Blog > Komentarze do wpisu

WĄTRÓBKA Z KAPARAMI, PAPRYKĄ i OLIWKAMI czyli JAK JA NIENAWIDZĘ WĄTRÓBKI

Zastanawiałem się czy można napisać ciekawą notkę o wątróbce i postanowiłem spróbować. Nie ręczę za efekt końcowy, bo ostatnio w ogóle wyszedłem z wprawy. Oczywiście chodzi i smażoną wątróbkę, której koneserem stałem się przez zupełny przypadek.


choroby odzwierzęceDawno, dawno temu w czasach, gdy Misie Polarne na chleb mówiły beb, a na księdza - Zorro, żył sobie Polar, któremu na widok flaków wywracały się flaki, a na widok i smak wątróbki wątroba odmawiała posłuszeństwa, a flaki wywracały się w dwójnasób. Niestety były to również czasy, gdy w przedszkolu Polarnego postawiono na zdrowe żywienie i stwierdzono, że szpinak i wątróbka są najlepszymi produktami dla rozwijającego się organizmu przedszkolaka.


Polarny nie był odosobniony w swoim stosunku do obu tych produktów i zachowywał się w stosunku do nich jak Pan Przewodniczący PiS do PO, czyli zawsze i stanowczo przy jakimkolwiek spotkaniu mówił NIE. Niestety moje NIE było traktowane, jak NIE Pana Kaczyńskiego, czyli przedszkolni dysydenci w reprezentacji Pani Kwiryny mieli je po prostu w dupie i próbowali wyperswadować mi niechęć do wątróbki i szpinaku. Wyobraźcie sobie, że chcecie moherowej babci wyperswadować miłość do Ojca Dyrektora. Sami wiecie jaki efekt można osiągnąć - można zostać jedynie oplutym, i z tego narzędzia walki z uciśnieniem jednostki korzystałem najczęściej. Jednak z czasem wklepanie paskiem w dupę, po którymś tam zbrukaniu białej szaty Pani Kwiryny przyniosło efekt, że musiałem przyjąć inną taktykę walki z wrogami ludu przedszkolnego - wątróbką i szpinakiem. O ile szpinak dobrze komponował się z trawą w przedszkolnym ogródku, dał się wklepać pod dywan lub ubić i wymieszać z piaskiem w pobliskim ogromnym Filodendronie, o tyle z wątróbką był już problem. Wątróbka ze względu na swój rozmiar oraz konsystencję nie dawała już się tak łatwo ukryć, ale i na to znajdywały się sposoby. Jednym z podstawowych było chowanie wątróbki w worku na kapcie, oczywiście nie swoim, ale to po paru próbach, udanych zresztą, zostało odkryte i trzeba było wymyśleć nowe miejsce składowania. Tylko raz udało się ukryć rzeczony przedmiot niechęci w kieszeni pozostawionego fartucha Pani Kwiryny. Pomysłem tego eksperymentu był Robercik, dla stałych czytelników to ten od ADHD. Niestety następna akcja skończyła się porażką. Później wątróbka została po prostu wynoszona na różne sposoby i podkarmiane nią były łabędzie pływające za płotem w pobliskiej rzece. Wtedy po raz pierwszy widziałem mięsożerne łabędzie. Przedszkole nie złamało mojego charakteru i nadal nie jadłem wątróbki.


Po czasach przedszkolnych nadszedł okres, gdy nikt z domowników nie zmuszał mnie do jedzenia produktu, który wywoływał u mnie dreszcze, tak jak dziś wywołuje we mnie dreszcze głos Jarosława Kaczyńskiego. Poza tym była dostępność innych produktów mięsnych, więc wątróbka nie była już problemem. Niestety po tym okresie nastąpił czas posuchy gospodarczej. Szynkę można było oglądać głównie na obrazku, a kosztować ją w niedzielę i święta. Wątróbka znowu stała się produktem nie tyle pożytecznym co bardziej dostępnym niż jakiekolwiek mięso. Ale i ten okres nie złamał mojego postanowienia, że wątróbka jest be, a szynka jest cacy, czyli coś w rodzaju hasła dentystycznego: oral - b, a anal - cacy.


Dopiero w pełnym wieku rozrodczym i intelektualnym, tak przynajmniej wynika z polskiego prawa, gdy zacząłem pracować przeprosiłem się z Panią Wątróbką. A miało to miejsce w czasach wciąż niestabilnych, gdzie do wyboru na zagrychę była jedynie, albo wątróbką z cebulką, albo meduza lub śledź. W związku z tym, że bardziej do wątróbki nie znosiłem wówczas śledzia i meduzy, to aby nie chlać o suchym ryju przymusiłem się do wątróbki. I to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem czy to była wina tego, że przy chlaniu byłem już głodny jak Obelix po wycieczce do Kleopatry, czy też może trafiłem na mistrza kuchni wątrobowej, faktem jest, że tak usmażonej wątróbki na chrupko z wyśmienitą cebulką nie jadłem nigdy. Ot tego dnia wątróbka zagościła na stałe w moim menu, a moje zboczenie w jej kierunku obróciło się o 180 stopni doprowadzając do tego, że jadłem ją przez długie lata na drugie śniadania co najmniej dwa razy w tygodniu zamiennie z garmażeryjną sałatką jarzynową.


Dziś wątróbka jest dla mnie wspaniałym produktem kulinarnym a w szczególności wątróbka drobiowa. Poniżej przedstawiam przepis na najnowszy wątrobiany eksperyment kulinarny, który zakończył się pełnym sukcesem. Zapraszam więc, na wątróbkę drobiową z kaparami, papryką i oliwkami:


WĄTRÓBKA SMAŻONA Z KAPARAMI, PAPRYKĄ i OLIWKAMI


PRODUKTY: 30 dkg wątróbki drobiowej, 4 duże cebule, 1 duża czerwona papryka, 1/3 małego słoiczka kaparów, 20 zielonych oliwek lub w zależności od gustu - czarnych, mąka, majeranek, olej do smażenia, sól i pieprz do smaku.


PRZYGOTOWANIE:   krwistą wątróbkę obtaczamy w mące i wrzucamy na rozgrzany olej, smażymy, aż skorupka wątróbki stanie się chrupka. Wątróbkę wyciągamy z oleju, a na olej wrzucamy drobno pokrajaną w kostkę paprykę i ją podsmażamy. Gdy papryka będzie lekko podsmażona wrzucamy na to kapary i pokrojone w plasterki oliwki, całość podsmażamy mieszając do zarumienienia, a następnie dodajemy do tego cienko pokrajaną w półtalarki cebulę i dodajemy odrobinę tartego w dłoniach majeranku (około łyżeczki od herbaty). Całość smażymy, aż do zarumienia cebulki, w międzyczasie soląc i pieprząc do smaku cebulę. Do tak podsmażonej cebuli wrzucamy wątróbkę i podgrzewamy ją. Podajemy na talerzu wraz pieczywem i solą do solenia wątróbki (wątróbki nie soli się przed smażeniem). Smacznego.


WNIOSEK: NIE TYLKO KOBIETA ZMIENNĄ JEST.

wtorek, 20 grudnia 2011, mr.polarny

Polecane wpisy

Komentarze
hanula1950
2011/12/21 09:25:20
Ja bardzo lubię wątróbkę.
Na Boże Narodzenie, na Nowy Dobry Rok, proszę, przyjmij te życzenia : szczęścia i żadnych trosk.
-
art.krolowasniegu
2011/12/22 22:26:40
Ja za wątróbką szaleję, natomiast Mąż, mimo poważnego i zobowiązującego wieku produkcyjnego - nie tknie jej. Pierwszą wątróbkę u nas usmażyłam po dziesięciu miesiącach małżeństwa! Rozpływała się w ustach. Rarytas jak dla mnie :D
-
ajar63
2011/12/26 20:26:31
A jadłeś może kiedyś móżdżek (świński)? Moja babcia dawno temu robiła. Pychota.
-
annastilla
2011/12/26 21:53:00
No, az mnie zatkalo.

Ale to nie z powodu watrobki tylko Pani Kwiryny.

Intuicja oraz Polarnego opis Pani Kwiryny podpowiada mi, ze padalismy ofiara tej samej osoby. Watrobki nie pamietam ale za to lezakowanie. Pani Kwiryna siedziala w kaciku, robila na drutach i pilowala porzadku. Rozmowa podczas lezakowania byla surowo wzbroniona. Zakaz ten udalo mi sie pare razy zlamac co doprowadzalo Panie Kwiryne do zlosci.

A tak w nawiasie, nie cierpie watrobki...

DODATKI


ZAPRASZAM