środa, 25 lutego 2009

Podobno akt seksualny norników trwa 40 godzin. Polarny osobiście nie sprawdzał, bo nie było to w jego zainteresowaniu, ale rzekomo takie są fakty. Jakoweś myszy zamieszkujące dzielnie Australię i Tasmanią, a także Nową Gwineę potrafią się bzykać nawet 24 godziny bez przerwy. Skąd one biorą na to energię nawet najstarsi aborygeni i pigmeje nie wiedzą.  Grzechotniki rzekomo potrafią tę wspaniałą zabawę ciągnąć nawet przez 20 godzin. Grzeszą jak na GrzechoTniki przystało. Żółwie wypadają przy tym dość blado, bo robią to do zaledwie przez 10 godzin, ale pewnie z racji prędkości robią to nadzwyczaj dokładnie.

 

Ludziom chyba jest najbliżej do nosorożców, które swój akt miłosny przeciągają do dwóch godziny.  W sensie ludziom, tym razem miałem na myśli - kobietom. Mam nadzieję, że się żadna nie obrazi za ten epitet, jak to bywa tu w zwyczaju.

 

Facetom bliżej jest chyba do pewnego alpejskiego świerszcza, który bzyka, jak na świerszcza przystało - 18 sekund. Z tym, że ów świerszcz tym różni się od faceta, że po tych 18 sekundach zmienia partnerkę i bzyka dalej, a facet odwraca się dupą i chrapiąc zasypia. Mankamentem jest, że świerszcz nie daje buzi po, zresztą faceci też nie zawsze – nawet przed.

 

W akcie seksualnym rzekomo istotnym elementem jest gra wstępna. Wiedzą to niektóre ptaki potrafiąc doprowadzić ją do perfekcji trwającej nawet kilka dni. Cóż, niektóre kobiety twierdzą, że niestety mężczyźni mimo, iż też niby mają coś ptakiem, a przynajmniej z ptaszkiem, wspólnego, to jednak z grą nie wiele, chyba, że jest to piłka nożna, no i na pewno nie trwa to 2 razy 45 minut, co najwyżej raz 45 … sekund.

 

SEX MISIOWY

 

Reasumując pieprzone stereotypy faceci to jebaki na schwał, albo na dwa schwały, jeżeli praca nie musi przekraczać 10 minut. Kobiety to zaś boginie seksu, którym czterogodzinne igraszki dopiero zaostrzają apetyt.

 

No to Polarny po raz kolejny popieprzył sobie o pieprzeniu podtrzymując stereotyp, że facet myśli cały czas o seksie z przerwą na kupę, siku i piwo. Jednak zamysł docelowy tej notki jest zupełnie inny. Po prostu ciekawi mnie (zboczeńca jednego) ile czasu czytelnicy tego bloga poświęcają jednorazowo na akt miłosny ze swoim partnerem, partnerką. No jak to jest? Bliżej nam do świerszczy czy nornic? Wstydliwi mogą wypowiedzieć się w sondzie.

 

 

WNIOSEK: ZDROWY MĘŻCZYZNA I ZDROWA KOBIETA NA RÓWNI MYŚLĄ O SEKSIE. JEŻELI TEMU ZAPRZECZAJĄ … TO ZNACZY, ŻE SĄ CHORZY.

wtorek, 24 lutego 2009

Lubicie jak Wasz facet lub kobita włazi Wam na siłę do łóżka i domaga się seksu?  Polarny osobiście nie przepada za tym, chyba, że sam ma ochotę na seks. W innym przypadku jest… paszoł won. Chyba wszyscy tak mają, że to, co przymuszone nie smakuje.

 

Na przykład uwielbiacie schabowego z kapustą, albo tłustą golonę w piwie z warzywami (mówię do facetów, ale niektóre kobitki też w tym gustują), no i w sumie chętnie zawsze je zjecie, ale przychodzi kelner i z mety naciska na Was, żebyście wzięli schabowego. Nie wiem jak Wy, ale mnie od razu szlag trafia i zamawiam paluszki i mineralną.

 

A lubicie mieć wciskane święte obrazki pod marketem, tudzież innym Samem z błagalną miną i słowami: - Co łaska? Ja tam żadnej łaski nie czuję, tylko się dziwię, że komuś chce się marnować papier na takie badziewie? Ile by było z tego papieru do dupy, bo w końcu do czego te obrazki?

 

A może lubicie wrzucać drobniaki do puszki nachalnie zaczepiających zbieraczy na kolejne dziecko dotknięte jakąś chorobą? Polarny osobiście sam wybiera komu chce dać i na co, a zaczepianie na ulicy delikatnie rzecz ujmując, jedynie Polarnego wkurwia.

 

Już wiem!!! Uwielbiacie domokrążców i telenamawiaczy, którzy chcą Wam wcisnąć pościel z kory (najlepiej bambusa), albo niesamowity koc (z wełny z mysich cipek), albo niezniszczalne garnki (z stali meteorytu tunguskiego)?Nie?????? Nie lubicie tego wszystkiego??!!! Naprawdę???!!! No popatrzcie, a Kaczyński i spółka są święcie przekonani, że to uwielbiacie i przygotowali dla Was nową niespodziankę i chcą Nam wcisnąć kolejną lipę.

 

 

JAJO PIS czyli Polskie Jaja
 

Kaczyński i spółka złożyli nowy projekt ustawy, która wprowadziłaby obowiązek wywieszania flagi państwowej na zewnątrz każdego lokalu w dniu 3 maja. Do tej pory taki obowiązek miały jedynie instytucje państwowe. Nowy projekt nakłada ten obowiązek na wszystkich, również na osoby prywatne. Według nowej ustawy każdy obywatel byłby zmuszony pod karą grzywny do wywieszenia flagi na zewnątrz swego mieszkania. Obowiązek dotyczyłby kompletnie wszystkich i tych mieszkających w domkach jednorodzinnych i tych w wieżowcach. Flagi musiałyby wywieszać również wszystkie firmy nie ważne czy duże, małe czy jednoosobowe, prywatne czy państwowe.

 

 

Jaki cel przyświeca Kaczorom? Według nich utrzymanie tożsamości narodowej, która ginie w narodzie. Mnie to jednak przypomina totalitarne podejście, jak do święta 1 maja. Jak widać zapomniał wół jak cielęciem był, a raczej zapomniały strasznie brzydkie kaczątka jak jajami były. Teraz sama sobie jaja robią ze społeczeństwa. No cóż widać My taki jajcarski naród jesteśmy.

 

 

WNIOSEK: GŁUPOTA ZAWSZE WYPŁYWA NA WIERZCH. GÓWNO TEŻ.

niedziela, 22 lutego 2009

Polarny ostatnio ma marny humor, więc przychodzenie tu na poczytanie czegoś śmiesznego mija się z celem, ale wytrwali niech wierzą, że nawet eunuchowi kiedyś stanie.

 

W dzisiejszym zagajeniu chciałbym jeszcze raz wrócić do morderstwa z przed kilku dni, tj. morderstwa pewnej warszawskiej prostytutki. Konkretnie może nawet nie do samego morderstwa, a do tekstu o tym, że kobieta osierociła dwójkę dzieci.

 

 ciąża i misiek pregnant end bear

Polarnemu zaświtała całkiem nie światła myśl. Czy dziwki powinny mieć dzieci? Oczywiście, aby uprzedzić polemikę niektórych, stwierdzam, że  określenie dziwka w niniejszym tekście nie ma z założenia określać charakteru, z którym niejednokrotnie można spotkać się wśród kobiet, i nie ma też mieć wydźwięku negatywnego, a jest jedynie synonimem przepięknie i profesjonalnie brzmiącego określenia prostytutka, które w niniejszym tekście będę stosował zamiennie.

 

No to skoro już określiliśmy sobie o kogo w tym tekście chodzi, powróćmy do pytania czy dziwki powinny mieć dzieci? Słyszałem już kobiece opinie na ten temat, że żadnej kobiecie nie można odmówić roli matki, ani zabronić ogólnie pojętego macierzyństwa.  Faceci w tym temacie byli bardziej podzieleni.

Jeżeli założymy, że każda kobieta ma prawo być matką, to odnieśmy się do tego, jakie dzieciństwo mogą mieć dzieci prostytutek. Z jednej strony dzieciństwo mogą mieć wspaniałe, z drugiej strony zjebane jak pijak ze schodów. Czy jednak w tym wspaniałym dzieciństwie dzieci w końcu doroślejąc nie dowiedzą się kim jest matka? Czy zapewnienie im środków do dostatniego życia, jest warte tego co poczują, gdy dowiedzą się, że ich matka była po prostu dziwką, zarabiającą na dawaniu dupy?

 

Osobiście Polarny nie ma nic przeciwko prostytutkom i zarabianiu przez nich w ten, a nie w inny sposób. W końcu każdy robi to co „umie”, co wcale nie musi oznaczać, że to co lubi. Jednak uważam, że do zakończenia pracy zawodowej przyszła matka powinna schować instynkty macierzyńskie głęboko w dupie czyli tam gdzie każdy ma dostęp, ale nie każdy wie, że jest schowane.

 

Prostytutka, która zdecydowała się na dziecko, będąc czynną zawodowo, jest dla mnie nie tylko dziwką w związku z profesją, ale również z charakteru. Jest głupią cipą, której instynkty wszelakie przysłoniły zdrowy rozsądek. Ba!! Jakikolwiek rozsądek. Bo czy można pakować się w bycie matką, wiedząc, że jej zawód jest powszechnie negowanym, a posiadanie dzieci, to w tym momencie kurwienie się nie zawodowe a charakterologiczne?

 

Ciekawe, jak będą się czuły dzieci zamordowanej kurewki, które nie dość, że dowiedzą się kim była matka, to, że jeszcze zginęła na warsztacie pracy. Hm… ciekawa perspektywa. To chyba lepiej mieć ojca górnika, który nie zszedł z szychty. Przynajmniej świadomość trochę inna.

 

 

WNIOSEK: MACIERZYŃSTWO ZWIERZĄT JEST CZĘSTO MĄDRZEJSZE OD LUDZKIEGO.

czwartek, 19 lutego 2009

Wszyscy będą dziś o pączkach, a ja sobie tak o miłości, i nie koniecznie do pączków. W naszej okołodupnej rzeczywistości, ściśle powiązanej z tą wirtualną mamy e-maile, e-zakupy, e-randki, e-księgarnie, e - cośtam, a jak się dobrze poszuka to i e-kupa się znajdzie. Wszystko co ma miejsce w namacalnym świecie, ma swój odnośnik w e-rzeczywistości.  Czy taki odnośnik, nazywany często substytutem, ma również miłość? Czy możemy dziś mówić, że istnieje e-miłość?

 

Czym jest platoniczna miłość wie każdy głupi, a ci mądrzejsi nawet jej doświadczyli. Jednak czy może coś takiego jak miłość istnieć w sieci? Nie chodzi mi tu o portalowe randki, wirtualne dymanko na czacie nazywane cyberseksem, czy też miłość, która powstała dzięki poznaniu się przez Internet. Chodzi mi o normalne uczucie miłości.

 

BEAR THINK MIŚ MYŚLI

Tu w necie jesteśmy wirtualnymi osobowościami. Jesteśmy jakby żyjącymi bezcielesnymi bytami jak w powieści Lema, lub w „Szpitalu Kosmicznym” White’a. Nie mamy ciał. Naszym ciałem są nasze słowa, a tym co widać na zewnątrz są nasze odpowiednio spreparowane myśli. Tu nie ma blondynki kojarzącej się z karmieniem helikopterów na wieżowcu, ani bruneta wieczorową porą. Są tylko słowa, które do momentu nadania im cielesności przez podzielenie się swoim portfolio, są jedynym wyznacznikiem tego jacy jesteśmy.

 

Czy istnieje możliwość zakochania się w mózgu? W tym czymś co w jakiś sposób generuje myśli wysłane w wirtualną przestrzeń?

 

Miłość to reakcja fizjologiczna organizmu. Miłość to zwiększenie ilości fenyloetyloaminy i dopaminy, czysta chemia. Jak często coś takiego zdarza się po przeczytaniu jakiegoś bloga, meila, czatu? Czy możliwe jest, że słowa umieszczone w sieci wywołują szybsze bicie serca, pocenie się dłoni, podniecenie i generują nieprzepartą chęć spijania dalszych słów, a w końcowym efekcie poznania za wszelką cenę osoby, która te słowa tworzy?

 

Czy ktoś z Was doznał takiego uczucia? Uczucia zakochania się w słowach? Poczucia wspólnych myśli, wspólnych tematów, takiej dziwnej jedności, która zazwyczaj towarzyszy kontaktom w realnej rzeczywistości? A jeżeli tak, to określiliście to uczucie mianem miłości? Spotkaliście się w ogóle z czymś takim?

 

Coelho w Alchemiku pisze: „Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości”. Wirtualna rzeczywistość odbiera wiele powodów: wygląd, tembr głosu, zapach. Pozostają tylko słowa. Zwykłe, gołe słowa, którym każdy nadaje własny sens. Czyste, bo bez intonacji i wydźwięku bez wyrażenia emocji do póki czytelnik tych emocji w nich nie odkryje.

 

W realnym świecie coś takiego jak zakochanie od pierwszego wejrzenia jest czymś normalnym i nie budzącym wątpliwości. Nagle staje się i jest. Nikt nie pyta się skąd się wzięła i czy ma realne podłoże. Dopiero czas, słowa, spotkania weryfikują czy to było słuszne i nie okazało się pomyłką. A czy istnieje możliwość zakochania się od pierwszego przeczytania? Czy meilami, słowami można w kimś wywołać tak mocne uczucie jak miłość, bez ujawniania swojej rzeczywistej niewirtualnej cielesności? Czy można świat miłości zamknąć w słowach, ale nie tych wypowiadanych, tylko tych napisanych? Uczucia, nerwy, pożądanie, tęsknota - czy można doświadczyć tych emocji przed spotkaniem na żywo? Przed poznaniem cielesności obiektu westchnień chociażby w wirtualnym wydaniu?

 

Polarny ma na ten temat własną teorię.

 

WNIOSEK: MIŁOŚĆ RODZI SIĘ W NASZEJ WYOBRAŹNI, ALE PRZETRWA TYLKO TA, O KTÓREJ WYOBRAŻENIA NIE PRZEKRACZAJĄ MOŻLIWOŚCI RZECZYWISTOŚCI.

środa, 18 lutego 2009

Mieliście kiedyś taką nieodpartą, niewinną chęć zabicia sąsiada? Taką małą rządzę żądzę mordu z najwymyślniejszymi torturami? Ja ostatnio miałem.

 

Miałem ochotę pierdolnąć mu w łeb, a następnie gdy oprzytomnieje, obedrzeć go plasterkami ze skóry i delikatnie posolić dla zdrowotności, co by mu się lepiej goiło. Później wystawiłbym go na mróz, żeby dobrze skruszał, jak zając na święta wielkanocne.

 

Polarny rzadko miewa takie napady, ale tym razem, gdyby nie fakt, że nie chciało mi się latać w gaciach po klatce schodowej, to we wczorajszych wiadomościach oprócz informacji o studencie, który poćwiartował prostytutkę, pojawiłaby się wiadomość o Polarnym, który obdarł ze skóry sąsiada.

 

No bo jak nie mieć rządzy żądzy mordu, jeżeli jakiś palant, lub palancica, bo nie udało mi się do dziś ustalić kto zacz, o godzinie pierwszej w nocy tłucze kotlety, no jak? A do tego okazało się wczoraj, że zaprzyjaźniona sąsiadka była święcie przekonana, że to Polarnemu odpierdoliło i zaczął przygotowywać sobie późny obiad, albo wczesne śniadanie.

 

A swoją drogą zaciekawiło mnie odnośnie tej zamordowanej prostytutki, po co w mediach na koniec podano informację, że kobieta osierociła dwójkę dzieci. Co to miało na celu? Czyżby podkreślenie, że prostytutka to dziś taki sam zawód, jak każdy inny? A może chciano uczłowieczyć kogoś, kto powszechnie uważany  jest za społeczną szmatę?

 

 

WNIOSEK: TEŚCIOWEJ I SĄSIADÓW SIĘ NIE WYBIERA.

poniedziałek, 16 lutego 2009

W prasie, w telewizji, internecie, wszędzie słychać o wszechpanującym i wszechogarniąjcym naszą codzienność kryzysie. CM-ka kąpie się i przegina z laniem wody.

 

POLARNY krzyczy przez drzwi:

- Nie lej tyle wody. Trzeba oszczędzać. Jest kryzys.  I jego brat Ramzes.

CM-ka: Jaki kryzys? Jaki Ramzes? Ty chyba za długo w internecie dziś siedziałeś?

 

 

WNIOSEK: NIE CHCE MI SIĘ DZIŚ WIĘCEJ PISAĆ. TO Z OSZCZĘDNOŚCI.

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM