poniedziałek, 31 grudnia 2007

PORĄBANY DO IMENTU 

 

 

Powiedziano mi dzisiaj, że mnie porąbało, skoro spędzam Sylwka przy kompie, ale ktoś powiedział kiedyś, że fajne chwile należy spędzać z tymi których się lubi :)))
Pozdrawiam wszystkich blogomaniaków, którzy przy kompie spędzają Sylwestra. Ciekawe ile nas jest takich porąbańców do imentu. No to pijemy.  :)

WNIOSEK: TAM DOM TWÓJ, GDZIE SERCE TWOJE.

niedziela, 30 grudnia 2007
  

Mr. Polarny: - Dzień Dobry Wieczór, Niech będzie pochwalony, Niech żyje partia, bo nie wiadomo kiedy to puszczą i kto to będzie czytał.

Stary Rok: - Helou, helou, a ja taki nie uczesany jestem.

 SZCZĘŚLIWY NOWY ROKU HAPPY NEW YEAR
MP: - Nic nie szkodzi, to pisany wywiad będzie. Słyszałem, że jutro kończy Wam się kontrakt i odchodzicie.

SR: - A kto Wam takich głupot nagadał Panie, że tak powiem Szanowny …Redaktorze?

MP: - Hm… nie no, nikt. Tak zagadałem, bo to taka coroczna tradycja, że Stary odchodzi, Nowy przychodzi.

SR: - No właśnie. Tradycja, rytualizm. Rutyna Panie, że tak powiem Kochany … Redaktorze. Rutyna. Co roku lecą z nami w kulki na Times Square, i co z tego, że kryształowe. Żaden z nas nie może zagrzać miejsca na stanowisku. I tak już od kilku tysięcy lat.

MP: - No tak. To przykre, że nie pozwalają Panu na dłuższą kadencję.

SR: - Nawet związków zawodowych nie możemy założyć, bo w 525 roku, cześć moich kolegów, za sprawą Jana I otrzymała numery minusowe i jest traktowana jak emeryci drugiej kategorii. Tacy z drugiego portfela czyli z przed naszej ery.

MP: - Wtedy ustalono nowy kalendarz, w którym lata nowożytne zaczęto liczyć od narodzi Chrystusa, ale My też mamy emerytów z drugiego portfela, więc to nic nowego.

SR: -  Taaa… tylko, że walnięto się o sześć lat, bo licząc obecnym kalendarzem Chrystus urodził się w 7 r. p.n.e.  i sześciu kolegów automatycznie trafiło na niższe emerytury. Poza tym dlaczego mamy równać do gorszego?

MP: - No wie Szanowny Rok, błędy zawsze się zdarzają. A dlaczego nie chce Pan odejść?

SR: - A co źle mi tu? Poza tym ja twardy jestem. Na chrzcie mi Rock dali na imię, to twardy muszę być a nie miętki, prawda?

MP: - No niby tak. Zmieńmy jednak temat. Co uważa Pan za swój największy sukces minionych 364 dni w Polsce?

SR: - Hm… niewątpliwym sukcesem jest wyeliminowanie z rządzenia w show biznesie tercetu Ich Troje?

MP: - Sukces kulturalny?

SR: - Nie, nie!! Polityczny! W końcu jak pokazuje rzeczywistość polityka to niezły show biznes. Pozbycie się tercetu KLG, było gwoździem ogólnopolskiego programu „Jak oni wkurwiają”, którego posumowaniem był głosowanie widzów programu 21 października 2007.

MP: - Skoro mówimy o sukcesie, to może największa polska porażka?

SR: - No niestety, ale porażek było wiele. Jednak za największą uważam działalność ministra Ziobro, ale nie mówmy o porażkach, ponieważ mój PR na tym ucierpi, a przecież chcę kandydować na następną kadencję.

MP: - Jeżeli mamy nie wspominać porażek, to może największa nadzieja mijającego roku?

SR: - Niewątpliwie największą nadzieją jest desygnowanie do prowadzenia show biznesu jako główno dowodzącego Kaczora Donalda. Jeżeli jego polityka będzie równie skuteczna jak działalność jego wuja Sknerusa McKwacza, to przed Polską stoi świetlana przyszłość, o ile Bracia K. nie będą utrudniać Donaldowi, tak jak McKwaczowi Bracia B.

MP: - Tak, też widzę w tym pewną nadzieję, chociaż widzę pewną przeszkodę w postaci innej kaczki pozostawionej u władzy, ale mam nadzieję, że będzie to jedynie kaczka dziennikarska. Co według Starego Rocka jest największym zaskoczeniem mijającego roku w Polsce?

SR: - No jak to co? Oczywiście, że wybranie Polski do organizacji Euro 2012. Takiego joka nie spodziewał się nikt. Mieliśmy najmniejsze szanse na wybranie, a teraz mamy najmniejsze szanse na realizację tego projektu. No, ale cóż mimo iż z założenia zawodowego jestem ateistą to muszę przyznać, że jednak cuda się zdarzają.

MP: - To może jeszcze jakaś ciekawostka związana z Pana działalnością?

SR: - Proszę bardzo. Niewielu czytelników tego bloga wie, że rok 2007 był ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Polarnym. Międzynarodowy Komitet Badań Arktyki nawiązał w ten sposób do 75. rocznicy II Międzynarodowego Roku Polarnego, który miał miejsce w latach 1932/33 i 50. rocznicy Międzynarodowego Roku Geofizycznego mającego swoje miejsce w latach 1957/58. Tak więc Mr. Polarny, nawet Pan nie wiedział, że cały 2007 rok był Pana rokiem.

MP: - Fakt, muszę przyznać, że to dla mnie duże zaskoczenie. Gdybym o tym wiedział wyszedłbym z inicjatywą w tej sprawie na szersze forum. No to na zakończenie tego krótkiego wywiadu czego Pan życzy swoim wyborcom w nadchodzącym Nowym Roku.

SR: - Zacznijmy od tego, że nie wiadomo czy Nowy nadejdzie. Są pewne szanse, abym został wybrany na następną kadencję. Jednak, gdyby tak się nie stało i tradycja wzięłaby górę nad zdrowym rozsądkiem to życzę Wszystkim, aby nadchodzący rok był lepszy niż poprzedni. Życzę Wszystkim mniejszej głupoty politycznej i społecznej, więcej wiary w siebie i w innych ludzi. Życzę wszystkim, aby Bracia K. podzielili losy Braci B., aby Andrzej L. wrócił do swoich bizonów i nigdy nie wychodził już z zagrody. Życzę Wszystkim, aby Ojciec R. został ojcem i porzucił obecny moherowy biznes, a Roman G. pozostał bezrobotnym prawnikiem. Po prostu życzę Wszystkim jak najlepiej.

MP: - A coś do czytelników bloga?

SR: - Im życzę tego samego, a poza tym życzę im spełnienia najskrytszych marzeń, tych dużych i tych małych. Życzę, aby każdy następny dzień napawał ich radością i dumą z tego, że są Polakami. Życzę im zdrowia, bo bez niego świat jest do dupy. Życzę więcej dystansu do otaczającej rzeczywistości i do samych siebie.

MP: - W takim razie przyłączam się do tych życzeń. Niech się nam Wszystkim darzy, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen. 

WNIOSEK: WSZYSTKO CO DOBRE KIEDYŚ SIĘ MUSI SKOŃCZYĆ  I … USTĄPIĆ MIEJSCA LEPSZEMU. (Czego Wszystkim życzę z całego Dźwiedziego serca)

sobota, 29 grudnia 2007
  

Na wstępie dam broń do ręki obrońcom Zakopanego: Nigdy nie byłem w Zakopanem. To miejsce oraz Góry Świętokrzyskie, to jedyne miejsca w polskich górach, w których nie byłem. Następny atut przeciwko mnie, to fakt, że nie lubię gór, ani latem, ani zimą i kompletnie nie rozumiem zachwytu tych, którzy na ich widok się rozpływają. Za młodego przełaziłem (oprócz wskazanych) całe góry i nic, kompletnie nic mnie w nich nie pociąga.

na wyciągu 
Samo Zakopane jest dla mnie ostoją snobizmu, a zarazem miejscem wykreowanym przez modę. Znam je jedynie ze zdjęć i opowiadań innych, ale tyle mi wystarczy. Jawi mi się jako podhalańska dziura, z której dzięki snobistycznemu podejściu nuworyszy, oraz dzięki dobremu marketingowi stworzono Wielką Atrakcję Turystyczną.

Obecnie dziesiątki tysięcy Polaków spędza swoje urlopy w Zakopanem. Część wyjechała tam na święta i zostanie na nowy rok, a część właśnie się tam wybiera. Zastanawiam się po co? Po cholerę ludzie tam jadą? Ludzi pełno jak pcheł na zdechłym kocie. Stoki pełne, jak w kolejce za dowodami. W pensjonatach tłok jakby miejsca były rozdawane za darmo. I te ceny wzięte z góralskiego kapelusza. Czy w takim tłoku się wypoczywa?

Osobiście twierdzę, że wśród bardzo wielu ludzi tam jadących odzywa się taki małomiasteczkowy snobizm. „Jadę do Zakopca” słyszę tu i ówdzie i widzę na twarzach oznajmujących, nieme oczekiwanie aprobaty i zazdrości. A ja pierdole Zakopane i te nieprzebrane tłumy pseudo turystów. Z mojej strony aprobaty ani zazdrości nie będzie.

W wielu wyjeżdżających w to miejsce czuje się nobilitowanymi do miana bogaczy, bo skoro stać ich na narty w Zakopanem, to znaczy, że kieszenie pełne. Prawda jest jednak taka, że wielu jedzie tam za pieniądze z kredytu, a ich kwatera znajduje się dziesięć kilometrów od Zakopanego. No, ale jaki jest szał, po długiej, męczącej wędrówce walnąć sobie parę fotek na Krupówkach. Poza tym większość kwater, to wystrój wczesny Gierek późny Gomółka, a ceny jak za Sheratona. W czym tkwi ten fenomen chęci zarzynania się w tłumie obcych ludzi. Kompletnie nie rozumiem takiego podejścia.

Według mnie to ten dziwny małomiasteczkowy snobizm ciągnie ludzi w miejsce, gdzie bywają wielcy, bo przecież tam w Zakopanem można się o nich otrzeć. Tam można się otrzeć o wielki świat, siedzieć obok możnych i tych trzymających władzę. Można poczuć się krezusem mając zaledwie 10 zł w kieszeni, które i tak nie starczy nawet na grzane piwo.

Co ma Zakopane czego nie mają inne górskie miejscowości (nie licząc kolejki na Kasprowy)? Czego brakuje Szklarskiej Porębie, Żywcowi, Dusznikom Zdrój i wielu, wielu innym. Według mnie niczego, a jednak to Zakopane staje się zimową mekką turystyczną, letnią zresztą też.

A mnie tam nic kompletnie nie zachwyca, takich miejsc jak zakopane są dziesiątki, dlatego postanowiłem sobie już kiedyś, że nigdy tam nie pojadę. Bo i po co? A może w ogóle bym tam nie dojechał, bo gdy słyszę ciągle o wielkich korkach na Zakopiance, o co chwila zdarzających się tam wypadkach i kolizjach, to tym bardziej mi się odechciewa uczestnictwa w tym ogólnopolskim spędzie goroli w Snoblandzie.

  

WNIOSEK: SNOBIZM TO NIE SPOSÓB NA ŻYCIE, TO CHOROBA SPOŁECZNA.

 
piątek, 28 grudnia 2007
 

Nie dalej jak w poprzedniej notce rozpocząłem, że kto się ch… urodził, kanarkiem nie umrze i, że Polarny to rzekomo śpiewać nie umie (mimo iż ciągle próbuje). I to jest szczera prawda. Kanarkiem to Polarny nie zostanie.

DOWÓD OSOBISTY POLARNEGO 

 

 

 

 

 

 

TAKIE COŚ MAJĄ WYDAĆ POLARNEMU 

Polarny wybierał się od kilku miesięcy po wymianę dowodu osobistego. W sumie wybierał się jak Polarny do Australii. Bo po chu … steczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi, Polarnemu dowód i do tego jeszcze osobisty. Osobistą to on może mieć kochankę, ale dowód? Dowód potrzebny mu jest tak samo, jak spotkanie na gorącym interiorze z kangurami. A poza tym prawda jest taka, że z lenistwa mi się nie chciało. No więc miałem możliwości, ale obiektywnie rzecz biorąc nie chciało mi się.

Dzisiaj, a właściwie wczoraj zrobiłem sobie zdjęcia i wybrałem się do urzędu na kontrolę miejsca stania. Hm… sodomia i gomoria to przy tym, co się dzieje w urzędzie to Mały Pikuś. Po oględzinach miejsca zdarzenia Polarny opracował parę wariantów dostania się do okienka w krwiożerczym tłumie petentów, a oto one:

  1. NA LEKARZA: pożyczam biały kitel i torbę lekarską od znajomego lekarza, wbiegam do urzędu i pędzę do pokoju w którym przyjmują wnioski dowodowe, co chwilę po drodze pytając, gdzie jest ta osoba, która miała zawał. Trzeba liczyć, że nie znajdzie się żaden pomocny lekarz na sali.
  2. NA KARKA: strzygę się na łyso, ubieram się na czarno i w skórę plus ciemne okulary czyli prawie jak codziennie, zakładam tombakowy łańcuch z choinki na golf i pcham się na beszczela bez kolejki. Na ewentualne zaczepki odpowiadam: „spierdalaj” lub „chcesz w ryj”? Trzeba uważać, by nie spotkać innego karka;
  3. NA DRESIARZA: wariant pochodny od „Na karka”, ubieram dres adidasa, reszta elementów taka sama;
  4. NA BOMBĘ: dzwonię z budki telefonicznej, że w urzędzie podłożono bombę, następnie kręcę się blisko akcji i po przejrzeniu budynku przez saperów staram się wleźć jako pierwszy;
  5. NA IDIOTĘ: udaję idiotę, co przychodzi mi bez trudu i wpycham się bez kolejki cały czas do przodu. Trzeba liczyć na to, że nikt się nie pozna, że nie jestem idiotą lub nikt nie zadzwoni na 999.
  6. NA KOLEGĘ: szukam kogoś znajomego w kolejce i od razu podchodzę do niego mówiąc: „dzięki, że zająłeś mi kolejkę”. Mankamentem wariantu jest znalezienie znajomego.
  7. NA NIEZNAJOMEGO KOLEGĘ: potrzebna jest flaszka wódki. Podchodzę, do gościa stojącego najbliżej drzwi pokoju przyjęcia wniosków i wyciągając z torby flaszkę wręczam mu ją ze słowami: „Cześć przysyła mnie Kaśka, no wiesz ta z ministerstwa, mówiła, że zajmiesz mi kolejkę, a tu jest ta flaszka co żeście się umawiali”. Gości na pewno weźmie flaszkę i będzie mu głupio odmówić i powiedzieć, że to nie o niego chodzi. W końcu każdemu żal darmowej flaszki.
  8. NA KOMITET KOLEJKOWY: przedzieram się przez tłum z zapisanym plikiem kartek w ręce, staję pod drzwiami biura i wymachując kartkami pytam się kto jest z komitetu kolejkowego Polarnego, bo według listy teraz jest moja kolej i wchodzę do biura. Trzeba liczyć na zaskoczenie stojących.
  9. W STYCZNIU: najprostsza metoda. Trzeba przyjść w styczniu, jak nie będzie kolejek. Dowód i tak jest ważny do końca marca.

 No to dziś wybieram się do urzędu, a wieczorem zdam wam relację jak było. Jeżeli nie będzie relacji to znaczy, że Polarny zaginął w czasie akcji na posterunku. Trzymajcie za mnie kciuki. A może ktoś ma inne pomysły, gdyby mi się nie udało? Zostanie mi jeszcze jedna próba 31 grudnia. Życzcie mi powodzenia.  

WNIOSEK: LENISTWO JEST ŁAGODNĄ FORMĄ GŁUPOTY.  

 
wtorek, 25 grudnia 2007
 

Stare powiedzenie mówi: kto się ch… urodził kanarkiem nie umrze. W sumie nie wiadomo do której kategorii można zaliczyć Polarnego, chociaż niektórzy twierdzą, że śpiewać to on nie umie. Świąteczna atmosfera wciąż trwa, co widać na osiedlu Polarnego nawet gołym okiem.

 MIKOŁAJ TEŻ DOSTAJE PREZENTY

Pasterka musiała się udać na co wskazuje trasa Kościół – Bloki Polarnego. Tym razem wyrwano z fundamentów tylko trzy betonowe kosze na śmieci, połamano jedną ławkę i jedną huśtawkę na placu zabaw i pofrunęło kilka pawi na głównym osiedlowym deptaku oraz jeden na murach kościoła (to pewnie z przejedzenia). Poza tym trochę puszek po piwie, butelek po tymże trunku, parę flaszek po Żubrówce, Gorzkiej Żołądkowej i po Absolwencie (jedna niedopita stała nawet na schodach kościoła – a może to woda do niej nakapała?).  Widać, że atmosfera musiała być podniosła, świąteczna, a kazanie na Pasterce musiało wzbudzić w ludziach odpowiednie świąteczne emocje.

A i zapomniałbym, na mojej klatce powybijano szyby w drzwiach wejściowych. W sumie może to i nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że są to szyby zbrojone grubości około 5 mm i aby je wytłuc trzeba być naprawdę pod mocnym wpływem świątecznej atmosfery. Konserwatorzy (w tym ci od powierzchni płaskich) będą po świętach mieli sporo rzeczy do reanimacji. To tyle z gorących spostrzeżeń z Wigilii i Dnia Bożego Narodzenia.

Na koniec chciałbym dodać, że nie mieszkam w tzw. Trójkącie Bermudzkim, ani w blokach dla elementu społecznie niebezpiecznego, ot takie normalne osiedle w moim mieście.

Aha… znajoma, która miała dyżur w izbie przyjęć naszego szpitala, pochwaliła się, że te święta są wyjątkowo spokojne, bo były tylko dwie ofiary pchnięć nożem, trzy ofiary pobicia i tylko jedną osobę przywieziono z zapaścią z powodu … przejedzenia. Tak poza tym było całkiem spokojnie.

Polarny jak na razie nie musiał zażywać Silimarolu (Ranigast to już standard), ani Nospy i jak na razie nie wybiera się na płukanie żołądka, mimo iż jego bęben przybrał rozmiary afrykańskiego tam -tamu. Dziś z rozkoszą katowałem żołądek schabem nadziewanym śliwkami, sałatką z buraków, ziemniaków, cebuli i kiszonej kapusty, a także sałatką z tuńczyka i oczywiście zjadłem kolejny kilogram pierogów z kapustą i grzybami. Jakby ktoś chciał wiedzieć, to Dźwiedzie żywią się przede wszystkim pierogami z kapustą i grzybami, z małymi przerwami na gołąbki. Jestem ciekaw czy po świętach będę wymagał reanimacji żołądka?? A jak tam u Was święta?  

WNIOSEK: EUFORIA ŚWIĄT POTRAFI WYZWOLIĆ W CZŁOWIEKU NIEZNANE POKŁADY DUCHOWOŚCI.

poniedziałek, 24 grudnia 2007

 

ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT

WNIOSEK: OBY NIE TYLKO WIGILIA WYZWALAŁA W NAS POKŁADY SERDECZNOŚCI.

 

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM