sobota, 31 grudnia 2011

THE END

10:53, harry122
Link
piątek, 23 grudnia 2011

Nie sztuką jest połamać się opłatkiem w wigilijny wieczór,
Sztuką jest zrobić to z czystym sercem i bez zawiści.
Nie sztuką jest złożyć życzenia przyjacielowi,
Sztuką jest widzieć człowieka także we wrogach.
Nie sztuką jest przywdziać uśmiech na twarzy na jeden dzień,
Sztuką jest uśmiechać się przez cały rok.
Nie sztuką być dobrym przez jeden wieczór i nakarmić zbłąkanego wędrowca,
Sztuką jest mieć otwarte serce przez całe życie.


 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

 

 

 

 

I żeby nie było zbyt wyegzaltowanie dodam jeszcze, że z każdym dniem powiększa się grono osób, które mogą pocałować mnie w dupę.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT

wtorek, 20 grudnia 2011

Zastanawiałem się czy można napisać ciekawą notkę o wątróbce i postanowiłem spróbować. Nie ręczę za efekt końcowy, bo ostatnio w ogóle wyszedłem z wprawy. Oczywiście chodzi i smażoną wątróbkę, której koneserem stałem się przez zupełny przypadek.


choroby odzwierzęceDawno, dawno temu w czasach, gdy Misie Polarne na chleb mówiły beb, a na księdza - Zorro, żył sobie Polar, któremu na widok flaków wywracały się flaki, a na widok i smak wątróbki wątroba odmawiała posłuszeństwa, a flaki wywracały się w dwójnasób. Niestety były to również czasy, gdy w przedszkolu Polarnego postawiono na zdrowe żywienie i stwierdzono, że szpinak i wątróbka są najlepszymi produktami dla rozwijającego się organizmu przedszkolaka.


Polarny nie był odosobniony w swoim stosunku do obu tych produktów i zachowywał się w stosunku do nich jak Pan Przewodniczący PiS do PO, czyli zawsze i stanowczo przy jakimkolwiek spotkaniu mówił NIE. Niestety moje NIE było traktowane, jak NIE Pana Kaczyńskiego, czyli przedszkolni dysydenci w reprezentacji Pani Kwiryny mieli je po prostu w dupie i próbowali wyperswadować mi niechęć do wątróbki i szpinaku. Wyobraźcie sobie, że chcecie moherowej babci wyperswadować miłość do Ojca Dyrektora. Sami wiecie jaki efekt można osiągnąć - można zostać jedynie oplutym, i z tego narzędzia walki z uciśnieniem jednostki korzystałem najczęściej. Jednak z czasem wklepanie paskiem w dupę, po którymś tam zbrukaniu białej szaty Pani Kwiryny przyniosło efekt, że musiałem przyjąć inną taktykę walki z wrogami ludu przedszkolnego - wątróbką i szpinakiem. O ile szpinak dobrze komponował się z trawą w przedszkolnym ogródku, dał się wklepać pod dywan lub ubić i wymieszać z piaskiem w pobliskim ogromnym Filodendronie, o tyle z wątróbką był już problem. Wątróbka ze względu na swój rozmiar oraz konsystencję nie dawała już się tak łatwo ukryć, ale i na to znajdywały się sposoby. Jednym z podstawowych było chowanie wątróbki w worku na kapcie, oczywiście nie swoim, ale to po paru próbach, udanych zresztą, zostało odkryte i trzeba było wymyśleć nowe miejsce składowania. Tylko raz udało się ukryć rzeczony przedmiot niechęci w kieszeni pozostawionego fartucha Pani Kwiryny. Pomysłem tego eksperymentu był Robercik, dla stałych czytelników to ten od ADHD. Niestety następna akcja skończyła się porażką. Później wątróbka została po prostu wynoszona na różne sposoby i podkarmiane nią były łabędzie pływające za płotem w pobliskiej rzece. Wtedy po raz pierwszy widziałem mięsożerne łabędzie. Przedszkole nie złamało mojego charakteru i nadal nie jadłem wątróbki.


Po czasach przedszkolnych nadszedł okres, gdy nikt z domowników nie zmuszał mnie do jedzenia produktu, który wywoływał u mnie dreszcze, tak jak dziś wywołuje we mnie dreszcze głos Jarosława Kaczyńskiego. Poza tym była dostępność innych produktów mięsnych, więc wątróbka nie była już problemem. Niestety po tym okresie nastąpił czas posuchy gospodarczej. Szynkę można było oglądać głównie na obrazku, a kosztować ją w niedzielę i święta. Wątróbka znowu stała się produktem nie tyle pożytecznym co bardziej dostępnym niż jakiekolwiek mięso. Ale i ten okres nie złamał mojego postanowienia, że wątróbka jest be, a szynka jest cacy, czyli coś w rodzaju hasła dentystycznego: oral - b, a anal - cacy.


Dopiero w pełnym wieku rozrodczym i intelektualnym, tak przynajmniej wynika z polskiego prawa, gdy zacząłem pracować przeprosiłem się z Panią Wątróbką. A miało to miejsce w czasach wciąż niestabilnych, gdzie do wyboru na zagrychę była jedynie, albo wątróbką z cebulką, albo meduza lub śledź. W związku z tym, że bardziej do wątróbki nie znosiłem wówczas śledzia i meduzy, to aby nie chlać o suchym ryju przymusiłem się do wątróbki. I to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem czy to była wina tego, że przy chlaniu byłem już głodny jak Obelix po wycieczce do Kleopatry, czy też może trafiłem na mistrza kuchni wątrobowej, faktem jest, że tak usmażonej wątróbki na chrupko z wyśmienitą cebulką nie jadłem nigdy. Ot tego dnia wątróbka zagościła na stałe w moim menu, a moje zboczenie w jej kierunku obróciło się o 180 stopni doprowadzając do tego, że jadłem ją przez długie lata na drugie śniadania co najmniej dwa razy w tygodniu zamiennie z garmażeryjną sałatką jarzynową.


Dziś wątróbka jest dla mnie wspaniałym produktem kulinarnym a w szczególności wątróbka drobiowa. Poniżej przedstawiam przepis na najnowszy wątrobiany eksperyment kulinarny, który zakończył się pełnym sukcesem. Zapraszam więc, na wątróbkę drobiową z kaparami, papryką i oliwkami:


WĄTRÓBKA SMAŻONA Z KAPARAMI, PAPRYKĄ i OLIWKAMI


PRODUKTY: 30 dkg wątróbki drobiowej, 4 duże cebule, 1 duża czerwona papryka, 1/3 małego słoiczka kaparów, 20 zielonych oliwek lub w zależności od gustu - czarnych, mąka, majeranek, olej do smażenia, sól i pieprz do smaku.


PRZYGOTOWANIE:   krwistą wątróbkę obtaczamy w mące i wrzucamy na rozgrzany olej, smażymy, aż skorupka wątróbki stanie się chrupka. Wątróbkę wyciągamy z oleju, a na olej wrzucamy drobno pokrajaną w kostkę paprykę i ją podsmażamy. Gdy papryka będzie lekko podsmażona wrzucamy na to kapary i pokrojone w plasterki oliwki, całość podsmażamy mieszając do zarumienienia, a następnie dodajemy do tego cienko pokrajaną w półtalarki cebulę i dodajemy odrobinę tartego w dłoniach majeranku (około łyżeczki od herbaty). Całość smażymy, aż do zarumienia cebulki, w międzyczasie soląc i pieprząc do smaku cebulę. Do tak podsmażonej cebuli wrzucamy wątróbkę i podgrzewamy ją. Podajemy na talerzu wraz pieczywem i solą do solenia wątróbki (wątróbki nie soli się przed smażeniem). Smacznego.


WNIOSEK: NIE TYLKO KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

środa, 07 grudnia 2011

Rzygam już newsami o kryzysie w kraju i na świecie, o upadku strefy euro, o niezadowolonych Grekach, o podbramkowej sytuacji Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków… i o kryzysie, który puka w uchylone drzwi Polaków. Gdzie jest ten kryzys???


Tak, jak w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku mieliśmy propagandę sukcesu, tak teraz najwyraźniej mamy do czynienia z propagandą kryzysu, na której tak, jak i przy sukcesie, ktoś zarabia niezłą kasę.


kryzys

Ogólnie twierdzi się, że mamy kryzys. Mamy w Europie, Stanach, w Polsce, tylko, że ja mam wrażenie, że to nie kryzys, tylko, że co niektórym w dupie się poprzewracało. Paliwo drożeje. Czarna rozpacz, tylko dlaczego rozpaczamy? To jasne, bo teraz prawie każdy ma samochód, wielu ma nawet dwa i w tym momencie może lekko wkurwiać ciągle rosnąca cena paliw. Kiedyś maluch był rarytasem, a Polonez limuzyną szczytu marzeń, Fiat Mirafiori ekskluzywnym gadżetem. Dziś samochody mają nawet nastolatki. Fakt, to kryzys. Kiedyś, w dość zamierzchłych dla niektórych czasach były 4 rodzaje chleba i dwa rodzaje bułek - wrocławskie półdupki i gwieździste kajzerki. Dziś trzydzieści rodzajów pieczywa wskazuje najwyraźniej na to, że kryzys u nas się pogłębia. Kiedyś ocet na półkach, pralka Polar rarytasem wystanym w miesięcznej kolejce, a dziś pralka w każdym (dla ścisłości w prawie każdym) domu wskazuje najwyraźniej, że mamy światowy kryzys. Telefony u dzieci, nawet bezdomni mają komórki, laptopy jako codzienność, telewizory LCD i LED nawet u najbiedniejszych. Jak widać kryzys całą gębą, żeby nie rzec, że nawet całym ryjem.


Wkurwia mnie już to jęczenie kryzysowe. Ktoś rzuci tezę, że coraz większa liczba Polaków ze względu na pogłębiający się kryzys żyje poniżej socjalnego minimum. A ja bezczelnie zapytam: I co z tego? Kiedyś tak nie było? Było!!! Tylko propaganda sukcesu nie pozwalała ani o tym mówić, ani tego badać. Poza tym, jeżeli zdecydowana większość miała do wyboru ocet i solone masło oraz czekoladę lub flaszkę, to wtedy wszyscy mieli równo, a kryzys dotykał "prawie równo" wszystkich. Zawsze byli równi i równiejsi, tu się nic nie zmieniło.


Dziś mamy w sklepach co tylko chcemy, do wszystkiego mamy dostęp. Ale co chwila słyszy się polskich malkontentów, że czegoś mają mniej, lub czegoś nie mogą kupić. Pijacy i bezdomni, jak byli w kryzysie tak byli, narkomani również, a jak się mają Ci "socjalni"? Socjalni chodzą w firmówkach adidasa, żarełko dostają z mops-u, trochę użebrają od tych, co mniej przeżywają kryzys i żyje im się całkiem nieźle. Po co pracować, jak da się żyć całkiem nieźle bez pracy, z państwowego.


Gdy prześledzi się średnią krajową, minimalną i inne pierdoły, to widać, że ciągle zarabiamy więcej i ciągle są większe możliwości. Niestety jesteśmy zbyt leniwi żeby się przebranżawiać, zbyt dumni, aby z magistrem stanąć za ladą lub wziąć się za łopatę, zbyt leniwi, aby dojeżdżać do pracy po 70 km. Staliśmy się społeczeństwem roszczeniowym, które zawsze i wszędzie mówi DAJ MI.


A kryzys? Jaki kryzys??? Gdzie on jest? Kogo on dotyka? To, że nagle nie stać mnie na 50 calowy LED, a tylko na 19 calowy LCD, to znaczy, że mam kryzys? Jeżeli jestem bogaty i mam przeskok z 2 letniego BMW, na 8 letniego Golfa to stwierdzę, że jest kryzys, bo jest mi nagle gorzej. Ale czy tak naprawdę jest nam gorzej? Czy tak naprawdę czujemy, że jest gorzej niż było? Osobiście jak na razie to ja tylko czuję, że jest lepiej. Bez względu na wszystko i obiektywnie, jest po prostu lepiej. A to, że nie wszystkich i na wszystko stać jest rzeczą chyba normalną. Zachciewajki mają wszyscy, lecz nie wszyscy mają szanse je spełnić. Niektórzy spełniają je za wszelką cenę, a właściwie za cenę kredytu, a później mają pretensje, że nie dają rady, że bankrutują itp. To normalna kolej rzeczy. Zawsze byli Ci, którzy zwyciężają i Ci, którzy zostają w polu pokonani, więc przestańmy pieprzyć o kryzysie póki mamy co do michy włożyć, a zacznijmy się skupiać na tym, jak rozwijać siebie i kraj nie rozglądając się na innych i przyczyn wszystkich swoich niepowodzeń nie doszukując się w działaniach innych. Rzekomo każdy jest kowalem swego losu. Jeżeli ktoś jest pizdowatym kowalem, to nawet najlepsze żelazo, młot i miech nie pomogą wykuć czegoś wysokiej jakości.

 


WNIOSEK: NAJGŁOŚNIEJ O KRYZYSIE KRZYCZĄ CI, KTÓRZY CHCĄ NA NIM ZAROBIĆ, ORAZ CI, KTÓRZY NAJWIĘCEJ MOGĄ NA NIM STRACIĆ.



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM