to naleciałości, które przyszły do nas wraz z zaborami. Tradycyjne Wielkanoce polskie święconki i dania, to chleb żytni, razowy, różnego rodzaje mięsiwa i jajka. Mazurki pojawiły się z czasem i to tylko w bogatych domach. Na ciasta stać było nielicznych, a więc baby wielkanocne, najprostsze z ciast były podstawowym ciastem, które gościło na wielkanocnych stołach.

 

Wracając jednak do białej kiełbasy, to jest to wyrób typowo niemiecki i właśnie stamtąd przywędrował na polskie stoły wraz z zaborami niemieckim i austriackim. Biała kiełbasa to tradycje bawarskie modyfikowane na ziemi polskiej w zależności od możliwości materiałowych producentów. Warto zauważyć, że na wschodzie, w zaborze rosyjskim biała kiełbasa była rzadkością. To my dzięki pewnej asymilacji z Niemcami i Austriakami wprowadziliśmy na polskie stoły białą kiełbasę. Krótko mówiąc daliśmy się w kuchni w tym miejscu zniemczyć. Polski tradycyjny żurek gotowany na wędzonce i tradycyjnej surowej podwędzanej kiełbasie, przeszedł przeróbkę i jego kwaśność zaczęto łamać białą kiełbasą, która z czasem praktycznie prawie zupełnie zaczęła zastępować w żurku zwykłą kiełbasę. Chociaż zauważcie, że poza świętami wielkanocnymi, w restauracjach i barach żurek spotyka się z jajkiem, ale … na zwykłej kiełbasie.

 

Będąc w kilu krajach europejskich, a także czytając tu i ówdzie o kuchniach europejskich zauważyłem, że biała kiełbasa ogólnie jest rzadkością kulinarną. Powszechna jest jedynie w Niemczech, Austrii, czy Szwajcarii. Mniej już ją widać w Polsce, Czechach, czy Słowacji. Nie mam jej praktycznie na Węgrzech, bo tam białą surową zastępują kiełbasy surowe z papryką. Śladowe ilości można zauważyć we Włoszech, gdzie miesza się na północy z kuchnią Austrii i Szwajcarii, na wschodzie Francji, czy Anglii. Nie zauważyłem jej w Irlandii.

 

A biała, która przywędrowała do nas z Niemiec, na wielkanocnym stole jest chyba jednak polskim wymysłem, ale może ktoś z zagranicy, albo ze znawców kulinariów wyprowadzi mnie z błędu? Ciekawe jak kształtują się tradycje wielkanocne w poszczególnych rejonach Polski? Co ciekawego pojawia się na świątecznych stołacj, czego nie zobaczy się gdzie indziej?

 

Na koniec życzenia dla moich Czytelników. Krótkie, i treściwe: Życzę Wam tego, czego Wy życzylibyście mnie.

 


WNIOSEK: BEZMYŚLNA TRADYCJA JEST JAK FANATYZM, ZABIJA CZŁOWIEKA W … CZŁOWIEKU.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Dziś zacznę od słów Alberta Einsteina: - Jestem głęboko wierzącym ateistą.


I te słowa potraktujcie, jako motto dzisiejszego wpisu.


Wiara według Słownika Języka Polskiego PWN ma pięć podstawowych znaczeń. Przytoczę trzy najważniejsze. Pierwsze to określona religia lub wyznanie, czy też przekonanie o istnieniu Boga, drugie to przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni, trzecie to przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone.


W kontekście tych trzech znaczeń, czy możemy o kimś powiedzieć, że jest niewierzący? Pytanie jest dość przewrotne, skoro słowo wiara ma tyle znaczeń i biorąc pod uwagę, że Polar nie należy do osób, które mają w sobie wiarę w pierwszym znaczeniu. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę drugie określenie słowa wiara, to czy w naszym życiu nie przewija się ona codziennie? Przecież wierzymy w powodzenie naszych działań, wierzymy w elementy nauki, wierzymy w ludzi. Wiara jest nieodłączną częścią każdego z nas. Jeżeli spojrzymy na to w ten sposób, to okaże się, że bez wiary nie da się po prostu żyć. Pięknie naszą potrzebę wiary wyraził twórca filozofii egzystencjalnej Søren Kierkegaard: - Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry. Te słowa pokazują, czym tak naprawdę jest wiara dla człowieka.


Chcieć to móc. Nie raz słyszeliście te słowa i nie raz sami ich używaliście. Czy jednak kojarzyliście je kiedykolwiek ze słowem wiara? Pewnie nie, a przecież o wiarę tu właśnie chodzi. O wiarę w powodzenie tego czego właśnie pragniemy. Ludzie pełni wiary potrafią przenosić góry, odkrywają nowe. Ci, którym jej brakuje stają się jedynie egzystencjalnymi zombie przeżywającymi życie od przebudzenia do … przebudzenia.


Dziś jest Wielki Czwartek, początek triduum paschalnego. Polar nie jest religijny, ale podoba się Polarnemu symbolika tego dnia. Jest to jakby symboliczny początek wiary. I bynajmniej nie o wiarę religijną tu chodzi. Wspólna wieczerza z przyjaciółmi, zdrada, osądzenie niewinnego, śmierć i rzecz najważniejsza… zmartwychwstanie. Ten ciąg wydarzeń i końcowa wiara w życie wieczne, pokazuje, jak ogromna jest siła wiary. Siła, która w najtrudniejszych momentach życia pozwala kroczyć z podniesioną głową do przodu wierząc, że to co jest przed nami jest po prostu możliwe.


Oczywiście zaraz odezwie się polarowy sceptyk, który stwierdzi, że od dwudziestu lat wierzy w wygraną szóstkę w totka, wysyła za każdym razem kupon i nic. Jednak czy to co robi, nie jest wiarą w to, że kiedyś tę szóstkę trafi? Prawdopodobieństwo powodzenia jest znikome, jednak ludzie wierzą, a jedynym dowodem na to, że wygrana jest możliwa, jest fakt, że ktoś jednak te szóstki trafia.


Religijna wiara w życie wieczne, czy zmartwychwstanie, jest nie tylko nadzieją na coś lepszego, ale również dążeniem do celu opartym nie tylko na dogmatach. Jest symbolem dążenia człowieka do rzeczy, które wydają się być niemożliwymi do spełnienia.


Dedal i Ikar uwierzyli, że da się latać, tą wiarę miał w sobie Leonardo da Vinci, aż w końcu wiara znalazła swój finał w dokonaniach Lilienthala, a później braci Wright. Niemożliwe stało się możliwe. To banalny przykład wiary, a można byłoby mnożyć ich tysiące, jednak pokazuje on, że nie dogmaty i sprawdzona rzeczywistość są motorem naszych działań, ale właśnie przekonanie, dzięki któremu sięgamy, gdzie wzrok nie sięga i udaje się nam to, co z założenia szkiełka i oka jest niemożliwe.


Polar jest zarówno sceptykiem, jak i przedstawicielem „okoszkiełkowców”, jednak wiara go nie opuszcza. Są chwile zwątpienia, strachu, pustki, ale jest, jeszcze to coś, co Polar nazywa po swojemu wiarą, a co ma w sobie każdy z nas.


ZNAK ATLANTÓW

Paulo Coelho napisał, że jesteśmy tym, czym wierzymy, że jesteśmy. I czy tak nie jest rzeczywiście? Wiara w nas samych, w nasze możliwości, w naszą przyszłość, w nasze poczynania, jest tym co nas określa. Uwierzenie w siebie, w powodzenie, w szczęście, jest podstawą do tego szczęścia. Ktoś, kto nie wierzy w siebie, nie będzie również wierzył w to, co jest wokół niego. Taki człowiek nie ma przyszłości, bo przecież w nią nie wierzy. Trudno uwierzyć w siebie, ale jeszcze trudniej żyć, nie wierząc w nic.

 

WNIOSEK: CZŁOWIEK ABY ŻYĆ, A NIE WEGETOWAĆ, MUSI W COŚ WIERZYĆ.

środa, 13 kwietnia 2011

Paradoksalne jest stwierdzenie, że głupi ma lepiej, ale jakby na to nie spojrzeć, gdzie by się w życiu nie obrócić, to mamy ciągle potwierdzenia tego paradoksu. A dlaczego głupi ma lepiej? Najprościej byłoby odpowiedzieć, że dlatego, że jest głupi, ale Polar, aż tak głupi nie jest, więc poszuka innej odpowiedzi. Co ciekawsze, gdy przyjrzeć się głupiemu i jego głupocie, to okazuje się, że ma on swoją mądrość, dzięki której zdecydowanie ma lepsze samopoczucie i komfort psychiczny.


głupi freakGłupi w swej głupocie niczym się nie przejmuje. No, bo niby czym ma się przejmować, jeżeli stan pojmowania przez niego złożoności sytuacji jest mocno ograniczony, a jego własne wizje niezmienności lub zmienności sytuacji są projekcją jego własnego świata nieskomplikowanego świata. To nieprzejmowanie się głupiego powoduje, że głupi ma przysłowiowe szczęście. Głupi nie broni się przed własną głupotą, ani też przed mądrością innych, co upraszcza zasoby decyzyjne i możliwości alternatyw rodzących się w jego głowie. Głupi najczęściej nie ma alternatyw. On ma święte przekonanie o słuszności podjętej decyzji i nie bierze pod uwagę, że może się mylić.


Ciekawą tezą może być stwierdzenie, że głupi może być inteligentny, chociaż niektórzy twierdzą, że to nie inteligencja, a spryt. Jednak, jakby tego nie nazwać, głupi dzięki swemu sprytowi, czy specyficznej inteligencji często wychodzi obronną ręką z najgorszych opresji. Głupiemu wybacza się błędy, bo jest głupi, na czym on sprytnie lub inteligentnie później bazuje. I nie ma to nic wspólnego z jakimś rozbudowanym sposobem analizy sytuacyjnej, a jedynie z prostą analizą, że gorące parzy, a zimne jest po prostu zimne.


Ile razy w życiu spotkaliście takich głupców, którzy mając w dupie wszystko i wszystkich parli do przodu, jak burza, kierując się sobie tylko znaną logiką zachowań i wyborów? Polar miał ich na drodze całkiem sporo i zawsze okazywało się, że walka z taką głupotą to najtrudniejsze zadanie, jakie człowiek może napotkać w swoim życiu.

Czemu się tak dzieje? Ponieważ często głupota jest przykryta nimbem pseudomądrości lub jest traktowana jako coś zupełnie … normalnego. Głupich przesuwa się na inne stanowiska, szuka się im ciepłych miejsc pod kloszem zamiast wypieprzyć na zbity pysk. Cacka się z nimi, głaszcze się, próbuje usprawiedliwiać. Dlaczego? Ponieważ ludzie boją się głupoty, bo głupota jest nieobliczalna. Głuopta może pociągnąć na skraj przepaści i to nie głupiego, ale właśnie tego, który głupiemu stanie na drodze w realizacji jego nieskomplikowanego życiowego planu.


Fajnie jest być tak po prostu głupim. Wtedy sami sobie jesteśmy w stanie wybaczyć wszystko, a za swoje porażki obwiniać wszystkich innych, a nigdy siebie. Głupi wali na oślep, więc głupiego każdy boi się ruszyć. Głupi ma własny świat wartości, w którym cudza krzywda jest pojęciem względnym, a samozadowolenie jest zjawiskiem permanentnym.


Głupcy nie są źli, głupcy są po prostu głupi. Działają instynktownie, jak zwierze. Nie myślą, kierują się emocjami i potrzebą zaspokojenia własnych potrzeb, które mogą być tak zakręcone jak świński ogon. Nie analizują, a działają. Są zdeterminowani jedynie swoją wizją i zamknięci w zakamarkach swego umysłu. Nie docierają do nich argumenty, ani racje, słowa innych są jedynie plastycznym tworzywem z którego chcą lub nie chcą zlepić swój świat. Głupcy są niebezpieczni, ale tak naprawdę fajnie jest być głupcem i mieć w dupie cały świat. Ostatnio Polarnego coraz częściej nachodzi chęć stania się głupcem. Życie stałoby się wtedy dużo prostsze i łatwiejsze, a sam Polar nagle stałby się permanentnie szczęśliwy. Szkoda, że Polar jest za głupi by zostać głupim.

 


WNIOSEK: GŁUPOTA JEST JAK SŁOŃCE. ZBYT CODZIENNA, ABY SIĘ NAD NIĄ ZASTANAWIAĆ I ZBYT OŚLEPIAJĄCA, ABY CHCIEĆ NA NIĄ PATRZEĆ WPROST.

sobota, 09 kwietnia 2011

Pewnie Polarny nie ruszyłby tego tematu, bo miał zamiar napisać parę słów o Must Be The Music, ale gdy dziecięcia polarne zamarudziły słysząc w telewizji, że znowu Smoleńsk rządzi, nie zdzierżył, bo jakoś tak mu dziwnie się zrobiło, gdy usłyszał: - I znowu będą pieprzyć to samo na okrągło?


Ano będą niestety. A wypowiedź dzieciąt polarnych nie wynikała z braku szacunku, ale z przesytu tym, co non stop, z małymi przerwami jest serwowane przez media. Niestety, ale zarówno internet, jak i prasa z telewizją, nie dały nam odetchnąć ani chwili od smoleńskiej tragedii.


W niedzielę będą odbywały się obchody rocznicowe. A dziś Polar poczytał sobie w Newsweeku wywiad z głównym zainteresowanym tymi obchodami. I przerażające jest to, co ten człowiek mówi publicznie. I nie chodzi tu o rozżalenie po tragicznej śmierci członka rodziny, ale o około polityczne stwierdzenia, jakie w tym wywiadzie padają. Po przeczytaniu tego wywiadu i newsa o zakazie sprzedaży parówek w Warszawie, Polar zastanawia dla kogo jest ta rocznica?


Komu i czemu ma służyć ponowne rozdrapywanie ran i podnoszenie wypadku, wynikającego z niedbalstwa, złych procedur i błędów, do rangi bohaterstwa, czy święta narodowego? W "Piątej Górze" Paulo Coelho pisze: Tragedie zdarzają się wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, winić innych, wyobrażać sobie jak odmienne byłoby bez nich nasze życie. Ale wszystko to nie ma znaczenia, zdarzyły się i koniec. Musimy zapomnieć o strachu, jaki wywołały, i rozpocząć odbudowę. Niestety Ci, którzy żądają od Polaków, aby wywiesić 10 kwietnia flagi z kirem nie znają tych słów i nie wiedzą, lub nie chcą wiedzieć ,co oznacza odbudowa.


Grób na Wawelu, a gdzie będzie obchodził rocznicę śmierci swego brata i Prezydenta Wieki Brat? W Warszawie. Dlaczego? Dlatego, że tak politycznie jest bardziej poprawnie. Usprawiedliwienie? ‑ Ponieważ w każdą miesięcznicę naszych urodzin jestem na Wawelu. Właściwe? Tak samo właściwe, jak stawianie zarzutu knowania Tuska z Putinem, bo gdyby nie te knowania, to pewnie Lechu by żył. Te słowa i to rozumowanie niewiele ma wspólnego z odbudową. Z odbudową czegokolwiek. To smutne, że znowu wchodzi się w ślepą uliczkę, na końcu której jest mur, a jeszcze smutniejsze, że widząc tą ścianę nie zawraca się, tylko wali się w nią głową, wykrzykując patriotyczno - narodowe hasła.


Dla kogo jest ta rocznica? Dla 96 rodzin, które zakończą roczną żałobę po utracie bliskich, czy też dla prawicowców, którzy przy 10 kwietnia spróbują upiec kolejną, łykowatą i śmierdzącą padliną pieczeń? 10 kwietnia narodowym świętem? A z jakiej okazji? Na razie to gorący temat, gorące dni i chwile, ale jak to będzie wyglądało za rok, za dwa, za … sześć?

 

zdjęcia ofiar katastrofy pod Smoleńskiem


Kilka dni temu minęła kolejna rocznica śmierci Jana Pawła II. Pamiętacie tą tragedię, te tłumy na ulicach, te tysiące ludzi w kościołach? Pojawiali się w nich nawet Ci niewierzący, lub wierzący … doraźnie. Pseudopojednanie. "Pospolite ruszenie". Zakopanie toporów, niestety tylko chwilowe. Pamiętacie te tysiąc świeczek i zniczy. U Polara ul. Jana Pawał II była od nich nieprzejezdna. W pierwszą rocznicę śmierci Polaka Papieża scenariusz był podobny, chociaż oprawa znacznie uboższa. Jednak z roku na rok i ludzi, i zniczy ubywało. W tym roku było ich zaledwie kilkanaście, no może kilkadziesiąt, a przecież Karol Wojtyła zasługuję na większą pamięć, niż niestety mało znaczący dla większości Polaków … Lech Kaczyński.


W kontekście pamięci o Karolu Wojtyle i tego jak dziś wygląda rocznica jego śmierci, a także w kontekście pojednania, które miało nastąpić zarówno po 2 kwietnia 2005 r., a które powtórzyć się miało po 10 kwietnia 2010,  zapytam jeszcze raz: Dla kogo ta rocznica 10 kwietnia? Czy ktoś podejmie wyzwanie odpowiedzieć na to proste, a jakże skomplikowane pytanie?

 


WNIOSEK: NIEKTÓRZY ZBYT DUŻO PRZYKŁADAJĄ WAGI DO TEGO, ŻE PAMIĘĆ  TWORZY HISTORIĘ. HISTORIĘ TAK NAPRAWDĘ TWORZY ZAPOMINANIE.

wtorek, 05 kwietnia 2011

GUMISIENiedzielny poranek Polarny rozpoczął od włączenia telewizora, co nader rzadko mu się zdarza. Okazja była szczególna. Co prawda nie skakał Małysz, ani nie jeździł Kubica, a jedynie telewizja odświeżała odcinki Gumisiów, ale to już wystarczyło, aby włączyć TV w niedzielę. Do Polara dołączyła CM-ka. Nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby nie dyskusja, jaką podjęła CM-ka właśnie w sprawie bajek.


Polar wychowywał się na Bolku i Loku, Reksiu, Pomysłowym Dobromirze, Misiu Jogi, Psie Huckleberrym i Myszce Mickey. Z tych bajek nigdy nie wyrósł i z sentymentem wraca do nich co jakiś czas, serwując sobie coś na deserek z YouTube czy inszej zapodajni. CD to już pszczółka Maja i Smerfy, Król Lew, a w późniejszym czasie tytułowe Gumisie i nieśmiertelna Myszka Mickey, Brygada RR, Chip i Dale, Pluto, Struś Pędziwiatr, Królik Bugs, Twitty czy Tom i Jerry.


 


To była istna kopalnia bajek, które Polar oglądał z równie olbrzymią przyjemnością, jak jego pociecha. Oczywiście pojawiał się jeszcze czasami Pomysłowy Dobromir, z rzadka Bolek, czy Reksio, jednak to już nie byłe TE bajki, chociaż przyjmowane były z dużym zainteresowaniem.


CM-ka to następny krok w kinematografii bajkowej. I to wielki krok. Zaczęło się od Gumisiów i Kubusia Puchatka. Reksie i Bolki stały się zamierzchłą historią szczególnie, że TV nie wracała do nich z równie wielkim entuzjazmem jak do Czterech Pancernych i Psa. Na firmamencie bajkowym pojawiły się nowe gwiazdy takie jak Shrek, Nemo, Maniek i Sid, Madagaskar, Toy Story czy inne postacie z Pixara, czy innych wytwórni bajkowych. Teksty ze Shreka, Epoki Lodowcowej, czy Gumisiów CM-ka cytowała na hektary, niektóre bajki znała od początku do końca na pamięć. Z tekstu: "To daleko jeszcze?? To daleko, czy nie?" recholimy się do dziś przy okazji każdej podróży, a czasami również, gdy nie wiadomo kiedy będzie obiad.


Niestety wraz z nowa jakością bajkowej krainy, pojawiła się wielka nijakość w polskiej TV. O ile bajkowe produkcje wielkoekranowe pozwalały zaspokoić zarówno potrzeby na bajki u dzieci, jak i u dorosłych, o tyle bajkowe TV spadło na najgorsze psy.  Gumisie i Smurfy, Tabaluga (pamięta ktoś Smoka Tabalugę?), czy Kubuś Puchatek były w tej nijakości mocnym kontrastem. W miejsce naprawdę czegoś dobrego pojawiły się Strażaki Samy, Boby Budownicze, Mangi, Transformersy, Pokemony, Teletubisie i inne badziewie, którego niestety ani Polar, ani doroślejąca CD, ani bajkowo nastawiona CM-ka nie trawiliśmy. Dobrze,  że już było video i można coś było tu i ówdzie nagrać lub wypożyczyć i posiłkować się tym, w najbardziej newralgicznych momentach, chociażby jak niedzielne poranki, kiedy dla starych to jeszcze środek nocy, a dla młodych to już południe.


MIŚ YOGITyle historii w pigułce. Teraz przejdźmy do teraźniejszości. CM-ka oglądając wraz z Polarem Gumisie zadała pytanie: - Misiek, dlaczego dziś już nie puszcza się w TV tak fajnych bajek jak kiedyś?? Zobacz teraz nawet Kubusia Puchatka tak skomputeryzowali, że nie da się tego nawet oglądać. I dziewczyna ma rację. Ci którzy nie mają dzieci lub dzieci odchowali nie zauważają zmian jakościowych w polskiej i nie tylko polskiej TV. Jeżeli chodzi o bajki krótkometrażowe to mamy dno i sześćset metrów mułu, a dno tak miałkie, że tak naprawdę nie ma się nawet od czego odbić. Zagraniczny Nickelodeon serwuje pasztety z resztek, Mini Mini serwuje parówki, Disney Chanel serwuje mało smaczne cukierki, Cartoonnetwork poszedł w mielonkę z Mangii i innego szajsu, a polska TV nie serwuje nic, albo serwuje na dobranockę: To Timmy!, Hallo! Tu Hania!!, Noddy w krainie zabawek, Księżycowy Miś, Stacyjkowo, a w niedzielę niestrawny komputerowy Moi przyjaciele - Tygrys i Kubuś. Teraz nawet niedziela w polskiej jedynce nie jest niczym wyjątkowym jeżeli chodzi o bajki.


Polarny ma dziwne wrażenie, że polska telewizja przestała uważać dzieci za swoich klientów, a osoby odpowiedzialne za dział dziecięcy wolą podniecać się Ziarnem, czy angielskimi N(u)oddami, które mają w sobie tyle życia, co karp na wigilijnym stole. I gdzie tu teraz chodzić na "Wieczorynkę"?

 


WNIOSEK: MAŁO KTO PAMIĘTA, ŻE KSZTAŁTUJĄC PRZEZ BAJKI DZIECI KSZTAŁTUJE RÓWNIEŻ WŁASNĄ PRZYSZŁOŚĆ

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM