Blog > Komentarze do wpisu

ŻREĆ czy JEŚĆ czyli MILCZENIE NIE ZAWSZE JEST ZŁOTEM

MIŚ W MUNDURZE POLICJI

Jako policjant i pantoflarz (dla tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą), Polarny zasiadł za pozwoleniem Koleżanki Małżonki (siedzącej na saksach) do napisania kolejnej nudnej notki zakończonej myślą  z geesowskiego kalendarza. Długo się wcześniej zastanawiał czy przypadkiem nie odkurzyć swojej starej pały krawężnika i dla odmienienia swojej szarej nudnej egzystencji nie spuścić nią wpierdol KM-ce, ale stwierdził, że to niczego nie zmieni, bo i tak nadal zostanie starym zahukanym pantoflarzem, tyle, że z wyrokiem za pobicie. Rzecz to nieopłacalna, więc na kolanach wybłagał Koleżankę Małżonkę, by go na chwilę wypuściła z kuchni i pozwoliła napisać kolejne kilkadziesiąt zdań. Siedząc tym razem w kiblu, jedynym zacisznym miejscu zamykanym na zapadkę, trzymając laptopa na kolanach i z przestrachem zaglądając co chwila w szybkę kiblowych drzwi, Polarny zaczął pisać kolejną notkę.


O czym tu pisać, gdy przestrach przewraca trzewia doprowadzając prawie do omdlenia, a ściany malutkiego kibla przyprawiają o klaustrofobię? Może o jedzeniu - temacie najmniej związanym z muszlą ustępową, chociaż gdyby się temu przyjrzeć bliżej to jednak nie tak bardzo odległym.


Pytanie do czytelników, i żeby nie było to obu płci: Czy zdarza się Wam, że czasami, gdy siedzicie w czasie jedzenia macie ochotę wstać i dać współbiesiadnikowi w mordę? Zastanawiacie się za pewne za co? Ano za to, jak je!!


Polarny, jako Dźwiedź i zwierze mało cywilizowane, któremu Koleżanka Małżonka w przypływie dobrego serca czasami zarzuci jakiś ochłap do miski Suka Marki Bokser, o który trzeba stoczyć ciężką walkę z własnym psem, bywa mimo wszystko czasami w jakichś restauracjach. Oczywiście bywa raz na miesiącu albo i rzadziej, i to dopiero, gdy uda mu się nazbierać coś z reklam zamieszczanych na blogu. Jednak nie zawsze spożywa zupę chmielową w jakimś tajnym pubie, wśród ochlapusów i obszczymurków, między którymi czuje się nie tylko kimś ważnym, ale nawet bogiem. Polarny czasami odmówi sobie chrzczonego piwa i uzbiera sobie wtedy na pizzę, wówczas udaje się w bardziej cywilizowane miejsce, by poczuć smak wolności wyrywając się spod domowego matriarchatu.


Restauracje - miejsce uważane nie tylko za publiczne, ale również za cywilizowane, jest ciekawym poligonem doświadczalnym dla tępogłowego Dźwiedzia, który pod wpływem spaczenia zawodowego nawet kupę robie w kostkę i pod linijkę.


Dźwiedź, jak to Dźwiedź, pizzę wpierdala łapami, kurczaka również, nawet frytki żre paluchami świnia jedna, ale jednego przy tym nie robi – nie mlaska, nie oblizuje sztućców (to raczej normalne, bo ich nie używa) i nie pierdzi (no chyba, że uważa, że to jest w dobrym tonie, wpisując się wówczas w całokształt zachowań innych). Jednak nie wszyscy współbiesiadnicy w tych kulturalnych lokalach zachowują się równie powściągliwie jak Dźwiedź.


Nawet za bardzo nie rozglądając się wokół siebie Polarny jest skazany na różnorodne bodźce zewnętrzne generowane przez współpożeraczy gotowego żarcia. Mlaskanie i siorbanie Polarnego dobija. Czasami ma nieodpartą chęć podniesienia swojej włochatej dupy z zydelka ustawionego gdzieś w rogu sali, gdzie Polarny się chowa przed sąsiadkami Koleżanki Małżonki, i podejścia do Mlaskacza i przyjebania mu w łeb talerzem, z którego właśnie wyjada resztki. Jednak hamuje swoje atawistyczne odruchy wiedząc, że to i tak niczego nie zmieni, bo kto policjantem się urodził, mądrym na pewno nie umrze. Jednak przerażające jest, jak ludzie mało przywiązują wagi do tego jak jedzą.


W domu mogą robić co chcą. Mlaskać, siorbać, wylizywać talerze, ale w miejscu publicznym mogliby sobie tego zaoszczędzić, a przynajmniej zaoszczędzić tej wątpliwej przyjemności innym. Niestety restauracje, puby czy inne jadłodajnie nie są jedynym miejscem, gdzie jesteśmy skazani na niewybredny sposób konsumpcji.


O ile Polarny oszczędza się w restauracji i nie leje w mordę za mlaskanie, o tyle w biurze nie ma żadnych skrupułów. Polarny nie wstydzi się zwrócić uwagi koledze czy koleżance, że żrą jak świnia. Jaki jest tego efekt? Czasami taki, że staje się upierdliwym idiotą, ale ma święty spokój i przyjemność zjedzenia, bez zbędnych bodźców zewnętrznych. Czy warto zwracać innym uwagę? Warto, bo przechodzenie nad wszystkim do porządku dziennego, jest niczym innym jak przyklaskiwanie temu, co się widzi.


WNIOSEK: NIE NARAŻAĆ SIĘ, TO DZIŚ NAJMODNIEJSZY STYL BYCIA.

czwartek, 11 czerwca 2009, harry122

Komentarze
2009/06/12 11:12:45
Ja też próbuje z tym walczyć, ale jedyną reakcją na moje upomnienia jest: "To moja sprawa jak jem".
-
2009/06/12 14:00:25
Mam tak też czasami. Ale niekiedy trudno jest zwrócić uwagę takiej osobie. Dlatego w jednym przypadku moja reakcja ograniczyła się do niesiadania przy jednym stole z tą osobą, a przynajmniej siadanie najdalej jak się da. Na szczęście okazje do tego są bardzo rzadko.

Dobija mnie jeszcze to, jak ktoś przyłazi do pokoju z intensywnie woniejącym żarciem (mniejsze znaczenie ma jaki to zapach, dużo większe jego intensywność, choć oczywiście jedne zapachy są znośniejsze w większych stężeniach, niż inne) mimo, że obok jest kuchnia. Tak, wpieprzanie przed kompem w pracy "chińszczyzny" to jest to!

W tym przypadku już się nie powstrzymałem i w nagrodę nie muszę inhalować się tymi zapachami.
-
2009/06/12 19:31:13
GODLARK ta można podchodzić do wszystkiego ... skrajnie... "moja sprawa kogo i kiedy zabiję"... czyż nie?

MAJARI trudno jest zwrócić uwagę w restauracji, chyba, że coś naprawdę gryzie w oczy i uszy. Jednak ze znajomymi nie jest to tak trudne, trzeba w sobie jedynie przełamać wrodzony konformizm i strach przed staniem się osobą "marudną". Sztuka polega na tym, by albo potrafić to zrobić w najmniej inwazyjny sposób, albo mieć na tyle wysoki autorytet, by Twoje uwagi były przyjmowane bez problemu. Ja bazuję na tym drugim ... pijaki zawsze się słuchają :)
-
2009/06/12 20:32:46
Harry122! Miałeś okazję jeść posiłek obserwując osoby niepełnosprawne umysłowo, próbujące jeść obiad ? Opiekunowie zajadali się przy swoim stoliku.
Gdybym miała do dyspozycji pałę policyjną i męską agresję... to siedziałbym "w tym więźniu".


-
2009/06/12 21:48:10
ANKE niepełnosprawnym można wybaczyć, ale "niepełnosprawnym" nigdy.
Jakoś nie mogę sobie wybaczyć, gdy milczę widząc faceta w eleganckim gajerze za 5 tys. który SIORBIE kawę zagłuszając nawet muzykę lecącą w tle.
-
2009/06/12 22:24:59
Garnitur za 5k PLN może być najwyżej schludny :) Elegancja zaczyna się od przynajmniej 10k.
-
2009/06/12 22:43:11
SUPERGROVER hm... 10 kafli za garniaka? Toż to więcej niż warta jest moja drezyna.
Nie od dziś wiadomo, że nie szata ostatecznie zdobi człowieka i poziom kultury nie zależy od poziomu portfela.
-
2009/06/12 23:44:17
Harry, no co tu dużo mówić ... kultura w narodzie zanika ... ta związana z konsumpcją również. Tak dla rozluźnienia polecam całkiem poważny program z pewnej kultowej (dosłownie) telewizji:
www.youtube.com/watch?v=xjAYigJfBfU&feature=related
Chyba jestem jakimś chamem, po pod koniec brzuch mnie bolał ze śmiechu, a jak wcześniej dziewczyna powiedziała tekst o perfumach, to o mało co z krzesła nie spadłem :)
-
2009/06/12 23:51:27
RAZ program bardzo pouczający :D ... od jutra przestaję jeść frytki palcami, będę je nakłuwał na odkurzoną pałę :D
-
2009/06/13 00:13:28
dam znać :) ale u każdego jest inaczej...
-
2009/06/13 00:15:44
EWE wystarczyło odpowiedzieć u siebie :), a tak naszą tajemnicę szlag trafi i wszyscy się podłączą :), a chciałem w to zainwestować kasę z reklamy :D
-
2009/06/13 23:31:28
harry, harry harry...czytam jakiś czas (dłuższy) Twojego bloga, ale chyba żaden tekst mnie tak nie zelektryzował jak ten. Dlaczego? Ot, widzisz od czasów bycia nastolatką mam hopla na punkcie munduru. Taaaak, wiem..nie na temat. Ach, Policja..wspaniała firma. Tak się składa, że mam kilku kolegów parających się tym zawodem. Szkoda, wielka szkoda, że wszyscy oni zajęci już. Harry...weź mi ty tu więcej nie mów tak szokujących rzeczy...błagam nie wspominaj na temat swojej pracy, bo ja i bez tego już mam kręciołe w głowie. Za każdym razem, jak widzę patrol na mieście to mi się miska cieszy jak głupi do sera. Koleżanki to się ze mnie naginają.
A na temat, to powiem, dodam jeszcze jedno. Osoby żujące gumę.No w mordę jeża. Jak można żuć gumę z ryłem otwartym, tak, że widać wszystkie plomby etc.? Fuuuuj. Nie mogę patrzeć na takich ludzi. Aż mnie telepie z obrzydzenia. Ach, no i ludzie liżący lody w wafelku. Nie moge, po prostu nie mogę patrzeć. Ja jem łyżeczką. No takie moje małe natręctwo...ajjj zamotałam.Ale to harry Twoja wina:)
-
2009/06/13 23:52:56
MADHURYA za mundurem panny sznurem? Muszę Cię rozczarować... czyżbyś nie zauważyła ironii? :)
-
2009/06/14 02:11:03
nevermind harry o ironię...słowo policjant ma dla mnie znaczenie kluczowe :) Jak pisałam, fioł mi się odznacza na tym punkcie, taki niegroźny, bo zaspakajany w miarę regularnie...możliwe bardzo, że gdzieś po drodze móżdżek zgubiłam. Czytam, nie zawsze ironię wyłapię, bom nieco głupiutka, jeśli chodzi o ironię w słowie pisanym. Bardziej "wyłapię" różnorakie emocje w głosie rozmówcy niż z tego co ktoś napisał. Mogę powiedzieć, czy tekst mi się podobał czy nie. Tyle. Tekst niezły. Idę czytać kolejny raz ten o seksie. Ale mózg mi się lasuje, rano na trening a potem do pracy. Odezwę się...chyba:)
DODATKI







ZAPRASZAM