Blog > Komentarze do wpisu

PRECZ Z GIMNAZJUM

W edukacji chcą zmieniać ministra. Zmienia się również system nauczania i w najbliższym czasie decydenci wyślą sześciolatki do szkoły. To równie poroniony pomysł jak gimnazjum. Z wykształcenia między innymi jestem pedagogiem, ale gdy patrzę na wyczyny naszych edukatorów, to tak sobie myślę, że Roman wcale nie odszedł tylko zmienił twarz.

GIMNAZJALIŚCI 
Co dało nam utworzenie gimnazjów? Moim skromnym zdaniem wiele:

- zabrano dzieciom dzieciństwo;

- na siłę poddano młodzieżowej socjalizacji dzieci psychicznie do niej nie przygotowane;

- wprowadzono w „pseudo dorosłość” dzieciaki, które w normalnych warunkach jeszcze bawiłyby się lalkami i samochodami;

- nauczono 12 i 13 latków pić, palić i bzykać się.

Na jakim etapie rozwoju osobniczego jest 13 i 16 latek? Na różnym i to zdecydowanie różnym. Stworzenie gimnazjów spowodowało to, że młodsze dzieci psychicznie nie dostosowane do bycia młodzieżą na siłę są uszczęśliwiono byciem nią. Gimnazja odebrały dzieciom beztroskę i dzieciństwo.

Trzynastoletnie dziewczęta przedwcześnie dojrzewają kreując się na kogoś kim nie są. Próbują dorównać swoim starszym koleżankom z trzecich klas gimnazjum, które już malują się, palą, piją i doskonale wiedzą, że penis służy nie tylko do sikania. To, że trzynastolatki wiedzą do czego służy penis, nie jest zasługą edukacji seksualnej serwowanej przez szkołę, bo taka edukacja nie istnieje, ale edukacji podwórkowej swoich koleżanek.

Trzynastoletni młodzieńcy nie są już zainteresowani tylko papierosami, oni sięgają po marychę, dragi i wódę, bo piwo za słabo kręci, a papierosy pali się w podstawówce.

Czy przedstawiam apokaliptyczny obraz 13 – 15.-latków? Być może, ale obserwuję, co się dzieje. Całkiem niedawno miałem możliwość opracowywania danych odnośnie spożywania alkoholu i środków odurzających wśród młodzieży w wieku 10 – 18 lat i fakty są zatrważające. W ciągu dziesięciu lat próg inicjacji alkoholowej obniżył się o 2 lata, z 15 do 13 roku życia, a narkotykowej nawet o 3 z 17 do 14.

Gdzie upatruję przyczynę takiego stanu rzeczy? Upatruję ją właśnie w stworzeniu gimnazjów. W wymuszonym dorośleniu dzieciaków w wieku 12 – 14 lat, które kiedyś uczyły się w podstawówkach i miały bardziej utrudniony dostęp do starszej młodzieży. Stworzenie trójetapowego cyklu edukacyjnego spowodowało sztuczne wygenerowanie trzech grup społecznych: dzieci (do 12 roku życia), młodzieży młodszej (13 -15 lat) i młodzieży starszej (16 – 18 lat). Tworząc osobną grupę młodzieży młodszej nadano im status młodzieży, a więc już nie dzieci. Razem z tym statusem wzrosły potrzeby naśladownictwa. Kogo? Oczywiście starszych. Czy naśladownictwa dobrych wzorców? Niekoniecznie.

Gimnazjalistki chcą od jutra być już dorosłe, gimnazjaliści również. Jak stać się dorosłym? Najprostszy sposób to robić to, co robią starsi, a wrzucenie dzieciaków do gimnazjów im to ułatwia. Dlatego jestem przeciwny gimnazjom. Precz z gimnazjami!!!

  

 

WNIOSEK: DZIECIŃSTWO JEST SKARBEM, KTÓREGO NIE NALEŻY ZBYT SZYBKO ZAKOPYWAĆ.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008, mr.polarny

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ONAPOPROSTUONA, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/21 21:11:13
Polarny chyba naprawdę demonizujesz. I widzę u Ciebie syndrom dziadka: "za naszych czasów to było lepi" :)
-
2008/04/21 21:38:32
Misiek, ale czy kiedys byla jakas roznica kolosalna?
Do szkoly podstawowej szedles majac 7 lat, wychodziles majac 15 (rocznikowo). Przez osiem lat miales kontakt ze starszymi, sam sie stajac coraz starszym. U mnie w podstawowce tym 'czyms' bylo pojscie do czwartej klasy, kiedy to opuscilo sie parter szkoly i malutkie krzeselka, a zaczelo chodzic po calej szkole, gdzie pierwsze i drugie pietro, bylo wlasnie dla klas 4-8. I rowniez byl kontakt dwunasto- jak i pietnastolatkow. A ci pietnastolatkowie byli zupelnie tacy, jak szesnastolatkowie w Twoim wpisie.
-
Gość: finwe.isilra, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/21 21:40:05
Nie uważam, że demonizujesz, Polarny. Zgadzam się z Tobą, że to, co dzieje się obecnie z młodzieżą (dziećmi?) jest katastrofalną zapaścią. Ale skoncentrowałeś się tylko na tym, że powstały gimnazja - to może dokłada swoje, ale nie wydaje mi się najważniejszym czynnikiem. Nic nie piszesz o dewaluacji wszystkich wartości, jakie jeszcze były nam kiedyś znane, braku sensownych autorytetów (Doda? O.S.T.R.? przykłady?), rozluźnieniu kompletnym dyscypliny w rodzinach i szkołach, itd itp. można by tak bez końca wymieniać. Wydaje mi się, że gimnazja dołożyły tylko kolejną cegiełkę na drodze do dna
-
Gość: MichałG, 212.76.37.*
2008/04/21 22:02:28
Wiesz może On demonizuje - jestem studentem więc chyba jeszcze do syndromu dziadka mi troche brakuje a popieram to co napisał Polarny w 100%.
Gimnazja to jedno wielkie gówno - byłem ostatnio odwiedzić podstawówkę (ehh sentymenty) i patrząc na niektóre panny nie wiedziałem czy to uczennice czy kurwy pomyliły drogę. Ilość uczniów palących wszędzie gdzie się da też mnie aż zszokowała.
Pomysł gimnazjów to chyba najgorsza mina jaka została podłożona naszej edukacji.
Pozdrawiam
Michał
-
2008/04/21 22:05:13
POWAŻNY: wyjasnie pewną sprawę, jeżeli chodzi o moje postrzeganie szkół dawniej i dziś. Masz rację, że w czwartej klasie był przełom dziś również. Ale ósmoklasiści wciąż byli dziećmi. Gdy koś był w podstawówce nie był dopuszczany do towarzystwa szkoły średniej. Takie były realia za moich czasów. Nikt ze średniej nie zniżał się do znajomości, picia, palenia z kimś z podstawówki, nawet z ósmej klasy. Podstawówka i szkoła średnia to były dwie różne kasty, jak w Indiach. Do tego w szkole średniej były jeszcze podkasty. Pierwszaki były ogonami na dorobku, 2,3,4 klasa to byli średniacy, klasa piąta to była elita. Każdy przechodził pewną inicjację przechodząc z podkasty do podkasty. W podstawówkach tego nie było. Teraz przejście niedojrzałego emocjonaknie dzieciaka z podstawówki do gimnazjum przyśpiesza jego socjalizację, ale w złym kierunku, a łączenie się gimnazjalisów z tymi ze szkoły średniej jest codziennością. Stąd też w zabraniu dzieciństwa przez gimnazjum upatruję nihilizm młodzieży i brak autorytetów, które nie miały kiedy i jak się ukształtować, bo autorytetami stali się starsi koledzy.
-
marga77
2008/04/21 22:05:52
tutaj podstawowka (oprocz Berlina i Brandenburgii) konczy sie w czwartej klasie, potem sa dwa lata orientacyjne, albo w gimazjum, ktore trwa od piatej do trzynastej klasy i konczy sie matura,po ktorej mozna isc na studia, albo trzy lata uczyc sie zawodu, albo w realschule, trwajacej od piatej do dziesiatej klasy, po ktorej mozna isc do gimnazjum lub zrobic w dwa lata fachowa mature, lub uczyc sie trzy lata zawodu np. bankowca, albo w hauptschule od piatej do dziewiatej klasy, po ktorej mozna uczyc sie zawodu rzemieslnika lub zrobic w trzy lata mature fachowa, lub w cztery mature gimnazjalna (matura fachowa jest potrzebna na wszystkie techniczne uczelnie, z matura gimnazjalna mozna uczyc sie na uniwerkach), jak widac wszystkie dzieci ida od piatej klasy do szkol gdzie sa juz naprawde dorosli uczniowie, gdzie normalka jest np., ze do szkoly przyjezdzaja wlasnym samochodem i do glowy by mnie nie przyszlo, ze moje dzieci naucza sie tam pic, palic i pieprzyc, maja zbyt malo energii w tym kierunku, bo do tego trzeba miec energie i zapal, w koncu granice do Holandii i Danii stoja tutaj od wiekow otworem, a maryske mozesz nabyc tam w byle jakom coffeshop, za to patrzac na to co sie w kraju dzieje, przychodzi mnie do glowy, ze juz od 13-go roku zycia, aplikujac dzieciakom egzaminy do gimnazjum, ucza dzieci w szkolach wyscigu szczurow, ze to nie dzieci chca tam isc, a rodzice realuzuja swoje chore ambicje, no bo jak to?! MOJE dziecko MUSI isc do gimnazjum i to do NAJLEPSZEGO, a to, ze moze dziecko chcialoby zostac ciesla lub mechanikiem samochodowym, rodzice maja w dupie, potem walaja sie tabuny gimnazjalistow bez zawodu, zas kochany rzad nakazujac egzaminy jeszcze kochanym rodzicom w tym sekunduje, tutaj nie ma egzaminow, malo tego jezeli rodzic uwaza, ze dziecko mimo slabych stopni nadaje sie do gimnazjum, to dziecko tam idzie, a potem w nastepnych dwoch latach wylazi czy i do jakiej szkoly sie nadaje, przeraza mnie tez ilosc godzin i materialu, ktore polskie dzieci musza odpracowywac, tutaj godziny sa tak rozlozone, ze w tzw "Oberstufe" czyli trzech przedmaturalnych klasach, moze byc najwyzej osiem godzin lekcyjnych i to gora dwa razy w tygodniu oraz z godzinna przerwa obiadowa i doprawdy nie uwazam, zeby niemiecki maturzysta byl glupszy od polskiego
-
marga77
2008/04/21 22:10:17
dodam jeszcze, ze mieszkam w miescie o najwiekszym procencie kryminalnych poczynan, a moje dziecko nie chodzi do najlepszego w tym miescie gimnazjum, a do tego, ktore mial najblizej
-
2008/04/21 22:17:57
MARGA: nie zachywcam się niemieckim szkolnictwem. Jest bardzo różnorodne i bardzo socjalne. Ta różnorodność daje jedną możliwość: tego, że dobrzy uczniowie naprawdę mogą się dobrze uczyć, a gamonie... też znajdą swój poziom. Co do "mądrości" niemieckiego maturzysty i polskiego maturzysty czyli zasobów wiedzy nabytej, to polski maturzysta ma jej znacznie więcej, tej ogólnej i to są fakty potwierdzone badaniami i testami. Potwierdzają to również sami uczniowie, którzy wyjeżdżają do niemickich szkół. W Niemczech jest łatwiej się uczyć, jest prostszy materiał, mniej wiedzy do przyswojenia. Mniej wiadomości do zapaiętania, to mniejszy poziom wiedzy ogólnej. Czy przez to Niemcy są gorsi? Nie, ale za to mniej wszechstronni. Czy polska edukacja przez to jest lepsza? Nie, bo ciągniemy ku zachodowi obniżając właśnie poziom wiedzy jaki jest potrzebny do zaliczenia konkretnej klasy. Zaczynamy robić specjalistów (klasy ściśle profilowane w liceach a nawet w niektórych gimnazjach), a likwidujemy szkoły zawodowe. Nie mamy dziś pielęgniarek, bo zlikwidowano licea zawodowe dla pielęgniarek. U nas zamiast edukacyjny szczyt mamy edukacyjny shit.
-
marga77
2008/04/21 22:36:38
na to powiem tylko tyle, ze moj syn, ani syn U, oboje w jedenastej klasie gimnazjum, nie ustepuja wiedza ogolna polskiemu rowolatkowi, a jezeli chodzi o znajomosc jezykow angielskiego czy francuskiego, to na pewno moj syn bije polskich rowiesnikow na glowe, albowiem angielskim wlada jak polskim czy niemieckim i na zadne dodatkowe kursy nie chodzil, uwazam, ze mozna wyksztalcic dziecko bez presii i bez oplacania dodatkowych lekcji, uwazam tez, ze wyksztalcenie kogos jako specjaliste, bez zawracania mu dupy wiedza ogolna, bo taka moze sobie zawsze doczytac, jest o niebo lepsze, anizeli ladowanie niepotrzebnych nikomu wiadomosci, bo bedzie z takiego zaden z niego speckalista, ani tez medrzec ogolny, ot takie niewiadomoco
-
ojczym2007
2008/04/22 00:44:52
Oj, Polarny - trafiłeś idealnie w moje poglądy na temat gimnazjum. Popieram w całej rozciągłości. Mam w domu gimnazjalistkę i obserwuję to zdziczenie, obniżenie poziomu nauki (w pierwszym roku się wyrównuje braki z podstawówki, w drugim się uczy, a w trzecim przygotowuje do egzaminu, czyli powtarza materiał II klasy).
Drobna uwaga - nie "dysydenci", ale "decydenci". Dysydent (łac. dissidens - niezgadzający się) - osoba, która przeciwstawia się obowiązującej w swoim niedemokratycznym państwie ideologii lub reżimowi i jest z tego powodu represjonowana. Inaczej - opozycjonista.
-
2008/04/22 07:59:12
OJCZYM: Oczywisty błąd poprawiam. Bije się w futrzastą klatę, że go nie zauważyłem. Dziękuję za poprawienie i przyznając się do błędu przepraszam.

FINWE: o wartościach już kiedyś pisałem. Nie mogę żądać od młodzieży aby zachwycała się Tomkiem Wilmowskim czy Stasiem i Nel :), ale myślę, że współcześnie też można by było znaleźć parę autorytetów czy wzorców, ale jak sam wskazałeś błąd tkwi w rodzicach czyli w nas samych. Nie potrafimy naszym dzieciom wpajać autorytetów, a szkoła przestała być jakimkolwiek autorytetem odkąd elektryk został prezydentem.
-
Gość: finwe.isilra, 217.96.34.*
2008/04/22 08:47:46
A to przepraszam, już kiedyś obiecywałem poczytać starsze wpisy, najwyższy czas chyba. Przykłady dałeś rzeczywiście trafne, pamiętam jak wszystkie przygody Tomka pochłaniałem w niewyobrażalnych ilościach, nie miałem dość. Ale czasy się zmieniły, to respektuję, Tomek nie jest już "cool", co zrobić, nie wymagam tego. Problem w tym, że nic go nie zastąpiło - pojawiła się straszliwa pustka, którą każdy wypełnia sobie jak mu tam pasuje.
Z rodzicami jest ten problem, że pozwalają dzieciom na dosłownie wszystko - nie interesują się tym, kim ich dzieci są czy też będą, bo nie ma czasu, nie ma chęci
-
2008/04/22 09:47:41
Tym razem podpisuję się pod Twoim tekstem, Harry. Moja córka kończy gimnazjum. Nareszcie! Żeby zapanować nad kompletnym zdziczeniem większości gimnazjalistów, dyrekcja, za zgodą rodziców, musiała wprowadzić monitoring klas, korytarzy i szkolnych zakamarków, a na stałe wprowadzić dwóch barczystych ochroniarzy. Dodam jeszcze, że budynek jest zamykany na czas lekcji, a poza jego teren uczeń może wyjść tylko z opiekunem /nauczycielem bądź rodzicem/. Zwariowaliśmy? Nie - taka była konieczność, by okiełznać temperamenty zgromadzonej w jednym miejscu młodzieży w tak zwanym najtrudniejszym wieku.
Przypomina to bardziej poprawczak, lub obóz, ale po kilku bardzo groźnych w skutkach pobiciach, nie było wyjścia.
-
2008/04/22 10:02:17
Ogolnie rzecza biorac zgadzam sie z Toba, dodalabym,ze dla mnie jest to tez czas stracony edukacyjnie.
Egzamin na zakonczenie podstawowoki jest absolutna fikcja - czy sie go napisze na 40 czy na 0 punktow - zaliczony!
do tego dwojkowe swiadoectwo i uczen podstawowki staje sie uczniem gimnazjum - rejonowego, oczywiscie, bo nierejonowe, te lepsze przyjmuja tych 'lepszych'.
wniosek ?
uczyc sie nie trzeba, bo i tak problem czy uczen skonczy szkole jest problemem nie jego, a szkol - bo obowiazek ksztalcenia konczy sie wlasnie dopiero na gimnazjum.
Wypycha sie zatem uczniow, ktorzy nic nie umieja z jednej szkoly do drugiej , a z tej drugiej z ulga do liceow, albo - w swiat;
nie ma zawodowek, do ktorych kiedys uczen mogl pojsc nauczyc sie zawodu, licea profilowane to totalne nieporozumienie - szkola polska zmierza do nikad ?
do samozaglady ?
teraz na dodatek zabiera sie dzieciom dziecinstwo i kaze im pojsc do I klasy bez przygotowania zerowkowego;
szkoly sa do tego nieprzygotowane, przyklad ?
takim szesciolatkom trzeba zapewnic opieke od rana do 17.00 czyli jak przedszkolakom, i kto to ma zrobic , a kto sfinansowac ?
sto tysiecy bzdurnych pomyslow ludzi, ktorzy o szkolnictwie maja metne pojecie siedzac na 'gorze', nie widzac prawdziwych potrzeb polskiego ucznia i jego rodziny.
czarno to widze;(((
-
2008/04/22 10:57:31
Trzy rzeczy:

Gimnazja przerwaly ciaglosc 'programu wychowawczego', a wiadomo, ze dzieciaki w tym wieku musza czuc, ze ktos nad nimi jest w stanie zapanowac. Znacznie latwiej bylo kiedy taki uczniak trafial do szkoly w wieku lat 7 i w momencie wchodzenia w wiek nastoletni mial nad soba nauczycieli, ktorzy znali go juz od dawna i wiedzieli w czm problem. Teraz w najglupszym wieku dzieciaki zmieniaja szkole - terra incognita do podbicia, nowi rowiesnicy, ktorym trzeba zaimponowac - i sodowka uderza do glowy.

Dwa, ze rodzice tez nie byli przygotowani na taka zmiane. Bo kiedys bylo inaczej - dzieciak w podstawowce nie mogl (wracac pozno, chodzic na dyskoteki etc), a w liceum/techniku/zawodowce juz owszem. A co zrobic z takim gimnazjalista? Ani to dorosle ani juz dziecko, bo przeciez dzieci siedza w podstawowce? I tak 12-13 latki szlajaja sie po dyskotekowych ubikacjach a potem przychodza brzuchate do szkoly.

Trzy - jesli juz gimnazja, to tak jak w Niemczech - 'profilowane'. Jak ktos chce i ma predyspozycje to niech sie uczy wiecej, jak ktos nie chce i np woli majsterkowac to niech tego sie uczy, po co mu az tak szczegolowa wiedza z historii i biologii? Ale w Polsce na to nikt nie pojdzie, nikt nie przyzna - moj syn/corka to nie orly, ale za to corka ma zadatki na swietna krawcowa (o ile takie jeszcze istnieja) a syn na niezlego zegarmistrza. Lepiej zeby rownac i oceniac na podstawie znajomosci fizjologii roslin i przylac w dupe mlodemu mechanikowi, ze nie chcialo mu sie tego wykuc.
-
daria_nowak
2008/04/22 11:13:01
Mam wrażenie, że ostatnia reforma szkolnictwa, była sentymentalnym nawiązaniem do czasów odzyskania niepodległości i reformy Jędrzejewicza. Tyle, że sens ówczesnego podziału etapów edukacji zawierał się głównie w szybkim rozwiązaniu problemu analfabetyzmu w kraju. Dodatkowo z racji małej liczby osób wykształconych, legitymowanie się tzw. małą maturą miało znaczenie praktyczne, nie tylko związane z dalszą edukacją, ale również (a może przede wszystkim), z możliwością uzyskania pracy. Dziś, gdy rośnie liczba osób z wyższym wykształceniem (żeby nie być gołosłowną w 1988 roku 1,8mln, w 2005 - 4,7 mln), dodawanie nowych poziomów edukacyjnych na najniższym szczeblu, moim zdaniem mija się z celem. Co więcej, moment, w którym dzieciaki wyrywane są ze swojej podstawówki, z bezpiecznego i znajomego środowiska, wydaje się być dość nieszczęśliwie dobrany.
Nie zazdroszczę też nauczycielom, którzy dostają młodszą młodzież z aspiracjami na zachowania starszej młodzieży i w te kilka gimnazjalnych lat mają odkryć wszelkie ich deficyty i problemy emocjonalne, wspierać, pomagać, a w międzyczasie uczyć. Jak dla mnie zadanie ponad siły. Ale cóż ja tam wiem?
-
2008/04/22 11:30:08
Piszesz bzdury twierdzac, ze przez wprowadzenie gimnazjow nauczono 12-13 latkow pic, palic i bzykac sie. Popalalem od 5 klasy szkoly podstawowej, bedac w 7 rzucilem palenie, nie wspomne o innych doswiadczeniach z okresu lat szkolnych. Mlodziez bierze przyklad ze starszych. Uwazam, ze brak dyscypliny w szkole i zaangazowania rodzicow w wychowaniu dzieci prowadzi do takich zachowan mlodziezy.
-
2008/04/22 12:04:22
EKONAT: nie piszę bzdur, tylko fakty. I co z tego, że ty paliłeś w piątej klasie, ja pierwszego papierosa zapaliłem w drugiej. Czy to jest jakimś wykładnikiem? Nie wykładnikiem są liczby, które wskazują, że odkąd powstały gimnazja wiek inicjacji alkoholowej, narkotykowej i seksualnej znacznie się obniżył. To są fakty. Faktem jest, że społeczeństwo zaczęło się szybciej rozwijać, a net np. zwiększył możliwość kontaktów interpersonalnych oraz zwiększył dostepność do pewnych wcześniej zakazanych informacji. Jednak sam napisałeś, że młodzież bierze przyklad od starszych. W pierwszej kolejności jest to przykład od rówieśników, albo od osób zbliżonych wiekiem. Stad tez pewne zachowania są inicjowane w gimnazjum w sposób nagminny. Dlaczego? Dlatego, że gimnazjaliści czują się już dorośli lub prawie dorośli, a w sumie w sposobie myślenia wciąż są dziećmi. To co się teraz dzieje w gimnazjach jest pokłosiem nie tylko postaw rodziców, ale także właśnie zwiększenia kontaktów ze starszymi od siebie. To jest to co pisałem wcześniej Poważnemu: gimnazjalista jest dopuszczany do pewnych "tajemnic" życia młodzież, do których kiedyś nie był dopuszczany uczeń siódmej i ósmej klasy. Świat edukacji zmienia się, ale niestety na gorsze. No to może Ekonat przedstaw plusy edukacji gimnazjalnej w formie jaką prezentuje współczesna szkoła. Chętnie o nich poczytam, bo sam zaślepiony furią patrząc na to co się dzieje nie potrafię ich zauważyć.
-
2008/04/22 13:07:52
Harry: "bzdury" odnosilo sie do pierwszego zdania w komentarzu. Ja widze to troche inaczej. Powszechnosc internetu, wplyw filmow, telewizji i starszych kolegow z podworka, umozliwia zdobywanie pewnych "tajemnic" zycia niezaleznie od systemu szkolnictwa. Srodowisko poza szkola ma wiekszy wplyw niz szkola, na zachowania mlodziezy. Mam corke w 8 klasie gimnazjum, starsza za miesiac konczy mature. Obserwuje zachowania ich rowiesnikow i uwazam ze ze sytuacja nie wyglada tak dramatycznie.
Jednoczesnie mam doswiadczenia z Norwegii gdzie system szkolnictwa jest dokladnie taki jak w Polsce - trojetapowy cykl edukacyjny. Pozytywnym aspektem takiego systemu jest mozliwosc skonczenia edukacji na gimnazjum. W wieku lat 16 mlodziez jest na tyle dorosla, ze sama decyduje co chce robic dalej.
-
Gość: AGga, *.centertel.pl
2008/04/22 13:35:01
Uhh ale mnei tu dawno niebyło... Ale co do notki to moim zdaniem masz poniekąd rację. W mojej pięknej małej mieścinie w gimnazjum zatrzymano 17-sto latka za rozprowadzanie narkotyków. Znam tą osobę i znam młodziez gimnazjum. Nie ma chyba osoby, ktora nie próbowałaby alkoholu, jest sporo osób ktore popalają a po dragi sięga też znaczna częśc. Alkohol jesdt oczywiście dla ludzi i nikogo nie dziwi, ze grupa powiecmy 19-sto latków spotka sie w sobote na piwo. Ale co jeżeli takie spotkania odbywa młodzież w wieku 14 i 15 lat??? Jak dla mnei to jest pzregięcie. Dzieciaki są wciagnięte w inny świat, doświadczają problemów, z ktorymi jeszcze sobie nie radzą. A potem słychać w telewizji, ze 15-latek sie powieśił, 16-latka probowała się otruć. Znam osobiście dziewczynę w wieku 15 lat, która probowała podciąć sobie żyły... To co się dzieje to paranoja...
-
nasza-klasa-blox
2008/04/22 13:54:56
Zgodzę sie z Polarnym - wprowadzenie gimnazjum do edukacji "przyśpieszyło" dojrzewanie. Moja narzeczona pracuje w gimnazjum jako nauczycielka i już z samych jej opowieści to wiem. I za cholerę nie mogę przylepić tych opowieści do tego, co ze mną sie działo w końcowej fazie (starej) podstawówki.
-
lixen
2008/04/22 14:35:08
Harry idzie ku lepszemu... Sowińska do dymisji poszła... jeszce coś z tego może będzie...

Co do samych gimnazjum... bo ja wiem... kiedyś nie oglądało się tyle TV tylko siedziało na dworze... W tv nie było tej całej popeliny, Koterskich, wojewodzkich, mtv i ich pojebanych programów... jakoś bardziej interesująco było to i dzieciaki zachowywały się poważniej...
-
2008/04/22 15:47:15
Właśnie kończę pierwszą klasę liceum. Gimnazjum wspominam jako najlepszy czas w moim szkolnictwie. Uwielbiałam swoją klasę, miałam świetnych nauczycieli, uczyłam się dobrze, a podobno nawet ponadprzeciętnie. Przyszłam do liceum i co? Nie dogaduję się z klasą, wszystkim wszystko zwisa. Dopiero tutaj ludzie są tacy, jak opisałeś mając na myśli polską młodzież. I teraz nie wiem co jest nie tak - czy gimnazjum nas takimi "wypuściło", czy też zachłysnęliśmy się licealną wolnością? Chyba obstawiam drugą opcję.
-
2008/04/22 15:57:41
Agga: To nie gimnazjum wciaga mlodziez w inny swiat (alkohol, narkoryki). Dorosli pala, pija, oszukuja sie nawzajem, nauczyciele czesto tendencyjnie oceniaja wiedze uczniow. Mlodziez nie ma pozytywnych wzorow do nasladowania. Zdarzaja sie jednostki ktore nie radza sobie z problemami i odchodza. Shit happens.
-
marga77
2008/04/22 16:24:27
Ekonat-
dobrze mówisz, najlepiej zwalić winę na szkole, a gdzie rodzice, ja się pytam? rodzice maja wymówkę, ze zaganiani i zapracowani, a tak naprawdę olewają, bo w najwiekszym zaganianiu i stresie nie wyobrażam sobie, żebym nie zauważyła czy moje dziecko ćpa lub się upija
-
2008/04/22 16:36:29
MARTA: a ja obstawiam pierwszą, bo w liceum zebrał się przekrój różnych gimnazjów i masz to co naprawdę wychodzi. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak samo nie czyni jedna fajna klasa genialnym dane gimnazjum. Liceum jest przekrojem różnych gimnazjów z Twego miasta.
-
2008/04/22 16:39:17
MARGA: ja wskazuję jeden element i nie mówię, że jest on główną przyczyną, bo główną to są sami uczniowie i ich charaktery, w następnej kolejności wychowanie z domu czyli rodzice i rodzina, a w następnej kolejności szkoła. Odnoszę się do wpływu gimnazjum na rozwój dziecka, a nie wypowiadam się na temat wpływu rodziców na ten rozwój.
-
marga77
2008/04/22 16:49:29
w takim razie może powiem tak, ze nacią pietruszki mnie powiewało do jakiej szkoły moje potomstwo miało chodzić, albowiem wiem, ze przykład kolesi palących, pijących i ćpających ich nie wzruszał, a wręcz przeciwnie i tak jest, moim zdaniem, z każdym dzieckiem, które ma normalnych, światłych rodziców
-
2008/04/22 17:01:54
MARGA: No niestety tak nie jest :) Właśnie opracowuję dokumentację pewnego 16 latka, który dostał kuratora. Jego ojciec jest ... adwokatem, a matka... stomatologiem. Czy to z założenia mogą być ludzie uważani za światłych? Chyba tak, a jednak dziecko nie zauważyło widać tego światła.
-
2008/04/22 17:16:39
mr.polarny: Wyksztalcenie wyzsze, adwokackie czy medyczne nie swiadczy o madrosci zyciowej. Ludzie moga byc uwazani za swiatlych a moga byc zyciowymi debilami jezeli chodzi o zycie prywatne, rodzinne i sposob oddzialywania na wychowanie dzieci. Zazwyczaj tacy ludzie maja kase, sa zajeci biznesem, nie stawiaja zadnych wymagan ani ograniczen swoim latoroslom.
-
marga77
2008/04/22 17:21:19
Ekonat za mnie wszystko napisal :)))
-
2008/04/22 17:47:37
MARGA, EKONAT: Nie deprecjonujcie wyższego wykształcenia. Większość ludzi z wyższym wykształceniem potrafi wychować dziecko, więc nie twórzcie nowej teorii wychowania, że wykształcenie rodziców nie ma znaczenia dla kształtowania ich osobowości i charakterów, bo to bzdura na resorach. To, że od każdej reguły są pewne wyjątki nie zmieniają tej reguły. Poza tym, mozna zacząć dyskutować jak wpływa wielodzietność rodzin na socjalizację dziecka i tu się dowiemy, że jedynaki to społeczne ch..je (sam jestem jedynakiem, co na pewno widać), bo dzieci w rodzinach wielodzietnych często są bardziej prospołeczne i często potrafią się lepiej uczyć. W ten sposób możemy przelecieć wiele składników wychowania oraz czynników mających na nie wpływ, a ja wciąż mówię o jednym o roli gimnazjum w tym wychowaniu.
-
marga77
2008/04/22 18:16:16
interesujace, w takim razie wychodzi na to, ze powojenne pokolenie, ktore zdobylo wyzsze wyksztalcenie, mialo tez wyksztalconych wyzszo rodzicow, poza tym przykladow na indolencje wychowacza ludzi z wyzszym wyksztalceniem moglabym Tobie tutaj namnozyc do wypeku, wyksztalcenie nie ma nic wspolego z zyciowa madroscia, tak jak to cale gimnazjum z wychowaniem dzieci
-
2008/04/22 18:31:16
Harry: mozna powiedziec, ze wiekszosc ludzi potrafi wychowac dziecko, niezaleznie od posiadanego wyksztalcenia. Niektorym,wyksztalcenie moze pomoc w wychowaniu, jezeli racionalnie podejda do teorii wychowania. Czesto ludzie z wyzszym wyksztalceniem, ktorzy szkole i studia spedzili na wkuwaniu (medycyna i prawo), maja blade pojecie o wychowaniu dzieci. Stopien naukowy nie swiadczy o madrosci zyciowej, znam profesorow ktorzy sa zyciowo niezaradni.
Wracajac do roli szkoly w wychowaniu dzieci, nie widze wiekszej roznicy jaki system stopniowania szkoly bedzie przyjety.
-
2008/04/22 21:23:46
MARGA: tkwisz w olbrzymim błędzie, a Twoje przykłady tego nie zmienią, bo są kroplą w morzu społecznych zdarzeń, ale masz prawo do swego przekonania, że ani wykształcenie ani gimnazjum nie mają wpływu na wychowanie dziecka i ja broń Cię Zeusie tego prawa Ci nie odbieram :)

EKONAT: Jeżeli mówisz często musisz się opierać na statystycznych danych. Co oznacza według Ciebie często? 1 na 100 przypadków? 1 na 1000? 1 : 10 000? Operując słowem często i obrazując przy tym pewne zjawisko tworzysz pewną teorię, która zaklada że lekarze i prawnicy mają problem z wychowywaniem dzieci, a tak przecież wcale nie jest. To, że jedne profesor, a nawet dziesięciu jest niezaradnych życiowo, to nie oznacza, że wszyscy, a nawet nie oznacza, że większość nie potrafi wychować dzieci.
Wracajac do roli szkoly, to ja tę różnicę właśnie widzę i wychodzi ona niestety w badaniach, których wyników jakby nie przyjmujesz do wiadomości.
-
bena1209
2008/04/22 21:44:49
idąc twoim tokiem myślenia Harry, zakładasz, ze ci z wyższym wykształceniem z góry mają założone, ze lepiej wychowają dzieci, niż ci tylko po maturze, to też błędne założenie i nie opiera się na żadnych wynikach statystycznych.
ale ogólnie popieram pogląd, że gimnazja to głupota
-
2008/04/22 21:57:22
BENA: nie mają założone, że lepiej wychowają dzieci, ale ze względu na wiedzę i umiejętność korzystania z niej mają większe szanse, a czy je wykorzystają to inna para kaloszy. co do statystyk to pokazują wyraźnie, że "młodzież przestępcza" wywodzi się w większości przypadków z rodzin w których rodzice mają niskie wykształcenie i to jest pewien wyznacznik wychowania nie uważasz?
-
bena1209
2008/04/22 22:06:45
masz wiele racji, ale nie do końca, spory wkład w nasz światek przestępczy mają rodzice z super-hiper-extra wykształeceniem, którzy goniąc za karierą, pozostawiają potomstwo własnemu losowi, jeszcze wpychając kasę w ręce, że niby tak o dzieci dbają. A kochane dzieciaczki korzystając z wolności chleją i ćpają co popadnie, rozbijają się furami rodziców, no i takie tam. Ty mówisz o jakimś marginesie, ja też.
-
2008/04/23 01:05:46
Harry, jako trybikowi w układzie, niechętnie aczkolwiek przyznaję Ci całkowitą rację (nadrabiam blogowe zaległości ;-) ) Gimnazjum nie wychowuje ale hoduje rasę bezmózgich, bezrefleksyjnych janczarów, którym się zbyt wiele wydaje. Jednak dużo zależy również od rodziców. Jeśli którakolwiek z moich latorośli zwróciłaby się w sposób arogancki lub obelżywy do swojego nauczyczyciela, nie chciałbym być w ich skórze. Moje motto to - "Możesz zostać kamieniarzem z sercem albo kardiologiem bez mózgu - za wszystko płacą rodzice."
-
2008/04/23 07:45:12
BENA: ja nie mówię o marginesie, tylko o statystykach do których mam dostęp. Najwiekszą liczbę przestepców małoletnich stanowią dzieci, których rodzice mają wykształcenie podstawowe i zawodowe. Wykształcenie średnie jest w drugiej kolejności, ale to ze względu na liczebność grupy, ostatnią jest wyksztłcenie wyższe.

CZARNY: ciekawe motto :) mogłoby być mottem pod tym wpisem :)
-
2008/04/23 09:12:16
Harry: statystycznie mozna powiedziec ze polowa spoleczenstwa to debile, zalezy jakie przyjmiemy kryteria. Wyniki badan moga byc roznie interpretowane, w zaleznosci od intencji prowadzacego badania. Dla Ciebie powodem obnizenia progu inicjacji alkoholowej i narkotykowej jest gimnazjum, dla mnie nastapilo by to niezaleznie od systemu szkolnictwa.
-
2008/04/23 10:28:40
EKONAT: interpretacja wyników badań to czasami wolna amerykanka, to fakt :) Ale z badań, które miałem możliwość opracowywać wynika, że uczniowie klas 7 - 8 dawnej podstawówki mieli dużo mniejszą styczność z alkoholem i narkotykami, niż obecnie uczniowie klas 1 i 2 gimnazjum. Nie wskazuję tu gimnazjum jako czynnika podstawowego tylko jako jeden z wielu, jednak jest on na tyle istotny, że trudno go nie zauważyć. Skok ilościowy między klasami 7 i 8, a 1 i 2 gimnazjum jest tak duży przy zmianie systemu szkolnictwa, że trudno jest nie zauważyć wpływu zmiany systemu szkolnictwa na zachowania uczniów. To samo dotyczy wzrostu przestępczości wśród nieletnich i na tym opieram swoje zdanie o wpływie gimnazjum na zachowania dzieci i młodzieży.
-
Gość: AGga, *.centertel.pl
2008/04/23 11:39:27
ekonat: ale ile razy się słyszy, ze pedagodzy i nauczyciele powinnie pomagac uczniom???? nie zawsze rodzice mają wpływ na to czy dzieci piją, palą, bzykają sie czy ćpaja. Właśnie większość pochodzi z dobrych rodzin, gdzie rodzicer nie piją, martwią sie o swoje dzieci. Moim zdaniem największy wpływ na uczniów gimnazjum mają starsi koledzy, ktorzy mają 17-18 lat (osobiście znam kilku z nich) i nadal uczęszczają do gimnazjum. Dzieciaki probuja im zaimponowac i robią to samo. A gdzie nauczyciele??? Rodzice zapisując dziecko do szkoły liczą an opieke ze strony nauczycieli, pedagogow. Ale najłatwiej jest udawać, ze się nie widzi, wtedy nie ma problemu. A czy to, ze dzieciak pzrychodzi najebany na lekcje bo nie chciał wyjśc na ciote pzred kolegami to jest wina rodziców???? A zresztą statystyki mówią wszystko. Czyzby tylu niedobrych rodziców było w Polsce??
-
2008/04/23 13:38:04
Agga: nadopiekunczosc rodzcow, szczegolnie wobec chlopcow, prowadzi do ciotostwa tych ostatnich. W kazdej grupie wiekowej mozemy spotkac jednostki psychicznie niedostosowane do swoich rowiesnikow. Jak widac matwienie sie tych "dobrych" rodzicow na niewiele sie zdaje.
Sporadyczne "najebanie sie" wielkiego zla nie czyni. Nauczycieie nie maja wplywu na to, co poza szkola wyczyniaja uczniowie.
-
2008/04/24 17:07:58
Wypowiem sie dwutorowo:
po pierwsze: zgadzam sie z Marga, wyksztalcenie rodzicow niekoniecznie ma sie do wyksztalcenia i ogolnie wychowania potomstwa.
Znam mnostwo przypadkow, gdzie dzieci z tzw. "dobrych rodzin": profesorow, lekarzy, adwokatow itpd. buntuja sie i rebeliuja, czesto w tych domach wszystko zalatwia sie pieniedzmi, a potomstwo ma dosyc naciskow, chorych ambicji rodzicow, ich braku czasu i zainteresowowania.

Co do kwestii reformy szkolnictwa w Polsce-w tej formie, zgadzam sie z toba-uwazam to za czysta glupote.
Kompletnie nie rozumiem, po co te gimnazja, do ktorych wysylane sa hurtem wszystkie dzieci? Co to daje???
Dotychczasowy system byl OK, tak samo, jak system niemiecki, kazdy z nich mial swoje wady, ale i zalety.
Nie bede sie powtarzac, bo Marga napisala, na czym to polega, nowy system polski mial sie na tym niemieckim wzorowac, tyle ze w niemieckim dzieci MAJA WYBOR. W zaleznosci od uzdolnienia, czy checi moga isc do Real-, Haptschile, albo Gimnazium.
Natomiast jaki ma sens WSZYSTKIE dzieci z podstawowki wysylac do gimnazium, ktore rozni sie od tej pierwszej instytucji tylko nazwa???
Jesli chodzi o wydluzenie czasu nauczania, to wystarczyloby dodac jeden rok do podstawowki i wyszloby na to samo(choc osobiscie uwazam to za glupote).
Zrobiono jakas smieszna hybryde, nikomu nic nie dajaca, wprowadzajaca tylko zamiszenie i niesamowite koszty, wybierajac z obu systemow, zamiast: co najlepsze, to, co najgorsze.
-
Gość: AGga, *.centertel.pl
2008/04/26 21:13:26
ekonat: ale na to co robią w szkole tak. A robia w niej dużo.. dość ciekawych rzeczy
-
defendo
2008/04/28 10:07:37
Racja, Polarny! Obydwiema rekami podpisuję sie pod tym, co mówisz!
Dyscyplina niczego nikogo nie nauczyła, a najmniej myślenia - ona je niszczy(to dla Ekonata). Gimnazja narobiły mnóstwo szkód - również w edukacji. Przerwano sensowny tok kształcenia. Historia: uczono przez 5 lat podstawówki i cztery średniej. Nawet tuman podstawy znał. Teraz mamy obrazki w podstawówce, trzy lata galopu w gimnazjum - po łebkach - jeszcze szybszego w LO(też trzy) - pokawałkowano dzieciom wiedzę. Do tego nieszczęsne testy, premiujące przeciętniactwo i depczące perły.
A mieliśmy naprawdę przyzwoite szkolnictwo. Niedługo zaczniemy - jak Amerykanie - importować naukowców z Azji. Tylko że ich na to stać...
DODATKI


ZAPRASZAM