niedziela, 28 lutego 2010

Czytacie „Wyborczą”, ale nie tą internetową tylko tą papierową? Polar czyta. Tak, tak, Polarny potrafi czytać, nie tylko pisać pierdoły. A zauważyliście przypadkiem, że ostatni dodatek telewizyjny został wydrukowany na jakimś gównianym papierze? Nie jest to już ta błyszcząca jakość i wyrazistość, tylko jakaś tania podróba zbijająca koszty wydania. Polarowi to od razu rzuciło się w oczy. Czyżby mały kryzysie w „Wyborczej” i zbijanie kosztów? Oczywiście wszyscy w „Wyborczej” zaprzeczą, a przede wszystkim będą mieli w dupie, co Polar tu wyskrobał, więc nawet nie będzie chciało się im zaprzeczać, bo Polar to jest Cienki Bolek i Mały Miki, żeby się do niego ustosunkowywać, a najlepiej, jakby on sam się odstosunkował, bo i tak nie ma to żadnego znaczenia. Tak więc dupny papier dodatku telewizyjnego przykryje się pierzynką milczenia, i każdy będzie udawał, że kryzysu nie ma.


To, że nikt nic nie wspomni o papierze to normalne, bo … POLSKA NIE JEST W KRYZYSIE. Już mnie bierze kurwica lewego sutka  (trzeciego od góry), gdy ciągle słyszę w jakim to wspaniałym kraju mieszkam, jak to nas kryzys ominął, jaki to my mamy super wzrost gospodarczy w porównaniu z całą Europą a nawet światem. Jesteśmy tak genialni, że nawet nam kurwa kryzys porządnie nie wyszedł.

 

Gdy tak słucham tego srania w banię, czytam ochy i achy Babci Stachy spod pachy, to przypominają mi się od razu czasy gierkowskie i wszechobecna propaganda sukcesu. Nauczyliśmy się tego od ruskich. Oni wtedy mieli wszystko największe: kukurydzę, ziemniaki, buraki, zboże, i pewnie karaluchy i szczury też… no i długi. A my mieliśmy największe … tylko dług. Może, dlatego, że wielu wychodzi z założenia, że lepiej mieć długi … niż krótki?


KRYZYS W POLSCEObecnie mamy do czynienia właśnie z taką głupią propagandą sukcesu. Przy niej gierkowska to mały Pikuś i nawet nie Pan. Goebbels mógłby się od nas uczyć. Po prostu w Polsce nie ma kryzysu!!! Jasne, a Polarny ma pchły na jajach, a jaj w ogóle nie ma, bo miałby na nich blond loki i blond pchły . U Polarnego w robocie wstrzymuje się wszelkie możliwe delegacje, „na szkole” wyłączono 50% zewnętrznego oświetlenia i 30% wewnętrznego. Każe się nam opierdalać podwładnych za zbyt częste używanie czajników, mamy podpierdalać tych, którzy używają farelek, ustawowej podwyżki nie będzie, mamy ograniczyć się w zużyciu papieru do drukarek, ale przecież kryzysu nie ma. Budżet jest o 15% niższy niż w ubiegłym roku, ale przecież kryzysu nie ma. Nie ma szmalu na pieczątki, nie ma kasy na listy polecone, ale przecież kryzysu nie ma. Na delegacje „każą” jeździć własnym autem, bo wtedy mniej płacą za kilometrażówkę, niż za bilety PKP, tak planują delegację, aby jechać w nocy, wtedy nie trzeba płacić za noclegi, ale przecież kryzysu nie ma. No bo jak może być kryzys, skoro nasza gospodarka jest na plusie? No, jak może być skoro jesteśmy najlepsi w Unii?


Polarny już rzyga tym szczęściem i brakiem kryzysu. Rzyga tą propagandą sukcesu, którego nie zawdzięczamy ani rządowi, ani umiejętnościom gospodarczym, czy politycznym naszego establishmentu. Od tego mleka i miodu płynących rzekami, aż mdło się robi, więc jak tu nie rzygać?


A Polska? Trafiło się ślepej kurze ziarno. Zeżarła je i nadal jest ślepa. W tym temacie nic się nie zmienia, nadal obija się o płoty, myli psa z krową, i chodzi głodna, chyba, że potknie się o resztki ze świńskiego koryta. Jesteśmy ślepą kurą Unii, ale przecież trzeba odtrąbić sukces, bo skoro wszyscy mówią, że jest ok., … i babcia też, to znaczy, że jest ok., mimo iż nić nie widać. No, ale skoro jest się ślepym to jak można widzieć, że nie ma kryzysu, trzeba wierzyć tym, co widzą.

 


WNIOSEK: NIECH ŻYJE NAJLEPSZA GOSPODARKA W EUROPIE!!! NIECH ŻYJE!! NIECH ŻYJE!!! NIECH ŻYJE!!!

czwartek, 25 lutego 2010

 

Chyba nie jest niczym nienormalnym, że człowiek (czyt. Dźwiedź) potrafi niektóre płyty słuchać po kilkadziesiąt razy? O ile oglądanie po raz czydziesty czeci jakiegoś filmu jest już dla mnie zboczeniem, o tyle wysłuchanie albumu trzydzieści razy w ciągu tygodnia jest zupełnie normalne.


Polarny otrzymał ostatnio w prezencie dwupłytowy album Mike’a Oldfielda z 2005 roku „Light + Shade” i stwierdził, że się cholernie zaniedbał. Nie chodzi o pchły na futrze, brąz tu i ówdzie (nie koniecznie na gaciach), czy brudne pazury, ale o zaniedbanie muzyczne. Polar uwielbia Oldfielda i ma swoje ulubione płyty, do których należy The Songs of Distant Earth i wstyd powiedzieć, ale „Światła i Cienia” do tej pory nie słyszał. Teraz, gdy album trafił w ręce Polarnego, jest katowany non stop, a utwór otwierający album jest hitem sezonu. Przy takiej muzyce relaksuję się na maxa:


 


Początki uwielbienia Polarnego dla „elektroniki” sięgają czasów podstawówki, kiedy to ojciec zaszczepił go muzyką takiego zespołu jak Tangerine Dream, czy takich solistów, jak Klaus Schulze, czy Vangelis. Muzyka puszczana z niezniszczalnego ZK 145, a  później niesamowitej, jak na owe czasy, wielościeżkowej Arii, wzmacnianej kultowym Radmorem, mocno wbiła się w głowę Polara. Przełomem był jednak album Trans-Europe Express (1977) zespołu Kraftwerk. Był to pierwszy album, który Polarny usłyszał w wersji kwadrofonicznej. Był to rok 1979, kiedy to jeszcze o czymś takim, jak kino domowe 5.1 nikt nawet nie marzył. Wrażenie niesamowite, gdy czuło się w głowie przejeżdżający ekspres ułożony z dźwięków. Obraz namalowany muzyką przez zespół był tak realistyczny, że Polarny zakochał się w tym utworze, zespole, jak i muzyce elektronicznej. Wracając dziś do dzieła, które ma już ponad trzydzieści lat ma się wrażenie, że utwór nie stracił nic na swojej świeżości i nowatorstwie przekazu, a dzisiejsi techno-kompozytorzy mogą się na nim śmiało uczyć podejścia do tematu. Sami posłuchajcie:

 


 

 

Tak, dla niektórych to może być siekanko – rąbanka typu techno, ale Polarny jest ciekaw, czy dzisiejsza młodzież zdaje sobie sprawę, że to, co ich dziś tak kręci narodziło się, gdy ich ojcowie żuli Donalda i strzelali z procy robionej z gumek od weków?


Polarnemu po wysłuchaniu otrzymanego albumu wzięło się tak jakoś na wspominki i przypomniał sobie o tym utworze Oldfielda:

 

 


Czy wyobrażacie sobie, że ten utwór ma ponad 30 lat???  Wpada w ucho, nęci melodią, zajebisty do samochodu, linia melodyczna prosta wbija się w głowę tak mocno, że chce się jej słuchać na okrągło. Gdybym go dziś usłyszał po raz pierwszy, w życiu bym nie powiedział, że to taki staruszek. I tak sięgając wstecz stwierdzam, że pewna muzyka nigdy nie będzie stara. Tak jak Ci od muzyki poważnej potrafią zachwycać się muzyką z przed setek lat, tak Polarny wciąż zachwyca się tą z przed lat trzydziestu. A Amstrong, a dixieilandy, a Presley, a The Beatles, czy John Lenon? To muzyka jeszcze starsza, a tak wielu ją uwielbia i wraca do niej z zachwytem.  Czy to dlatego, że to muzyka młodości? Może, ale nie na pewno. Fajnie tak powspominać i posłuchać po raz kolejny czegoś, co budzi w człowieku tyle uczuć i wspomnień. Polar to chyba jednak wrażliwe zwierzę.


No to sobie powspominałem i pomarudziłem, a teraz idę słuchać Oldfielda po raz …. –esty albo może –ąty, nie liczyłem. Ile jest takich płyt w naszym życiu, które katujemy setki razy? Pewnie masa i na pewno każdy ma jakąś swoją.

 


WNIOSEK: MUZYKA JEST JAK WSZECHŚWIAT – NIESKOŃCZONA, PONADCZASOWA I NIKT NIE JEST PEWIEN JAK NAPRAWDĘ W NAS POWSTAJE.

wtorek, 23 lutego 2010

Pierwszy zegarek Polarny dostał daleko przed komunią i była to niemiecka Ruhla. Nie pamiętam co to była za okazja. Widocznie nic ważnego, skoro nie wryło się to w pamięć Polarnego. Zegarek, jak zegarek, ot taka trochę lepsza tandeta z NRD, jednakże na ręce siedmiolatka był to nie lada rarytas i społeczna nobilitacja na wagę gumy Donald z Pewexu, albo i lepiej.


Otrzymanie zegarka wiązało się nie tylko z poczuciem bycia lepszym od tych wszystkich, którzy ich nie posiadali, ale również z faktem, że czas zaczął mieć dla Polarnego znaczenie. Nie było to znaczenie jakieś olbrzymie, ale Polarny wtedy zauważył, że coś takiego jak czas istnieje.


Do tej pory Dźwiedź budził się, gdy mama przynosiła do łóżka znienawidzone mleko z miodem, wychodził do szkoły, gdy dostawał kopniaka, a kładł się spać, gdy w czarnobiałym Lazurycie słychać było dźwięk Dziennika Telewizyjnego. Rytm życia siedmiolatka wyznaczały jedynie pewne powtarzalne czynności, które z poczuciem czasu raczej miały nie wiele wspólnego.


Gdy jednak pojawiła się Pani Ruhla, albo może Pan Ruhel, bo to w końcu zegarek był, okazało się, że te powtarzalne czynności są ściśle powiązane z dwiema czarnymi wskazówkami na białoszarym cyferblacie nowo otrzymanego przedmiotu. Wskazówki te wyznaczały rytm życia młodego Dźwiedzia. Ja wiem, że to nic nadzwyczajnego, ale dla siedmiolatka to jednak było pewne odkrycie, szczególnie, że wtedy, kiedy Polarny był siedmiolatkiem, to dzieci, w porównaniu z dzisiejszym kwiatem, można by nazwać niepełnosprytnymi. W tamtych czasach zegarek (w) na ręce siedmiolatka, to co najmniej jak dziś Samsung Omnia II w rękach przedszkolaka. Wydarzenie na miarę podwórka i okolic.


Okazało się, że mleko atakuje o 6.30, kop w dupę do szkoły następuje 7.15, a Dziennik Telewizyjny w jedynym dostępnym wówczas programie (do odbierania dwójki trzeba było mieć specjalną przystawkę i drugą antenę) zaczyna się o 19.30. Panta rhei jak mawiał Heraklit z Efezu, a czas w szczególności, ale tego akurat Polarek jeszcze nie wiedział. Jednak czas zaczął mieć coraz większe znaczenie. Coraz więcej czynności zaczęło być wykonywane pod dyktando zegarka. Okazało się, że przerwy w szkole mają swoją określoną normę czasową, bo do tej pory, to jedynym ich wyznacznikiem był dźwięk dzwonka. Okazało się, że lekcje w szkole muzycznej nie są zaraz po obiedzie, tylko o … 14. Przykładów można by było mnożyć, ale to nudne jak całe to powyższe pisanie.


Wraz z poczuciem upływającego czasu i zrozumieniem, że zegarek jest, jakby wyznacznikiem całej codzienności, Polarny zrozumiał, że czas jest ważny. Zrozumienie pogłębiły: opierdol za spóźnienie się na lekcje, uciekający autobus, zamknięty sklep, itd. itp. Pewne niezauważalne do tej pory czynności związane z czasem zaczęły nabierać konkretnego kształtu, zawsze zamkniętego w ramach czasu. W tym momencie można by było powiedzieć, że Polarny stał się niewolnikiem czasu, a zegarek jego łańcuchem, ale tak nie było. Polarny po prostu zaczął cenić czas. Z wiekiem co raz bardziej.


Z czasem, okazało się, że czas nie dla wszystkich ma znaczenie, a najmniejsze dla kobiet. Im Polarny stawał się starszym, tym obserwacje wskazywały na to, że dla kobiet czas to pojęcie bardzo względne, czasami tak względne, że nawet nie istnieje, no chyba, że spojrzą od czasu do czasu w lustro, co często kończy się ranami na duszy.

 

CZAS OKIEM KOBIETY


Pierwszy raz Polarny zauważył, że kobiety inaczej spoglądają na czas przy Pierwszej Komunii. Podówczas tylko chłopcy w prezencie otrzymywali zegarki, a dziewczynki zupełnie coś innego. O ile chłopcy zachwycali się nowymi „Wostokami seventeen jewels” o tyle dziewczynki miały to głęboko, gdzieś pod wielowarstwowymi sukniami komunijnymi, przypominającymi suknie ślubne. Tak samo traktowały czas. Dziś Polarny zastanawia się czy przypadkiem fakt, że dziewczynki na komunię nie otrzymały zegarków, nie miał wpływu na późniejsze traktowanie przez nie czasu.


Dziś na wykładzie Polarny zapytał się jednej ze spóźnionych Pań, co dostała w prezencie na komunię, o ile w niej uczestniczyła. Odpowiedź brzmiała: - Rower. To poniekąd może potwierdzić polarną teorię co do wpływu prezentów komunijnych na stosunek do czasu.


Minął czas komunii, a z nim era Wostoków. Szybko jednak za nią pojawiła się era elektroników. Hitem stały się „szwajcarskie” siedmiomelodyjkowce kupowane w Hong Kongu czy Tajwanie na kilogramy. I znowu męska część populacji Polarnego zaczęła się zachwycać nowym nabytkiem. I znowu nie dotyczyło to kobiet. Owszem spojrzały przelotnie na srebrząca się  na nadgarstku „Stanley Steel” bransoletę, ale na tym ich zainteresowanie zegarkiem się kończyło. Nie ważne, że dla nich Tajwan przygotował równie ciekawą ofertę, z zegarkiem w różowym długopisie włącznie. Zegarki dla kobiet nie istniały. Czas również.


Ileż to razy Polarny wściekał się na swoje koleżanki, dziewczyny, partnerki, współpracownice, że czas dla nich nie jest niczym znaczącym. Punktualność, którą tak cenił, i która zakotwiczyła się w nim na dobre od momentu spotkania z Panem Ruhlą, nie raz była powodem do wielu sprzeczek, a nawet zakończenia znajomości. No, bo jak można lekceważyć czas? No jak? No, ale widać, że można.


Kobiety wyjątkowo mają tendencję do spóźniania się gdzie tylko można. Nie demonizuję, ale rzadko zdarzało się Polarnemu spotykać niepunktualnych mężczyzn, za to niepunktualne kobiety stadami. I mimo przeżycia ponad czterdziestu lat i wysłuchaniu tysięcy, a może dziesiątek tysięcy różnego rodzaju tłumaczeń, Polarny wciąż nie rozumie, dlaczego kobiety tak nie lubią zegarków, ale zaczyna rozumieć dlaczego kobiety nie wolno pytać o wiek – ten się zawsze u nich spóźnia.


WNIOSEK:  NIE MA TAKIEJ GODZINY NA KTÓRĄ KOBIETA POTRAFIŁABY SIĘ NIE SPÓŹNIĆ, OPRÓCZ GODZINY WŁASNEJ ŚMIERCI. NA TĄ WSZYSCY SĄ PUNKTUALNI.

czwartek, 18 lutego 2010

POLARNY NAGOCzy Polarny mógłby być idolem? Mógłby. Wystarczyłoby go trochę podszlifować, zrobić manicure i pedicure, lekko przyciąć futro, wybielić kły, okrasić tym i owym, umyć, wypachnić, dobrze zapakować, dobrać tematy, zrobić odpowiednią reklamę i marketing, i … wułala, czy jak kto woli voila, czy jakoś tak. O czym to świadczy? O tym, że standardy i potrzeby, co do autorytetów mocno się z pauperyzowały. Ich głębia zaczęła świecić tysiącem mielizn, a wnętrze zaczęła zastępować powierzchowność. Cóż, takie czasy, i takie społeczeństwo. Tacy idole jacy ludzie. Nic to jednak. Dobrze, że jeszcze w ogóle coś jest, a nie:  - Nie będzie niczego … – jak mawiał Kononowicz.


Ale … może wkrótce nie być, gdy do głosu dojdą krótkowzroczni i tępi przedstawiciele duchowieństwa, którym już się mocno zmierzcha pod kopułą lub też inni, którzy podobnie jak oni błyskają intelektualnie genialnymi pomysłami. I właśnie o Zmierzch mi chodzi. Widziałem film numer one, widziałem film numer tfu, przeleciałem książkę, jak się przelatuje TIR-ówkę, czyli szybko i bez emocji, uważając, aby się nie zarazić i mając w pamięci jedynie pożegnanie: - Bądź zdrów (tylko nie skupiać mi się nad tym, skąd Polarny wie, jak się bzyka TIR-ówki ok.? Bo to nie temat na dziś.) No to przeleciałem tę książkę i filmy, i … stwierdziłem bardzo delikatnie: - Ja pierdole. Beznadziejne…!!!! Ale … fajne.

ZMIERZCH WAPIRY NAGO TWILIGHT NAKED KSIĘŻYC W NOWIU NEW MOON

Hehehee… taaa, to jest dopiero odkrywcza myśl!!! Nie pierwsza zresztą w tym miejscu, ale Polarny znany jest z odkrywania tego, co jest tak oczywiste, że aż nie odkryte, albo i nie… ale kogo to obchodzi. Nie o Polarnego jednak odkrycie tu chodzi, a o Światłych Ciemnych, to znaczy tych, co tak na ciemno chodzą wystrojeni i rozjaśniają siebie trochę białym pod szyją. Ich odkrycie, że Zmierzch jest wstępem do Satanizmu, albo jeszcze lepiej Lucyferyzmu powaliło Polarnego na kolana!!! Zresztą nawet nie ich odkrycie, ale to, że XXI wieku potrafią jeszcze brać coś takiego do bani!!


HARRY POTTER NAGO NAKEDNo k..wa!!! 20 lat nie powalił mnie na kolana żaden ksiądz, ani mową, ani uczynkiem, ani zaniedbaniem. A tu nagle powaliła mnie Niejaka Nawrocka – rzekomo pisarka (w życiu o niej nie słyszałem), która poszła na udry z Harrym Potterem, ale ten drugi wygrał, bo miał fajną różdżkę i nie dał Nawrockiej jej potrzymać … w ręce, że o ustach nie wspomnę. I ta Niejaka Nawrocka powaliła Polarnego stwierdzeniem, że saga „Zmierzch” jest wstępem do zła, przyczynkiem do zejścia na złą drogę i … ja pierdolę, nawet nie będę pisał innych bzdetów i kretynizmów, jakie wypchnął z niej chory umysł. Powiem tylko tyle: jestem w szoku, że jeszcze tacy ludzie funkcjonują!!


Z innej jeszcze strony patrząc, zastanawiam się, dlaczego Pani Nawrocka  (pewnie się w swoje nazwisko mocno wczytała i zachciało się jej nawracania, a najbardziej Wisły kijem), nie potępia głośno innej literatury np. SF, czy Fantasy, która wręcz kipi czarami, okultyzmem, ciemnymi stronami mocy, tysiącami bogów i światów równoległych. Odpowiedź jest prosta, bo Pani Nawrocka chce zaistnieć. Ona walczy z „widocznymi demonami”, tymi POP-ularnymi czyli Harry Potterem, czy rodziną Cullenów. Skoro Harry (nie 122 – a szkoda) jest popularny, i Cullenowie również, to przy nich może i ona uszczknie trochę tej popularności. Płytkie, miałkie, głupie i bez sensu, no, ale ludzie potrafią być bez sensu. Polarny też.


ROBERT PATTINSON ZMIERZCH TWILIGHTOk. dla mnie Harry Potter czy postacie ze „Zmierzchu” Meyer to tylko papka popkulturowa. Doszukiwanie się w tym jakiejś głębi, czy też rysowanie problemów egzystencjalnych typu, wielka miłość ponadczasowa, która wygrywa ze śmiercią, to lekkie przegięcie. To, że takie postacie stają się idolami młodzieży nie wbija mnie w poczucie dumy, a raczej zażenowania. Wzorce miałkie i oparte na marnych fundamentach. Ale cóż, skoro sami sobie wychowujemy takie społeczeństwo. Niedługo przestaniemy się śmiać z dowcipu o gówniarzerii, która kopie wypasionymi komórkami dołki w piaskownicy. Niedługo dowcip stanie się faktem. Już dziś kasa i szpan to dwie najwyższe wartości społeczne wśród młodzieży.  Na ich tle Cullenowie, to naprawdę wzorzec do naśladowania. Mimo iż główny bohater wygląda jakby mówił: - Tak!!! Kochaj mnie mała, mimo iż wyglądam na pedała… ups… homoseksualistę, albo metroseksa.

 


WNIOSEK: IDEAŁY CO RAZ CZĘŚCIEJ STAJĄ SIĘ METROSKESUALNIE NIJAKIE.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Zwierzęta mają taki fajny zwyczaj zaznaczania swojego terenu. Przechodzi sobie taki Misiek co mu dupę wyGrizzli, otrze się to tu, to tam, siknie to tu, to tam, i wszystkie Miśki w okolicy wiedzą, że to teren Joggi’ego i Boo-boo. Piesy robią to samo. Piesa Polarnego - Suk Marki Bokser, nie odpuści żadnej żółtej plamie na śniegu. Nawet jak trzeba już wyciskać z ogona, to i tak siknie po raz dwieście pięćdziesiąty szósty, bo przecież jej musi być na wierzchu. Z tym sikaniem, czy innym piżmozaznaczeniem wiąże się również inna przypadłość, a mianowicie obrona własnego terenu. Zarówno Miśki, jak i piesy, a także inne zwierzęta bronią swego terenu przed obcym okupantem.


Okazuje się, że zima i w ludziach wyzwala takie instynkty. Budzą się one u właścicieli samochodów. Okopują oni swoje miejsca parkingowe. Odśnieżają. Zaznaczają łopatami swój teren, a później walczą o swoje miejsca, jak Lwy. Niech tylko ktoś wjedzie na oznaczony teren, to pazury się wysuwają, a kły świecą dobijając biel śniegu. Kierowcy gotowi do walki patrolują swój teren i walczą. Czasami dochodzi do rękoczynów, a krew się wala po śniegu, jak po ataku Polarnego (Niedźwiedzia oczywiście) na fokę. A wszystko w imię własności, która nie jest własnością. No bo jak na parkingu publicznym może być własnością odśnieżone miejsce?


Polarny już widział mordobicie o kawałek odśnieżonego asfaltu. Polarna Mama – Babcia opowiadała Polarnemu o sąsiadach, którzy zastawili specjalnie innych swoim samochodem za to,  że ktoś śmiał postawić auto na ICH odśnieżonym miejscu. Kumpel wkurzył się na gościa, który mu wysypywał śnieg pod garaż, to umówił się z facetem od pługa i tamten za flaszkę nagarnął gościowi śniegu na wysokość półtora metra.


I czego to ludzie nie wymyślą zimą? A wszystko to w imię poczucia własności i poszanowania własnej pracy. Wątpliwej własności i wątpliwej pracy. I tak budzą się w nas zwierzęta, które nie zasnęły na zimę, a wręcz odwrotnie śnieg pobudza je do działania. Głupiejemy, świrujemy, budzi się w nas agresja, no bo jak to??? Ja odśnieżyłem, a on mi zajmuję miejsce?!!! Zabić intruza!!! Wykończyć go!!! I tak zimową porą budzą się zwierzęce instynkty.


ZIMA


A Polarny? Polarny ma to w dupie!! Patrzy i oczom nie wierzy. Pan Doktor wyzywa od najgorszych Pana Profesora, Pani Księgowa wymyśla Panu Dyrektorowi,  Pan Inżynier dopierdala Panu Magistrowi. A Polarny może mieć to w dupie, bo ma swoje odśnieżone, prywatne, chronione i opłacone miejsce. Nie ma to jak się dobrze ustawić… własnym samochodem.

 



WNIOSEK: JAK TO CZASAMI NIE NASZE STAJE SIĘ NASZE. WYSTARCZY TROCHĘ ŚNIEGU.

czwartek, 11 lutego 2010

Miałem napisać inną notkę, ale zabójstwo Policjanta na Woli zmieniło mój nastrój. I tak sobie pomyślałem o skurwysyństwie i społecznej znieczulicy, które odbierane są przez Polarnego jako tożsame. Pomyślałem sobie o strachu ludzi, jaki ich obezwładnia w takich sytuacjach. Przypominam sobie opisane przeze mnie zdarzenie, gdy nikt nie sięga po telefon, a motocyklista odchodzi z miejsca wypadku. Przypominam sobie jeszcze wiele innych chwil, kiedy ludzie, albo mają coś głęboko w dupie, albo się boją, że im pampersy nie wytrzymają.


Wszystko gra. Każdy ma prawo do swoich zachowań, do strachu, aby nie dostać kosą pod żebra i nie zająć miejsca wyrywnego (chyba wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że Policjanta). Cacy jest, że parę osób zaczęło podziwiać gwiazdy na suficie tramwaju, a inne na przystanku zaczęły intensywnie sprawdzać gęstość powłoki śnieżnej. Można im wybaczyć, bo mokry i zamarznięty pampers jest niezdrowy i może pokaleczyć np. jaja. No, ale z drugiej strony, jak można pokaleczyć coś, czego się nie ma? Ale to tylko taka dygresja. No, więc można wybaczyć różne zachowania. Pojebaną znieczulicę podszytą futrem ze społecznego tchórza również, ale ch… j mnie strzela ostrą amunicją przeciwpancerną, gdy słyszę hasło: - A co w tym czasie robi Policja??!!!!


- No jak to co robi??!! No ku…wa leży sobie z dziurami po kosie i zdycha!!! – chciałoby się wykrzyczeć jednej, czy drugiej durnej babie, czy debilnemu, bezjajecznemu chłopu. No, bo co innego można w takim momencie powiedzieć??? Ma ktoś jakieś propozycje??!! Polarny ma właśnie taką, a nie inną.


No i gdy się tak posłucha o tym, że Policja nic nie robi, że jej za mało, że nie są tam gdzie powinni, to człowiek może i chwilowo przyznać rację. Może zła organizacja pracy, a może brak środków do jej prawidłowej realizacji, a może… poszli do lasu. Takich „może” może być setki. Ten kto nie siedzi w środku nigdy nie pozna prawdziwych przyczyn tego co się tam dzieje lub … nie dzieje. Jednak mimo tych wszystkich może każdy przyzna, że praca policjanta jest jedną z najniebezpieczniejszych. Narażenie życia i zdrowia, nie jest hipotetyczne, jak w wielu innych zawodach. I wie o tym każdy, kto kiedyś wzywał na interwencję gliniarzy do pijanego sąsiada, do narkomana na haju grasującego ze strzykawką napełnioną krwią z AIDS, do awanturującego się z siekierą męża, itp. itd. A teraz będą o tym wiedzieli również Ci, którzy widzieli, że nawet najebany chuligan za zwrócenie uwagi może pojechać kosą po życiorysie.


I na tle tego wydarzenia, a także setki innych, o których w mediach się nie mówi, bo gliniarz ma tylko przecięte ścięgna, tylko nie będzie widział na jedno oko, tylko pobito mu żonę, tylko wybito mu szyby w samochodzie, tylko… tylko… tylko, mamy prace nad nową ustawą emerytalną dla służb mundurowych.


Hasło zabrać wszystkim przywileje, wszystkim, a szczególnie MSWiA, jest hasłem dość powszechnym i popularnym w naszym społeczeństwie. Przecież PSY to darmozjady, które w wieku 35 lat mogą iść na emeryturę (40% ostatniej pensji czyli w wielu przypadkach między 700 a 900 zł na rękę). Przecież to darmozjady, które w wieku 50 lat mogą odejść na pełną emeryturę (jeżeli w wieku 20 lat zaczęli swoją psiarską karierę). To darmozjady i bogacze, bo przecież dostają kasę na mundury, dostają kasą na to, na tamto na owo. Trzeba im to zabrać, bo dlaczego pies nie może służyć do 65 roku życia, a dlaczego praw emerytalnych nie może nabyć dopiero po 25 latach? W tym wszystkim kluczowe jest słowo służyć, bo pies nie pracuje - pies służy. Nienormowany czas pracy, niepłatne nadgodziny, praca we wszystkie dni tygodnia bez względu czy święta czy nie, i inne takie pierdoły, przecież mało ważne, bo przecież Psy tak dobrze zarabiają.


No i tak sobie myślę o tych wszystkich krzykaczach, co tak najeżdżają na tę Policję, co to jej nigdy nie ma. Czy Ci krzykacze wyobrażają sobie gliniarza na posterunku w wieku 65 lat? No, jeżeli będą go traktowali na poziomie ciecia ze strzeżonego parkingu w Kozach Nosnych, albo Pana Franka z bramy głównej Wytwórni Płyt Paździerzowych w Paździochach Wklęsłych to taaaa… będzie Pan zadowolony!!!! Jakoś Pan minister Miller sobie wyobraża, a jak sam mówi poprzez swoich przedstawicieli:

- Jak nie będzie dawał rady, to się przebranżowi.


Yhm… na ciecia w Tesco? W sumie można, widziałem tam kilku byłych oficerów WP. Na kosiarza trawników? Na zbieracza psich kupek? Jak będą umieli przesłuchiwać, to jak to w Psach było, będą mogli się załapać do Polskich Nagrań na łowcę talentów, albo do Sony Music (przyp. Polara).


Nie, nie robię z gliniarzy debili, ale gdy facet w wieku 50 lat, mając przepracowanych 25 (w wyjątkowo stresujących i często niebezpiecznych warunkach), nie osiąga pełnej emerytury i musi odejść bo: się już nie nadaje, bo po 30 latach każdego można zwolnić, bo odmówi niższego stanowiska, to jaką ma perspektywę zmiany kwalifikacji i przepracowania jeszcze 15 lat w innym zawodzie, aby uzyskać pełną emeryturę?

 

PERSPEKTYWY EMERYTALNE POLICJI

 

Pomysł zajebiście zajebisty, populistyczny jak sto ch..i, a może nawet i dwieście. Tylko czy ktoś sobie zdaje sprawę, że na takie warunki i za taką kasę, to do Policji będą przychodzić pracować jedynie debile, wariaci, desperaci i frustraci? Czy ktoś sobie zdaje sprawę, że w ten sposób Policja stanie się  SS (czyt. Stadem Staruszków) popierdalających za przestępcami na … balkonikach i krzyczących za nimi łamiącym się głosem:

- Sssstó-ó-ó-j po-po-poli-cja!!! Sss tó-óó-ó-jjj bo … cię k…wa nie do-do-dogonię.

 


 

 


Wiem, że wszystko uprościłem i z baobabu zrobiłem wykałaczkę, bo baobab za duży i za bardzo pokręcony, a wykałaczka, mała i prosta, ale w ten sposób chyba najlepiej widać, co tak naprawdę się dzieje i w jakim kierunku idą reformy.

 

POLICJA PO REFORMIE


Chcemy mieć silną, sprawną i dobrze interweniującą Policję. Co jej oferujemy? Ch…owe zarobki, emerytury jak u innych, służbę a nie pracę, nadgodziny za darmo, zjebaną psychikę i wyjebanie z pracy na starość, gdy się już nie nadają - populistycznie nazywane przebranżowieniem!!!

 

No to w końcu ma to być silna, nowoczesna i sprawna Policja, czy Kółko Gospodarzy Miejskich czy też SS? Zabierzmy przywileje emerytalne, zabierzmy również inne, a zachowamy się dokładnie jak te kut…sy na przystanku. Zajebmy kilka razy nożem Policji w brzuch i po sprawie, przecież za nią społeczeństwo się nie ujmie, bo oni i tak mają za dobrze. Ci z przystanku przynajmniej dostaną chociaż po jakieś śmieszne 25 lat, a Ci od reformy?

 


WNIOSEK: JANOSIEK DAWNO UMARŁ. TERAZ ZABIERA SIĘ BIEDNYM, A DAJE BOGATYM.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM