niedziela, 31 stycznia 2010

Kiedyś, i chyba również dziś, Sowa była (jest) symbolem mądrości. Gdy jednak poczyta się o pomysłach pewnego wikariusza rodzą się poważne wątpliwości, co do tej mądrości Sów. Zresztą co do ogólnej mądrości kleru Polarny też miał zawsze poważne wątpliwości.


Nie od dziś wiadomo, że kościół sam w sobie jest instytucją totalitarną. Władza silnej ręki, wieczne układy, wewnętrzna kontrola oparta na denuncjacjach i wewnętrznym szpiegostwie. Aby mieć to wrażenie wystarczy porozmawiać z byłymi klerykami i księżmi, którzy z różnych powodów zrzucili sutannę. Widać ten totalitaryzm wewnętrzny zaczyna wyłazić na zewnątrz.


Dziwię się tym wszystkim którzy przyklasnęli pomysłowi księdza Sowy, aby kontrolować obecność na mszy przez czytanie linii papilarnych uczestników. Wydawało mi się zawsze, że chodzenie do kościoła jest dobrowolne, a tu okazuje się, że nie. Trzeba zaliczyć 200 mszy, aby zostać dopuszczonym do bierzmowania.


Tak się zastanawiam jaki kisiel z mózgu trzeba zrobić uczniom i ich rodzicom, aby kontrola linii papilarnych przyjęła się większością głosów? A do tego jeszcze rzekomo ksiądz Sowa wyszedł naprzeciw potrzebom rodziców i wprowadził w ten sposób nie tylko kontrolę, ale i dyscyplinę. Znaczy rodzice tumany są i nie radzą sobie z dziećmi i muszą je przymuszać do chodzenia do kościoła. Zastanawiam się tylko po co?


Cóż zawsze twierdziłem, że kościół z pełną premedytacją ingeruje w życie swoich wiernych, tak jak zawsze twierdziłem, że ich indoktrynacja i pranie mózgów jest jednymi z najlepszych na świecie i tej sztuki powinny się uczyć wszystkie CIA, MI6, MOSADY i inne badziewie szpiegowskie. Ciekawe czemu dorośli ludzie dają sobie robić sałatkę warzywną z mózgu i pozwalają się robić tak w bambuko? Strach przed gniewem bożym czy wyklęcie na ambonie? A rzekomo jest XXI wiek.


Idąc tropem księdza SOWY i wychodząc naprzeciw potrzebom kościoła, a także idąc za głosem nowoczesności, mam kilka propozycji do wykorzystania w przyszłości przez kościół:

- czytnik siatkówki oka dla dorosłych przy wejściu do kościoła i konfesjonału;

- czytnik linii papilarnych przy dawaniu na tacę;

- wprowadzenie terminali do kart płatniczych w celu umożliwienia dawania na tacę z karty płatniczej;

- wprowadzenie spowiedzi internetowej za potwierdzeniem podpisu elektronicznego;

- wprowadzenie kolęd domowych za pomocą kamer internetowych;

- dla dziewcząt i kobiet przymusowe badania ginekologiczne i wystawianie elektronicznego oraz papierowego certyfikatu, że jest są dziewicami, zezwalającego na uczestnictwo w mszy świętej i na otrzymanie ślubu kościelnego (zastanawiam się tylko jak to wykryć u chłopców, oraz co z pettingiem i seksem analnym).

 


KLER czyli KUPA LUB EWENTUALNIE ROZWOLNIENIE

 


Ma ktoś jeszcze jakieś propozycje??? Wspomóżmy NASZ kościół katolicki swoimi pomysłami!!! Może nie będą gorsze?!!!

 

 


WNIOSEK: NIESTETY NIEKTÓRYM GŁOWA SŁUŻY TYLKO DO NOSZENIA CZAPKI.

czwartek, 28 stycznia 2010

Polarny jak był taki jeszcze mały, do góry sikał, na chleb mówił beb, a na księdza Zorro, to nieraz w piaskownicy wchodził w polemikę wiaderkowo – łopatkową ze swoimi i cudzymi rówieśnikami na temat zależności i podległości terytorialnej w piaskownicy. Ze względu jednak na niewyszukany zestaw słów i brak szerszych zasobów wyrażenia nimi pewnej ekspresji wypowiedzi nie raz stosował środki bardziej bezpośrednie typu: piasek we włosy i łopatką przez łeb. Metody te może nie wyszukane, aczkolwiek skuteczne zazwyczaj przynosiły zamierzone efekty.


Z czasem Polarny zaczął obrastać w futro i jego Biblioteka Słowa Powszechnego znacznie się rozszerzyła. Polemiki nie zanikły, a często wraz z rozwojem wykraczały poza granicę piaskownicy. W czasach tych Polarny potrafił już powiedzieć: kurwa, spierdalaj, czy ciąg druta wale jeden, aczkolwiek nie zawsze w odpowiednim kontekście. Z czasem jednak i to się zmieniło, a Polarny zaczął wyszukiwać innych zamienników, na to co już poznał. Świat słowa jest wielki, a chłonność Polarnego jeszcze większa, więc studia nad językiem codziennym przychodziły z dużą łatwością.


Podczas tych studiów, niewątpliwie jednych z najważniejszych w życiu Polarnego, rzeczony poznał słowo kurdupel. Ot proste słowo, krótkie, łatwo przyswajalne i wówczas nic nie znaczące.


- Te!!! Kurdupel!! Spierdalaj stąd z tym rowerkiem!!! – usłyszał Polarny drałując sobie po ścieżkach rowerowych nad rzeką na placu zabaw i przeszkadzając najwidoczniej swoją osobą w ujeżdżaniu motorynki. Nie wiedząc o co chodzi, ale znając dobrze słowo spierdalaj popedałował sobie Polarny w siną dal, nie zdając sobie sprawy, że nie tylko kurdupel ma znaczenie, ale pedałowanie w przyszłości również może je mieć.


Okazało się, że kurdupel to nic innego jak postać marnego wzrostu. Polarny nie wiedział czy się obruszyć za to określenie czy też przyjąć to jako wyznacznik centymetrów, których jak wiadomo natura za młodu skąpi. Ostatecznie przyjął to z obojętnością zaliczając jako jeszcze jeden wolumin w Bibliotece Słowa Powszechnego.


Polarny w życiu nie raz używał później słowa kurdupel i to w różnych konotacjach. Z zabarwieniem i pozytywnym i negatywnym, śmiesznym i poważnym, w zdrobnieniach i bez, i jakoś z tym żył. Inni też żyli. Oprócz tego słowa pojawiło się w życiu Polarnego również wiele synonimów i z nimi też dało się żyć. Przy okazji poznawania słów Polarny dowiedział się, że kurdupel tak naprawdę to z założenia etymologicznego jest określeniem nader pozytywnym, ponieważ tak mówiono o Napoleonie. Fakt, że po francusku - coeur de peuple, co wolnym przekładzie oznacza serce ludu, ale jednak określano. U nas niestety ten zwrot przyjął się jako określenie nie wielkości serca, ale ciała, no bo końcu Napoleon był coeur de peuple -owaty ze swoim metr pięćdziesiąt siedem. I tak wielkość osobowości zeszła na poziom wielkości ciała.


No i tak ostatnio Polarny znowu zastanowił się nad kurduplem, gdy zabolało to Coeur de Peuple’a naszej Ojczyzny, jaśnie nam panującego Lecha Już Drugiego. Wielkość człowieka poznaje się między innymi nie po wzroście, ale po braku małostkowości. Widzieć rzeczy wielkie, a przechodzić okrakiem nad małymi i nie istotnymi jest rzecz wielką, i wtedy człowiek staje się Coeur de Peuple, a nie kurduplem. I teraz zasadnicze pytanie czy obrażać się za tego kurdupla czy nie?


Są tacy co czują się pedałami, a nie homoseksualistami i idą z tym do sądu. Są tacy którzy nie mogą uwierzyć w swą wielkość i bardziej przejmują się kurduplem niż pomówieniem o gwałt na sekretarce. No i są tacy którzy rządząc ludem nie czują się Jego Sercem, a jedynie jego kurduplem.


Cóż, gdyby ten co się tak mocno obraża poszedł po rozum do … hm… no właśnie nie bardzo wiem gdzie, bo tam gdzie się ciśnie na usta nie bardzo jest po co, to by wiedział co odpowiedzieć tym, którzy zarzucają mu kurduplowatość. Jednak niestety tak bywa, że jak ktoś czuje się kurduplem, to czepi się tego faktu, jak tonący brzytwy, tak jak i pedał nie czując się homoseksualistą będzie się czuł urażony za pedała. I nie ma na to żadnego lekarstwa oprócz własnej wielkości i bycia ponad rzeczy, które nas wewnętrznie nie dotyczą. Nie popieram posła Palikota w jego zachowaniach i gdybym to ja miałbyć Sercem Ludu, to olałbym szczekanie, bo jak to powiedział pewien Sąd uniewinniając właściciela bodjaże owczarka, za zakłócanie ciszy nocnej, pies ma to w naturze, że po prostu musi szczekać.

 

LECHU PHOTOSHOP NIE KŁAMIE?


Gdyby Polarny miał iść do sądu z każdą inwektywą jaką usłyszał  w swoim życiu z najprzeróżniejszych ust pod swoim adresem, albo które o nim napisano, musiałby mieć swój własny sąd, własną prokuraturę i w ch…j wolnego czasu. No, ale niestety nie ma, szczególnie tego ostatniego. Dlatego też do sądu idzie w sprawach istotnych, a nie z pierdołami, bo opinię o człowieku wyrabia tłum a nie jednostka. A rzucony w kierunku Polarnego ch…j czy cokolwiek innego przelatuje nad głową, jak jaskółka, która wiosny nie czyni. Amen.

 


WNIOSEK: ABY BYĆ WIELKIM NIE TRZEBA MIEĆ WIELU CENTYMETRÓW.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Miałem dziś napisać o kurduplu. Nie o byle jakim kurduplu, ale o kurduplu państwowym, do którego można bez kozery zwracać się Jego Niskość, ale co się odwlecze to nie uciecze. Jak będę miał trochę jaśniejszy umysł to może zmierzę się z tematem.


Dziś jednak Polarny czyli Ja, zaatakuje temat pt. Facet choruje. Dlaczego ten temat?? Ponieważ Polar sierota jedna zrobił sobie QQ i nie chodzi tu o jego Nissana, ale o jego własne ciało. Polarny to czasami pierdoła. Podkreślam CZASAMI, a nie permanentnie, jak to niektórzy sądzą i w dniu wczorajszym zjebał się obsunął się majestatycznie ze schodów na dupę zbliżając znienacka swą tylną część ciała do kantu stopni, co zaowocowało obitymi nerami, stłuczoną ręką, obitymi mięśniami pośladków i naruszonym ogonem, a w właściwie tym co z niego zostało czyli kością ogonową.


Co tu będę dużo owijał w bawełnę: Dupa mnie boli!!! I to jak? Noc nieprzespana. W pracy nie ma jak siedzieć, wszystko za twarde. Wstać nie ma jak bo ból taki, że gdyby nie słuchacze to ch..je by leciały za każdym razem wielkości wieży Eiffla. I to wszystko przez chwilę nieuwagi. Nie pomogły ekwilibrystyczne wyginańce Polarnego, dupa się stłukła i tyle. A do tego wszystkiego Polarny załapał jakiegoś wirusa, bynajmniej nie komputerowego i teraz łeb ma jak sklep, temperatura oscyluje w granicach jądra … ziemi, myślenie się nie zmieniło i jest nadal na poziomie pierwotniaka, lub innej ameby, do bolących mięśni z tyłu, dołożyły się mięśnie z przodu, i Polarny … umiera!!!!


To nie żarty. Ostatkiem sił piszę te słowa na kompie i się dziś nawet nie kąpię, bo mógłbym nie ustać pod prysznicem, a w wannie utopić, a poza tym dziś nie sobota. Polarny umiera… , bo przecież każdy facet, który choruje jest umierający. My tak już mamy. Nie lubimy chorować, ale jak już chorujemy to na całego. Użalamy się nad sobą, umieramy od kataru. Temperatura 37,5 zwala nas już z nóg. Kaszel wyrywa płuca i wywraca flaki. No po prostu umieramy. Co tam amputacje, porody, szycia na żywca itp. my jak chorujemy to, to jest dopiero ważne. Umieramy wówczas na całego. Ale…

 

 

POLARNY NIEDŹWIEDŹ MOCNO ŚPI

 


Ale … tak się dzieje, TYLKO gdy mamy przy sobie kobietę, która może nami się zaopiekować, która przykryje kołderką, zrobi dobry rosołek, poda pilota, poprawi poduszkę, przytuli, pogłaska po głowie. Gdy jej brak, to: zapierdalamy zapominając pójść do apteki, nie bierzemy leków, olewamy gorączkę bliską 40 stopni i siadamy za kierownicą, bo jeszcze jest coś do załatwienia, idziemy naprawić samochód, jeszcze musimy zagrzać silnik. Piszemy pierdoły na blogu, zabieramy pracę z … pracy do domu, gotujemy obiad, sprzątamy, zapominamy, że mieliśmy się położyć, a później to już nie mamy czasu. Nie zważamy na bóle, katar da się przełknąć, gardło się przepije, ból głowy to tylko jeszcze jeden punkt do pominięcia, że o bolącej dupie nie wspomnę.


No i ciekawe czemu tak się dzieje?

 


WNIOSEK: RZEKOMO CHOROWAĆ TEŻ TRZEBA MIEĆ DLA KOGO.

sobota, 23 stycznia 2010

OSTRZEŻENIE: Notka kulinarna. Nudna. Nie zainteresowani nie czytać. Szkoda czasu.


Ostatnio, jak u Polarnego była mama, co by się wyedukować komputerowo, Polarny zrobił pod jej dyktando sałatkę, której nikt oprócz niej nigdy nie robił. Ta sałatka to danie sztandarowe Babci Polarnej. Tym bardziej sztandarowe, że w kolorze sztandarów, niegdyś łopoczących powszechnie w PRL, w czasie gdy ta sałatka powstała po raz pierwszy. Sałatka ta jest ulubioną CD, a i moją również. Jak na sałatkę jest dość niespotykana, a składniki jakie są do niej zastosowane, jakoś tak nie koniecznie muszą się nam łączyć w wyobraźni kulinarnej. Jednak dopiero, gdy je z sobą połączymy i doprawimy okazuje się, że to coś, mam naprawdę niepowtarzalny smak.


W życiu nigdy nie spotkałem się z taką sałatką. Nie, żebym był jakimś znawcą kulinarnym i widział wszystkie sałatki świata, ale po prostu się nie spotkałem, ani w jakiś gazetach, czy dodatkach kulinarnych, ani też przy żadnych okazjach na których mogłaby się pojawić.


Sałatkę komponuje się w systemie trójkowym, więc proporcje składników są łatwe do zapamiętania, bo związane z liczbą trzy, a więc:


3 średnie buraki

6 średnich ziemniaków

300 g kiszonej kapusty

3 duże cebule

300 g fasolki Jaś

3 łyżki oleju

Sól, pieprz i cukier do smaku czyli trzy podstawowe przyprawy.


Jedynym mankamentem sałatki, jest to , że w sumie robi się ją długo, i to, że najlepsza jest tak naprawdę dopiero po 24 godzinach w lodówce. Samo przyrządzenie jest proste, jak zwoje mózgowe Polarnego. Fasolę namaczamy na noc, a następnie gotujemy do miękkości i studzimy. Buraki i ziemniaki gotujemy w mundurkach, a po wystygnięciu obieramy i kroimy w drobną kostkę. Kapustę sparzamy wrzątkiem i kroimy drobno. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy, a następnie lekko dusimy. Wszystkie składniki mieszamy. Solimy i pierzymy do smaku, ewentualnie możemy dodać trochę cukru. Sałatkę odstawiam na przynajmniej 12 godzin do lodówki, co jakiś czas mieszając, aby składniki się przegryzły. Sałatka jest bardzo dobra w zestawie ze zwykłą sałatką jarzynową i dobrze się komponuje z nią smakowo i … wizualnie. Sałatka wygląda, jak krwawa jatka na tej fotce poniżej, ale jest naprawdę smaczna, smaczniejsza niż wygląda. Naprawdę warto spróbować sobie ją zrobić. Smacznego.

 

CZEROWNA SAŁATKA PARTYJNA Z BURAKÓW

 


WNIOSEK: GOTOWANIE JEST SZTUKĄ, KTÓRĄ MOŻNA PORÓWNAĆ Z KOMPONOWANIEM MUZYKI CZY MALOWANIEM ABY COŚ BYŁO DOBRE TRZEBA MIEĆ DO TEGO TALENT.

czwartek, 21 stycznia 2010

Leżąc na kozetce zastanawiałem się co ta Pani w białym kitlu ze mną zrobi. Wielki neonowy napis „Sunrise Cosmetic World – solarium i usługi kosmetyczne” nie pozwolił mi zapomnieć, gdzie się znajduję. Przyjarać futra turbo lampami sobie nie dałem, ale zamówiłem całą ścieżkę odnowy biologicznej i kosmetycznej. A co?!! Jak szaleć, to szaleć!!! Tylko Ibisz może?? Polar też!!!


FACET U KOSMETYCZKICycata blondynka na początek zapodała maseczkę z jakiegoś zielonego badziewia, która przypominała konsystencją kupę niemowlaka po diecie z miksowanego groszku. Rzekomo to były algi, z jakimiś minerałami. Ja tam tylko wodę mineralną do czasu do czasu pijam, więc powiedziałem, że się nie znam, ale, że ten szpinak to jakoś zniesę.  Pani wypaciała mnie bo gębie i wyglądałem jak Shrek na weselu. Maseczka zaczęła tężeć i twarz zaczynała się kurczyć jak dupa na mrozie. Ja normalnie nie rozumie, jak to może sprawiać kobietom przyjemność?


Później Pani podłączyła mnie do jakiejś aparatury i zaczęła mi mierzyć jędrność skóry i grubość tkanki tłuszczowej.

- Oj niedobrze Panie Polarny, nie dobrze – usłyszałem jej zatroskany ton – skórę to mam Pan niczego sobie jak na czterdziestolatka, ale dupę to Pan sobie zapuścił!!!

Nie wiedziałem o co jej chodzi, bo moja dupa jest całkiem jędrna i pewnie nie jedna laska chciałaby taką mieć jak moja, więc grzecznie pytam:

- Że ke?

- No tłuszczykiem Pan obrósł na zimę Panie Misiek. Dobrze, że Pan do nas zawitał. Coś z tym zrobimy. Zaczniemy od akupunktury.


I jak powiedziała tak zrobiła. Wyciągnęła zestaw igiełek i zaczęła nakłuwać Miśka jak poduszkę na szpilki. Po 20 minutach Polarny wyglądał jak po seksie z jeżem. Tylko na powiekach i palcach u stóp nie było igieł.

 

 

POLARNY PO ODNOWIE BIOLOGICZNEJ

 


Później była kąpiel borowinowa czy jakoś tak. Wsadzili mnie do wanny z błotem i kazali się taplać. A co ja k…wa żaba jestem czy co??? Rozumiem, że jakaś kąpiel w czekoladzie, bo słyszałem, że takie też stosują, ale nie, oni mnie wsadzili do jakiegoś gówna, które jebało zgniłymi jajami. To nawet moje bąki na kacu tak nie śmierdzą, jak to gówno. Ale i to jakoś zniesłem.


Później była część artystyczna czyli masaż. Położyli mnie na stole, łeb wsadzili w dziurę i nakryli ręcznikiem, a po moim ciele zaczęły wędrować jakieś wprawne palce.

- Mrrrr …. – zamruczał sobie Misiek nie tak całkiem cicho.

Palec zasuwały po karku, kręgosłupie, pośladkach, udach. Raz mocniej innym razem delikatniej. Momentami Polarnego przeszywał ból, ale taki mrrrrr… przyjemny. Wyobraźnia Polara zaczęła działać. Na ciele pojawiła się gęsia skórka, a włosy zaczęły stawać dęba nawet na piętach. Członki, a właściwie jeden członek zaczął sztywnieć, a Polarny zaczął się rozpływać w błogostanie. Po czterdziestu minutach odezwał się charczący głos:

- Koniec Panie Polarny!! Wstajemy!!

Zerwałem się jakby ktoś mnie wrzątkiem polał. Spojrzałem na masażystkę i przeżegnałem się lewą piętą. Ja pierdole!!! Wstyd jak ch…j?!! Moje wyobraźnia zrobiła sobie ze mnie niezłe jaja, bo z boku leżanki stał muskularny gościu, z karkiem szerokości moich pośladków i głosem tak niskim, jak podłoga na której stałem. Kark wycharczał ponownie:

- Kończymy Panie Polarny. Teraz krioterapia.


Wypierdoliłem stamtąd jak tsunami na Samoa. Jaaaaa… normalnie ciary mnie przeszły. Kark mnie macał po karku, a ja w raju byłem. Brrrr… nie wiem jak ja będę z tym żył!!!


Na krioterapii wsadzili mnie do beczki i zaczęli mrozić. Tylko głowa mi wystawała. Siedziałem i czułem jak w spodenkach mózg mi się kurczy do rozmiarów naparstka, a jaja robię się wielkości groszku. I to ma być odnowa biologiczna!!! K..wa, czy ja jestem pier…ny kurczak z Tesco, a może mrożonka na zupę wiosenną? Ale to też jakoś zniesłem.


Na koniec Pani chciała mnie odchudzić, a później wykonać depilację. Nie wiem co chciała robić konkretnie, ale miałem już tego dość. Ryj mi skurczyło od maseczki, tak, że chyba wyglądałem jak suszona głowa Pigmeja. Jaja nie chciały odtajać. Na wymioty mnie zrywało, gdy pomyślałem o pieszczotach Karka. A tu Pani w białym kitelku nachyla się do mnie, chucha mi koło ucha swym cieplutkim oddechem, prawie smyra mnie swoimi ledwo osłoniętymi cycusiami po twarzy i krzyczy do mnie:

- Helooo Moto!!!!

No i w tym momencie się ku..wa obudziłem!!!! Ucałowałem swoją komórkę, która jeszcze cały czas krzyczała do mnie:

- Heloooo Moto!!!

i ucieszyłem się, że to był tylko sen!!!


Po takim traumatycznym przeżyciu w życiu nie wybiorę się do kosmetyczki, i nie rozumiem kobiet, które tam chodzą,że o mężczyznach nie wspomnę. No, ale ja nigdy nie rozumiałem kobiet, mężczyzn chyba też nie, w końcu Dźwiedź jestem.

 


WNIOSEK: WE ŚNIE TO SIĘ JEDNAK MOŻNA KU…WA UMĘCZYĆ.

wtorek, 19 stycznia 2010

PENIS NAJLEPSZYM PRZYJECIELEM CZŁOWIEKA A. MLECZKORany co za pogoda. Dziś Polarny ledwo się zwlókł z łóżka. Żółw w porównaniu z Polarnym to dziś byłby, jak Ben Johnson, albo Maurice Green na anabolach. Normalnie masakra. Tak gnijąc w wyrze (pewnie niezły cap się rozchodził ot tego gnicia)  Polarny stwierdził, że sex w życiu mężczyzny nie jest najważniejszy. To stereotyp i łatka przypęta przez niektóre niedopchnięte emocjonalnie, tudzież fizycznie kobiety, których marzenia o tym i owym nie zostały spełnione, a żądze zaspokojone. Myślę, że to czysta złośliwość. Nic na to nie poradzimy, że penis jest jak pies: plącze się między nogami, lubi być głaskany i cieszy się wraz ze swoim panem. Czy to jednak zaraz musi oznaczać, że nam tylko dupy w głowie? Hasło, że ch..j jest najlepszym przyjacielem mężczyzny (no bo jak nazwać, jak nie przyjacielem kogoś, kto kieruje naszym życiem?) to wymysł sfrustrowanej części płci pięknej.   Stwierdzenie, że penis najlepiej rozumie mężczyznę, a po za nim nikt więcej, jest teorią również mocno przesadzoną. Tak jak i teoria o tym, że główny (i jedyny) zwój mózgu mężczyzny znajduje się w spodniach. No, ale jak wiadomo walka ze stereotypami jest ciężka i przynosi marne efekty, ale czy to znaczy, że nie warto?


Zresztą sami mężczyźni są sobie winni, że krąży o nich taka, a nie inna opinia, ponieważ po pierwsze z nią nie walczą, a po drugie nigdy nie próbują wyprowadzić nikogo z błędu i po trzecie często swoim zachowaniem wskazują, że kobiety mają rację.  Faktem jest, że jak przemknie im przed nosem jakaś fajna spódniczka, to testosteron zwiększa swoje stężenie, a przysadka mózgowa zaczyna intensywniej pracować, ale to nie znaczy, że wszystko podporządkowują seksowi. Czasami podporządkowują jedzeniu. Dobra, żartowałem, jedzenie też nie jest najważniejsze, chociaż to fakt, że głodny facet nie nadaje się do niczego, a najmniej do sexu.


Kobiety nie rozumieją, że mężczyźni lgną do nich i zapominają o bożym świecie, nie dlatego, że chcą je dmuchnąć w najbliższej bramie, na najbliższym biurku czy w najbliższym samochodzie, że o innych bardziej komfortowych warunkach nie wspomnę, ale dlatego, że potrzebują ich ciepła, ich wsparcia, ich zrozumienia, ich poparcia – zupełnie innego niż te, jakie dostają od swoich kumpli od piwa, golonki, czy pieczonych na grillu kiełbasek lub steków.


Facie z reguły, nawet jak są metroseksualni, jak na ten przykład Keanu Reeves, zawsze chcą uchodzić za macho. No nie takiego super hiper macho jak TurboDymoMan, którego właśnie wykończył Es-Man, ale takiego co to ma twardy charakter, wszystko ma poukładane i jest panem sytuacji, a przy okazji może być opoką dla swojej kobiety. Chcą, ale nie zawsze są. Jeżeli nie mogą być nim przed swoimi kobietami, to robią to przed innymi … kobietami, lub też z ich braku … przed kolegami. Grają trochę Brudnego Harreg’o pomieszanego z Strażnikiem Teksasu, a w rzeczywistości cały czas nie wyłażą z psychicznej pidżamy. No i w sumie nie chodzi nawet oto, że chodzą w tych psychicznych bamboszach, szlafmycy i rajtuzach dumnie nazywanych kalesonami, ale o to, że nie przyznają się do tego, albo tego nie zauważają. Jednak chodząc w tej psychicznej pidżamie szukają innej osoby, przy której mogą czasami odkryć poły skórzanej marynary i pokazać, że pod nią jest zwykła pidżamka w misie. I taką osobą jest właśnie kobieta, która zrozumie, wybaczy, przytuli, wesprze, bo przecież to nic złego mieć chwilę słabości.


 

 

MACHO

 

Dlatego twierdzę, że nie seks ma znaczenie dla faceta, a jeżeli ma, to nie pierwszorzędne. Seks to tylko pewne odreagowanie, pewna próba przeistoczenia się z Pana Pidżamki w Big Macho, aby ukryć wystającą nocną koszulę. A kobiety? A kobiety … błędnie zakładają, że jedyny cel naszego działania to właśnie seks. Wiem, że trudno uwierzyć, ale może warto? Może warto czasami zrewidować swoje poglądy i popatrzeć na nasze samcze plemię trochę z innej perspektywy niż mózgu nad jajami?


 


WNIOSEK: I CO Z TEGO, ŻE MĘŻCZYNA JAK OSESEK ŚLINI SIĘ NA WIDOK NAGIEGO CYCKA? TO WCALE NIE OZNACZA, ŻE JEST NADAL DZIECKIEM. TAK JAK TO, ŻE PRZYTULA, NIE OZNACZA, ŻE OD RAZU CHCE KOBIETĘ WCIĄGNĄC DO ŁÓŻKA (chyba, ale nie jestem pewien).

20:11, harry122
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI


ZAPRASZAM