czwartek, 30 kwietnia 2009

Polarny był dziś w gimnazjum – przedsionku „dorosłości”. Miejscu, gdzie widać poczwarki społeczne, które mają przekształcić się w przepiękne ludzkie motyle. Cóż, niestety, ale jak się spojrzy, to zamiast poczwarek widać poczwary, a właściwie to tuczniki społeczne.

 

W poprzedniej notce pisałem o samoakceptacji, no ale nie popadajmy w przesadę. Zaakceptować powinniśmy to, czego nie możemy zmienić, albo coś co zmienić jest nam bardzo trudno. Akceptacja otyłości nabytej z obżarstwa i głupoty – własnej, lub dużo częściej – społecznej nie powinna mieć miejsca.

 

Czekając sobie na nauczycielkę Polarny obserwował korowód gimnazjalistek paradujących w letnich strojach, spod których wylewały się zwały tłuszczu. Od razu skojarzyły mi się z młodymi Irlandkami. O dziwo chłopaków – grubasów było, jak na lekarstwo. Tak patrząc, można by było pomyśleć, że trafiło się akurat na grupę chorych na otyłość. Niestety , to standardowe gimnazjalistki. Normalny przekrój gimnazjum. Grube samice, a może właściwiej byłoby ze względu na wiek powiedzieć samiczki, siedzą i zapychają się kremówkami, napoleonkami czy też pączkami. A może tak będą wyglądały w liceum lub na studiach?

 

 

GRUBASKI Z LICEUM?

 

 

Jedna Polarnego nawet rozbawiła. Siedziała i wcinała jogurcik. Polarny pomyślał:

- No, jedna na diecie, chce zadbać o wygląd i zdrowie. 

Nic bardziej mylnego. Jogurt został zagryziony napoleonką. Młoda wciągnęła ją nosem i zapiła dla zdrowotności colą light.

 

Gdy tak się spojrzy na to wszystko, nasuwa się jedno stwierdzenie: my nie umiemy jeść, natomiast doskonale żremy.

 

Jako społeczeństwo nie mamy nawyków odpowiedniego żywienia.  Nie mówię tu o jakichś nadzwyczajnych programach dietetycznych,  ale o zwykłym rozsądku, jakim powinniśmy się kierować przy jedzeniu.  

 

Pod względem jedzenia (i nie tylko) amerykanizujemy się, a nasze dupy, szczególnie kobiece amerykanizują się wraz z jedzeniem. Pizza, hot dogi, hamburgery, …  a może frytki do tego, szejki,  chipsy, sripsy, fishmacki, sraki i inne badziewie, stają się podstawą żywienia polskiej młodzieży.

 

Wynik? Hodowla społecznych tuczników, a może lepiej brzmi społeczna hodowla tuczników? Cóż za różnica? I tu, i tu mamy do czynienia z bandą grubasów wykreowanych przez modę i półgłupie społeczeństwo. Czemu społecznych? Ponieważ tak naprawdę to nie oni sami się tak tuczą, to społeczeństwo tuczy się samo. Przyzwolenie na to, aby frytki i hamburgery, stały się standard codziennego żywienia, a domowy obiad – świętem, powoduję to, że żremy, a nie jemy i tuczymy się społecznie jak świnie na rzeź.

 

 

ŚWINIE W RZEŹNI

 

 

Coraz mniej młodych kobiet potrafi gotować. Dlaczego? To proste: jest pizza i hamburgery; nie ma czasu, szkoda energii. Fast Food  jest szybszy. Lajtowe życie, luzik, brak obowiązków generuje szybkie numerki i szybkie żarcie. Po co marnować czas? Gonitwa za pracą, czy nauką, powoduje, że hodujemy społeczne tuczniki, które niedługo, aby się poruszać będą potrzebowały specjalnych maszyn. Podobną wizję można już było zobaczyć w W.A.L.L.E.

 

I żeby nie było, że Polarny piętnuje grubasów czy grubaski za sam ich wygląd, bo powodów otyłości może być wiele, a niektóre puszyste są całkiem seksi, a i Polarny sam do chudzielców nie należy. Piętnuję łatwiznę na jaką się decyduje młodzież i ich rodzice. Zupki chińskie zamiast porządnej zupy, frytki z majonezem, zamiast ryżu, hamburger zamiast smażonej ryby.  Najgorsze, że te społeczne tuczniki nie mają żadnej świadomości, że się zabijają i przyśpieszają swój marsz w kierunku rzeźni.

 

 

WNIOSEK:  JEŚĆ CZY … ŻREĆ? … OTO JEST PYTANIE.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Akceptowanie samego siebie w trudnych chwilach życiowych, szczególnie, gdy trzeba podjąć ważne, niepopularne decyzje, jest podstawą tego, aby poczuć się wartościowym. Wartościowym dla samego siebie. Uleganie złudnej samoocenie, bardzo często negatywnej, brak samoakceptacji i poczucia własnej wartości powoduje, że człowiek wiecznie żałuje tego co robi lub zrobił, a także nabawia się wielu kompleksów. Umiejętność akceptowania tego, co się robi, pozwala nie zwariować w skomplikowanym świecie decyzji.

 

 

Pewien facet miał problem. Co noc lał w łóżko. Chodził markotny, struty i nie mógł sobie spojrzeć w twarz przy porannym goleniu, wspominając wcześniejsze wieszanie mokrych gaci.  Gryzł się strasznie. Czuł się beznadziejnie. W końcu zwierzył się z tego koledze.

- To idź do urologa. On z pewnością Ci pomoże. Przepisze jakieś tabletki albo coś.  – doradził kumpel.

Spotykają się po tygodniu.

- I co? Dalej lejesz w łóżko? – pyta kumpel.

- Niestety. Tabletki nic nie pomogły.

- To może idź do psychologa?

Spotykają się po jakimś czasie. Facet jest uśmiechnięty, uradowany, szczęśliwy. Widać, że tryska humorem i energią.

- I co? Widzę, że chyba przestałeś lać w łóżko? – pytam kolega.

- Nie. Leję dalej. Ale jestem z tego dumny.

 

 

Umiejętność zaakceptowania własnych wad to podstawa do bycia sobą i bycia szczęśliwym. Nikt nie jest doskonały. Jednak nie każdy posiada umiejętność akceptacji wad u siebie, z prostej przyczyny, ponieważ nie potrafi akceptować wad u innych.

 

Nasza samoocena często wiąże się z oceną nas przez innych. I to jest błąd. Własną wartość musimy zbudować w sobie. Musimy uwierzyć w siebie, aby uwierzyli w nas inni. Ludzie często w ocenie kierują się emocjami. Ktoś, kto dziś jest wspaniały, mądry, niesamowity, jutro może stać się miernotą dla której nie warto poświęcać ani chwili uwagi. I co? Przez to stajemy się naprawdę miernotami? Gówno prawda!!! Jesteśmy dalej tymi samymi ludźmi tylko nasz obraz w oczach jednostki się zmienił. A może nawet się nie zmienił, tylko zmieniło się nastawienie lub postrzeganie?  Nie warto sugerować się tym co mówią jednostki, bo dopiero zbiór opinii może dać nam do myślenia.

 

Często od ludzi słyszę (lub czytam) w rozmowach, że nie akceptują swego wyglądu, swoich zachowań, czy samych siebie jako całości. Zawsze zadaję im pytanie: Dlaczego? Otrzymuję wtedy listę wad fizycznych czy psychicznych. A gdzie są zalety? No właśnie. Żadna z tych osób nie zastanawia się nad swoimi zaletami, bo ważniejsze dla nich jest nie mieć wad, a przecież człowiek bez wad nie istnieje. Znajomy twierdzi, że nawet Jezus miał wady, bo chlał wino i nie interesował się panienkami, chociaż pewne wywody badaczy życia Marii Magdaleny wskazują na coś wręcz przeciwnego. No, ale odbiegłem od tematu.

 

Otóż ludzie skupiają się nie na tym, aby mieć jak najwięcej zalet, ale na tym, aby mieć jak najmniej wad. To głupie, bo to jak walczyć z bakteriami. Zarówno pewne bakterie, jak i wady są nam potrzebne do życia. Wtedy wiemy, że jesteśmy ludźmi i mamy prawo się mylić.

 

Najgorsze jest to, że gdy próbuję wytłumaczyć, że pewne wady wcale nie są wadami, to jak grochem o ścianę. Gruby może podobać się tak samo jak szczupły, to kwestia gustu i wyboru. Głupi może być tak samo atrakcyjny jak… nie no nie będę przesadzał, głupi chyba nie będzie atrakcyjny.  Chociaż??? A dla drugiego głupiego? Dlaczego niektórzy nie chcą uwierzyć, że mają w sobie coś wartościowego i nie chcą się na tym skupić? Dlaczego? No właśnie powoduje to brak umiejętności zaakceptowania siebie. Brak wiary, że pewne rzeczy są wadami tylko w umyśle człowieka.

 

Jak temu zaradzić? Zacząć wierzyć ludziom życzliwym, a nie doszukiwać się wszędzie podstępu i kłamstwa.

 

 

WNIOSEK: DLA WIERZĄCYCH WIARA CZYNI CUDA, DLA NIE WIERZĄCYCH CUDA SPRAWIAJĄ ŻYCZLIWI LUDZIE.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

- Mariusz?

- Nie. Pomyłka.

- Jak pomyłka? A nie dodzwoniłem się do Mariusza?

- Nie.

- A jaki to numer.

- A na jaki się Pan chciał dodzwonić?

- No do Mariusza.

- Ale ja nie jestem Mariusz.

- To na jaki ja się numer dodzwoniłem?

- Na ten na który Pan wybrał na telefonie.

- No ale jaki wybrałem?

- To Pan powinien wiedzieć.

- No, ale jaki to numer?

- Sprawdź sobie dociekliwy baranie na swoim telefonie.

 

WNIOSEK: LUDZIE TO JEDNAK DOCIEKLIWI POTRAFIĄ BYĆ DO BÓLU.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Pewien kamień zastanawiał się czy ma serce z kamienia? Nie mógł jednak odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo kamienie nie mówią. Poza tym czy ktoś słyszał, żeby kamienie w ogóle miały serce? Trwał więc w milczeniu przez miliony lat. Pewnego razu kamień podniosła mała dziewczynka i zapytała swego ojca: - Tato czy ten kamień ma serce?

 

Kamień zamienił się w słuch. O ile, coś co nie słyszy, może w ogóle się w słuch zamienić. Ojciec spojrzał na kamień, później na dziewczynkę i powiedział: - To diament. Ten kamień cały jest sercem. To serce góry pod którą stoimy.

 

Dziewczynka nie zrozumiała słów ojca, kamień też nie, bo za tą prawdą kryła się inna prawda. Jaka?

 

 

SERCE

 

 

WNIOSEK: PRAWDA NIE PRZESTAJE ISTNIEĆ, NAWET JEŻELI SIĘ JĄ IGNORUJE, W CIENIU SERCA CZĘSTO KRYJE SIĘ ICH WIELE.

piątek, 24 kwietnia 2009

Ilu kobietom nudzą się faceci? Wielu. Zawsze coś w nich jest nie tak. Kupują model po dobrej autoreklamie a później co? Lipa! Okazuje się, że kupowała Rolls – Royce’a, a ma w domu Wartburga i to nie tego z silnikiem Golfa. Życie jest okrutne. A my faceci jesteśmy jego największą zakałą. Jesteśmy jak wrzód na dupie – przyprawiamy o ból i pęczniejemy z czasem.  I co zrobić z takim przechodzonym modelem? Sprzedać!!! Oto propozycja ogłoszenia dla Pań, które mają już Nas  serdecznie dosyć. Dedykuję to ogłoszenie wszystkim znudzonym żonom.

 

GRUBAS STOLIK NA PIWO

Oddam za darmo męża lub zamienię na sokowirówkę. Niezły model. Garbus. Maska klepana, porysowana. Lakier w części centralnej mocno zjechany. Golas. Jeździ na ssaniu, często na gazie. Małe wyposażenie, wajcha miękka, prawie nie widoczna, lekko skrzywiona w prawo.  Problemy z wtryskiem. Duża poduszka powietrzna. Strasznie smrodzi z rury, szczególnie wieczorami. Cieknie mu z miski. Czasami puszcza na zaworach. Porządnie walnięty, ale nadaje się do remontu. Dużo pali. Tankuje codziennie. Rzadko garażuje.  UWAGA: Bez hamulców. Stolik na piwo i dowóz gratis. Przy zamianie dokładam gumy.

 

PS. W razie potrzeby mam również wzór ogłoszenia dla mężów, którzy chcą się pozbyć żony. Dla chętnych dodam w komentarzach.

 

 

WNIOSEK: NIE POŻĄDAJ ....MĘŻA BLIŹNIEGO SWEGO … NADAREMNO, ŻONY TEŻ NIE.

 

wtorek, 21 kwietnia 2009
BABCIA AREOBIC PRZYSTANEK

Wiosna rusza już pełną parą. Nie świadczy o tym coraz krótszy i coraz cieplejszy dzień, ani też przylatujące bociany, bo te ostatnie jakoś zakręcone bywają i przylatują jeszcze jak leży śnieg. Nie świadczą też o tym kwitnące niezapominajki, które dziś przez zupełny przypadek wylazły spod ziemi na mojej działce. O wiośnie świadczy … Wiosenny Wysyp Staruszków.

 

Tak, tak, to nie pomyłka. Już od lat obserwuję, że dziadki i babcie są najlepszym pogodomierzem. Jeszcze nie dawno można było na podwórkach i w sklepach zauważyć pojedyncze sztuki. Ot  takie wiosenne jaskółeczki dreptały tu i tam.  Ale w sobotę nastąpił istny wysyp. Dziadunie i babunie stadami, jak klucze dzikich gęsi ruszyli do kościołów i sklepów.

 

Kiedyś okupowali sklepy w godzinach wczesnoporannych - zaraz po otwarciu, południowych - w okolicach obiadu i popołudniowych - gdy wybierali się po podwieczorek. Teraz mamy permanentny stan pobudzenia, a ich klęgor niesie się aż do godzin wieczornych. Wcześniej można było chociaż statystycznie wyliczyć kiedy można pójść do sklepu i nie będzie tam kolejki. Teraz staruszki zaatakowały, jak szarańcza Izraelitów, albo stonka Polaków za czasów Regana.

 

Ruszyły laseczki o laseczkach i himeni na balkonikach. Wystartowało z tyłu liceum z przodu muzeum i dzidzie – pierniki, playboye - oldboye. Zaatakowane zostały sklepy, poczty, urzędy. Kiedy się nie zajrzy - kolejka staruszków. No i wtedy trzeba mieć naprawdę cierpliwość świętego.

 

 

BABCIA NA WROTKACH STARUSZKA

 

 

- Poproszę cztery plasterki tego. Nie, nie tego. Tego. O tak. Albo wiesz dziecko co. Może to za tłuste będzie dla mnie. Wiesz, może … nie, daj mi tamtego. A to odłóż. Może ktoś kupi, w końcu to tylko cztery plasterki. I wiesz, co kochana? Daj mi pięć plasterków tamtego. A dasz mi spróbować? No, bo może to niesmaczne. Ooooo … dobre, to daj mi sześć plasterków. Zapakowałaś mi sześć? Tak? Wiesz to tak mało wygląda to może dokrój mi jeszcze cztery.

 

Wkurw pierwsza klasa czai się w tle, a przecież to dopiero pierwsza staruszka.

 

- Kochanieńka, a dobra ta kaszanka? No bo ja bym chciała tak ze dzisieńć deko. Nie ma takich małych? No to może mi pokroisz, bo ja bym tak na kanapkę chciała. Co??? Nie kroicie kaszanki??? Co to za czasy nastały, że w mięsnym to nawet kaszanki nie chcą ukroić. Jakbych ja szynkem kupowała za dwadzieścia pińć złoty, to by mnie pewnie pokroiła nawet w kosteczkem, ale jak ja kce tylko trochu kaszanki to nie kroimy. To ja w takim razie poproszę dwa plasterki tego taniego salcesonu. Nie, no nie takie grube. Tych to ja nie kce. Proszem mnie jeszcze raz ukroić.

 

Ekspedientka kipi, widać idącą uszami parę, twarz puchnie, a spojrzenia na pobliski tasak zdarzają się co raz częściej. Polarny jednak nadal trenuje siłę woli. Ale to dopiero druga staruszka.

 

- Słoneczko, a co macie dziś dobrego? A macie coś na zapleczu albo spod lado? Kiedyś to pod lado same rarytasy bywali. Słoneczko, a po czemu ten pasztet? To z zajonca? Eeee.. co też Pani mnie tu gada. Tosz to kole zajonca nawet nie leżało. Zajonc to pewnie dawno w krzakach siedzi. Nie, nie. Dajcie mnie Słońce zwyczajnej z geesu. Kiedyś w geesie to była najlepsza kiełbasa. A teraz co? Napakujom tam jeden bóg wi czego i sunsiad masaża i sprzydajom. Co to się z tem wszystkiem porobiło. A dajcie Słońce ze dwie wontrubki. Nie, nie te świńskie, te kurzyne, bo one mnisze som. I porcjem na rosół. A wiecie Słońce, że jak kupowałam ostatnio u Was porcjem, to puźniej siem zaśmierdła. Tak, że dziś to mi świeżom dajcie.

 

To trzecia, a tych staruszek to ze czterdzieści… i sam Polarny nie wie ile w tym mięsnym się ich jeszcze zmieści. I chodźby przyszło tysiąc atletów i każdy wykupiłby tysiąc kotletów i każdy wykupiłby kilo ko kości, to nie wytrzyma – brak cierpliwości.

 

I to nie jest wiejski sklep mięsny, tylko stoisko w megasamie w stutysięcznym mieście. Polarny wybacza, bo starość ma swoje prawa, i sam jest świadomy, że kiedyś może być bardziej upierdliwy znając swój charakter.  Wiosna przyszła!!! Staruszki górą!!!!

 

STARUSZKOWIE GÓRĄ!!! BABCIE DAJĄ CZADU!!!

 

 

 

 

WNIOSEK: CIERPLIWOŚĆ TO CNOTA. A TAK NIEWIELU UTRZYMUJE CNOTĘ DO DOROSŁOŚCI.

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM