środa, 26 listopada 2008

Na łamach swego blogaska (kocham tę nazwę) wypowiedziałem się parokrotnie w komentarzach przy jakichś tam okazjach, że nie boję się śmierci. Nie boję się ani śmierci ze starości, ani tej nagłej, chociaż ta nagła w związku z poczuciem odpowiedzialnością za rodzinę wzbudza jakieś lęki, ale na pewno nie strach. Głównie dlatego, że śmierć to dla mnie definitywny koniec działania, na który kompletnie nie mam wpływu i chociażbym się zesrał w locie i przeżył orgazm w granulkach to i tak niczego to nie zmieni.

APODYKTYCZNY DZIADEK

Jest jednak co innego co wzbudza mój strach – starość. Wczoraj siedząc u prywatnego dentysty ponieważ państwowi, których znam odwalają lipę dla ubogich, obserwowałem pewną staruszkę. Tak na oko pod osiemdziesiątkę. Zagadywała każdego, każdemu opowiadała epizody ze swego życia, o myciu zębów i płukaniu protez mogłaby pewnie pisać bajki. Nawet na temat kafelków na ścianach gabinetu zrobiła popis swojej niewątpliwej erudycji. Na koniec wychodząc z gabinetu jeszcze przejrzała wyłożone pisma do czytania w poczekalni i kilka z nich schowała na oczach wszystkich pod płaszcz. Nie zareagowałem. Nikt nie zareagował, bo wszystkim najprawdopodobniej było żal tej kobiety, a lekarz mający dzienny obrót rzędu 2000 pln na tym nie zbiednieje.

Widać było, że kobieta czuje się bardzo samotną, a wizyta u dentysty była doskonałym pretekstem do jakiejkolwiek rozmowy z ludźmi. Przyszła co najmniej godzinę przed czasem wizyty i nie dlatego, że taki miała dojazd, ale prawdopodobnie by móc rozmawiać z ludźmi. Po wizycie też nie wyszła tylko jeszcze siedziała w poczekalni zaliczając kilka czasopism i zaczepiając co chwilą ludzi słowami: - A czytał(-a)to Pan (Pani)? Samotność krzyczała z jej wypowiedzi. Słuchacze dowiedzieli się, że 20 lat temu pochowała męża, 10 lat temu syna, a córka siedzi  w Stanach i a ona przez to nie ma kontaktu z wnukami.

Obserwacja tej kobiety skierowała moje myśli na temat samotności na starość i stwierdziłem, że wzbudza to we mnie jakiś lęk. To jeszcze nie strach. Ale moje myśli powędrowały dalej i zacząłem się zastanawiać jaki ja będę na starość? Czy też będę kradł czasopisma w gabinetach lekarskich, a może będę miał innego jobla i np. zacznę zbierać puszki po piwie, którego nie lubię?

Zastanowiłem się również nad zdrowiem. Moi rodzice są już schorowani. Mama walczy z tarczycą, a ojciec z reumatoidalnym zapaleniem nerwów. Jedna babcia walczy z rakiem przewodu pokarmowego, a druga z jaskrą i jest już prawie ślepa. Zacząłem myśleć, co czeka mnie na starość? Jak potoczą się moje losy i losy mojego zdrowia? O finanse się nie martwię, bo jeżeli nie stanie się coś nieprzewidzianego to moja emerytura starczy na dostatnie życie.

Boję się jednak tego, że na starość mi odbije. Już jestem dość apodyktyczny i nie znoszę sprzeciwu i zawsze stawiam na swoim. A co będzie jeżeli życie przykuje mnie do łóżka i ostatnie kilkanaście lat swojego życia spędzę przy laptopie (jeżeli palce i wzrok nie odmówią posłuszeństwa) i on będzie jedynym moim oknem na świat i jedynym kontaktem z otaczającą rzeczywistością? Boję się starości. Boję się tego, że zacznę być bardziej upierdliwy dla swoich bliskich i … dalekich (o ile jeszcze można być bardziej upierdliwym niż jestem) i, że życie zabierze mi możliwości bycia czynnym i pomocnym innym.

Boję się stetryczenia, permanentnej apodyktyczności, braku możliwości czynnego życia, a przede wszystkim starczego ześwirowania. To mnie przeraża. Starość mnie przeraża. Nie widzę siebie w domu starców. Chciałbym się godnie zestarzeć, a jak mawiał pewien znajomy profesor: również pięknie. Dlatego w swoich przekonaniach popieram dobrowolną eutanazję, albo jak to niektórzy nazywają samobójstwo na zamówienie. Może moje poglądy zmienią z wiekiem?

 

 

WNIOSEK: STAROŚĆ JEST NIEULECZALNĄ CHOROBĄ, DOBRZE, ŻE CHOCIAŻ CZASAMI MOŻNA UKRYĆ JEJ OBJAWY
niedziela, 23 listopada 2008

- Gates!!! Nie pchajcie się!!! Co wy se, znaczy się sobie kur... rza stopa myślicie? To nie dla Was wejście!!! – św. Piotr nie na żarty wkurzony wydarł się na okularnika pchającego się w najlepsze przez Niebiańskie Wrota.

-  No jak nie dla mnie? Przecież tu wyraźnie napisano „Gates To Heaven”

- A „Hell Gate” to wcześniej nie zauważyliście? Jakoś tam się nie pchaliście!! A nie widzicie, że tam się wąż po T zawinął? – św. Piotr warknął spod sumiastych wąsów, zakręcając na palcu czubek swojej siwej brody.

- Ano jakoś nie. – skonfundowany odezwał się Billy – A, co? Tędy nie wolno?

- Gates!! No nie róbcie se jąder. Znaczy se jaj nie róbcie. My tu czekamy na Jaśka Nawrota z Kobylan.

- Z Kobylan?

- No z Doliny Okrzemkowej spod samiusieńkiego Krakowa.

- Tego od Okien?

- No, w końcu załapaliście Gates. A Wy co? Myśleliście, że jak tam w Stanach założyliście Microsok, to już na VIP-a awansowaliście? Gates, Wy za ciency w uszach jesteście. Jasiek Nawrota, jest najbogatszym człowiekiem na ziemi. A zaczynał od malowania okien u sąsiadów. – zachichotał na koniec św. Piotr.

 

 
 
- No, ale ja też mam majątek – próbował tłumaczyć się Gates.

- Hahahaha!!! – roześmiał się w głos odźwierny Rajskich Wrót – Gates!!! Wy naprawdę sobie ze mnie jądra robicie. Czy Wy myślicie, że jak macie wytwórnię bobofrutów, butelkownię soków i przetwórnię mrożonek to jesteście gość? A może nawet VIP? Wy se najwyżej „ViP VIP hura!!” możecie pokrzyczeć. Jasiek Nawrota w samym Wąchocku ma większą fabrykę, niż Twoje wszystkie razem wzięte? Widzieliście Gates jego ostatni program Okna 13 czyli Hortex Eden?

- Nie. Zmarło mi się jakoś przed samą premierą.

- No widzicie, że nic nie widzicie. A to był hit sezonu. Ten program sprząta, pierze, gotuje, gacie ceruje, garnki lutuje. Bawi dzieci i zbiera śmieci. A Ty czym się możesz pochwalić, że chcesz iść do nieba?

MICROSOFT HORTEX

- No… ja – zająknął się Gates – No ja … produkuję zdrową żywność!!!  Taką bez konserwantów!! – wykrzyczał w rozpaczy Billi.

- Gates, trzeba było urodzić się w Polsce, a nie w zapyziałej Ameryce, która gdyby nie murzyni, to by z sekwoi nie zlazła. Może  wtedy byście do czegoś doszli, a tak, to musicie odsiedzieć swoje w czyśćcu i tyle. Nie dla psa kiełbasa, nie dla kota szpyrka Gates.

- No, ale ja jestem dobry. Dawałem na biednych. Dawałem na tacę. Chodziłem do kościoła.

- Gates, a co to ma za znaczenie??? U nas Waszego soku nikt nie pije. Wolimy Polo – Coctę ze światowej wytwórni Coca- Pola. A nasz cały system informatyczny opiera się na systemie Okien. Nasz komputer Global Of Database działający pod roboczą nazwą God , musi mieć porządne Okno na świat inaczej możemy mieć problem z obsługą i rekrutacją. Nasza baza danych o duszach opiera się na rdzeniu najnowszego systemu operacyjnego Hortex Eden.

- A skąd wziął się ten Hortex?

- No jak to skąd? Z łacińskiego Hortus czyli ogród, stąd Hortex Eden czyli Rajski Ogród. Sam Jasiek mówi, że to raj dla idiotów. Nawet chciał użyć hasła reklamowego: „System Okna? Raj nawet dla idiotów”, ale nie chciał zżynać z Media Markt.

- A dlaczego z takimi honorami przyjmujecie tego Jaśka?

- To przecież proste musimy mieć system lepszy niż w piekle. Im jedynie pozostanie jakiś klon Linuxa 666 albo OS Mac Donlads.

- Mac Donalds? To ten od Jabłek i hamburgerów?

- Ten sam. Najpierw zajął się sadownictwem Oregonie wtedy Appel się wabił, później wykupił Mac Donaldsa i przejął jego nazwę. Wtedy zaczął produkować hamburgery jabłkowe. Świństwo takie, że nawet w piekle tego jeść nie chcieli. Po wizycie w Polsce i spotkaniu ze Stefanem Woźniakiem zajął się systemami operacyjnymi, jako konkurencją dla Okienek Hortexu i stworzył system Mac OS Donalds Tusk (Tradycyjny Uniwersalny System Komputerowy). Widzicie Gates, działanie w spożywce się nikomu nie opłaca, chyba, że Pizzy Hut, ale oni też kombinują, co by zainwestować w Optimusa.

- No, ale jak mnie mijał Obama to mówił … - zaczął szukając ratunku zupełnie podłamany Billi.

- Obama to … ręcyma Was zaraz na zbity pysk wywalę, jak tu jeszcze trochę pomarudzicie - nie wytrzymał w końcu św. Piotr.

- W takim razie, to ja rzeczywiście wysiadam i posiedzę w poczekalni. Zajrzę tu za jakieś … 200 lat?     

 

WNIOSEK: WYOBRAŹNIA POTRAFI ZASKAKIWAĆ. NAWET AUTORA.

sobota, 22 listopada 2008

 

ZIMA

 

Drogowcy znowu zaskoczeni!!! Kierowcy też!! Tym razem słusznie. Atak zimy na Pomorzu środkowym może zadziwić. Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało 30 cm warstwy śniegu. Nocne opady i te obecne doprowadziły do sparaliżowania ruchu w mieści.

Dobrze, że to sobota, bo strach pomyśleć, co by się działo, gdyby to był normalny dzień tygodnia. Poruszając się zaledwie na odcinku ok. 3 km i mijając zaledwie trzy główne skrzyżowania, Polarny nadział się na 2 stłuczki. Oczywiście uczestnicy nie mieli zimowych opon.

Ruch samochodowy w mieście odbywa się z prędkością 20 km, na godzinę, bo zima zaskoczyła również kierowców i mało który, ma dziś założone zimowe kapcie. Gdzie dziś są największe kolejki? Przed serwisami wymieniającymi opony. No, to życzę powodzenia. Polarny strzelił wczoraj w dziesiątkę i wymienił kapcie na zimowe.

Swoją drogą zastanawia mnie bezmyślność kierowców. Wiedzą, że śniegu leży od cholery i mając letnie laczki wybierają się na drogę. To szczyt głupoty i lekceważenie elementarnych zasad ochrony chociażby własnej dupy, bo matoły o cudzej to w ogóle nie myślą. Pchają się takie ciecie malinowe w kropki bordo w środek miasta, zakopują się w zaspach, nie mogą ruszyć ze skrzyżowania i wkurwiają Polarnego. Czasami aż świerzbi łapa, aby wysiąść i dać w ryja takiemu jednemu z drugim. Jak się nie ma zimówek to się k…wa nie pcha na miasto, bo do Kubicy to jeszcze nam trochę brakuje, do Hołowczyca również.

 

 

WNIOSEK: BEZMYŚLNOŚĆ POGRZEBAŁA WIĘCEJ ISTNIEŃ LUDZKICH NIŻ WOJNA.

wtorek, 18 listopada 2008
 Reklama Na Blogach

Przyszły takie czasy, że wszystko jest na sprzedaż. Nie ma rzeczy, której nie można by było kupić. Dziś nawet miłość i przyjaźń można kupić, a co dopiero prace magisterskie. Oczywiście można dyskutować nad jakością kupionej miłości czy przyjaźni, ale fakt pozostaje faktem.

O pisaniu i kupowaniu prac magisterskich, licencjackich czy zaliczeniowych pisałem w zeszłym roku. Szkoda, że wówczas nie było chętnego sponsora, aby za ten tekst mi zapłacić. Dziś znaleźli się chętni, którzy za reklamę stron na których można zamówić prace magisterskie chcą zapłacić kasę.

I tu pojawia się dylemat moralny i prawny: Czy pisanie prac na zamówienie jest moralnie naganne i prawnie dozwolone? Ilu jest ludzi tyle głosów w tym temacie. Jedni twierdzą, że popyt tworzy podaż, inni twierdzą, że pisanie komuś pracy za kasę to moralna porażka. Uczelnie walczą z plagiatami tworząc programy komputerowe do sprawdzania wypocin studentów.

TY TEŻ MOŻESZ ZOSTAĆ MAGISTREM

Niektórzy prawnicy wypowiadają się, że pisanie, ale bardziej wykorzystanie nie swoich prac jest nielegalne. Jednak jest to pieprzenie w bambus, bo nie ma żadnych konkretnych uregulowań prawnych mówiących na ten temat, a naciąganie istniejących przepisów jest tylko i wyłącznie wolną interpretacją oskarżających. W końcu kupiona praca jest już moją własnością o jakim wykorzystywaniu cudzych mówimy?

Praca magisterska, czy jakiekolwiek inne dzieło umysłu jest własnością intelektualną tworzącego. To tworzący może podjąć autonomiczną decyzję co z nią zrobić i czy ją np. sprzedać. Polarny np. podjął decyzję, że napisze za kasę artykuł na temat pisania prac magisterskich reklamując tych co je piszą. Czy jest to moralnie naganne? Nie!!! Zamówiono u mnie tekst, a ja go piszę i umieszczam u siebie na blogu. Tak samo jest z pisaniem różnego rodzaju prac. Ktoś zamawia, a ktoś inny pisze. Co dzieje się dalej z tą pracą gówno powinno kogoś obchodzić. Jeżeli firma pisząca odprowadza podatki, płaci zusy i inne srusy to działa legalnie i wara od niej nawiedzonym moralistom. Praca magisterska jest takim samym towarem jak papier toaletowym i często pisana samemu jest bardziej do dupy.

Prace magisterskie, a właściwie ich pisanie, to takie samo źródło dochodu, jak każde inne i póki nie jest zakazane jest dozwolone.

Polarnego osobiście mało interesuje kto korzysta z tego pisania, głąby, nieudacznicy życiowi, intelektualiści, który nie mają czasu na pierdoły czy też magazynierzy chcący mieć przed nazwiskiem literki mgr. Wykorzystanie kupionej pracy to dylemat wtórny nie mający nic wspólnego z samym pisaniem na zamówienie.

Hasła, że w ten sposób tworzymy pseudoelity, że produkujemy masowo magistrów i deprecjonujemy w ten sposób znaczenie tego bądź co bądź tytułu naukowego, jest gadaniem o sprawach marynistycznych czyli o dupie Maryni. Tak samo gadka o deprecjonowaniu znaczenia uczelni. Dobrze szanująca się uczelnia sama musi walczyć o wychwytywanie tych, którzy sami nie napisali pracy. Jeżeli wykładowcy są cieniasy to niech się nie dziwią, że kwitnie rynek pisania prac magisterskich, licencjackich czy zaliczeniowych.

Leniwym polecam:

www.pisanieprac.com

www.pracamagisterska.pl

 

 

WNIOSEK: POPYT TWORZY PODAŻ, WIĘC ZAWSZE SIĘ ZNAJDZIE GŁUPI CO NAWET GÓWNO KUPI.

niedziela, 16 listopada 2008

Dzisiaj znowu o piersiach i nie jest to wynik permanentnego braku cycków w zasięgu dźwiedziowej łapy. Dziś będzie o piersiach „kurowych”, które zarówno Polarny, jak i jego potomstwo uwielbiają wciągać na obiad. Na Polarnym Blogu dawno nie było kulinariów, a więc trzeba to nadrobić. Ostatnio Polarny zmuszony był wykonać dwa pędzące obiady, jednak, aby nie było monotonii dania musiały być różne od siebie, a jednocześnie  spełniać trzy warunki: szybko, łatwo i smacznie. Te warunki spełniają „KOSTKI Z GRILLA Z WARZYWAMI” oraz jak nazywa to CM-ka „KOTLETY W TRZECH SMAKACH”.

 

KOSTKI Z GRILLA Z WARZYWAMI

 

PIERSI Z KURCZAKA Z WARZYWAMI

 

Kostki z grilla to prościzna i oczywiście bez użycia grilla.

SKŁADNIKI dla 2 osób: podwójna pierś kurczaka, paczka mrożonych warzyw, 4 kromki chleba, przyprawy (tymianek, bazylia, przyprawa do gyrosa, sól i pieprz do smaku), olej do smażenia.

PRZYRZĄDZENIE: pierś umyć i pokroić w kostkę ok. 1,5 x 1,5 cm, posypać dużą ilością przyprawą do gyrosa i pozostawić na 5 min. W tym czasie rozgrzać patelnię, wlać trochę oleju i na rozgrzany olej wrzucić paczkę mrożonych jarzyn i lekko posolić, aby się szybciej rozmrażały (na zdjęciu widać mieszankę z groszkiem, kiełkami soi, zieloną fasolą, papryką i innymi pierdołami). Rozgrzać drugą patelnię, nalać olej i wrzucić pokrojoną pierś kurczaka. Pierś smażyć do zarumienienia, jak na grillu, a jarzyny do czasu rozmrożenia i lekkiego grillowania. Pod koniec smażenia jarzyn dodajemy roztarty tymianek i bazylię, można dodać również odrobinę oregano, a także trochę soli i pieprzu, chociaż przy odpowiedniej ilości tymianku i bazylii (i wcześniejszym lekkim posoleniu) sól jest zbędna.  Mięso i warzywa wykładamy na talerz, a na patelni po mięsie obsmażamy chleb. Grzanki z cheba kładziemy obok mięsa i warzyw i już mamy przygotowany smaczny i pożywny obiad nie często serwowany w domu czy restauracji.

 

KOTLETY W TRZECH SMAKACH

 

Drugi obiad, uwielbiany przez CM-kę to kotlety w trzech smakach. Nie robiłem ich zdjęcia, bo nie różnią się niczym szczególnym od zwykłych kotletów. Jedyna różnica polega na smaku.

Co ciekawe potrawa jest dość wydajna, ponieważ w duże mierze człowiek najada się wzrokiem i jeżeli widzi dużo jedzenia to myśli, że dużo zjadł, a w rzeczywistości zjada dużo mniej. To taka sztuczka kulinarna bazująca na ludzkiej podświadomości.

Kotlety w trzech smakach to wyjątkowa prościzna. Dużą, grubą pierś kurczaka kroimy na 12 grubych plastrów, każdy plaster rozbijamy na małe kotlety. Tajemnica smaków polega na posypanie kotletów odpowiednimi przyprawami i tak: 4 kotlety posypuję odpowiednią mieszanką curry z chi lii, 4 kotlety posypuję mieszanką ziół prowansalskich albo ziołowej przyprawy do grilla, a 4 kotlety posypuję czerwoną tradycyjną przyprawą do grilla, albo przyprawą do gyrosa, albo mieszanką przypraw z papryką. Wszystkie kotlety obtaczam w jajku i bułce tartej i smażę. Danie wykonuje się naprawdę prosto i szybko.

Kotlety ułożone po 3 sztuki na talerzu podaję z ziemniakami, frytkami lub ryżem oraz dowolną sałatką lub surówką. Żarcie jest wyśmienite, zmienność smaków kotletów zaskakuje, a ich ilość sugeruje psychicznie dużą wyżerkę. W rzeczywistości jemy mniej niż zwykle lub tak samo.

No to smacznego.

 UPDATE (11.12.2008) Ostatnio zabrakło mi bułki tartej i zrobiłem kotlety w samym jajku i wiecie co? Bez bułki są lepsze!!!! Mają bardziej wyrazisty smak. Smażenie prawie saute nadaje potrawie również lepszy wygląd. Podane z ryżem i sałatką grecką z serem feta są wspaniałą wyżerką. 

 

WNIOSEK: PROSTOTA CZĘSTO BYWA PRZEJAWEM GENIUSZU.

czwartek, 13 listopada 2008

 

No to obiecane cycki blogerek w galerii protestacyjnej. Wszystkie Panie wyraziły zgodę na publikację zdjęć pod warunkiem, że nie opublikuję nicków i adresów spod jakich przyszła korespondencja. Szkoda, bo moglibyśmy podyskutować, która ma atrakcyjniejsze.

cycki 1
cycki 2

cycki 3

 
cycki 4
cycki 5
cycki 6
 
cycki 7
cycki 8
cycki 9
 
cycki 10
c cycki 12 

 

 

Cycki to fenomen. Znamy je od urodzenia, a jednak wzbudzają tyle emocji. Wzbudzają pożądanie nie tylko u mężczyzn. Dla kobiet są obiektem zazdrości i kompleksów. Z cyckami wiąże się wiele mitów i to nie koniecznie greckich.

Na przykład mitem jest, że wartość cyca docenili dopiero współcześni, bo zaprzeczają temu znaleziska z okresu paleolitu, w których prym wiedzie figurka matki ziemi z big cycem czy paleolityczna Wenus. Słowiańskie bożki również nie gardziły nagim cycem. Rzekomo Grecy bardziej przykładali wagę do własnych penisów, ale już Rzymianie potrafili docenić piękno damskiego cyca. Jego znaczenie dla kultury światowej można odnaleźć w hinduizmie, a nawet w kulturze Chin czy Japonii.

Cyc dla współczesnych nabrał tajemniczego znaczenie wówczas, gdy został zakryty. Nie od dziś wiadomo, że to co ukryte i zakazane bardziej ciekawi i podnieca. Stąd też w renesansie duże dekolty i uwydatnione gorsetami cycki, które ukryte miały podkreślić atrakcyjność tego, co schowane.

Mitem jest również, że mężczyźni wolą duże cycki niż małe. Mimo iż uwielbienie Bundy’ego dla Big Melonów jest kultowe, jego polskie alter ego Ferdek Kiepski również big cycem nie gardzi, nie oznacza, że cała męska populacja zachwyca się tym co wielkie.

Mitem jest również stosunek kobiet do cycków. Powszechnie uważa się, że kobiety nie interesują się żadnym biustem poza swoim. To największa bzdura. Dla większości kobiet ich biust i biust otaczających je kobiet to prawie problem egzystencjalny, często spędzający im sen z powiek. Kobiety kobiecymi biustami są często dużo bardziej zainteresowane niż sami mężczyźni. To one chcą wiedzieć jak wypadają na tle innych, to one porównują, zazdroszczą i pracują nad całą cycologią tematu. Aż dziwię się, że jeszcze nie powstał osobny dział naukowy pod roboczą nazwą Cycologia Stosowana.

Cóż co by nie powiedzieć o cyckach i jakich teorii by na ich temat nie wywodzić, to trzeba bezspornie twierdzić, że cycki mają coś w sobie, co od wieków przyciąga do nich zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Wystarczy spojrzeć na galerią blogerek i czytelniczek Polarnego bloga.

Polarny dodatkowy, aby nie było nudno ogłasza konkurs na najładniejszy biust z galerii (numery cycków pojawiają się po najechaniu na nie myszką). Głosować mogą w komentarzach wszyscy, z tym, że męskie głosy i głosy z uzasadnieniem są liczone podwójnie. Właścicielka najwyżej ocenionego biustu otrzyma nagrodę w postaci pluszowego Polarnego nieDźwiedzia. Miłego głosowania.

 

 

WNIOSEK: KOBIECIE W WALCE Z MĘŻCZYZNĄ NIE POTRZEBA BRONI WYSTARCZ, ŻE MA PIERSI

 

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM