Blog > Komentarze do wpisu

MÓZG NA SPRZEDAŻ czyli K jak KUPCZENIE

 

Większość z Was wykonuje lub wykonywało jakiś zawód. Niektórych z odwiedzających zawody znam, innych się domyślam, ale jest i wielu o których kompletnie nie mam pojęcia. Każdy w swym zawodzie wykonuje określone czynności manualne, intelektualne, wymierne lub nie wymierne, za które otrzymuje odpowiednią, większą lub mniejszą gratyfikację. Wielu sama podstawowa pensja nie wystarcza, i w taki, czy inny sposób, dorabiają (-ła) do swojej gaży. Nauczyciele dają korki, lekarze biorą dodatkowe dyżury lub zatrudniają się w prywatnych klinikach lub też otwierają własne praktyki, elektrycy, hydraulicy itp. chodzą na fuchy, informatycy i elektronicy naprawiają dodatkowo komputery, itd. itp. Jednym słowem każdy orze jak może.

 HUMOR DOWCIP JOKE
Dorabiać można w najróżniejszy sposób. Znam hydraulika, który dorabia jako blacharz samochodowy i elektryka, który jest doskonałym lakiernikiem. Znam nauczycielkę, która dorabiała malowaniem mieszkań i kładzeniem tapet. Znam elektronika, który oprócz pracy zawodowej dorabia naprawą telewizorów i sprzętu AGD. Każda z tych osób sprzedaje swoje dodatkowe umiejętności. Nikt ich za to nie gani, nie ciąga po sądach, nie grozi sankcjami karnymi. Żadna praca nie hańbi i nie ma lepszej lub gorszej.

Są jednak ludzi, którzy sprzedają swój mózg. Nie chodzi mi tu o sprzedaż tkanki do eksperymentów pośmiertnych, ani też prowadzenia dodatkowych wykładów przez wykładowców, ale coś co było przedstawione w filmie E=mc2. Chodzi mi o sprzedaż swoich intelektualnych umiejętności poprzez pisanie prac zaliczeniowych, licencjackich, magisterskich, a nawet doktoranckich. Dziś ten sposób zarabiania kasy jest bardzo powszechny. W internecie można kupować tonami gotowce, na których można później oprzeć swoje prace, bo przecież najważniejszy jest szkielet. Jednak są i tacy specjaliści, którzy piszą indywidualne prace na zamówienie. Indywidualne od A do Z, żadnych plagiatów i przedruków, tylko indywidualne prace – niepowtarzalne. Prace te piszą często osoby niedocenione intelektualnie przez swoje środowisko, ale doskonale sprawdzające się w tworzeniu dysertacji naukowych Często są to specjaliści w danej dziedzinie lub też omnibusy, dla których żaden temat nie jest zatrudny, to tylko kwestia dobory materiałów i literatury. Na zasadzie: „Dajcie mi odpowiedni narzędzia i książki, to przeprowadzę operację na otwartym sercu”.

Jakie są zarobki takich osób? To zależy; zaliczeniówki od 200 pln, koszt pracy licencjackiej od 1500 pln do 3000 pln; magisterskiej od 2000 pln do 5000 pln; doktoranckiej od 5000 pln wzwyż. Czas pisania? W zależności od tematu: średnio praca magisterska na około 120 stron z gotowymi badaniami około 30 dni. Dużo to czy mało za swoją wiedzę i umiejętności? Osobiście uważam, że bardzo mało. Jednak zastanawia mnie inny aspekt tego dorabiania, a mianowicie strona moralna i prawna.

Słyszy się głosy, że pisanie komuś (czyt. za kogoś) pracy jest niemoralne, ponieważ później, ktoś firmuje siebie nie swoją pracą. Pytam się dlaczego niemoralne jest pisanie? Przecież to wykonanie pracy na zlecenie. Przecież to jest tak, jakby wydawca zamówił u nas książkę na konkretny temat. Czy to jest niemoralne? Niemoralnym może być to w jakim celu zostało złożone zamówienie i w jaki sposób produkt końcowy będzie wykorzystany. To jednak  w żaden sposób nie dotyczy producenta czyli pisarza. Gdyby iść tą drogą, że producent jest odpowiedzialny za swój produkt i jego wykorzystanie, to w takim razie producenci sznurków do snopowiązałek powinni pójść siedzieć, za ułatwianie prób samobójczych na wsi poprzez powszechny dostęp sznurka. Agatę Christie powinni posadzić za pisanie kryminałów, które niejednokrotnie posłużyły do wykonania zbrodni przez jakichś psychopatów. Więc pytanie o jakiej moralności tu mówimy? Czy świadomość do czego ma być wykorzystane nasze dzieło zmusza nas do dylematów moralnych? Osobiście uważam, że nie. Wiedza i umiejętność pisania, jest takim samym towarem, jak sznurek do snopowiązałek czy margaryna. Każdy ma prawo tym handlować w dowolny sposób i czerpać z tego korzyści.

Swojego czasu słyszałem również o tym, że polskie uczelnie domagały się, a nawet szukały drogi prawnej, aby ukrócić proceder pisania prac. Czy to ma sens? Czy uważacie, że osoba, która pisze na zamówienie studenta pracę powinna odpowiadać za to co student z ta pracą zrobi? Według mnie bzdura!!!! Dlaczego pisarz może sprzedawać prawa autorskie do swojej książki, a domorosły myśliciel nie mógłby sprzedać swoich praw autorskich do pracy pt. „Zjawisko pisania prac zaliczeniowych jako nowa forma przedsiębiorczości intelektualnej”? 

 

WNIOSEK: JEDEN SPRZEDAJE, DRUGI KUPCZY. CIEKAWE, ŻE OBAJ HANDLUJĄ TYM SAMYM.

 
sobota, 21 kwietnia 2007, mr.polarny

Polecane wpisy

Komentarze
2007/04/21 18:57:44
no cóż...mam na koncie kilka zaliczeniówek i pracę licencjacką na temat kompletnie mi obcy;)...ja piszę a student i tak musi obronić czyli się nauczyć...moim zdaniem to w ogóle z tymi pracami to głupota...
-
2007/04/21 19:44:54
Wiesz, właściwie na każdy temat mogę napisać, że jestem za, albo przeciw i będę miała argumenty. Gdybym na siłę musiała udowodnić, ze pisanie głupkom prac, tak, żeby głupki dostawały tytułu, użyłabym identycznej argumentacji. Tylko, że tak naprawdę o kant tyłka taki wywód można potłuc;).
Oczywiście – popyt i podaż to podstawa takich wywodów. Niby, czemu obwiniać kogoś, kto jedynie, li i wyłącznie, odpowiada na zapotrzebowanie? Niech zarabia. Tylko, że w ten sposób radośnie przykłada łapki do dewaluacji jakości wykształcenia. W efekcie, żaden tytuł nic już nie znaczy. Bo każdy może mieć mgr, albo dr przed nazwiskiem, byle miał kasę i znalazł chętnego, na odsprzedanie swojej wiedzy i umiejętności. Nieuczciwość tego procederu jest dla mnie oczywista. Podstawą jest jego „tajność” (zabrzmiało prawie jak „układ”;)). Obrzydzają mnie ludzie, którzy chcą podpisać się pod cudzą pracą, własnym nazwiskiem. Nawet, jeśli kupili sobie pracę na własność. Nie ma obowiązku posiadania wyższego wykształcenia. Nie każdy musi je mieć, bo nie każdy na to zasługuje. Po co zatem pomagać takim, którzy nie zasługują? Można dla pieniędzy, jasne, tylko nie koniecznie należy przy tym wymagać poklasku i zrozumienia.
P.S. Poważnych prac nie pisywałam, bo jestem za leniwa;) Ale w czasach LO pisywałam po kilka opowiadań na polski (30 zł od sztuki;). Dorabiałam całkiem nieźle, zwłaszcza, ze opowiadania były, co tydzień:) Ciekawostką jest fakt, ze pisywałam kumplom z klasy:) Nikt nigdy się nie zorientował!
-
2007/04/21 20:04:17
Niby tak mago , ale jeśli tak to po co w ogóle pisać prace magisterskie lub licencjackie?Może rację miał ten co proponował prace zastąpić egzaminem?
Za "moich czasów"/wiem ,wiem było to baaardzo dawno temu/ prace pisało się wspólnie z opiekunem, który faktycznie pomagał i doradzał .Zresztą u mnie/AGH/ wyniki części doświadczalnej były wykorzystywane potem w innych pracach np doktorskich, habilitacyjnych itp.Dlatego wszystkim/opiekunowi, promotorowi/ zależało na rzetelnie przeprowadzonej części badawczej.A wstęp teoretyczny i tak jest przepisywany z literatury.Pewnie inaczej wygląda to na uczelniach humanistycznych.Zresztą znane są przypadki niesamodzielnie pisanych doktoratów lub fałszowanych wyników prac badawczych, więc w świetle tego czymże jest niesamodzielna praca licencjacka?
Gorzej jak delikwent nawet dobrze nie przeczyta tego co"sam napisał".
-
2007/04/21 20:27:10
Ten który korzysta z nieswojej pracy np. magisterskiej, oszukuje, jest więc oszustem. W tym oszustwie pomaga mu piszący na zamówienie i tu jest chyba ten aspekt niemoralności (pomoc w oszustwie), a nie to, że to jest praca uzdolnionego intelektualisty, który zaangażował swój czas i umiejętności. Jeśli by oceniać stopień niemoralności, to zgadzam się, że istnieją niemoralności gorsze od tej.
-
2007/04/21 21:10:40
DARIA: bzdura na resorach, wiesz w czym tkwi problem? w sytsemie!!! Gdyby nie był taki gówniany nie przepuszczałby magistró i doktórów z łapanki. To nie wina piszących, ani popytu czy podaży, to wina systemu, który nie radzi sobie z uczeniem. idziemy na ilość a nie na jakość więc jakie znaczenie ma tu czy oddam swoją pracę czy kupioną. Jeżeli umiem się z niej wybronić to mój zysk, bo zapłaciłem, za to by mieć wolny czas. Dla mnie nie jest to w żaden sposób nagane, bo dziś za pieniądze można kupić kompletnie wszytsko, to tylko kwestia ceny. Ja stoję na ziemi mocno nogami, dlatego nie mam w tym wypadku idealistycznych mżonek.

MAKOWKA: tu jeszcze dodam, że pisanie prac z propomotorem jest możliwe i istnieje, tylko od promotora zależy jak bardzo przykłada się do tego co robi. Jeżeli promoteor oszukuje biorąc pod skrzydła 100 magistrantów to dlaczego student nie ma oszukiwać. Wartość stopni naukowych się deprecjonuje. dlaczego? Dlatego, że nasze uczelnie również gonią za pieniądzem.

KRZYSZTOF: ten który korzysta, to nie korzysta z pracy magisterskiej tylko ... z produktu napisanego na zamówienie. Nie jest oszustem... jest wątpliwie moralnie właściicelem dzieła, pod którym moze sie podpisać, bo jest jego własnością. To może jest morlanie naganne, ale gość piszący nie ma z tym nic wspólnego. Pisanie na zamówienie jest oszustwem lub pomocą w oszustwie? robienie projektów na zamówienie również? A ile osób codziennie wykonuje pisma, a podpisuje je szef? A prezydent sam tworzy wszytskie dokumenty? to są wszyscy oszusci i pomocnicy do oszustwa? Nie przemawia do mnie ten sposób spojrzenia :)))
-
2007/04/21 21:22:42
oprocz puszczania sie za pieniadze i kradziezy, wszystkie mozliwe prace wykonywalam, a tos mnie zatkal, padlam w szoku i ze trzy dni mnie nie podniesa!
-
2007/04/21 21:25:28
Bzdura dla Ciebie, dla mnie nie. I sugeruję większą dbałość o formę odpowiedzi. Określenie czyichś poglądów bzdurą, jest średnio kulturalne. Możesz się nie zgadzać, ale waż słowa.
To, ze ktoś czegoś potrzebuje nie oznacza dla mnie, ze mu to daję, nawet za kasę. Idealizm? Nie łączę tego z idealizmem. Wisi mi to i nie wartościuję, gdy nie muszę, ale nie będę przyklaskiwać. Zwyczajnie brzydzi mnie to. I odruch wymiotny wywołują ludzie, którzy chcą mieć wszytko zerowym kosztem. Kij ma dwa końce - ktoś chce kupować, ktoś chce sprzedawać - nie włączałabym w to systemu, bo to lekka przesada. Nie dość, ze zrzucamy odpowiedzialność z siebie (czyż nie wygodnie;)?), to jeszcze usprawiedliwiamy się wadami "systemu". System to my, system to oni i system to narzucona siła wyższa. System wymagający napisania i obrony pracy jest zły?Być oże nie jest doskonały. Ale wystarczy nie szukać drogi na skróty i już nie ma problemu. Szkoły nie mają się koncentrować, na tropieniu oszustów, ale na nauczaniu. A te szkoły o których piszesz - nie są PRZYMUSOWE.
-
2007/04/21 21:46:41
DARIA: zaprzeczasz sama sobie, jeżeli Cie brzydzi, to znaczy, że wartościujesz i nadajesz zjawisku wartość ujemną. Aby wywołać obrzydzenie wartość ujemna musi być znaczna. Co do "Bzdury na resorach" nie dotyczy się (niestety) Twoich poglądów, a dualistycznego argumentowania dwóch przeciwstawnych biegunów, bo z logicznego punktu widzenia tak po prostu się nie da. Dawanie za kasę czegokolwiek? po pierwsze trzeba miec coś na zbyciu, po drugie trzeba znaleźć chętnego na nabycie, a to nie jest forma rządaniowa a raczej umowna. I jeszcze jedno system to nie my. My w nim jedynie funkcjonujemy dostosowujac sie do warunków w nim panujacych. Im mniej doskonały system tym łatwiejsze i większe pole manewru. System szkolnictwa to dno i po tym mulistym dnie cała reszta sie porusza. Jeżeli system to Ty to proponuję, zmień coś na lepsze od poniedziałku, bo ja mam juz dość słuchania Giertycha. To co? w poniedziałek system sie poprawi? W poniedziałek już nie będzie lewego pisania prac? czlówiek od tysiecy lat szuka drogi na skróty, gdyby nie to to do dziś rąbalibyśmy banany i korzonki. A co do szkól, to szkoły mają zadanie nauczyć, a później tą wiedzę wyegzekwować. O ile z pierwszym sobie radzą o tyle drugie to kompletna porażka. Eliminowanie oszustów to podstawa działania w każdej instytucji a nie tylko w szkołach. to co ordynator nie ma obowiązku pilnować by nie było w szpitalu łapówkarzy? kierwonik urzedu nie wpoinien zwracać uwagi, że jego podwładny robi lewe układy? A nauczyciel nie powinien sprawdzac czy nie jest oszukiwany przez ucznia? hm... ciekawa interpretacja ochorony przed oszustwem... czyli kto to ma wszystko robić Policja? i ostatni rzecz szkoły nie sa przymusowe, a sposób ich skończenia jest dowlny dla każdego studenta. Jeżeli szkoła chce aby student kończył ją w określony sposób to niech sobie tego dopilnuje.
-
2007/04/21 22:05:57

Nie wartościuję, – samego pisania dla kogoś i za kogoś. Osoby, które zajmują się pisaniem prac, wiszą mi i powiewają – to ich wybór ich decyzje i ich sprawa. Niech tylko nie dorabiają ideologii do zarabiania kasy. Rozumiem, ze chcą, tylko, po co te naciągane argumenty, ze to właściwie „całkiem ok.”. Brzydzi mnie, jak zresztą napisałam, ta druga strona, która wychodzi z propozycją. Bo nie sądze, żeby osoby, które maja wiedzę i możliwości czatowały pod uniwersytetami, jak koniki przed meczem;)
System szkolnictwa jest tworzony przez ludzi, których wybieramy, zatem – pośrednio to my. Czy się to podoba czy nie. Tak jak władze, na które osobiście zazwyczaj pluję, są przedstawicielami większości. Reszta musi się dostosować. Taki nasz los w państwach, nawet tylko z nazwy demokratycznych.
Droga na skróty to nie oszustwa i krycie swojej niekompetencji pod cudzym nazwiskiem, to SZUKANIE własnych wyjść i sposobów, żeby było lepiej, łatwiej i szybciej. Szukanie SAMEMU.
Szkoła, to nie organ ścigania, trudno zakładać, ze wszyscy przychodzą dla papierka. Trudno też wymagać, by główny nacisk był kładziony na poszukiwanie oszustów, bo będziemy się bawić w szkoły jak z Kaczego snu. A chyba nie o to chodzi.
A przy okazji… Chciałbyś być leczony przez lekarza, który egzaminy zdawał przy pomocy kolegi, który był łudząco do niego podobny? Ja jakoś nie. Podobnie jak nie chciałabym, żeby w banku obsługiwała mnie panienka, która liczy biegle do dziesięciu.

Szkoła chce?? Sądziłam, że to student chce szkołę skończyć, a nie szkoła chce zostać skończona przez studenta. Jak dla mnie to pomylenie pojęć.
I nie mów mi, ze to taka podziemna walka z systemem;). To sposób na robienie kasy. Nie udawajmy, ze oszustwo, to nie oszustwo, bo autor stawia na kasę, a nie zależy mu na podpisaniu własnego dzieła.

-
2007/04/21 22:18:03
Autor chce kasy, ale w żaden sposób nie oszukuje i to jest podstawa. Po prostu nie powinno sie go nazywać oszustem... tylko wyrobnikiem. A co do szkoły? Pracując w czymś co szkołe przypomina wiem jedno, że szkoła aby miała prestiż musi być uczciwa, a wiec i jej kończenie musi być odpowiednio obwarowane i nie myle tu pojęć, boi to szkole zależy na renomie a nie studentowi. więc szkoła musi walczyć o swą jakość i eliminować lekarzy łudzaco podobnych do kolegi i koleżanki kasjerki umiejące liczyć do dziesięciu. A może założymy społeczny komitet eliminacji oszustów?? nie wiem co jest bardziej kacze? dla mnie wystarczy by każdy na swoim odcinku martwił się ... o swoje.
-
2007/04/21 22:20:35
Daria: i co do zwrotu "szkoła chce" nie wyrywaj go z kontekstu... bo wtedy rzeczywiscie traci on sens. całe zdanie brzmi zupełnie inaczej i nie doctyczy chcenia a sposobu ukonczenia uczelni.
-
2007/04/21 22:31:24
mr.polarny >> oj coś zmieniasz sposób pisania i odchodzisz od swojej argumentacji? Czemu?
Autor – jak nie kręcił, dupa, z tyłu przykłada rękę do przestępstwa, do poświadczenia nieprawdy. Bez niego by się to wszak nie dokonało. Bez takich piszących nie byłoby oszustów. Choć, jak napisałam rozumiem potrzebę zarobienia dodatkowych pieniędzy.
Do szkoły z renomą idą 2 grupy ludzi – jedni, mają ambicję, nie skorzystają z usług pisaczy i druga grupa, - wysłani przez rodziców, którzy w dobrej uczelni nie dobrną do etapu pisania licencjata, czy magisterki. O innych szkołach typu Krzak nie dyskutuję, bo ich dyplom można schować w piwnicy:) Sama wiem jak czytuje się CV i na jego podstawie robi pierwszy odsiew.
-
2007/04/21 22:35:03
Co do wspomnianego zwrotu - ok - zatem powiedzmy inaczej - jeśli student chce skończyc szkołę, to niech dostosuje się do jej wymagań, a nie odwrotnie - bo w ten sposób dojdziemy do tego, ze Policja zrobiła bardzo dobrze obniżając poziom testów, w końcu dostosowała się do realiów...
W szkołach są jasne wymagania i kryteria oceny, które trzeba spełnić - napisać samodzielnie pracę i ją obronić. Gdzie tu niejasność?
-
2007/04/21 22:37:02
Ponieważ Marga jest w takim szoku i oczekuje mojego komentarza, więc muszę i ja. Wypowiedź Krzysztofa jest obiektywna i najlepsza. Na Zachodzie pełno ogłoszeń oferujących takie usługi. Kto ma kasę, ten może (prawie) wszystko. Łatwo zostać prof. dr, że o mgr nie wspomnę. Są konsule (konsulowie?) i książęta (przez adopcję nawet w dojrzałym wieku). Tylko warto pomyśleć o tym, że tu się liczy kompetencja, doświadczenie a tytuł to tylko dodatek. Mnie tu nie pytano o moje tytuły i nie interesowano się moimi świadectwami i dyplomami. Jedynym dokumentem, który chciał mój red. naczelny zobaczyć, był niemiecki dowód osobisty i tylko dlatego że raz się sparzył kiedy chciał zatrudnić Węgra, a ten był bez niemieckiego obywatelstwa.
I jeszcze jedno: przecież istnieją Boy-groups, które nie potrafią śpiewać a tylko tańczą. Prawdziwe głosy dają inni, w studio. Ghostwriter są wśród nas!
-
2007/04/21 22:39:42
DARIA: jakie przestepstow jaka nieprawda? Autor oddaje produkt i tyle, a co gość z nim moze zrobić wszystko: opublikować w gazecie wyborczej, powieścić w kiblu na gwoździu, oddać Tobie, albo zanieść na uczelnię. On jest właścicielem... takie jest prawo. Argumentacje mam nadal tę samą autor jest producentem, malarzem słów na zamówienie. A może malarzy też będziemy karać jeżeli pozwolą się podpisać nieautorowi pod swoim obrazem? Pisarz jest jak Piłat wie co się święci, ale umywa ręce.
-
2007/04/21 22:44:26
ricardo: sam więc widzisz, że wszystko jest na sprzedaż, a co kto z tym zrobi (produktem zakupu), to już zupełnie insza bajka :))

Czy jeżeli chcę sprzedać to co moje zgodnie z prawem, mam byc potępiany i uważany za oszusta? Jeżeli będę producentem siarki, a ktoś ją kupi ode mnie i stworzy bombę i podłoży pod metro, to ja jestem winien, że zginęło 100 osób w metrze.
-
2007/04/21 22:45:53
mr.polarny >> nie można zapominać o celu. Nie mówimy tu o pisaniu na własny użytek, nie mówimy o pisaniu, pod własnym nazwiskiem. Mówimy tu o jasnych kryteriach – pan napiszę pracę licencjacką, magisterską, jakąśtam, ja podpisze to własnym nazwiskiem i oddam jako moją.
To nie hipotetyczna, ale jasna sytuacja, w której przy użyciu piszącego – dokonuje się poświadczenia nieprawdy.
Reasumując: rozumiem pobudki, ale nie afirmujmy i nie dorabiajmy ideologii.
-
2007/04/21 23:16:12
Wszystko jest na sprzedaż? Kto ma pieniądze ten ma wszystko?Smutna rzeczywistość.Czyli mając kasę można zostać sławnym malarzem, pisarzem, poetą, architektem, kompozytorem itp?Wystarczy zlecić komuś napisanie, skomponowanie, namalowanie, zaprojektowanie?Trochę taki świat mi się nie podoba, ale może nie mam racji , bo mnie to nie dotyczy.Nie jestem ani bogata,żeby komuś coś zlecać, ani utalentowana ,żeby mnie zlecano.Ale w szkole na przerwach odpisywałam zadania domowe, więc też uczestniczyłam w podobnym oszustwie jednak.
-
2007/04/22 00:09:03
Aż żal przerywać tę dysputę, wszyscy bardzo ciekawie piszecie. Osobiście zgadzam się z Ricardo. Dla przykładu w UK istnieje coś takiego jak "practicioner" czyli osoba, która nabywa tytuł naukowy poprzez praktykę w danym zawodzie, trwa to dłużej niż studia ale efekt końcowy jest taki sam i nie trzeba oszukiwać. Wracając jednak do tematu, wszystkie te napisane na zlecenie dyplomy są weryfikowalne w dalszej pracy zawodowej, jeśli ktoś posiada tytuł magistra informatyki a nie umie właczyć komputera, to mu najlepszy dyplom nie pomoże. Gorzej jeśli dyplom kupi sobie przyszły lekarz, architekt albo finansista.
-
2007/04/22 00:10:40

DARIA: to Ty dopisujesz ideologię. Fakty są inne: przychodzi facet i mówi "proszę mi napisać mi 100 stron na temat, taki i taki, tu ma pan plan i literaturę" tem facet nie chwali sie odrazu co z tym z robi, a pisarz nie pyta. Jakie poświadczenie nieprawdy???? Strasznie przykleiłaś się do tego poświadczenia nieprawdy... proponuje dokładnie zgłębić kodeks karny i artykuł poświęcony temu zagadnieniu :))) niestety ale pod wzgledem prawnym... tu ta kwalifikacja nie podpada. Prosze o poszukanie innej kawalifikacji do tego kazusu.

MAKOWKA: nie makowka... nie mozna tego upraszczac do stwierdzenia: "ten kto ma pieniądze ma wszystko", bo pewnych rzeczy jak młodość czy zdrowie w pewnym momencie nie da się kupić, ale mozna dopomóc w wyzdrowieniu lub młodszej kondycji cielesnej :))) Czy mając kase można zostać sławnym malarzem, kompozytorem, pisarzem? oczywiście i znam nawet przykłady z życia. Znana historia zespołu Mili Vanili, który fizycznie ... nie istniał, głosy podkładane... muzyka zrobiona w studio. Istnieją pisarze, którzy nie pisali swoich książek. Kiedyś czytałem o pewnym "malarzu", który w stanach zrobił wilką wystawę "swoich prac". Marketing się opłacił, wzięcie miał olbrzymie, chetnych na obrazy wiecej niz obrazów. Gdy wszytsko opylił, ogłosił, że był to eksperyment marketingowy i że niektóre z tych prac malarskich malowały dzieci z przedszkola. Na tym przykładzie mozna stwierdzić, że wszytsko jest możliwe. :))) Taki Świat ma prawo ci sie nie podobać i żyjesz po to by móc próbować go zmienić. Każdy jest kowalem swojego losu, tylko pieniądze zwiększaja młot albo kowadło tego losu i efekt koncowy tego kucia.

-
2007/04/22 00:12:39
LIZARRDO: weryfikacja dyplomu to przyszłość. Tu chodzi o pierwszy etap teraźniejszości :))) Czy pisanie jest legalne i etyczne?
-
2007/04/22 00:27:41
Harry jest to na pewno forma oszustwa, tylko dla mnie oszustem jest ten, który zleca, nie ten który wykonuje pracę. Popyt czyni podaż.
-
2007/04/22 00:32:15
Nie zamierzam, bo mam inne ważniejsze sprawy, niż znajdowanie właściwej kwalifikacji dla czynu. Z powodu jednego wpisu prawa studiować nie bedę, jest to zbyt małą motywacją.
Osoba, która jest zdolna napisać komuś taką pracę, musi dysponować poziomem intelektualnym wyższym niż ameba i zdaje soebie sprawę z tego, w jakim celu ma zrobić proponowaną pracę. Jeśli zaś sobie zdaje, to wie, iż skutkiem będzie podanie jego/jej pracy jako własnej - zamawiającego. Nie wmówisz mi, ze to, co dzieje się w "szarej strefie" i po cichu, godne jest poklasku. Jeśli tak, to należy robić to jawnie.
To, ze ktos coś robi, nie oznacza to jeszcze, ze jest to dobre. Dorabiam ideologię? A do czego? Jak dla mnie rozumowanie jest prste. Nie ma co przekombinowywać, tylko dlatego, ze się umie. Proste sprawy, są jak sama nazwa wskazuje, proste. Czytaj uważnie - nie widzę sensu karania piszącego, ale jeśli mówimy o poważnym traktowaniu szkolnictwa wyższego, to nie róbmy sobie jaj z jego wymagań i nie udawajmy, że pisanie/zaliczanie za kogoś jest piękne, mądre i godne poklasku.
-
2007/04/22 00:34:52
Zdrowia kupić się nie da , ale spróbuj chorować w naszej rzeczywistości nie mając kasy.Ciału można dopomóc mając kasę to fakt, ale jednak nawet ci najbogatsi starzeją się i umierają."Pieniądze szczęścia nie dają", ale jednak cholernie ułatwiają i umilają życie.Z tym się zgodzę.Ale......tu wychodzi moja idealistyczna dusza.....jednak nie za wszelką cenę.Bo jak tak nie bedziemy myśleć to każde draństwo i szwindel można usprawiedliwiać.Ja zmieniać? Jestem tylko zwykłym szarym obywatelem i wpływ mogę mieć tylko na moją skromną osobę.
-
2007/04/22 00:51:12
Kochani, wykładowca historii sztuki na Uniwersytecie w Cambridge zarabia 33519 funtów rocznie. Czy jakikolwiek wykładowca z Polski poniżałby się do pisania pracy magisterskiej za kogoś gdyby zarabiał 184355 złotych rocznie? Nie sądzę.
-
2007/04/22 00:58:35
No i tu jest cała istota problemu.Zresztą tam lekarze chyba też nie biorą za wszystko "kopert".Ale u nas pracownik naukowy zarabia mniej niż hydraulik.Myślę o pensji , a nie chałturach , "bokach"itp.
-
2007/04/22 00:59:10
yyyyyyyyyy...ja nie na temat.

mr. polarny, łupszejmie proszę, o poprawienie literówki w sondzie. bo normalnie nie zagłosuję, o.
;)
-
2007/04/22 01:08:47
Makówka==> Nie ma takiej opcji. Kosultant w Szpitalu(!) zarabia od 50 do 80 tysięcy rocznie (w funtach rzecz jasna).
-
2007/04/22 03:33:56
a pocalujta w zyc wojta,
Aniol sie wypowiedzial! AMEN!!!
-
2007/04/22 10:17:56
DARIA: uczelnie są od tego by, bronic sie przed oszustwem i cwaniactwem studentów, a studenci od tego, by jak najłatwiej zaliczyć studia. To norma. więc każdy udoskonala swój warsztat. Ja mam podobny pogląd jak Lizzardo: oszust to zleceniodawca a nie wyrobnik, wyrobnik nawet nie może być pociągnięty za pomocnictwo, bo trzeba by było mu udowodnić działanie w zamiarze chęci aby inna osoba popełniła przestępstwo :)))

LIZZARDO: hm... marzenia o takich zarobkach :))) chyba za głupi jestem na takie zarobki :)))))

MAKOWKA: wolę mięc kase niż nie :))) i nie ma to nic wspólnego z idealizmem :))) no i pamiętaj jednostka to siła a dużo jednostek to olbrzymia siła... trzeba się tylko zjednoczyć. Jak pójdę na emeryturę założę partię :))) chcąćych posiadać kasę :))) myślę, że znjadą się chętni hihihih

PINSESEK: już poprawiłem... a swoją drogą czepiasz się szczegółow :)))

MARGA: ale z Ciebie analna pieszczocha :)))))))))
-
2007/04/22 10:39:26
A ja twierdzę, ze biorąc udział w takim "procederze" bierze się pośrednio udział w przestępstwie. Nie widzę wytłumaczenia w niskich pensjach. Zawsze można zostać tym niezwykle bogatym hydraulikiem;). Z takim podejściem - wszyscy zacznijmy kombinować na granicy prawa, bo przecież tak mało zarabiamy.

P.S. Paser też nie wie co i dlaczego przechowuje;)?
Ale jak powiedziałam - to sprawa piszących i ich decyzja. Obrzydliwi są Ci, którzy chcą mieć tytuł, a sami nie potrafią na niego zapracować.
-
2007/04/22 11:11:32
Misiu a nie mógłbyś założyć teraz? I wirtualnie mnie przyjąć? Bo ja aż taka idealistka nie jestem ,że lubię żyć w ubóstwie. Teraz chciałabym mieć tę kasę.Żeby pojechać na narty w Alpy , a potem popływać w ciepłym morzu.A jakby tak móc kupić dzieciom mieszkanie.....Czy ja tak dużo wymagam?No cóż jestesmy z mężem tylko "wykształciuchy".
-
2007/04/22 11:15:56
DARIA: CZEPIAMY SIĘ? :)))) no więc OK :))) po pierwsze to nie przestepstwo tylko występek :)) po drugie, to co nie jest prawem zabronione jest dozwolone :))) po trzecie paserstwo to zupełnie inna kwalifikacja i inny typ zagrożenia :))) Każdy kto potrafi zakombinować na granicy prawa nie wchodząć w nim w konflikt i zarobić pieniądze jest genialny :))))
PS. Czy ci co chcą mieć tytuł najmniejszym kosztem swojej pracy są obrzydliwi nie ma dla mnie znaczenia niestety.
-
2007/04/22 11:18:16
MAKOWKA: teraz nie mogę :))) musze byc bezpartyjny wtedy jak założę partię to bedę bardziej wiarygodny :))) tylko wiesz, że to będzie tak jak z dzisiejszymi partiami ... duzo kiełbasy ... a mało szpyrki :))))
-
2007/04/22 11:32:08
Czepiamy? Nie, skąd, stwierdzam jedynie mój stosunek do lawiranctwa:))) I udowadniania na siłę, że to co nie jest zabronione, jest śliczne, piękne i mamy się cieszyć, bo można. Nie wszytko, co nie jest kawlifikowane jako czyny zabronione, musi we mnie budzić aplauz. To akurat nie budzi. Jakoś nigdy nie maiłam podziwu, dla kombinatorów, którzy szczycą się, jak to fajnie dali sobie radę:)))
Trudno w końcu odzielić piszącego, od zamawiającego pracę. Bez tego, co dla mnie obrzydliwe, piszący nie ma zarobku - zatem - nie pisze. Brudzi mu to co nieco łapki:)))
-
2007/04/22 13:19:05
moze sie myle,ale wyczuwam tu jakas podpuche..

zgadzam sie z daria.nie popieram
-
2007/04/22 13:56:38
Jasne ,że podpucha.Misiek lubi prowokować.Dlatego lubię go czytać.
Ale dobry /wirtualny/ kolega to on nie jest.Teraz mi nie chce pomóc kasy zarobić.Sianem tzn szpyrką się wykręca.
A po co mi kasa jak będę starą schorowaną emerytką? Na lekarstwa ?Teraz jakiś pomysł mi potrzebny.
-
quail
2007/04/22 14:05:48
Polarny - nie do końca się zgadzam z Twoim stwierdzeniem. Poza tym podchodzę do tego z drugiej strony - jako osoba, która te wszystkie prace (licencjat, magisterka, doktorat - kto wie) ma jeszcze przed sobą. Sama nawet przez moment nie pomyślałam, że mogłabym sobie kupić pracę, a osoby które to robią dużo tracą w moich oczach. Podobnie jak osoby które te prace piszą. Zgadzam się z Darią Nowak, że przecież osoby piszące prace od razu zdają sobie sprawę w jakim celu to piszą - nikt się do nich nie zgłasza po pracę którą sobie potem ustawią na półce i będą czytać wieczorami.
-
2007/04/22 15:08:53
QUAIL: no nie żartuj? nie wierzysz w hobbystów i pasjonatów literatury naukowej? :))))))
-
2007/04/22 18:33:05
mea culpa. Mam paru magistrów na sumieniu. Nie powiem zeby mi wyrzut sumienia sen z powiek spędzał. Zrobiłam to wyłącznie dla pieniędzy. Możecie rzucać kamieniami.
-
2007/04/22 18:52:59
To ja sie juz do meritum odnosic nie bede, ale do tamatu'obok' czyli:
"czy nie maja racji ci, co chca prace mgr i licencjackie zamienic na egzamin ?";
otoz jestem zdania, ze - z wyjatkiem kierunkow ,na ktorych prace sa stricte badawcze - powinno sie !
Mysle,ze daleko sensowniejszym byloby konczenie seminarium magisterskiego rozmowa na temat , do ktorego magistrant przygotowywalby sie podobnie jak do prezentacji pracy na maturze, tylko na stosownym poziomie - nikt nie udawalby wtedy,ze prace pisze, nikt,ze ja przeczytal, ze nie wspomne o udawanym 'promotowaniu';
jak sobie przypomne temat mojej pracy z gramatyki jezyka obcego , to mnie skreca - kupa roboty, nikomu niepotrzebnej i nic nie wnoszacej..
Ale tytul mgr jest;
Ile takich prac napisano ...
-
2007/04/22 19:07:10
ODWODNIK: spoko Wodza, ja nie będę rzucał, bo mnie się cegłówki skończyły :)))

IKROPKA: na główny temat etż bym poczytał twoje poglądy, a co do wątku pobocznego: to z gadzam si.ę z Tobą w całej rozciągłości, a nawet trochę na wąsko :)))
-
bond700
2007/04/22 19:45:35
Twórca pracy wie , że ów produkt służy do oszustwa. Moralność nie powinna na to pozwalać. Gdybym mało zarabiał to dorabiałbym w ten sposób - czyli moralność bym sprzedał. W przypadku gdyby starczało mi na wszystko olałbym ten interes.
Jestem sprzedajny i mam to gdzieś ;)
-
socjopatyczna_malkontentka
2007/04/22 20:01:16
O moralności osób kupujących prace nie zamierzam dyskutować, o morlaności osób piszącyc takoż. Natomiast jest jeszcze trzeci wymiar. Dostaję pracę od studentki/studenta. Zaczynamy o niej rozmawiać. Po pięciu minutach wiem, czy dana osoba sama pisała, czy też nie. Jesli mam wątpliwości jeszcze jakieś zaczynam kopać i szukać. Najczęściej coś znajduję. Odmienność stylu, błąd logiczny, plagiacik internetowy - cokolwiek. Duzo jest możliwości. Nigdy nie ufam niczemu, co dostaję od studentów. Jako recenzentka po prostu każdą pracę czytam przynajmniej dwa razy. Jako promotor pracuję nad każdym fragmentem z osobą piszącą. Każdy rozdział jest przynajmniej sprawdzany dwa razy. Czy możliwe jest bym czytała pracę napisaną przez kogoś innego, niż moi studenci. jak najbardziej - nie jestem alfą i omegą, aczkolwiek procedura, którą stosuję w duzym stopniu ułatwi wyłapanie takich prac.
Uczniowoe, studenci zawsze szukali luk systemu, a nauczyciele budowali "zasieki". Problem jest do wyeliminowania, jeśli promotor, recenzet po prostu przyłożą się do roboty. Okazja czyni złodzieja. A jak nie będzie okazji, to liczba złodziei się zmniejszy.
Poza tym jest też coś takiego jak "sprawiedliwość dziejowa" - czyli obrona. Masz napisaną pracę za kasę. Komisja zadaje pytania. Czasem dziwne. Można wpaść, jak śliwka w kompot. Praca dobra, a obrona jakoś do dupy. Od razu widać, co jest nie tak. I bywają nieprzyjemne chwile.

PS. Przepraszam, że się tak rozpisałam
-
2007/04/22 20:24:51

BOND: hehehe nie zakładajmy, że wie :)), bo to, że wie trzeba udowodnić ... takie jest prawo :))) slepe, bo ślepe, ale prawo :)))
PS> Agenci zawsze sprzedawali się za kasę :)))

MAMRACJO: wnoszę z braku oceny obu postaci tegoż przedstawienia, że jest ona negatywna :)))w obu porzypadkach :))). Co do sprawdzania prac to właśnie chyba na tym powinno polegać, by nie dać się zrobić w bambuko, a jeszcze lepeij stale kontrolować postępy jej powstawania. Jest tylko jeden problem: tak nie wielu chce się to robić. "Profesrorowie" też coraz częściej idą na ilość, a nie na jakość. Dlaczego? Bo pracująć w Polsce chcą mieć kasę jak w Anglii, a to nie da się inaczej jak pracować na kilku etatach i mieć hurtownię magistrantów :)))

-
2007/04/23 07:11:38
Harry! Uważam, że ci, którzy sprzedają prace, jak i ci którzy je kupują, są niemoralni! I tyle!
-
2007/04/23 09:03:35
MALKA: a kto dziś jest tak naprawdę moralny? :)))))
-
2007/04/23 09:34:20
bond ma rację. Oczywiście że to niemoralne w obie strony i decydując się na proceder sprzedała kilka razy swoją moralność.
Z drugiej strony mam tez doświadczenia Socjopatycznej i wiem że przy odrobinie wysiłku można studenta zmusic do samodzielnego wysiłku.
-
2007/04/23 12:00:10
Jesli juz musze ocenic to - negatywnie,
czyli nieetyczne jest dla mnie zdecydowanie kupowanie pracy;ale nieetyczne jest tez sciaganie na egzaminach, korzystanie z podpowiedzi,a przeciez usankcjonowane w polskiej szkole od lat obyczajem , zapewne historycznie ...
Mysle ,ze stad niedaleko do akceptacji korzystania z cudzych prac, niekradzionych,a oplaconych;
tak mysle, co nie znaczy,ze mi sie to podoba;
'Sprzedaz mysli'porownalabym natomiast z prostytucja (pewne podobienstwo widze ) :
popyt stwarza podaz, ale jej absolutnie NIE usprawiedliwia - jasno sie wyrazam ?
:)))
-
2007/04/23 13:21:42
ODWODNIK: moralność to rzecz cholernie względna nie ma co się nia przejmować :))

IKROPKA: a ja prostytutki postrzegam pozytywnie :))), ze nie wspomnę o kaceptacji :))
PS. wyraziłaś się jasno :)))
-
2007/04/23 14:36:39
Harry: to nie jest tak, że potępiam pisanie prac i ich kupowanie. Popyt wytwarza podaż, a z moralnością, jak keidyś powiedziała lisek paradygmatyczny, jest jak z dupą, każdy ma własną. Natomiast jeśli uniemożliwi się, właśnie dzięki pracy promotora i recenzentów (uczciwej pracy) taki proceder, to on sam, może nie zniknie, ale zostanie ograniczony. Uczniowie i studenci zawsze ściągali, kupowali a nauczyciele mieli zadanie, złapać, pokazać, że to złe. Wolę nie łapać, ale uniemożliwiać. Nie ma dzieci idealnych, ale zadaniem nauczycieli jest by pomóc im odróżnić dobro od zła. Czasem niestety sankcjami administracyjnymi. Coś w rodzaju nauczki. Jedni uczą się szybciej, inni wolniej :)
-
kambuzela
2007/04/23 15:01:00
Moralność to ogół zasad, wypracowanych przez daną grupę w danym czasie i uważanych za właściwe. Na dzień dzisiejszy sprzedawanie prac uważane jest za niemoralne. Być może za jakiś czas górę wezmą zwolennicy Harrego i niemoralne będzie odmówić napisania takiej pracy? Moralność sama w sobie nigdy nie przynosiła profitów, cwaniactwo zawsze. Uczciwy człowiek natomiast cieszy się najczęściej szacunkiem, cwaniak rzadko. Co kto lubi. Ja nie szanuję ludzi, którzy piszą studentom prace. Im to pewnie zwisa, bo oni siebie też nie szanują. Nie wszędzie szacunek jest w cenie. Ale szanujący się rzemieślnik podpisuje się pod swoim dziełem. Czy piszący prace dla studentów podpisują się? Nie. Zawierają umowy o dzieło? Nie. Że nie wspomnę o płaceniu podatków. Więc nie chrzań, że nie łamią prawa i są moralni. Czy według Ciebie pisarz sprzedający prawa do swojej książki godzi się, że będzie ona wydana pod innym nazwiskiem?
-
2007/04/23 16:13:03

MAMRACJo: masz racje :))) hihihi właśnie o to chodzi - zacisnąć sito tak, by to co jest zeszło na margines :)))

KAMBUZELA: nie chrzanię, bo ostatni chrzan zżąrłem jak ta świnia ze świątyecznym jajkien, ale z potrzeby chwili zaraz skoczę do samu po następny słoik :)))
Czy są osoby, które zawierają umowy o dzieło? Odpowiedź brzmi: SĄ. Czy są osoby płacące podatki? Odpowiedź brzmi: SĄ. Czy są autorzy, którzy sprzedają swoje dzieła czy książki i prawa do nich bez uwzględnienia jego nazwiska? Odpowiedź brzmi: TAK. Więc oni chyba wszyscy są niemoralni :))) Znam wilu rzemieślników którzy nie podpisują swoich wyrobó :))) mój osobisty szewc np. tego nie robi :)))). Czy ludzie piszący pracę siebie nie szanują? Wątpię. Myślę, że szanują i to bardzo, i Ty być może weilu z nich szanujesz ponieważ nawet nie wiesz, że To robią. Jestem ciekaw czy wtedy Ci ludzie, do których masz pełno szacunku, nagle by go stracili? Wątpię :))) takimi rzeczami nie przekreśla się szacunku zdobytego być może latami :))) Ale to moje osobiste zdanie, z którym nie ma obowiązku się zgadzać. I nawet nie ma przy tym obowiązku chrzanienia (z braku chrzanu) i pieprzenia (preferuje tylko czarny mielony). :))))))

-
kambuzela
2007/04/24 09:08:49
Biały Ci nie pasuje? Wolisz kontrastowo?

Chcesz powiedzieć, że ktoś (np. wykładowca czy inszy asystent na uczelni?)zawiera oficjalną umowę o napisanie pracy na dany temat, inkasuje opłatę i leci do fiskusa? Może jeszcze gdzieś ją rejestruje? No, to ja podobno mam dziwny obraz świata, ale przy Twoim to pestka.
Może i Twój szewc nie podpisuje, ale pytałeś go? I czy robisz buty na zamówienie, czy tylko reperujesz? Podpisanie wyrobu przez rzemieślnika nie musi błyszczeć na froncie:)

Jeśli uważasz, że szacunek dla innego człowieka polega na wyliczaniu plusów i minusów (51% dobra daje jeszcze szacunek)tudzież braku danych, to chyba się nie rozumiemy. Szacunek to rzecz bardzo ulotna. Może być zdobywany latami, może jedną chwilą ulecieć. Myślę nawet, że im większym szacunkiem darzyłabym kogoś, kto później (pozostając w temacie) napisałby pracę dla studenta, tym szybciej ten szacunek by wywietrzał (by pozostać przy kwestii chrzanu). Osobiście nie zetknęłam się z taką osobą (tzn. nie wiem o tym), ale wiesz, jakoś nie szanuję wykładowców, którzy przepuszczają niedouków, piszą recenzje na odwal i biorą 30 "magistrów do zrobienia". I mają wszystko w dupie. Takich znam. Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem niska płaca, choć przecież rozumiem ich pobudki. Tylko nie muszę szanować. Szacunek kosztuje.
To też moje osobiste zdanie:))
-
2007/04/24 13:05:19
Przypomniał mi się cytat z filmu, chyba pasuje: " To nie świat jest podły to my go takim czynimy". Nie spotkałam się nigdy, żeby ktoś piszący prace na zamówienie się tym chwalił albo założył legalne biuro z takimi usługami. Ciekawe dlaczego? Można mieć różne podejście do sprawy ale według mnie to tak jak z zamawianie klucza do cudzego mieszkania. Jeśli nie wiem, że chodzi o kradzież to robię ale jeśli wiem to co? Zarabiam i nic mnie to nie obchodzi? Myśle, że przykłady z malarzami czy pisarzami są w tym przypadku nie przystające do tego tematu. Ja uważam, że takie zarabianie pieniędzy jest niemoralne. Jest to jednak tylko kwestia naszego sumienia i poczucia tego co dobre i złe. Nie jestem za jakimiś restrykcjami czy specjalnymi jednostkami do ścigania tego rodzaju spraw, bo to chore. Poprostu bądźmy uczciwi.
-
2007/04/24 14:10:51
jak komuś nie przeszkadza, to niech kupuje, na zdrowie. Nie ma co mieszac do tego moralności. jest uboższy o to że tego sam nie napisał - jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy to szkoda czasu tłumaczyć kwestię. jeśli by mu to przeszkadzało to by nie kupował, a jesli nie przeszkadza to żadne rygory czy prawo tego nie zmienią, więc niech kupuje. życie zweryfikuje (albo i nie).
-
2007/04/24 15:16:32
KAMBUZELA: Chcę powiedzieć tylko to co mówię i nic ponad to :))) Istnieją firmy (znam osobiście dwie), które oficjalnie piszą na zamówienie prace (różne), oprócz tego zajmują się również psianiem wszelkich rodzaju pism. Oficjalnie nazywają się "Biurem pisania podań i innych dokumentów". Płacą podatki i legalnie funkcjonują. Wykładowcy to chyba margines, w większości przypadków piszą takie prace studenci lub osoby, które maja dar do takiego pisania. Wykładowcy zajmują się tym raczej rzadko i nigdy w swojej uczelni :))). Co do szefca - mnie nie robi bucików, bo mnie nie stać (jedna para od 1000 zł), ale niektórym robi i wyobraź sobie, że kiedyś go pytałem czy firmuje się jakoś? Odpowiedział, że ma stałych klientów, robi to rzadko i jest drogi i nie ma potrzeby by opisywał swoje dzieło. No i na koniec na temat szacunku. Szacunek jest rzeczą równie względną jak moralność i każdy obie te rzeczy wartościuje według własnego systemu wartości, coś co u jednych wzbudza pogardę u innych może wzbudzić szacunek. jak sama zuważyłaś to sprawa wielce indywidualna, tak jak i ocena postępowania danej osoby. Jestem liberalny i byle pierdoła (a to uważam za pierdołę) u mnie nie wzbudziłaby utraty szacunku.

BELATA: a ja nie widzę różnicy miedzy pisarzem, malarzem, a "pisarzem", każdy z nich ma do zaoferowania produkt, pod którym może się podpisać i nie sprzedać, albo niepodpisać się i sprzedać z zyskiem. Wychodzę z prostego założenia, że "BYT KSZŁATUJE ODBYT" :))))

MAKAKA: tu nie chodzi o kupujących :))) ale o sprzedjących :)) z jednym sie zgodzę :) gdyby nie było kupujacych nie było by sprzedających, tak jest z każdym towarem :)))

-
2007/04/24 21:47:27
Mam "na koncie" dużo takich prac - zaliczeniówki, licencjaty, magisterki, matury. Przyznam się, że nie jestem jakoś szczególnie dumna, że je pisałam/piszę (jestem w trakcie dwóch licencjatów), ale robię to, bo mnie proszą, dla pieniędzy, bo mało zarabiam... Ale rzeczywiście, promotorzy powinni zwracać większą uwagę na to, co przynoszą do nich studenci, jeśli się tak nie dzieje - cała praca nie ma dla mnie sensu. W trakcie moich studiów spotkałam się z dwoma różnymi przypadkami. Na filologii polskiej, profesor kompletnie nie interesował się tym, co napisałam, mogłabym mu przynieść byle kupę, a nic by się nie stało. Byłam dobrą, aktywną studentką z wysoką średnią ocen - to w zupełności wystarczyło, żeby nie martwić się o obronę. Ani profesor, ani recenzent, ani tym bardziej doktor, który był przewodniczącym komisji nie mieli pojęcia o czym jest moja praca, bo żaden z nich jej nie przeczytał - jestem tego pewna. Inaczej było na filozofii. Każdy fragment, każde zdanie dokładnie analizowałam z moim promotorem. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, a obrona nie była tylko klepaniem wyuczonych odpowiedzi na pytania, które znałam 3 tygodnie wcześniej (jak w przypadku obrony na polonistyce).
Ja sama nigdy nie oddałabym pracy napisanej przez kogoś innego, miałabym stracha podpisując coś takiego swoim nazwiskiem. Zawsze ufałam tylko sobie :) Co z tą moją moralnością? W życiu nie ściągałam, a prace innym płodzę ;)
-
2007/04/25 08:23:20
OKAMGNIENIE: spokojnie nie masz co się martwić o swoją moralność :))) niech się inni o to martwią :)))
-
2007/04/25 13:15:41
No właśnie, byle pierdoła może nie, ale ja nie uważam tego akurat za pierdołę.

A jakoś nie odpowiedziałeś na komentarz Belaty w sprawie kluczy - a on właśnie świetnie ujmuje istotę rzeczy. Ślusarz może dorobić klucz do mieszkania sąsiadów zamawiającego(by ten mógł je okraść) i zarobić lub odmówić i nie zarobić. Podpisywanie swoim nazwiskiem czyjejś pracy jest przestępstwem (chyba, że wykroczeniem? ale na pewno niemoralnym procederem). Napisanie pracy dla studenta, który poda ją za własną, jest świadome i w takim świetle moim zdaniem podpada pod współudział.
-
2007/04/25 15:16:04
kAMBUZELA: najpierw trzeba przyjąć do świadomości do czego ta praca ma służyć, a przecież takiego obowiązku nie ma a ślusarzowi nikt nie tłumaczy do czego ma słuzyć klucz, więc ... nie trafione. Podpisanie się pod czyjąś pracą jest przestepcą? W takim razie całe sztaby ludzi w Polsce podpisujacy się pod dokumentami wypracowanymi przez pewne zespoły są przestępcami :))). Jeżeli godzę się aby ktoś podpisał się pod moją książką swoim nazwiskiem to ani ja ani on nie popełniamy przestepstwa, chyba, że moralne :))) ... to samo dotyczy pracy :))) Jak już wspomniałem każdy ma inną moralność i to co dla ciebie pierdołą nie jest, dla mnie jest :)))
-
2007/04/26 18:44:55
DLA TYCH CO SIĘ TU JESZCZE ZAPLĄCZĄ FAJNY TEKST Z DYSKUSJĄ :))

studia.korba.pl/raport/kupowanie_prac/1,19290,2977,art.html?next=1
-
2007/08/21 16:55:57
PRACE MAGISTERSKIE, LICENCJACJIE, ZALICZENIOWE

Prace magisterskie, licencjackie, zaliczeniowe- profesjonalizm, dyskrecja, gwarancja wysokich not/ kacha340@wp.pl
-
2008/08/01 16:30:10
pisanie prac na zamówienie może doprowadzić do sytuacji, że dyplom uczelni nie będzie się liczył przy zatrudnieniu, wtedy znowu zaczną studiować ludzie którzy mają pasję nauki, a nie studiują żeby mieć określoną posadę czy pensję i po jakimś czasie zatoczy się to samo koło, ale może się mylę...
-
harry122
2008/08/01 23:22:09
BAZYREK: pisanie prac i ich kupowanie to jedynie dylematy moralne, nic więcej. Wiele osób uczy się po to by mieć lepszą pracę lub ją lepiej wykonywać, nie odbierzemy im tego kupowaniem magistrów. Dawniej na Kiercelaku za parę złotych można było kupić warszawskiego magistra. Czy z tego powodu UW straciło swoją renomę? :)
DODATKI


ZAPRASZAM