niedziela, 30 marca 2008

Wiesz czemu wyginęły mamuty????!!! Słuchały Radiobloxa. Umarły z nudów!!!

.

Taki kawał powinien teraz krążyć po sieci po wysłuchaniu audycji „Blogerzy cz blagierzy”w TOK FM. Tak, piszę to ja Polarny, osoba, która próbowała przyczynić się do powstania tej audycji.

Nie podobało mi się. Tak, jak się spodziewałem, audycja poszła w kierunku specjalistycznych wypowiedzi mało związanych z blogami, a bardziej nowymi trendami w necie. Było to na tyle specjalistyczne, że w drugiej połowie zacząłem wyraźnie ziewać. Chciałem to przerwać dwukrotnie próbując dodzwonić się do radia, no ale nikt nie odebrał telefonu.

Czego ciekawego dowiedziałem się z audycji o blogach? Niczego!!! Nie, skłamałem. Dowiedziałem się, że autorzy (oprócz Anuliny) mają po kilkunastu stałych czytelników. Czy dowiedziałem się czy blogerzy to blagierzy? Nie, bo o tym nie było ani słowa. No, ale od początku.

Już sama zapowiedź audycji jakoś mnie zniechęciła, bo według zapowiedzi radio mieli przejąć blogersi, tak przynajmniej twierdził Pan Jacek Balkan. W pierwszej chwili myślałem, że może blokersi, a audycję o blogach przeniesiono na inny termin. A jednak nie. Hm…zawsze myślałem, że jestem blogerem, ale jednak człowiek całe życie się uczy.

Później dowiedziałem się, że adres mojego bloga brzmi Polarny.blox.pl … hm… może ja czegoś nie wiem i po zmianie czasu zmieniono po cichu także adresy blogów? Po sprawdzeniu okazała się, że mój blog nadal widnieje pod tym samym adresem czyli nicalbonic.blox.pl, (Ols, jak już chciałeś o mnie wspomnieć to chociaż mogłeś nauczyć się adresu, w końcu tak zupełnie nieznany Ci nie jestem).

Z mojej ankiety użyto tylko jednej informacji, że 15% ankietowanych nie wie, co to są blogi, co poniekąd potwierdziła sonda uliczna i zapowiedź audycji przez Jacka Balkana.

Sonda uliczna przeprowadzona przez Mery (adminkę z bloxa) zapowiadała niezły początek. Niestety ta sonda i wypowiedzi Anuliny były jedynymi rodzynkami w tym zakalcowatym cieście radiowym, które mnie przeciętnego bloxowicza zainteresowały. Nie chcę nikomu wytykać, ale nie dziwię się, że pozostali współautorzy audycji mają po kilkadziesiąt wejść na swojego bloga. Byli po prostu nudni. Jeżeli tak piszą swoje blogi, z taką ikrą, jak opowiadali o mało interesujących rzeczach przeciętnemu blogowiczowi to się temu naprawdę nie dziwię.

Miałem nadzieję, że audycja pokaże przede wszystkim, co to są blogi, dlaczego są pisane i jak można bloga rozpropagować? Niestety tylko Anulina szła w tym kierunku i świeciła jasną gwiazdą. Rozmowy o muzyce w sieci, teatrze w Internecie czy Internecie w teatrze chyba nie bardzo miały logiczne powiązanie zarówno z tematem audycji, jak i samymi blogami, a jeżeli miały to tak dalekie, jak szukanie korzeni Dźwiedzia Polarnego wśród rodziny Białych Niedźwiedzi w warszawskim zoo.

Jednym słowem totalna porażka. Szkoda, że nie mogłem wpłynąć bardziej na obraz tej audycji.

MLECZKO INTERNET PYTANIA
Dla przeciwwagi proponuję namiastkę audycji tu u Polarnego. Może Wy wypowiecie się czym są dla Was blogi, te pisane przez Was i te czytane? Może powiecie czy według Was blogerzy są zawsze sobą, czy też tylko blagierami o ekshibicjonistycznych inklinacjach? Rozwińmy tutaj to, czego w audycji kompletnie nie było. A może napiszecie czego się po audycji spodziewaliście? Będzie to wtedy wspaniałym materiałem na ewentualną następną.

WNIOSEK: NIEOBECNI NIE MAJĄ RACJI.

piątek, 28 marca 2008

Nie jestem znawcą sztuki, ani kultury, co wcale nie przeszkadza mi wypowiadać się na ten temat. Ze sztuk najbardziej preferuję sztukę mięsa, a kultury mam tyle, co pcheł w futrze, ale mimo to ostatnimi czasy obserwuję wyraźną pauperyzację kultury w TV. Nagminnie atakują mnie znienacka, jak pingwiny w zoo, mierne produkcje z udziałem gwiazd polskiego show biznesu i nie tylko. Aktorzy różnej maści, sportowcy i inne takie cósie próbują zabawiać gawiedź na lodzie, w tańcu, w cyrku. Żenująca kultura dla mas. Dlaczego żenująca? Dlatego, że Ci aktorzy stają się aktorzynami,  a to całe  towarzystwo szmaci się tym co robi.

 KULTURA
      Niech nikt nie wmawia mi, że robią to dla ludzi, dla sztuki czy kultury przez duże S czy K. Oni to robią dla szmalu. Ktoś powie to normalne, że dla szmalu, przecież z czegoś muszą żyć, show to ich profesja. Odpowiem: - Oczywiście, ale … są pewne granice.

Kiedyś ceniłem Szapołowską za jej kreacje, za wdzięk, za styl. I co widzę? Widzę ją w programie: „Jak oni śpiewają?”. Wdzięk i styl rozmywają się w tandetnym show. Szapołowska sili się na profesorskie teksty i polemikę z jury, które ją totalnie zlewa. Podobnie zlewają ją widzowie. Próbuje być oryginalna, a staje się żenująca w tym co robi. Z pięknej aktorki, którą była w moich oczach stała się nagle podstarzałą pretensjonalną matroną, która nie radzi sobie z tym z czym spróbowała się zmierzyć. Do tej pory świeciła blaskiem starego złota, teraz jest tylko tombakiem.

Co mamy dla przeciwwagi dla Pani Szapołowskiej? Oczywiście debilnego w zachowaniu metoroseksualnego Koterskiego. Szapołowska chociaż próbuje śpiewać, Koterski nawet nie próbuje. Jego show polega na paleniu głupa, łapaniu za dupę Ibisza (dobrze, że chociaż nie próbuje walić z nim w ślinę, tak jak to próbował zrobić z Dowborem), darciu mordy, zapominaniu tekstu. Polarny również pali głupa, ale mimo iż nie jestem showmanem to jego palenie głupa rozgrywane jest na zupełnie różnym poziomie niż Koterskiego i na pewno Polarnego nie jest tym niższym.

Koterski do tego plami imię wszelkich Miśków. On ma tyle wspólnego z Miśkiem, co Dźwiedź z Niedźwiedziem. No jak takie coś można nazywać Misiek?

Wiecie co mnie jeszcze dziwi? Dziwi mnie zachwyt nad Koterskim, próbującej grać primadonnę pop kultury Górniakowej. Nigdy nie miałem dobrej opinii o tej gwiazdeczce, ale po okazaniu swego uwielbienia dla Koterskiego zrównałem ją poziomem do tego, którego tak uwielbia. Są siebie warci. Może w duecie zaśpiewaliby hymn Polski na Euro 2012? Było by to niesamowite przeżycie artystyczne.

Gdy do tego dołożymy Konrada, który woli grać dla ING niż w dobrym filmie, Pazurę, który będzie szczał w dziesiątkę, bo nikt nie chce go zatrudnić w siódmej części Psów, rodzinę Lubaszenków, którzy  silą się na intelektualne kopanie piłki, rodzinę Szturów wyciskających kwas z cytryny i mojej miny dla Raiffeisena, to mam obraz współczesnego polskiego aktorstwa. Jeżeli jeszcze wspomnimy o M jak Miłość, To tylko Miłość, Pierwsza Miłość i Ch…j wie, jaka jeszcze Miłość to należy tylko siąść i płakać na kulturą w moim telewizorze, co niniejszym czynię: chlip chlip.

.  

WNIOSEK: GDY SŁOŃCE KULTURY CHYLI SIĘ KU ZACHODOWI, TO NAWET KARŁY RZUCAJĄ DŁUGIE CIENIE. (K. Kraus)

środa, 26 marca 2008

Kiedyś chciałem zostać showmanem. Ot takie marzenie. Często w towarzystwie grałem pierwsze skrzypce. Czasami było to męczące, bo zawsze spodziewano się po mnie jakiś dowcipów, prowadzenia zabawy, nadawania tonu imprezie, a przecież człowiek nie zawsze ma na to ochotę. Byłem takim Wodziryjem. Nie mylić z Wodzirejem. Wodziryj to taki człowiek, co najpierw umoczy dobrze ryja w alkoholu, a później za ryj wodzi innych. Często też wodzi na pokuszenie.

Pierwsza myśl, aby zostać showmanem przyszła mi po pewnym weselu kiedy to Polarny musiał przejąć pałeczkę od prawdziwego wodzireja, bo ten nie wytrzymał presji stanowiska i zwalił się między bigos a sałatkę jarzynową. Nieudaną próbą zastąpienia go podjął również świadek pary młodej, ale niestety jego wytrzymałość na opary absurdu pomieszanego z pięćdziesięcioprocentowym Polonezem okazała się mierna.

Była druga w nocy, a towarzystwo okołoweselne zaczęło się nudzić i popadać w marazm poalkoholowy. Polarny nie mógł pozwolić, aby tak dobrze rozpoczęty wieczór zakończył się totalną zwałą, objawiającą się najczęściej nieśmiertelnym zejściem pod stolik.

Przegląd sytuacji nie był ciekawy.

Ojciec panny młodej przysypiał kołysząc się na krześle i co jakiś czas waląc łbem o ścianę za plecami, wykrzykiwał pobudzony tym faktem: - No to polejcie. Zdrowie Młodej Pary!!! Świadek resztką sił bronił się przed miską śledzi, która widocznie miała nieziemską siłę przyciągania. Część gości obchodziła dożynki polewając sobie ilości, które przeraziłby nawet wielbłąda po dwutygodniowym marszu przez pustynię. No, ale w końcu Polak nie wielbłąd wypić musi. Pewnie niektóre kobiety piły, bo bały się utyć, a nie od dziś wiadomo, że wódka niweluje uczucie strachu. Ot normalne wesel o drugiej w nocy.

Zadanie rozruszania towarzystwa było niezłym wyzwaniem, ale że Polarny łatwych nie lubi to stanął na wysokości zadania i przy wydatnej pomocy orkiestry zaprawionej w bojach bawił ludzi do 5 rano.

Wtedy właśnie zrodziła się myśl, aby trochę poszołować. Pierwsze szoł to studenckie radio prowadzone w piątki po liście przebojów Niedźwiedzkiego. Zadanie raczej trudne, bo dać czadu po takim mistrzu jak Niedźwiedź jest raczej niemożliwe. No, ale Polarny rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, a na cuda trzeba poczekać pięć minut. Audycję prowadziłem półtora roku. Wtedy też się dowiedziałem, że mój głos całkiem całkiem pasuje do radia, a moja głupota może stać się atutem. Pewnie Was zaciekawi jaki był temat audycji? Były to wieczory z „Twoim Weekendem” dość popularnym świerszczykiem w latach dziewięćdziesiątych. Polarny nabijał się z artykułów w nim zawartych, parafrazując i przerabiając je w swoim stylu, okraszając to wszystko muzyką dance, techno, a także nieśmiertelnymi klasykami muzyki elektronicznej takimi jak J.J. Jarre czy M. Oldfield. Audycja cieszyła się dużym powodzeniem, a niektóre teksty Polarnego stały się kultowymi wśród słuchaczy radia.

Później były próby z dyskotekami, a nawet kabaretem. Niestety, ale szara rzeczywistość zmusiła Polarnego do zajęcia się na poważnie pracą. Później ta praca nie pozwalała Polarnemu być jajcarzem na szerszą skalę. Na pewnych stanowiskach po prostu nie wypada. Dopiero wejście w blogosferę pozwoliło Polarnemu znowu pokazać kawałek siebie od tej ciemniejszej strony.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ nie raz blogerzy zastanawiają się nad tym czy prowadzący blogi są prawdziwi i pokazują swoje prawdziwe oblicze. Nawiązuje do tego audycja, która pod znamiennym tytułem „BLOGERZY CZY BLAGIERZY?” będzie nadawana w RADIO TOK FM w dniu 30 marca o godz. 18, przy czynnym współudziale blogerów (Polarny też trochę maczał w tym swoje futrzaste łapki).

.

FREDY RADIO TOK FM
.

Polarny na blogu jest sobą i można zobaczyć jego różne mordy, a jest ich wiele.

Szczegóły tworzenia audycji możecie poznać na blogu RADIOBLOX.

Zapraszam do słuchania audycji i czynnego udziału w dyskusji telefonicznej. To już w niedzielę. (UPDATE) Radio dostępne w internecie TUTAJ

.

WNIOSEK: CZŁOWIEK MA WIELE TWARZY, NAWET JAK SIĘ DO TEGO NIE PRZYZNAJE. NIEKTÓRYCH NAWET SAM NIE ZNA.

poniedziałek, 24 marca 2008

  Postanowiłem dopisać Ankes do wczorajszego wpisu.

Ja pierdziu!!! Jak ja nie znoszę życzeń.!!!! Po prostu nie lubię i już. Nie lubię ich składać, ani przyjmować. Nie lubię życzeń słownych, które często ludzie wypowiadają z musu, nieszczerze. Ich życzenia często podyktowane są dyplomacją, poprawnością stosunków międzyludzkich, zależnością służbową, grzecznością i nienaruszaniem układów rodzinnych.

Nie lubię również życzeń pisemnych składanych na kartkach pocztowych, które są jedynie stałym bełkotem na ten sam temat. Te wszystkie życzenia są dla mnie po prostu lipne. Nie mają swego serca ani duszy, nie mówiąc już o treści, która nie przyjmuje nawet formy rozgotowanego budyniu.

Kiedyś kartki świąteczne miały swój urok. Autorzy życzeń starali się, aby nie były one sztampą, a często kartki były wykonywane własnoręcznie. Dziś nastąpiła pełna komercjalizacja, zarówno we wzorach kartek, jak i w formie życzeń: „Z okazji Świąt … ble, ble, ble, życzymy Wam wszystkiego naj…ble ble ble ble”. Normalnie jakby mi ktoś podawał miód ze szpinakiem – porzygać się można.

Osobiście nie wysyłam już kartek od kilku lat. Po pierwsze nie chce mi się, po drugie moje życzenia zawsze były inne i nie wszyscy je potrafili odpowiednio zrozumieć, a niektórzy nawet prawie się poobrażali. Szczególnie Ci, którzy oczekiwali świątecznego bełkotu i mego uduchowienia.

Teraz jest era życzeń esemesowych. Lenistwo, pójście na łatwiznę, poręczność, brak czasu na szukanie kartek, wypisywanie ich i wysyłanie powoduje, że esemes stał się podstawowym sposobem przekazywania życzeń.

OK., niech sobie będzie skoro świat idzie na przód, to dlaczego sfera składania życzeń nie ma pójść razem z nim? No, ale niech za tym idzie również jakość, a nie ilość. Standardem dziś jest napisanie życzeń w stylu „ble ble ble”, a następnie wysyłanie ich grupowo do ludzi z listy w książce telefonicznej, coś na zasadzie meilowego „wyślij wszystkim”.

Gdzie tu jest miejsce na uczucie, na więź emocjonalną, na pomyślenie o osobie do której wysyła się życzenia? Jest to mechaniczna, standardowa czynność nie mająca w sobie nic z piękna dawnych kartek, ani też z uczuć jakie powinny towarzyszyć takim życzeniom. To już więcej ciepła mają życzenia na blogach czy w meilach, oraz kra Polarnego i jego zimna dupa.

Wysyłanie to jedno, a odbieranie to drugie. Jak mam wierzyć, życzeniom, które gdzieś tam spływają po raz dziesiąty tej samej treści, powielane przez setki tysięcy Wysyłaczy? Jeszcze pół biedy, gdy przyjmują taką formę:

.

 telefon komórka sms

Niech Ci jajka święcą święci;

Niech kochanka lody kręci;

Niech twa Palma zawsze stoi,

Niech się zły los Ciebie boi;

Niech Ci zdrowia nie ubywa;

Niech libido rośnie krzywa;

Niech pieniędzy będzie w bród;

bo to Wielkanocny Cud. 

lub taką:

.

.

Obyś w łóżku był tak mocny

jak Zajączek Wielkanocny

Żeby była też owocna

Twoja Palma Wielkanocna

Abyś spuszczał się z fajfusa

 tak obwicie jak w dyngusa. 

 

bo wtedy Polarny to chociaż mordę uśmiechnie. Ale gdy, szósty raz otrzymuję, jak to Chrystus zmartwychwstał i jak to radujmy się na święta, albo dziewiąty: mokrego dyngusa i smacznego jajka … ble, ble, ble…, to od razu, śniadanie wielkanocne chce ulecieć ptakiem i nie jest to bynajmniej świąteczna kura.

Mam awersję do świątecznych esemesów: pustych, głupich, standardowych, nieprzemyślanych, bezsensownych, bezdusznych. Jestem ciekaw ile Wy dostaliście takich kwiatków od swoich kochających, pamiętających, myślących bliskich i znajomych?

 

WNIOSEK: LICHE ŻYCZENIA PRZYOZDABIANE SĄ W NAJWZNIOŚLEJSZE SŁOWA.

 
niedziela, 23 marca 2008

Polarny rozwiązał dziś w samo południe odwieczny filozoficzny problem:

  

CO BYŁO WCZEŚNIEJ JAJKO CZY KURA?

  

Odpowiedź brzmi: Oczywiście, że pierwsze było jajko … na śniadanie, a kura na obiad. 

 

 ŚWIĄTECZNE JAJKA CHUCKA NORRISA
  

 

WNIOSEK: MĄDRY NIE BYŁBY TAKI GŁUPI, GDYBY NIE POZJADAŁ WSZYSTKICH ROZUMÓW.

 

sobota, 22 marca 2008

        Chrześcijanie właśnie obchodzą Wielki Tydzień, który zakończy się obchodami Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pańskiego. Polarny jako ateista lub może agnostyk mający w sobie coś z domorosłego egzegety stwierdził, że dziś jest doskonały czas, aby przedstawić inną wersję zdarzeń związanych z ukrzyżowaniem Jezusa.

 TAJEMNICA 13 TRZYNASTEGO APOSTOŁA

       Nie jest to mój własny obraz, ani wizja są to pewne przemyślenia Michela Benoit autora książki „Tajemnica 13 Apostoła”.

Zacznijmy od tego, że domysły historyczne i interpretacja pewnych faktów pozwala domniemywać, że apostołów – uczniów Chrystusa było 13, a nie jak powszechnie twierdzi kościół 12. Trzynasty apostoł został wykreślony z kart historii kościoła ponieważ to on przyczynił się w sposób pośredni do śmierci Mesjasza i nie chciał się zgodzić z działaniami Św. Piotra i innych apostołów po śmierci Jezusa. To Trzynasty Apostoł, a nie Judasz był główny motorem pojmania Jezusa.

Kim był Trzynasty Apostoł? Według Benoit’a był umiłowanym uczniem Jezusa, o czym niejednokrotnie wspomina się w Ewangeliach. Jednak zawsze był bezimienny. Kościół uważa, że był nim Św. Jan - syn Zebedeusza autor IV Ewangelii – Ewangelii według Św. Jana. Jednak czy rybak – analfabeta bez szkół, jak opisuje go biblia, mógł spisać poetycką greką zdarzenia, których miał rzekomo być świadkiem? Z perspektywy wiedzy historycznej i myślenia naszych czasów jest to niemożliwe. Więc kto napisał IV Ewangelię?

Benoit przypisuje to właśnie Trzynastemu Apostołowi. Człowiekowi uczonemu, bogatemu, mającemu koneksje w ówczesnej Jerozolimie, dobremu znajomemu Kajfasza.

A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana, podczas gdy Piotr zatrzymał się przed bramą zewnętrzną. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka (Biblia Tysiąclecia, J 18, 15-16) . 

. 

Tak proszę Państwa, Ci, którzy czytali uważnie biblię odnajdą w niej właśnie wzmianki o takim apostole, który niejednokrotnie pojawia się we wspomnieniach ewangelistów. To w jego domu schowali się uczniowie po śmierci Jezusa, to w jego domu odbyła się ostatnia wieczerza, to on został na niej przygarnięty do piersi Chrystusa. Był to mieszkaniec Jerozolimy doskonale znający jej  ulice, zaułki o czym świadczą opisy biblijne. A przecież Św. Jan jedynie bywał w Jerozolimie i na pewno, jako biedny rybak nie posiadał w niej ani domu, ani też nie był dobrym znajomym najwyższego autorytetu izraelskiego, jakim był z pewnością Kajfasz. Więc czy to był Św. Jan – rybak? Odpowiedź sama się nasuwa: na pewno nie.

To Trzynasty Apostoł był świadkiem ukrzyżowania i załatwił udostępnienie rodzinnego grobu Józefa z Arytmeii, aby można było w nim pochować zwłoki Jezusa. To tylko dzięki Trzynastemu Apostołowi Jezus, mało znany wówczas rabbi z prowincji mógł spotkać się z wpływowymi osobistościami Jerozolimy takimi jak Nikodem (członek rady państwa) Łazarz (znany bogacz), Kajfasz (arcykapłan) czy wspomniany wyżej Józef z Arytmeii.

Zapytacie pewnie dlaczego tak światły człowiek, uczeń Jezusa, jego umiłowany uczeń uwielbiający swego Nauczyciela miał się przyczynić do jego śmierci? Odpowiedź jest dość prosta: z miłości do swego Nauczyciela i aby go chronić. Dziwne prawda? Aby to zrozumieć trzeba się cofnąć w tamte czasy.

W Palestynie miały miejsce rozruchy i wszystko wskazywało na fakt, że wkrótce może tam nastąpić bunt, który obejmie również Jerozolimę, w której właśnie przebywał Chrystus. Bunt ten miał podłoże religijne, oczekiwano na przyjście Mesjasza i chcicano obalić rządy w Jerozolimie.

Trzynasty Apostoł obawiając się o życie swego Nauczyciela podjął decyzję, że bezpieczniejsze będzie dla Jezusa wcześniejsze aresztowanie, które wykluczy go z kręgu podejrzanych biorących udział w spisku przeciwko ówczesnym władzom Jerozolimy. Szczególnie przemawiał za tym fakt, że w buncie mieli wziąć udział niektórzy apostołowie, a ich fanatyczne działania mogły skierować całą złość władz właśnie przeciwko Jezusowi, jako ich przywódcy.

Do realizacji swojego planu Trzynasty Apostoł skaptował również Judasza, któremu pokazał jak zacny będzie jego czyn – uratuje swego Pana przed niechybną śmiercią. To Trzynasty Apostoł zorganizował wejście Judasza do pałacu Kajfasza, bo któż inny mógłby załatwić spotkanie z najwyższym dostojnikiem Jerozolimy mało znanemu Judaszowi?

Plan się powiódł tylko częściowo. Nikt z protagonistów nie przewidział, że Jezus zostanie wydany rzymianom bez sądu. Jak potoczyły się dalej zdarzenie wiedzą wszyscy, nawet Ci nie wierzący.

Judasz, który działa w dobrej wierze, aby uratować swojego ukochanego Nauczyciela staje się zdrajcą. Jemu przypisuje się całą winę. Jednak prawda wychodzi z czasem na jaw, bo Trzynasty Apostoł przeciwstawia się walce o wpływy jaką zaczynają prowadzić między sobą pozostali przy życiu apostołowie, a w szczególności Św. Piotr. Dzięki swoim działaniom Trzynasty Apostoł znika z kart historii kościoła, a jego Ewangelia zachowuje się tylko dzięki jego wyznawcom, których echo dobija się między innymi w powstaniu Koranu.

A co z Judaszem? Czy się powiesił widząc do czego doprowadził mimo swoich dobrych intencji, czy też został zamordowany przez rozprucie, jak pisał w Dziejach Apostolskich Św. Łukasz? Czy morderców wynajął Trzynasty Apostoł, aby prawda o ukrzyżowaniu Chrystusa nie wyszła na jaw, a może Św. Piotr, który był w tę sprawę zamieszany? Te pytania są ciekawe, ale odpowiedzi na nie pozostają tylko w sferze domniemywań.

Czy to, co opisałem jest fikcją literacką? W pewnym sensie tak, ale bardziej tezą opartą na wielu materiałach historycznych, a także na samej biblii – podstawowym źródle, na którym opiera się religia chrześcijańska.

Tych, którzy chcą szerzej poznać ten temat zapraszam do przeczytania „Tajemnicy 13 Apostoła” Michela’a Benoit.

Wszystkim życzę miłej lektury, a przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji świąt.

...

                                                         Amen. 

.        

WNIOSEK: PRAWDA NIE MA ŻADNYCH BOGÓW NAD SOBĄ (Nietzsche)

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM