niedziela, 30 kwietnia 2006

Goście pojechali. Wczorajszo - dzisiejsza impreza udała się. Było miodnie i żurawinowo, gdzieś do 3 rano. Po imprezie zrobiłem komentarz do swojej notki, ale jak wstałem to go skasowałem, jakoś takoś nie podobał mnie się. Ogólnie został osiągnięty sukces towarzyski ponieważ:

  1. Dziś nie mam kaca.

  2. Rozmowy ani razu nie toczyły się na 3 tematy, na których Polacy znają się najlepiej czyli polityce, zdrowiu i piłce nożnej.

  3. Córa Mała® ani razu nie zakłóciła debat towarzyskich swoimi mądrościami, ponieważ bezgranicznie oddała się we władanie kompa.

  4. Jestem głodny, a to znaczy, że nic mi nie stoi na żołądku.

  5. Goście zjedli normalne i sute śniadanie, to znaczy, że nie mieli kaca i nic nie stoi im na żołądku.

  6. Gość B. zakochał się w Suku Marki Bokser® i uparł się, że rano zaczym wszyscy wstaną wyjdzie z nią na spacer, co też rano uczynił.

  7. Nie zabrakło rozmownej wody, a więc nie było „syndromu WC” (przebieranie nogami w miejscu) przy ostatniej flaszce, ani nie było „syndromu niedopicia”, bo można się było nawalić ile wlezie.

  8. Nie zniszczono żadnego mienia osobistego i ogólno rodzinnego, nie licząc pękniętego klosza od duszka, który pęknął sobie z gorąca.

  9. Sałatka z kuskusem została zjedzona w 95%, co świadczy, że była smacznym novum dla gości.

  10. Nie wku…ono sąsiadów, ale pewnie tylko dlatego, że mamy fajnych i cierpliwych sąsiadów.

Poniżej zamieszczam obiecane zdjęcie. Wybrałem to, które najbardziej oddaje charakter tego stworzenia co sobie stworzyłem przy znaczącym udziale Koleżanki Małżonki®. Zdjęcie wybrano zgodnie z poniższymi zasadami wyboru.

WNIOSEK NA DZIŚ: JEDNI MAJĄ KURWIOŁKI W OCZACH A INNI? NO WŁAŚNIE! CO MAJĄ INNI?

PS. dopisek z 1.05.2006 g.15.40 TRWAJĄ NEGOCJACJE Z CÓRĄ MAŁĄ NA PRZEDŁUŻENIE WYSTAWY. NEGOCJACJE SĄ NA DOBREJ DRODZE NA RAZIE KOSZTUJE MNIE TO 2 LITRY PEPSI I PACZKĘ GUM DO ŻUCIA, WYNIKI JUŻ WKRÓTCE.

PS. 2 dopisek z 1.05.2006 g.19.30 NEGOCJACJE ZAKOŃCZONE POZYTYWNIE. ZDJĘCIE WSTAWIONE PONOWNIE DLA TYCH WSZYSTKICH, KTÓRZY MIELIBY OCHOTĘ POZNAĆ CÓRĘ MAŁĄ, A KTÓRZY Z RÓŻNYCH PRZYCZYN NIE MOGLI TU DO TEJ PORY ZAJRZEĆ.

 

sobota, 29 kwietnia 2006

Dziś bardzo krótki wpis, ponieważ siedzę cały dzień w garach, bo niedługo goście przyjeżdżają. Chłodzi się żórawinówka i miodówka... mniam ... będzie pysznie i wesoło, a pewnie jutro kacowo. Wczorajsze słońce poszło sobie won i teraz nastała pogoda barowa, a więc nie będę miał najmniejszych wyrzutów sumienia, że baruje np. w czasie nie barowej pogody.

Jednogłośną decyzją Córy Małej uchwalono, że w dniu jutrzejszym zostanie wystawiony na pokaz jej dziubol, by osoby zainteresowane, kto się tak wymądrza mogły sobie popatrzeć. Wystawienie nastąpi o godzinie nie wiadomo której i będzie miało chrakter incydentalny i czasowy. Po kilku godzinach zdjęcie zniknie. Taka jest woła Córy Małej, a z wolą poddanych trzeba się liczyć, czego nie wiedzą rządzący w Królestwie Rzeczycorazmniejpospolitej.

WNIOSEK NA DZIŚ: PIJMY PÓKI SIĘ DA, SPONSOR NIE CZĘSTO SIĘ ZDARZA.

14:48, harry122
Link Komentarze (18) »
piątek, 28 kwietnia 2006

Dziś rano wstałem bardziej padnięty niż, gdy się kładłem. Poszedłem spać około 2, a wstałem 6.30, to często norma u mnie, 24 to najwcześniejsza godzina o której się kładę. Rano śniadanko Córze Małej do łóżka, Koleżance Małżonce na stół. Nawet dzień dobroci dla zwierząt miałem, bo i Córa Duża załapał się na śniadanie do łóżka. Wstałem zje…ny, jak ze schodów. Spojrzałem w okno i stwierdziłem, że chyba mnie cóś w ep walnęło, bo nic nie widzę. To już 6.30, jasno jest, a ja za oknem widzę: NIC. Patrzę jeszcze raz i widzę w gruncie rzeczy, spoglądam po raz trzeci, a tam obok nich przechodzi ludzkie pojęcie,… a tak naprawdę to nadal widzę: NIC. Normalnie biało przed oczyma. Była taka biała i gęsta mgła, że można było śmiało robić „kaczkę duszoną we mgle” i podawać z „dżazganymi krasnalami”. Domu, który stoi jakieś 20 m od mojego nie widziałem. – No – mówię sobie – ładny dzionek się zaczyna. Wysłałem Córę Małą na balkon celem sprawdzenia temperatury otoczenia, bo głupi nie jestem i sam zaduszony przez mgłę nie chciałem być – 6,5 stopnia Pana C.  Brrrr… zimnica, a ep zaczął trzaskać na szwach. - No to dzisiaj będzie dół – pomyślałem. Ubrałem się, zawiozłem Koleżankę Małżonkę do pracy i udałem się na rynek. Samopoczucie było tak denne, a dno takie muliste, że nawet nie miałem się od czego odbić. Rynek okrążyłem z siedem razy zaczym się zdecydowałem kupić 30 jajek. Nie mogłem się nad niczym skupić. Kupiłem marchewkę jeszcze i spadówa  domu. Nie wystartowałem jeszcze z rynku, a tu Koleżanka Małżonka dzwoni, że służbowego Kodaka zapomniała i żeby jej przywieźć. Nie chciało mi się, ale cóż było robić, mus to mus. Wracając od KM zauważyłem, że mgła zaczęła znikać, a słoneczko nieśmiało mruga do mnie zza chmurek i mówi: - Misiek, nie przejmuj się będzie OK. W tym momencie i okowy z epa mi spadły i jakoś tak bardziej rześko się poczułem. Świat zaczął nabierać kolorów. O 11.30 było już ciepło, słonecznie i miło. MIP (Miśkowy Indeks Pogodowy) zwyżkował o 100%. Później zwyżkował jeszcze o 200% (z przyczyn znanych autorowi). Teraz jest już OK. Czuje się wypoczęty i zadowolony z życia. Mam uśmiech i radość. Zastanawiam się zawsze, gdy pogoda mnie gnębi, dlaczego właśnie mnie. Kiedyś mierzyłem nawet ciśnienie czy w związku z pogodą nie mam skoków ciśnienia, ale nie. Jestem prawie zawsze książkowy pod tym względem 80/120 czy 120/80, jakoś tak. Stwierdzam, że pogoda ma ogromny wpływ na moje samopoczucie i chęci do czegokolwiek. Starzeje się chyba choroba jasna.

WNIOSEK NA DZIŚ: STAROŚĆ NIE RADOŚĆ, MŁODOŚĆ NIE WIECZNOŚĆ czy jakoś tak.

14:59, harry122
Link Komentarze (18) »
czwartek, 27 kwietnia 2006

Hm.. prezent nie był śmieszny, w czasach kiedy go otrzymałem nie był powszechnie znany, ale sytuacja za to była dość zabawna. Były rok 1987 roku. Moja Koleżanka Małżonka, a wówczas Koleżanka Dziewczyna wyskrobała dolarową gotówkę i uparła się, aby kupić mi coś w PEWEXIE. Dla tych, którzy wtedy jeszcze nosili pieluszki informacja, że PEWEX to był taki sklep dla snobów, burżujów, bogaczy i zagaraniczniaków, a tak naprawdę to był jedyny sklep, gdzie można było kupić coś normalnego, dobrej marki w niebotycznej cenie - przynajmniej na polską kieszeń. Więc moja Ukochana uparła się, że kupi mi nieśmiertelnego Old Spice'a, zapach w tamtym czasie dość rzadki, świadczący o wyrafinowanym guście (hehehe) i dobrych zasobach finansowych. Niestety nie starczyło ani na wodę perfumowaną, ani na wodę kolońską, ani nawet na wodę po goleniu. Starczyło jedynie na piankę do golenia – super nowość (co dla niektórych na ówczesne czasy). Zakup został poczyniony. Z prezentem udaliśmy się do Koleżanki Dziewczyny do pracy, na nocną zmianę. Odprowadziłem ją i na chwilę wszedłem do jej szatni, by odebrać pewną przesyłkę. W tym momencie jedna z koleżanek Koleżanki Małżonki przyuważyła zakup – prezent wystający z torebki żony. Wniebowzięta swym spostrzeżeniem wpakowała rękę do torby i z triumfem wyciągnęła Old Speac’a pokazując go wszystkim koleżankom w szatni i głośno komentując jacy to z nas burżuje skoro zaopatrujemy się w Pewexie. Następnie koleżanka ostentacyjnie wzięła „dezodorant” (opakowanie wyglądało jak normalny dezodorant pod pachy w sprayu) i wypowiadając słowa „ja też będę śmierdzieć jak burżuje” zaczęła się psikać pod pachami i po klatce. Dopiero pisk koleżanek i ich gromki śmiech opamiętał ją i ze zdziwieniem stwierdziła, że wygląda jak bałwanek. Nie rozumiała jak to się stało, że dezodorant zamienił się w śnieżną pianę. Dopiero moje nieśmiałe tłumaczenia, że to pianka do golenia, a nie dezodorant, wyprowadziły z osłupienia młodą „dywersantkę” i wzbudziły jeszcze większą salwę śmiechu pozostałych uczestników zdarzenia. Skomentowano to dodatkowo, że teraz Aśka (bo tak na imię miała niefortunna ciekawska) może się śmiało ogolić pod pachami, a jak trzeba to także na klacie.

Wspomnienie mnie naszło, bo dzisiaj mam taki dzień wspominkowy odnośnie prezentów i ich dawania, i natchnął mnie do tego zwyczajny_on swoim wpisem "komuno wróć"http://zwyczajnyon.blox.pl/2006/04/DR-Oetker.html

WNIOSEK NA DZIŚ: PREZENTY CZASAMI ZASKAKUJĄ (NIE TYLKO OBDAROWANYCH).

środa, 26 kwietnia 2006

Leżę sobie w pokoju u Córy Małej na jej łóżku, bo teraz to najwygodniejszy mebel w Misiowej Chacie i kontempluje, a z dużego pokoju słyszę:

-  Kiedy idziesz do pracy? – zagadnęła mnie znienacka Koleżanka Małżonka.

- A co chcesz? – zapytałem zdziwiony, czując w tym jakiś podstęp.

- Nic. Tak tylko pytam. – odpowiedziała nie kontynuując tematu.

Jednak temat podjęła Córa Mała. Siedząc przed swoim komputerem i nawet nie odwracając głowy rzuciła: - Mama pyta, bo chciała wiedzieć, kiedy pójdziesz pieniądze zarabiać?
Uśmiechnąłem się do siebie. Mała znowu się czepia i coś wymyśli, więc, aby zapobiec dalszym dyskusjom na ten temat rzuciłem w eter: - Ja siedząc w domu zarabiam pieniądze. Niezły Gość ze mnie co?

- Nie – zripostowała Córa Mała.

Byłem już nie wiem, który raz w swoim życiu zdziwiony. – A kto w takim razie?

- Chłop bez jaj. Trzeba się napracować by zarobić pieniądze, a do tego trzeba mieć jaja.

Ten strzał przygniótł mnie. Nie mogłem się podnieść. Zabrakło mi słów. Poprosiłem więc jedynie o kartkę i długopis, by zapisać tę cenną uwagę.

- Po co ci kartka i długopis? Znowu będziesz zapisywał, a później pisał o tym na necie? Ja protestuję!!! Ja nie chcę byś opisywał moje życie osobiste !!!

- Miśka, ale ja nie opisuję twego życia osobistego. Ja tylko takie fajne fragmenty. – zacząłem się tłumaczyć.  - W sumie miała rację -  pomyślałem - i ma prawo do protestu.

- Ale ja nie chcę, by wszyscy wiedzieli co ja robię. – kontynuowała.

- Ale Niunia, nikt nie wie, że Ty to Ty. – rzuciłem ostatni atut. – Nikt kto czyta nie zna Ciebie osobiście, a to co piszę wywołuje u niektórych uśmiech na twarzy.

- Na pewno? – zapytała

- Co na pewno? – Nie wiedziałem o co pyta.

- Na pewno wywołuje uśmiech?.

- Na pewno. Przecież  nawet życzenia od blogowiczów Ci przekazywałem.

- No to OK. Pisz, ale chcę zawsze wiedzieć co piszesz.

WNIOSEK NA DZIŚ: I JAK TU POWIEDZIEĆ, ŻE DZIECI I RYBY GŁOSU NIE MAJĄ, I ŻE NIE MA CENZURY.  

wtorek, 25 kwietnia 2006

„Pora na dobranoc bo już księżyc świeci, dzieci lubią misie, misie lubią dzieci.” Te słowa rozbrzmiewały z łazienki Misiowego Mieszkania. Córa Mała, jak co wieczór, siedząc w wannie dawała swój popis muzyki atonalnej, rezygnując z centrum tonalnego i wzajemnego związku akordów na rzecz równouprawnienia wszystkich dwunastu dźwięków oktawy. Tematem przewodnim tym razem był soundtrack z Misia Uszatka. Po zakończonym koncercie Córa Mała wyszła i udała się do dużego pokoju z pytaniem:

- Misiek, wiesz co Misie jedzą na dobranoc?

Znając już tą specyficzną grę słów, która stała się tematem kultowego kawału o Misiu Uszatku stwierdziłem, że nie ma co z grywać wariata i powiedziałem:

- Pora. Pora na dobranoc.

Córa Mała: - Nie. To byłby por, a nie pora.

Byłem w szoku. Nie dość, że gówniara zaprzeczyła kultowemu kawałowi, to jeszcze ojcu, weteranowi potyczek słownych zwraca uwagę na temat poprawności rodzaju męskiego w wyrazie por. Szlag mnie prawie trafił, ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać i z najsłodszym uśmiechem zapytałem:

- A co?

- No jak to co? Dzieci! – z entuzjazmem krzyknęła Córa Mała i zaczęła się chichotać, jak głupia, podśpiewując jednocześnie ze specjalnym zaakcentowaniem: - „Pora na dobranoc bo już księżyc świeci, dzieci lubią misie, MISIE LUBIĄ DZIECI.”

Logika Córy Małej i jej interpretacja znanego songu powalił mnie na kolana po raz kolejny. Jestem ciekaw ile razy jej sposób myślenia i widzenia mnie zaskoczy. Z drugiej strony zastanawiam się jaki pokrętny jest ten móżdżek, że z Misia Uszatka, zrobił krwiożerczego potwora wpieprzającego dzieci na dobranoc.

WNIOSEK NA DOBRANOC: POKRĘTNE SĄ WNIOSKI DZIECI I ICH SPOSÓB ROZUMOWANIA.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM