poniedziałek, 29 marca 2010

Niniejszy tekst, nie jest tekstem sponsorowanym, jakby mogła sugerować jego treść i baner, który pojawił się na blogu Polarnego.

 


Któż nie lubi się pobawić ptaszkiem? Chyba nie ma takich i to bez względu na płeć. Zabawa ptaszkiem może przynieść ekscytujące i niezapomniane doznania. Ci, którzy się już bawili wiedzą o tym, Ci którzy jeszcze nie, zawsze mogą spróbować. Czy ja namawiam do zabawy ptaszkami? Tak!!! I robię to z pełną świadomością.


Babcia Stasia powtarzała zawsze CD i CM-ce, gdy marudziły, że się strasznie nudzą, pewne hasełko:


- Jak Ci się przykrzy podrap się po psipsi.


Polarny szanując mądrość ludową Babci Stasi namawia jednak, aby … pobawić się ptaszkiem.

 

ZABAWA PTASZKIEM

 

Idzie wiosna, jakby ktoś nie zauważył, a wraz z nią pojawiają się pierwsze bociany. W Polsce żyje (dane z 2006 roku) około 100 tysięcy tych przepięknych ptaków. Niestety rocznie ginie nawet do 70% nowonarodzonych bocianów i kilka tysięcy starych. Wiele z nich ginie próbując gniazdować się na  słupach linii wysokiego napięcia czy transformatorach, lub też walcząc o gniazda na nich już istniejące. Akcja „Dbaj o bociany” pozwala na to, abyście Wy Drodzy Czytelnicy, nie wychodząc z domu, siedząc przed swoim ulubionym kompem, bawiąc się myszką i ptaszkiem (niekoniecznie swoim) mogli uratować chociaż jednego z nich.


Bawiąc się ptaszkiem na stronie programu „Dbajmy o bociany” i zakładając wirtualnego boćka, dokładasz swoją cegiełkę do stworzenia kolejnej, nowej (niewirtualnej) platformy do budowy gniazd dla tych pięknych ptaków. Tysiąc wirtualnych bocianów, to kolejne niewirtualne miejsce na założenie bocianiego gniazda. W sumie nic Cię to nie kosztuje. Parę minut, parę kliknięć, a Twój wirtualny bocian przyczyni się do tego, aby jakiś inny przeżył i założył swoją rodzinę. No i oczywiście dzięki niemu będziesz bez krępacji mógł się pobawić z całą rodziną własnym ptaszkiem i to publicznie i nikt nie okrzyknie Cię ekshibicjonistą, pedofilem czy innym maniakiem seksualnym.


I żeby nie było, to Polarny nie wszystkie ptaszki darzy estymą czy symapatią.


Mieliście kiedyś nasrane w papierach? No? No mieliście? Bo Polarny miał!!! I to całkiem niedawno, bo w czwartek. Znowu nasrano Polarnemu w papiery i do tego Polarny widział kto i widział w jakich papierach!! I, żeby to był chociaż jeden papier, to by Polarny coś jeszcze z tym zrobił, jakoś zatuszował, wymazał, wyczyścił. Ale nie!!! Polarny miał nasrane we wszystkie papiery. Pieprzone gołębie!!! Nawet nie będę pisał jak to było, mimo iż chciałem poświęcić gołębiom osobną notkę. Pierzaste gadziny je...dne!!! Tak więc, nie wszystkie ptaki są Polarnemu miłe.

 

JAK CELNIE SRAĆ NA LUDZI


Wracając więc do tych, co są miłe, czyli bocianów, to Polarny, jako jeden z kilku blogerów miał być Ambasadorem w Nikaragui … eee, nie, to nie ta notka. Miał być Ambasadorem akcji „Dbajmy o bociany”, ale niestety z braku czasu nie podjął się tego zaszczytnego zadania. Stwierdziłem, że jak się czymś zajmować to na poważnie, a nie byle jak, więc niestety odmówiłem. Jednak akcja na tyle mi się spodobała, że postanowiłem poświęcić jej wpis i namówić moich czytelników do stworzenia wirtualnego bociana.


Parę osób chciało aby Polarny ich zaadoptował (hehehe) no to teraz macie szansę. Klikając na poniższy link:


ZMAJSRTUJ SOBIE Z POLARNYM ... BOCIANA

 

zostaniecie dziećmi Bociana Polara. Możecie też niezależnie stworzyć swojego boćka, wchodząc na stronę z banera „Dbajmy o bociany”.


Pomóżcie naszym boćkom, to nic Was nie kosztuje. Nie musicie nic wpłacać, nie musicie wysyłać płatnych esemesów, wystarczy kliknąć i założyć wirtualnego boćka. Bociany rzekomo są zwiastunami szczęścia, może i ten przyniesie Wam jakieś własne prywatne małe szczęście? A jak nie? To chociaż pobawicie się ptaszkiem.

 


WNIOSEK: NUDZISZ SIĘ? POBAW SIĘ PTASZKIEM. MOŻE TYM URATUJESZ JEDNEMU ŻYCIE?

czwartek, 25 marca 2010

Pewnego wieczora uczeń przechadzając się po ogrodzie spotkał klęczącego Mistrza. Gdy podszedł bliżej zauważył, że jego mentor klęczy nad różą i wyrywa wokół niej chwasty. Robił to pomału, staranie, mówiąc jednocześnie do kwiata. Zachodzące słońce odbijało się swą czerwienią w purpurowych płatkach bujnie rozkwitłej rośliny. Była piękna. Promienie podkreślały jej kształty, a czerwieni płatków nadawały niesamowitą głębię. Uczeń nie słyszał słów Mistrza, ale czuł bijące z tembru głosu ciepło. Podszedł więc i zapytał:


- Mistrzu czy miłość trwa wiecznie?


- Nie synu. Miłość zależy od nas. Tak jak i przyjaźń. To dzięki nam się one rodzą i dzięki nam umierają. Widzisz tę różę? To Miłość. Nazwałem ją tak, bo miłość jest, jak moja róża. Jest piękna, ale może zranić ostrym kolcem, jej płatki są jednak delikatne, a woń zniewala umysł i serce. Taka właśnie jest miłość.


Uczeń chwilę się zastanowił i ponownie zapytał:


- O czym jej mówisz Mistrzu?


- O sobie chłopcze. O moich uczuciach. O radości i smutku. O troskach i szczęściu. O codzienności i o rzeczach niezwykłych.


- Po co to robisz?


Mistrz nie odpowiedział od razu. Odsunął się lekko na bok, a oczom ucznia ukazały się jeszcze dwie róże. Jedna w podobnym odcieniu jak róża Mistrza, ale dużo bledsza z trudem przebijała się przez wijący się wokół niej powój, ledwo wyglądając swoją głową znad bujnej trawy. Trwała, ale widać, że ostatkiem sił, wymęczona i zdziczała. Druga już uschła. Jej zwieszona brunatno czerwona głowa oznajmiała jej kres.


- Widzisz synu te róże.


- Tak Mistrzu. Jedna jest uschnięta, a druga niedługo uschnie.


- Taka jest właśnie miłość. Jest jak róża.


- Nie rozumiem. Przed chwilą mówiłeś, że miłość jest jak Twoja róża. Piękna, zniewalająca, niesamowita, czasami raniąca kolcami, a teraz pokazujesz mi dwie inne, z których jedna umarła, a druga za chwilę to zrobi, i mówisz, że one też są jak miłość?


- Tak synu. Te róże też są jak miłość. Tylko o nie nikt nie zadbał. Nikt do nich nie mówił. Nikt nie wyrywał wokół nich chwastów. Nikt ich nie podlewał. Jedna uschła i nawet już jej kolce nikogo nie zranią. Druga zdziczała, straciła swe piękno i potrafi tylko ranić, ale gdy przyjdzie jej kres to i jej kolce opadną i stanie się tylko suchym badylem. Miłość jest jak róża. Trzeba o nią dbać, by była piękna i kwitła. Zaniedbana z czasem najpierw tylko rani, a później usycha.


Uczeń zamyślił się. Klęknął obok Mistrza i zaczął pielić zdziczałą różę. Zrozumiał, że można ją uratować, bo przecież róża jest jak miłość.


 

 

 

WNIOSEK: NIC NIE TRWA WIECZNIE, ALE I NIE UMIERA BEZ POWODU.

wtorek, 23 marca 2010

Kawa szkodzi!! Taka jest dość powszechna opinia społeczna na temat kawy. I Polarny z nią się w zupełności zgadza. Nie wnika w aspekty zdrowotne, bo tu można by polemizować, i gdzie dwóch Polaków tam trzy poglądy. Polarnemu kawa szkodzi.


KAWA I PENIS ... szkodzą zdrowiu?To, że Polarny nie pija kawy wiadomo powszechnie, ale nie do końca jest to prawda, ponieważ Dźwiedź czasami kawę pija. Są to baaaaaaardzo sporadyczne przypadki i jest to wtedy kawa rozpuszczalna, do połowy wymieszana ze skondensowanym mlekiem i duuuuuużą ilością cukru, lub też w jednej trzeciej z zagęszczonym mlekiem słodzonym. Wówczas to Polarny traktuje kawę jak … kakao, którego w pracy nie ma możliwości sobie zmontować. Aaa… i należy dodać, że Polarny rzeczoną kawę pija tylko i wyłącznie w pracy.


Rzadkość picia kawy powoduje, że gdy Polarny ją już wychłepcze jedną z dwóch metod - pierwsza wypicie letniej kawy duszkiem, druga siorbanie zimnej kawy przez siedem godzin, - to zawsze zapomina umyć po sobie od razu szklankę. Efekt jest taki, że zaschnięte mleko w połączeniu z cukrem tworzy substancję, którą można by było smarować promy kosmiczne dla utwardzenia powierzchni. No i gdy sobie Polarny przypomni, że tę szklankę jednak wypadałoby umyć, to zaczynają się schody, bo trzeba ją po prostu odmoczyć.


No i dziś Polarny odmaczał i płukał szklanki – sztuk dwie. Tradycyjnie. Zlew. Kran. Ciepła woda. Polarny zajął się pracą, a szklanki sobie odmakały … i się płukały.


No i wypłukały się. I odmokły też… razem z posadzką i połową biura.


Niestety Polarny, jak na rasową blondynkę w białym futrze przystało, zauważył, że proces płukania i odmakania został zakończony dopiero, gdy przez szparę w drzwiach biura zaczęła wlewać się woda. Polarny zapomniał wspomnieć, że ma ten komfort, że posiada biuro wraz z osobistą  … łazienką. Zdziwienie było ogromne … a może, ktoś kto kocha Polara przyszedł po cichu odlać się na jego drzwi, manifestując w ten sposób swoje poparcie?


Rzeczywistość była zgoła inna. Biuro zaczęło się moczyć, przedsionek odmakać, a sama łazienka była już nieźle odmoczona. I najgorsze w tym wszystkim, że Polarny nie miał nawet mopa, aby zebrać kilkanaście umywalek wody z podłogi. I myślicie, że poszedł go szukać? O nie!!! Co to, to nie!!! Przecież Polar nie pokaże, jak bardzo skrzyżowany jest z rasową blondi, więc jak na rasową blondi przystało, zaczął zbierać wodę ściereczką do naczyń, która posiadała zajebiście zajebiste wymiary 30 na 30 cm.


Zbieranie zajęło prawie godzinę. Podłoga wypucowana na glanc. W łazience się świeci jak jaja Polarnemu, w przedsionku panele jeszcze nie odchodzą, biuro uratowało się samo. Ręce bolą do tej pory (od wykręcania ścierki wielkości chustki do nosa). Polarny autorytatywnie i jednoznacznie stwierdza: - Kawa Polarnemu szkodzi!!! Najbardziej na podłogę i ręce.

 

 


WNIOSEK: GDY MĘŻCZYZNA ROBI COŚ GŁUPIEGO ZAWSZE ZNAJDZIE NA TO MĄDRĄ WYMÓWKĘ.

piątek, 19 marca 2010

ZOBACZYSZ TEN ZNAK, WRZUĆ NA LUZ TO NACIĄGACZE

OSZUŚCI READER'S DIGEST

 

Głupich nie sieją …


Stare powiedzenie, że głupich nie sieją, tylko sami się rodzą, w dzisiejszych czasach ma co raz mniejszą rację bytu. Bardziej chyba odpowiednie byłoby stwierdzenie, że odpowiednie ziarno głupoty, musi paść na dobrze nawożoną głupotą glebę. Społecznych debili nie brakuje. Z reguły to ludzie bez wyobraźni, łatwowierni, otumanieni chęcią posiadania i chwilowym szczęściem otrzymania czegoś za darmo. A życie jest okrutne i za darmo, to można najwyżej w ryj dostać (a i to nie zawsze), albo nażreć się próbek żarcia w Tesco. Naiwność ludzka nie zna granic, tak jak i głupota, która potrafi przekroczyć bez paszportu i wizy wszelkie granice.


Polarny do naiwnych nie należy, do głupich również, a wyobraźni mu starcza za dziesięciu. Do tego niewyparzony pysk (bo Dźwiedzie, to rzekomo mają pyski, a nie ryje) i wrodzona asertywność pozwalają Polarowi na nie dawanie się robić (za często) w ch…ja. Ale to Polarny. Inni tego nie mają i na takich właśnie żeruje firma Ridest Digest.


Reader’s Digest …


Za młodu określiłbym ich krótko – fajansiarze i skurwiele, ale dziś, jako stateczny Dźwiedź, półgłówek rodziny, osoba,  jakby nie patrzeć, z leksza publiczna nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego też, nie nazwie ich tak, mimo iż takimi są, ale za to z pełną świadomością może ich nazwać BANDĄ NACIĄGACZY.


Nie dalej jak wczoraj CD otrzymała list od Reader’s Digest z ponagleniem, że jest dłużniczką firmy ponieważ nie zapłaciła za prenumeratę jakiegoś durnego czasopisma, którego nie zamawiała, a które zostało wysłane pocztą (zwykłą) i wylądowało w śmietniku wraz broszurami Tesco, Lidla, MediaMarktu i innego tego typu spamem papierowo - pocztowym. To standardowe działanie Reader’s Digest. Przesyłka zwykła, nie żaden tam list polecony, miały wywołać u CD poczucie winy, że dostało coś za co nie zapłaciła, oraz strach przed poniesieniem konsekwencji prawnych, jakimi straszy Reader’s Digest. No i wywołała … wkurw Polarnego.


Nie dość, że firma, gdzieś na lewo skupuje dane teleadresowe, co jest oczywiście nielegalne, ale wszechobecnie stosowane, to jeszcze naciąga bogu ducha winnych ciołków i baranków na zakup czegoś, co mają głęboko w dupie. Strach przed sądem, przed konsekwencjami, przed zamieszaniem, przed kłopotami powoduje, że wiele osób daje się naciągnąć i dla świętego spokoju płaci różne sumy. Niestety, w ten sposób przyzwala tej zjebanej firmie (ups… to mówił Polarny za młodu) napychać sobie kieszenie naiwnością ludzką. Niestety, jak raz zapłacisz, kupa zwana Reader’s Digest przyklei Ci się do buta i tak łatwo jej nie odklei. Będzie śmierdziała latami i nawet nie będzie chciała przyschnąć, żeby mogła mniej śmierdzieć i z czasem się wykruszyć.


Co może nam zrobić Reader’s Digest …


Może nam skoczyć obiema nogami na warsztat… i przytupnąć, jeżeli nie pokwitujemy odbioru przesyłki. Tak więc Polarny przestrzega przed przyjmowaniem nie zamawianych przesyłek, nie tylko z Reader’s Digest. Listy wrzucane do skrzynki można śmiało przekazywać na makulaturę. Nie stanowią one żadnej wartości prawnej, a na Reader’s Digest spoczywa obowiązek udowodnienia, że przesyłka do nas dotarła i została przez nas odebrana, jeżeli dojdzie do rozprawy sądowej. Wszelkie ich monity, pouczenia, ponaglenia to tylko gra na ludzkim strachu i poczuciu winy. Polarny mówi: - Olejcie to ciepłym moczem. Nie dajcie się zwariować i manipulować sobą dupkom, którzy opierają się na machinacjach socjotechnicznych.


A co jeżeli nieopatrznie pokwitujemy przesyłkę? Zgodnie z polskim prawem, możemy odstąpić od umowy i odesłać paczkę, niestety na własny koszt – to frycowe jakie trzeba zapłacić za swoją glebę, zwaną głupotą, na której zasiał swoje ziarno Reader’s Digest. Tylko trzeba pamiętać, że należy zachować pokwitowanie nadania paczki z opisaną w niej zawartością.


Czemu Reader’s Digest ma się dobrze


Mimo tego, że Reader’s Digest wali w ch..ja na całego, to niestety jest bezkarne. Powód? Po pierwsze, masa ludzi nie przyznaje się do głupoty. No, bo kto by się przyznał? Dźwiedź na pewno nie, a innych też o to nie podejrzewam. Po drugie, sprawy zakładane Reader’s Digest są umarzane, ponieważ prokuratura widzi w nich znikomy stopień społecznej szkodliwości czynu. Ciekawe, że robi to nawet w sprawach w których chodzi o kwoty nawet rzędu 6000 PLN. Po trzecie, mało komu chce się zakładać sprawy cywilne Reader’s Digest, gdy chodzi o kwoty dwustu, czy trzystu złotych. Po czwarte, sprawy zakładane i zgłaszane przez UOKiK stoją w martwym punkcie, albo są umarzane. Cóż na razie nasze prawo jest za cienkie, aby coś zrobić z tymi złodziejami rozumu.


Never ending story …


Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że na chwyty Reader’s Digest łapią się starzy i młodzi, wykształceni i ci trochę inteligentniejsi od pantofelka. Nie ma na to reguły. Dopóki pazerność, głupota, brak asertywności, ciekawość, strach przed wyimaginowanymi karami będą królowały w ludzkich głowach, dopóty Reader’s Digest będzie zbierało żniwo ze swego brudnego ziarna.


Polarny tylko żałuje, że tak mało się mówi i pisze o takich podpsutych rodzynkach jak Reader’s Digest, bo świadomemu człowiekowi łatwiej się przeciwstawić nawet własnej głupocie.

 


WNIOSEK: PAMIETAJ!!! GŁUPOTA SZKODZI TOBIE I OSOBOM W TWOIM OTOCZENIU!!

środa, 17 marca 2010

Manie, mianie, miecie … eee… dobra … posiadanie dzieci jest fajne. Sprawiają kłopoty, czasami ogromne, ale gdy tak się na to spojrzy z boku, to Polarny twierdzi, że bez nich mimo wszystko byłoby jakoś tak pusto i nudno. Nie rozumie tych, którzy dzieci mieć nie chcą, a jeszcze mniej tych, którzy ich nie lubią, ale każdy ma swoje priorytety.

 

MISIE POLARNE


Lubicie czasami pospać w dzień? Polar uwielbia, jak to Dźwiedź. To już tradycja rodzinna. Uwielbia i już. Ale jak był jeszcze Młodym Ojcem, nie bardzo miał możliwości. Zawsze trzeba było coś wymyśleć, bo CD nie dawała chwili spokoju, a i później CM-ka mimo, iż doskonale potrafiła bawić się sama. Jednak, gdy Polarny pojawiał się w zasięgu ręki, to niestety zabawa przenosiła się na… Polarnego. Trzeba było coś wymyślić, a że Polar zawsze był kreatywny i wymyślanie nie sprawiało mu większych trudności, to wymyślił sobie trzy sposoby, na to aby pospać, a jednocześnie pobawić się z córami.


Pierwszy to Zabawa w Królewnę  i Śpiącego Rycerza. Tą zabawę Polarny wymyślił dla CD. Zasady były zajebiście proste. Polarny opowiadał dziecku bajkę o rycerzu zaczarowanym przez złą królową. Królowa rzuciła na rycerza urok, że ten musiał spać i nikt go nie mógł budzić, bo obudzenie powodowało, że rycerz umierał w męczarniach. Rycerz musiał spać rok, aby czar prysł. Dla potrzeb zabawy rok trwał godzinę i CD, jako księżniczka pilnowała zawzięcie Rycerza Polarnego, żeby tego nikt przez rok (godzinę) nie budził.  Zakaz wstępu do pokoju dla wszystkich przez godzinę,a na straży Księżniczka CD. Sposób zajebisty na godzinną drzemkę, z powodzeniem wielokrotnie wykorzystywany.


Drugi sposób to zabawa w doktora. Dobra, dobra, bez skojarzeń mi tu proszę - pedofiloki jedne!!! Tę zabawę wymyślił Polarny na potrzeby CM-ki, która koniecznie chciała zostać lekarzem – najlepiej chirurgiem. Zabawa polegała na tym, że CM-ka wyciągała swój zestaw „mały lekarz” i przeprowadzała na Polarnym operacje. Najlepiej długie i skomplikowane, i najlepiej na ręce lub plecach. Widzieliście kiedykolwiek poważną operację bez narkozy? Polarny nie widział, więc najpierw Polarny musiał poddać się narkozie (półgodzinna drzemka), a później można było rozpocząć operacje, które przy delikatności CM-ki były … usypiające.


Trzeci i ostatni sposób wymyśliła sama CM-ka, która uwielbiała rysować, a  także przepadała za zagadkami. Zabawa polegała na rysowaniu na plecach palcem różnego rodzaju rysunków i zgadywaniu, co to jest. Biorąc pod uwagę, że Mała rysowała z zacięciem i niesamowitą dokładnością, to jeden rysunek spokojnie trwał nawet pół godziny, co pozwalało na szybką drzemkę. Nie raz  z objęć Morfeusza wyrywało Polarnego pytanie:- Co narysowałam?


Pamiętam jak dziś jedną z takich sesji artystycznych i nagłe pytanie wyrywające ze snu:


- I co to jest?


Polarny wiele się nie zastanawiając i nie mając różowego pojęcia co przespał odpowiedział:


- Słoń.


- No, co Ty Misiek!!! – z dezaprobatą w głosie zganiła CM-ka – Widziałeś kiedyś słonia z taką długą szyją?


- No nie widziałem. Myślałem, że to trąba.


- Sam jesteś trąba. No, to co to jest?


- Eeee … - zasępił się Polarny. A może by tak pospać jeszcze? – pomyślał, a głośno powiedział: - Nie wiem, to narysuj jeszcze raz.


CM-ka się zgodziła i w ten sposób Polarny zaliczył kolejne pół godziny na odnowienie projektu. Później nie było tak łatwo, a z czasem i CM-ka wpadła na pomysł, że i Dźwiedź jej coś może narysować na pleckach. No i dupa. Skończyły się drzemki malarskie. Ale co sobie wcześniej pospałem to moje.

 


WNIOSEK: PATRZĄC NA SWOJE DZIECI WIDZIMY JAK SIĘ STARZEJEMY, NAWET JAK PO NAS TEGO NIE WIDAĆ.

niedziela, 14 marca 2010

Za siedmioma góra(la)mi, za siedmioma las(k)ami … z Albatrosa, w kraju, który po kryzysie, jako jedyny wyszedł na plusie i nikt do tej pory nie wie jak, mieszkał sobie Terminator Zenek. Terminator Zenek był kiedyś powszechnie znany, jako Terminator, dziś tylko jako Zenek. W końcu sława zawsze kiedyś przemija i pozostaje zwykła szara rzeczywistość, szczególnie w tym zacnym kraju w którym mieszkał Zenek. Żył z renty, bo na emeryturę był za młody, a od tego podróżowania w czasie, to mu się trochę pod kopułą pogięło, więc dostał III grupę inwalidzką.


Zenek żył z mamą, jak na kawalera przystało. Nie robił nic. Telewizor i piwo były jego najważniejszym zajęciem. W końcu uratował Świat, to mu się coś od życia należało. A, że renta była cieniutka, no to tylko należały mu się piwo i … telewizor. Dostał go z resztą od sąsiada, który właśnie kupił sobie nowego LCD-eka, a starego nie chciało mu się wynosić na śmietnik. Zenek zbierał różne śmiecie.


Zenkowi w końcu znudziła się samotność przy boku gderliwej matki, która cały czas pyszczyła:


- Zenek, może ku..wa w końcu wybrałbyś się do pośredniaka i znalazł jakąś pierd..loną robotę, a nie tylko, żresz, srasz i żłopiesz piwsko!!! Zenek otrząśnij się!!! Kiedyś byłeś kimś!! Uratowałeś Świat!!!


Zenek postanowił znaleźć sobie żonę. Nie była to sprawa łatwa, bo która chciałaby byłego bohatera na marnej rencie? Wybrał się więc Zenek w przeszłość i w przyszłość w poszukiwaniu kandydatki na żonę. Chciał taką Prawdziwą Kobietę. Szukał… szukał … szukał i za ch…ja nie mógł nic znaleźć, za kasę też zresztą nie, bo tą miał marną, jak wszyscy bohaterowie na rencie. Wrócił do domu zmartwiony i przygnębiony, bo tak bardzo chciał mieć za żonę Prawdziwą Kobietę, a tu ani w przeszłości ani w przyszłości nic znaleźć nie mógł. A właściwie mógł, ale kto by chciał rencistę.


Pewnego wieczora do drzwi M 2,5 Zenka ktoś zapukał. Pogoda na dworze była straszna, lało jak z cebra, wiało, jak w Kieleckiem, czasami prószyło mokrym śniegiem, czyli tak jak dziś. Było już mocno późno. Zenek przysypiał nawalony w fotelu, a w tle leciały Zagadki z Jajami. Nawet nie ruszył się do drzwi. Za to matka się ruszyła. W końcu co miała do roboty, i do tego zżerała ją ciekawość, co za debil może w taką pogodę łazić po nocy, a do tego jeszcze klukać do ich drzwi. Zwlokła się więc z wyra, założyła starą dziurawą podomkę i powłócząc nogami, klapiąc rozwalającymi się klapkami pociągnęła ku drzwiom.


Pod drzwiami stała dziewczyna. Ale jak ona wyglądała!!! Woda spływała jej po włosach, kurtka przemoczona, a z byle jakich trampek Diversa wylewała się woda.


- Jestem Prawdziwą Kobietą – zmęczonym głosem wyszeptała dziewczyna.


KOBIETA TERMINATOR


- Zaraz się o tym przekonamy – pomyślała matka, ale nie powiedziała ani słowa. Poszła do sypialni i przygotowała posłanie. Zdjęła całą pościel i na spód łóżka położyła ziarno grochu, następnie położyła dwadzieścia materacy (sam się zastanawiam skąd ona wzięła dwadzieścia materacy – przyp. autora), na to dwadzieścia prześcieradeł, dwadzieścia śpiworów (te też za cholerę nie wiem skąd miała – przyp. autora), bo nie było pod ręką puchowych pierzyn, a to wszystko leżało na łóżku wodnym. I na tym wszystkim miała spać Prawdziwa Kobieta. Zenek nie zajmował się tematem, bo zasnął nawalony przed telewizorem w czasie skrótów Ligi Mistrzów.


Rano Zenkowa Matka zapytała ją, jak spędziła noc.


-O, bardzo źle - powiedziała Prawdziwa Kobieta- całą noc oka nie mogłam zmrużyć! Nie wiadomo, co tam było w łóżku. Musiałam leżeć na czymś twardym, bo mam całe ciało brązowe i niebieskie od sińców. To straszne!


- Yhm – odpowiedziała wymownie matka. Zebrała rzeczy Prawdziwej Kobiety i … wypieprzyła je za drzwi, a ją razem z nimi.


TERMINATOR SEKS POZYCJA OD PRZODUGdy Zenek się obudził opowiedziała mu całą historię. I oboje mieli tę samą pewność, że to nie była Prawdziwa Kobieta, bo co to za Prawdziwa Kobieta, którą przez tyle materacy i śpiworów w dupę uwiera ziarnko grochu. A co by było gdyby trzeba był pracować na pełny etat, gotować w domu, opierać Zenka, bawić jego dzieci, robić zakupy i do tego być jeszcze uwodzicielską, uśmiechniętą i zmysłową i chętną, gdy Zenek z siatką piwa wróci wieczorem z poszukiwania pracy w pośredniaku?


A Zenek Terminator dalej siedział przed telewizorem z pilotem w ręku, ale tym razem zaczął przeglądać na telegazecie ogłoszenia matrymonialne. Gdy już się nimi nasycił, zajrzał do Internetu na portale randkowe, poczytał blogi i okazało, że cały Świat jest pełen samotnych Prawdziwych Kobiet, których nie chce, żaden Zenek. I Zenek był zdziwiony dlaczego tak trudno znaleźć Prawdziwą Kobietę i zastanowił się, otwierając kolejne piwo, po co się jej w ogóle szuka?

 


WNIOSEK: PRAWDZIWA KOBIETA JEST JAK KWIAT PAPROCI - ZAKWITA TYLKO W JEDNĄ NOC ... PIERWSZĄ.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM