środa, 28 lipca 2010
Na dziś minimum słów maximum obrazu. Nie ma czasu pisać o jaskini, bo Polar się pakuje i wraca. Tak więc pocieszcie oczy widokami, a jak Polar wróci to napisze parę istotnych informacji na temat Dobszyńskiej Jaskini Lodowej.
wtorek, 27 lipca 2010
Polarny właśnie skończył kiełbasę ze … śledziem. Oczywiście nie ma to nic wspólnego ze słowackim żarciem. Ot po prostu Polarowi przyszedł smak, jak kobiecie w ciąży i tyle. Kiełbasa nowotarska, śledź pomorski więc zestaw z pewnością przyjacielski, a może nawet solidarnościowy. Dziś ma być o żarciu i będzie o żarciu. Polar jak wiadomo lubi gotować, ale i lubi również smakować. Nie było więc bata, żeby nie popróbować kolejnych potraw z kuchni słowackiej. Po pierogach z bryndzą i kluskach ziemniaczanych polewanych sosem bryndzowo - śmietanowym ze skwarkami, przyszedł czas na coś innego. A czas przyszedł nie gdzie indziej, ale w Spiskiej Nowej Wsi (Spiśśka Nova Ves). Tam Polarny postanowił zakotwiczyć po zwiedzaniu Spisskiego Hradu czyli Spiskiego Zamku. Całość kulinarnych przyjemności w Spiskiej Nowej Wsi (Spiśśka Nova Ves) znajduje się przy ul. Letniej. Masa kawiarenek w kamieniczkach i bramach nadaje temu miejscu wiele uroku i daje kolosalne możliwości wyboru dań w barach, barkach, restauracjach i restauracyjkach. Na początek była przystawka o której marzyliśmy od zeszłego roku, a mianowicie Langos. Jak już wcześniej Polarny wspominał przy okazji opisu Starej Lubovny, jest to danie węgierskie, a że Słowacja była przez długi czas pod wpływem kultury austro-węgierskiej, przyjął się on, jako danie narodowe i regionalne. Tym razem Langośa (czyt. Langosz) jedliśmy z przeźroczystym sosem czosnkowym, tatarskom omackom (sos tatarski) i Syrem (ser). Polar wraz CM-ką zażyczył sobie do tego keczup. Langosa w cenie 1 euro sztuka wciągnęliśmy z autobusu przy restauracji GARAGE przy ul. Letna 35.
Później poszliśmy zwiedzać i przy okazji szukać jeszcze jakiegoś ciekawego miejsca, i tak trafiliśmy na restaurację Spiś, gdzie podawane są różne specjały kuchni słowackiej, a także inne dania według uznania. Tu upolowaliśmy dwie regionalne zupy: Paradajkova so parmezanom (Pomidorowa z parmezanem) oraz Cesnaćka so syrom a śampińónami (Czosnkowa z serem i pieczarkami). Obie zupy rewelacja. Paradajkova to wyśmienity krem pomidorowy na lekko słodko z tartym parmezanem, zupa delikatna i rewelacyjna w smaku. Polarny poleca ją szczególnie dzieciom. Cesnacka to rosół z olbrzymią ilością drobno siekanego czosnku, z duszonymi pieczarkami w plasterkach i serem pokrojonym w kostkę. Zupa ma wspaniały ostry smak i w połączeniu z serem i pieczarkami daje podniebieniu istną ucztę. Polarny był zachwycony kuchnią przy ul. Letna 45. Ciekawostką na całą Słowację jest to, że prawie we wszystkich „jadłodajniach” jest coś takiego, jak „danie dnia” lub „obiad dnia”, który najczęściej składa się z zupy i drugiego dania, i mieści się cenowo w granicach 3 euro. Jedzenie „dań dnia” jest również ciekawym i tanim sposobem na „zwiedzanie” kuchni słowackiej. Trzeba pamiętać, że dania w jednym tygodniu się nie powtarzają, więc trudno zjeść dwa razy to samo. Niektóre restauracje podają menu „dań dnia” na cały tydzień. Trzeba również pamiętać, że niektóre „jadłodajnie” podają „dania dnia” w promocyjnych cenach tylko w określonych godzinach, najczęściej między 14 a 15. Polarny jak wróci do dom, a chyba wróci już w czwartek ze względu na wspaniałą deszczową pogodę, to z pewnością spróbuje sobie zrobić zupę czosnkową, która z pewnością na stałe wpisze się w repertuar kulinarny polarnego domostwa. Do repertuaru pewnie dołączy również Vyprażany Syr so Śunkou czyli obsmażany panierowany ser z szynką – ulubione danie CM-ki, oraz coś co jedynie mi przypadło do gustu czyli Topolćianska Zemiakova Polevka, nazywana czasami Krupkova Polevka. Jest to zupa ziemniaczana z gotowanym pęczakiem, kukurydzą, czosnkiem, cebulą i gotowanymi cynaderkami. Zupa dla mnie rewelka, a cynaderki nadają jej super smaku i powodują, że zupa jest bardzo pożywna. Niestety moim Paniom cynaderki zupełnie nie przypadły do gustu. Wszystkim odwiedzającym słowacką krainę życzę miłego kulinarnego zwiedzania. Następna notka o Lodowej Jaskini.
niedziela, 25 lipca 2010
Wypoczynek potrafi być naprawdę męczący, szczególnie, gdy aby obejrzeć jedne z największych zamków w Europie trzeba siedzieć dwie godziny w samochodzie, aby przeczekać górską burzę z deszczem z węża strażackiego. O historii zamku możecie poczytać sobie w necie, więc Polar nie będzie przytaczał tu, ani informacji, ani żadnych nowinek. Z Piwnicznej samochodem półtorej godziny jazdy i staje się u podnóży przepięknego zamku, zbudowanego kilkadziesiąt kilometrów od Levocy i Nowej Spiskiej Wsi. Bilet rodzinny dla trzech osób, to 13€. Niestety nie ma tam polskiego przewodnika, więc Polarny był skazany na samodzielne zwiedzanie, chociaż i tak miejscami dołączał się do wycieczek by posłuchać co mówi przewodnik. Język Słowacki jest dość prosty, więc nie było problemów ze zrozumieniem tego, że np. na polu bitwy zbrojnych rycerzy nie zabijano, a zabijano konie pod nimi. Biorąc pod uwagę, że zbroja ważyła 40 d0 70 kg, wystarczyło zabić konia, aby wyeliminować jeźdźca, który i tak często umierał na polu walki z głodu, ponieważ przewrócony z koniem sam nie mógł wstać i gdy nie został z pola zabrany to umierał z głodu. W zamku znajduje się muzeum broni, pokazano kuchnię dworską, salę tortur, a także rekonstrukcje różnych zbroi, których używano na tamtym terenie. No, ale dość gadania, niech lepiej fotki same oddadzą atmosferę zamku i przemówią czy warto zajrzeć w to miejsce, bo swoim pisaniem o Polarowej Wycieczce i tak Was nudzę. W tym miejscu odbywały się potyczki i turnieje rycerskie, które obecnie są odtwarzane w przepięknych widowiskach batalistycznych. Na schodach położyłem telefon komórkowy, aby pokazać jak wąskie były schody na wieżę tzw. mieszkalną, która była ostatnim bastionem obronnym zamku. PS. Aby coś zjeść po zwiedzaniu, można skorzystać z baru w podzamczu, ale Polarny nie poleca. Lepiej przejechać kilkanaście kilometrów do Nowej Spiskej Wsi i tam coś zjeść smacznego, o czym w następnym odcinku. Na deser zdjęcie które mi się najlepiej podoba.
sobota, 24 lipca 2010
Kolejne opóźnienie, ale po powrocie z Wieliczki nie było siły, a wczorajszy późny powrót z Zamku Spiskiego skutecznie wyeliminował w Polarnym chęć pisania notki. Dziś Wieliczka, a w kolejce czeka opis Spiskiego Zamku. Jaka jest Wieliczka, każdy musi zobaczyć sam. Ci co ją widzieli mają różne wrażenia, rzadko kiedy negatywne. Odbiór rzeczy pięknych jest rzeczą indywidualną, tak jak określenie samego piękna. Stąd też każdy musi obejrzeć sam i wyrobić sobie zdanie. Polar spojrzał na Wieliczkę z innej strony. Szukał piękna nie w tym co inni, a przynajmniej nie wszyscy.
O pięknie można sobie dyskutować bez końca, więc tu Polar nie zabierze głosu i pogada o bardziej przyziemnych stronach wycieczki do kopalni soli. Zacznijmy od kupowania biletów. Dźwiedź odradza w okresie letnim odwiedzanie Wieliczki na żywca. Godzinna kolejka do kasy, a następnie godzinne oczekiwanie na to, aż zbierze się wycieczka indywidualna, może skutecznie zniechęcić do dalszego zwiedzania. Dlatego Polarny zamówił sobie wycieczkę 2 tygodnie wcześniej telefonicznie i jako wycieczkę indywidualną. Fakt faktem, że cena jej wzrasta ponad dwukrotnie, ale za to: - jesteśmy niezależni od innych; - sami wybieramy, gdzie i na ile się zatrzymujemy; - możemy zajrzeć tam, gdzie wycieczki zbiorowe nie zajrzą; - jesteśmy traktowani jak VIP-y; - mamy doskonały kontakt z przewodnikiem; - nie musimy czekać w kolejce wyjazdowej (czas oczekiwania czasami nawet do 2 godz.). Tłumy w kopalni są zabójcze, więc jedynie indywidualne zwiedzanie może sprawić przyjemność. Gdyby Polarny miał wybierać się na wycieczkę zbiorową, to pewnie po 20 minutach pochlastałby się zieloną solą i zatłukłby się na śmierć kaskiem przewodnika. Dźwiedziu zachwycał się zakamarkami kopalni: chodnikami, konstrukcjami, życiem. Niesamowite wrażenie na Polarnym zrobiło zejście w głąb kopalni po 54 podestach, a także komora św. KINGI. Ta ostatni robi wrażenie na wszystkich, swą wielkością, niesamowitością, wystrojem, płaskorzeźbami, żyrandolami z kryształów solnych. Wszyscy walili zdjęcia figur, rzeźb, pozowali na tle manekinów. Polarny spoglądał na to wszystko trochę inaczej, a raczej może w inną stronę. Na koniec Polarny poleca, aby zjeść coś w podziemnym „barze” w kopalni na koniec wycieczki. Za 20 zł można zjeść bez problemu porządny i bardzo smaczny obiad. Dźwiedź zajadał się schabem pieczonym w sosie pieprzowym, z ziemniakami i bigosem staropolskim, a także wtrącił wspaniały żurek z kiełbasą. Jedzenie rewelacja. KM-ka i CM-ka również znalazły coś dla siebie i były jednogłośnie zacwycone. Prawie trzygodzinne zwiedzanie i oddychaniem powietrzem kopalni wzmogło w nas apetyt do niespotykanych rozmiarów, każde z nas zjadło dużo więcej niż byśmy się spodziewali. W tym, barze naprawdę warto zjeść, bo nie warto marnować pieniędzy i czasu na zewnątrz. Polar nic więcej nie napisze, bo nie ma po co każdy musi zobaczyć Wieliczkę osobiście. Powyżej wejście do komory Vipów. Z ciekawostek, które mi się przypomniały, to w kopalni można brać śluby w kapilcy św. Kingi, a także w wielkich grotach można robić wesela do 200 gości. Wieliczka zaprasza, to miejsce naprawdę warto obejrzeć.
czwartek, 22 lipca 2010
Huston mamy ... opóźnienie. Polarny wrca późno z eskapad i mimo, iż notkę zdąży napisać, to już siły na obróbkę zdjęć i ich w stawienie brak. Stąd też mamy jednodniowy poślizg i to co jest wstawiane dziś, było napisane wczoraj. A notka z dzisiejszej wycieczki do Wieliczki, ma szansę ukazać się jutro. Plany są po to aby je zmieniać, a przynajmniej modyfikować. Dziś (znaczy kiedy Polar zaczyna pisać tę notkę czyli w środę) była przepiękna słoneczna pogoda, więc padał decyzja, że jedziemy na basen do Muszyny, a później do Bardejova. Miały być jeszcze Bardejovske Kupele, ale niestety na to już sił nie starczyło. Basen Korona w Muszynie mimo iż nie wielki naprawdę sympatyczny. Woda czyściutka, z tego co Polarny podsłuchał, źródlana i pitna. Stąd nie było czuć odrobiny chloru, a po wyjściu skóra nie kurczyła się jak jaja Pingwina na mrozie. Z atrakcji: „Małe i Duże Tsunami” czyli robiona fala, albo mechanicznie przez kulę, albo osobiście przez kąpiących; pięć baseników jacuzzi, 20 metrowy basen do pływania (1,40m), podwójna mini zjeżdżalnia; basen … „spacerowy” (1,30m); basenik dla maluchów (0,30m).
Oprócz tego na terenie można wypożyczyć leżak i zjeść niedrogo jakieś przekąski. Są frytki, hamburgery, zapiekanki, ale też i kiełbasa z cebulką i np. golonka. Ceny przystępne. Pobyt całodniowy dla jednej dorosłej osoby – 15 zł (zniżki dla dzieci do lat 12), leżak 10 zł, przykładowo Hamburger 4 zł, kiełbasa 5 zł, golonka ok. 300 g 15 zł. Co ciekawe na teren basenu nie są wpuszczane osoby nietrzeźwe, hehehehehe, ale za to są dwa stoiska z zimnym beczkowanym piwem, więc można śmiało iść na trzeźwiaka, a wracać ciągnionym na mokrym ręczniku. Polar na basenie spędził parę ładnych godzin i o 16 pojechał do Bardejova. Bardiów (Bardejov) to przesympatyczne miasteczko (z zabytkami wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNSESCO) z przepięknym rynkiem otoczonym malowniczymi (dosłownie) kamieniczkami w zakamarkach których można się dobrze najeść, napić i wypocząć przy zimnym piwku czy smacznym winie. Polarny tym razem zaczął od szukania żarcia, bo po muszyńskim basenie to jednak mimo gorąca (29 C w cieniu) ssanie się włączyło. Przy pobycie trzeba pamiętać o płatnych strefach parkowania, które w centrum miasta płatne są do 17. Polarny nie ma w zwyczaju dopłacać tam, gdzie nie trzeba w związku z tym zaparkował samochód pod … Policją, a po 17 przestawił sobie na już bezpłatny parking. Dziewczyny poszły na lody, które sobie bardzo chwaliły (na zdjęciu czerwona strzałka), a Polar bawił się w ustawianie samochodu. Gdy wrócił, nastąpiło poszukiwanie koryta. Poszukiwanie było męczące, bo … kafejek mnóstwo, a Polarowscy szukali takiego z żarciem regionalnym, ale jednocześnie nie drogo. W końcu znaleźliśmy coś niepozornego w bramie przy Radnićne nam. 31 (na zdjęciu zielona strzałka).
Ta mini restauracja „U Pal’enćara” serwowała najróżniejsze potrawy, w tym również kilka regionalnych. Polarny po debacie rodzinnej zafasował ostatecznie dwa regionalne: Pirohy zemiakowo – byrndzove oraz Bryndzove Haluśky i jedno specjalne: Kuracie rezne śpecial. Za całość z colą i sokiem zapłaciliśmy nie całe 13 Euro. KM-ka nie była zadowolona z jedzenia. Mówiła, że spróbować - tak, najeść się tym - nie. Polarny jednak był bardzo zadowolony, ponieważ posmakował wszystkich 3 potraw - obie kobiełki nie zjadły swoich porcji. Dźwiedź napchał swój bęben do wypęku. Pirohy (pierogi) przypominały nasze ruskie pierogi tyle, że zamiast twarogu była dodana do nich bryndza. Haluśky przypominały… lane kluski polewane… niewidomo czym, a były to ichnie kluski (makaron) polewany przyprawioną bryndzą ze skwarkami i zieloną pietruszką. Najmniej można się rozwodzić nad kotletem dla CM-ki czyli kotlet z kurczaka z grilla zapiekanego z serem i szynką. Gdy kołdun Polara został nafaszerowany, jak kiszka barania przez Angola, rozpoczęło się zwiedzanie rynku i okolicy. Polar nie wlazł do Bazyliki by porobić fotki, bo … Słowacy nawet na bazylice trzepią kasę, wejście ze zwiedzaniem wieży 3 e, fotografowanie 2 e. Dla Polarnego wydatek rzędu 11 e, aby połazić i pooglądać figurki, ołtarze, itp. był zbędnym, bo akurat to Polara nie interesuje na tyle, aby wydać na takie oglądanie kasę. W Bardejovie jest naprawdę pięknie. Interesujący ratusz z początku XVI wieku z ciekawym wejściem bocznym dopełnia całości. Kilka godzin, obiad, spacer to przyjemność, która na rynku Bardejowskim nabiera jakiegoś takiego historycznego wymiaru.
Z tego wszystkiego, z tych wrażeń i ciągłego ruchu Polarny, mimo parowania notorycznie zapominał się odlać. Na basenie nie było czasu i pamięci, po basenie również. W Bardejovie nie wypadało lać na środku rynku do 23 metrowej studni, szczególnie, że była przykryta pancerną szybą, a w restauracji Polar tak zajął się żarciem, że też zapomniał. Efekt końcowy - Polar wywiózł sikanie z powrotem do Polski. No, ale nie było dane dowieźć go do Piwnicznej. Kilka kilometrów przed Polar nie wytrzymał, dał po hamulcach i poleciał w krzaki, jak wilk po kolacji u Czerwonego Kapturka. W krzakach dżungla jak nie wiem, a w dżungli jak wszędzie zwierzęta. Znaczy się komary były. I roślinność. Znaczy pokrzywy zaatakowały Polarnego, a z nimi komary wielkości gołębi. No i to było ekstremum przeżyć dzisiejszego dnia. Polarny siekany pokrzywami, sikał gryziony przez pięć komarów jednocześnie i musiał pilnować, co by nie olać sobie sandałów. Walka była nierówna, ale i tym razem Polar wyszedł z niej zwycięsko, chociaż suchość sandałów okupił własną krwią. I z dzisiejszego dnia Polarny ma jeszcze jedno prawo: O wszystkim można zapomnieć, ale nie o tym aby się odlać, oraz fotkę ciekawego przełomu Popradu.
WNIOSEK: OLAĆ MOŻNA WIELE SPRAW, ALE NIE LANIE.
środa, 21 lipca 2010
Góry kojarzą się w większości normalnym ludziom z … górami. Stąd Szczawnica i Muszyna również się z nimi kojarzą. Normalnym ludziom - tak, Polarowi - nie. Polarny obie miejscowości potraktował spacerowo, tzn. nie jako miejsce wypadów do męczenia nóg i pocenia się w górskich ostępach, ale jak Sopockie Molo. Polarny po prostu sobie połaził. W Muszynie mimo szczerych chęci nie ma nic do obejrzenia oprócz może Groty Matki Boskiej, ale na to Polar nie miał siły, może przy innej okazji, gdy podjedziemy sobie na niewielki basenik (niedawno otwarty,) aby pomoczyć sobie trochę dupsko i w końcu opalić trochę więcej niż ręce do ramion. Krynica natomiast to idealne miejsce do spacerowania dla wszystkich grup wiekowych. Wspaniały Park Zdrojowy, przesympatyczny deptak, ciekawe uliczki przedzielone górskim strumienie na którym poprzerzucano wiele stylowych mostków łączących dwie części Krynicy. Polarny z przyjemnością zajrzał do różnych pijalni wód i niektóre zdecydowanie Polarowi smakują. Podreptał, jak Dreptak po deptaku, zawinął kitę w parku, a i przewiózł swój zapchlony tyłek na Górę Parkową (bez szału, jakieś 5 minut jazdy), gdzie dzieci mają swój raj na zjeżdżalni w filcowej skarpetce, albo na dętce od traktora.
Z Góry parkowej roztacza się przepiękny widok na góry otaczające Krynicę.
Krynica to raj dla spacerowiczów. Jest gdzie pójść, gdzie posiedzieć, a i z jedzeniem nie ma problemów, chociaż patrząc obiektywnie jedzenie jest dość drogie. Jeżeli ktoś chciałby się połakomić na gicz jagnięcą, albo comber z … zebry, musi się przygotować na wydatek rzędu od 38 do 60 zł za porcję. Jak ktoś chce, to za 999 zł może zamówić całe pieczone jagnię, albo za trzy stówy półmisek mięs (jagnięciny i dziczyzny – jelenie, sarny, dziki). Z innych atrakcji muzeum Nikofora, Muzeum Zabawek i ciekawe budownictwo.
A w ogóle to przed chwilą KM-ka postanowiła wykończyć Polara. Stwierdziła, że w pokoju są meszki. Co robi Polar w takich wypadkach? W takich wypadkach Polar ma meszki tam, gdzie akurat one mają Polara czyli w dupie. Niestety, KM-ka nie podzielała opinii Dźwiedzia w rzeczonym temacie i postanowiła się pozbyć meszek w istnie kobiecy sposób. Wzięła w swoje ręce dezodorant Bross do odstraszania świństwów (dezodorant do ciała) i … wypsikała wszystko na … ściany. Meszki generalnie miały w dupie zabiegi KM-ki, a największą meszką, która prawie nie padła był … Polar. Syf chemii rozniósł się po całym pokoju. Polarny zaczął się dusić i mieć przy każdym oddechu usta pełne oparów antymeszkowej krucjaty KM-ki, a meszki wzięły karty i jakby nigdy nic zaczęły przy lampce nocnej rozgrywać kolejną partyjkę brydża. Polarny chciał nadmienić, że KM-ka nie jest naturalną blondynką, jeżeli ktoś chciałby wytaczać takie argumenty. Najlepszą polewkę z tego wszystkiego miała CM-ka, do momentu aż meszki przeniosły się do niej na laptopa. Polarny poradził, żeby laptopa również sobie popsikała Brossem, na co stwierdziła, że popsika sobie oczy to nie będzie ich widziała. Na koniec KM-ka przyglądając się szafce nocnej stwierdziła z tryumfem: - O i wszystkie meszki zdechły. Na co Polar odpowiedział: - Ja prawie też. No i tym optymistycznym akcentem kończymy następny dzień wycieczki Polarnego. Krynica i Muszyna miały być jutro, ale były dziś, a jutro? Jutro może to co miało być dziś Limanowa, Stary Sącz i Ciężkowice? Istnieje jeszcze opcja, że jutro będzie gorąco i spróbujemy zaatakować Bardejovske Kupele i sam Bardejov, bo ten ostatni to naprawdę perełka architektoniczno – historyczna. To się jednak zobaczy, no to do następnej notki.
RESZTA ZDJĘĆ RANO, BO MI SIĘ BLOX ZBIESIŁ I NIEWIDZI DODANYCH ZDJĘĆ W ZASOBACH...ECH TE ZMIANY NA LEPSZE.
Zdjęcia wstawione, a teraz jadę... umyć samochód... w końcu, a później... czy Wy wiecie, że ja jeszcze nie wiem, gdzie dziś naprawdę pojedziemy? WNIOSEK: KOBIETY MAJĄ MASĘ NIESAMOWITYCH POMYSŁÓW, TYLKO CZEMU CZASAMI JE REALIZUJĄ? |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
THE BEST OF HUMOR
THE BEST OF SERIOUS
PIERWSI ... bo tak
RÓŻNY BLOGOWY ŚWIAT
NOWO I STARO ODKRYCI
BLOG ROKU 2007
BLOG ROKU 2008
MÓJ FOTOBLOG
SKARGI I WNIOSKI DO
DODATKI
p> |