Blog > Komentarze do wpisu

PRACE MAGISTERSKIE – NAPISAĆ CZY KUPIĆ?

 Reklama Na Blogach

Przyszły takie czasy, że wszystko jest na sprzedaż. Nie ma rzeczy, której nie można by było kupić. Dziś nawet miłość i przyjaźń można kupić, a co dopiero prace magisterskie. Oczywiście można dyskutować nad jakością kupionej miłości czy przyjaźni, ale fakt pozostaje faktem.

O pisaniu i kupowaniu prac magisterskich, licencjackich czy zaliczeniowych pisałem w zeszłym roku. Szkoda, że wówczas nie było chętnego sponsora, aby za ten tekst mi zapłacić. Dziś znaleźli się chętni, którzy za reklamę stron na których można zamówić prace magisterskie chcą zapłacić kasę.

I tu pojawia się dylemat moralny i prawny: Czy pisanie prac na zamówienie jest moralnie naganne i prawnie dozwolone? Ilu jest ludzi tyle głosów w tym temacie. Jedni twierdzą, że popyt tworzy podaż, inni twierdzą, że pisanie komuś pracy za kasę to moralna porażka. Uczelnie walczą z plagiatami tworząc programy komputerowe do sprawdzania wypocin studentów.

TY TEŻ MOŻESZ ZOSTAĆ MAGISTREM

Niektórzy prawnicy wypowiadają się, że pisanie, ale bardziej wykorzystanie nie swoich prac jest nielegalne. Jednak jest to pieprzenie w bambus, bo nie ma żadnych konkretnych uregulowań prawnych mówiących na ten temat, a naciąganie istniejących przepisów jest tylko i wyłącznie wolną interpretacją oskarżających. W końcu kupiona praca jest już moją własnością o jakim wykorzystywaniu cudzych mówimy?

Praca magisterska, czy jakiekolwiek inne dzieło umysłu jest własnością intelektualną tworzącego. To tworzący może podjąć autonomiczną decyzję co z nią zrobić i czy ją np. sprzedać. Polarny np. podjął decyzję, że napisze za kasę artykuł na temat pisania prac magisterskich reklamując tych co je piszą. Czy jest to moralnie naganne? Nie!!! Zamówiono u mnie tekst, a ja go piszę i umieszczam u siebie na blogu. Tak samo jest z pisaniem różnego rodzaju prac. Ktoś zamawia, a ktoś inny pisze. Co dzieje się dalej z tą pracą gówno powinno kogoś obchodzić. Jeżeli firma pisząca odprowadza podatki, płaci zusy i inne srusy to działa legalnie i wara od niej nawiedzonym moralistom. Praca magisterska jest takim samym towarem jak papier toaletowym i często pisana samemu jest bardziej do dupy.

Prace magisterskie, a właściwie ich pisanie, to takie samo źródło dochodu, jak każde inne i póki nie jest zakazane jest dozwolone.

Polarnego osobiście mało interesuje kto korzysta z tego pisania, głąby, nieudacznicy życiowi, intelektualiści, który nie mają czasu na pierdoły czy też magazynierzy chcący mieć przed nazwiskiem literki mgr. Wykorzystanie kupionej pracy to dylemat wtórny nie mający nic wspólnego z samym pisaniem na zamówienie.

Hasła, że w ten sposób tworzymy pseudoelity, że produkujemy masowo magistrów i deprecjonujemy w ten sposób znaczenie tego bądź co bądź tytułu naukowego, jest gadaniem o sprawach marynistycznych czyli o dupie Maryni. Tak samo gadka o deprecjonowaniu znaczenia uczelni. Dobrze szanująca się uczelnia sama musi walczyć o wychwytywanie tych, którzy sami nie napisali pracy. Jeżeli wykładowcy są cieniasy to niech się nie dziwią, że kwitnie rynek pisania prac magisterskich, licencjackich czy zaliczeniowych.

Leniwym polecam:

www.pisanieprac.com

www.pracamagisterska.pl

 

 

WNIOSEK: POPYT TWORZY PODAŻ, WIĘC ZAWSZE SIĘ ZNAJDZIE GŁUPI CO NAWET GÓWNO KUPI.

wtorek, 18 listopada 2008, harry122

Komentarze
2008/11/18 13:36:38
To nawet nie chodzi o to, że wykładowcy są cieniasy, ale jak profesor ma 30-40 magistrantów, to nie ma siły, żeby dokładnie przeczytał wszystkie prace. U mnie już nawet nie płacą za prowadzenie magisterki, a jeśli chce się to zrobić dobrze, to jednak wymaga sporo pracy.
Inna sprawa, to napisanie pracy na zamówienie - czy plagiat. Plagiat jest moim zdaniem absolutnie naganny. Zwykła kradzież, ale pisana na zamówienie praca - hmmm. Też.
-
2008/11/18 14:31:44
Nie mam wątpliwosci, że pisanie prac magisterskich za pieniądze to obrzydliwa robota. W sensie prawnym być może nie ma tu żadnego naruszenia, bo zawsze można walić głupa i twierdzić, że zamówiona praca powstaje na zlecenie narwańca, który chce się zapoznać z dobrym wzorem, by potem napisać własną, lepszą.
Moralnie to bagno, bo wiadomo do czego taka napisana praca posłuży i tłumaczenie, że nie wiadomo jest zwykłym mydleniem oczu, waleniem głupa, etc. etc. A chyba nie ma wątpliwości, że przedłożenie pracy nie napisanej przez siebie jest oszustwem, prawda? Zatem "murzyn" pomaga w oszustwie i dobrze o tym wie. Robi to dla kasy, a jeśli tłumaczy, że nie musi się zastanawiać, co ktoś zrobi z napisaną pracą, to znaczy, że ma w sobie resztki przyzwoitości i woli odgrywać farsę, bo tak się lepiej czuje. No nie oszukujmy się, kurestwo to kurestwo, inaczej można byłoby powiedzieć, że produkcja kokainy to niewinne zajęcie, bo nie wiadomo co kto z tym zrobi, może doda do białej farby?
-
2008/11/18 15:17:11
Po przeczytaniu tego tekstu, doszedłem do wniosku, że lepiej nie kupować pracy magisterskiej ani innej. Jesteś pewien, że to oto chodziło reklamodawcy? Czy to jakiś wkręt z Twojej strony?
-
2008/11/18 17:39:32
OJCZYM nikt nie karze brać 40 magistrów w jednym czasie, a tym bardziej jeżeli nie płacą. Uczelnie zaczynają iść w ilość a nie w jakość, więc co za różnica czy praca jest kupiona czy napisana samodzielnie, skoro i tak wszyscy robią na odwal i nie ma różnicy między tymi dobrymi i tymi tandetnymi.
Plagiat jest moralnie naganny, ale kupienie pracy? Przecież kupuje się projekty domów i na ich podstawie buduje się budowle. Przyszły magistrant kupuje pracę magisterską, a następnie ją broni cyli buduje swój image przyszłego magistra. Studia ma ukończone więc jakąś wiedzę ma, teraz na planie pracy przy pomocy wiedzy sprzedaje siebie. Jeżeli dobrze się sprzeda i nikt nie zauważy, że projekt jest nie jego to nic się nie dzieje, bo wynik końcowy jest taki sam. Na studiach inżynierskich od lat handluje się projektami i co? Nikt sobie z tego nic nie robi, to tylko humaniści mają problemy z uznaniem prawa rynku. To, że ktoś czegoś nie wyprodukował nie oznacza, że nie może stać się tego właścicielem i dysponować tym do woli. Uważam, że dylematy moralne są tu na wyrost.

ALEX: :))) zacznę od tego, że kurestwo uznaję w całej rozciągłości i jak ktoś ma ochotę sprzedawać swoje ciało to nie widzę przeszkód :) Poza tym uważam, że każdy ma prawo dysponować swoimi umiejętnościami tak jak uważa. Dla mnie sprzedanie artykułu do gazety, sprzedanie swego projektu do wykorzystania przez innych jest tym samym co sprzedanie pracy magisterskiej komuś kto chce ją kupić. Nie widzę tu nic nie moralnego.
Zacznijmy od tego, że pracę można nazwać magisterską dopiero po jej obronie, tak jest jedynie pracą kandydata. Pracę aby stała się magisterską trzeba najpierw obronić wykazując się zarówno wiedzą, jak i umiejętnościami związanymi z tematem pracy. Jeżeli robi się egzamin dla debili to nie ma się co dziwić, że debile przechodzą i przechodzą debilne prace.
Uważając, że ktoś nie może pisać prac (opracowań?) nazmówienie stwierdzasz, że nie ma on moralnego prawa do dysponowania swoimi umiejętnościami i zarabianiem na nich. To jest dla mnie bzdurą.
Co za znaczenie ma do czego praca posłuży? Kupiłem ją więc jest moja i jeżeli ją obronię to jest moim dziełem. Gość który ją pisze jest tylko narzędziem tyle, że bardziej doskonałym.
Spodziewałem się, że ktoś wytoczy argumenty narkotyków albo handlu bronią, ale nie spodziewałem się, że Ty Alex. Tyle, że jest pewna dość istotna różnica między handlem i produkcją narkotyków, a pisaniem prac: te pierwsze są zabronione prawem, pisanie zaś nie. Więc nie używaj niewspółmiernych argumentów i poszukaj bardziej adekwatnych do sytuacji.
Przedstawienie pracy nie napisanej przez siebie jest oszustwem? A jak kupię pracę, a nastepnie coś w niej pozmieniam? PRaca kupiona jest moja, poprawki również. Jestem właścicielem praw autorskich, poprawki są autorskie i co? To również oszustwo? Oj Alex tym razem widzisz coś za bardzo czarno i biało:))) a może odrobinę szarości? :))
-
2008/11/18 17:44:56
ZYGMUNT :) hm...dwa pytania a tyle mógłbym napisać w odpowiedzi :) No, ale nie mogę zdradzać szczegółów marketingowych.
Poza tym niektórzy wychodzą z założenia, że nie ważne co o mnie mówią, ważne, że mówią :))
Należy do tego jeszcze dodać, że treść jest na tyle istotna na ile spełnia warunki zamówienia. Nikt nie zamawiał słodzenia, ani reklamy pozytywnej. Sposoby reklamy są różne, najważniejsze aby przynosiła efekty. :) A ta przynosi :)
A czy to jest wkręt? Wszystko zależy od punktu widzenia odbiorcy :))
Reszty szerzej nie rozwijam, bo nie ma takiej potrzeby. Reklamodawca z pewnością będzie zadowolony, bo warunki "kontraktu" zostały zrealizowane. :)))
-
2008/11/18 17:50:34
pisanie pracy magisterskiej i jej obrona to jakieś totalne nieporozumienie, powinni to już zlikwidować, przeżytek i niepotrzebna formalność a do tego mega-przekręt
no to Wildczyca pojechałaś...
wyjątkiem są prace doświadczalne badawcze, bo tutaj nikt za Ciebie roboty nie odwali, a przysłużysz się promotorowi swemu do pracy naukowej
no.
-
2008/11/18 18:29:48
O tempora, o mores ! Ja pisałam pracę mgr w czasach, kiedy Net nie był jeszcze tak bardzo popularny, nie wyobrażam sobie zresztą, aby móc wykorzystywac cudzą pracę do własnych celów. A byc mgr z kupioną pracą? Porażka. Pisanie pracy jest/ powinno byc/ dla piszącego przyjemnością samą w sobie, zbieranie materiałów, tworzenie koncepcji, takie własne małe dziełko. Inna kwestia, że teraz młodzież studiuje najczęsciej to co jej nie interesuje, odwala studia, magisterkę, byle jak wykonuje znienawidzony zawód...grunt, że kasa jest...echhhhhh.
-
2008/11/18 19:24:10
Dla mnie sprawa jest jasna, praca magisterska ma być uwieńczeniem moich 5-letnich lub też dłuższych studiów w danym kierunku jeżeli ktoś po tych kilku latach nie jest w stanie napisać własnej pracy magisterskiej bo nie ma czasu, bo nie umie lub też mu się zwyczajnie nie chce jest dla mnie żałosnym człowiekiem i za przeproszeniem o dupę rozbić te jego "studia" bo to jest tak zwane walenie kotka za pomocą młotka równie dobrze może iść i kupić sobie dyplom bo to jest na tej samej zasadzie.Skoro stać go na kupno pracy to co za różnica może dołożyć trochę grosza i kupić sobie tytuł bez zbędnych ceregieli a przy okazji nie zawracać gitary innym (wykładowcom i kolegom). Wyuczenie się kilku formułek na pamięć z pracy nie może być porównywalne z długim pisaniem , robieniem badań czy też wyrażaniem własnych opinii i przemyśleń. Jest to po prostu żałosne i już nie chodzi tu o aspekty moralne taki człowiek zwyczajnie udowadnia światu że jest półgłówkiem bo samo zdecydowanie się na taki krok już o tym świadczy.
-
2008/11/18 20:23:05
O rany sami moraliści i idealiści. A po co komu długie pisanie pracy np. na studiach zaocznych, które w 90% przypadków to jedynie maszyna do robienia szmalu?

MILI długie pisanie pracy? Ja swoją z badaniami napisałem w miesiąc, a na obronie znał z niej więcej niż mój promotor i cała komisja razem wzięci. To ja mógłbym ich przeegzaminować w zakresie przedmiotów, które wchodziły jako składowa mego egzaminu. Pytanie tylko i co z tego? Tak samo dobrze mógłbym się przygotować z Dzieł Lenina, których o dziwo nie napisałem. Zwieńczenie studiów? Zwieńczeniem studiów jest to co się ma w głowie i co się sobą reprezentuje, a nie pierdołowata nikomu nie potrzebna praca magisterska. Aż taki idealistą to ja nie jestem.
Czy egzamin "dojrzałości" naukowca powinien polegać na pytani z kilku formułek? Egzaminy magisterskie to parodia westernu i ustawione są jak mecze ekstraklasy. Jeżeli ktoś może zdać takie studia kupując sobie pracę czy materiały do niej to po cholerę się wysilać. Chyba o to nam wszystkim chodzi, aby jak najmniejszym nakładem pracy osiągnąć jak największe efekty.
A co do kupienia to niestety, ale orginalne papiery z zapisaną historią na uczelni, z zarejestrowaną pracą agisterską i indeksem jest baaaardzo trudno kupić. Prościej jest studiować, jak najmniejszym kosztem i otrzymać tytuł w zupełności legalnie. Czy obrona kupionego materiału jest bardziej niemoralna niż ściganie na laborkach, seminariach czy egzaminach pisemnych? Przecież studenci od wieków oszukują profesorów i robią ich w chuja!!! Czy na koniec kupienie i obronienie pracy jest innym rodzajem zakłamania? Nie sądzę. To ten sam rodzaj tyle, że wieńczący kilkuletnie dzieło. Tak więc masa studentów zaczyna być żałosna po pierwszym kolokwium, więc raczej nie ma co się indyczyć na temat moralności tam, gdzie dawno jej nie ma :)))
NONKONFORMISTKA: własnym małym dziełkiem jest nasz umysł. Mój np. jest w stanie przerobić każdy otrzymany materiał na coś nowego, co nie będzie nosiło znamion plagiatu, chyba, że będzie to rzecz nowatorska wówczas się nie podejmuję. Pisanie przyjemnością? Chyba dla takich zboczeńców jak Ty czy ja, bo dla innych, nawet tych moralno - idealistycznych będzie to pewne wyzwanie, któremu należy sprostać i nie koniecznie z chęcią i uwielbieniem. Sztuką jest "nie swój" (w cudzysłowie, bo to kwestia sporna czy nie swój, bo po kupieniu to już mój tylko nie napisany przeze mnie) materiał obronić przed wymagającą komisją, która przenicuje całość na lewą stronę i zajrzy pod podszewkę. Tylko której komisji się chce? Tak więc nie ma co marudzić o niechcianym zawodzie, jeżeli komuś potrzebny jest tylko papier.
-
2008/11/18 20:32:26
WILDCZYCA masz rację, tak jak pisałem poniżej, dzisiejsze obrony to farsa, to tragedia w krótkich majteczkach w jednym akcie i to nie koniecznie kobiecym. A ile mamy "magisterek" co mają magistra za dawanie dupy wykładowcą przed egzaminami? I jak się ma do tego kupienie pracy? Moralność w dzisiejszym świecie studenckim to bardzo nadwątlony organ duszy, u niektórych w zaniku.
Samo jednak kupienie jest dla mnie moralnie obojętne, ponieważ wychodzę z założenia, że tym za co zapłaciłem mogę i powinienem móc swobodnie dysponować.
Prace badawcze? Hahahaha mam znajomych, którzy badają za kasę na konto innych zbierających materiał do magisterki, tak więc już na etapie pisania pracy kupujemy pracę innych. Tak więc dla mnie spór moralny nie istnieje, bo nie ma problemu moralnego. :) Tylko kurwa nikt mnie nie chce słuchać :)))
-
2008/11/18 20:36:25
Harry obecnie (od pół roku) zabieram się do pisania zaledwie pracy inżynierskiej i powiem tak - może to prawnie dozwolone ale pracy nie kupię. Ponieważ praco mocno mnie angażuje istnieje zagrożenie teminiów ale wole obronić ją po terminie ale napisać samodzielnie i mieć satysfakcję niż kupić. Może jestem idealistą ale nie miałbym satysfakcji bronić kupionej pracy - to ma być moja wypocina. Inną kwestią jest fakt że pisanie prac inżynierskich i magisterskich jest bez sensu - każdy powinien wziąć udział w jakimś projekcie badawczym - opublikować wnioski i na tej podstawie decyzją rady wydziału zostać nobilitowanym do tytułu zawodowego bądź naukowego
Pozdrawiam PS Harry - mniej komercji
-
2008/11/18 20:48:33
BEZPOSREDNI zawsze mnie interesowało, kto się kryje pod jednokomentarzowymi nickami :) a bywają u mnie dziwnie często :) no, ale to temat na pracę magisterską a nie na krótki komentarz.
Każdy robi to co lubi, zarówno w temacie pisania pracy, jak i komercji. :))) Jak ma okazję poruszyć, coś co mogę, a jeszcze mi za to płacą to czemu nie? :) Ta notka nie jest gorsza od poprzednich nie komercyjnych, a rzekłbym nawet, że lepsza, tak więc można by nawet postawić, że komercja w przypadku Polarnego wychodzi mu na dobre. :))
PS Widzę, że się jąkasz w komentarzach (pewnie z powodu problemów z bloxem) więc pozwolę sobie, jedne z podwójnych komentarzy wykasować :)
-
2008/11/18 20:52:27
To w takim razie ja jestem jakimś ufoludkiem bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej i choć co rano marudzę że nie chce mi się iść na uczelnie jednak nie zamieniłabym tego na nic innego i nie wyobrażam sobie aby ktoś inny napisał za mnie pracę bo teraz niby taka moda na kupowanie prac... . Dla mnie niestety oprócz papierka liczy się też i satysfakcja.
A co do tego co się ma w głowie po studiach, Misiek skoro dany delikwent był na tyle leniwy aby napisać pracę to nie wierzę w to że na wspomnianych przez Ciebie kolokwiach i egzaminach błyszczał wiedzą.Tacy ludzie to zazwyczaj urodzeni krętacze także nie ma na co liczyć że mają jakąkolwiek wiedzę w głowie a wiara w to że to ludzie inteligentni itp jest w tym monecie złudna. Jedynie co tak naprawdę dobrze potrafią to kręcić i oszukiwać a to bardzo często na pierwszy rzut oka może się komuś pomylić z ogromną wiedzą i inteligencją.
-
2008/11/18 21:12:36
Harry,
Ja Cię nie poznaję. Ty chyba prowokację urzadzasz, a potem bedziesz pękał ze śmiechu.
Nie o moralność i ideały tu chodzi, w dupie to mam. Chodzi o elementarna uczciwość i minimum ambicji. Jak ktoś tego nie ma, to po cholerę studiuje? Bez studiów tez mozna dobrze zyć i zarabiać. A praca nie jest niepotrzebnym ozdobnikiem. Jeśli ktoś napisał ja sam, to nauczył się chociaz trochę, jak formułować myśli na piśmie, jak omówić szerzej jakieś zagadnienie, jak nie bełkotać tylko przekazać to, co się wie. I nie porównuj pracy do zamówionego artykułu prasowego. Ten jest publikowany pod nazwiskiem autora. Mówisz, ze jak poprzerabiasz pracę to będzie Twoja? Ha, ha, bo umrę ze śmiechu. W takim przypadku trzeba by podać dwa nazwiska autorów, taki jest obyczaj. Nie powiedziałęm, ze pisarze prac nie maja prawa do dysponowania swoimi umiejetnosciami, niech pisza, pod swoim nazwiskiem.
Porównanie do narkotyków wcale nie jest takie absurdalne jak twierdzisz. One sa zakazane, bo sa niszczace dla ludzi. Gdyby ludzie uzywali ich do trucia karaluchów a nie siebie, byłyby dozwolone w tej samej postaci w jakiej sa obecnie produkowane. Niewykluczone, ze gdyby ustawodawca przewidział plagę pisania prac za kogoś, zakazałby tego przepisem prawa, bo to gangrena niszczaca mózgi.
Nie jestem pięknoduchem bujajacym w obłokach, sam robie rzeczy...rózne, ale Harry, no nie tak! Uwazam Cie za białego niedwiedzia, dlatego nie rozumiem co Ty wypisujesz.
No powiedz, ze jaja se robisz :)
-
2008/11/18 21:21:41
Harry, bo studia są właśnie dla takich "zboczeńców". Z tego, co wiem przymusu posiadania wyższego wykształcenia nie ma, zawsze zamiast pisac pracę, można pomachac łopatą :)
-
2008/11/18 21:41:48
ALEX czytałeś zeszłoroczną notkę? Tamta nie jest komercyjna, a jednak jest w podobnym tonie i duchu. :))) Mnie zawsze zadziwia jak ludzie mało przykładają uwagi do takiego mizernego czegoś jak własność :) Sprzedana własność nie jest już własnością sprzedającego a kupującego, a więc można ją firmować własnym nazwiskiem. Wrócę jeszcze raz do przykładu projektów architektonicznych. Kiedyś, jak się trochę tym zajmowałem (heheh czym to ja się nie zajmowałem hehehe) to regułą było, że mało znani architekci odsprzedawali swoje projekty tym bardziej uznanym, albo firmom i odsprzedawali również prawa autorskie. Projekt taki pojawiał się wówczas pod szyldem pracowni, często sygnowany nazwiskiem "promotora" który kupił projekt, a nie rzeczywistego wyrobnika. Własność intelektualna jest taką samą własnością, jak każda inna, to dlaczego nie można nią dysponować według uznania, a ktoś inny nie może z niej korzystać w wybrany przez siebie sposób. W dawnych czasach trubadurzy i bajarze sprzedawali swoje wiersze bogatym mieszczanom, a Ci przedstawiali te "dzieła" jako swoje. Ot wykupienie praw autorskich i stuprocentowej własności utworu, więc dlaczego nie można się pod nim podpisać? Od lat chodzą pseudonaukowe plotki, że np. Szekspir nie był autorem wszystkich dzieł sygnowanych jego nazwiskiem, a przerabiał wiele z dzieł niznanych pisarzy a także z różnych zasłyszanych opowieści i przeczytanych opowiadań. Można go nazwać plagiatorem, który przerabiał ówczesne dzieła nadając im koloryt, albo geniuszem teatru. Czy dziś, ktoś głębiej zastanawia się gdzie leży prawda i gdzie jest pochowana moralność? :))))
PS Widziałeś jak wygląda futro Dźwiedzia, po polowaniu na foki? :)))
A co do jaj :) ... nie rozmawiam z mężczyznami o własnych jajach :))

MILI cwaniactow jest dziś w cenie, a mądrzy wystudiowani cwaniacy są często geniuszami swojej profesji :) A dziś prawie każdy kręci i oszukuje, cnotliwi już chyba raczej wyginęli. O cnotę intelektualną jest dziś równie trudno, jako o cnotę szesnastolatki :)

NONKONFORMISTKA przymusu może i nie ma, ale istnieje chęć posiadania :) a magister dla niektórych wciąż jest afrodyzjakiem, albo przepustką do lepszego życia, więc nie ma co się dziwić, że zdobywa się go na różne sposoby. A co do łopaty to aby nią machać to trzeba umieć :) i nie jeden magister miałby z tym większe problemy niż z obroną swojej pracy :))
-
2008/11/18 21:50:31
Nie, nie Harry. Student nie broni pracy. To tak się nazywa, ale tak naprawdę zdaje się egzamin magisterski, który nie musi mieć nic wspólnego z pracą magisterską. Jest promotor i recenzent. Recenzent ocenia pracę i proponuje ocenę tejże. I za to też nie dostanie kasy. A na egzaminie jest ileś tam zagadnień, z których odpytują i czasem jakieś pytanie do pracy. To nie jest tak, jak z doktoratem, że jest odczyt dotyczący pracy i potem z sali pytania - a może tak to powinno wyglądać i wtedy niech sobie prace kupują. I tak będą musieli wiedzieć, o czym praca jest, żeby jej właśnie OBRONIĆ.

A pracownik nie ma wiele do gadania - dyrektor przydziela magistrantów i tyle. Można trochę negocjować, ale jeśli na roku jest 300 studentów, to i tak na każdego profesora wypadnie kilkadziesiąt prac.
-
2008/11/18 21:52:28
Z tą przepustką to różnie bywa...w czasach naszych rodziców może była to przepustka.
Teraz "mafistruf jak psuf":)
-
2008/11/18 22:02:21
OJCZYM to mimo młodego wieku widać starej daty jestem, bo ja właśnie broniłem pracę :) Musiałem wiedzieć co gdzie i z czym się je, jak używać wzorów statystycznych i jakie błędy statystyczne wyeliminowałem, musiałem bronić tez, których prawdziwość potwierdzałem lub obalać te, których poprawność na podstawie badań wykluczyłem. Oprócz tego miałem pytania z czterech zakresowo przedmiotów. Dlatego też swoją magisterkę jakoś tam cenię, ale dziś spokojnie (jeżeli byłoby mnie stać) kupiłbym sobie pracę i przygotował się na spoko luz. Dla mnie kupowanie pracy w dzisiejszych realiach życia jest jedynie normalnym narzędziem, a dziś co raz więcej osób uważa, że cel uświęca środki :)

NONKONFORMISTKA niestety nadal jest przepustką, spróbuj gdziekolwiek w urzędzie dostać pracę bez magistra, dziś np. w bankach nawet sprzątaczki muszą mieć licencjat. Tak więc parcie na magistrów wymusza rynek pracy. W różnych sklepach odzieżowych czy wystroju wnętrz, czy innych takich w galeriach 100% personelu ma wykształcenie wyższe. Potrzeba? Czy znak czasów i łatwość dostępu do tytułów. Jesteśmy chyba na pierwszym miejscu w Europie jeżeli chodzi o "poziom wykształcenia" społeczeństwa ponieważ produkujemy magistrów i licencjatów jak ziemniaki w poznańskim.
-
2008/11/18 22:06:07
No nie wiem Harry, kto się prędzej zmęczy.
Własnościa intelektuana mozna handlowac. Mozesz napisac ksiazke i sprzedac ja wydawcy. Autorem na okładce dalej będzie Harry Dzwiedz. Mozesz napisac tekst piosenki i przedac ja kompozytorowi. Będzie to piosenka Alexa van Beethovena do tekstu Polarnego. Zawsze tak. Artysta, który kupi po cichu Twój utwór i to się wyda, ośmieszy się. Co powie? Ale ja zapłaciłem? Śmiechem by go zabili.
Z architektami o uznanym nazwisku jest tak, ze wykorzystuja bezczelnie pozycję, zeruja na młodych, nie ma to nic wspólnego z nabywaniem praw autorskich, to wyzysk. Uczciwie byłoby wtedy, gdyby taki architekt zamieścił logo swojej pracowni i nazwisko autora projektu. Jak Ty mozesz uwazac to za normalne i nie widzieć w tym skurwysyństwa? Doprawdy nie mogę uwierzyć. To, ze coś jest powszechne nie zawsze oznacza, ze uczciwe. Ręce i nogi...:(

-
2008/11/18 22:06:52
Wspomnij jeszcze o tym Harry, że jesteśmy również w czołówce Europy pod względem masakrycznej rozbieżności między poziomem wykształcenia a zarobkami.
-
2008/11/18 22:25:17
ALEX zmęczy? Toż to sama przyjemność polemizować z Tobą :) Ja nawet nie próbuję Cię przekonać, a jedynie pytam dlaczego odbierasz mi prawo sprzedania swego utworu anonimowo? Przecież dziś mógłbym odsprzedać swego bloga wraz ze swoim nickiem i co potępiałbyś tego, który by go kupił? :))
Jako autor powieści mogę ją srzedać komukolwiek i powiedzieć, gościu to jest Twoje i możesz się pod tym podpisać? No mogę czy nie? A gość, który to kupi, to po co kupi Aby się delektować tym w samotności? Czy po to by zakupiony towar wykorzystać? Moim zdaniem :))) hehehehehe (jak w pracy magisterskiej, bo tam już wolno mieć własne zdanie) wsadzamy moralność nie tam, gdzie potrzeba a najczęściej mamy ją w dupie :)

NONKONFORMISTKA tego tematu nie zgłębiałem, chociaż wydaje się to normalne, bo z zarobkami to w każdym względzie odstajemy od reszty europy :), bo u nas pomocnik murarza zarabia lepiej niż nauczyciel :)
-
2008/11/18 22:40:06
I było się, kurczak uczyc?? Trzeba było zostac babcią klozetową, a nie patrzec na te nauczycielskie pieniądze, które najlepiej w ramke oprawic, bo nie wiadomo na co one mają starczyc :D nie wiem czy na waciki przez cały miesiąc...;p
-
2008/11/18 23:40:39
harry122! Przykład z nauczycielem jest nietrafny. Nie chciałabym się wypowiadać o nauczycielach i nie chciałabym kogokolwiek urazić.
Co do "obrony" magisterskiej; takowej nie ma i nie było. To jest po prostu zwykły egzamin - egzamin magisterski. Nie szanują tej formalności promotorzy, recenzenci oraz kumple z uczelni pierdzący w komisji egzaminacyjnej , egzaminu magisterskiego.
-
2008/11/18 23:54:27
Pewnie nie miałbyś nic przeciwko temu, żeby Ciebie w przyszłości leczył lekarz, który kończył swoją uczelnię w ten sposób? Czy tak? Powodzenia życzę!
pogmatwany.bloog.pl/
-
2008/11/19 00:07:24
NONKONFORMISTKA babcia to ma klawe życie :)

AN z nauczycielem odnośnie zarobków? no chyba nie znam nauczyciela który by miesięcznie na łapkę zarobił 4000, a pomocników murarzy z takimi zarobkami znam.
Co do "egzaminu magisterskiego" to w tej chwii kruszymy kopię o nazwę, jedni formalnie nazywają to egzaminem magisterskim, inni (mam w swoich papierach w biurze nie jedno zaświadczenie w tym temacie) nazywają (nawet na dokumentach oficjalnych) obroną pracy magisterskiej. Każda uczelnia ma inny sposób podejścia, ja na swojej "broniłem się" w opisany sposób. Dziś od młodszych znajomych wiem, że to jedna wielka ściema. No więc jaka ściema tacy magistrzy.

AJAR :) nie miałbym, i tak często leczą nas konowały, a jeżeli doczłapały się do swojego egzaminu dyplomowego to znaczy, że coś potrafią, bo wbrew pozorom u medyków nie jest tak prosto, a poza tym nikt nie kształci jeszcze (dzięki bogu i partii) lekarzy zaocznie.
-
2008/11/19 00:23:03
harry122! Znam "nauczycielów" w randze dyplomowanego, którzy ciągną 2 etaty i jeszcze nadgodziny biorą,i jeszcze udzielają korepetycji itd.
Egzamin magisterski to nie jest wybryk uczelni. Obrona zaczyna się od doktora określonej nauki.
Co do nauk ekonomiczych - jaki popyt taka podaż, powiadasz... za komuny podaż królowała, a u nas paradoksy jeszcze...:)
-
2008/11/19 00:26:48
aneks! dokrorat jest do kierunku studiów , profesurka do nauk
-
2008/11/19 08:29:49
Harry,
Nie próbuję odmawiać Ci prawa do sprzedawania swojej własności intelektualnej anonimowo. Jesli ktoś tak chce, to publikuje pod pseudonimem, nie pod czyimś nazwiskiem. Jeśli masz chęć sprzedać powieść lub bloga po to, żeby ktoś mógł te rzeczy przedstawić jako własne, to też niewielki problem, bo odbiorcy dzieła to obojętne kto napisał, byle było dobre. Z pracą tak nie jest. Praca ma zaświadczać o osiągnięciu pewnych umiejętności, więc "pisarz" pomaga w oszustwie i osiągnięciu nienależnych korzyści. Niewykluczone, że gdyby ustawodawca przewidział plagę pisania prac za kogoś, to zakazłby tego przepisem prawa. Nie powiem, że o tym marzę, bo uważam, że ściganie przez prokuratora powinno ograniczać się do czynów, których tolerować nie można i jednocześnie nie da się ich tępić inaczej niż przy pomocy policji i sądów. Prace kupione powinny tępić same uczelnie. Jeśli nie dadzą rady, to trudno, mamy tyle gównianych rzeczy, możemy mieć też gównianych magistrów. Może w końcu przestaniemy się nadymać jakim to jesteśmy świetnie wykształconym narodem.
-
2008/11/19 09:48:10
nawet reklamowanie takich stron jest wg mnie naganne moralanie. Misiek, może cię guzik obchodzić co kto robi ze swoją pracą, ale nie będzie cię guzik obchodziło jak leżąc na stole operacyjnym zobaczysz nad sobą twarz swojego klienta, któremu napisałeś pracę magisterską. I wg mnie takie usługi są niezgodne z prawem. To tak samo jakby ktos drukował fałszywe pieniądze i mówił, że on to tylko robi, a co z tym zrobią inni to niego broszka. Pewnie tak samo myslą ci sprzedają narkotyki. Fuj!
-
2008/11/19 11:30:46
Ludzie kreca i oszukuja i jest to powszechnie akceptowane. Mlodziez uczy sie takich zachowan w okresie szkoly sredniej i studiow. Czy rodzice tlumacza dzieciom ze uzywanie sciąg jest nieuczciwe ? Na sprawdzianach, kolokwiach, egzaminach prawie kazdy sciąga, liczy sie stopien a nie wiedza.
Zgadzam sie z Harrym: "cwaniactwo jest dziś w cenie, a mądrzy wystudiowani cwaniacy są często geniuszami swojej profesji". Mozemy uwazac za niemoralne korzystanie z uslug profesjonalnego serwisu, jest to jednak w pewnym stopniu pozytywne dla zamawiajacego usluge.
Swiadczy o jego inteligencji , jest "smart" by nie tracic czasu na pisanie pracy a posiada wystarczajaca wiedze by zdac egzamin. Z punktu widzenia profesjonalnego serwisu, pisanie pracy jest usluga jak kazda inna i nie ma tu nic niemoralnego.
-
2008/11/19 11:50:37
Nie ALEX pisarz nie pomaga. Polskie ustawodawstwo karne nie przewiduje pomocnictwa w tym zakresie. Po za tym na pewne sprawy musimy(?), a na pewno powinniśmy patrzeć w sposób laboratoryjny. Ty jesteś mądry gość i ja chcę u Ciebie zamówić opracowanie na temat "Cycologii Stosowanej" mówię Ci ile ma mieć stron, co zawierać itd. Ty to piszesz na zamówienie i odstępujesz wszystkie prawa własności zamówionego tekstu, godzisz się również na odstąpienie od sygnowania tekstu swoim nazwiskiem. Czy to może być karalne? Ciebie nie interesuje do czego zostanie wykorzystany ten tekst, po sprzedaniu wszelkich praw on przestaje być Twój. Co z nim zrobi kupujący jest sprawą drugorzędną i tu można pokusić się o moralizowanie na temat oszustwa. W przypadku sprzedaży jest to nie koniecznie słuszne. Intencje sprzedającego nie są znane tak długo jak ich nie wyjawi, a jego intencją jest zarabianie kasy. W polskim prawie jest wiele luk prawnych, które są umiejętnie wykorzystywane przez chcących zarobić kasę. Możemy sobie gdybać czy ich działania są zgodne z zasadami moralnymi danego środowiska, ale zważmy, że każde środowisko ma inne zasady. Twoje zasady negują to działanie :) moje nie. Ty uważasz to za kurestwo :) ja za narzędzie użyte do osiągnięciu pewnego celu. No i na koniec należy dodać, że to co dla niektórych jest moralnie nieprzyswajalne nie zawsze jest niezgodne z prawem. I jak to dobrze ujął EKONAT jest to tylko usługa, taka sama jak usługa towarzyska w burdelu, również moralnie przez niektórych źle oceniana, ale jednak zgodna z prawem.

TAKAJEDNA no to żeś po mnie pojechała hehehe. Polarny jest moralnie naganny!!! I tu się zgadzam, bo moralność nie jest moją mocną stroną. Często działam na zasadzie ce uświęca środki. :)) Jak już pisałem wcześniej, widząc chirurga (jeżeli mnie nie uśpi anestezjolog, któremu te napiszę pracę) nie będę miał problemów, bo praca to fikcja w dzisiejszych czasch, ważna jest wiedza i umiejętności, które są sprawdzane latami. "Obrona pracy" to jedynie wisienka na torcie nauki. Czy doskonały tort bez wisienki smakuje gorzej? Na pewno nie, najwyżej gorzej wygląda. Bardzie przeraża mnie tort, który jest beznadziejnie beznadziejny w smaku, a tę wisienkę posiada. :)))

EKONAT no tu się właśnie rozbijają rozterki moralne, że oszukiwanie w czasie nauki jest moralnie dopuszczalne, a już wykorzystanie kogoś jako narzędzia już nie. Trochę to dziwny typ moralności jak dla mnie. :))

-
2008/11/19 11:56:17
Słusznie powiadasz. Nie ważne co, grunt aby mówiono. Tak więc zwracam honor w kwestii tej reklamy. Ale, ale mam kolejne pytanie. Chodzi mi o target. Z tego co widzę, czytają Ciebie głównie osoby starsze, takie, które nie myślą o już magisterce. Jedna czy dwie to studenci. Czy reklama u Ciebie pisania prac magisterskich to trafiony strzał? Znam np. blog, który jest czytany przede wszystkim przez młodzież licealną i studencką. Tam taka reklama to strzał w dziesiątkę.
Tak się zastanawiam, jakie produkty można u Ciebie reklamować? Telefony komórkowe na święta?
-
2008/11/19 11:58:56
Zgadzam się z Tobą Harry o tyle, że kurwienie się (pytanie tylko, kto bardziej - "murzyn" czy jego klient) jest prywatną sprawą człowieka i każdy może to robić. W sumie popieram handlowanie pracami wszelkiego rodzaju - jednakże pod jednym warunkiem. Mianowicie niech w dyplomie delikwenta niech będzie zapis: praca magisterska NIESAMODZIELNA :) Założę się, że i tak wielu głąbów na to pójdzie :)
Cały problem leży w dwóch rzeczach:
a) braku bieżącej kontroli nad pisaniem prac (pal sześć sprawdzanie post factum);
b) śmierdzącym lenistwie masowo produkowanych magistrów.
Drugie da się wyplenić pierwszym. Tylko czy pierwsze jest możliwe?
-
2008/11/19 12:10:12
Harry: norweski student studjujacy w Polce opowiadal, ze studentki przed egzaminem ida do kosciola modlic sie o dobrze zdany egzamin a na egzaminie wyciagaja sciagi. ;)
-
2008/11/19 12:51:54
ZYGMUNT mówisz o komentujących a nie czytających :) a to jest delikatna różnica ponieważ czytających jest znacznie więcej. Zdradzając tajemnice alkowy powiem Ci, że wejść na ten blog dziennie jest od 2,5 do 3 tysięcy. Z czego 1/3 pozostaje tu co najmniej kilka minut. To jeżeli chodzi o reklamę bezpośrednią. Jest jeszcze coś co nazywa się SEO. :) Reszty tajemnic nie zdradzę, bo mogą się u mnie nie chcieć reklamować :)
Co można u mnie reklamować? Praktycznie wszystko na co wyrażę zgodę :) Najchętniej reklamowałbym Pepsi :)

NAUMA też należysz do grona MORALNEGO NIEPOKOJU? :) Póki pisanie pracy nie będzie odpowiednio monitorowane póty będzie ona jedynie parodią, a mnie osobiście wisi, kto pod tą parodią się podpisze, skoro niektóre uczelnie wypuszczają magistrów piszących "kórwa". Deprecjacja tytułu magistra jest co raz większa, to wszystko właśnie dzięki kasie. Są uczelnie, które się szanują i takie które zarabiają pieniądze, połączenie obu tych opcji to rarytas :)

EKONAT moja znajoma z USA, Pani doktor czegoś tam ze światowej ekologi była zdziwona podejściem do nauki zarówno studentów jak i uczelni. Ściągi czy inne oszustwa u niej na uczelni są traktowane jak atak na system i karane są wywaleniem z budy z wilczym biletem. Nie wiem czy tak jest w całych stanach, ale tam u niej właśnie tak jest, to uczelnie dbają o swój prestiż. U nas ostatnio ważniejsza jest ilość a nie jakość, co wiąże się z wciąż słabością ekonomiczną uczelni.
-
2008/11/19 12:58:22
Ekonat - bo one modlą się, żeby ich profesor na ściąganiu nie złapał...;))

Harry - ukradłeś mi reklamę:) ale to przez moja zapobiegliwość - ja wysłałam do "Szefów" pytanie, czy to, co proponują mi zareklamować, jest aby na pewno legalne:) odpowiedzi brak..... jeszcze trochę ludzie nie będą pytać jaką ocenę dostałeś z pracy a jaką cenę zapłaciłeś za pracę... żenada:)
-
2008/11/19 13:23:11
Oksyd - ze tez na to nie wpadlem, synowi wytlumacze ;)
Harry - w Norwegii jest podobnie, za oszustwo na egzaminie wpisuja w papiery i to na poziomie szkoly sredniej.
-
2008/11/19 14:27:08
Harry,
Nie, nie, nie i nie. Dobierz sobie do czego chcesz. Powiem tylko, że nie jestem za próbą ścigania "pisarzy" przez prawo, bo po pierwsze na poziomie studiów wyższych w pewnych sprawach powinien wystarczyć obyczaj i niepisane zasady, a po drugie skuteczność ścigania takich praktyk byłaby znikoma, co ośmieszałoby wymiar sprawiedliwości. Nie wierzę, że nie widzisz w tym nic zdrożnego. Wierzę, że Ekonat nie widzi, on taki chyba zimny, północny cynik jest, lub takiego odgrywa ;)
Pisarz pomaga w oszustwie, bo wie po co to robi. On może rżnąć głupa, ma w tym interes, ale my nie musimy. Właściewie Ty jednak musisz, no jak inaczej reklamować płatnych pisarzy?
-
2008/11/19 15:28:49
ALEX :) pisarz wykonuje zlecenie i nie musi mieć świadomości wykorzystania materiału, powiem więcej nawet nie chce wiedzieć do czego będzie wykorzystany :) On wykonuje usługę. Tu trzeba myśleć technicznie a nie humanistycznie :)
Normalnie można reklamować :))) tak jak ja:)) a w paleniu głupa staram się osiągnąć mistrzostwo :)

OKSYD wierz mi, że to jest legalne :) a ja nic nie podebrałem :))

EKONAT może i u nas kiedyś do tego dojdziemy, ale to dopiero po wybuchu bomby atomowej, obecna mentalność Polaków na to nie pozwoli :)
-
2008/11/19 17:56:15
Harry - biję się w pierś (nawet obie) zapomniała blondynka jak ludziom sama prace pisała.... ale nie magisterskie! i nie za kasę! ale jednak...
Co nie zmienia faktu, że nie pochwalam procederu:)
Prace magisterską każdy potrafi sprzedać, ale taką halę stalowa??! ;)))
-
2008/11/19 22:43:44
Ale "pisarz" ma świadomość do czego posłuzy jego praca. Dlatego to jest bagno. Właśnie myślę technicznie. Zauwazam rzecz zasadnicza - "pisarz" wie co robi !, zatem uczestniczy w niecnym procederze.
q.e.d.
Zgadzam się, ze aktualna notka zrobiłeś duze postepy w paleniu głupa :)))
Wcześniej tego nie widziałem.
Harry, nie idz ta droga! Ja tak lubię białe niedzwiedzie :)
-
2008/11/19 22:59:31
OKSYD, at temu ponad 20 projektowałem kratownice do mostów :) może i udałoby się coś dziś schandlować, bo przynajmniej wiedziałbym o czym mówię :))

ALEX oczywiście, że wie :))))) pisze pracę na zamówienie :))) i oczywistym jest, że nie interesuje się tym, co dalej się z tą pracą dzieje? Myslisz, że producent pracy biega i się dowiaduje czy jego praca została gdzieś złożona czy wyrzucona na śmietnik? :))))
Alex co najmniej od półtora roku bawię się słowami. A droga? Każdy idzie własną a moja jest bardzo kręta, tak jak i umysł :)
-
2008/11/19 23:34:30
Dzięki za usunięcie jąkania :)
Twojego bloga czytam długo - może nawet już rok będzie, ale jakoś nigdy wcześniej nie chciało mi się założyć konta
Zobaczymy może teraz będę się odzywał częściej
A temat komercji poruszyłem ponieważ może niesłusznie ale lubię czytać Twoje teksty a te niekomercyjne są dla mnie ciekawsze - a może mam uczulenie na reklamy.
-
2008/11/20 08:25:09
Harry - jak się nie wie o czym ma się mówić, udowadnia się koniowatość konia, a koń jaki jest, każdy widzi....:)

P.S. Do osób zbulwersowanych komercyjnymi wpisami Harrego - tu nie idzie o kasę - grosze płacą - chodzi o zabawę, bo aż gęba się śmieje jak się widzi, że ktoś prosi o zareklamowanie np. hal stalowych, implantów (zębów), pisanie prac magisterskich, ubrań ciążowych .... trudno oprzeć się takiemu wyzwaniu....:)))) więc spoko!
-
2008/11/20 11:11:05
Pisarz nie interesuje się, co się dzieje z jego pracą, bo dobrze wie. Nie po to ktoś wydaje na nią pieniądze, żeby sobie czytać dla przyjemności w WC. I nie jestem pewien, czy "pisarz" nie jest ciekawy jaką ocenę dostał.
I brak Ci skromności - Twój umysł nie jest aż taki kręty ;)))

Harry, chyba chcesz widzieć konia, który ma skrzydła i nie robi kupy. Ten koń jedynie łyka szmal i wydziela papier. Taki mechaniczny koń, który nie myśli, bo wie. A koń normalnie rży, żre i sra. Jak to koń. Można gówno nazwać ekskrementem, ale czy przestanie przez to śmierdzieć?
DODATKI


ZAPRASZAM