niedziela, 29 listopada 2009

Rany, ale ja dziś żałuję, że nie wziąłem z sobą swego Nikona  do miasta. Normalnie się wkurzyłem, jak… nie napiszę, bo musiałbym bardzo brzydko napisać, a ostatnio nie wiedzieć czemu czyta mnie znacznie więcej osób. Dziś w Galerii trafiłem na pokaz … czekoladowych fontann.  Normalnie rewelacja, wyszłyby takie focie, że palce lizać. A tak? A tak oblizałem jedynie parę ciasteczek i parę rurek maczanych w czekoladzie - białej i mlecznej.


Gdybym miał ze sobą Nikusia … ooo ja … i właśnie wymyśliłem imię dla swojej lustrzanki Nikon D 3000 – będę miał tytuł. Od dziś nadaję Ci imię Nikuś!!! Idź i wiś na szyi Polarnego i rób zdjęcia i nie opuszczaj go aż do … dobra bez jaj, wystarczy NIECH NIKON BĘDZIE Z TOBĄ.


Gdybym miał ze sobą Nikusia to pokazałbym prawdziwe jego możliwości, zarówno w makro jak i micro. Pokazałbym Wam jakiego ma focusa!!! No mówię Wam!!!! Kobiety zdecydowanie by się nim zainteresowały, a nie jeden facet takiego by mu pozazdrościł, że o jego głębokości …. barw nie wspomnę. Natomiast nie jedna kobietka pozazdrościłaby przysłony, a staruszek migawki, a tak będziecie musieli się zadowolić niestety tylko tymi wyrwanymi z kontekstu fotkami, które mam nadzieję, pokażą, że Nikon D 3000 nawet w rękach kretyna fotograficznego potrafi SAM zrobić zdjęcie. Próbki już mieliście w Polarnych Polaryzatorach.

 

Cytrynka Citroen Face Lifting

Cytrynka po faceliftingu


Co mnie fascynuje w Nikusiu?? Przede wszystkim szybkość. Nikuś, jak prawdziwy macho, jest od razu gotowy do użytku, jak tylko się go dotknie, i nie ma problemów z przedwczesnym … samowyzwalaczem, jak u niektórych macho. Szybkość z jaką jest gotowy do następnego numerka zdjęcia zawstydziłaby nawet TurboDymoMena. Nikuś jest, jak najlepszy kochanek, możesz go używać w najróżniejszych pozycjach, a stabilizacja obrazu w obiektywie pozwoli Ci na to, że nawet płacząca kobieta nie będzie czuła się rozmazaną. Ultradźwiękowy napęd focusa powoduje, że Nikuś jest cichy jak kot wchodzący do naszego łóżka.


Czym jeszcze może pochwalić się Nikuś? Tym, że zawsze mu staje… energii do robienia zdjęć. Według mnie - laika, dla którego jakość zdjęć i inne super bzdety mają znaczenie drugorzędne, fakt, że mam do dyspozycji bardzo dobry akumulator ma jednak znaczenie. Podoba mi się jeszcze to, że na wyświetlaczu są wyświetlane wszystkie najważniejsze parametry, które można szybko zmieniać wchodząc do menu funkcyjnego jednym przyciskiem. Jedenastopunktowy pomiar ostrości z możliwością „dowolnego” konfigurowania powoduje, że Nikuś staje się naprawdę niezłym kochankiem wśród amatorów.

 

MENU FUNKCYJNE NIKON D 3000


No, ale czy ktoś widział faceta bez wad? Nie!!! Ja też nie. A więc i Nikuś ma swoje wady. Za największą uważam świecący Polarnemu w pysk wyświetlacz LCD. Co prawda można go ustawić, że świeci tylko chwilę, ale wtedy mamy problem z obsługą na nim ustawień. W dzień tak bardzo może to nie przeszkadza, ale w zdjęciach wieczornych czy imprezowych wku…rza dość mocno. Inne mankamenty to fakt, że Nikusiem nie da się nagrywać filmów, nie ma też podglądu Live Viev i ruchomego wyświetlacza, który pozwalałby na robienie zdjęć w najróżniejszych pozycjach o których się nawet fizjologom nie śniło. No, ale cóż co to za facet bez wad? Pipa, a nie facet. Tak więc, cieszmy się tym co mamy i nie zaglądajmy darowanemu koniowi w zęby, w końcu to nie arab. Jak na konia to w swojej klasie jest niezłym kłusakiem za tą cenę, a jak chcemy posiąść namiastkę araba, to kupmy sobie (albo dostańmy w prezencie) Nikona D 5000.


A poniżej kilka fotografii wykonanych przez Polarnego, które pokażą (chyba) możliwości Nikusia. Niech Nikon będzie z Wami.

 

 

Kosmos Polarny

 

Polarny Kosmos

 


 

róża

róża Nikona

 

Wariacje na temat róży (prawe obrobione Nikonem D 3000)

 


 

Martwa natura

 

Martwa Natura

 


 

kobiecość?

 

Kobiecość?

 


 

Betonowy świat


Betonowy Świat

 

 

 

wstydliwa marchewka

Marchewki też bywają wstydliwe

 

 

Dobra resztę zostawię na następną notkę o Nikonie, jak znowu coś wychaczę i coś nowego w Nikusiu wyczaję. Mam nadzieję, że widać, że nawet taki debilny Polarny za pomocą Nikusia potrafi cykać jako takie fotki.

 


PRZYPOMINAM O KONKURSIE

to już tylko 3 dni do końca zgłoszeń

 


WNIOSEK: DAROWANEMU KONIOWI NIE ZAGLĄDA SIĘ W ZĘBY NAWET JAK JEST SZCZERBATY. ZAWSZE MOŻNA Z NIEGO ZROBIĆ KABANOSY.

piątek, 27 listopada 2009
czwartek, 26 listopada 2009

Heloołł!!  Cześć Gabrycha!!!


Nie wiem co mam ze sobą zrobić, ale on mnie chyba nie kocha, bo nie zadzwonił do mnie.  Chyba popełnię samobójstwo!!! Od jutra mam zamiar pić mleko 3,2% i przestanę chodzić na Solarium. Zbieraj na kwiaty.


BLONDE BLONDYNKAA wiesz gdzie go poznałam? Jechałam swoim autkiem tak coś koło 130, a on stał na poboczu i machał do mnie takim fajnym lizakiem. No to się zatrzymałam i zapytałam czy go podwieźć, ale wiesz, że on chciał za to dwie stówy? Powiedział, że może z tego zrezygnować w zamian za loda. No ale gdzie ja mu na środku drogi loda znajdę, no gdzie? Dałam mu te dwie stówy i pojechałam. Pod domem zobaczyłam, że cieknie mi coś spod maski. Takie brudne, brązowe, lepkie. Więc dzwonię do mechanika i mówię, mu, co i jak i że mi cieknie i, że takie lepkie i brudne i brązowe, a on mi na to: - To olej! No to olałam i się rozłączyłam.


I wiesz? Normalnie los to chciał, abyśmy byli razem z tym od lizaka, no chciał i już!!! Spotkałam go wieczorem na dyskotece. Chciał ze mną pogadać, ale powiedziałam mu, że jestem zmęczona i wzięłam go do tańca. Później siedliśmy w lodzi. No wiesz, takie głębokie wersalki w kształcie nauki jazdy. On gada z kumplem na ucho. No to go pytam, dlaczego tak gada na ucho z tym kumplem, a nie ze mną. To mi powiedział, że nie chce, żeby mi echo łeb rozwaliło. Nie wiem o co mu chodziło, ale strasznie się przestraszyłam i podziękowałam mu, że dba o moją głowę. Później chłopaki opowiadali o jakimś blond wilku, który wpadł w potrzask. Wiesz, że biedak odgryzł sobie trzy łapy i nadal był uwięziony? Wszyscy się rechotali z tego biednego zwierzaczka, a ja ich kompletnie nie rozumiałam i miałam łzy w oczach. Faceci to serca nie mają.


Posiedzieliśmy trochę i zgłodnieliśmy on zamówił mi schabowego, a kelner się mnie pyta: z bułką tartą i masłem czy saute? Powiedziałam mu, że jasne, że sałatę, bo tartą bułkę to cholernie źle się smaruje masłem. To on mi zaproponował, że w takim razie może pizzę? No to wzięłam tę pizzę. A on znowu mnie pyta czy pokroić ją na 6 czy na 12 kawałków.  Normalnie jak na przesłuchaniu się czułam. I mówię mu, że jasne, że na sześć, przecież dwanaście to bym nawet nie zjadła. Nie chciałam utyć.


A wiesz, tak aprofos tycia, to czytałam, że makaron potrafi utuczyć. I wiesz co? Już wiem czemu ja jestem chuda, a ty gruba, bo Ty pewnie jesz makaron w poprzek.


Po kolacji poszliśmy na spacer, ale padało, więc mu powiedziałam, żebyśmy poszli do auta, bo jestem już wilgotna. Przystał na to z ochotą, ale nie wiem czemu od razu zaczął się do mnie dobierać. Wkurzyłam się trzasnęłam go w dziób i poszłam na autobus. Jak kupowałam bilet u kierowcy to ten się mnie pytał czy ma być normalny. Świnia jedna. A jaki miałbyć??!! - A czy ja ku … a wyglądam na idiotkę? – burknęłam podając mu pieniądze. Powiedział mi, że nie, ale, że może się mylić. Faceci to jednak świnie są.


Wiesz dla odstresowania poszłam dziś na zakupy, ale kurde zdurniałam. Byłam w obuwniczym kupić sobie sznurowadła do tych wiązanych kozaczków, co to żeśmy sobie je razem kupiły. Ale ta babka przy ladzie to jakaś gupia była. Mówię do niej, że proszę sznurowadła do tych kozaczków, co sobie miesiąc temu kupiłam, a ona mnie pyta: Jakie? No gupia jakaś. No, ale się nie denerwowałam, że nie wie, bo na gupiom przecież nic nie poradzisz. Mówię jej więc grzecznie, że jedno prawe, a drugie lewe. Naprawdę patrzyła na mnie jak idiotka. Więc zrezygnowała i poprosiłam o pastę do butów, a ona mnie znowu pyta: Do jakich?  No to ja jej znowu grzecznie, że do 38. Durnota wybiegła z krzykiem. No to sobie poszłam i dupa z zakupów. Aaa, aprofos zakupów, to wiesz, że sklepikarz z warzywnego, wiesz z tego u mnie pod blokiem, to powiedział, żebym se inny sklep znalazła? Jeszcze w poniedziałek jak kupowałam jabłka, to był miły i uśmiechnięty. Sprzedał mi 2 kg  i każde z uśmiechem zapakował mi osobno - tak jak prosiłam. Wczoraj był tak samo miły, gdy pakował mi osobno 3 kg kiwi, tylko jakoś uśmiechu nie miał. A dziś  mi nie chciał sprzedać maku i powiedział, żebym sobie sklep zmieniła. Nie rozumiem takich ludzi.


A wiesz, i nieszczęście miałam w domu. Moja mam wczoraj nogę złamała. Jak grabiła liście. Spadła z drzewa. A mówiłam jej, że w sobotę sama się tym zajmę to mnie nie słuchała.


Dobra kończę ten list, bo już strasznie długo piszę, zmęczyłam się tym i idę spać.  Postawiłam sobie dwie szklanki na noc na szafce. Jedną z colą, a drugą pustą, a bo to w końcu wiadomo czy będzie mi się chciało pić czy nie?


Trzymaj się i buziaczki mniamniuśne Twoja Mariolka.


PS. A wiesz, przypomniała sobie coś.  Ostatnio słyszałam kawał o blondynkach: Wiesz dlaczego blondynki jedzą ogórki kiszone tylko z beczki a nie ze słoika?  Bo się im głowa do słoika nie mieści. I wiesz, kompletnie nie rozumiem tego kawału. Przecież ja jem ogórki kiszone ze słoika. No i w ogóle nie rozumiem czemu Ci ludzie czepili się tych blondynek.


No to jeszcze raz buziaki i wice wersja.

 


 


Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są zamierzone, a blondynki, które poczuły się dotknięte do żywego proszone są o składanie pozwów cywilnych o zniesławienie, tudzież o dyskryminację kolorystyczną. :D


WNIOSEK: UMIEĆ ŚMIAĆ SIĘ Z SIEBIE, TO NAJWYŻSZY STOPIEŃ POCZUCIA HUMORU.

środa, 25 listopada 2009

BIAŁY MIŚ I DZIDZIA


DZIŚ MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ MISIA

ZŁÓŻMY WSZYSTKIM NASZYM MISIOM

NAJLEPSZE ŻYCZENIA Z TEJ OKAZJI

poniedziałek, 23 listopada 2009

 

Polaryzator ściemnianie

 

 

Okazuje się, że Moja Lustrzanka Nikon D 3000 nie tylko sama (prawie) robi zdjęcia, ale sama również poddaje pomysły na ich zrobienie, a tego chyba raczej producent nie przewidział - ani w promocji, ani w instrukcji.

 

Robienie fotów jest coraz prostsze. I wcale nie ściemniam, nawet amatorsko. Fajne jest to, że kciukiem można w zależności od potrzeb przestawiać przesłonę, czy  czas „naświetlania” – czy jak to się tam profesjonalnie nazywa. I wszystkie ustawienia są w zasięgu palców. Jedno jest pewne aparat nie ściemnia (chyba, że ktoś go źle ustawi). Ba!!! Można nawet ustawić automatyczną lampę i wtedy ściemnianie jest jeszcze trudniejsze. Nikonowi ściemnianie przychodzi dużo trudniej, niż np. politykom, tym też przydałby się wmontowany na stałe taki autoflesz odpowiadający za nie ściemnianie.

 

To co mówi się, o tym aparacie, że jest intuicyjny i doskonale się sprawdza w rękach laika fotograficznego to prawda. Nie wiem czy moje Polaryzatory świadczą o tym, ale przy następnej okazji, może mi się uda pokazać pewne fajne zdjęcie, które mi się osobiście bardzo podoba.


A tak jeszcze a propos  ściemniania. Czy nie zauważacie przypadkiem, że ostatnio coraz więcej jest tego ściemniania wokół nas?  W pracy, wśród znajomych, w polityce zauważam dziwną tendencję do masowego ściemniania, mydlenia oczu, przedstawiania rzeczywistości w tylko sobie wygodny sposób. Mam dziwne przeświadczenie, że niedługo nasza rzeczywistość zamieni się w czarną dziurę od tego ściemniania, która wchłonie ostatnie resztki zdrowego społecznego rozsądku.  Tylko, że najgorsze jest w tym wszystkim to, że to ściemnianie zaczyna być tendencją w każdej dziedzinie życia. Niedługo budząc się z raną rana zakrzyknę jak Max z Seksmisji: - Ciemność widzę, ciemność!!!


PS> Odzew na KONKURS przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, odpisywanie na zgłoszenia zaczyna zajmować mi co raz więcej czasu. Będzie w czym wybierać i będzie trudny orzech do zgryzienia. Ale w końcu jest o co powalczyć. Miłej zabawy. Konkurs wciąż trwa - piłka w grze, a jest tylko jedna bramka.

sobota, 21 listopada 2009

W przyrodzie nic nie ginie, a bilans zawsze musi wyjść na zero. To rzekomo podstawy biologii i fizyki. Ale Polarny zauważył jeszcze, że to samo dotyczy najzwyklejszego, codziennego życia. To, co się dzieje wokół nas też musi mieć zerowy bilans. Wszystko w około musi wyjść na zero, wszystko ma przeciwległe bieguny. Mamy biegun północny i południowy, czerń i biel, miłość i nienawiść. Magnes ma swoje przeciwstawne bieguny, mamy plusy i minusy, dobro i zło, szczęście i pecha, materię i antymaterię. Wszystko jakoś musi się bilansować. Ostatnio TO JAKOŚ szczególnie daje mi się we znaki. Czy w życiu nigdy nie można wyjść na plus?

 

 


Szczęście i nieszczęście chodzą parami. Nie pocieszają jakoś słowa Gogola, że jedna chwila szczęścia może być nagrodą za lata goryczy. No, bo niby dlaczego nastawiać się na to, że chwile szczęścia mają być tylko nagrodą za stada porażek. Ja tak nie potrafię. Zdecydowanie w tym zakresie jestem optymistą.


Ostatnio udało mi się bezboleśnie przejść pewną silną kurację zdrowotną, załatwiłem sobie kredyt na porządną kasę, dealer zadzwonił mi, że samochód którego niema, nagle jest i podpisaliśmy umowę na kupno nowego przemieszczacza, który z niezłymi zniżkami i upustami pojawi się prawdopodobnie przed świętami, zamknąłem ostatecznie walkę sądową o mieszkanie, otrzymałem lustrzankę na własność w zamian za recenzję. To plusy.


No, ale aby mi się wyrównało to przypierdzieliłem sobie w kciuka tak, że mi sinieje i będzie mi schodził paznokieć, na kredyt jednak trzeba będzie poczekać miesiąc, aby pewne rzeczy się uprawomocniły, i zepsuł mi się samochód – padł rozrusznik, a później okazało się, że dodatkowo trzeba: wymienić napinacz paska alternatora, wymienić rozrząd, a na deser, że trzyletni bak … cieknie i trzeba go wyzłomować, bo nie ma odważnych, którzy chcieliby go pospawać. Krótko mówiąc, co się polepszy to się popieprzy. I tak jest zawsze.


Nie macie czasami wrażenia, że każdy uśmiech na Waszej twarzy musi być okupiony później jakimś smutkiem? Czy przypadkiem nie należałoby sparafrazować słów Jana Twardowskiego tak: Jeżeli jest dzień, musi być noc, jeżeli uśmiech – łza. Nie brzmi to optymistycznie, no ale chyba bardziej prawdziwie.


Powyższe bilansowanie zauważam tylko w prawie serii. Jeżeli w jednym czasie skumuluje się wiele pozytywów, to śmiało mogę oczekiwać, że za niedługo pojawi się również czarna seria. Pojedyncze przypadki plusów, jakoś nie generują pojedynczych przypadków minusów, ale komasacja - od razu. Wtedy radość i smutek zawsze muszą wyjść na zero. I co ciekawe to … minusy nie wywołują plusów. I skąd się to bierze? Czyżbym sam oczekiwał porażek, po fali sukcesów? A może to jakaś teoria Polarnej Amplitudy Szczęścia? I niech mi nikt nie mówi o biorytmach, bo z nimi to mi się kompletnie nie zgadza. Ciekawe czy i Was ta teoria obejmuje? A może całość można podsumować słowami Abrahama Lincolna, że na tyle potrafimy być szczęśliwi, na ile sobie pozwalamy?

 


WNIOSEK: CZY SZCZĘŚLIWI BYWAJĄ TYLKO EGOISTYCZNI GŁUPCY CIESZĄCY SIĘ DOSKONAŁYM ZDROWIEM?

 

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM