piątek, 30 listopada 2007

 .

WRÓŻKA ANDRZEJKOWE WRÓŻBY 

Jakby ktoś zapomniał to dzisiaj są Andrzejki. Wbrew zaleceniom kościoła dziś miliony Polek i Polaków przystąpi do zbiorowych obchodów imienin Andrzeja, no i oczywiście do wróżb andrzejkowych. Chciałbym jednak uprzedzić, że dzisiejsze wróżby to lipa, pic na wodę (niektórzy mówią wosk na wodę) i fotomontaż, ponieważ zgodnie z prawdziwymi tradycjami andrzejkowymi, to powinniście minionej nocy, albo wczoraj późnym wieczorem wróżyć, a to wie zapewne nie wielu.

Zgodnie z tradycjami to noc z 29/30 listopada ma moc wróżbiarską, więc dziś się nie wysilajcie. Jednak, gdy ktoś jest  już bardzo uparty i chce powróżyć sobie o przyszłości, to chciałbym dodać, że te wróżby dotyczą ludzi stanu wolnego, a więc wszyscy pozostali niech sobie naprawdę odpuszczą, chyba, że sobie chcą powróżyć kiedy będzie rozwód.

Dla tych, którzy są jednak uparci proponuję Polarmancję. To rodzaj wróżby, a właściwie przepowiadania przyszłości z futra Polarnego. Wróżba Polega na tym, że zadaje się Polarnemu pytanie, a on wtedy przepowiada przyszłość, drapiąc się po swoim futrze. No oczywiście wróżba ma sens jeżeli, ktoś ma jakiegoś Polarnego pod ręką.

Jeżeli brak Polarnego to proponuję się zabawić w dziesięć filiżanek. Na czym to polega? Bierzemy 10 filiżanek i pod 9 wkładamy przedmioty: małą laleczkę, monetę, prezerwatywę,  kluczyki od samochodu, kłódka, zapałka, obrączka, białe futerko, cukierek. Nastepnie machrujemy nimi jak w grze w trzy kubki, a następnie odkrywamy jedną wybraną filiżankę.

 .

Jeżeli wylosujesz:

MAŁA LALECZKA – impreza będzie fest, ojca nie ma dziecko jest;

MONETA – kłopoty ze spłatą kredytu za imprezę albo alimenty wkrótce;

PREZERWATYWA – zabieramy z sobą, bo wkrótce może się przydać;

KLUCZYKI OD SAMOCHODU – sex na tylnym siedzeniu malucha już wkrótce;

KŁÓDKA – uważaj na sex bez zabezpieczenia;

ZAPAŁKA – któraś laska albo któreś ciacho nieźle się na Was na pali na imprezie, miejcie oczy i uszy szeroko otwarte;

OBRĄCZKA – wybierajcie tych z obrączką, mniej kłopotów i od razu wiadomo o co chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi, to i tak wiadomo, że o sex;

BIAŁE FUTERKO – uważajcie, bo Polarny ma na Was chrapkę, cokolwiek by to znaczyło;

CUKIEREK – istnieje dużo prawdopodobieństwo, że w najbliższym czasie traficie na słodką idiotkę lub słodkiego idiotę, wykorzystajcie ich na maxa;

PUSTA FILIŻANKA – jesteście cieniasy i pipy grochowe, bo mieć szansę trafić 9 na 10 i nic nie trafić to trzeba być naprawdę ofiarą losu.

 .

Jeżeli myślicie, że Polarny robi sobie dzisiaj z Was jaja to … macie rację!!! Życie bez jaj byłoby przecież takie smutne i nie rozwojowe, a wróżenie to nic innego jak robienie sobie z kogoś jaj.

wtorek, 27 listopada 2007
 

 ROZCIĄGNIJ SWÓJ CZAS JAK MEGA GACIE
Z pewnością wielu z Was oczekuje z niecierpliwością na mój nowy tekst. Fakt, traktuję ten blog (tego bloga?), jak redagowaną przeze mnie gazetę, w której zamieszczam tematyczne felietony. Z pewnością i Wy podchodzicie do tego, jak do jakiejś gazety, którą czyta się przy śniadaniu, porannej lub południowej kawie, jako popołudniową rozrywkę lub wieczorną odskocznię od codziennych czynności. Staram się Wam dostarczyć zawsze coś nowego, na tyle ciekawego, abyście tu wracali. Fenomen czytelnictwa blogów wciąż nie jest zbadany. Nikt do końca nie wie dlaczego jedne blogi mają wielu czytelników, a inne mniej, mimo, iż są równie dobre. Mówi się o interakcjach społecznych, o wzajemnych odwiedzinach, o linkowaniu, o dobrym piórze, ale są od tego odstępstwa i to bardzo często, czego jestem ewidentnym przykładem. Dziś nie zaserwuję Wam nic nowego, ani odkrywczego, bo nie mam na to czasu. Ten tydzień mam wyjątkowo napięty w pracy, a więc i na bloga mam czas tylko późnym wieczorem. Nie chcę więc Wam tu wstawiać lipy, aby coś było (chociaż ten tekst sam w sobie jest już wielką lipą), dlatego następnym razem odezwę się dopiero wtedy, kiedy naprawdę znajdę czas na pisanie i będę miał coś do powiedzenia.

Tymczasem chciałbym zadać pytania: Kiedy czytacie blogi? Kiedy najczęściej znajdujecie na nie czas? Jak traktujecie blogi, które czytacie? Czytacie je dla ciekawości świata, osoby, życia innych? A może są one dla Was po prostu jeszcze jedną gazetą?

Pozdrawiam Wszystkich Czytelników… do następnego przeczytania. 

WNIOSEK: DOBA NIE JEST GUMKĄ DO MAJTEK, KTÓRĄ DA SIĘ ROZCIĄGNĄĆ, CHOCIAŻ NASI PRZEŁOŻENI TAK WŁAŚNIE UWAŻAJĄ.

 
niedziela, 25 listopada 2007
 

 TEMIDA WG KACZYŃSKICH
Jedną rzecz, którą zawdzięczam Braciom K. jest możliwość otrzymania prawie za darmo mojego mieszkania spółdzielczego. Gwarantuje to nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Czy to sprawiedliwe? Hm.. nie dyskutuję nad tym, tak samo jak nie dyskutuję nad tym czy sprawiedliwe jest, że ktoś wygrał w Lotto, a ja nie.

Niestety droga do stania się jedynym i niepodzielnym Włatcą Móch… to znaczy mojego M Ileś Tam jest strasznie wyboista. Chętnych są miliony, w „mojej” spółdzielni jedynie około 2 tysięcy. Każdy chciałby mieć kąt na własność, aby móc nim później odpowiednio dysponować. Niestety spółdzielcy robią wszystko, aby nasze chęci zanikły w zarodku. Dezinformacja, lenistwo, nie wywiązywanie się z obowiązków, przeciąganie terminów, utrudnianie, narzucanie własnych notariuszy, dopisywanie do umów notarialnych głupich dopisów to codzienność, z którą przeciętny zjadacz chleba nie wie jak sobie poradzić.

Ci, którzy do 31 lipca 2007 złożyli w spółdzielni wniosek o przekształcenie lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego w prawo odrębnej własności lokalu, a nie otrzymali do dnia 31.10.2007 roku odpowiedzi, oraz Ci wszyscy, którzy złożyli taki wniosek później i nie otrzymali odpowiedzi w ciągu 3 miesięcy, mogą już dziś śmiało składać pozew do sądu przeciwko spółdzielni, która nie dokonała przekształcenia własności. Składając pozew występujecie na drogę prawną z powództwa cywilnego.

Z doświadczenia własnego wiem, że wiele osób boi się tego i ma opory. Ludziska nie ma się czego bać. Pozew przyjmowany jest za darmo, a cały proces dowodowy wraz z orzecznictwem będzie się odbywał bez waszego udziału ponieważ sprawa jest ewidentnie prosta.

Największym problem dla większości jest napisanie POZWU. Są również trudności ze znalezieniem takiego wzoru pozwu w Internecie. Dlatego Polarny zamieszcza gotowy wzór pozwu dla wszystkich chętnych. Wystarczy podstawić gotowe dane w miejsce tych zaznaczonych na czerwono, wydrukować i złożyć pozew w biurze podawczym Sądu Rejonowego lub wysłać go do Sądu pocztą. Dzień stempla pocztowego jest równoważny z datą przyjęcia pozwu przez Sąd. Pozew składa się w dwóch egzemplarzach wraz z kopiami załaczników, a potwierdzenie przyjmujemy na egzemplarzu trzecim.

WZÓR POZWU O ZAWARCIE UMOWY ZE SPÓŁDZIELNIĄ (ściągnij) 

Nie musicie szukać prawnika. Polarny za darmo udostępnia Wam to za co przeciętny prawnik nieźle by Was skasował. Polarny już swój pozew złożył. Jestem ciekaw czy Wam się przyda?

WNIOSEK: NA POHYBEL MALKONTENTOM. 

 

piątek, 23 listopada 2007

  .

SAMOTNOŚĆ STRACHA NA WRÓBLE AUTOR (PRAWDOPODOBNIE): LIDIA BEATA BAREJ 
- Misiek! Strasznie się dziś bałam w nocy – rozpoczęła swój poranek Córa Mała wtulając się we mnie.

- Miałam straszny sen. Śniło mi się, że wędruję samotnie po jakimś wielkim mieście. W około obcy ludzie i betonowe wieżowce. Chodziłam sama i nikt mnie o nic nie pytał. Ludzie mnie nie zauważali. Byłam głodna, ale bałam się zapytać kogokolwiek o jedzenie. Nie znałam miejsca, a Was nigdzie nie było.

- A gdzie byliśmy? – zapytałem zafrapowany poranną opowieścią.

- Nie było Was. Chyba nie żyliście. Po prostu wiedziałam, że Was nie ma i nie mam po co Was szukać. Karoliny (Córa Duża) też nie było. To było straszne. I wiesz co? Ja wcale nie płakałam. Bałam się, ale nie płakałam.

- I co było dalej?

- Obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju i wtedy dopiero się rozpłakałam.

- A dlaczego dopiero wtedy?

- Nie wiem. Chyba ze szczęścia, że jestem w domu, a Wy jesteście obok. Pewnie też ze strachu, że to może się zdarzyć naprawdę. Dopiero jak się obudziłam to pomyślałam, jakie to straszne nie mieć Was. 

 .

To zdarzenie przypomniało mi od razu wpis POWAŻNEGO na temat strachu. Mało kto z nas na co dzień uświadamia sobie swoje lęki. A są one różne. Jedne lekkie i uświadomione inne silne, ale drzemiące głęboko w dalekich pokładach podświadomości. Dopiero sytuacje, sny, zdarzenia wyciągają je na światło dzienne. Nikt nie jest wolny od strachu. Boimy się o swoje zdrowie, o życie, o zdrowie i życie bliskich. Boimy się pająków, wysokości, zamkniętych pomieszczeń lub dla przeciwwagi otwartych powierzchni.

Harry 122 nie boi się niczego, ot taki psychol, ale Polarny boi się np. wysokości na wąskich przejściach bez barierki. W czasie snu gdy śni mu się balkon bez barierek klatę ściska stalowa obręcz. Na dachu wieżowca, gdy nie ma barierek czuję lęk. Pytanie co robię na dachu wieżowca? Nieważne. Np. karmię helikoptery. Czuję lęk przed przedwczesną śmiercią. Nie jest to strach odbierający wolę myślenia, tylko lęk, że gdy umrę „nie w czasie” wiele rzeczy pozostanie niedokończonych. Nie będę mógł zapewnić przyszłości CM-ce i CD. pewne moje życiowe projekty na emeryturę nie będą miały możliwości realizacji. Myślę twórczo, a lęk przed śmiercią i wielkie pokłady mojej wyobraźni płatają mi figla ucinając moje myśli.

Zastanawialiście się kiedyś na sowimi lękami, nad strachem? Zadam pytanie za Poważnym: Czego się boicie? Co Was przeraża? Co spina Wasze serca stalową klamrą i nie pozwala swobodnie oddychać? Czy potraficie utożsamić, określić, opisać swój strach? 

 WNIOSEK: TYLKO GŁUPCY NIE ODCZUWAJĄ STRACHU, BO SĄ NA TO ZA GŁUPI.

 
środa, 21 listopada 2007

 

 

 MLECZKO Cel w życiu

Gdy tak czytam o wypadku z sierpnia, który tak bardzo jest ostatnio rozdmuchiwany przez media, to zastanawiam się ilu potencjalnych czytelników w ogóle wie, co to jest wojsko? Podejrzewam że większość ma o tym blade pojęcie, a jeszcze mniejsza liczba czytelników uświadamia sobie, że żołnierz jest po to, aby zabijać. Bronić, chronić itp. hasła to i owszem, ale na innym poziomie myślenia. To wyższy stopień abstrakcyjności. Podstawowym zadaniem żołnierza jest umieć się bronić lub atakować, na tyle skutecznie, aby wyeliminować przeciwnika. Przyziemnie, to żołnierz ma posiadać umiejętność zabijania.

Sposobów eliminacji jest wiele, jak i doktryn jak eliminować, pozbawiać życia czy też tylko ranić. Jedna z doktryn czysto wojskowych mówi, że najlepszym przeciwnikiem jest przeciwnik ciężko ranny. Wówczas nie dość, że eliminujemy jedną osobę z pola walki, to jeszcze eliminujemy inne, które będą zaangażowane w opiekę medyczną, transport, oraz zaopatrzenie. Jednak to jest doktryna czysto wojskowa i może dotyczyć wojny pozycyjnej z początków XX wieku.

Dziś w wojnie partyzanckiej, w działaniach antyterrorystycznych stosuje się metodę bezwzględnej eliminacji przeciwnika. I właśnie to jest podstawowym zadaniem każdego żołnierza, szczególnie grup specjalnych i szturmowych. To właśnie tego uczy się na różnego rodzaju szkoleniach. To umiejętności perfekcyjnego posługiwania się bronią (oprócz taktyki działań interwencyjnych) uczą żołnierzy, a więc również umiejętności zabijania. Tu doktryna jest tylko jedna „albo my, albo oni”, nie ma tu miejsca na sentymenty.

Izraelczycy w czasie strzelania dubletowego uczą się skutecznie eliminować przeciwnika. Pierwsze strzały jakie się oddaje są to strzały w oczy. Nie w klatkę piersiową, która najczęściej osłonięta jest kamizelką kuloodporną, nie w kolana, których uszkodzenie może pozwolić na unieruchomienie przeciwnika, ale w twarz, w trójkąt oczy –nos. Dopiero uszkodzenie centralnego układu nerwowego pozwala mieć pewność, że terrorysta z przestrzelonym kolanem nie zdetonuje ładunku wybuchowego, a postrzelony w klatkę, podładowany adrenaliną nie zacznie strzelać w najmniej oczekiwanym momencie.

Zarówno Ci co „się szkolą”, a także Ci, którzy „ich szkolą” wiedzą doskonale, co to jest błąd ludzki i co to jest błąd narzędzia (maszyny). Nie raz na treningach zabijali tekturowych cywili, którzy weszli niespodziewanie w pole rażenia. Nie raz broń zawodziła i strzelanie dawało zupełnie inne skutki niż zamierzone. Nie raz czynnik ludzki w postaci dowodzenia źle oszacował sytuację i ginęli kartonowi cywile.

Na ćwiczeniach byli kartonowi. Na polu walki są żywi. Nie wypowiadałbym się na ten temat, gdybym nie wiedział o czym piszę. Zarzut umyślnego zabicia cywili w Afganistanie i posądzenie o zbrodnie wojenne jest dla mnie największym absurdem i echem IV RP.

Wszelkie działania wojskowe i antyterrorystyczne jeżeli w swoim założeniu nie są działaniami eksterminacyjnymi, takimi jakie miały miejsce Kosowie czy Srebrenicy, nie mogą być traktowane jako zbrodnia wojenna. Nikt na zdrowym umyśle nie strzela w wioskę, chyba, że ma uzasadnione podejrzenie, że tam kryje się zagrożenie.

W omawianym przypadku takiego zagrożenia nie było. Mimo to wioska została ostrzelana. Pozostaje jedynie znalezienie prawdziwej odpowiedzi: Dlaczego? Pierwsza niejasność to dlaczego nic nie robiono w tym temacie przez kilka miesięcy? Przecież to na gorąco podczas wizji lokalnej i przeszukania miejsca zdarzenia, można znaleźć odpowiedzi. Nie wierzę, że ktoś sobie zrobił poligon doświadczalny. Ewidentnie widać, że popełniono błąd. Kwestia tylko jaki? Błąd człowieka przy moździerzu, błąd techniczny amunicji, a może błąd dowodzenia? Najprawdopodobniejszy jest ten ostatni i dlatego sprawa jest tak bardzo zagmatwana i tak późno podjęto konkretne działania.

Jednak bez względu na to, skąd wyniknął błąd nazywanie żołnierzy działających na polu walki zabójcami czy mordercami, to już zbyt daleka interpretacja faktów, które nie są znane. Domniemanie i skazywanie zaocznie przypomina inkwizycję i sądy kapturowe. Tak myśląc, to już dziś można nazywać każdego żołnierza czy policjanta zabójcą, ponieważ uczy się ich zabijać. Gdy wrócimy do początku „artykułu” i założeń dotyczących podstawowej umiejętności żołnierza, to każdy żołnierz jest zabójcą (mimo, iż nie spełnionym) a większość, która wejdzie na pole walki ma szansę zostać mordercami. Jaki więc jest cel życiowy tych, którzy służą w mundurze?

Zbrodnia czy wypadek? To rozstrzygnie dopiero postępowanie przed sądem wojskowym. Ferowanie wyroków dziś jest nadużyciem medialnym, ale przede wszystkim społecznym.  

WNIOSEK: PRZYCZYNĄ WSZELKICH ABSURDÓW W SPOSOBIE MYŚLENIA I W PRZEKONANIACH JEST MYLENIE CELU ZE ŚRODKAMI (NOVALIS)

niedziela, 18 listopada 2007
 
kaczor na plaży 
 

Bycie Małym Członkiem wcale nie jest proste, no bo co taki Mały Członek sobie myśli? Przede wszystkim, że jest  mały i już sama ta myśl jest stresująca. W świecie średnich, a niekiedy nawet dużych bycie małym wprowadza frustrację. Nawet jak stanie się na wysokości zadania, to zaraz pada myśl, że może małość jest gorsza? Niby robi wszystko jak więksi, a jednak czuje dyskomfort spowodowany swoją małością.

Takie myślenie prowadzi do dwóch typów zachowań. Pierwszy - pogodzenia się z własną małością i funkcjonowanie w świecie większych z przeświadczeniem swej małości; drugi – przedsięwzięcia działań, aby  udowodnić, że mały może być wielki. Ten drugi sposób zachowania nazywa się często właśnie Syndromem Małego Członka.

Mały z Syndromem Małego Członka od razu na wejściu  neguje swoją małość. Pręży się, staje na palcach, wyciąga wysoko szyję, by jego główka sterczała jak najwyżej i jest go wszędzie pełno. Nie mogąc być w sposób naturalny dużym, stara się poniżać wszystkich większych od siebie. Próbuje wówczas wyeksponować swoje cechy przywódcze. Mały Członek nie tak od razu zostaje Małym Członkiem. Najpierw musi się nim poczuć, aby następnie przejść do fazy erekcji członkowskiej. Wówczas szuka, gdzie by tu się na jakiegoś członka wciągnąć. Gdy już nim zostaje, z miejsca stara się pokazać, że jego małość jest tylko i wyłącznie pozorna. Jednak w swych zachowaniach nie przebiera w środkach ekspresji, próbując zdominować Większych.

Mały Członek wstając rano powtarza sobie po wielokroć: - Jestem Wielki – i nie docierają do niego żadne obiektywne przesłanki o jego małości. W ten sposób pompuje swoje Ego, które pozwala mu zapomnieć o jego małości.

 olbrzym zapluty karzeł reakcji
Im Mały Członek bardziej wierzy w siebie, tym jego Ego staje się większe. Wielkość Ego ma uzupełnić braki, jakie stwarza jego naturalna małość.

Postępowanie Małego Członka zawsze ma na celu wywyższenie się. Nie ważne jakim sposobem, ważne, aby wyjść ponad poziom.

Mały Członek z Syndromem MC nie zakłada konta, nie zakłada rodziny i kupuje kota, który tak jak on chodzi własnymi ścieżkami. W końcu trzeba mieć jakiegoś znajomego i najlepiej takiego, który milczy. Mały Członek jest z założenia małoduszny, często małostkowy, ma wysokie mniemanie o sobie – wprost proporcjonalne do wielkości swego Ego i niskie mniemanie o innych – odwrotnie proporcjonalnie do wielkości Ego.

Mały Członek nie uznaje wielkości innych. Wielkich wita siedząc. Ważne sprawy załatwia w przedsionku swojego biura. Stara się kontrolować wszystko i wszystkich dzięki czemu zwiększa poczucie swojej wielkości. Stając … na czele swojej Grupy Członkowskiej próbuje utrzymać władzę w jednym ręku, a że to mała rączka (jak to u małego), ma z tym olbrzymie problemy. Musi więc stosować metody zastraszanie, kopania dołków, podżegania. Kunktatorstwo, nepotyzm, a nawet poplecznictwo są narzędziami powszechnie stosowanymi przez osoby dotknięte Syndromem MC.

Leczenie Syndromu MC jest stosowane objawowo. Najskuteczniejsze jest odcięcie środowiskowe oraz brak poparcia idei preferowanych przez Małego Członka.

Wszystkich, którzy mają do czynienia z tą chorobą Polarny przestrzega, że jest ona zaraźliwą i może przynieść duże zmiany w psychice, które nie będą brane pod uwagę, jako uszczerbek na zdrowiu podczas kwalifikowania do przyznania renty lub emerytury. 

WNIOSEK:  CZASY SIĘ ZMIENIAJĄ. MALI NIE.

 
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM