piątek, 25 listopada 2011

PEDAŁ- Niech sobie w dupę kaktusa wepchnie pedał jebany!!! - usłyszałem całkiem niedawno komentarz, wydawałoby się kulturalnej i światłej osoby, na temat homofobii, jaka szerzy się ostatnio w Polsce. Analizując tę wypowiedź zastanawiam się nad tym czy pedał, to zawsze musi być jebany? A może znalazłoby się paru np. głaskanych. Poza tym zastanowiłem się dlaczego kaktus? Czyżby jakieś własne doświadczenia z kaktusami, a może jakieś własne projekcje?? W sumie nieważne. Może to po prostu jakieś skojarzenie z kwiatem i tyle, coś na zasadzie: "Dziewczynki nie bije się nawet kwiatkiem … a konia ręką" , czy jakoś tak. Do słowa pedał nie czepiam się, bo to dla mnie, ani obraźliwe, ani nie niesmaczne, ot jeszcze jeden synonim geja czy homoseksualisty. Może i o zabarwieniu emocjonalnie negatywnym, szczególnie tak to odbierają Ci, których to określenie dotyczy, ale mi to językowo nie przeszkadza, chyba, że jakiemuś pedałowi, czy żeby było bardziej politycznie poprawnie … homoseksualiście. Jednak, nie o poprawności słowa pedał dziś chciałem, ale o tym, co kogo kręci, czyli o obnoszeniu się z preferencjami wszelakimi.


Osobiście nie przepadam za lodami, a kręcone lody włoskie w ogóle mi jakoś nie leżą od czasu, jak stare dobre lody zastąpiono "sztuczną inteligencją", która aż kapie chemią z tego produktu spożywczo podobnego. Powiedzmy sobie szczerze NIE LUBIĘ LODÓW, ale czy z tego powodu obrzucam wszystkie lodziarnie koktajlami Mołotowa, pluje w twarz paniom ekspedientkom z zawzięciem kręcącym lody, podstawiam nogę ubrany w kominiarkę gówniarzom biegającym po nadmorskim deptaku i liżącym te lody??? Nie!!! Dlaczego?!!! Bo jestem tolerancyjny???!! Nie!!! BO JESTEM NORMALNY!!!!


ZAKAZ KRĘCENIA LODÓWIdąc tokiem rozumowania pewnych środowisk, które chciałyby wepchnąć każdemu pedałowi kaktusa do dupy (swoją drogą ciekawe co i gdzie chcieliby wepchnąć lesbijkom, to mogłoby być całkiem interesujące studium przypadku), powinienem założyć ruch antylodziarzy i zarejestrować "zakaz kręcenia lodów", z którym mógłbym się obnosić tu i ówdzie, aby wyrazić swoją niechęć do robienia lodów.


ZAKAZ ROBIENIA LODÓWA co jak zostanę źle zrozumiany? No bo ja jestem za zakazem kręcenia lodów włoskich. A co jak mój zakaz urazi tych, co lubią robić lody i lubią lody mieć robione inne niż włoskie?? No, bo w końcu zawsze przecież jest jakiś producent i jakiś odbiorca. No chyba, że jest się nietoperzem z Bali, wtedy jest się samowystarczalnym.  No to powinienem się rejestrować ze swoim znakiem zakazu czy nie?


Zastanówmy się nad sposobem manifestacji swoich preferencji, a może wcześniej nad swoimi preferencjami. Ciekawe ilu tych od kaktusów preferuje seks analny, a ilu lubi lody… również te włoskie? Gdybyśmy przeliczyli to statystycznie, przy założeniu szczerych odpowiedzi, to myślę, że kilka procent analistów by się znalazło i na pewno kilkadziesiąt procent lodziarzy. A skoro byliby lodziarze i analiści, to należy zadać sobie pytanie do czego ma nawoływać znak "Zakaz pedałowania"?Ja tam bym stwierdził, że seks analny ma dziś wychodne.

 

ZAKAZ PEDAŁOWANIAIdąc za światłą i przewodnią myślą tych, którzy owy znak uznają za jedynie słuszny, to powinienem jednak swój znak "Zakaz kręcenia lodów" również zarejestrować i upublicznić, a do tego powinienem jeszcze dołożyć "Zakaz analizowania", bo gdy się tak to wszystko analizuje, zarówno to co tu napisałem, jak i to, co chciałem przekazać, oraz to, co reprezentują sobą członki nieugięte, aby nie powiedzieć sztywne w swoich poglądach, jest jedną WIELKĄ GŁUPOTĄ. I martwi mnie fakt, że tak wielu małych i głupich zagląda ze zgrozą do cudzych łóżek, samemu we własnych mając niejednokrotnie syf, tandetę, patologię i obstrukcjonizm.


Ci którzy podpierają się fredrowskim cytatem "Wolnoć Tomku w swoim Domku", niech pamiętają, że srając komuś na głowę i w życiorys, muszą się liczyć z tym, że i ktoś w końcu i im nasra do kapelusza. Zajmijcie się do ch…ja własnym życiem, a nie wpierdalajcie się w cudze. Z pozdrowieniami … czuj czuj, czuwaj!!!

 


WNIOSEK: NAJGŁOŚNIEJ SWOJE RACJE WYRAŻA GŁUPIEC. DLACZEGO NAJGŁOŚNIEJ? BO NIKT NIE CHCE GO SŁUCHAĆ.



wtorek, 22 listopada 2011

Ostatnio siedziałem w robocie i przysłuchiwałem się rozmowie swoich kolegów. Z zawzięciem marzyli o furach, które były zdecydowanie w zasięgu ich wyobraźni i zdecydowanie poza zasięgiem ich portfela. Młodzi faceci, między 25 a 40 rokiem życia, z takim przejęciem dyskutowali o walorach "aut z marzeń", jakby omawiali walory najpiękniejszych kobiet. Co ciekawe w rozmowach o kobietach nie zachwycali się tak lakierem na ich paznokciach, jak odcieniem lakieru na masce Ferrari. Oczywiści Ferrari nie było szczytem marzeń. Koledzy zdecydowanie zmierzali w kierunku Porsche i Lamborghini Embolado czy Gallardo Zastanawiali się czy będzie ich stać na jakiś przechodzony kilkunastoletni model, który można nabyć w cenie około … 100 … tysięcy. Szczerze? Wolałbym wydać tę stówkę, na mniej wyszukany, ale nowy model samochodu. Ale, że koledzy i tak nie mają na zbyciu nawet tych stu marnych tysiączków, to mogą marzyć dowoli i to bez ograniczeń cenowych, czy rocznikowych. Marzenia szły tak daleko, że nawet zastanawiali się, jak takie cacka o prześwicie, w niektórych przypadkach,  zaledwie kilku centymetrów zachowywałyby się na polskich drogach. Ja zastanawiałem się bardziej: Jak taki Embolado przejechałby w osiedlowej uliczce, przez takiego "śpiocha" i czy przypadkiem w takiej furce nie trzeba byłoby spać. W naszych warunkach na pewno. Zachwyt moich kolegów wzbudzały silniki, linia nadwozia, kształt i chyba… tak naprawdę właśnie ta niedostępność.

PREZENT DLA NIEGO LAMBORGHINI EMBOLADO

Mówi się, że faceci rekompensują sobie samochodami niedostatki w sferze kontaktów z kobietami. Nie wiem czy to prawda, ponieważ nigdy nie marzyłem o samochodach i nigdy nie miałem niedostatków w sferze kontaktów… i żebym nie był posądzany o seksizm, itp., to dodam, że sferze każdych kontaktów. Ot kontaktowa jednostka ze mnie. A może ja mentalnie nie jestem facetem?


Patrząc na swoich kolegów i ich towarzyszki, nie mówię tu o Fabi, Daci -albo Ci nie da, czy inszej furze "na alusach i w skórze", ale towarzyszkach współżycia … interpersonalnego, bo zdarza nam się spotkać, chociażby przypadkiem w niesłużbowych warunkach, wydaje mi się, że nie muszą oni sobie niczego rekompensować, więc myślę, że teza o "krótkim członku i szybkim, długim czerwonym samochodzie" jest mocno przereklamowana. Przez kogo? Mógłbym tu wymienić parę osób, ale nie chciałbym być posądzany o reklamę, bo za reklamę to ja biorę kasę.


Skąd więc zainteresowanie facetów tymi cycuszkami cacuszkami? Stawiam hipotezę, że jest to, nie licząc oczywiście stereotypów, czyste pożądanie rzeczy poza zasięgiem. Tak, jak kobiety potrafią godzinami zachwycać się kieckami za 100 tysięcy dolców, lub też marzyć o pierścionku, co tam pierścionku … o całej kolii wysadzanej wielkimi diamentami, tak faceci marzą sobie o "diamenciku" z trzystukonnym silniczkiem. Niestety, ja nie mam takiego marzenia i stwierdzam, że albo na takie marzenia jestem za głupi, albo jestem zbyt realistycznie nastawiony do życia i marzę tylko o rzeczach, które mam szansę, chociażby niewielką realnie osiągnąć, albo po prostu nie jestem facetem.


Jeżeli ktoś chciałby mnie zapytać, czy nie chciałbym posiadać takiego jak na powyższym zdjęciu Lamborghini, to odpowiem: - Oczywiście, że chciałbym. Ale tylko po to, aby je sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na spełnienie bardziej przyziemnych marzeń. A tak a propos poprzedniej notki, to za taki prezent na pewno bym się nie pogniewał.

 


 

WNIOSEK: MARZENIA TO DROGOWSKAZ PRZYSZŁOŚCI, WARTO JEDNAK NA ROZSTAJU DRÓG ZASTANOWIĆ SIĘ KTÓREMU DAĆ WIARĘ.



niedziela, 13 listopada 2011

PREZENT DLA NIEGONierozwiązywalny problem: Co kupić facetowi na prezent? To pytanie spędza sen z powiek milionom kobiet, którym przydarzyło się w życiu nieszczęście posiadać swojego faceta na własność. Powtarzający się wiecznie dylemat, że może to, a może tamto. Efekt jest najczęściej ten sam, facet z uśmiechem na twarzy odpowiada na prawie sakramentalne pytanie: - I jak? Podoba Ci się kochanie?? - przeciągłym: - Taaaaaaaaaaaaa!!! - lub też z dobrze zagranym entuzjazmem: - Oooooooooooooczywiście!!! - w myślach mówiąc zazwyczaj: - O ja pierdole!!! Już nic bardziej durnego wymyśleć nie mogła!!!!


I tym o to sposobem my mężczyźni stajemy się kolekcjonerami nieużywanych: krawatów, koszul, perfum, pasków, skarpetek, swetrów, pulowerów, szalików, czapek, rękawiczek; nieprzeczytanych książek; nienoszonych breloczków; gadżetów;  pierdół i pierdółek;  które mają mieć NIBY zadanie bycia nie tylko UŻYTKOWYMI, ale również mają posiadać zabarwienie SENTYMENTALNE.


Dla mężczyzny nie ma nic gorszego jak dostać niechciany, nieodpowiedni, nieudany prezent, który dawany jest z wodospadem uczuć, i który trzeba przyjąć z uśmiechem wspinając się na wyżyny intelektualno - aktorskie, aby zapewnić obdarowującą o swoim szczęściu i dozgonnej wdzięczności. Bleeeee!!!!


Dlatego faceci tak bardzo nie lubią niespodzianek. Niespodzianka, to z reguły nieprzemyślane przekonanie partnerki, że dana rzecz jest nam albo niezbędna, albo przynajmniej potrzebna, w najgorszym wypadku jest dla nas miła (rzecz, nie partnerka). I tu jest clou porażki. Większości kobiet TYLKO SIĘ WYDAJE, że znają potrzeby mężczyzny, mimo, iż towarzyszy temu przekonanie, że są w tej sferze nieomylne. Niestety, ale to MY - FACECI zainfekowaliśmy kobiece umysły wirusem nieomylności bojąc się im powiedzieć prosto w oczy, że znowu obdarowały nas niechcianym szajsem. Ot po prostu mięczaki jesteśmy i tyle, i kroi nam się serce, gdy mamy powiedzieć, że w szafie jest już dwadzieścia krawatów, a zdążyliśmy założyć dopiero trzy, przez ostatnie trzy lata i ten 21-wszy, nie koniecznie musi być szczęśliwym "oczkiem". KOBIETY!!! DAJCIE SOBIE NA LUZ Z TYMI NIESPODZIANKAMI. Lepiej zapytajcie co chcemy dostać, tak będzie prościej i lepiej dla NAS i dla WAS.


No, ale niestety, nie każdy mężczyzna wie co chciałby dostać. Varium et mutabile semper femina - mawiał rzekomo Wergiliusz, ale chyba wypowiadając te słowa, nigdy nie zagłębił się tak naprawdę w naturę mężczyzny, bo nie ma na świecie istoty bardziej marudnej, wybrednej, niezadowolonej, i często niezdecydowanej do ostatniej chwili niż facet. Facet niby wie czego chce, ale zawsze szuka czegoś lepszego, przez co nigdy do końca nie jest zadowolony z tego co ma, więc jak tu takiemu kupić prezent? Kobieta COŚ dostaje i jest szczęśliwa. Facet coś dostaje, jest szczęśliwy, ale … no właśnie, zawsze jest jakieś ale, którego głośno nie wypowie:… ale to mogłoby być zielone, a nie czerwone;… ale to mogło być mniejsze; … ale po co wydawać na to tyle pieniędzy; … ale takie tanie, pewnie szybko się zepsuje; … ale… ale.


I co zrobić z takimi, którzy nie wiedzą czego chcą? Recepta jest prosta. Po pierwsze prezent, który ma zadowolić mężczyznę musi być związany z jego zainteresowaniami. Musicie poświęcić sporo czasu i przeprowadzić odpowiedni wywiad, jeżeli nie chcecie zapytać wprost: - Co Ci kupić na gwiazdkę? Tylko pamiętajcie o jednym, aby sprawdzić, czy facet już nie ma tego czegoś, co chcecie mu kupić, a gdy już coś wybieracie na czym się kompletnie nie znacie, to zapytajcie o wybór eksperta przekazując mu maximum informacji, aby on mógł coś wam wybrać. Jeżeli i ta metoda zawiedzie z jakiś powodów to …


Przy wyborze prezentu dla swojego faceta kierujcie się następującymi zasadami. Po pierwsze facet musi mieć możliwość pochwalenia się swoim prezentem innym facetom. Jeżeli nie ma takiej możliwości, a swoją radość będzie musiał trawić w samotności, to nie będzie w 100% szczęśliwym. Po drugie o tym prezencie musi mieć możliwość sobie pogadać z innymi. To mężczyznę nobilituje, a jednocześnie pozwala się pochwalić, jak bardzo ma inteligentną partnerkę, która go omawianym prezentem obdarowała. Po trzecie prezent mam być rynkową nowością, która pozwoli zarówno się pochwalić, jak i o nim pogadać. Jeżeli nie jest nowością, to niech przynajmniej ma do tej pory niespotykaną funkcjonalność, którą można zainteresować innych. Po czwarte prezent nie może być tani. Jeżeli, któryś z facetów wmawia Wam kochane kobiety, że jest przeszczęśliwy, że dostał np. pudełeczko własnej roboty na zdjęcia, to znaczy, że stara się być miły, albo jest pieprznięty.


Jeżeli będziecie stosować się do powyższych porad to gwarantuję, że każdy prezent, jaki zafundujecie swojemu facetowi zostanie przyjęty z nieudawaną radością, a słowa, które wówczas usłyszycie nie będą kurtuazyjnym podziękowaniem, ale najszczęśliwszą i najprawdziwszą prawdę.


I na koniec. Naprawdę nie myślcie, że wiecie co mężczyźnie jest potrzebne do życia, bo prawda jest taka, że tak jak faceci nie rozumieją kobiet, tak kobiety nie rozumieją facetów. Amen.

 


WNIOSEK: ŚWIAT KOBIET I MĘŻCZYZN, MIMO IŻ JEST TAKI SAM, JEST ZUPEŁNIE INNY.



piątek, 11 listopada 2011

NOWY SYMBOL NA KOSZULKACH REPREZENTACJI POLSKII co z tym orzełkiem? Problem, jak z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, albo z tym na sali sejmowej. Zajmujemy się jak zawsze pierdołami, a rzeczy ważne leżą i gniją.

 

Problem narodowy - orzełek na koszulce piłkarskiej. I kogo to? Mnie to gila, i nawet nie powiem gdzie. Nagle wielcy patrioci polscy zaczynają krzyczeć o profanacji, jaką NIBY jest zamiana emblematu z orłem na emblemat orłopodobny, ot takie skrzyżowanie orła z piłką. Czyżby Polska reprezentacja nagle miałaby zacząć grać jeszcze gorzej (o ile to jeszcze możliwe) po zamianie emblematu na piersi? Zresztą pytanie na której piersi, bo gdy się poogląda materiały zdjęciowe i filmowe TV, to naszym operatorom, a może montażystom coś się pierdoli, bo raz nowe logo jest na lewej, a raz na prawej piersi.

 

Nie pytam czy Polacy (czyt. reprezentacja) są wstanie grać gorzej, bo pewnie się da, My przecież wszystko potrafimy.  Pytam się, kto nagle stał się takim narodowcem i patriotą, że nagle orzeł staje się tak bliski jego sercu? Jakoś Polacy (znaczy się MY), nie garną się do lekcji historii, czy patriotyzmu, a nasi przedstawiciele sejmowi nie garną się do tego, aby "Polska była Polską". Dziś w Warszawie pokazano, jak wygląda rozumienie patriotyzmu i niepodległości. Ci, co napierdalali kamieniami, petardami i robili burdy z pewnością kochają orzełka na koszulce reprezentacji Polski. Pytanie: Czy rozumieją czym on jest?

 

W dupie mam orzełka na koszulce, bardziej mnie martwi to co się dzieje w moim kraju. Orzełek ma mi w czymś pomóc? Szczególnie ten na koszulce? Olał tę koszulkę, można będzie przynajmniej zrobić miss mokrego podkoszulka. Zajmijmy się innymi problemami, które wciąż czekają na rozwiązanie. Może zamiast wydzierać ryja o kawałek szmaty na plecach szmaciarzy, jak to niektórzy kolokwialnie, chociaż niekoniecznie bez racji stwierdzają, warto byłoby zając się np. polską służbą zdrowia i wykopać np. taką Kopacz z kolejnego stołka, żeby jej się dupa do niego za bardzo nie przyssała.

 

Znowu mamy problem narodowy, który tak naprawdę większość z nas gówno obchodzi, ale przecież warto narobić trochę szumu, aby na chwilę oderwać nas od rzeczywistości. Jak na razie to codziennie widać, jak wiele nas dzieli, a coraz trudniej znaleźć to, co jednoczy. A może znowu potrzebna jest jakaś wojna, abyśmy zrozumieli czym jest jedność, patriotyzm, niepodległość?

 

WNIOSEK: POLSKĘ MA SIĘ "W PIERSI", A NIE … NA PIERSI.



środa, 09 listopada 2011

Polityka przypominająca trochę szambo, w którym co rusz na wierzch wypływa nowe gówno, a smród zawsze pozostaje ten sam, jest w swojej istocie nudna, gdy wącha się wciąż ten sam odór. Jednak tym razem znajdując trochę czasu i ochoty do skreślenia tych paru słów, chciałbym odnieść się do tego, co dużo ludzi widzi wokół siebie, a często przemilcza z lenistwa, i czym jest już zmęczona.


Tytułowe pytanie: "Co się zmienia w polityce?", jest na miejscu w kontekście wczorajszych wyborów na Marszałka Sejmu. Wybrano kobietę. Dobrze, to czy źle? Jeżeli chodzi o płeć, to nie ma to kompletnie żadnego znaczenia, oprócz pewnej poprawności politycznej. Pytanie, czy kobieta - TA KOBIETA, poradzi sobie na TYM stanowisku, gdzie trzeba być katalizatorem różnych nastrojów, orędownikiem równowagi, strażnikiem poprawności, nie tylko politycznej, ale również kulturowej? Nie sądzę. Myślę, że jest to wybór czysto polityczny i już wkrótce okaże się, że Pani Kopacz nie będzie potrafiła chwycić za pysk tych, którzy ten pysk mają niewyparzony, a Ci którzy mają "twarz" zamiast pyska i tak nie będą mieli szansy jej otworzyć.

EWA KOPACZ MARSZAŁEK SEJMU

"Co się zmienia w polityce?". Po wyborach do Sejmu można by było twierdzić, że wiele, bo takie były i nadzieje i prognozy. Czy jednak tak się stało? Poniekąd tak. Rozpada się SLD, PiS też wjechało na mieliznę, a szybki nurt polityki zaczyna podmywać ich fundamenty. Jednak czy to coś zmieniło? Moim skromnym zdaniem nic. Ci krzykacze, dla których nic się nie liczy poza "Smoleńskiem" nadal są tylko krzykaczami, a nie merytorycznymi partnerami do budowania gospodarki i siły politycznej Polski. Ci, którzy byli marginesem politycznym nadal nim pozostają, a hasła przez nich "krzyczane" głosem o sile ratlerka dalej są tymi samymi, niesłyszalnymi poszczekiwaniami.


Czy porażka SLD i PiS, sukces Palikota, marazm PO nauczyła kogoś czegoś? Jak widać nikogo i niczego. Wczorajsza PIERWSZA DEBATA SEJMOWA pokazała, jak płytka jest nasza myśl polityczna, jak bardzo jesteśmy zakompleksieni i jak bardzo głównym celem jest dokopać innym. Dziś też nie było lepiej.


A gdzie interes Polski? A gdzie spełnienie ślubowania poselskiego? Jeszcze Sejm dobrze nie zaczął funkcjonować, a już znowu zaczyna zalatywać targowicą, szambem, wylewaniem pomyj, ubliżaniem czyli Nowy Sejm - Stara Szopka. Co tu dużo gadać, taka jest właśnie Polska, i taką jaką mamy w Sejmie widzę wokół siebie na co dzień.


Parafrazując pewien filmowy tytuł reżysera, którego film pozwoliłem sobie tknąć w poprzedniej notce, można by było rzec: - Wszyscy jesteśmy Burakami*.


A tak najlepiej powiedzieć, że ma się to w dupie.


* - jeżeli, ktoś poczuł się dotknięty, to mogę dodać z nadzieją: - Jeszcze Polska nie zginęła …

 


WNIOSEK:  ŁATWO TRZYMAJĄC CUDZY PALEC W DUPIE WYKRZYCZEĆ: - MAM CIĘ W DUPIE!!!



Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM