czwartek, 29 kwietnia 2010

MĘSKIE GOTOWANIEPolarny od małego, w górę lub w dół, jak kto woli, lubił tworzyć. Na początku to były babki … z piasku. Znacznie później udało mu się nawet stworzyć dwie całkiem fajne babki z całkiem innego materiału niż piasek, po za tym chyba raz w życiu nawet upiekł jakąś babkę. No, ale babki zostawmy w spokoju. Polarny rysował, malował, komponował, kombinował. Po prostu niewątpliwą przyjemność sprawiało mu tworzenie czegoś nowego i eksperymentowanie. Polarny lubi eksperymentować w różnych płaszczyznach, nie tylko kulinarnych.


Kilka dni temu Polarny zaeksperymentował jednak kulinarnie (nie pierwszy i nie ostatni raz) i wymyślił sobie zupę, którą nazwał ZUPISZCZE. Zupiszcze to mieszanka smaków, które przewalają się przez wiele stołów. Eksperyment kulinarny się powiódł, przynajmniej w mniemaniu Polarnego. CM-ka określiła tę zupę, jako mieszankę bigosu z sosem do gołąbków. Tysz piknie nieprawdaż?


A oto przepis na ZUPISZCZE POLARNEGO:


SKŁADNIKI:


- 0,5 kg kiszonej kapusty

-pół szklanki kaszy jęczmiennej

- warzywa: groszek, zielona fasolka, brukselka, marchewka, pietruszka w ilościach według upodobań z mrożonki

- 0,5 kg kiełbasy rzeszowskiej, można też dodatkowo dodać mięso wołowe

- 1 duża cebula

- 4 duże ziemniaki,

- 7 grzybów suszonych.

- wywar z kurczaka ok. 2 l

- 3 ząbki czosnku

- 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

- majeranek, 2 listki laurowe, 6 szt. ziela angielskiego

- sól i pieprz do smaku.

 

PRZYGOTOWANIE:


Do przygotowanego wywaru z kurczaka wrzucamy niepłukaną kiszoną kapustę i parzymy ją w wywarze. Następnie dodajemy kaszę i całość gotujemy, aż kapusta i kasza będą pół miękkie. W tym czasie podsmażamy kiełbasą krojoną w krążki, cebulę krojoną w kostkę, a na tłuszczu po smażeniu kiełbasy i cebuli podsmażamy mięso. W trakcie gotowania kapusty i kaszy dodajemy pokruszone grzyby, oraz ziele angielskie i listek laurowy. Jeżeli wywar się wygotowuje i zupa zaczyna gęstnieć dodajemy wody i dosalamy. Gdy kapusta jest na wpół miękka, wrzucamy kiełbasę, cebulę i mięso i gotujemy, tak długo, aż kapusta i mięso będą miękkie. Następnie wrzucamy jarzyny i pokrojone w kostkę ziemniaki. Całość gotujemy, aż do zmięknięcia ziemniaków. Na koniec dodajemy pokrojony lub pognieciony czosnek, majeranek i trzy łyżki koncentratu pomidorowego. Całość dosmaczamy solą i pieprzem i ZUPISZCZE gotowe. Podajemy według upodobań ze śmietaną lub bez, Polarnemu lepiej smakuje ze śmietaną, oraz z grzankami.


Zupa ma w sobie elementy smakowe krupniku, jarzynowej, kapuśniaku, pomidorowej. Jest bardzo sycąca i ciekawie drażni kubki smakowe. Cóż, może w którejś z Waszych kuchni przyjmie się w menu eksperyment kulinarny Polarnego.


No to życzę udanego eksperymentowanie z ZUPISZCZEM. Smacznego.


PS. W związku z tym, że Polarny lubi eksperymentować to zapraszam na eksperymentalny fotoblog Polarnego. Tym razem Polarny fotoeksperymentuje fotoamatorsko:


http://www.fotopolar.blox.pl

 


WNIOSEK: NIE TYLKO NIEUDANE RZECZY OKREŚLA SIĘ MIANEM EKSPERYMENTU.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Niewybredne dowcipy, jakoś nie wpisujące się w konwencję żałoby narodowej, krążyły w sieci i na komórkach, już na drugi dzień po smoleńskiej katastrofie. Co niektórzy szeptali je dość głośno, że na przykład na stypie będzie podawana kaczka po Smoleńsku, a nietaktem będzie na zapitkę zamówić zimnego Lecha. Kawały może i wredne, ale oddające w sposób wymowny stosunek sporej rzeszy społeczeństwa do prezydentury „bohatera narodowego”, nie napiszę „Naszego bohatera narodowego”, bo on ani mój, ani bohater.  Dowcipy dowcipami, wredne bo wredne, ale chyba niewielu jest tych, co się przy nich nie uśmiechnęło, chociażby z grymasem dezaprobaty, a jak się nie uśmiechnęło to i dobrze, bo Polarnemu ogólnie akurat to lotto, kto ma jakie poczucie humoru.


Ważniejsze jest to, że Polarny ma przedziwne wrażenie, że mimo iż już dawno po stypie, to ktoś pichci po cichu kaczkę po Smoleńsku, która będzie zapijana nie zimnym Lechem, ale piwem, które sobie sam naważy Jarek. A Jarek waży sobie i waży. A najbardziej lekce sobie waży potencjalnych wyborców, mając ich najprawdopodobniej za skrajnych idiotów, którym miękkie serce i patriotyzm zabrały rozum i zasłoniły oczy. Niektórym pewnie zabrały, bo widać było to w tygodniu żałoby narodowej, ale na szczęście nie na długo. Pozostałym na długo, ale to już przypadki nieuleczalne i beznadziejne, więc szkoda o nich wspominać a tym bardziej wydawać kasę na ich leczenie.


Lech jeszcze się nie do końca zmroził, a już ktoś na nim chce zbić kapitał, polityczny oczywiście, a nie piwny. Przez tydzień Polar się zastanawiał, czy mały, a może raczej niski, Jarek jest wielki, czy mały duchem? Bo wzrostu nikomu nie wytykamy tak? Według Polara wielkość swą okazałby odpuszczając sobie kandydowanie. W końcu mógłby wystartować w następnych wyborach i raczej by na tym nie stracił. Ale stare porzekadło kuj żelazo póki gorące i w tym wypadku (po wypadku) się sprawdziło. Jarek chce wykuć na grobie swego brata wielki miecz, który uchwyci w swą karzącą rękę sprawiedliwości i powycina wszystko jak leci w imię patriotyzmu, testamentów, prawa i sprawiedliwości oraz innych równie medialnych bzdur.


Jarek wyraźnie piecze kaczkę po Smoleńsku, bo tak chyba trzeba będzie nazwać jego kampanię wyborczą opartą w dużej mierze na tragedii narodowej. Już zaczynają się pierwsze rozrachunki. Nie na darmo mówiono, że Lech jest katalizatorem i kagańcem Jarosława. Teraz kagańca nie ma, więc aż strach pomyśleć, jak wielkie będzie szczekanie i gryzienie po kostkach, bo mały piesek przecież wyżej nie ugryzie.



Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję. Jesteśmy Im to winni, jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie. Choć pogrążeni w bólu i żałobie, związani wieczną pamięcią o stracie, mamy obowiązek wypełnić Ich testament.


Polska to nasze wspólne, wielkie zobowiązanie. Wymagające przezwyciężenia także osobistego cierpienia, podjęcia zadania pomimo osobistej tragedii.


Dlatego podjąłem decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Mam w tej decyzji wsparcie rodziny.


Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, którzy chcą by prawa Polska i prawi Polacy - jak pięknie powiedział przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek - na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy. Bądźmy razem. Dla Polski. Polska jest najważniejsza.


Te słowa z oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego to w oczach Polarnego początek kampanii na grobach. Przebija to wyraźnie z wypowiedzi kandydata na El Presidente. Świetnie pasują, jako podsumowanie wystąpienia Jarosława K., słowa autora Twierdzy i Małego Księcia: Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać.


A Pamiętacie któryś tam odcinek czterech pancernych i słowa: - Wiecie dlaczego to tak pięknie kwitnie? (mowa o sadzie pod obozem koncentracyjnym – przyp aut.) Bo tu zamiast nawozu prochy spalonych ludzi sypali… Jakoś to tak dziwnie się skojarzyło Polarnemu z nową kampanią Jarosława Kaczyńskiego.


Polarny ma dziwne przeświadczenie, że nad ewentualną prezydenturą Jarosława Kaczyńskiego wciąż krążyłyby duchy przeszłości. I nie byłyby to tylko duchy Lecha i osób z katastrofy pod Smoleńskiem, ale również demony przeszłości – rozliczeń komunistycznych, walki z liberałami, dowalania wszystkim i wszystkiemu co nie PiS-owskie. Każdy przecież pamięta premierowanie Jarosława i jego wieczne konflikty zarówno na gruncie polskim, jak i międzynarodowym. Kaczyński byłyby dyktatorem a nie prezydentem, czyli takim jakim jest na co dzień. Niedługo pewnie trzeba byłoby czekać, aby pozdrowieniem zwyczajowym stały się w Rzeczycorazmniejpospolitej wyciągnięte dwa palce w kształcie litery V i okrzyk Viva El Presidente.

 

MARZENIA JAROSŁAWA K. czyli BYĆ JAK PIŁSUDSKI

NIE WSZYSTKIE MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ


Czy potrzebna nam jest powtórka z rozrywki w wydaniu prezydenckim? Powrót do przeszłości Zemeckisa to fajna bajka, ale czy potrzebny nam jest cieniutki prequel z odrobiną horroru w postaci zemsty zza światów?

 



WNIOSEK: NIEKTÓRZY SĄ ZA WIELCY, ABY ZAUWAŻYĆ SWOJĄ MAŁOŚĆ, INNI SĄ ZA MALI, ABY ZROZUMIEĆ, JAK MOŻNA STAĆ SIĘ WIELKIM, DLATEGO W OBU PRZYPADKACH POZOSTAJĄ DLA MNIE PO PROSTU NIKIM.

niedziela, 25 kwietnia 2010

- Nie wstyd Panu tak w niedzielę!!! – zagadała do Polara sąsiadka.


Polar z wielkim zdziwieniem spojrzał na nią i zaczął przypominać sobie parę ostatnich godzin, które składały się na niedzielę i za cholerę nie mógł nic wymyśleć. Seksu głośnego nie było, głośnej muzyki również, mimo iż goście urodzinowi CM-ki zostali na noc, a właściwie to na obiad, tyle, że ten na drugi dzień. Sam Polar nie chlał, więc serenad na balkonie nie uskuteczniał, pod nim również nie. Więc ki chu..ś majstra Lepigliny? Polar wstydliwy przestał być, jak Gosia prawie czterdzieści lat temu na podwórku zaproponowała zabawę w lekarza, więc kurna twarz, czego Polar się miał wstydzić w niedzielę? Szczególnie, że wstydu też nie nosi na wierzchu, ani w dni powszednie, ani też od święta. Zwoje Polara zaczynały się przegrzewać, co chyba wyczuła sąsiadka, bo odezwała się ratując przed ugotowaniem ostatnie dwie polarne szare komórki :


- No, nie wstyd Panu prać i pranie wieszać w niedzielę???


OWCA PRANIE W NIEDZIELĘO rzesz Twoja … blacha polerowana!!! No na ten pomysł to jak nic Polar nie wpadł. Szczególnie, że jego pranie na siódmym piętrze wisi i nieźle trzeba łeb zadzierać, co by je wyczaić. Po za tym skąd menda jedna wiedziała, że dziś prane?? A może sobie w pralce od soboty czekało? Nie ważne, ważne, że Polar za chu…steczkę haftowaną i wszystkie cztery rogi nie wpadł na pomysł, że to o pranie chodzi.


- No, jakoś nie. – odpowiedział Polarny zgodnie z prawdą, bo co jak co, ale wstydu po niedzielnym praniu to chybaby nie miał nawet, jakby sobie strzelił skręta, albo odpalił działkę czegoś smutnego.


- Pan to i wstydu nie masz i sumienia!!! – zawyrokowała oburzona sąsiadka.


- No, jak to wstydu nie mam!!! No jak!!! – chciał wykrzyczeć Polarny dotknięty do żywego. Jak to Polarny nie ma wstydu!!!??? Ma!!! Ale, że się z nim nie obnosi to zaraz, że niby nie?!! Mógł nawet wyjąć i pomachać wstydem przed oczami sąsiadki, ale ta z pewnością nie zrozumiałaby jego intencji, więc poprzestał na odchrząknięciu i stwierdzeniu:


- Mam sumienie. Czyściutkie. Nie używane!!!


Tego sąsiadce było nadto, więc tylko mrucząc pod nosem i złorzecząc, poszła w siną dal, czyli prawdopodobnie do kościoła.


No i tak sobie Polarny zarzucił na te dwie nie ugotowane komórki myśl, o co w tym wszystkim kica zającem wiosennym? Przecież chyba minęły już czasy ciemnogrodu, pełnowymiarowego zaścianka, wyklinania pracujących w niedzielę, i takie tam inne bzdury na podłożu debilno – religijnym? A może Polarny się myli, biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi pewnych polityków, pewnej partii?

 


WNIOSEK:  NIE WSTYD BYĆ GŁUPIM ZA MŁODU, ALE WSTYD W GŁUPOCIE TRWAĆ I Z NIĄ NA USTACH SIĘ ZESTARZEĆ.

środa, 21 kwietnia 2010

SZAMAN SHAMANNo to sobie Polarny dał czadu i wylądował wczoraj na pogotowiu. I okazuje się, że Dźwiedzie też czasem chorują i coś je bierze. Na szczęście nie inne zwierze, choć jak pomyślę, to się jeżę. Polarnego coś trzasło w plecy, znienacka. Ból w plecach przeszył Polarnego jak sztylet. No, ale przecież Polarny twardy jest, no nie? Więc dalej łaził, pracował, był na zakupach. Sił wystarczyło do 19-tej. Później lewa ręką zaczęła drętwieć, palce się gdzieś zgubiły, a na koniec lewe płuco chciało odmówić posłuszeństwa (przynajmniej tak zdawało się Polarnemu). Wtedy zapadała decyzja, że zanim Polarny zejdzie i sprawdzi, czy nie ma nic po tamtej stronie, to najpierw zobaczy po tej stronie, jak działa tzw. „Pomoc doraźna”, nazywana przez niektórych Pogotowiem.


Było ciekawie. Zgadnijcie jakie pierwsze pytanie zadał lekarz? Nie!!! Nie, co dolega Polarnemu. Nie wygłupiajcie się!!! Dziś lekarz nie pyta co komu dolega, lekarz wie zanim zapyta!!!  Lekarz dziś pyta: - Czy ma Pan zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym!!!! Polarny skręcał się z bólu jak makaron świderki, ledwo mówił, jak po litrze Finlandii, wyglądał, jakby go pięć minut temu z krzyża zdjęto, albo odcięto z szubienicy, bo ciężko oddech łapał, a lekarz pyta o książeczkę ubezpieczeniową. Dobrze, że nie zapytał: - A lekcje Polar to masz odrobione? Bo to był mniej więcej ten sam poziom pytania.


Polarny oczywiście w ferworze walki zapomniał z samochodu książeczki RUM, która u nas jeszcze cały czas obowiązuje. No więc, zanim został zapytany z czym to przyszedł nękać dyżurującego lekarza, usłyszał wywód na temat tego, że nie powinien zostać w ogóle przyjęty, a następnie, że powinno się mu wystawić rachunek, i takie tam bel ble ble. Nie pomogło mówienie, że po badaniu Polarny pójdzie do samochodu i przeniesie makulaturę, aby tradycji i biurokracji stało się zadość. Pan Doktór – nazywany dalej Szamanem – jednak nie chciał. Widocznie chłopina chciała się wygadać. Może żona nie chciała z nim gadać, albo pielęgniarki na dyżurze miały go już dość? Nieistotne, efekt był taki, że Polarny wysłuchał monologu na temat nieodpowiedzialności i niezrozumienia procedur przez pacjentów. No i facet miał rację… bo pacjenci to ch…je są, bo zamiast od razu przyjść z całą dokumentacją medyczną, z historią choroby, zdjęciami, propozycją leczenia i gotową wypisaną receptą, to on przychodzi „umierający” i jeszcze myśli, że mu lekarz od ręki pomoże.

LEKARZ WYNIKI BADAŃ

No od ręki pewnie by pomógł … ale chirurg czy inny ortopeda, bo ręka leży w ich gestii. Szaman Polarnego nie był od ręki, więc od ręki nie pomógł. Polarnego był pediatrą. I w sumie dobrze, bo Polarny to takie duże dziecko, więc i diagnoza pewnie będzie odpowiednia.

W końcu po wykładzie jacy to pacjenci są aspołeczni padło pytanie: - O co chodzi?


Polarny już miał odpowiedzieć, że wpadł flaszkę wypić, bo nie miał z kim, ale stwierdził, że może niezbyt dobrze zostać zrozumianym, więc przedstawił „umierającym” głosem symulanta, co mu dolega.


Szaman spojrzał, posłuchał słów Polara, popatrzył w fusy niedopitej kawy. Pomantrował pod nosem. Kazał się rozebrać i stanąć tyłem. Następnie kazał się ubrać. Znowu zajrzał do fusów. I stwierdził, że da zastrzyk przeciwbólowy, a jutro Polarny ma się zgłosić do swego lekarza, a ten skieruje na odpowiednie badania. Szaman normalnie, Szaman. Gdy Polarny zapytał o diagnozę usłyszał: - Starość … ku...wa … starość.


No i wtedy Polarny doszedł do wniosku, że Pigmeje mają lepiej. Bo też mają swego Szamana, który posłucha, popatrzy, da ziółka i wyśle w cholerę. A do tego jeszcze zrobi fajną oprawę, z dymem, ogniem błyskami.  Ziółka pomogą lub nie, ale klient zostanie obsłużony i będzie zadowolony. No i nie muszą płacić składki zdrowotnej, stać w kolejach, nie wymagają od Szamana cudów, nie muszą mieć recept, książeczki rumowskiej, nie muszą wydawać kasy na leki. A, że żyją krócej? Cóż, ale o ile są szczęśliwsi!!!


Polarny dopiero dziś zrobił badania, ale na ostateczne postawienie diagnozy musi jeszcze poczekać. A u Szamana byłoby od ręki. Cóż… (ostatnio ulubione słowo Polarnego) Polarny będzie jeszcze trochę żył i wkur…iał i męczył swoje otoczenie, z lekarzami włącznie. Jeszcze mogę pisać – nie jest źle.


LEKARZ I ŚMIERĆ

 

 

WNIOSEK: STAROŚĆ … K….WA … STAROŚĆ.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

ŚMIERĆOstatnie wydarzenia, wcześniejsze pogrzeby i dzisiejszy, a także drobne sceny z reportaży spowodowały powstanie tej notki. Może banalnej z racji tego, że wszędzie pisze się o śmierci, ale  i dlatego, że zajmowało się tym tematem wielu filozofów, których myśli są zdecydowanie bardziej przemyślane niż moje.  Dziś napiszę w pierwszej osobie. Dlaczego w pierwszej? Ponieważ konwencja Polarnego, jako narratora do tej notki nie pasuje.


To banał, że śmierć jest przy nas od momentu urodzenia. Banał, ale jakże prawdziwy i stanowiący, chyba jedyny niepodważalny dogmat, który sami wielokrotnie w swym życiu weryfikujemy. Biologicznej śmierci, jako dogmatu i czegoś nieuchronnego nie weryfikują nawet filozofowie. Jako ateista i sceptyk, Pan Szkiełko i Oko, nie rozpatruję śmierci, jako przejścia z jednego bytu w drugi, wszystko jedno czy we freudowski stan nieograniczenia, czy  w stan „zbawienia” w myśl anonimowego twórcy Ars Moriendi, czy też częściowej śmierci Leibniza. Śmierć, to dla mnie śmierć, koniec życia, kres tego, co dzieje się w mojej głowie. I chociaż Epikur próbuje udowodnić, że tak naprawdę nie dotyczy ona osób żywych, to myśli o niej, jednak nas dotyczą dość bezpośrednio, a jej nieuchronność dotyka żywych, wbrew temu, co Epikur próbował udowodnić własną śmiercią.


Ludzie myślący o śmierci, którzy nie są z nią obeznani, a może raczej, którzy nie są z nią pogodzeni, przypominają, jak napisał Marek Aureliusz, świniaki wierzgające i kwiczące przed rzezią na ofiarnym ołtarzu. Tylko czy tak musi być? Czy śmierci, jako kresu doczesności, końca egzystencji i spraw ziemskich należy się bać? Ci, którzy znajdują sens w zbawieniu, albo w wędrówce dusz, mają łatwiej, bo w beznadziei sytuacji znajdują światełko w tunelu. A Ci pozostali mojego pokroju i wielu zaglądających tu czytelników? Czy ich strach ma większą moc niszczącą, czy jest się czego bać?


Ja osobiście nie boję się śmierci, jako kresu. Wdziałem śmierć pod najróżniejszą postacią. Pierwszy raz, gdy miałem dziesięć lat i na moich oczach na ruchliwej ulicy wysiadła z samochodu czteroletnia dziewczynka i wpadła pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Do dziś pamiętam matkę, która nie wiedziała co się stało, a później klęczała z dzieckiem na rękach na środku ulicy. Wtedy śmierć była dla mnie cholernie bezsensowna, a jednocześnie pierwszy raz namacalna.  Jeszcze wiele razy umierali przy mnie ludzie, na moich oczach. Jednak nigdy śmierć nie dotknęła mnie tak, jak śmierć tej czterolatki. Nie dotknęła mnie do czasu WTC, i ostatniej katastrofy w Smoleńsku. W takich chwilach zastanawiam się, czy boję się śmierci?  I zawsze pada ta sama odpowiedź: nie boję się śmierci, jako takiej, ale boję się jej wymiaru dla tych, którzy pozostaną.


Śmierć ze starości, czy bardziej nieprzyjemna – z powodu choroby, jest taka jakaś naturalna. Można przygotować siebie i innych, zamknąć wiele spraw, postarać się o jakieś „ludzkie” zakończenie bajki pod tytułem „Życie”.  Ale śmierć nagła, gdy zostaje otwarty kalendarz, otwarte sprawy, niedokończone życie? Wtedy budzi się strach. Nie przed śmiercią, ale przed jej konsekwencjami. Bo niby śmierć jest jak kromka chleba, jest obok nas, mamy jej ciągłe namacalne dowody, a jednak ma różny wymiar. Pokazała to katastrofa w Smoleńsku. Widzę oczami wyobraźni tragedię rodziny Putry. Widzę wtedy, jak wielkie nieszczęście dotyka nie tego, który umiera, ale właśnie tych, którzy zostają. Tych, którzy tę śmierć muszą przeżyć, okiełznać i z nią żyć. Bo śmierć, to nie biologiczne zakończenie. Śmierć to początek innego życia, ale nie dla tego, co umarł, ale dla tych co żyją. I to jest prawdziwe oblicze śmierci według mnie.


PIASEK DŁOŃ CZASI nie pomoże tu sofizmat Epikura cechujący się odyseuszowską przebiegłością ucieczki przed śmiercią, ani też dogmat wolności Spinozy, czy ucieczki do prawdziwej wolności Sartre’a. Nieśmiertelność nie istnieje, a jedynym jej wymiarem jest pamięć o tych, którzy odeszli. Więc, jeżeli nie istniej, to warto, za życia zająć się tym, co po nas ma pozostać, i to nie tylko w wymiarze społecznym, ale również w tym przyziemnym – egzystencjalnym. Moje powiedzenie „żyjmy tak, aby życie nie przeżyło nas” nabiera w takim momencie szczególnego wymiaru. Trzeba żyć tak, aby nasza śmierć w najprostszych założeniach przyniosła, jak najmniej „szkód” naszym bliskim. Dlatego, nie bójmy się śmierci. Warto o niej pomyśleć, bo wtedy życie nabiera innego smaku i kształtu. Niech życie nie przesypie nam się przez palce piaskiem czasu. Amen.

 

 


WNIOSEK: NIE KAŻDY MOŻE WYBRAĆ RODZAJ ŚMIERCI, ALE KAŻDY MOŻE WYBRAĆ JAK ŻYJE.

wtorek, 13 kwietnia 2010

CZARNA WSTĄŻKA ŻAŁOBNADość milczenia!!! Polarny miał milczeć. Miał nie napisać nic o tragicznej śmierci pod Smoleńskiem. Uważał, że chyba nie powinien, że nie wypada ze względu na pamięć, na żałobę narodową. Raz chciał być taki jak inni, ale nie zdzierżył. Nie wytrzymał tego słowotoku, który leje się w mediach (i nie tylko) i niszczy w człowieku … CZŁOWIEKA.


Jakimś dziwnym trafem, ostatnimi dniami blog Polarnego przeżywa "najazd Hunów". Zbiegło się to jakoś dziwnie w czasie z tragedią, jaka miała miejsce w sobotę. Polarny ma nieodparte wrażenie, że ludzie przychodzą tu sprawdzić, co na ten temat napisze Polar. Czy będzie się łączył w bólu ze wszystkimi, jak kompatybilny hub? Czy też może wypieprzy coś kontrowersyjnego i będzie można się przyczepić, zmieszać go z błotem albo wyrazić głośno to, o czym inni myślą po cichu?


W związku z tym, że jednak Polarny szanuje naród, chociaż nie szanuje owczego pędu i braku własnego zdania, chociaż rozumie tragedie, ale zdecydowanie woli komedie, chociaż rozumie co się stało, ale nie akceptuje pewnych dziwnych zachowań ludzkich to nie napisze o tym, że:


- są w narodzie tysiące hipokrytów, którzy najpierw jawnie wyśmiewali się z Kaczyńskiego, a później pobiegli świńskim truchtem pod Pałac Prezydencki składać wiązanki i palić znicze;


- słowa Komorowskiego, o pojednaniu i braku podziałów między prawicą i lewicą, można o kant … komody roztrzaskać, bo w prywatnych rozmowach widać, że niektórzy działacze już się zastanawiają czy śmierć głównych postaci PiS wzmocni, czy też osłabi tę frakcję polityczną, i tu są dwie wersje: jedna, że PiS się wzmocni zdobywając swoją martyrologię i posiadając męczenników w swojej historii, a przy okazji bezwiednie - poprzez narodowe współczucie, wzmocni swoją siłę, i druga (mniej prawdopodobna), że PiS się posypie, bo jego zaplecze polityczne nie wytrzyma presji związanej z tragedią narodową;


- można być żałosnym kretynem i wygłaszać żenujące, zawistne, karygodne homilie, w rodzaju tej przemyskiej, które będą uwłaczały nie tylko godności żyjących, ale i tych, którzy zmarli śmiercią tragiczną w Smoleńsku;


- już się dzieli skórę na niedźwiedziu i dywaguje, czy Jarosław może zastąpić brata, jako kandydat na prezydenta, co znacznie zwiększyłoby szanse PiS na ten fotel;


-  chodzą pogłoski, że to Prezydent po raz kolejny próbował wymusić lądowanie w złych warunkach i tym razem mu się udało, bo przecież raz już tego próbował tyle, że mało efektywnie, a teraz przynajmniej i efektywnie i efektownie;


- pojebanym pomysłem było zamknięcie w niedzielę wszystkich, dosłownie wszystkich sklepów, łącznie z dyżurującymi aptekami na znak żałoby narodowej, bo to niczemu kompletnie nie służyło;


- głośno się mówi za granicą, że śmierć Prezydenta wpłynie pozytywnie na naszą gospodarkę, ponieważ to Kaczyński był hamulcem reform finansowych, służby zdrowia, czy też innych, a to, że nie będzie kandydatem z ramienia PiS na fotel prezydenta wzmocni siłę i szanse Komorowskiego, a co za tym idzie wzmocni rząd PO;


- kretyńskim na skalę światową pomysłem, byłozgromadzenie tylu osobistości świata polityki, duchowieństwa i wojska w jednym samolocie;


- ludzie boją się mieć własne zdanie i przytaknąć, że i owszem tragedia jest wielka, ale, że Prezydent nie jest świętym, a taki obraz zaczyna się co raz częściej budować;


- zbyt często zapomina się o tym, że zginęło w tej tragedii jeszcze 95 innych osób, z których niektóre swoją osobowością biły Lecha Kaczyńskiego na głowę i o nich warto powiedzieć więcej niż o Kaczyńskim;


- twierdzenie, że Katyń zabrał nam znowu kwiat inteligencji jest kompletnym nadużyciem;


- redaktorzy, gdy mówią już o tragedii, to chociaż mogliby się przy tym nie uśmiechać jak debile, wszakże są profesjonalistami, a sytuacja do śmiesznych raczej nie należy;


- pytanie tych, co nie polecieli prezydenckim samolotem, o to jak się teraz czują, jest skurwysyństwem takim samym, jak dywagacje na temat tego czy PiS się wzmocni czy też osłabi, Jarosław zastąpi Lecha w kandydowaniu czy też nie, tak samo, jak pytanie się kaleki, czy cieszy się z tego, że mu w wypadku tylko nogi urwało;


- zachowanie Putina to tylko gra polityczna, bo to zimny i wyrachowany ….(wstaw dowolny epitet) …., który tylko buduje swój wizerunek polityczny, a polepszenie stosunków polsko – rosyjskich, to mrzonka i pobożne życzenie politykierów;


- lądowanie na tak ch…wym lotnisku, jak to pod Smoleńskiem, to tylko lenistwo naszych elit, ryzykowna gra pilota, szczególnie, gdy się weźmie pod uwagę warunki jakie tam panowały, długość pasa startowego i ukształtowanie terenu;


- marsz żałobny, którym katowano Polarnego setki razy przyprawił go prawie o myśli samobójcze i bynajmniej nie z powodu tragedii narodowej;


- niektórzy już ubijają na śmierci Kaczyńskiego interes handlując fotkami pary prezydenckiej;


- nawet miejsce pochówku Prezydenta może być przyczynkiem do sporów, kłótni, itp. (a gdzie to pojednanie?).


O tym wszystkim Polarny nie napisze, nie będzie na ten temat dyskutował, prowadził polemik, komentował. Nie liczcie na to. Stała się tragedia i tyle. Dla Polarnego to tragedia w ludzkim wymiarze, a nie gra patriotyczno - polityczno – ekonomiczno – medialna przyprawiona pikantnie małostkowością, obłudą i hipokryzją.


A kapusta rzecze smutnie: "Moi drodzy, po co kłótnie, Po co wasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w zupie!"



WNIOSEK: JAKŻE WYRAŹNIE MOŻNA TERAZ ZOBACZYĆ, ŻE TAK NAPRAWDĘ ŚMIERĆ DOTYCZY ŻYWYCH.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM