piątek, 29 lutego 2008

 .

. 

Polacy to zajebiście marudny naród jest. Polarny wie coś o tym, bo sam często marudzi na łamach tego bloga. Trzeba jednak rozróżnić, jak to mówił mój ulubiony prof. Ciżkowicz: marudzenie konstruktywne od destruktywnego. Większość ma tendencje w tym drugim kierunku.

Nie od dziś wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego, a Polacy strasznie nie lubią zmian. W naszych umysłach mamy zakorzenioną niechęć do wszystkiego co nowe. Polarny też, tyle tylko, że Polarny stara się patrzeć na pewne rzeczy obiektywnie i gdy zmiany są wyraźnie na lepsze to im przyklaskuje, a nie marudzi w nieskończoność.

Grono „dopierdalaczy do wszystkiego” jest dość szerokie, zarówno na bloxie, jak i na całym portalu gazety. To takie fajne móc krytykować innych, uzurpując sobie prawo do głoszenia jedynie słusznych i wiążących opinii. Polarny to wręcz ubóstwia i wtedy nikt Polarnemu nie wmówi, że: „białe jest białe, a czarne jest czarne”.

POCZTA GAZETA.PL 
     Tym razem Polarny chce się dopieprzyć do tych co się dopieprzają. Konkretnie chodzi o nową pocztę gazety. Ludzie o co Wam kuźwa chodzi????!!!!

Gdy się poczyta forum gazety.pl na temat nowej poczty, to ma się wrażenie, że portal gazeta.pl chce utrudnić życie internautom i wprowadza beznadziejny produkt, który nie działa. Dziś od wprowadzenia nowej poczty mija prawie dwa tygodnie i ja się pytam: komu nie pasuje nowa poczta???

Polarny jako sceptyk i maruda miał duże wątpliwości, co do jej wprowadzenia, bo jeżeli to miało być nowe, a chodzić jak stare, to ja dziękuję bardzo. Stara poczta chodziła jak prostytutka po całym dniu pracy. Nigdy nie mogłem na niej polegać, meile przychodziły z dwunasto a nawet z dwudziestoczterogodzinnym opóźnieniem, niektóry nigdy nie dochodziły. W trakcie odpowiedzi wylogowywała się, a zapisywanie w roboczych kończyło się niebotycznym wkurwem, bo okazywało się, że w skrzynce nic nie ma. Czy taką pocztę można uwielbiać i hołubić? Tak? To trzeba być intelektualnym popaprańcem, aby być z tego zadowolonym. Fakt głównym plusem starej poczty było to, że była prosta jak budowa cepa i nawet największy idiota potrafił się w niej rozeznać. Jednak czy to był atut tej skrzynki? Wspaniała skrzynka dla debili? O nie nie, to było by zbyt proste. Ta niechęć do nowego to zakorzeniony w ludziach konserwatyzm i niechęć do zmian.

Eskey i Andsol już wcześniej namawiali mnie abym zmienił skrzynkę na coś porządniejszego, np. na gmaila. No, ale Polarny stary konserwatysta, leń pieprzony i malkontent nie miał zamiaru i czekał co przyniesie nowe. A nowe, to miał być właśnie gmail w wydaniu gazetowym.  

I co? I rewelacja!!! Nowa poczta śmiga jak złoto!! Żadnych przestojów i opóźnień. Grupowanie korespondencji tematycznej od jednego autora w logicznym ciągu, automat anstyspamowy, doskonała możliwość zarządzania meilami, wyszukiwarka tekstu w korespondencji, możliwość tworzenia nowych folderów, świetny sposób odpowiedzi z możliwością sprawdzenia pisowni, lista szybkich kontaktów i łatwe dodawanie nowych z czytelną listą, wyszukiwarka gogli pod ręką, no i gigantyczna pojemność 6,5 GB, no i nie wylosowuje mi się, co 30 sekund. Największym hiciorem dla mnie jest CZAT. Dla osoby, która w pracy ma zablokowane wszystkie komunikatory jest to wręcz rewelacja!!! Dzięki czatowi np. tworzy się właśnie nowy lajout  bloga Polarnego, który będziecie mieli możliwość obejrzeć na drugie urodziny bloga. Czy z tego powodu można być niezadowolonym?

Widać można, o czym świadczą setki niezadowolonych forumowiczów. Zastanawiam się czy to są idioci, którzy nie mogą poradzić sobie z nową skrzynką, czy też może niepełnosprawni inaczej nie potrafiący obsługiwać nic poza młockarnią i cepem? A może w niektórych obudził się patriotyzm narodowy i antykorporacjonizm, że sprzedano usługę goolgotowi? Ludzie zastanówcie się czego Wy chcecie? Czy lepiej jeździć starym trabantem, bo znany i ma ręczną skrzynię biegów w kierownicy, czy lepiej przesiąść się na mercedesa autmatica mimo iż będzie trzeba się trochę pouczyć jak nim jeździć. Dla mnie wybór jest prosty, ale jak widać nie wszystkim przychodzi to tak łatwo.

Polarny oświadcza wszem i wobec, że obecna skrzynka gazety.pl jest THE BEST. Jest to opinia niepodważalna i wiążąca.

 

WNIOSEK: NIE MA NIC BARDZIEJ KONSERWATYWNEGO NIŻ PRZYZWYCZAJENIE I WĄSKIE HORYZONTY MYŚLOWE.

.

środa, 27 lutego 2008

. 

Wszyscy wiedzą, że Polarny ma pojebane sny. Ja też potrafię się z tym pogodzić. No, ale bez przesady!!! Żeby być kalafiorem??!! I do tego zżeranym przez zająca??!!  Czy zające w ogóle lubią kalafiory??!! Żarł mnie świnia jak … świnia, a ja nic nie mogłem zrobić!! Wyobrażacie sobie kalafiora ze świadomością?? Takiego myślącego i pomarszczonego jak mózg. Myśli, widzi i czuje, że go żrą i nic nie może zrobić. No normalnie jaja w ciemną noc.

 DOBRY SEN
        Ale to nie wszystko. Jak zając zeżarł mnie gdzieś z pół, to się porzygał i zdechł. Miał za swoje gadzina. Było nie żreć myślącego kalafiora. Widać trochę toksyczny byłem dla otoczenia, a może tylko ciężko strawny?

Gdy zając zdechł, a może mu się umarło, któż wie co zrobił taki zając we śnie, to poczułem taki power, że wyrwałem się z ziemi i zacząłem biec. Chciałem dobiec do końca pola, bo czułem, że tam jest wolność. Biegnąc mijałem tysiące kalafiorów tak samo bezradnych jak ja, które zżerały tysiące zajęcy zdychających po konsumpcji.

Tak biegłem i biegłem i nagle zacząłem zmieniać się w marchewkę. Kurna Nać! Zające też to zauważyły i całym tabunem ruszyły za mną. Normalnie pobiłem rekord świata marchewek w biegu na sto metrów.

Gdy widziałem już brzeg pola i upragniona wolność była w zasięgu liścia, zamieniłem się w pióro (takie do pisania – wieczne), a tysiące zajęcy zamieniło się w długopisy. Pamiętam, że jakaś blogerka kiedyś pisała, że goniły ją we śnie kredki. Mnie goniły długopisy. Wyobraźcie sobie kicające przez pole kalafiorów pióro, a za nim kuśtykające tysiące długopisów!!! Normalnie jaja jak nic. Gdybym miał serce, to pewnie dostałbym zawału, no ale gdzie w piórze znaleźć serce? Odbijało mi się ze zmęczenia atramentem, ale biegłem dalej.

Nagle pole się skończyło, a przede mną było … NIC. Takie Wielkie Czarne Nic. Po prostu pustka. W dół i w górę widziałem ciemność. Normalnie CUBE 3. W szale rozpaczy czując na swojej obudowie oddech bandy łaknących mego atramentu długopisów rzuciłem się w tę czarną przepaść i … obudziłem się.

Jestem ciekaw co na temat tego snu powiedziałby porządny psychiatra? Też miewacie takie porąbane sny?

Uprzedzając pytania, nadmieniam, że dzień wcześniej nie chlałem, pracowałem do 22, nie ćpałem, nie paliłem trawki. Hm … zjadłem sutą kolację: mielony ze smażonymi ziemniakami, sałatka szwedzka z ogórków, 5 pierogów z kapustą i grzybami, keks, 2 szklanki Coli. No co? Głodny byłem.

 

WNIOSEK: SEN TO INFORMACJA DLA NAS OD NAS SAMYCH. CIEKAWE CO CHCIAŁEM SOBIE PRZEKAZAĆ?

.

poniedziałek, 25 lutego 2008

 

Czas coś napisać, bo niektórzy nauczą się niedługo poprzedniej notki na pamięć.

Nogi czy dupa? O to jest pytanie. Takie przyświeca często kobiecym i męskim przemyśleniom, a może raczej myślom, gdy spotka się jakiegoś Lachona czy jakieś Ciacho (specjalna dedykacja dla Pani O.).

Skąd nagle zainteresowanie Polarnego damskimi nogami i męskimi tyłkami? Ano Polarny był wczoraj w Aquaparku, gdzie spotkał pewnego jegomościa, który nie przyszedł się moczyć we wspólnej bali pełnej grzybów, drożdżaków, pleśniaków, bąków, potu itd. itp., ale z lubością obserwował ludzkie ciałka przy okazji teoretycznego pilnowanie swoich nastoletnich dzieci.

 DUPA MISIEK
Zastanawiałem się na co patrzył w pierwszej kolejności?

Utarło się, że faceci zawsze w pierwszej kolejności patrzą na damskie nogi, a kobiety na męskie tyłki. To oczywiście stereotyp. Warto go jednak obalić. Polarny osobiście na basenie czy plaży zahacza wzrokiem w pierwszej kolejności o cycki (dla bardziej wysublimowanych intelektualnie – o piersi), później twarz, następnie brzuch i pośladki, a nogi zostają na koniec czyli nie stereotypowo.

Ciekawe jak oglądają mężczyzn kobiety? Czy rzeczywiście męska dupa (dla wysublimowanych intelektualnie – męskie pośladki) są pierwszym elementem mężczyzny na których spoczywa wzrok kobiety? Czy właśnie męskie tyłki i damskie nogi są najbardziej podziwianymi składnikami ludzkiego ciała?

Tylko nie pieprzcie mi, że najważniejszy jest intelekt, bo to możecie gadać na randkach w ciemno lub jasno. Mnie interesuje na jakie elementy fizyczności ludzkiej zwracacie uwagę obserwując innych. No to co? Obalamy stereotypy?

 

WNIOSEK: PATRZĄC CZŁOWIEKOWI W OCZY WIDZIMY JEGO DUSZĘ. PATRZĄC NA TYŁEK WIDZIMY JEGO … DUPĘ.

 
sobota, 23 lutego 2008

 

Tekst jest długi i nie śmieszny więc życzę wytrwałości.

No to Polarny wrócił i obiecał sprawozdanie z Gali Bloga Roku. I nie mam zamiaru deprecjonować wartości przyznanego tytułu ponieważ zdaję sobie sprawę jak trudno wybiera się pomiędzy bananem, ogórkiem, marchewką i pietruszką. Wszystko wygląda niby podobnie, a jednak jest zupełnie inne. Cieszę się jednak niezmiernie, że Blogiem Roku Onetu został blog z Blox.pl czyli Preclowa Goferka. Jednym słowem cuda się zdarzają. Gofer-ka jeszcze raz serdecznie gratuluję. Jak będziesz potrzebowała pomocy do walki z trollami, to Polarny służy swoją niewyparzoną mordą i pazurami.

Na temat głosowania pseudo internautów i związanych z tym tytułami się nie wypowiem, ponieważ dla mnie to jedno wielkie nieporozumienie z Panem Mordarskim na czele i jego przyjacielem Adamem. Adaś, jak chcesz ja też dam Ci buzi. I jeszcze jedno, nie chwal się Pan tymi wejściami, bo ja mam ich co najmniej czterokrotnie więcej. Acha i jakby ktoś z mediów i wydawnictw mnie czytał, to też chciałbym zaprosić do współpracy.

No ale miało być o Gali. Zacznę od tego co mi się podobało. Podobali mi się organizatorzy: byli sympatyczni, pomocni, nie dzielili ludzi na tych z Onetu i spoza niego, osobiście spotkałem się z naprawdę miłym podejściem do Dźwiedziej osoby. Jednak mój cennik się nie przydał, bo nikt nie chciał wywiadu z Polarnym nawet za darmo. Z dobrych rzeczy to by było niestety na tyle. A teraz to co mi się nie podobało.

Zacznę od  początku. Czterdziestominutowe opóźnienie wcale nie wpłynęło na mnie pozytywnie, a wskazywało na mało profesjonalne podejście do tematu, mimo iż gala organizowana jest po raz trzeci. Świadczy o tym również dobór prowadzącego, który do występu kompletnie się nie przygotował. Przekręcał nazwy blogów, czytał je jakby w ogóle te literki widział po raz pierwszy w życiu. Było to żenujące, tandetne i nie profesjonalne. Gość był zagubiony w tym co robił. Jak można nie wiedzieć jak się czyta nazwę kabaretu, którego współtwórca jest jednym z członków Jury i właśnie wychodzi na scenę?? Wstyd i hańba. Gościowi od razu pojechałbym po zarobkach!!! A może warto by było wcześniej przygotować się do takiego wystąpienia?

Nie podobało mi się również połączenie blogów nominowanych przez Jury z blogami, które wygrały poprzez głosowanie. Jedno z drugim miało tyle wspólnego co świnia z księżycem albo Polarny z białością (Ci, co widzieli Polarnego na żywo wiedzą o co chodzi). Gdy przeczytano nominowanych w mojej kategorii, a następnie stwierdzono, że najlepszym blogiem w tej kategorii była Super Niania, to aż mi chciało się pawia puścić. Mocno go musiałem powstrzymywać, gdy ponownie na scenie zobaczyłem Pana Mordarskiego z jego infantylnym tekstem na poziomie jego Supernianiowego bloga.

Kolejna porażka to Pan Maleńczuk. Szanuję artystów za ich dorobek, jeżeli oni szanują mnie czyli widza. Pan Maleńczuk znany jest z tego, że jest osobą kontrowersyjną, ale nie usprawiedliwia to tego, że na każdą część trzyczęściowego koncertu przychodził coraz bardziej najebany. Na ostatnią ledwo się wtoczył i aż dziw, że dotrwał do końca, ale widać trening czyni mistrzem.

To jednak nie wszystko. Swój wysoki poziom kultury Maleńczuk pokazał dopiero na nieoficjalnym bankiecie, gdzie wyzywał ludzi od skurwysynów, a jednego z gości nawet popchnął prawie go wywracając, wyzywając go przy tym, że stanął mu na drodze (człowiek był odwrócony do Maleńczuka plecami). Słoma Maleńczukowi wyszła z butów całymi stogami. Gdyby nie interwencja basisty z zespołu Maleńczuka, to mogłaby by być z tego nawet niezła rozróba i Polarny mógłby zrobić z tego niezły reportaż, jak to artystom odpierdala i jakimi śmieciami są dla nich widzowie. Maleńczuk zachowywał się jak król wśród plebsu. Widać taką wartość dla niego mają jego fani, widzowie i uczestnicy gali Onetu.

Nie popisała się również budując swój image Pani Senyszyn, fundując laureatkom nagrody w kategorii Teens – trzy pióra Parkera. Wypadałoby wiedzieć, że jedna ze współautorek bloga nie żyje już od października zeszłego roku. No, ale cóż wielcy tego świata mają w dupie tak drobne szczegóły jak śmierć kogoś z plebsu.

Nieporozumieniem dla mnie była również nagroda dla Dorna, ale rozumiem polityczne rozgrywki w tym temacie dlatego pozwolę sobie tego szerzej nie komentować.

Ostatnia ważna rzecz to pseudo sukces zbiórki charytatywnej. Nie pamiętam ile blogów wzięło udział w konkursie, ale wydaje mi się, że coś koło 15 tysięcy (im mniej tym dla moich wyliczeń gorzej). Głosowanie internautów wygenerowało ostatecznie sumę prawie 60.000 pln na cele charytatywny. Wizualnie i medialnie to całkiem niezła sumka, ale w rzeczywistości to porażka, ponieważ jeżeli sumę 60.000 tysięcy podzielimy przez liczbę 15.000 blogów, to wyjdzie nam, że średnio na jeden blog oddano 4 głosoesmsy, czyli zapłacono 4 złote. Czy to jest sukces? Moim zdaniem kompletna porażka i klapa.

Cieszę się, że niewidome dzieci otrzymają konkretną wymierną kasę, ale martwi mnie tak nikłe poparcie ze strony blogerów, internautów, itp. Gdyby jeszcze dołożyć do tego, że gdyby nie marketing, jakim posłużyli się już sami spragnieni wygranej blogerzy, to ten wynik byłby jeszcze mizerniejszy. Nie mówiąc już o kulisach skandali, jakie to głosowanie wywołało. Warto zastanowić się na przyszłość, czy nie lepiej w inny sposób zorganizować głosowanie internautów, a dla celów charytatywnych poszukać sponsorów, którzy wspomogą następny konkurs, płacąc np. za głosy internautów, które byłyby przeliczane na złotówki.

Wbrew pozorom Konkurs Blog Roku Onetu, jest najbardziej medialnym ze wszystkich tego rodzaju konkursów, w szczególności, że główny konkurent, który mógłby zorganizować coś podobnego na wysokim poziomie czyli Agora, (do której należy Blox.pl), jak na razie ma to w dupie.

Widać Blox.pl ma inną wizję propagowania swojego portalu i swoich wizytówek, jakimi niewątpliwie są znani blogerzy. Ale jeżeli tym ma być konkurs i plakatowanie Warszawy wizerunkiem Góralskiego Białego Miśka propagującym blog, który oprócz wartości konkursowej … hm… nie niesie ze sobą nic, jeżeli to jest ta droga to ja serdecznie współczuję i życzę powodzenia.

Ze spraw bardziej przyziemny muszę stwierdzić, że po 23 zabrakło już żarcia i wódki. Blogerzy nie mieli gdzie usiąść. Kontakty między blogerami były co najmniej nijakie, oprócz Polarnego nie było chyba chętnych do poznania innych osób. Proces dał dupy i nie przyjechał na galę po odbiór nagrody. Blogerzy na samym raucie czuli się zagubieni i spędzali czas towarzysko we własnym wąskim gronie. Jedyne co mnie w tym cieszy, to, to, że dzięki temu nie musiałem podawać ręki Panu Mordarskiemu, bo musiałbym mu powiedzieć parę słów gorzkiej prawdy, której mu cały czas oszczędzam.

Myślę, że ta może dość subiektywna relacja, w połączeniu  z materiałami wideo krążącymi w sieci da Wam obiektywny obraz całości. Od poniedziałku wracamy do normalności.

Onetowi gratuluję jednego najważniejszego: KLASY, o czym świadczą wyniki ocen jury i wyróżnienia dodatkowe.

 WNIOSEK: JEŻELI NIE CHCESZ DOWIEDZIEĆ SIĘ PRZYKRYCH PRAWD TO NIE ZAPRASZAJ NA BALANGĘ POLARNEGO.

czwartek, 21 lutego 2008

 

Żyję – jeszcze. Zobaczymy jak będzie jutro. Dzięki Ludziom Dobrej Woli Polarny ma nawet dostęp do netu, a więc relacja wstępna: Polarny jest w Warszawie. Josepe też był w Warszawie i wszyscy wiedzą, co z tego wyszło. Chciałem napisać coś mądrze, ale nie chce mi się znowu udawać, więc będzie jak zawsze.

Podróż była spokojna, aczkolwiek Dźwiedź, który chciał być dzielny i nie wziął z sobą kanapek, w pewnej chwili zamierzał współpodróżnikom poobgryzać łapy, gdy Ci wyciągnęli przepysznie pachnące kanapki z kiełbasa i sałatą. Niestety Polarny musiał się obejść Pawełkiem i zapić sokiem bananowym, na deser miał tic – taca, całe dwie kalorie.

Ładowane przez 12 godzin baterie do mp3, po 2 godzinach grania odmówiły posłuszeństwa.  

Jadąc autobusem do Łazienek, na których zwiedzanie się wybrałem, zostałem prawie wciągnięty przez kasownik. Ani się obejrzałem jak wciągnął mi bilet. Już chciałem krzyczeć, że kasownik to złodziej, ale ten z obrzydzeniem go wypluł. Widać nie lubi Dźwiedziowych biletów. Kurde normalnie technika taka, że Dźwiedź się poczuł zagubiony.

Ruchome schody na Centralnym …były nieruchome, nawet se kurde pojeździć nie mogłem, bo u mnie jedynie to w galerii są, a tam sobie nie mogę pojeździć incognito.

Światła na przejściu nie chciały zrobić się zielone. Nawet przemawiałem do pudełeczka na słupie, ale te nie reagowało. Dopiero jak w nie walnąłem, to po kilku sekundach zapaliło się zielone. Normalnie Stolyca to brutalny kraj, jak nie walniesz to nawet zielone światło obcemu się nie chce zapalić.

Limit niepowodzeń został już chyba na dziś wyczerpany, więc widać, że chyba Dźwiedź jest skazany na sukces. No, jest jeszcze szansa, że Polarny nie trafi do Fabryki Trzciny, albo taksówkarz obwiezie go po całym mieście i skasuje jak za express z Pomorza do Warszawy i z powrotem. No, ale bądźmy dobrej myśli.

Teraz Dźwiedź idzie czesać i prasować futro, zeżreć jakiś niepośledni obiad (tutaj tylko takie dają) oraz przeprowadzi trening mentalny, co by nie uciec z imprezy szybciej niż się na niej pojawił.

Pozdrawiam serdecznie Wszystkich Czytaczy i śle pozdrowienia ze Stolycy. Po powrocie na rodzimy lodowiec napiszę dla Was sprawozdanie z gali. Trzymajta się i do przeczytania w sobotę.

 
POZDROWIENIA Z IMPREZY

WNIOSEK: WPUŚĆ DŹWIEDZIA DO STOLYCY, TO ATRAMENTA WYPIJE.

 

wtorek, 19 lutego 2008

 

Nie, to nie jest dzielenie skóry na Dźwiedziu, ani nawet prorocza notka. Ot luźne przemyślenia, które mnie naszły obserwując potyczki konkursowe w Onecie.

Czym jest zwycięstwo? W najprostszym rozumieniu jest to osiągnięcie jakiegoś celu. Prostszej wykładni chyba nie ma?

Każdy w swoim życiu dąży do ich osiągnięcia.

Pierwsze zawiązanie butów przez trzylatka jest osiągnięciem celu bycia dorosłym (w oczach dziecka) i jest niewątpliwym zwycięstwem osiągniętym często dużą pracą.

Zdanie matury jest osiągnięciem celu i zwycięstwem nadającym smak pracy włożonej w naukę.

Wygranie mistrzostwa polski w biegu na 100 m jest osiągnięciem zamierzonego celu i zwycięstwem nad własnymi słabościami, jest podsumowaniem wielu lat ciężkiej pracy.

Dla każdego z wymienionych osiągnięty cel ma niewątpliwie smak zwycięstwa. Tylko jaki to będzie smak?

Dla trzylatka nie spaczonego jeszcze światem, myślącego prostymi kategoriami, wykonującego prostą czynność, nie mogącego osiągnąć sukcesu przy pomocy innych będzie to smak pierwszego samodzielnego zwycięstwa. Niezapomnianego.

Dla maturzysty, który przez kilka lat wzbogacał swoją wiedzę, z chęcią uczestniczył w zajęciach, czynnie uczestniczył w życiu szkoły, matura zdana na wysokim poziomie będzie niewątpliwym sukcesem, którym będzie się można pochwalić przed innymi.

Sportowiec trenujący wiele lat, posiadający niewątpliwy talent, który dzięki wysiłkowi na treningach przekuwa na sukcesy w rywalizacji, będzie swoje Mistrzostwo Polski cenił bardzo wysoko.

 CUDA SIĘ ZDARZAJĄ, ZALEŻY KTO STARTUJE
         Wróćmy jednak do maturzysty, którego umiejętności i wiedza są nikłe, a maturę zdaje, bo jego ojciec jest dyrektorem szkoły? Jaki jest smak jego sukcesu? Czy to jest zwycięstwo?

A sportowiec, który szprycuje się anabolikami lub stosuje inny doping? Jaką wartość ma jego złoty medal? Czym jest jego sukces? Czy to jest zwycięstwo? Jaki ma ono smak? Czy zawsze cel uświęca środki?

Piętnaście tysięcy blogów. Tysiące charakterów i osobowości. Setki sposobów na osiągnięcie sukcesu. Jak będzie smakowało zwycięstwo przyznane przez jurorów, a jak to zdobyte głosami „internautów”? Jak wygląda osiąganie tych zwycięstw? Gdzie jest przełożenie pracy na sukces, a gdzie jest jedynie dążenie do celu za wszelką cenę? Te pytania pozostawiam bez odpowiedzi. Każdy odpowie sobie na nie sam.

Wychodząc z niektórych potyczek na tarczy i tak jesteśmy zwycięzcami, bo liczy się nie tylko efekt końcowy, ale również sposób jego osiągania, i nieprawdą jest, że zwycięzców się nie ocenia. Ostatnie pytanie do moich czytelników zadaję w parafrazie zawartej we wniosku:

 

WNIOSEK: VICTORIA NON OLET?

 

PS> Za dużo się dzieje.

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM