środa, 26 stycznia 2011

WTOREK


Mężczyźni to takie proste stworzenia. Co na sercu to na języku. Nie zastanawiamy się wiele tylko mówimy co myślimy. Kurde blaszka czasami trzeba jednak się zastanawiać, bo to się źle kończy. Przedwczoraj siedzę sobie przy kolacji, jak biały człowiek a żona wypada mi nagle z pytaniem:

- Dlaczego zespół napięcia przedmiesiączkowego nazywa się zespołem napięcia przedmiesiączkowego?
Bo nazwa „choroba wściekłych krów” była już zajęta – odpowiedziałem  bez większego zastanowienia. Obudziłem się po północy z twarzą w pasztetówce. Jednak warto czasami pomyśleć na odpowiedzią.

 

CZWARTEK


W zeszłym tygodniu miałem już dość tego wszystkiego. Dość i już. Wchodzę do domu styrany i wrzeszczę do żony od drzwi:

- To koniec!!! Rozwodzę się z Tobą wiedźmo!!!

Wchodzę do kuchni  i … nic nie widzę, nic nie słyszę. Na drugi dzień też nic nie widzę. Na trzeci dzień zacząłem trochę widzieć na lewe oko.


PIĄTEK


Wchodzę do domu, lezę do kuchni, patrzę, a tam zlew pełen naczyń. No wkurwiłem się, bo nawet odlać się nie ma gdzie,  ale co mi tam. Stanąłem, wyjąłem i leję, a tu pech chciał, że żona z koleżanką przyszły i lezą do kuchni. Koleżanka wlazła pierwsza i drze pierze: - Ja pierdolę, ale bydle!!!!

To jej powiedziałem, że je zaraz schowam i niech się nie drze. Nie zdążyłem schować. Obudziłem się na neurologii. Tym razem było leciutko i bez uszkodzeń. Rzekomo na rozlanym Ludwiku się pośliznąłem. Ten Ludwik to musiał mieć pierdolnięcie.


PONIEDZIAŁEK


Wigilię spędziłem na chirurgii urazowej. Nawet fajnie było, tylko pierogów nie pojadłem, ale barszcz przez słomkę był zajebisty. A wszystko przez te prezenty pod choinkę. Siedzę sobie, czytam gazetę, a żona, jak każda kobieta, gdy czyta się gazetę, znowu zadaje pytanie.

– Co mi kupisz pod choinkę?

- Świeczkę zapachową – odpowiedziałem zgodnie z prawdą przeglądając właśnie kolumnę ze sportem.

- Aha... a co ty byś chciał? – żona drążyła temat.
- Ciebie, zapakowaną tylko w kokardę... – odpowiedziałem na odczepnego, bo w sumie co ja mógłbym od niej chcieć. Chyba tylko to, żeby znowu mi nie pierdolnęła.

- No wiesz? Prezenty powinny być podobnej wartości… - burknęła do mnie obruszona.

- To dorzuć jeszcze dwie dychy

No i film mi się urwał, ale święta naprawdę były fajne. W końcu miałem raz święty spokój.


NIEDZIELA


Jakoś tak się dziwnie dzieje na tym świecie, że kobiety to na seks mają ochotę zawsze w soboty. Nie wiem czemu inne dni tygodnia są złe, a tylko sobotni wieczór jest dobry, no ale nie mi głupiemu się nad tym zastanawiać. Ot przyszła sobota i żona zaczęła się znowu do mnie dobierać. W pewnym momencie szepcze do mnie namiętnie:

- Kochanie, włóż od tyłu.

No to mówię jej: - Żółw.

Do okulisty pójdę dopiero jutro, ale opuchlizna już schodzi. Dobrze, że lód był w lodówce.


ŚRODA


Dlaczego kobietom nie zamyka się gęba i opowiadają o wszystkich pierdołach nawet wówczas, gdy się ich nie słucha? Fenomen!!! Czasami człowiek ma już dość, więc odpowiada im, jak leci, ale okazuje się, że jednak z tym to trzeba uważać. Przedwczoraj żona zaczyna:

- Wiesz dawno temu moja matka miała w Krakowie idiotyczną przygodę…

- Naprawdę kochanie? – zapytałem grzecznie – A ja myślałem, że urodziłaś się w Gdańsku.

Spałem na wycieraczce, nie byłoby tak źle, gdyby sąsiad nie nadepnął mi rano na palce.


SOBOTA


Kobiety potrafią być męczące i … bez senu. W ogóle świat jest jakiś bez sensu. Siedzę sobie zblazowany, a żona zaczepia jak zawsze:

- Podać Ci może obiad?

- Bez sensu … - odpowiadam zgodnie z prawdą

- A może wyszedłbyś na spacer? – męczy.

- Bez sensu … - odpowiadam zmęczony jej marudzeniem.

- To może zadam Ci zagadkę? – kontynuuje niezmordowana.

- No dobra – dałem za wygraną – wal.

- Co to jest? Owłosione i wchodzi do dziury? – pyta zadowolona moim zainteresowaniem żona.

- Ch..j – odpowiadam bez entuzjazmu i zaczynam czytać gazetę.

- A właśnie, że nie bo mysz!!! – krzyczy uradowana żona.

- Mysz w ci…ie? Bez sensu!!!

 


WNIOSEK:  PEWNE RZECZY WYDAJĄCE SIĘ BEZ SENSU, MAJĄ W SOBIE UKRYTY SENS.

niedziela, 23 stycznia 2011

PRZECENAPo Świętach nastał Czas. Czas wielkich obniżek, przecen i wyprzedaży. Nasz wzrok przyciągają wielkie wystawy okraszone napisami: Wyprzedaż, Sale, -70%, Okazja, Przecena. Większość nie przechodzi obok takich napisów obojętnie. No, bo jak tu przejść, skoro kusi 70% obniżki na jakiś ciekawy produkt. Niestety czas przecen to również Czas Masowego Robienia W Bambuko.


Po pierwsze ciekawy produkt najczęściej jest już dawno sprzedany i wisi tylko na wystawie przyciągając spragnionego zysku i oszczędności klienta, a … - Z wystawy nie sprzedajemy. Po drugie, gdy się wchodzi do sklepu to większość obniżek jest na towary delikatnie mówiąc co najmniej nie pierwszej jakości. Po trzecie ceny, jakie są oferowane wcale nie są promocyjne, ale o tym wiedzą często nieliczni. I nad tym trzecim aspektem przecen w sklepach Polarny chciałby się zatrzymać.


Robienie w bambuko nie jest zabronione, jak również kłamstwo, jeżeli tego nie obwarowują jakieś konkretne przepisy. Polar nie wie, jakie przepisy regulują zasady wyprzedaży, ale jeżeli takie istnieją to masa sklepów ma to głęboko w … magazynie. I co najgorsze procederu naciągania na cenach imają się nawet dość znane marki.


Przykłady? Proszę bardzo.


1.       Jeden z salonów firmowanych przez markę Adidas, który jest niby jej przedstawicielem oferuje w promocji, a raczej przecenie damskie zimowe buty, jak to w Adidasie – Adidasa w rewelacyjnej cenie 349 zł, która powstała z obniżki  o … około 28%. Polar kompletnie nie wie skąd się wzięła obniżka o 28% skoro w sumie ma być obniżka od 30%, ale to nie istotne. Ważniejsze jest to, że Polar na początku grudnia kupił te buty CM-ce, za właśnie 349 zł.  Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Polar nie przeczytał, że te buty przed obniżką kosztowały … 499 zł. Pytanie tylko kiedy? Ponieważ odkąd buty trafiły do sprzedaży jako … NOWOŚĆ, kosztowały cały czas 349 zł.


2.       W salonie obok, który reprezentuje firmę Nike jest bezrękawnik. Polar uwielbia bezrękawniki, a najbardziej białe i czarne. I kiedyś pewien biały mu się spodobał i gdy zawsze przechodzi obok sklepu spogląda na jego cenę, która niezmiennie świeci liczbą 70. Teraz jest przecena. Bezrękawnik dumnie wisi na wieszaku z napisem „od -30%” z ceną… 70 pln. Okazuje się, że przed przeceną wyżej wymieniony Mroczny Przedmiot Pożądania kosztował … 119pln. Okazuje się więc, że Polarny przez pół roku był … ślepy. Czyżby Polar musiał odwiedzić okulistę?


3.       W salonie Mark & Spencer dzień przed Wigilią  Polar kupił dla CD sweter, za niecałe 70 zł. Wcześniej przymierzaliśmy inny również w podobnej cenie … niepromocyjnej. Dziś promocyjna cena, tego swetra po obniżce wynosiła 62,99 pln ze … 119 zł. Hm… Polar się zastanawia kiedy ten sweter zdążył podrożeć, że go na koniec stycznia obniżono.


Tego typu działania z pewnością nie są zgodne z prawem, ale jak widać kogo to obchodzi? Ważniejsze jest opchnąć towar, a klient … a klient jest głupi, więc i tak wszystko kupi. Ta światła myśl widać przyświeca wielu handlowcom. Trzy przytoczone przez Polara przykłady to kropla w oceanie przekrętów. Polar mógłby podać co najmniej kilka przykładów przecen np. w Tesco, które okazały się nawet… wyższe niż cena przez obniżką.


PRZECENA

 

Cóż jako klienci wciąż dajemy robić się w bambuko ponieważ: nie porównujemy cen, nie patrzymy na paragony, kupujemy masowo i bez zastanowienia, jesteśmy pazerni i łatwowierni i wystraczy nam słowo przecena czy obniżka, aby wcisnąć nam kit. Taka niestety jest rzeczywistość. Gdyby tak nie było, nie byłoby takich jaj z przecenami, promocjami i obniżkami, które są OKAZJĄ … OKAZJĄ do zrobienia w bambuko durnego klienta.

 


WNIOSEK: NIEKTÓRYM SIĘ NIE CHCE MÓWIĆ O GŁUPOTACH, SZCZEGÓLNIE GDY SAMI JE ROBIĄ.

piątek, 21 stycznia 2011

Ocknąłem się jakiś taki martwy.  Próbowałem ruszyć ręką, później nogą, ale nic. Nabrzmiały brzuch też jakoś nie reagował na chęć puszczenia bąka. Napiąłem się jeszcze raz i nic. Rozejrzałem się w około i jakież było moje zdziwienie, gdy … zobaczyłem sam siebie.  Leżałem na miękkiej białej poduszce, w eleganckim czarnym garniturze (takim jak lubię) w którym nigdy nie chodziłem. Oczy miałem zamknięte. Spałem? Hm… przecież nie śpi się w garniturze w łóżku i to jeszcze w butach!! No dobra, czasami się śpi …  po weselu, ale przecież nie byłem na żadnym weselu i niestety nie było to łóżko. Leżałem w trumnie!!!


- Tu… tu .. 154 – usłyszałem nad głową głos mistrza ceremonii. Spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem, jak rozpycha się w tłumie krzycząc ponownie: - Tu.. tu … 154.


Zgłupiałem, przecież nie leciałem do Smoleńska. Rozejrzałem się w około. Tłum ludzi. Rzędy krzeseł i siedzący ludzie, a za nimi stojący. Jeden rząd, drugi, … dziesiąty, aż do końca wielkiej hali. Tłum jak na pogrzebie Michaela Jacksona. Właśnie!! Jak na pogrzebie!!! To był pogrzeb!!! Mój pogrzeb!!


Mistrz ceremonii znowu krzyknął: - Tu .. tu 154 - ciągnąc za sobą jakąś staruszkę. Gdy dopchał się do jednego, jedynego wolnego miejsca, usytuowanego na samym środku pierwszego rzędu, vis a vis trumny, krzyknął po raz ostatni: - Tu… tu … jest miejsce 154. Proszę siadać zaraz zaczynamy.


Po jego słowach światła przygasły a z głośników popłynął „Ostatni Mohikanin”. Tłum ucichł, a po hali niosła się moja ulubiona melodia. Na wielkim telebimie, podwieszonym nad trumną, w przepaś rzucała się piękna blondynka. W tym momencie na scenę wkroczył zespół irlandzkich tancerzy rozpoczynając część artystyczną.

 

 

Tłum kiwał się rytmicznie w tak melodii, a trumna rozbłyskiwała podświetlana raz białym, raz niebieskim światłem. Po bokach tryskały fontanny iskier tworząc wir kolorów, w którym dominowała czerwień i … czerń. Zdziwiłem się bardzo, jak w tym wirze można zauważyć czerń, ale widocznie można skoro zauważyłem. Kolory, jakby umierały w tej czerni, ratował je tylko poblask bieli i niebieskiego odbijających się od trumny. Show trwał, a ja unosiłem się nad nim i przyglądałem się przybyłym.


Było ich masa. Znanych i nieznanych. Zatrzymałem się nad miejscem nr 154 i przyjrzałem się staruszce wprowadzonej przez mistrza ceremonii. Była dziwnie znajoma. Jej rysy bardzo przypominały mnie samego, ale jednak to była kobieta. Matka? Nie. Ta siedziała dalej, wraz z babcią… co ciekawe, tą, która od dawna nie żyje. Kim była ta kobieta?


- Nazywam się Wyobraźnia – przedstawiła się staruszka siedzącej obok pięknej, trzydziestoparoletniej kobiecie.


Przyszłam na ten pogrzeb – kontynuowała do ucha sąsiadki wokół, której kręciła się dwójka żywych, jak iskra chłopców – ponieważ niedługo sama pewnie umrę, a to był mój najlepszy przyjaciel.


Kobieta spojrzała z ciepłym uśmiechem na staruszkę i również się przedstawiła: - Nazywam się Nadzieja. Jestem równie stara jak Pani, a mój wygląd może mylić. Moje blond włosy w rzeczywistości są siwe. Jestem tu, bo …  - na chwilę wstrzymała głos - … bo ja… umieram ostatnia – dokończyła jakby bez sensu w zamyśleniu. Staruszka ze zrozumieniem pokiwała głową i w milczeniu zaczęła oglądać dalszą część show.


Popłynąłem dalej nad głowami tłumu wsłuchując się w słowa ludzi. Show się skończyło, a na scenę wyszedł mistrz ceremonii rozpoczynając przemówienie:

- Kochani. Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać … .


Nie słuchałem dalszych słów, ponieważ głośniejsze do słów okazały się myśli przemawiającego.


- Co za debil. Wymyślił sobie „Ostatniego Mohikanina”, laski na scenie, ogórka kiszonego i setkę dla tłumu. Kretyn.


Jego myśli, jakoś dziwnie kłóciły się z tym co mówił wychwalając moją osobę, która leżała sztywno, jak przystało na sztywniaka w trumnie obok. Później przemawiali następni. Czytałem sobie ich myśli dowiadując się, co naprawdę o mnie myśleli i kim naprawdę dla mnie byli. Poznawałem kłamstwa i prawdy. Miłość i nienawiść. Chciwość, zazdrość, prawdziwy smutek. Teraz wiedziałem kto kim naprawdę jest, które słowa powiedziane za życia były prawdą, a które fałszem. Ciekawe doświadczenie, uwierzcie mi.


Nagle światła rozbłysły tak mocnym światłem, że wszyscy zamknęli oczy. Ja też. Gdy je otworzyli przed oczyma wszystkich pozostał tylko jeden wielki wir kolorów, układający się w obrazy – moje obrazy, które miałem w głowie, a których nigdy nie potrafiłem namalować. Malowałem je słowami, a teraz przybrały realny kształt. Niesamowite, jak słowa potrafią malować obrazy w ludzkiej głowie zarówno te czarne, jak i pełne barw i odcieni. Kolory nakładały się jeden na drugi, warstwami, jakby kolory dławiły inne kolory, jakby jednym uczuciem zastępować inne. Uderzenia słów zamieniają się w uderzenia pędzla zmieniając obraz myśli na moją modłę. Więcej światła – agresja. Wszystkie plamy są przemyślane, układają się w jedną idealną całość. Nie ma niepotrzebnych słów i niepotrzebnych plam, gdy trzeba coś poprawić pojawiają się następne słowa, następna warstwa i obraz się maluje sam. Słowa uderzają, nie miziają. Są trafne do bólu, to dopiero nadaje im prawdziwej barwy. Wtedy obraz jest prawdziwy. Nie ma niezamierzonego brudu, a barwa staje się czysta – prawdziwa, jak słowa, którymi maluję swój obraz. Dominacja koloru, dominacja słów. Spod jednolitej barwy przebija się prawdziwe ja. Pod warstwą zawsze kryje się prawdziwe ja. Jednak najgenialniejsze jest słowo, gdy maluje bez warstw, wtedy jest od początku do końca prawdziwe. Jak okruszek – jedna całość.


W tych obrazach na pierwszy plan wysunął się jeden. Bezpośrednio nad trumną. Przyjrzałem mu się bliżej. Z białej plamy zaczął wyłaniać się kształt. Biała tablica nagrobna z wyrytymi niebieskimi literami: - Poczucie Humoru. Zmarło śmiercią tragiczną. Żyło lat … .


Nie dokończyłem czytania. Obudziłem się. Ale czad.

 


WNIOSEK: SŁOWA SĄ JAK FARBY, MALUJĄ OBRAZY W NASZEJ WYOBRAŹNI. SZTUKĄ JEST NAMALOWAĆ DOBRY OBRAZ, ALE JESZCZE WIĘKSZĄ SZTUKĄ JEST, ABY TEN OBRAZ BYŁ  PRAWDZIWY I PRZETRWAŁ NIE TYLKO W WYOBRAŹNI, ALE RÓWNIEŻ W SERCU.

piątek, 14 stycznia 2011

Swojego czasu był olbrzymi boom na wyjazdy na Wyspy. Perspektywa lepszych zarobków, lepszej egzystencji, zarobienia na mieszkanie w Polsce w wielu Polakach wyzwoliła siłę porzucenia rodzinnego gniazda i wyruszenia „za chlebem”. Setki tysięcy, a może nawet i miliony naszych rodaków wyruszyło na Wyspy w poszukiwaniu Złotego Runa. Jedni znaleźli, inni wrócili z niczym, a jeszcze inni po wegetacji i wielu wyrzeczeniach wrócili z odrobiną brzęczącego „szczęścia” w kieszeni. Te czasy chyba się skończyły. Recesja w irlandzkiej gospodarce, strach Anglików przed podobnym scenariuszem spowodował, że życie za „Małą Wodą” zaczęło być bardziej szare niż różowe. Wielu Polaków wróciło. Czy czas spędzony w GB czy Irlandii zmienił ich nawyki? Czy aż tak wielu rodaków było w tej Anglii, czy Irlandii?


Skąd te pytania? Stąd, że Polar dostaje piany na pysku, gdy musi przejść przez przejście dla pieszych, ale nie tylko. W Polsce jakby nie patrzeć obowiązuje ruch prawostronny, chyba, że Polarny przespał coś zimowym snem, a przecież rzekomo Dźwiedzie nie zapadają w „zimówkę”, i nie zauważył, że to coś się jednak zmieniło. Jakoś dziwnie na polskich przejściach dla pieszych ludzie ustawiają się „ławą”. Nie ma czegoś takiego, że stają po prawej stronie, aby przejść na drugą, ale stają na całą szerokość, a gdy zapali się zielone światło ruszają stadnie owczym pędem nie patrząc co się przed nimi dzieje. A później jest Zonk, gdy któryś lub któraś trafiają na „klatę” Polara. No, bo jak to? Jak to może być, że stanął im na drodze i nie ma zamiaru ustąpić, wyminąć? Toż to chamstwo, że trzeba takiego Polara wymijać, bo idzie PRAWIDŁOWO PRAWĄ STRONĄ!!! Buc jeden nie chce ustąpić i pcha się do przodu!!! Ten Polar to świnia jest i już!!! I jeszcze głupie pytanie zadaje: - Co?!! Z Anglii?!!!


BURAKAle to nie tylko przejścia dla pieszych. Zauważyliście może, że w Polsce sklepy są zbudowane tak, że po prawej stronie jest wejście, a po lewej wyjście? I nawet bardzo często napisy nawet są? Polarny jakoś to zauważył i się do tego stosuje, ale czasami ma wrażenie, że Polska to kraj analfabetów, lub … Anglików. Setki razy Polar blokuje wejście swoim skromnym ciałkiem … chcąc WEJŚĆ POD PRĄD!!! No, bo jak to tak??? Przecież kultura wymaga tego, że najpierw puszcza się wychodzących, a później dopiero wchodzi. Ok. Z tym Polar się zgadza, jeżeli … JEST JEDNO WEJŚCIE. Niech mi to ktoś wytłumaczy dlaczego Polar ma ustępować miejsca w WEJŚCIU wychodzącym, skoro obok, jak wół jest napisane WYJŚCIE. Są też i takie kwiatki, które próbują wejść np. do Lidla pod prąd wyjściem, gdzie drzwi otwierają się elektronicznie tylko dla wychodzących. To dopiero są jaja.


A chodniki? Ruch prawostronny. Polar idzie sobie grzecznie prawą stroną, nie gryzie, nie pluje, grzecznie przemyka obok ściany budynku, a tu nagle wpada na niego jakaś babka z rykiem, że Polar to cham, że jak chodzi, że kobiecie miejsca nie ustąpi. A kobieta, ani ślepa, ani parchata na jedno oko, ani też potrzebująca pomocy staruszka, ot zwykła kobieta. I co sobie możną wtedy pomyśleć? Wróciła przed chwilą z Anglii?


Patrząc tak z boku na te sytuacje Polar zastanawia się czy takie zachowania, to nawyki nabyte na Wyspach, gdzie cały ruch odbywa się lewą stroną (ot takie głupie domniemanie), czy też może to zwykłe buractwo?

 


WNIOSEK: DZIWNE, ALE CZĘSTO PIES JEST LEPIEJ WYCHOWANY NIŻ CZŁOWIEK.

wtorek, 11 stycznia 2011

Miliony ludzi co roku zaopatruje się w świąteczne drzewko, aby w taki, czy inny sposób zadośćuczynić tradycji Świąt Bożego Narodzenia. Robią to nie tylko ci wierzący, ale również i ci, którym wiara  lekko dynda. Robią to z różnych powodów, ale nie o nich dziś będzie. Tak czy inaczej biznes drzewkowy w okolicach Świąt Bożego Narodzenia kwitnie dzięki jednym i i drugim.


choinkaPolarny również kupuje świąteczne drzewko. Z racji tradycji i przyjemności musi to być drzewko żywe. Nie żadna tam plastikowa podróba, ale żywa choinka. Jednak, aby to, co kupi nie poszło na marne, Polar co roku kupuje drzewko w doniczce. Niestety, to będzie chyba ostatni rok, kiedy Polar kupił doniczkowe drzewko. W myśl zasady do trzech razy sztuka, bo nie chce być zrobiony w chu …inkę po raz czwarty.


W czym tkwi problem? Problem tkwi w tym, że już trzeci rok z rzędu Polarowi sprzedano atrapę doniczkowej choinki. Po raz trzeci Polar kupił drzewko, które miało tak obrzępolone korzenie, że drzewko nie przetrzymało dłużej niż do Trzech Króli, nie mówiąc już o możliwości wkopania go gdziekolwiek. W poprzednich latach (oprócz trzech ostatnich) Polarny zawsze kupował drzewka, które pięknie przyjmowały się w nowym miejscu. Polar ma taką choinkę na działce, mają taką jego znajomi przed domem. Po prostu szkoda było Polarowi kupować ściętego drzewka, które zaspokaja jedynie własną próżność, a później niczemu nie służy.


W sobotę Polar rozbroił choinkę i tak jak podejrzewał znowu sprzedano mu … niewypał. Po raz kolejny drzewko nie miało korzeni i nie nadawało się do niczego. Choinkowy interes zaczyna być niezłą grandą, bo okazuje się, że nie tylko Polar został wystrychnięty na … Polara. Biznes się kręci. Polaropodobni kretyni naiwnie kupują doniczkę, płacą więcej, aby drzewko dalej żyło, a inni na tej naiwności trzepią kasę. Cóż, takie jest życie - każdy kiedyś staje się naiwniakiem. Do Siego Roku.

 


WNIOSEK:  NAIWNOŚĆ JEST JAK MIŁOŚĆ, KIEDYŚ DOPADNIE KAŻDEGO.

piątek, 07 stycznia 2011

PIERDOLE NIE ROBIĘ

Kiedyś w całkiem niezamierzchłych czasach strajk był sposobem na zwrócenie światu uwagi na problem społeczny. Był protestem przeciw panującym stosunkom społecznym,  buntem przeciw działaniom władzy, wyrazem powszechnego niezadowolenia społecznego. Strajk był czymś ogólnospołecznym, międzyresortowym, ogólnozawodowym, łączącym ludzi we wspólnej ogólnospołecznej sprawie. Tak było kiedyś. A jak jest dziś?


Dziś strajk to narzędzie nacisku konkretnych grup pracowniczych w walce, coraz rzadziej o polepszenie warunków pracy, a coraz częściej o wymuszenie na rządzie podwyżek, ulg czy innych działań ukierunkowanych na daną grupę zawodową. Nie ma już jedności, solidarności, wspomagania. Strajki przestały być "ruchem społecznym", a zaczęły być narzędziem do wymuszania. Tak, tak właśnie dziś Polar widzi strajki.


Strajk stał się najprostszą metodą wymuszania na pracodawcy swoich żądań. Podejście - Dajcie nam, bo inaczej strajkujemy - stało się dość powszechne i Polarowi wydaje się, że ma coraz mniejsze poparcie ogólnospołeczne. Kiedyś strajkowało się "dla wszystkich", aby wszystkim było lepiej. Dziś strajkuje się dla siebie i co ciekawe strajkują tylko Ci, którzy są monopolistami, bo tylko ich strajk ma szansę powodzenia i realizacji swoich żądań.


Polar ma dość już tych strajków i tego wymuszania. Zaczynają go wkurzać, szczególnie, gdy spojrzy się na prawdziwe żądania strajkujących. Kiedyś strajkowano o wolne soboty, o pełne półki, o wolność słowa. Dziś to wszystko jest, więc o co strajkować? O kasę!!! Dziś tak naprawdę strajkuje się wyłącznie o kasę.


WETERYNARZDziś kolejna grupa zawodowa wpisała się na listę strajkujących, a są to ... weterynarze. I o co walczą weterynarze? Myślicie, że o lepsze warunki pracy, o krótszy tydzień w robocie, o dłuższe rękawice, krótsze kalosze, a może wolne niedziele? Nie!! Oni strajkują o kasę. Strajkują ponieważ zamiast 17 zł za przebadanie do 15 sztuk żywca, mają otrzymywać 10 zł za 10 przebadanych do uboju świń. Co to oznacza? To oznacza, że nie będzie lewych pieniędzy za przebadanie u gospodarza czy w ubojni jednej czy trzech świń. Świństwo cholera!!! Świństwo!!! Teraz weterynarz będzie musiał zapracować na to, aby zarobić większą kasę. Badanie jednej świni będzie już blisko połowę tańsze, a im więcej świń tym bardziej będzie się zbliżać do realnej całościowej stawki. Niestety nie w smak to weterynarzom, oj nie w smak, bo ich możliwości wyciągania kasy z małych gospodarstw rolnych zmniejszą się o połowę. A jak nie w smak, to trzeba strajkować, wszak przecież są monopolistami. Jak się wypną na Powiatowego Inspektora Weterynarii, to nie będzie mięcha. Jak nie będzie mięcha, to będą puste półki w mięsnym. Jak będą puste półki, to społeczeństwo zacznie się wkurzać, a przecież rząd tego nie chce. I tą drogą i tą metodą, weterynarze chcą zawojować o swoje.


RZEŹNIKA co na to Polarny? A Polarny ma to w dupie. Ma dość strajków o wszystko. Wisi Polarowi czy na haku w pobliskim markecie będzie wisieć świniak. Polarny uwielbia kurczaki, więc nie ma problemu. Wędliny z drobiu też są smaczne, więc tak naprawdę Polar przeżyje bez prosiaków. A kto będzie badał kury? A może jakiś strajk w kierunku drobiu???


Polar czeka tylko, kiedy strajkować zaczną krawcowe, hydraulicy, fryzjerzy, elektrycy, sprzątaczki, śmieciarze, dyrektorzy, kierownicy, magazynierzy, kontrolerzy, kioskarki, kwiaciarki, malarki? a nie malarki nic nie wskórają, to może malarze ? tapeciarze, betoniarze zbrojarze, kafelkarze, cieśle. A z grupy mięsnej rzeźnicy i ekspedientki sklepów mięsnych. Przecież każdy z nich chciałby lepiej zarabiać. Lepiej jeść, lepiej żyć. Ciekawe tylko kto kogo poparłby w tych strajkach. Kiedyś kolejarze popierali górników, hutnicy stoczniowców itd. A dziś? A dziś lekarze nie popierają pielęgniarek i odwrotnie. Rzeźnicy nie poprą weterynarzy. Hydraulicy nie poprą elektryków, a dekarze kanalarzy.


A o czym w ogóle jest ta notka? O tym, że każdemu chce się pracować mniej i dostawać więcej, a niektórym z tego powodu w dupach się poprzewracało.

 

 

(UPDATE) WNIOSEK: KIEDYŚ WALCZONO O WSPÓLNE KORYTO, TERAZ KAŻDY WALCZY O WŁASNE, I TO SIĘ NAZYWA WŁAŚNIE KAPITALIZM I DEMOKRACJA.

 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM